• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Irlandia > Dublin > Podziemne korytarze
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
21-06-2025, 18:16

Podziemne korytarze
Pod starą częścią miasta, w pobliżu Christ Church, ciągną się zapomniane korytarze — pozostałość po średniowiecznych piwnicach, kanałach i dawnych przejściach. Ceglane ściany są wilgotne, gdzieniegdzie osypane. Echo rozchodzi się złowrogo, niosąc odgłosy własnych kroków. Tu i ówdzie zachowały się fragmenty schodów, ślady po piecach, nawet odcięty tunel z tabliczką „nie wchodzić”. Dziś to miejsce omijane, ale dzieciaki z okolicy wiedzą, jak dostać się do środka przez zapomniany właz przy Hanover Street. Mówi się, że pewien bezdomny zna przejście pod sam zamek — ale nikt go nie widział od miesięcy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Arthyen Borgin
Śmierciożercy
But you're everything to me. You deepen the red of my blood
Wiek
25
Zawód
likwidator stworzeń, przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
7
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
21
15
10
Brak karty postaci
12-04-2026, 17:50

Im auror lepszy, tym przemytnik sprytniejszy
maja 1962

Przemytnik nie był bynajmniej romantycznym cieniem snującym się po rubieżach prawa ― był raczej rachmistrzem ryzyka, księgowym cudzych zachcianek, które śmierdziały nie tyle wilgocią doków, co tchórzostwem tych, którzy bali się podpisać pod własnymi pragnieniami. To oni, zbyt czyści na brudne interesy, lecz nazbyt ciekawi, by odwrócić wzrok, karmili takich jak Gruby Barry; człowieka o dłoniach niezbyt pracą skalanych i sumieniu wygładzonym jak kamień rzeki, po której spływały wszystkie wątpliwości. Królak rogaty szarpał się w klatce z uporem właściwym istotom, które jeszcze nie pojęły swojej ceny. Barry, nie wdając się w naturę bestii ani jej pochodzenie, traktował ją jak każdy inny towar ― coś pomiędzy beczką rumu a tłustym mięsiwem, który raczył opasły bebech każdego wieczoru po transakcji. Nie jego sprawą było dociekać, komu i po co potrzebne były poroża wyrastające z łba stworzenia, które winno raczej wesoło raczyć gębę zielskiem, niżli być stroczone. Jakoś tak żałował do usypiać dla jego dobra, jakoś tak lubił podziwiać pokraczne egzemplarze, nim trafią do nowego właściciela. Jedynie pilnował, by transakcja przebiegła bez zbędnych komplikacji.
Trzask, który rozdarł eter, miał w sobie coś z kpin losu. Poroże uderzyło o drewnianą fasadę z taką siłą, że beczka pod klatką zadrżała, jakby same chciały zeskoczyć w odmęty rzeki i zakończyć tę farsę. Zwierzę parsknęło, szarpnęło łbem, a jego śmiesznie gniewny gest, wymierzony w Borgina, był niemalże obrazą ― jakby to ono miało tu prawo do oburzenia. Łypał zdawkowo zza winkla, nie tyle na Azjatę, co gdzieś obok, mając gdzieś kolejny zatarg o sumę wieńczącą handel; delektował się smugą dymu płynącą spomiędzy warg. Było cicho... Milczenie przeciągało się niebezpiecznie, wszakże plotki głosiły zwiększenie niuchających zewsząd psów spod komendantury ministerstwa.
Łup! ― kolejny zryw stworzenia rozbił resztki ciszy, znużony bardziej teatrem niż realnym zagrożeniem, skrzywił się ledwie zauważalnie. Zająca najlepiej było upiec, to wiedział każdy, kto choć raz zszedł z głównej drogi. Ale to coś… to coś było już nie tyle mięsem, co obietnicą kłopotów. A obietnice, jak dobrze wiedział, miały to do siebie, że prędzej czy później ktoś próbował je wyegzekwować. Z królika to pasztet można dobry zrobić, taki spod dłoni mateczki Borgin.
― Nie ybi... Mów po naszemu, sto pięćdziesiąt było w listach! ― wrzasnął Barry do tłumacza z śladową znajomością angielskiego. Skrzywił się nań z nieskrywaną odrazą; sam widok tamtego był uchybieniem wobec elementarnej przyzwoitości rozumu ― pożal się Merlinie, skończony kretyn, który najwyraźniej nigdy nie przyswoił sobie subtelnej sztuki milczenia. Cisza i spokój nie były przecież propozycją ani uprzejmą sugestią; stanowiły wymóg, fundament, na którym opierała się cała ta misterna układanka handlu. ― Xian xiong zostaw sobie dla swoich, żółtku...
Żółtki natychmiast się obruszyli, gmerali między sobą po chińsku, nie siląc się nawet na pozory dyskrecji, jakby już w myślach przeliczali, ile z tej transakcji uleci wraz z naruszoną powagą sytuacji. No tak, pomyślał z kwaśnym rozbawieniem, po dobrym zarobku. Zawsze znajdzie się ktoś, kto własną głupotą zechce go roztrwonić. Papieros odleciał niedbale, zataczając krótki łuk, nim syknął cicho w resztkach kałuży ― drobna ofiara na rzecz przywrócenia porządku. Bez zbędnych słów narzucił na zwierzę kawał pledu, tłumiąc jego niepokój, odejmując sobie i jemu nerwów, tak zwierzak pokracznie wydawał dźwięki ostrzeżenia. Był lepszy w czymś innym: pilnowanie, obserwacja, wyczekiwanie. Nie zadawał pytań, nie wnikał w cudze motywy; wystarczało mu, że wszystko pozostawało na swoim miejscu ― a jeśli nie, potrafił to miejsce przywrócić.
Wstyd, owszem, bywał niekiedy nieproszonym towarzyszem. Cichym, acz upartym szeptem przypominał, że przyszło mu współpracować z kimś tak żałośnie prymitywnym. Lecz wstyd, jak wiele innych zbędnych emocji, miał swoją cenę ― a ta, w zestawieniu z łatwością zarobku, wydawała się niemal groteskowo wysoka. Praca popłacała, szczególnie wtedy, gdy nie wymagała niczego poza cierpliwością i zdolnością znoszenia cudzej głupoty.
A to, niestety, wybiórczo nie opanował do perfekcji.

| rzut na czujność +10
1x k100 (Czujność ):
96
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 16-04-2026, 22:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.