• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Restauracja “Sub porticibus”
Restauracja “Sub porticibus”
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-12-2025, 23:51

Restauracja “Sub porticibus”
Nazwa miejsca nie jest przypadkowa — wejście do restauracji skrywa się pod rzeczonymi arkadami. Bliskie sąsiedztwo Szpitala św. Munga sprawia, że lokal ten stał się naturalnym wyborem tych uzdrowicieli, którzy mogą pozwolić sobie na regularne bądź okazjonalne stołowanie się poza domem — restauracja nie należy bowiem do szczególnie tanich.
Wypełniona meblami w stylu secesyjnym, kolorowym szkłem oraz motywami kwiatowymi i orientalnymi - wychowanym w latach dwudziestych i trzydziestych przywodzi na myśl tandetę, młodszym zaś — świeżość i finezję.
Również serwowane tu potrawy i trunki igrają z tradycją. To miejsce, w którym klasyka spotyka się z nowoczesnością.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#31
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
13-04-2026, 21:51
Spoglądał wyczekująco na narzeczoną, przekonany, że w chwilę ich poznania się tchnie podobnie poetycki romantyzm jak w resztą opowieści i komplementów... ale odpowiedziały mu dwa, zdawkowe słowa. Poczuł ukłucie rozczarowania—wiele razy odtwarzał w głowie tamten moment i chyba pragnął usłyszeć go z perspektywy narzecoznej, opatrzony podobną oprawą. Potem pojawił się cień niepokoju. Pamiętał, jaka była zestresowana rzekomym niedopełnieniem obowiązków. Czy nadal wspominała ich pierwsze spotkanie inaczej niż on? Dla niego wiązało się z delikatnym dotykiem jej dłoni i ciepłem rozkwitającym pod sercem. Coś, co łatwo mogło stać się końcem na zwieńczenie żałosnego miesiąca stało się początkiem: nie tylko ich znajomości, ale i przypomnieniem, że nowe życie bez Ingrid toczyło się dalej. Chyba wspominałby tamten dzień z sentymentem nawet gdyby Leonie nie odwzajemniła w końcu jego zainteresowania, ale może ona pamiętała to inaczej? Może powinien spytać na osobności, czy wolała rozpoczynać ich opowieść tańcami i wygładzić brzegi historii ich związku? Chyba gdyby nie cała sytuacja z Arlo, podeszliby do poznania jej rodziny wolniej i ostrożniej (albo wcale) i zdążyli to wszystko omówić. Teraz improwizował, ale Leonie jakoś... nie dotrzymywała mu kroku. Dlaczego?
- Trochę z winy własnego roztargnienia, a trochę z winy właściciela sklepu, który przestawił rzeczy przy inwentaryzacji... pomyliłem fruwokwiat z diabelskimi sidłami. Leonie musiała je odplątać, de facto ocalając mi życie. - wyjaśnił prędko (nie dodając, że wszedł do sklepu pomimo tabliczki "zamknięte", bo nie chciał robić z siebie przed Moirą kompletnego półgłówka; wystarczyło że po tym popisie gapiostwa dwa lata musiał odbudowywać swoją opinię u Leonie), choć milczenie Leonie i średnie zainteresowanie Moiry... odebrały mu i historii polotu.
Może przy rodzicach Lee zabrzmi to lepiej.
- Ależ czy to do nich nie należało buntowanie się? Konformizm zabija, w ich przypadku: dosłownie. - odparował Moirze z iskrą w oku. Nie rozpędził się politycznie, bo w restauracji nie mógł, ale było blisko. Nie będzie żałował mugolskich żołnierzy, skoro ich decyzje—czy to opieszałość w wojnie, czy też samo jej wywołanie—doprowadziły do śmierci Severusa.
Nie udało mu się jednak podchwycić spojrzenia Leonie, która uśmiechała się jakoś... nieswojo; więc porzucił temat.
- Pewnie geniusze zatracają czasem granice szacunku. - wyrwało mu się z lekkim przekąsem w odpowiedzi na komentarz Leonie, choć chyba nie powinien mówić tego przy Moirze. Chciał jednak wywołać jakąś reakcję narzeczonej, a w ciągu ostatnich pięciu minut tylko grubiaństwo Sandersona wywołało jej reakcję. Jego mina złagodniała, gdy narzeczona pochwaliła jego szanse na niedoszłą karierę, a Moira przypomniała, że naprawdę był w tym dobry. Ale w co grała blondynka? Próbowała mu przypomnieć, że jej mąż czasem bywał dla niego miły, zanim zaczął pieprzyć się z jego żoną w publicznych przymierzalniach?
- O, czyli znał magiczne słowa... - mruknął do szklanki wody gdy zaczęła usprawiedliwiać Sandersona. Podniósł wzrok dopiero gdy wspomniała o tym, jak ich traktowano. - Nie wszystkich, pamiętasz? Ten Prewett, który miał siano zamiast mózgu oraz ojca, wujka i brata na etatach w Mungu... on nie dostał reprymendy nawet, gdy zamiast brzucha trupa rozpruł również ważne organy wewnętrzne... - prychnął, wspominając podział pomiędzy stypendystami i dziećmi nepotyzmu.
- Zaręczyliśmy się pod koniec kwietnia... - skomentował, właściwie niezbyt speszony tym, że Moira drążyła temat narzeczeństwa. Właściwie było mu to na rękę. A Leonie? Może potrzebowała bezpośrednich pytań, ale jeśli tak: to czemu tak uparcie milczała? - Leonie, myślałaś już o tym? Ja przecież dostosuję się do panny młodej... - podchwycił temat z udawaną kurtuazją, bo w kwestii zaręczyn się jednak do niej nie dostosował i całą sprawę przyśpieszył. - Jest romantyczna. - zreflektował się, widząc jak mina Leonie rzednie. Czy Moira drążyła za bardzo? Ale przecież dobrze się znały, Leonie chyba przywykła do jej... bezpośredniości?
- Nie będę zatem ryzykował urażenia—może poprzestańmy przy szwagrze i szwagierce? Albo imionach, jeśli to za dużo nazewnictwa. - zaproponował pojednawczo.
Wiedział, że dziewczyny często chodzą razem do toalety, ale nie wiedział, że kobiety też.
- To ja... popilnuję stolika. - zażartował, dając im wolną rękę w kwestii tej wycieczki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#32
Leonie Figg
Akolici
i dug my heels into the gravel as evidence for you to unravel. can you find me?
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
14-04-2026, 09:01
Rozmowa o diabelskich sidłach i buntach na uczelni względem mugolskich działań toczyła się gdzieś obok niej, ledwo ocierając się o bańkę paniki, w której Leonie utknęła. Z minuty na minutę jej strach i napięcie coraz mocniej infekowały myśli, do tego stopnia, że usłyszała jedynie połowę wyjaśnień na temat okoliczności ich spotkania, a reszta rozmyła się w mętnym trzęsawisku, podobnie jak obraz zaczynał rozmywać się na krańcach. Znała to uczucie, próbowała oddychać spokojnie, żeby je przegnać, ale galopujące serce nie chciało zwolnić, jakby znalazła się w sytuacji zagrożenia, z której jedynym wyjściem była słodka i upragniona ucieczka. Bo chciała uciec. Marzyła o tym, by podnieść się z krzesła, odwrócić, wymówić nagłym wypadkiem w pracy i gnać przed siebie ile sił w nogach, żeby umknąć zarówno od nich, jak i swoich czarnych, spiralnych myśli. Przez to ledwo skupiła się na kwestii zachowania wujka, o którym z racji wypadku i utraty życia chyba nie powinna mówić źle, ale lojalność wobec Moiry była w niej tak głęboko zakorzeniona, że każdy przejaw złego traktowania ciotki wywoływał w niej poruszenie. - Tyle dobrego, że w końcu przeprosił... - wymamrotała cicho. Jasper też zdawał się nieobojętny na nierówne traktowanie i Leonie w myślach zadała sobie pytanie, czy jego oburzenie było czyste, czy może nacechowane czymś, czego nie chciała sobie wyobrażać...
Milczała, pozwalała, żeby głosy narzeczonego i ciotki wypełniały ciszę, która wgryzła się w jej własne struny głosowe. Nie pomagał nawet temat ślubu, opatrzony najpierw dziwnym spojrzeniem Jaspera, które źle zinterpretowała, dolewając oliwy do ognia domysłów i czarnych wizji, w których to na palcu Moiry powinien był pojawić się jego pierścionek. Nerwowo obracała biżuterię pod stołem, a kiedy pytania pomknęły w jej kierunku, zauważyła, że w głowie ma wielką pustkę. Data? Dostosuję się? To znaczy, że nie miał swoich preferencji? Może jednak wcale mu na tym nie zależało, odkąd zobaczył przy stoliku jasnowłosą, genialną magichirurg.
- Nie wiem - bąknęła bezradnie. - Myślałam o tym, żeby było szybko, ale... - lekko, prawie niedostrzegalnie wzruszyła ramionami. Teraz niczego nie była pewna. Nie patrzyła też w oczy ani cioci, ani narzeczonego, nadal uparcie zerkając na menu, którego treść jej nie interesowała; jagnięcina ze szparagami i tak nie miała szans zbyt długo przeleżeć w żołądku, Leonie czuła bowiem, że kiedy tylko stąd wyjdzie i trafi w bezpieczne okowy cardiffowskiego gniazda, wyrzuci z siebie wszystko, co udało jej się przełknąć - tak była zestresowana.
Uśmiechnęła się niemrawo, przysłuchując się ich wymianie co do nazewnictwa, bo w każdych innych okolicznościach wydałoby się jej to przezabawne, szczególnie że sami zainteresowani wydawali się tym rozbawieni, a to powinno podnosić na duchu. Wreszcie złagodnieli w swojej obecności - przede wszystkim Jase, który wcześniej był napięty jak struna i zamyślony -, wreszcie prawdziwie żartowali, a ona... Zamarła, słysząc propozycję cioci. Niepewna, czy uda jej się spojrzeć kobiecie w oczy; czy serce w jej piersi nie eksploduje, pędząc jak oszalałe do wszystkich czarnych zakamarków, do blizn zostawionych na jej duszy. Do tętniącego zakażenia podeptanej samooceny, trzy lata temu doszczętnie zniszczonej. Rozchyliła usta, szukając odpowiedzi na tę zwykłą i miłą propozycję wspólnej wizyty w łazience, i poczuła, jak jej gardło wysycha niemal na wiór. Tylko spokojnie. Tylko spokojnie. Tylko spokojnie. Przecież nic złego się nie działo, to na pewno tylko jej głupie wizje, wymyśliła sobie te podejrzenia, które należało odepchnąć w głąb siebie, zapomnieć o nich i nigdy więcej nie rozdrapywać...
- Czy coś was łączyło? - wypaliła niespodziewanie, zamiast odpowiedzieć na ofertę Moiry jak normalny, niezaburzony w żaden sposób człowiek. Jej głos był pełen skrywanego do tej pory napięcia, wzrok pozostawał utkwiony w menu. - Na studiach albo... później. Niedawno? Nie wiem. Kiedyś. Byliście albo chcieliście być... razem? - wydusiła, z każdą sekundą bardziej zaaferowana. Emocje wykipiały, zalało ją gorąco, a jednocześnie jej dłonie pozostały lodowato zimne, świat zaś kurczył się do niewyraźnych plam. - Dlatego tak dziwnie zareagowałeś? - zapytała Jaspera, dając mu do zrozumienia, że zauważyła jego zakłopotanie i zamyślenie, odcinające go od pierwszych fragmentów rozmowy. - Przepraszam - dodała, wciągając powietrze nosem, żeby potem wypuścić je długim oddechem przez lekko rozchylone usta. Nie pomagało. - Po prostu nic nie rozumiem - ani pierwotnej ciszy, ani niejasnych spojrzeń, ani napięcia między nimi, w które na początku popadł Jasper; nie rozumiała szybkiego ucinania pewnych kwestii albo zostawiania ich na jej barkach, jakby z ich dwójki tylko ona naprawdę cieszyła się z nowiny narzeczeństwa; nie rozumiała unikania swoich spojrzeń; nie rozumiała dystansu, który dopiero zaczynał topnieć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#33
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
14-04-2026, 10:20
Historia o diabelskich sidłach, buncie który uznała za niepotrzebny (chociaż sama jednocześnie ubierała się wtedy mało kobieco byle pokazać swoją niezależność) czy magicznych słowach jej zmarłego męża to rzeczy, o których mogli rozmawiać beztrosko jeszcze jakiś czas, gdyby tylko nie pojawili się tutaj w trójkę. Nie dało się ukryć, że Leonie wydawała się przytłoczona obecną sytuacją – być może zachowywali się zbyt swobodnie w swoim towarzystwie? Mieli dużo wspólnych tematów, ale mieli też za sobą lata wspólnej historii. Pracowali w jednej placówce. Zajmowali się jedną dziedziną. Mieli licznych wspólnych znajomych. Moira zaskoczyła się nawet tym jak gładko poszło jej ponowne odzywanie się do Jaspera na sposoby inne od grzecznościowych formułek. Jak łatwo podniosła spojrzenie na jego oczy i znowu prowadziła nieskażoną wstydem rozmowę. Być może mogła spróbować zrobić to wcześniej, ale przez te dwa lata… Autentycznie wciąż odcinać musiała się od emocji związanych z wypadkiem, byle poradzić sobie z nimi w pojedynkę i byle nie ukazywać ich nikomu. Być może wydawało jej się tylko, że mogła zrobić to wcześniej, ale chyba myślała tak obecnie tylko dlatego, że dotarło do niej, jak szybko pozbierać musiał się najwyraźniej Prince.
Nie mogła wiedzieć, że wcześniej był już na to poniekąd… Przygotowany.
– Ale to Prewett Jasperze, mógłby i przyszyć rękę w miejscu nogi, a i tak spotkałby się z aprobatą. Te nazwisko działa na profesorów medycyny jak halucynogeny – ma ochotę przerzucić oczami, ale temat musi urwać, bo po złożeniu zamówienia – gulaszu jagnięcego, bo po pierwsze – to kolejna potrawa którą mogła zaoferować Leonie gdyby jej wybór jej nie smakował, a po drugie – te danie, chociaż nazwane gulaszem, było de facto potrawką bardzo bliską tej wspominanej z młodości. W Hogwarcie jadali takie często, bo dostęp do mięsa owczego był w Szkocji chyba najprostszy. Gdy jednak Leonie nie wyraża chęci rozmowy o terminie ślubu, o faktycznym nazewnictwie ich relacji w rodzinie, o tym jak Ted zareaguje na Moirę siedzącą obok niego w trakcie ceremonii ślubnej, a i propozycja pójścia do toalety byle dać głowie odpocząć nie trafia na podatny grunt… Sanderson wydaje się nieco bezradna. Nie może animować tej rozmowy dłużej, nawet jeżeli Jasper wydaje się coraz bardziej zaangażowany.
Ale nie musi też tego robić. Leonie mówi w końcu co jej nie leży, a Sanderson nawet się nie śmieje. Bo to nie jest śmieszne. Coś ich łączyło – to prawda, ale Moira nie musi usłyszeć pytania-doprecyzowania, żeby wiedzieć o jakie coś jej chodziło – Jasper przyznał w końcu, że była romantyczna.
– Nie – odpowiada od razu. Nie miała żadnego partnera przed mężem, do niedawna nie miała żadnego partnera po mężu, a o partnerach w trakcie męża… Się nie rozmawiało. Bo oni nie mieli znaczenia. – Ale nie jesteś pierwszą, która o to pyta albo to sugeruje, mnie to drażni, nie wiem jak Jaspera – jeden nie zapytał, a potem dach spadł mu na głowę. Sanderson musi i chce zachować niezrażoną twarz. To łatwe, kiedy jest się sobą. Nutę irytacji w głosie ukryje za słowami, które są częściową prawdą. – Owdowieliśmy w jednakowym czasie. Mamy dużo wspólnych znajomych – nie musi chyba mówić nic więcej. Głowa mogła rozboleć od sugestii – szczególnie kobiet wobec Moiry, bo naturalnie nie mogła wiedzieć jak wyglądało to w środowisku Jaspera. Być może nie otrzymywał nigdy komentarzy “dziecko potrzebuje ojca”, bo zwyczajnie dzieci nie miał. A temat wspólnego wdowieństwa? Była już tak emocjonalnie przygotowana na zatajenie szczegółów, by nawet nie czuć strachu. Jakby sama wierzyła już, że to było tylko przypadkiem. – Spotykam się z kimś innym – wielkie słowo – trwa to raptem chwilę. To chyba poważniejsze niż wyjścia na miasto, pojedyncze randki czy flirt. Przynajmniej traktowała to poważniej. – Mogłaś zapytać od razu. Sama bym ci powiedziała. To idziemy? – ponagla w kwestii łazienki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#34
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
14-04-2026, 20:00
Rozmowa z Moirą stawała się coraz łatwiejsza, jakby niewidzialna bariera dzieląca ich od tamtego lutowego poranka wreszcie zelżała. Jej akceptacja wobec zarówno narzeczeństwa z Leonie, jak i szybkiego ukrócenia stanu wdowieństwa przyniosła niespodziewaną ulgę. I chyba nie do końca było tak, jak w przeszłości—bo w przeszłości najpierw byli zbyt zestresowani nauką i stypendiami, a potem Moira stała w cieniu swojego męża—ale tak, jak mogłoby być. Teraz, gdy chyba... mogliby wreszcie dojść do siebie.
Rozmowa z Leonie stawałą się jednak coraz cięższa, a cisza coraz bardziej wymowna. Chyba był trochę rozproszony, najpierw własnym stresem, a potem podtrzymyaną przez Sanderson rozmową. Chyba chciał udowodnić im obu, że jego początkowe napięcie jest juz nieistniejące; że zostanie zapomniane. Nie wiedział, że Leonie nie dość, że je zauważyła to nie zapomniała i że przez ostatni kwadrans roztrząsała jego reakcję w głowie na wszystkie strony: nie rozważając na dłużej stresu wywołanego zakłopotaniem przy stoliku, a dochodząc do...
- Co? - uśmiech wywołany żartem Moiry o Prewettach zamarł mu na ustach, gdy posądziła ich o coś. Dobrze, że jeszcze nie jedli bo upuściłby z zaskoczenia widelec. Zamrugał, a błysk paniki, że domyśliła się prawdy (powiedział jej w końcu, powiedział jej o śmierci Ingrid...) szybko został zastąpiony paniką i zdziwieniem innego rodzaju. Związek? Nawet gdy siedział pod kostnicą zdradzony i zdumiony i nieracjonalny, a do myśli cisnął mu się ponury wniosek, że powinni się zemścić na Adamie i Ingrid (ale jak mścić się na martwych?)—nawet wtedy nie miałby odwagi niczego Moirze zaproponować. Ostatecznie odreagował na innych wdowach, z których dowcipów się nie śmiał i z którymi nie miał wspólnej historii. Choć jego pierwszą żoną była blondynka, zawsze wolał chyba jednak brunetki.
Zanim zdążył odpowiedzieć... zrobiła to Moira. Dokładając jedynie drewna do ogniska zdziwienia. Jej pierwsze słowa przyjął z pokerową miną, ale na dźwięk owdowieliśmy wyraźnie (i niezbyt dyskretnie) poszukał jej spojrzenia. Serio? Jej ton był neutralny, ale nie wiedział czy potrafi... czy powinni... Moira nie wiedziała, że Leonie cośtam o śmierci Ingrid już wie...
Przełknął ślinę. Czuł się bardzo źle, okłamując je obie. Chciałby zostać sam na sam z Leonie i powiedzieć jej, że przewidział śmierć Adama, choć nie dodać w jakim kontekście. Albo zostać sam na sam z Moirą i przyznać się jej, że przyznał się narzeczonej, że żona go zdradzała. Ale nie mógł, tym bardziej, że to Sanderson dążyła do porozmawiania z Leonie w cztery oczy—wreszcie zrozumiał, o co chodzi z tą toaletą. Chciała jej coś powiedzieć o nim? Ostrzec? Wyznać coś nie dla jego uszu?
- Tak, jak mówi Moira... - odezwał się, mimo wszystko wdzięczny za to, że jej zdania kupiły mu czas do namysłu. Szkoda, że nie wykorzystał go na namysł. - Nie spodziewałem się, że znam twoją ciotkę ze studiów, ze szpitala, że... odwdowieliśmy w tym samym czasie, a nie wszyscy znajomi wiedzieli jakiego rodzaju wsparcie pomaga zamiast irytować. - Merlinie, nie powinien był tego po niej powtarzać. Czy w ogóle zrobił to neutralnym tonem? - Zakłopotała mnie trochę ta sprzeczka o stolik i może zmartwienie, że Moira pomyśli, że ruszam do przodu za szybko.  - spojrzał porozumiewawczo na Leonie. Mówił jej, że nie kochał Ingrid, ale dla narzeczonej powinno być logiczne, że nie rozgłaszał tego w szpitalu. Nie wiedziała tylko, że Moira wiedziała, że Ingrid nie była mu wierna. - A w kilka tygodni po owdowieniu poznałem przecież ciebie. - uspokoił, kładąc dłoń na jej dłoni. Przecież tu nawet nie było czasu na żadne romanse, logicznie myśląc... więc ile właściwie powinien wyjaśnić? Sumienie ciągnęło go w dwóch kierunkach, podpowiadając, że wszystko i że jak najmniej.
Moira znów wybawiła go od dylematu.
- O, gratulacje. - powiedział ucieszony i zdziwiony, ale i nieco nieobecny; wciąż roztrząsając reakcję Leonie. Skąd ta podejrzliwość? Nie mógł jej spytać o to wprost, nie przy Moirze, ale przecież powiedział jej—jasno i wyraźnie—jak ważna jest dla niego wierność. Zarówno we własnym związku, jak i względem wieloletnich małżeństw znajomych z pracy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#35
Leonie Figg
Akolici
i dug my heels into the gravel as evidence for you to unravel. can you find me?
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
14-04-2026, 20:53
Zanim odpowiedzieli, a jeszcze póki czuła na sobie ich zdumiony wzrok, ciśnienie w jej uszach przerodziło się w nieznośny pisk. W skowyt rozrywanej na strzępy nadziei. W śmiejące się echem przeświadczenie, że nic, nic, nie będzie dobrze. Leonie próbowała liczyć sekundy oddechów, jednakże myśl, że mogła niechcący trafić na ślad dawnej prawdy i że szczęście, które pielęgnowali z narzeczonym niczym nieśmiało kiełkującą roślinę, mogłoby się rozpaść, bolały ją do tego stopnia, że nie mogła powstrzymać paniki, kładącej szpony na wrażliwym umyśle. Kto by pomyślał, że krótka i kategoryczna odpowiedź Moiry okaże się otrzeźwieniem, którego potrzebowała? Pojedyncze słowo przedarło się przez mgłę osnuwającą rozum, a wówczas Leonie otworzyła szeroko oczy i tym razem to ona popatrzyła na ciotkę, jakby kobiecie wyrosła co najmniej druga głowa. Była tak bardzo przekonana, że odkryła ich tajemnicę, że w zaciskającej się na sercu panice nie przewidziała, że... wcale tak nie było. Nawet napomknięcie o częstych tego rodzaju pytaniach nie stępiło ryczącej w niej nagle wdzięczności za to, że nie postanowili być kochankami, zaś oddech, który wypuściła z płuc, wreszcie zdawał się je trochę rozkurczyć. Potem przeniosła wzrok na narzeczonego, wtórującego Sanderson i chyba jednakowo skonfundowanego kierunkiem, jaki przybrała ich rozmowa. Tak, śmierć małżonków mogła ich zbliżyć, a Leonie nie wzięła pod uwagę, że narodziła się między nimi zwykła koleżeńska sympatia, empatia, zamiast niespełnionej miłości.
- Och... -  wydusiła cienko, po czym zdołała odchrząknąć, ale zamiast mieć na tyle klasy, żeby udawać zakłopotaną, jej ekspresję rozjaśnił uśmiech. Jeszcze nieco niepewny i nieśmiały, jednak bardziej podobny do uśmiechów z samego początku spotkania, niż sztucznych grymasów przyklejonych do twarzy w parodii miny dziewczyny, która walczyła o życie w wilgotnej, zakurzonej i zapomnianej przez bogów piwnicy. - Och. To dobrze, niech tak zostanie - poprosiła, a nerwowość, którą wcześniej czuła, objawiła się w cichym, napiętym śmiechu, krótko dźwięczącym na pięciolinii głosu i równie szybko znikającym w gwarze sali. Zerknęła na dłoń, którą Jasper znów zakrył swoją, i tym razem splotła z nim palce mocniej niż wcześniej, pozwalała wspólnemu ciepłu ich skóry zdrapywać szron z kości przeszytych wcześniejszymi zimnymi dreszczami. - Przepraszam, ja... To dlatego, że gdybyście zmienili zdanie i spojrzeli na siebie, zamiast na mnie, czego, proszę, nie róbcie, świat pewnie byłby z tego zadowolony. Oboje jesteście mądrzy, dojrzali, utalentowani, na dodatek piękni, i... Wystraszyłam się - wyjaśniła szeptem. Do przyznania prawdy pomogło przypomnienie, że Jasper na krótko po śmierci Ingrid trafił do Sennego Fruwokwiatu i od tamtej pory wracał jak bumerang, oraz rzucenie światła na jego początkową reakcję; kąciki jej ust drgnęły przepraszająco, wyglądała na skruszoną. - Teraz tak mi głupio - dodała. Na szczęście Jase nie wydawał się na nią zły, tym bardziej, że wciąż trzymali się za dłonie, a ciocia także nie sprawiała wrażenia urażonej. Ostatnim, do czego pragnęła doprowadzić, to to, by się na nią obrazili. - Ale nie mogłam przestać o tym myśleć... A żadnego z was nie chciałabym stracić - "bo was kocham" pozostało niedopowiedziane.
Ale zaraz. Spotykam się z kimś innym? Leonie znów wybałuszyła oczy, po raz kolejny chwytając wolną dłonią rękę Moiry, jakby chciała zatrzymać ją w miejscu - i poniekąd tak było, bo magichirurg ponownie zaproponowała wspólne odświeżenie w toalecie. Tylko jak miała porzucić infekującą ją natychmiast ciekawość i po prostu zapomnieć o tym, do czego czarownica się przyznała, żeby odpędzić obawy siostrzenicy?
- Nie ma mowy, pójdziemy, jak powiesz nam coś więcej - naparła z widoczną jak na dłoni ekscytacją. Przyjemnie było czuć w sobie ten żar, nieporównywalny do paniki, z której ledwo wyszła; przypominało to narzucony na kolana ciepły koc, zamiast piekielnych języków. - Kto to jest? Od dawna się znacie? To coś poważnego? - podpytywała z wypiekami na policzkach - częściowo pozostawionych przez emocje, które groziły do niedawna, że rozedrą ją na strzępy. - Nowina za nowinę to chyba uczciwy układ... - zasugerowała z nutą chochlikowatości, wskazując ruchem głowy na siebie i Jaspera. Moira już o nich wiedziała, czas zatem wyrównać rachunek. Szkoda, że byli w restauracji, bo miała ochotę słuchać tego z kolan Jaspera, spod prawdziwego koca, z kubkiem domowej herbaty i ulubionymi ciasteczkami korzennymi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#36
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
10 godzin(y) temu
Wpatruje się w Leonie z nieodgadnioną miną, a raz na jakiś czas umyka jedynie spojrzeniem ku tłumaczącymu się Jasperowi. Musiał właściwie to powtarzać? Jej zdaniem nie – przekazała już informację. Może jednak znał Figg lepiej niż ciotka i wiedział, że właśnie tego potrzebowała – zapewnienia; tym czego nie potrzebowała było chyba wyjście z tłocznej i głośnej sali, jak zauważyła, bo wciąż nie były przecież w łazience. Tak jednak długo jak Jasper swoimi słowami faktycznie uspokajał Leonie, musiała go chyba pochwalić (w myślach, oczywiście) – sama nie miałaby cierpliwości do dalszego uspokajania siostrzenicy po podejrzeniu tak absurdalnym. Szczególnie po kolejnych jej słowach – wyrzuconych chyba bez przemyślenia i zbyt gorączkowo.
Sanderson nie wie co właściwie powinna powiedzieć, byle nie zabrzmieć okrutnie – nic nie szkodzi? Wyraziła już cień swojej dezaprobaty, kiedy zwróciła uwagę na to, że Figg powinna właściwie zapytać od razu. Coś w całej sytuacji drażniło blondynkę – nawet jeżeli emocje te opanowała i tłumiła równie skutecznie, jak każdy inny dyskomfort na przestrzeni ostatniego roku – kiedy emocjonalnie pozbierała się do kupy.
Leonie miała dwadzieścia pięć lat. Jej narzeczony miał lat trzydzieści osiem. Siostrzenica chyba musiała być przygotowana na to, że miał kogoś przed nią. Miała szczerą nadzieję, że przejęła się tym tylko dlatego, że to mogła być właśnie Sanderson i że nie przejmowała się tak każdym.
– Świata nie obchodzą takie rzeczy, Leonie, nie wiem czy byłby zadowolony. To ciebie obchodzą takie rzeczy – nie wie właściwie czy to uspokajające, ale po prostu mówi co myśli. I chyba jest to fakt, nie opinia. – I chociaż nie powinny, chyba nawet umiem zrozumieć twoje obawy, porównywanie się co innych… – szczególnie, że w swoim czasie sama nie szanowała wcale powagi instytucji małżeństwa – żadnych świętych obietnic składanych sobie wzajemnie. Była głupia. Gdyby nie jej wybory – być może nie musiałaby wychowywać dziecka sama. – Ale jesteście narzeczeństwem i złożyliście sobie deklarację, którą jak zakładam – oboje traktujecie poważnie. Takich jak ja w szpitalu znajdziesz co najmniej kilka, wszystkie mają z nim dużo wspólnego, to żaden wyznacznik zainteresowania – patrzy na spleciona dłonie kochanków. Czy mówi tak, jakby go tu nie było? Może, ale woli skupić spojrzenie na Leonie. Czysto taktycznie. – Musisz nauczyć się mniej myśleć o tym z jakimi kobietami obcuje na co dzień twój narzeczony, bo ostatecznie zawsze chce wracać do ciebie, bo wybrał ciebie i masz w sobie coś, co przewyższa widocznie zalety które wymieniłaś – to dość… Rozważne słowa. Gwiazda polarna pozwalająca na przetrwanie w świecie, w którym musiała mężowi zaufać. Ostatecznie to nie on zdradził jej zaufanie pierwszy i chociaż teraz wspominając swoje zachowanie – czuła okrutny wstyd, wtedy wydawała się dla siebie dużo bardziej wyrozumiała. Była w końcu zraniona, uparta w dążeniu do celu i jak powiedziała – zawsze ostatecznie do niego powracająca. Nie chce by wszystko brzmiało tak… Oficjalnie i pompatycznie. – Ale nie dziwię się, że jest ci głupio, to było dość… Głupie – uśmiecha się złośliwie.
Szczególnie, że z kimś się spotyka. Gratulacje Prince’a przyjmuje więc z łagodnym skinieniem głową. Nie chce zapeszać – mogłaby powiedzieć, ale Figg chyba bardzo chce, by zapeszyła i po prostu powiedziała coś więcej. Obie bywały uparte, prawda?
– A ty mówiłaś mi o waszych spotkaniach od pierwszego wspólnego wieczora? – drąży dziurę w brzuchu siostrzenicy. – Nie. Więc pozwól mi jeszcze chwilę nacieszyć się tym w samotności. Przedstawię wam go, jeżeli nagle wszystko nie rozpadnie się nim na dobre się zaczęło – dzwoni palcami o blat, a potem zgina je w pięść w nerwowym geście. Chyba się zestresowała, bo jak inaczej wyjaśnić to, że wykonała znienawidzony przez siebie gest? – To pacjent. Od jakiegoś czasu. To najpoważniejsze od lat.
Była jak na siebie bardzo niekonkretna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


Skocz do:

Aktualny czas: 17-04-2026, 00:11 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.