• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Reading, Rezydencja Scamanderów > Zakątek pamięci
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-02-2026, 23:14

Zakątek pamięci
Niewidoczna z okien rezydencji konstrukcja nad jeziorem, którą budowano w greckim stylu. Wybudowano ją w 1936 roku, po śmierci ojca Gethena. Wewnątrz altany znajduje się ławka z widokiem na jezior oraz kamienną płytę pod która znajdują się urny rodziców Gethena. Ścieżka prowadząca do tego miejsca nie jest dobrze widoczna, chociaż regularnie przemierzana przez Scamandera.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
01-03-2026, 01:08
11 maja?

Miał odwiedzić Gethena już tydzień temu, ale w Londynie zatrzymał go przypadek bardzo ciężko otrutego pacjenta. Normalnie zostawiał takie przypadki za drzwiami szpitala zaraz po dyżurze, nawet jeśli dość niechętnie przekazywał je w ręce drugiego toksykologa na oddziale—ekscentrycznego doktora Berga, który podzielał fascynację Jaspera toksynami i różnił się od niego w każdym innym względzie—ale przez kilka ostatnich dni siedział w szpitalu dłużej niż powinien. Ciężko zatruty jadem tentakuli pacjent okazał się bowiem przyszłym szwagrem Prince'a, co momentalnie skomplikowało jego życie prywatne. Wliczając w to odwiedziny u przyjaciela i potrzebę opowiedzenia mu o zmianach w życiu prywatnym.
Przed wyjazdem do Reading wypisał kilka recept. Luksus przyjaźni z toksykologiem polegał na tym, że Gethen nigdy nie musiał martwić się o dawkowanie eliksirów na ataki Kruczej Migreny, Jasper wyliczał to za niego. Zdaniem Prince'a, Scamander i tak już spędził zbyt wiele czasu w szpitalach. Poznali się w skrzydle szpitalnym w Hogwarcie, gdy siedemnastoletni Prince próbował przekonać pielęgniarkę, że miał migrenę (nie miał), a trzynastoletni Gethen leżał tam po prawdziwym ataku.
To nie była przyjaźń od pierwszego wejrzenia, wręcz przeciwnie. Prince był wtedy przybity wyrzutami sumienia po śmierci brata, przerażony własnymi koszmarami i wściekły na cały świat, bo inaczej nie umiał poradzić sobie z żałobą. Niewiele wcześniej wdał się nawet w bójkę z młodszym bratem, który był niewiele starszy od Gethena.
Ostatnim, czego potrzebował, był trzynastolatek, sugerujący mu, że wcale nie ma Kruczej Migreny i że sen opisany pielęgniarce brzmi jak proroczy. Obrażony Jasper kazał smarkaczowi nie podsłuchiwać, ale gdy ochłonął—wrócił by jeszcze raz porozmawiać z młodszym jasnowidzem. Jasnowidz, wtedy jeszcze nie znał tego słowa, wtedy nie chciał o tym myśleć; ale było mu głupio, że ofuknął chorego trzynastolatka i po jakimś czasie zrobiło mu się żal, że Scamander tyle czasu spędza w skrzydle szpitanym i postanowił mu pomóc z zaległościami (materiał z trzeciego roku był dla starającego się o stypendium Prince'a dość łatwy). Pomimo różnicy wieku, Gethen był jedyną osobą (skoro już się domyślił...), z którą Jasper mógł porozmawiać o jasnowidzeniu: najpierw ostrożnie i ze sceptycyzmem, potem powoli oswajając się z tematem. Z biegiem lat podtrzymali ten kontakt, zacieśniając go w prawdziwą przyjaźń. Gethen wiedział o Jasperze więcej niż jego własna rodzina, bo im Prince nigdy nie przyznał się do swoich proroczych snów. Nie wiedział jedynie o sympatiach politycznych Jaspera i jego przynaleźności do akolitów. W tej kwesti toksykolog pozostawał ostrożny, choć powrót Grindelwalda dał mu do myślenia—może był zbyt ostrożny?
- Dużo masz pracy z utrzymaniem tego ogrodu? - zagaił, gdy wraz z przyjacielem postanowili spędzić dzisiejsze popołudnie na świeżym powietrzu. Bywał w jego rezydencji wielokrotnie, ale dzisiaj rozglądał się jakoś uważniej, myśląc o rzeczach, o których zwykle nie myślał. Czy Gethen potrzebował ogrodnika? Czy utrzymanie takiej posiadłości było bardzo kosztowne? Czy jej kupno byłoby kosztowne? Nie jej, po prostu... domu. Narzeczona zwierzyła się Jasperowi, że marzyła o domu, ale miał tylko (aż?) mieszkanie w centrum Londynu, na Horyzontalnej. O niej też zamierzał Gethenowi opowiedzieć, ale mieli czas. Leonie była dziś w Dolinie Godryka, więc Prince'owi nie spieszyło się z powrotem do miasta. - Nigdy nie brakowało mi ogrodu, ale... nie wiem, może czas na zmiany. W porównaniu z twoim domem, Londyn zdaje się czasem ciasny. - mruknął, spoglądając w stronę rozciągającego się za płotem lasu.

posiadłość graniczy z lasem i jesteśmy nad jeziorem, więc za zgodą Gethena rzucam na Wiosnę

Za zgodą MG przerzut Wiosny i gramy Tą kość
Wiosna 1x: Nadzór różdżki

Podczas rutynowej kontroli na ulicy spotykasz aurora, który nakłada na twoją różdżkę zaklęcie monitorujące. Przez najbliższe 2 tygodnie fabularne każde użycie magii wysyła sygnał do Ministerstwa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
04-03-2026, 09:03
Wypadki chodziły po ludziach, bliższych i dalszych Gethenowi, czego historyk był aż za bardzo świadomy. Sam miewał problemy natury zdrowotnej dość często, dlatego wiadomość od Jaspera, że musi przełożyć odwiedziny wcale nie zaskoczyła Scamandera ani nie wywołała w nim irytacji. Jasper nie musiał się tłumaczyć, aby uzyskać zrozumienie przyjaciela, bo ten rozumiał że wielu rzeczy nie da się od tak zostawić losowi, a często się po prostu nie chce porzucić obowiązków. Scamander doceniał oddanie Prince'a do jego pracy, pacjentów i poczucia obowiązku, wielokrotnie pomógł i jemu, przynosząc mu odpowiednie eliksiry na ataki migreny kruczej. A dzięki niemu nie musiał się martwic o odpowiednie recepty na zaś, Jasper wydawał się być doskonale zorientowany w przypadłości Gethena, dzięki czemu działał błyskawicznie.
Znali się już szmat czasu, chociaż ich początki nie były ani przyjemne ani sympatyczne. Gethen spędzał w Skrzydle Szpitalnym dość dużo czasu, zwłaszcza w pierwszej połowie edukacji w Hogwarcie. Będąc nastolatkiem mial problem z zaadaptowaniem się w zamku, jego fobie były bardzo silne, a wizje stawały się aż przesadnie nagminne. To skutkowało częstymi atakami, które wyłączały go z życia szkoły na kilka dni.
Traf chciał, że akurat Gethen dochodził do siebie, kiedy Prince zjawił się w gabinecie pielęgniarki usiłując przekonać ją, że ma atak migreny. Gethen jako wycofany i małomówny chłopak był daleki od wtrącania się w dyskusję. Lecz wspomnienie o śnie zwróciło jego uwagę, w tamtym momencie Scamander był świadomy swojej odmienności, wiedział że odziedziczył dar jasnowidzenia od prababki. Kiedy Jasper wyszedł obrażony od pielęgniarki, Scamander zaczepił go, chciał uświadomić starszego Ślizgona, że to nie jest to co mu się wydaje, a całkowicie co innego. Jednak został zbyty i Gethen odpuścił, ale Jasper wrócił do niego niedługo później. Scamander nie kryl się ze swoimi zdolnościami, ponieważ wizje potrafiły go nawiedzać nawet w czasie lekcji, czy na korytarzu i trudno było ukryć ten fakt, kiedy po prostu zastygał w bezruchu i odcinało go od rzeczywistości. W przypadku Jaspera było inaczej, przede wszystkim wizje nie powodowały od czasu do czasu ataków migreny i o wiele starszy uczeń mógł lepiej sobie poradzić ze spontanicznymi wizjami.
Te wydarzenia zaowocowały tym, że Gethen zyskał kolejną osobę, która przejęła się jego losem i postanowiła go wesprzeć. Co następnie z biegiem lat przeobraziło się w przyjaźń na lata. Ze Scamanderem już tak było, że nie mial wokół siebie wielu osób, ale były mu one bardzo bliskie i przede wszystkim ufał im. Doceniał również to, że i jemu ufano, zwłaszcza że Scamander potrafił był jak skarbnica wiedzy i tajemnic, pracował w Departamencie Tajemnic i potrafił chronić swój umysł przed niepożądaną ingerencją.
- Głównie wiosną, kiedy jest nadmiar liści, a tak... Pozwalam mu żyć własnym życiem. Podcinam jedynie krzewy róż i hortensji, bo te by zaraz zmarniały. - Majowe popołudnie aż się prosiło, aby wyjść z domu i spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu. Gethen z ochotą zgodził się na spacer po ogrodzie. Miał tutaj jeszcze trochę do roboty, ale nie była to przesadnie trudna i ciężka praca. Odrobina ruchu na pewno mu nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie, zdecydowanie pomoże.
Gethen radził sobie z utrzymaniem domu, który odziedziczył po rodzicach. On sam w tej chwili nie był na tyle majętny, aby kupić taki dom. Oszczędności, praca w Ministerstwie oraz zamówienia na grawerunki wystarczały na to, by Scamander nie musiał rezygnować z tego miejsca. Poza tym on nawet by nie chciał przenosić się do Londynu, gdzie na pewno jego samopoczucie diametralnie by się pogorszyło.
- Londyn jest bardzo ciasny i zatłoczony, a do tego głośny. - Scamander zgodził się z przyjacielem, ale słowa Prince'a zwróciły jednak uwagę historyka i ten przyjrzał mu się jakoś tak uważniej. - Zmiany? Znudził ci się Londyn? - Gethen nie wiedział w tej chwili o wielu rzeczach, które zmieniały się dość szybko w życiu przyjaciela, ale czuł pod skórą, że cos się zmieniło.
Szli dalej, kierując się w stronę altanki, która stanowiła miejsce, skąd można było obserwować jezioro. Było to jednocześnie miejsce pamięci, gdzie spoczywały prochy rodziców Gethena. Droga do tego miejsca wiła się przez ogród, który miejscami łączył się z lasem, przechodziło się przez niewielki strumyk, nad którym była ustawiona nieduża kładka. I wszystko byłoby w porządku, gdyby strumyk nie postanowił urosnąć i nabrać rozpędu, przez co kładka została porwana przez prąd wody. Im bardziej podchodzili do wartkiej wody, tym większe było zdziwienie Scamandera.
- Co tu się wydarzyło? Pierwszy raz widzę, aby strumien aż tak wylał. - Zaskoczony Gethen powiódł wzrokiem w kierunku, skąd płynęła woda wędrując wraz z nurtem ku jezioru, które majaczyło w oddali miedz drzewami. - Dziwne. - Historyk zatrzymał się w bezpiecznej odległości od brzegu, chlupocząca woda nie zachęcała do zbliżania się.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
26-03-2026, 06:21
Rozglądał się po ogrodzie, próbując wychwycić te róże i hortensje oraz ślady dzikości, o której wspominał Gethen. Musiał jednak przyznać, że łatwiej przyszło mu wychwycenie kępy kwitnących konwalii (były toksyczne) i dzikiego rumianku (był pożyteczny) niż znalezienie logiki w zieleni albo śladów dbałości o ogród.
Podejrzewał jednak, że jeśli samemu zainwestuje w dom z ogrodem to nie będzie musiał o niego dbać. O ogród, znaczy. O dom powinien.
Leonie by się tu podobało.
- Pamiętasz, jak ci mówiłem, że pomyliłem kiedyś fruwokwiat z diabelskimi sidłami? Może nie jestem stworzony do ogrodów... - zażartował, a anegdotę o tej pomyłce Gethen już znał. Był jedyną osobą, której Jasper się do tego przyznał—samo zdarzenie było dość upokarzające, więc nie czuł potrzeby się nim chwalić. Scamanderowi jednak wspomniał, że po śmierci żony miał dziwne przeczucie by wejść do sklepu zielarskiego w Cardiff, ale nie zauważył tabliczki "zamknięte" (cóż, wizje czasem mąciły zdolność kojarzenia na jawie—na szczęście te za dnia nawiedzały Prince'a rzadko) i wpadł w niebezpieczną roślinę, która była tam przeznaczona do inwentaryzacji. Scamander, jak zwykle, nie naciskał o szczegóły, więc Jasper nie zaoferował ich wtedy więcej. Dopiero w marcu przyznał, że wtedy jego życie uratowała pewna ekspedientka i że spotkał się z nią raz, może dwa. Na początku kwietnia mimochodem dodał, że widuje tą dziewczynę regularnie. A w połowie miesiąca napisał w liście, że to chyba coś poważnego. A na początku maja, że chciałby o czymś Gethenowi powiedzieć osobiście.
No to powie. Bo niestety z tych wzmianek mimochodem trudno było coś wywnioskować, nawet jeśli było się jasnowdizem.
- Londyn jest.... - pełny mugoli. Nie chciał mieszkać z Leonie w takim miejscu, wystraszyła się kogoś ubranego po mugolsku nawet w czarodziejskiej dzielnicy (głupia moda!). -.. głośny. - przyznał dyplomatycznie. - Wiesz, właściwie nie chodzi do końca o mnie... - zaczął, ale zanim zdążył dotrzeć w tej opowieści do brzegu...dotarli do strumienia, który wystąpił z brzegów. Prince zerknął z niepokojem na Gethena—co z jego ogrodem, co z mauzoleum jego rodziców?—który wydawał się równie zdziwiony, ale opanowany.
- Uh... zalało ci już kiedyś ogród? To da się jakoś naprawić, czy minie? - zagaił, choć wyraźnie usłyszał, że to pierwszy raz. Ale może zdarzały się mniejsze podtopienia? - Może powinniśmy znaleźć inną drogę... - zasugerował, ale nie ruszył się z miejsca, bo nie wiedział jaką. Dał Scamanderowi kilka sekund na ochłonięcie i zaplanowanie, jak poradzić sobie z wodą, ale niestety przy przyjacielu nie był mistrzem cierpliwości w rozmowie. Wykazywał się nią raczej przy osobach, z którymi czuł się mniej swobodnie. I właściwie oświadczył się dość niecierpliwie. - Geth, zaręczyłem się z Leonie. O tym chciałem ci powiedzieć. - wypalił, spoglądając uważniej na przyjaciela... ale jego mina była jakaś nieobecna. Albo może po prostu się taka zdawała? - Geth, czy ty mnie słuchasz?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
31-03-2026, 08:34
O tej porze roku próżno było szukać róż, czy hortensji, te były w tej chwili po prostu zielonymi krzewami, które zaczną kwitnąć dopiero za kilka tygodni. Scamander lubił naturalność tego ogrodu, alejki były widoczne i starał się je utrzymywać w ladzie i składzie, aby nie trzeba było walczyć przy przejściu ze zdziczałymi gałęziami. Liście po zimie zgarniał i wywoził poza granice ogrodu, by leśne runo rozprawiło się z zeschłą materią. Nie było tutaj większego ładu, większość krzewów rosła tutaj od wielu lat, mniejsze kwiaty rozsiewały się samoczynnie czyniąc sezonowe najazdy na trawnik i rabaty. Widok białych, drobnych kwiatków na pewno cieszył, to był miły widok po ponurej i mokrej zimie, która nie napawała optymizmem.
Wspomnienie przyjaciela o jego fatalnej pomyłce sprawiło, że na twarzy Scamandera pojawił się uśmiech.
- Tak, pamiętam. Nie zauważyłeś tabliczki na drzwiach i władowałeś się wprost na rozstawione donice i przytuliłeś do diabelskich sideł. - Japser opowiadał mu o tym już jakiś czas temu, potem przy kolejnych spotkaniach zdradzał więcej szczegółów tego fatalnego spotkania pierwszego stopnia z niebezpieczną rośliną, wtajemniczając Gethena w ciekawy skutek towarzyski, który zapoczątkował znajomość Jaspera z botaniczką. - Można powiedzieć, że przeczucie pchnęło cię w objęcia, tylko ty wybrałeś nie te ramiona a i tak summa summarum poznałeś tą miłą dziewczynę. - Skomentował rzucając przyjacielowi znaczące spojrzenie. Listy Jaspera informowały Gethena o jego przeżyciach miłosnych i Scamander był bardzo kontent z tego, że w końcu znalazł kogoś, kto tak dobrze na niego działał.
Sam Scamander dopiero smakował tego uczucia i póki co nikomu się nie chwalił ze spotkań z Moirą. Dla niego było to całkowicie nowe przeżycie i bardzo świeże, próbował się w tym odnaleźć i nie był pewny, czy to właściwy moment, aby związać się najbliższym.
Z tego chwilowego zamyślenia wyrwały go słowa Jaspera na temat Londynu, przynajmniej z tym się zgadzali i Scamander nie czuł się juz tak osamotniony w swoich odczuciach na temat miasta. Ale plątanina słów w jaka się Prince wkręcił utrudniała Gethenowi pochwycenie skupienia, jego myśli rozmywały się, a po chwili ich uwagę zwrócił strumien, który postanowił wyjść ze swojego koryta i rozlać się po okolicy.
- Nie, nigdy aż tak bardzo. - Gethen pokręcił głową unosząc spojrzenie w kierunku altany, która wydała się nie być podtopiona. Na szczęście. Ale czy była szansa przejść tam inną drogą? Niekoniecznie, wszystkie ścieżki przecinał strumien, który widocznie nabrał ambicji na chwilowe przemienienie się w potok albo i rzeczkę.
I tak z kwestii ogrodu nagle przeszli do tematu zaręczyn. Scamandera w tej chwili dopadła myśl o zagrodzie dla żab i czy ten ogród faktycznie będzie bezpieczny dla brzdąca liczącego sobie trzy lata. Zaczynał mieć wątpliwości i wszystko wskazywało na to, że powinien pomyśleć o wezwaniu kogoś, bo może bobry zbudowały tamę i dlatego woda nie mogla ujść do jeziora?
Po chwili Gethen został wyrwany z zamyślenia, a dziś wybitnie myśli mu uciekały, na ustach pojawiał się spontaniczny uśmiech i nieobecne spojrzenie wędrowało gdzieś w stronę domu.
- Jasper? Tak, tak słucham... - Gethen otrząsnął się i dopiero teraz do niego dotarły słowa przyjaciela. Zaręczył się z Leonie. Scamander zamrugał zaskoczony. - Zaręczyłeś się? Z Leonie? - Zebranie myśli zajęło mu zdecydowanie więcej czasu niż zazwyczaj, ale ten krotki szok zmienił się po chwili w radosny uśmiech.
- To cudowna wieść, gratuluję. - Spojrzał na Jaspera, który przed chwilą walczył z niecierpliwością i widocznie bardzo potrzebował zwierzyć się przyjacielowi z tej radosnej nowiny. Gethen podszedł do niego i klepnął go w ramię. - Ciesze się, naprawdę ciesze się twoim szczęściem, Jasperze.
Od tragicznej śmierci żony Jaspera Gethen nie raz martwił się o przyjaciela. Na początku doktor Prince był w fatalnym stanie i Scamander starał mu się pomoc na ile był w stanie, naciskając przede wszystkim, by nie popadał w pracoholizm. Ponieważ nie służyło to ani jemu, ani jego pacjentom, wielokrotnie zapraszał go do siebie, by ten mógł pozbierać się z dala od oceniających spojrzeń kolegów i koleżanek po fachu, a spokój otoczenia po prostu wpływał pozytywnie na wszelkie dolegliwości.
- Przepraszam, ciężko mi dziś zebrać myśli. - Dodał po chwili skruszonym tonem, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że jego zachowanie mogło urazić Jaspera. Chociaż nie robił tego celowo, to po prostu wciąż nie mógł się otrząsnąć po wczorajszym i tym, co się wydarzyło miedzy nim a Moirą. Na dodatek nic nie wskazywało na to, aby Gethena męczyły dolegliwości związane z migreną i wizjami, wyglądał raczej na szczęśliwego, uśmiech nie opuszczał jego twarzy a zwykle zamyślone i melancholijne spojrzenie było dzisiaj zdecydowanie inne, bardziej rozmarzone.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
07-04-2026, 04:38
- Oj tam, od razu władowałem. - roześmiał się, choć obydwoje wiedzieli dlaczego z rozkojarzeniem wszedł w donice i w jakiej był wtedy formie. W teorii przygotowywał się na śmierć żony odkąd ją poznał. Gethen był zresztą jedyną osobą, której Jasper prawie od razu powiedział o swojej wizji jej przedwczesnego odejścia—zaskakująco klarownej, chyba najklarowniejszej jakiej doznał. Ten sekret był zbyt ciężki, by potrafił go w sobie dusić i nieść całkowicie samotnie... choć prawdopodobnie wygadał go egoistycznie, stawiając przyjaciela w bardzo niezręcznej sytuacji ilekroć ten w sytuacjach towarzyskich zderzał się z jego żoną. Wolał spotykać się z Gethenem na osobności, ale przecież zapraszał go na urodziny, imieniny, często—wiedząc o samotności i śmierci rodziców Scamanndera i samemu borykając się z bezdzietnością—na te święta, których akurat nie spędzał w domu rodzinnym i w obecności dzieci brata... A Ingrid tam była, chłodna i posągowa i skazana na śmierć.
A choć był na to w teorii przygotowany, to w praktyce i tak był po jej śmierci w szoku. Podwójnym, albo i potrójnym. Nie spodziewał się, że tak nim to wszystko rozchwieje. Ani że jego wizja będzie błędna i żona zginie w katastrofie magicznego budynku, choć to przed mugolami ją ostrzegał. Ani tego, że nie będzie tam sama. Z tego ostatniego zwierzył się w końcu Gethenowi, choć—zgodnie ze złożoną Moirze obietnicą—pomijając nazwisko kochanka Ingrid. Wiedział, że Scamander nie będzie naciskał. A Gethen wiedział, że Jasper potrzebował wsparcia nawet, gdy się do niego nie przyznawał. Spędził wtedy u niego w Reading kilkanaście sennych dni albo i kilka tygodni, wdzięczny za towarzystwo i możliwość unikania dziwnie pustego mieszkania. Pustka jednak nie odchodziła, aż pchnęła go w ramiona diabelskich sideł. - Nie przeczuwałem, że ktoś może zostawić diabelskie sidła w głównym pomieszczeniu sklepu. Co prawda, nie była to Leonie tylko jej współpracownik, ale... - zażartował, ale w połowie zdania tchnęła go inna myśl. Skoro Gethen już samemu żartował o przeczuciach... - Ty nie wątpisz w każde przeczucie. - zauważył cicho, choć tak naprawdę chciał powiedzieć: ty swoje lepiej rozumiesz, twoje są klarowniejsze. - Myśilsz, że to oklumencja pozwala ci podejść do nich na chłodno? - choć i w szkole Scamander zdawał się podchodzić do swojego daru z mniejszym stresem niż Jasper. Może dlatego, że opowiedziała mu o nim własna rodzina, że nie był z tym tak przeraźliwie samotny jak Prince. Jasper już zawsze będzie mu wdzięczny za to, że w tamte ciemne dni wyciągnął do niego rękę—nawet jeśli starszy Ślizgon początkowo tą rękę odtrącił.
- Tak. Czasem mam wrażenie, że to z Leonie to faktycznie było... - nawet przy Gethenie, z którym rozmawiał o tym od zawsze, nie umiał ubrać tego w słowa. - Że miałem przeczucie, żeby zjawić się w Cardiff. I że czułem się jakbym ją znał wcześniej... - urwał, nagle zakłopotany. Jego wizje zawsze były posępne, miał nadzieję, że z tym przeczuciem tylko mu się zdawało. Nie chciałby w nich widzieć Leonie. Na usta cisnęło mu się pytanie, czy Gethen czasem się tego obawia: że ujrzy nieszczęśliwy los drogiej mu osoby. Ale ugryzł się w język, bo niegrzecznie—będąc zakochanym i świeżo zaręczonym—pytać o drogie osoby starego kawalera. Musiał zresztą mu o tych zaręczynach powiedzieć, więc właśnie to zrobił i...
...i Scamander był człowiekiem opanowanym i spokojnym, ale przyjął tą nowinę bardzo stoicko. Właściwie tak, jakby myślał o czymś innym albo nie do końca słuchał.
- Tak, z Leonie! - roześmiał się, rozbawiony podejrzeniem, że mógłby zaręczyć się z kimś innym (choć nie aż tak bezzasadnym, Gethen wiedział przecież, że z Ingrid zaręczyli go rodzice—szybko i właściwie bez pytania) i od razu wybaczając Gethenowi rozkojarzenie. Chyba po prostu pragnął uwagi, ale Scamander dość bezpośrednio przyznał, że trudno mu ją zebrać. Prince zmrużył lekko oczy, przypatrując mu się uważniej. Najpierw z ciekawością, potem z troską. Czy przegapił coś, gdy był zajęty własnym szczęściem i przekazywaniem dobrych wieści? - Wszystko w porządku? Jeśli nadciąga migrena to wracajmy lepiej do środka... - upewnił się, ale nie, wiedział przecież jak wygląda Gethen przed atakiem i że w jego spojrzeniu kryje się wtedy inny rodzaj nieobecności. Widywał go chorego jeszcze w szkole, a w dorosłości starał się wziąć na siebie jak najwięcej ciężaru rutynowej opieki medycznej, naciskając by przyjaciel udał się do Munga w poważnych przypadkach, ale ogarniając te lżejsze. Młody Gethen spędził tyle czasu w skrzydle szpitalnym Hogwartu, że Jasper chciał mu oszczędzić tego samego w dorosłości. - Nie, to coś innego, prawda? Śniła ci się koronacja Ministra na króla Anglii? Martwisz się potopem ogrodu? A może wpadłeś w pracy na ćwierćwilę? - żartował dalej, choć nie wyśmiałby go za tą ćwierćwilę, nie tak naprawdę. Kiedyś poszedł z Ingrid na Jezioro Łabędzie, w którym główną rolę grała srebrnowłosa primabalerina i bardzo ciężko było mu po tym zebrać myśli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
10-04-2026, 07:30
Scamander uśmiechnął się na przekorne słowa Jaspera. Obaj wiedzieli jaka była prawda i że koncertowo władował się w sidła jak pierwszak na pierwszych zajęciach z zielarstwa w hogwarckich szklarniach. Pamiętał doskonale Jaspera z tamtego czasu, który pomimo świadomości wczesnej śmierci Ingrid i tak przeżywał jej śmierć tak samo mocno, jakby żadna przepowiednia nie nawiedziła go nigdy we śnie lub jawie. Scamander rozumiał przyjaciela, sam przewidział wiele rzeczy a i tak próbował wyprzeć z umysłu część z nich, mając po prostu nadzieję, że nie wydarzą się lub jakoś temu przeszkodzi. Jednak los był okrutny i skoro sobie już cos zaplanował, tak mial plan się potoczyć.
Czas po śmierci Ingrid był specyficzny, dziwnie odrętwiały i Scamander wręcz nalegał by Jasper wziął wolne w pracy i spędził u niego tyle czasu ile potrzebuje, by nie był sam w pierwszych tygodniach samotności. Dla historyka było oczywiste, że w tamtej chwili trudniejsze do przepracowania dla Jaspera było to, że śmierć przyłapała Ingrid nie do końca tak jak to przewidział Prince, bo przepowiednia nic nie wspomniała o kochanku. Jakby już jeden cios nie wystarczył, by zranić człowieka, to dodatkowe okoliczności były jak bezlitosne tortury dla toksykologa.
- Ale summa summarum doprowadziło to do waszego spotkania. - Dokończył zdanie za przyjaciela z uśmiechem, bo zdecydowanie wolał się cieszyć z tych wydarzeń niż z tego, co je poprzedzało. A przygoda w Cardiff tak czy siak potoczyła się w kierunku, który doprowadził Jaspera do tego punktu i ten był po prostu szczęśliwy.
- Oczywiście, że wątpię. Czasem ich nie rozumiem, chociaż dzięki myśleniu abstrakcyjnemu i symbolicznemu udaje mi się wyłapać pewne niuanse. - Westchnął czując, że nie w pełni pojmuje swój dar i bardzo się frustrował, kiedy nie potrafił odczytać na czas podpowiedzi losu.
- W pewien sposób owszem, chociaż oklumencja ma za zadanie stanowić mur przed zewnętrzna ingerencją. Wizje nie wiadomo skąd przychodzą, mialem przez chwile okazje na konsultacje z ekspertem, jednak pan Crouch musiał pilnie wyjechać i nie wiadomo kiedy wróci. - Jasper wiedział doskonale, ze Gethen nie był zawsz zadowolony ze swoich interpretacji wizji, zwłaszcza kiedy objawiały mu się jako przeczucie, pojedynczy przedmiot lub zjawisko i nie stanowiły pełnego obrazu.
Scamander starał się nie przereagowywać w chwili, kiedy doznawał wizji, a to głównie przez migrenę i fakt, że był oswajany z tym talentem od dziecka. Badano go na wszelkie sposoby i wiedział jedno, wizje pojawiały się częściej, kiedy był zestresowany, kiedy jego samopoczucie było osłabione a on miewał gorsze momenty. To wtedy mial wrażenie, jakby rzeczywistość go atakowała i ze wszech sil chciała powiedzieć mu o wszystkim, co niedługo się wydarzy. Jasper na pewno mógł pamiętać czas po tym, jak zmarła matka Scamandera, wtedy jego przyjaciel będąc na progu dorosłości borykał się z natłokiem wizji, że częściej zjawiał się w Mungu z powodu migren niż przepracował dni w Ministerstwie.
- W porównaniu z twoimi innymi wizjami z tamtego czasu, można uznać, że ta stanowiła miłą odmianę. Dobrze, że dałeś się porwać przeczuciu. - Widząc na twarzy przyjaciela zakłopotanie Gethen po prostu uznał, że musi dodać mu otuchy. Nawet jeśli jemu w tej chwili trudno się było skupić i wspomnienia poprzedniego wieczoru sprawiały, że myśli wędrowały w innym kierunku, to dla i tak bardzo się starał.
Jasper mógł stawiać na wiele czynników, które mogły rozkojarzyć Gethena w tej chwili, mogły to być przeczucia, migrena, ciężki temat w pracy albo mógł przeczytać niezwykle intrygująca książkę, która zapadła w pamięć historyka. Trudno było zazwyczaj odganiać o czym rozmyślał Scamnader, lecz dzisiaj był dziwnie inny niż zazwyczaj. Lekki uśmiech nie opuszczał jego twarzy, jego spojrzenie było takie jakby rozmarzone bardziej niż zawsze.
Pytanie Jaspera wytrąciło Scamnadera z tego dziwnego stanu na kilka chwil, Gethen spojrzał na przyjaciele i pokręcił głową. Nie myślał o tym, czy powinien komuś powiedzieć o tym, że spotyka się z Moirą. Do wczoraj ich relacja była nieokreślona, jednak dziś był już pewien jaki kierunek obrali, on i Moira.
- Nie, nie. Jest w porządku. Nic mnie nie boli i nie czuje aury. - Zaprzeczył wahając się jeszcze przez chwilę, bo przecież ufał Jasperowi i zwierzali się sobie z wielu tajemnic i osobistych spraw. Czujne spojrzenie doktora Prince w tej chwili nie opuszczało jego osoby, także znając przenikliwość i dociekliwość jaką jako lekarz prezentował, wiedział że jest na straconej pozycji.
- Nie było to w pracy i ona nie jest ćwiearćwilą, chyba... - Zawahał się zdając sobie sprawę z tego, że Moira jest blondynką o błękitnych oczach. - Jasper, ja się chyba zakochałem. - Spojrzał na przyjaciela czując tak wiele emocji na raz, że w tej chwili był po prostu bezradny wobec tego, co działo się w jego głowie, z jego ciałem. - Definitywnie się zakochałem.
Opuścił spojrzenie i dostrzegł kamień wychylający się ponad powierzchnię wody, a potem kolejny i następny w niedalekich odległościach. Mogliby tedy przejść do altanki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
14-04-2026, 04:49
Nalegania by Prince wziął w pracy wolne brzmiały w 1960 roku niczym uderzanie grochem o ścianę. Desperacko potrzebował rozproszenia i wydawało mu się, że bez pracy pogrąży się w zupełnym odrętwieniu. Dlatego łagodnie, acz stanowczo, odmawiał radom Gethena... by ostatecznie skorzystać z jego drugiej propozycji i pomieszkać przez chwilę u niego w Reading. Oznaczało to, że zostawił w swoim mieszkaniu całkowicie samego nieznajomego czarodzieja, któremu zaoferował kąt w potrzebie... ale nie myślał do końca trzeźwo i chyba był gotów na to ryzyko. Było zresztą mniej groźne niż wdepnięcie w diabelskie sidła.
Może nawet to gościna u Gethena w pewien sposób pchnęła Jaspera w kierunku Leonie. Szczerze mówiąc, z tych pierwszych tygodni nie pamiętał zbyt wiele: był zbyt oszołomiony. Wkładał całą energię w utrzymanie profesjonalnej maski w pracy i w zachowanie spokoju na korytarzach, po których do niedawna przechadzał się kochanek jego żony i geniusz megimedycyny. Jasper wiedział, że śmierci Ingrid nie dało się uniknąć, przewidział ją przecież. Ostro, boleśnie i wyraźnie. Na jego sumieniu ciążył jednak zgon Adama Sandersona i los jego wdowy. Miał ponure wrażenie, że wystarczyło niewiele, by magichirurg nie znalazł się pod dachem walącego się budynku. Nie trzeba było nawet wizji. Wystarczyło, by Jasper zorienował się, że jego żona kupuje nowe perfumy i częściej wychodzi z domu z uśmiechem. By porozmawiał z nią jak mąż z żoną, a potem z Sandersonem jak mężczyzna z mężczyzną. Nie zrobił jednak tego, pozostal nieświadomy i ślepy i teraz żył z wyrzutem sumienia i z wiedzą, że syn Sandersonów będzie wychowywał się bez ojca. W tamtych tygodniach miał wrażenie, że dopadnie go za to karma (choć nie spodzieawł się jej akurat od roślin) i czuł się klaustrofobicznie w pomieszczeniach. Każdy dach wydawał się niestabilny, każdy budynek niebezpieczny. Dlatego dużo czasu spędzał w ogrodzie Gethena i to podświadome pragnienie sprawienia przyjacielowi prezentu (o którym ostatecznie zapomniał, by w końcu zamiast rośliny kupić mu dobre, samopiszące pióro) kazało mu zatrzymać się przed witryną sklepu, w którym pracowała Leonie.
- Tak. Może dużo rzeczy doprowadziło do naszego spotkania. - przyznał z szerokim uśmiechem, myśląc o tym wszystkim. - A może mało. Czasem wolę wierzyć w przypadki niż w przeznaczenie - mimo, że w głębi serca wierzył w to drugie - ale wynika to chyba z lęku. Moje wizje nigdy nie wróżą nic dobrego i za nic nie chciałbym ujrzeć w nich niej. - zwierzył się z lekkim niepokojem.
Kiwnął ze zrozumieniem głową. Rozumiał swój dar jeszcze mniej niż Gethen, ale dzielił z przyjacielem pragnienie zrozumienia i kontroli nad wizjami. Miał mglistą świadomość, że nie dało się ich kontrolować ani zrozumieć samą logiką, ale i tak próbował.
- Może uda się wam utrzymać kontakt listowny? - zasugerował, żałując, że samemu nie zdążył się skontaktować z tym ekspertem. Znał przecież rodzinę Crouchów, pochodzącą z Manchesteru, tak jak Princowie—akurat z tym jego ścieżki jednak się rozminęły.
- Masz rację, jedyne dobre przeczucie. - roześmiał się, najwyraźniej czując się tak lekko, że nawet o wizjach był w stanie rozmawiać wesoło (co zwykle mu się nie zdarzało).
Obydwoje zachowywali się zresztą dzisiaj... inaczej, bo nastroju Gethena nie dało się zbyt długo zwalać na karb typowego dla niego rozproszenia (lub raczej: skupienia się na innej myśli). Zachowywał się nietypowo, a Jasper pociągnął go za język i...
...rezultaty przeszły jego oczekiwania. Ona? Ćwierćwila? Co?
Zrobił wielkie oczy, zupełnie nieświadom, że w trakcie wyznania Gethen zdołał znaleźć bezpieczną drogę do altanki. Kamienie, woda i altanka mogłyby teraz nie istnieć, a Jasper stał jak zamurowany. Wiedział, że byli dorośli—pomimo tego, że jakaś część jego nadal uważała Gethena za młodszego, bo tak chyba bywało ze znajomościami rozpoczętymi w wieku szkolnym. Gdy Prince był nadąsanym nastolatkiem, Scamander był jeszcze dzieckiem. Jasper podświadomie odpłacał się pewną opiekuńczością, bo poznawszy Gethena był raczej... pogrążony w żałobie i mało przyjemny.
W każdym razie, choć nie zawsze to do niego docierało, starał się pamiętać, że są dorośli. Że mają prawo do swoich relacji i przygód, nawet jeśli Gethen był dość skryty. Pomimo tej skrytości nie pamiętał, by Scamander kiedykolwiek się zakochał. Nie powiedział "poznałem kogoś", ale od razu przeszedł do... definitywnych definicji.
- Zakochałeś? - powtórzył. - W kim? - wstrzymał się z gratulacjami, niepewny, czy to uczucie odwzajemnione i szczęśliwe.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
Dzisiaj, 07:50
Scamander wydawał się w większości czasu nieobecny, zatopiony w swoich przemyśleniach i świecie przeczytanych książek. Jednak w obliczu tragedii, jaka spotkała jego przyjaciela wykazał się niesamowitym wsparciem. Był uparty, sięgał po solidne argumenty i Jasper uległ. Reading stało się ostoją spokoju dla doktora w żałobie, a Gethen okazał się niebywale opiekuńczym gospodarzem. Pomysł Jaspera, by udostępnić mieszkanie na Horyzontalnej jakiemuś narkomanowi był absurdalny, lecz co wtedy takie nie było? Scamander doszedł do wniosku, że Prince nie powinien przez jakiś czas przebywać w swoim lokum, ale faktycznie przydałoby się pozbyć rzeczy Ingrid. Zdał się zatem na decyzję przyjaciela i w razie potrzeby obmyślał, do kogo mógłby się zwrócić, by ewentualnie pomoc Jasperowi pozbyć się lokatora, gdyby ten próbował uparcie tam zostać na dużo dłuższy czas.
Jednak to nie to było największym zmartwieniem w tamtym czasie. Doktor Prince obwiniał się, zadręczony własnymi przemyśleniami nakładał na siebie coraz większy ciężar winy, za coś co w pewien sposób przewidział. Gethen cierpliwie starał się mu pomoc przepracować to wszystko, wyjaśniać, że nie może brać na siebie odpowiedzialności za każdą wizję i jej skutki. Zwłaszcza w tej sytuacji, gdzie przewidział jedynie to, że Ingrid umrze młodo, a wizji zabrakło miejsca dla pozostałych osób, które zginęły w katastrofie.
Gethen doskonale znał to uczucie, co by było jeśli? Nikt nie wiedział, mogli gdybać do końca świata i tak by nie odnaleźli odpowiedzi. Scamander wychodził z założenia, że jeżeli coś ma się wydarzyć, to się tak czy inaczej zdarzy. Los grał z nimi w ruletkę, podsuwając wizje, podając na tacy obrazy, dźwięki, słowa głównie po to, by grać na ich nerwach. Czasami udawało się uniknąć tragedii, a czasami mogli być tylko widzami, których psychika cierpiała katusze z powodu bezsilności.
Scamander niczego nie oczekiwał od Jaspera, sam fakt, że przyjaciel skorzystał z jego gestu był wystarczający, aby historyk czul się spokojny. Obserwował Jaspera, kiedy ten przesiadywał całymi dniami w ogrodzie, wieczorami grali w szachy czarodziejów, czytali, milczeli w swoim towarzystwie zajęci pracą lub po prostu rozmawiali. Wszystko po to, by świat się poukładał dla doktora Prince'a i by ten mógł pozbierać się.
- Tak, czy siak, spotkaliście się. - Scmanader uśmiechnął się widząc szczery, wesoły uśmiech na twarzy Jaspera. Mial wrażenie, że były ślizgom promieniał, był naprawdę szczęśliwy i teraz nie nękany zadnymi wizjami na temat ukochanej po prostu cieszył się całym sobą. - To jest najważniejsze, Jasperze. - Pokiwał głową na słowa doktora o przypadku, czasami naprawdę lepiej było odłożyć na bok myśli o przeznaczeniu i pozwolić przejąć stery czystemu przypadkowi.
- Niestety ten strach będzie cię męczył, kiedyś mialem podobnie. W końcu moja pierwsza wizja zwiastowała śmierć, potem balem się śnić, a kiedy dostrzegałem przebłysk przyszłości, od razu dopadała mnie migrena ze stresu. - Gethen doskonale rozumiał rozterki przyjaciela, jego pierwsza wizja mówiła o śmierci ojca, wielu kolejnych nie pamiętał, ale z czasem okazało się, że wizje bywały różne i nie tyczyły się tylko złych rzeczy. - Mam nadzieję, że teraz, kiedy jesteś szczęśliwy, wizje również zmienią narrację, że będziesz mógł cieszyć się przebłyskami wesołych wydarzeń. - Tak jak on przez ostatnie dni, gdzie dostrzegał skrawki obrazów, gdzie obok niego była Moira.
- Mam taką nadzieję, doktor Crouch również jest jasnowidzem, dlatego byłem bardziej przekonany do niego, by zgłosić się z własnym przypadkiem. - Spotkanie z Zachariasem nie traktowało o samym przypadku jasnowidzenia, służyło głównie po to, by zapoznać się i ewentualnie podjąć próbę współpracy. Jednak póki co, Gethen musiał zadowolić się kontaktem korespondencyjnym.
- I nie ostatnie. - Odparł przekornie widząc w końcu radość na twarzy Jaspera, kiedy mówił o własnym darze jasnowidzenia. Gethen życzył mu z całego serca, by w końcu wizje przestały być jego koszmarem w życiu, a stały się spojrzeniem w kierunku dobrych wydarzeń.
Gethen rzadko kiedy się zwierzał ze swoich przeżyć, chociaż pod kątem naukowym bywał niezwykle wylewny, tak rozmowy o uczuciach, emocjach i tak dalej przychodziły mu niezwykle trudno. Jasper znal zdanie Gethena na temat związków i jego przyszłości rodzinnej. Historyk wybrał samotność świadomie, wątpiąc w to, że znajdzie kogoś, kto będzie chciał po prostu z nim spędzić lata życia bez zakładania rodziny, bo tego stanowczo odmawiał, bojąc się że obarczy kolejne pokolenie swoimi problemami nie tylko pod względem opieki ale i genetyki.
W towarzystwie Jaspera Gethen zawsze czul się spokojny, bezpieczny, jakby fakt, że starszy od niego o kilka lat przyjaciel stanowił dla niego solidne oparcie. Chociaż początki ich przyjaźni były dość trudne i rozpoczęła się ona w chwilach, kiedy żaden z nich nie był w najlepszej kondycji, to jednak przez lata zbudowali solidny most.
Scamander przez chwile wahał się, czy spróbować przejść przez strumień po kamieniach. Ale nim postawił stopę na czubku pierwszego głazu, Jasper podjął temat uczuć Scamandera, który wyraźnie nie potrafił zebrać myśli i wyartykułować słów na temat swoich emocji. Jasper przecież nie raz rozmawiał z Gethenem na temat kobiet, z którymi historyk się spotykał. Ale nigdy nie dotarli do takich wyznań.
- Tak mi się wydaje. Poeci nie kłamali, kiedy opisywali ten stan. Bo tak się czuję, dziwnie, inaczej, nie mogę odpędzić myśli i rozpiera mnie radość... - Próbował wyjaśnić swoje myśli, uczucia i emocje, ale czuł się przy tym zagubiony.
Po chwili postanowił sprawdzić, czy kamień jest odpowiednio stabilny, by przejść na kolejny, nieopodal. Stanął na śliskiej powierzchni, co w przypadku Scamandera nie było zbyt mądre, zwłaszcza jeśli pomyśli się o jego brakach w gracji i prześladującym go pechu.
- Doktor Moirze Sanderson. - Obejrzał się na Jaspera odpowiadając mu na pytanie o to, w kim się Gethen zakochał. Historyk zakładał, że Jasper wie, kto to jest, w końcu oboje pracowali w Mungu.
Głaz początkowo wydawał się być stabilny, na pewno stanowił dobra podporę pod to, by zaraz przejść na kolejny. Natomiast Gethen postanowił zatrzymać się i odwrócić wzrok od dalszej drogi, co nie było zbyt mądre. Historyk poczuł, jak nurt podmywa jego buty i te natychmiast utraciły przyczepność na śliskiej powierzchni. Zachwiał się i runął wprost w chłodne wody bystrego potoku, znikając na chwile pod powierzchnią. Prąd pchnął go na kamień, na którym przed chwilą stał i to nie pozwoliło nurtowi porwać historyka dalej.
- Jas! - Scamander chwycił się głazu, bając się, że zaraz odpłynie z nurtem, a pływak był z niego żaden. Bez pomocy trudno będzie mu się wydostać bezpiecznie na stały grunt.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 16-04-2026, 22:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.