• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Zamek Cardiff
Zamek Cardiff
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-06-2025, 15:56

Zamek Cardiff
Zamek Cardiff stoi w samym centrum miasta, otoczony parkową zielenią i szumem ruchliwych ulic. Dla przechodniów to po prostu kolejny zabytek – piękne mury, neogotycka wieża zegarowa i pozostałości normandzkiej fortecy. Ale są tacy, którzy zatrzymują się tu na dłużej, spragnieni skrawków historii i dawnych legend.
Od strony południowej, między cegłami wieży widać pojedyncze kamienne płytki innego koloru – niepasujące, choć starannie ułożone. Pośrodku dziedzińca stoi studnia, której nikt nie używa. Broniący posiadłości strażnicy zmieniają się zawsze w milczeniu. Zimą zamek przyciąga gawrony, które zasiadają na murach jakby coś wyczekiwały. W lecie cień południowej ściany zdaje się zbyt chłodny – i za długi jak na porę dnia.


Magiczny Targ Wiosenny


26-27.05.1962


W dniach 26 i 27 maja na rozległych błoniach zamkowych w Cardiff, w ich zaczarowanej i chronionej przed mugolską obecnością części, zapanował prawdziwy chaos. Chaos radosny, głośny i niezwykle kolorowy. Po raz kolejny odbywał się tu bowiem Magiczny Targ Wiosenny, który został objęty patronatem ekskluzywnego magazynu "Czarownica"; ogłoszenia i zaproszenia pojawiały się nie tylko na łamach czasopisma, lecz również na afiszach w najpopularniejszych miejscach czarodziejskich dzielnic w całej Wielkiej Brytanii i Irlandii, frekwencja zatem nie zawiodła. Na rozległych trawnikach nie zostało wiele wolnego miejsca. Do Cardiff przybyli dziś handlarze z całego kraju, zarówno ci trudniący się tym na co dzień, jak i ci okazjonalni, pragnący pozbyć się niepotrzebnych, lecz cennych rzeczy, którym warto było znaleźć drugi dom. Dla nikogo nie zabrakło jednak miejsca, a wynajęta przez magazyn Czarownica ochrona strzegła porządku i poziomu tego wydarzenia, nie pozwalając na sprzedaż przedmiotów nielegalnych, nieodpowiednich i takich, które nie przypadły do gustu redaktor naczelnej, obecnej na targu od samego rana.
Wiosenna pogoda sprzyjała zakupom na świeżym powietrzu. Niebo pozostawało bez oba dni bezchmurne, wiatr jedynie lekko poruszał liśćmi drzew, dającymi przyjemny cień, a temperatura sięgała dwudziestu stopni. Na błoniach powstał wręcz labirynt licznych alejek straganów, gdzie znalazły się wieszaki pełne pięknych kreacji, kufry z cennymi skarbami i antykami, stoły zastawione biżuterią i talizmanami. Każdy mógł znaleźć tu kąt dla siebie i swoich towarów, a także każdy - jeśli tylko zechciał - mógł odnaleźć skarb, z którym powróci do domu, oczywiście za ustaloną ze sprzedawcą ceną. Negocjacje były nie tylko dozwolone, ale i wręcz mile widziane! Wiosenny targ przyciągnął tłumy czarodziejów i czarownic, więc wszędzie było głośno i tłoczno. Przy jednym stoisku czarownice niemal wsadziły sobie różdżki do gardeł walcząc o piękną tiarę z błyszczącego materiału, a przy innym głośny Szkot nawoływał uparcie, aby zachęcić do spróbowania jego miodów z dodatkiem nektaru trzminorka, zapewniając jednocześnie, że opracował recepturę tak, aby melancholia nie wymknęła się spod kontroli.



Zapraszamy do udziału w magicznym targu wiosennym, gdzie można prowadzić wątki związane z pchlim targiem. Każda postać może opisać swoje stoisko, bądź dokonać własnych zakupów. Można skorzystać z kości k10 i wylosować zdarzenie losowe (po wylosowaniu należy obowiązkowo uwzględnić zdarzenie w poście).Violet Macnair

Spoiler
1. Przeklęta okazja
Dostrzegasz na stole przepiękną, emaliowaną broszkę w kształcie feniksa. Gdy tylko jej dotykasz, twoje place drętwieją, a biżuteria zaczyna wydawać z siebie wysoki, ostrzegawczy pisk. Sprzedawca, zmieszany starzec, szybko zarzuca na nią koc, tłumacząc ci szeptem, że brosza reaguje tak na każdego, kto nie ma w sobie kropli błękitnej krwi.

2. Degustacja miodu Szkota
Skuszony namowami brodatego sprzedawcy z Hogsmeade wypijasz naparstek miodu z nektarem trzminorka. Przez chwilę czujesz euforię, ale po chwili ogarnia cię niewytłumaczalny smutek na widok więdnącej stokrotki. Zaczynasz unosić się kilka centymetrów nad ziemią - to efekt uboczny, o którym handlarz zapomniał wspomnieć. Melancholia i smutek przeminą po zjedzeniu kawałka czekolady.

3. Atak gryzącej filiżanki
Przy stoisku z antykami wpadła ci w oko filiżanka i gdy tylko zbliżasz do niej palce, filiżanka gwałtownie kłapie porcelanowym brzegiem, niemal odgryzając ci palec. Sprzedawca przeprasza, wyjaśniając, że to filiżanka dla teściowej. Musisz wykazać się refleksem, by uniknąć ostrej porcelany - rzucasz kością k3, gdzie wyrzucenie 1 oznacza bolesne pokąsanie przez filiżankę.

4. Magiczna metamorfoza
Przy jednym z najbardziej rozchwytywanych stoisk, należącym do madame Malkin, możesz zdecydować się na przymierzenie eleganckiej szaty skrojonej na nową, wiosenną modłę. Ledwo dopiąłeś ostatni guzik, a materiał zaczął zmieniać kolor z głębokiej zieleni na kolor, który symbolizuje odczuwane przez ciebie emocje. Redaktor naczelna "Czarownicy" przechodząc obok, cmoka tajemniczo, rzucając trudny w interpretacji komnetarz - nazywa twoją kreację "odwazną deklaracją stylistyczną", a ty nie masz pojęcia, czy było to komplement czy wprost przeciwnie.

5. Zagubiony niuchacz
Spod stoiska z biżuterią wybiega mały, puszusty niuchacz z twoją sakiewką w łapkach. Zwierzę bardzo zwinne lawiruje między nogami czarodziejów i czarownic, próbując uciec jak najdalej od ciebie. Musisz użyć zaklęcia spowalniającego lub schwytać niuchacza w inny sposób, zanim zniknie w labiryncie alejek, zabierając ze sobą twoje galeony przeznaczone na dzisiejsze zakupy.

6. Przepowiednia z drugiej ręki
Starsza czarownica niemal siłą zaciąga cię za rękaw do swojego stoiska, po czym wciska ci do ręki zakurzoną kryształową kulę, twierdząc, że możesz ujrzeć w niej swoją przyszłość. Zanim zdążysz zaprotestować, kula rozbłyska intensywnym fioletem i pojawił się obraz... tego co najbardziej chciałbyś zjeść na najbliższy posiłek. Na podstawiek kuli dostrzegasz napis z informacją, że jest to gadżet kuchenny pomagający odpowiedzieć na pytanie: "co na obiad?"

7. Muzyczne zaklęcie
Przechodząc obok starego gramofonu, który zamiast muzyki zaczął emitować obłoki magicznych nutek. Osiadają one na twoich włosach i ubraniu, a ty zaczynasz tańczyć w rytm ostatniego hitu Nocnych Nuciaków. Efekt jest taki silny, że każdy kto stoi obok ciebie, mimowolnie do ciebie dołącza. Odzyskujecie władzę nad swoimi ciałami, gdy piosenka dobiega końca; zdążyliście jednak zwróćić na siebie uwagę tłumu. Jeśli jedno z was posiada umiejętność tańca na poziomie chociażby adepta, tłum wam bije brawo; jeśli żadne z was tej umiejętności nie posiada, zostajecie wybuczeni.

8. Pojedynek o tiarę
Tłum wokół jest gęsty i wszędzie panuje harmider. Czarodzieje i czarownice głośno rozmawiają, przekrzykują się, a niektórzy nawet ze sobą walczą o najcenniejsze przedmioty. Przypadkowo zostajesz wciągnięty w jedną taką sprzeczkę, dwóch czarownic, walczących o fioletową tiarę. Przypadkowo trafia w ciebie zaklęcie, któe sprawia, że na twojej głowie wyrastają długie, różowe uszka puchatego, białego króliczka. Masz okazję, aby zagarnąć dla siebie obiekt kłótni, tiarę, która zakryje uszy. Znikną samoistnie po upływie piętnastu minut.

9. Atak samopiszących piór
Przechodząc obok długiego stołu, na którym znajdowało się chyba wszystkop, niechcący strąciłeś drewnianą szkatułkę na trawnik; wylatuje z niej około pięciu pic, które zaczynają wypisywać na twojej szacie jasnym, błyszczącym atramentem twoje ostatnie myśli o osobie, która znajduje się najbliżej ciebie. Sprzedawca cię przeprasza i wymachuje różdżką, próbując schwytać rozbrykane przybkory, lecz twoje myśli przestały być tajemnicą.

10. Tajemnicza mapa Cardiff
Za bezcen udaje ci się kupić starą, poplamioną mapę zamku Cardiff. Po odejściu ze stoiska zauważasz, ze atrament reaguje na twój dotyk. Na pergaminie zaczynają pokazywać się tajemnicze przejścia w magicznych częściach zamku. Wędrujące na mapie stopy wskazują ci drogę do ukrytej, starej piwniczki z beczkami miodu pitnego, o którego istnieniu wszyscy zapomnieli.

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Riven Thorne
Akolici
Come closer, boy, let me pull you in — I’m the kind of high you can’t forget.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
20-11-2025, 21:10
Zaśmiałam się. Przynajmniej próbowałam. No cóż, jeśli ubiorę się nieodpowiednio i nie będę pasować do miejsca lub wydarzenia, to będę mogła to zwalić tylko i wyłącznie na niego. Albo po prostu zapakuje sobie jakieś ubrania na zmianę? Szybko zaczęłam myśleć nad czymś, co nie wiedziałam kiedy nawet się odbędzie. Przecież musiałam najpierw ubłagać ciotkę o wolne, a to wcale nie było takie proste. Nie miała nieograniczonej ilości pracowników, a moja nieobecność wiązała się z podwójną pracą dla kogoś innego. Chciał mnie przez cały dzień i całą noc, od dziesiątej do dziesiątej. W takim wypadku potrzebowałam przynajmniej dwóch dni wolnego. Już myślałam nad argumentami jakie użyje, w jaki sposób przekonam swoją pracodawczynię, że koniecznie mi musi dać te dwa dni wolnego. Co prawda po powrocie od Kennetha mogłabym pójść na zmianę i pracować wieczorem, ale czułam, że mogę potrzebować chwili odpoczynku.
- Ah, jesteś niemożliwy - machnęłam ręką.
Zaraz za nim zsunęłam się z murka. Kiwnęłam głową, faktycznie powinnam biec do pracy. Obróciłam głowę w stronę gawronów. Może powinnam… polecieć? Zerknęłam w stronę Kennetha, gdy mówił, że wpadnie wieczorem. Uśmiechnęłam się lekko, szklanka na niego będzie czekać. I nowa nie otwarta wcześniej butelka, ze świeżym trunkiem. Przynajmniej w taki sposób mogłam mu się odwdzięczyć za prezent. Pomachałam do niego i faktycznie pobiegłam w stronę, z której przyszłam, ale gdy tylko się oddaliłam to zwolniłam kroku. Dużo myśli krążyło mi po głowie, których nie mogłam się pozbyć. Uczucie ulgi, ale jednocześnie i zdenerwowania. Ciekawość i niepokój. Ogrom emocji, których nie potrafiłam w pełni ujarzmić. Już czułam, że dzisiejszego wieczora odpływać będę często, jutro pójdę do ciotki i wyślę do pana Fernsby list z datą kiedy ma po mnie przyjść. Właściwie, to nie zapytałam się go gdzie się spotkamy, przyjdzie po mnie pod Tawernę czy gdzieś indziej?
Odwróciłam się, ale już go nie widziałam. Zacisnęłam usta w dzióbek. Już po chwili wzbijałam się w powietrze, ale zamiast lecieć w stronę miasta, w stronę tawerny, to zawróciłam. Kenneth poszedł w drugą stronę, szedł pewnie z rękami włożonymi do kieszeni. A może by tak zrobić mu psikusa? Zatoczyłam na nim koło, najpierw jedno a potem drugie, złożyłam skrzydła nurkując w jego stronę. Przeleciałam tuż przed nim i odleciałam. Gdybym mogła, zaśmiałabym się z radości. Odfrunęłam w stronę miasta, ciesząc się z lotu. Zmieniłam się w swoją ludzką postać w uliczce za tawerną, upewniając się, że nikt mnie nie zauważy. Do środka wpadłam z rozwianymi przez wiatr włosami.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-04-2026, 22:43

Magiczny Targ Wiosenny


26-27.05.1962


W dniach 26 i 27 maja na rozległych błoniach zamkowych w Cardiff, w ich zaczarowanej i chronionej przed mugolską obecnością części, zapanował prawdziwy chaos. Chaos radosny, głośny i niezwykle kolorowy. Po raz kolejny odbywał się tu bowiem Magiczny Targ Wiosenny, który został objęty patronatem ekskluzywnego magazynu "Czarownica"; ogłoszenia i zaproszenia pojawiały się nie tylko na łamach czasopisma, lecz również na afiszach w najpopularniejszych miejscach czarodziejskich dzielnic w całej Wielkiej Brytanii i Irlandii, frekwencja zatem nie zawiodła. Na rozległych trawnikach nie zostało wiele wolnego miejsca. Do Cardiff przybyli dziś handlarze z całego kraju, zarówno ci trudniący się tym na co dzień, jak i ci okazjonalni, pragnący pozbyć się niepotrzebnych, lecz cennych rzeczy, którym warto było znaleźć drugi dom. Dla nikogo nie zabrakło jednak miejsca, a wynajęta przez magazyn Czarownica ochrona strzegła porządku i poziomu tego wydarzenia, nie pozwalając na sprzedaż przedmiotów nielegalnych, nieodpowiednich i takich, które nie przypadły do gustu redaktor naczelnej, obecnej na targu od samego rana.
Wiosenna pogoda sprzyjała zakupom na świeżym powietrzu. Niebo pozostawało bez oba dni bezchmurne, wiatr jedynie lekko poruszał liśćmi drzew, dającymi przyjemny cień, a temperatura sięgała dwudziestu stopni. Na błoniach powstał wręcz labirynt licznych alejek straganów, gdzie znalazły się wieszaki pełne pięknych kreacji, kufry z cennymi skarbami i antykami, stoły zastawione biżuterią i talizmanami. Każdy mógł znaleźć tu kąt dla siebie i swoich towarów, a także każdy - jeśli tylko zechciał - mógł odnaleźć skarb, z którym powróci do domu, oczywiście za ustaloną ze sprzedawcą ceną. Negocjacje były nie tylko dozwolone, ale i wręcz mile widziane! Wiosenny targ przyciągnął tłumy czarodziejów i czarownic, więc wszędzie było głośno i tłoczno. Przy jednym stoisku czarownice niemal wsadziły sobie różdżki do gardeł walcząc o piękną tiarę z błyszczącego materiału, a przy innym głośny Szkot nawoływał uparcie, aby zachęcić do spróbowania jego miodów z dodatkiem nektaru trzminorka, zapewniając jednocześnie, że opracował recepturę tak, aby melancholia nie wymknęła się spod kontroli.



Zapraszamy do udziału w magicznym targu wiosennym, gdzie można prowadzić wątki związane z pchlim targiem. Każda postać może opisać swoje stoisko, bądź dokonać własnych zakupów. Można skorzystać z kości k10 i wylosować zdarzenie losowe (po wylosowaniu należy obowiązkowo uwzględnić zdarzenie w poście).Violet Macnair

Spoiler
1. Przeklęta okazja
Dostrzegasz na stole przepiękną, emaliowaną broszkę w kształcie feniksa. Gdy tylko jej dotykasz, twoje place drętwieją, a biżuteria zaczyna wydawać z siebie wysoki, ostrzegawczy pisk. Sprzedawca, zmieszany starzec, szybko zarzuca na nią koc, tłumacząc ci szeptem, że brosza reaguje tak na każdego, kto nie ma w sobie kropli błękitnej krwi.

2. Degustacja miodu Szkota
Skuszony namowami brodatego sprzedawcy z Hogsmeade wypijasz naparstek miodu z nektarem trzminorka. Przez chwilę czujesz euforię, ale po chwili ogarnia cię niewytłumaczalny smutek na widok więdnącej stokrotki. Zaczynasz unosić się kilka centymetrów nad ziemią - to efekt uboczny, o którym handlarz zapomniał wspomnieć. Melancholia i smutek przeminą po zjedzeniu kawałka czekolady.

3. Atak gryzącej filiżanki
Przy stoisku z antykami wpadła ci w oko filiżanka i gdy tylko zbliżasz do niej palce, filiżanka gwałtownie kłapie porcelanowym brzegiem, niemal odgryzając ci palec. Sprzedawca przeprasza, wyjaśniając, że to filiżanka dla teściowej. Musisz wykazać się refleksem, by uniknąć ostrej porcelany - rzucasz kością k3, gdzie wyrzucenie 1 oznacza bolesne pokąsanie przez filiżankę.

4. Magiczna metamorfoza
Przy jednym z najbardziej rozchwytywanych stoisk, należącym do madame Malkin, możesz zdecydować się na przymierzenie eleganckiej szaty skrojonej na nową, wiosenną modłę. Ledwo dopiąłeś ostatni guzik, a materiał zaczął zmieniać kolor z głębokiej zieleni na kolor, który symbolizuje odczuwane przez ciebie emocje. Redaktor naczelna "Czarownicy" przechodząc obok, cmoka tajemniczo, rzucając trudny w interpretacji komnetarz - nazywa twoją kreację "odwazną deklaracją stylistyczną", a ty nie masz pojęcia, czy było to komplement czy wprost przeciwnie.

5. Zagubiony niuchacz
Spod stoiska z biżuterią wybiega mały, puszusty niuchacz z twoją sakiewką w łapkach. Zwierzę bardzo zwinne lawiruje między nogami czarodziejów i czarownic, próbując uciec jak najdalej od ciebie. Musisz użyć zaklęcia spowalniającego lub schwytać niuchacza w inny sposób, zanim zniknie w labiryncie alejek, zabierając ze sobą twoje galeony przeznaczone na dzisiejsze zakupy.

6. Przepowiednia z drugiej ręki
Starsza czarownica niemal siłą zaciąga cię za rękaw do swojego stoiska, po czym wciska ci do ręki zakurzoną kryształową kulę, twierdząc, że możesz ujrzeć w niej swoją przyszłość. Zanim zdążysz zaprotestować, kula rozbłyska intensywnym fioletem i pojawił się obraz... tego co najbardziej chciałbyś zjeść na najbliższy posiłek. Na podstawiek kuli dostrzegasz napis z informacją, że jest to gadżet kuchenny pomagający odpowiedzieć na pytanie: "co na obiad?"

7. Muzyczne zaklęcie
Przechodząc obok starego gramofonu, który zamiast muzyki zaczął emitować obłoki magicznych nutek. Osiadają one na twoich włosach i ubraniu, a ty zaczynasz tańczyć w rytm ostatniego hitu Nocnych Nuciaków. Efekt jest taki silny, że każdy kto stoi obok ciebie, mimowolnie do ciebie dołącza. Odzyskujecie władzę nad swoimi ciałami, gdy piosenka dobiega końca; zdążyliście jednak zwróćić na siebie uwagę tłumu. Jeśli jedno z was posiada umiejętność tańca na poziomie chociażby adepta, tłum wam bije brawo; jeśli żadne z was tej umiejętności nie posiada, zostajecie wybuczeni.

8. Pojedynek o tiarę
Tłum wokół jest gęsty i wszędzie panuje harmider. Czarodzieje i czarownice głośno rozmawiają, przekrzykują się, a niektórzy nawet ze sobą walczą o najcenniejsze przedmioty. Przypadkowo zostajesz wciągnięty w jedną taką sprzeczkę, dwóch czarownic, walczących o fioletową tiarę. Przypadkowo trafia w ciebie zaklęcie, któe sprawia, że na twojej głowie wyrastają długie, różowe uszka puchatego, białego króliczka. Masz okazję, aby zagarnąć dla siebie obiekt kłótni, tiarę, która zakryje uszy. Znikną samoistnie po upływie piętnastu minut.

9. Atak samopiszących piór
Przechodząc obok długiego stołu, na którym znajdowało się chyba wszystkop, niechcący strąciłeś drewnianą szkatułkę na trawnik; wylatuje z niej około pięciu pic, które zaczynają wypisywać na twojej szacie jasnym, błyszczącym atramentem twoje ostatnie myśli o osobie, która znajduje się najbliżej ciebie. Sprzedawca cię przeprasza i wymachuje różdżką, próbując schwytać rozbrykane przybkory, lecz twoje myśli przestały być tajemnicą.

10. Tajemnicza mapa Cardiff
Za bezcen udaje ci się kupić starą, poplamioną mapę zamku Cardiff. Po odejściu ze stoiska zauważasz, ze atrament reaguje na twój dotyk. Na pergaminie zaczynają pokazywać się tajemnicze przejścia w magicznych częściach zamku. Wędrujące na mapie stopy wskazują ci drogę do ukrytej, starej piwniczki z beczkami miodu pitnego, o którego istnieniu wszyscy zapomnieli.

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
09-04-2026, 17:00
27.05

Nie potrafił tego wyjaśnić, ale od kilku dni czuł się naprawdę wyśmienicie. Ostatni miesiąc był dla niego ciężki pod wieloma względami, ale z upływem czasu było lepiej. Jednak ostatnio miał wrażenie, że wszystko wraca do normy. Nie wiedział czy miał z tym związek mecz, na którym był i bawił się po prostu wyśmienicie czy może to co wydarzyło się potem, a może jeszcze coś innego, ale zdecydowanie te kilka dni sprawiło, że myślał jaśniej. Nie przejmował się już tak, nie robił sobie wyrzutów, wręcz przeciwnie. Patrzył na to wszystko z innej perspektywy. Może faktycznie tak miało być tak jak mówiła zarówno Riven jak i Leonie? Być może to miała być dla niej nauka, miał się dowiedzieć czegoś o sobie, jednocześnie również nie mając na to żadnego wpływu? W sumie jakby spojrzeć na to wszystko z tej strony to faktycznie nie było sensu się aż tak winić. Owszem, gdzieś tam była jego wina, w jakimś małym stopniu, ale jednak nie tylko on poniósł tego konsekwencję. Najwyższa pora aby dać sobie z tym spokój, nie rozpamiętywać tego i po prostu żyć dalej.
Zdecydowanie częściej się teraz uśmiechał i w zasadzie to był gotowy by to wszystko naprawić, by wróciło to co było wcześniej. Najpierw jednak postanowił wybrać się na Targ Wiosenny, który przez dwa dni miał miejsce nieopodal zamku w Cardiff. Chyba nigdy wcześniej nie brał udziału w takim wydarzeniu. W Cardiff mieli kilka targowisk, ale chyba żaden nie mógł się pochwalić takim rozmachem. Zebrali się ludzie z całej Anglii więc z całą pewnością mieli do zaoferowania wiele ciekawych przedmiotów. Kto wie, może uda mu się nawet coś kupić za niewielką cenę.
Podejrzewał, że będzie pełno ludzi, więc nie było potrzeby się jakoś specjalnie stroić. Ubrał na siebie jeansy i luźną, błękitną koszulę, której rękawy podwiną, po czym z okularami przeciwsłonecznymi na nosie wyszedł z restauracji. Miał za sobą udaną poranną zmianę, więc popołudnie miał całe wolne. Poprzednie spędził w aptece pani Lian ćwicząc kilka maści i dwa eliksiry lecznice, więc dzisiaj zdecydowanie należało mu się wolne. Spokojnym krokiem przespacerował się w okolice zamku. Tak jak podejrzewał, ludzi było w brud. Dzisiaj był ostatni dzień targu, więc wcale go to nie dziwiło. Każdy chciał coś uszczknąć dla siebie. Poprzedniego dnia pewnie były większe tłumy więc może dobrze, że się nie wybrał. Słońce grzało jego czarną dzisiaj czuprynę, więc przy pierwszej okazji schował się za jakimś stanowiskiem i zmienił je na jaśniejszy blond, mając nadzieję, że nie będzie mu już tak ciepło. Potem już ruszył alejkami między stoiskami i rozglądał się z zaciekawieniem. Kilka rzeczy przykuło jego uwagę, zatrzymał się i przeglądał. Przede wszystkim przy niewielkim stanowisku z niedrogą, ale ciekawą biżuterią. Sam nosił raptem małe kolczyki w prawym uchu i materiałową, ale pomyślał o prezentach dla dwóch osób. Stał tak przez chwilę analizując co może im się spodobać, aż w końcu wybrał. Zapłacił jakąś śmieszną kwotę, która nie uszczupliła jakoś specjalnie jego i tak małego budżetu i ruszył dalej.
- Wyglądasz pan na kogoś kto doceni dobry trunek. Zapraszam, zapraszam, nie pożałuje pan. - zaczepił go jeden ze sprzedawców, który stał przy stoisku z jakimiś różnymi alkoholami i innymi trunkami.
Croft nie byłby sobą gdyby odmówił darmowego alkoholu. Nie raz żałował potem, następnego dnia, ale nigdy w trakcie. W końcu za darmo to uczciwa cena, prawda? Od razu skręcił do stoiska i kiedy dostał naparstek, wydawało mu się, że miodu, bez zastanowienia go wychylił. Zacmokał aby smak bardziej rozszedł się po ustach, a po chwili uśmiechnął się szeroko. Owładnęła go dziwna euforia i początkowo myślał, że to przez niesamowity smak miodu, który przed chwilą wypił. Wszystko w tym momencie wydawało mu się niesamowite na tym targu. Uczucie to jednak trwało zaledwie chwilę, bo kiedy jego wzrok padł na małą stokrotkę, która wciśnięta była w ozdoby stoiska, od razu ogarnął go niewyobrażalny smutek. Płatki kwiatka odpadały jeden po drugim, stokrotka umierała po cichu, w osamotnieniu i nikt nie zwracał na nią uwagi. Zrobiło mu się jakoś ciężko na sercu, westchnął ciężko rozpaczając nad losem kwiatka. Pomyślał, że to uczucie towarzyszyło mu na początku miesiąca, a to wcale nie poprawiło mu humoru. Postanowił jednak wrócić do domu, bo w tak podłym humorze, który jeszcze przed chwilą był wyśmienity, nie było sensu chodzić między stoiskami. Okazało się jednak, że nie może się ruszyć, a raczej zrobić kroku, bo unosi się w powietrzu. Spojrzał w dół, jego stopy znajdowały się dobrych kilka centymetrów nad ziemią. Oj nie spodobało mu się to. Dopóki się nie ruszał było dobrze, ale ciało zareagowało samoistnie i po chwili przechylił się do tyłu i zaczął machać rękami chcąc złapać równowagę.
- Ach pan wybaczy, całkowicie zapomniałem… - sprzedawca załamał ręce, ale po jego minie Croft doszedł do wniosku, że w zasadzie to wcale nie jest mu przykro.
Chłopak rozejrzał się w około, nadal starając się złapać równowagę, w poszukiwaniu jakiegoś ratunku. Jego spojrzenie padło na znajomą twarz. Nie spodziewał się jej tutaj dzisiaj spotkać, w tym tłumie było to mało możliwe, ale w tym momencie była jego wybawieniem.
- Riven! - zawołał - Ratuj!! - wyciągnął ręce w jej kierunku nadal lewitując kilka centymetrów nad ziemią.

rzut
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Riven Thorne
Akolici
Come closer, boy, let me pull you in — I’m the kind of high you can’t forget.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
09-04-2026, 20:53
Mocno czekałam na rozpoczęcie tego Targu Wiosennego. Gdy tylko dowiedziałam się, że będzie odbywać się on w tym roku właśnie w Cardiff - nie mogłam się doczekać. Tym bardziej teraz, kiedy podczas nieobecności Kennetha, nie ukrywam, trochę mi się nudziło. Normalnie siedziałabym pewnie z Keithem, być może, gdyby wcześniej nic się nie wydarzyło, bylibyśmy na jakiejś imprezie czy spędzali byśmy razem wolne chwile. Niestety, od mojej wizyty w aptece nic się nie zmieniło. A ja na siłę nie wchodziłam mu w drogę. Z Philippą również się mijałam, rzadko trafiało się abyśmy miały wolne w tym samym czasie, a w tawernie był ostatnio ruch. Więc nawet jak byłyśmy na wspólnej zmianie, to nie było ani czasu ani warunków, aby wspólnie spędzić trochę czasu. Cóż, musiałam sobie jakoś poradzić i szukać rozrywki na własny sposób. Wiosenny Targ był jedną z opcji.
Prawie się popłakałam, gdy się okazało, że pierwszego dnia Targu mam zmianę w tawernie i nie uda mi się dotrzeć pod zamek. Gdy ludzie wchodzili i opowiadali co ciekawego można tam kupić, zobaczyć czy doświadczyć czułam, że bardzo im zazdroszczę. Na szczęście udało mi się urwać następnego dnia trochę wcześniej i dzięki temu po południu mogłam udać się w stronę zamku, aby wziąć udział w wydarzeniu.
Była już końcówka maja, było już dość ciepło więc postawiłam zdecydowanie na letni i wiosenny strój. Miałam na sobie musztardową zamszową sukienkę na grubych ramiączkach, z przodu zapinana była na guziki. Pod nią założyłam letnią białą koszulę z krótkim rękawem, a na stopach brązowe skórzane trzewiki na płaskiej podeszwie. Przez ramię przewiesiłam materiałową torbę w kształcie woreczka, w środku powiększoną zaklęciem powiększającym i ruszyłam w stronę targowiska. Niemal w podskokach, zadowolona, że mogę się czymś zająć.
Miejsce to było cudowne, pełne cudownych stoisk. Chodziłam od jednego straganu do drugiego oglądając malutkie bibelociki, zatrzymując się na dłużej przy ubraniach czy biżuterii i jeśli tylko dawali coś do skosztowania, to z chęcią brałam i próbowałam co dobrego można było kupić do jedzenia. Ciężko było przebijać się przez tłum ludzi, gdyż nie byli to jedynie mieszkańcy Cardiff, ale na tę okazję zjechali się także turyści z innych części Walii, Anglii czy też Szkocji. Można było poznać po różnych akcentach, które byłam w stanie usłyszeć przeciskając się pomiędzy ludźmi, a także po straganach, które oferowały dobrocie z różnych rejonów tych krajów. Tu gdzieś długo dojrzewający ser, w innym miejscu alkohol, a trzy stoiska wcześniej były słodycze. I wiele, wiele innych. I właśnie stawałam przy kolejnym stoisku, z takimi kolorowymi bransoletkami, gdy usłyszałam swój głos. Ktoś mnie wołał.
Rozejrzałam się, myśląc, że mi się przesłyszało. Niemal od razu rozpoznałam ten głos, ale nie dość że mnie wołał, to jeszcze wołał o pomoc. Serce zabiło mi mocniej. Dostrzegłam Keitha unoszącego się w powietrzu, parę cali nad ziemią. Machał niezręcznie rękoma i nogami starając się opaść na ziemię, ale zdecydowanie mu nie szło. W normalnej sytuacji najpierw bym się z niego zaśmiała, bo wyglądał przekomicznie, ale jakoś tak stres mnie złapał i widziałam, że chyba nie jest mu do śmiechu. Mi też nie było. Więc zaczęłam się przeciskać pomiędzy ludźmi, nikt na niego nie reagował i nikt nie chciał mu pomóc. Czy ktokolwiek tutaj widział coś więcej niż czubek własnego nosa?
- Już idę! - Odkrzyknęłam.
Dotarłam do niego najszybciej jak mogłam, nie bardzo wiedząc co zrobić i czy to w ogóle zadziała, chwyciłam go za ręce i pociągnęłam w dół. Miałam nadzieję, że wystarczy, aby jego stopy dotknęły ziemi i już się wtedy przestanie unosić. I faktycznie, co prawda trochę siły musiałam użyć, ale gdy udało mi się go pociągnąć i dotknął ziemi, to na nią opadł i już się nie unosił. Odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na sprzedawcę, który stał obok z załamanymi rękoma, ale miną wcale nie pokazującą smutku czy żalu z zaistniałej sytuacji. Zmierzyłam go wzrokiem, przeklęłam pod nosem w jego stronę i chwyciłam Keitha pod ramię.
- Chodźmy stąd - zarządziłam.
Pociągnęłam go dalej, w jedyne miejsce gdzie znalazłam lukę i nie było ludzi. Stoisko z czekoladą. Cudownie. I była nawet degustacja. Jeszcze lepiej. Chyba nie mogłam bardziej trafić, od razu się uśmiechnęłam i sięgnęłam po kostkę czekolady.
- Mmmmm, z nadzieniem morelowym. Spróbuj, bardzo dobre - rzuciłam do [i]przyjaciela/i] puszczając jego ramię.
Już był bezpieczny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Anastasiya Trubetskoy
Czarodzieje
si tu n'existais pas déjà
je t'inventerais
Wiek
29
Zawód
utrzymanka i matka
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
5
10
Brak karty postaci
11-04-2026, 13:41
26 maja
― Mamo, a pójdziemy potem do zamku? ― Z ust znużonego targowym popłochem syna padło kolejne dzisiaj pytanie, choć jego kapryśną naturę załatała już wcześniej zgodą na kupienie mu magicznego jo-jo i gałki śmietankowych lodów; tymi drugimi umorusał się cały, zapatrzywszy się zbyt długo na dziewczynkę z sąsiedniego straganu, której ojciec ― albo raczej dziadek, sądząc po siwiźnie ― zachęcał wszystkich głośno do degustacji miodu.
― Charlie, prosiaczku... ― skomentowała tylko, trochę żartobliwie, trochę też pewnie złośliwie, sięgając po różdżkę i nią rzucając krótkie Tergeo; z koszulki nagle to zniknęły brzydkie plamy, na jego twarzy zaś wyrósł szeroki uśmiech, a spomiędzy ust rozległ się niewinny chichot, okraszony zmianą końcówek blond włosów na intensywny róż, niewielkiego noska zaś ― na deklarowany świński ryjek. Tej sztuczki nauczył się ledwie miesiąc temu, przy okazji zakupów z ciotką Antonią, co manifestował ostatnio coraz częściej, jakby po cichu odkrywał wreszcie, choć jeszcze po dziecięcemu, swoją nieodgadnioną tożsamość. A może przyczyn tego stanu rzeczy należało upatrywać też w jakże dla niego nowej obecności ojca, który w taki sam sposób potrafił przecież wpływać na widmo własnego wyglądu, który tak samo jak on uwielbiał quidditcha i słodycze, który identycznie jak on marszczył brwi i błyszczał ciemnoniebieskim spojrzeniem. Augustus nie pojmował pewnie, jakim autorytetem dla niego widniał, jak ważnym punktem w jego życiu, tak po prostu, nagle się stał; wbrew jej oczekiwaniom znosił jednak obecność malca z niespodziewaną cierpliwością, czasem tylko tracąc rezon i karząc go niechlubnym krzykiem, ale ona nie miała mu tego za złe. Ba, sądziła nawet, że czasami tego właśnie było mu trzeba ― twardszej ręki, szorstkiego słowa, surowej dyscypliny; sama nie potrafiła ich wobec syna egzekwować, więc ten bezwstydnie potrafił w konsekwencji wykorzystywać jej miękkie serce, lecz jego ― jego jedynego ― się bał i bezwzględnie słuchał. ― Do zamku pójdziemy, jeśli starczy nam na to czasu... ― odpowiadała mu po chwili namysłu, zabierając mu spomiędzy palców pozostałości rozmokłego wafelka, by już zaraz ― w entuzjazmie ― rozpoznawać i witać znajomą sylwetkę, która zamajaczyła w pobliżu:
― Dzień dobry! Tak dawno się nie widziałyśmy... ― okrążyła stolik, gotowa kobietę wyściskać, ale bez przesadnej czułości ― bo i etykieta jej chyba na to nie zezwalała. ― Wyglądasz przepięknie, Dahlio, z każdym naszym spotkaniem tylko lepiej ― pozwoliła sobie na komplement, szczery zresztą, bo tych nieprawdziwych nie zwykła tak po prostu dawać; a po tym jej policzki zaszły rumieńcem, bo zdała sobie sprawę, że za jej plecami spoczywał ― wystawiony na sprzedaż ― wytworny kostium łyżwiarski, wykonany z elastycznego aksamitu w odcieniu głębokiego granatu, zdobiony ręcznie naszywanymi kryształkami górskimi oraz obszyciem z marabuta.
Kostium spod jej rzemieślniczej ręki, kostium lata temu uszyty specjalnie dla niej. Kostium, którego pozbywała się z żalem, nie wierząc, że przyjdzie jej jeszcze występować kiedykolwiek przed większą publicznością. Wykwitłą w jej głowie niezręczność od razu zatuszowała więc kolejnym pytaniem:
― Jak się miewają twoje dzieci? Najstarsi synowie chyba już chodzą do szkoły, nie mylę się?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
12-04-2026, 14:33
Odpowiedź dla Riven Thorne

Chociaż nigdy nie lubił kłopotów i unikał ich jak ognia, to raz na jakiś czas one samego znajdowały. Im był starszy tym rzadziej, ale mimo wszystko czasami dochodziło do sytuacji niepożądanych. W szkole było ich zdecydowanie więcej, zwłaszcza kiedy poznał Riven, była jego przewodnikiem w zbrodni ale nigdy mu to specjalnie nie przeszkadzało. Zawsze się z nią świetnie bawił, a odbywanie wspólnych szlabanów wcale nie było jakoś specjalnie nieprzyjemne. I chociaż nie zawsze wspominał czasy szkolne z uśmiechem, tak właśnie tamte momenty sprawiały, że jednak ten lekki uśmiech pojawiał się na jego ustach. W zasadzie praktycznie wszystko co było związane z panną Thorne wprawiało go w dobry humor, no może wykluczając ostatni miesiąc. Nie zmieniało to jednak faktu, że tęsknił za przyjaciółką, za tym czasem, który spędzali wspólnie, za żartami i śmiechem. To wszystko musiało się skończyć, nie mogło tak dalej być. Riven była gotowa na niego czekać, sama mu to powiedziała, sam Kennethe go tym poinformował. To był zdecydowanie ten moment, zwłaszcza teraz, kiedy w końcu udało mu się pozbyć tej całej melancholii, tych okropnych wyrzutów sumienia. To nie była niczyja wina, nie mógł w żadnym razie wyrzucać przyjaciółce, że postanowiła ruszyć dalej i ulokować swoje uczucia w kimś innym. Taka była po prostu kolej rzeczy. Zwłaszcza, że on sam chyba zaczął myśleć o kimś innym…może nawet nie chyba, a na pewno. Co prawda to wszystko było jeszcze świeże, totalnie nowe, ale wiedział, że nie chce tego zepsuć, nie tak jak ostatnio.
W żadnym razie nie spodziewał się, że naparstek wypitego miodu może mieć aż takie skutki uboczne. Spodziewał się bardziej jakiego bólu lub zawrotów głowy, chociaż jakby się dłużej nad tym zastanowić, to po tak małej ilości było to raczej mało prawdopodobne. Zaczął się teraz tak zastanawiać czy może właśnie ten nagły przypływ dziwnej euforii nie był spowodowany napitkiem. Jednak nie miał za dużo czasu aby o tym wszystkim myśleć, bo jego sytuacja związana z niechcianym unoszeniem się nad ziemią całkowicie zajęła jego myśli. Chociaż latanie na miotle szło mu nie najgorzej, to nigdy nie miał chyba sposobności aby lewitować tak samoczynnie, dlatego też nie za bardzo wiedział jak ma się w takiej sytuacji zachować. Machanie rękami w żaden sposób nie pomagało, a jedynie sprawiało, że wyglądał co najmniej komicznie. Sprzedawca też chyba nie specjalnie kwapił się aby mu pomóc.
Riven spadła mu więc jak dar z nieba. W zasadzie nawet się nie zastanawiał czy w ogóle powinien ją zawołać, jego głowa zareagowała odruchowo. Jakby wiedziała, że panna Thorne po prostu ruszy mu na ratunek, no bo przecież byli przyjaciółmi, bo przecież mieli więź, której nie da się zerwać przez jakieś głupie miłostki i wyimaginowane problemy. Nie pomylił się. Już po chwili usłyszał jej głos, zapewniający go, że właśnie rusza mu z odsieczą, a moment później już złapała go za dłoń i próbowała ściągnąć go na ziemię. Może nie był przestraszony, bo to nie była sytuacja zagrażająca życiu, jednak mimo wszystko zaskoczenie całą tą sytuacją sprawiało, że patrzył na nią z szeroko otwartymi oczyma. Kiedy jednak poczuł stały grunt pod nogami odetchnął głośno z ulgą. Potrzebował kilku sekund aby dojść do siebie, ale nie umknęło mu jak Riven zwyzywała sprzedawce. On sam rzucił mu jedynie spojrzenie i już dał się poprowadzić dziewczynie z dala od stanowiska.
- Jeju dziękuję ci bardzo. - odezwał się w końcu gdy stanęli gdzieś na uboczu, a do jego nosa dotarł przyjemny zapach czekolady - Nie spodziewałem się tego, to był tylko naparstek miodu wyobrażasz sobie? Naparstek! Nie spowodowałem się takiego czegoś! - pokręcił głową z niedowierzaniem, ale po chwili mimowolnie roześmiał się kiedy dotarła do niego komiczność całej tej sytuacji.
Sięgnął po kostkę czekolady, którą Riven tak super zareklamowała, po czym pochłonął ją w całości.
- Yhym…ja mam malinowe nadzienie. - pokiwał głową z zadowoloną miną czując jednocześnie, że powoli wraca do niego ten dobry humor, który towarzyszył mu kiedy wybierał się na targ.
Dopiero wtedy spojrzał na Riven. Nie widzieli się od czasu jej niespodziewanej wizyty w aptece, a od tego czasu minął już tydzień. Tydzień, podczas którego może nie wydarzyło się jakoś specjalnie wiele, ale wystarczająco aby doszedł do kilku wniosków.
- W każdym razie, nie polecam trunków u tego pana. - powiedział ściągając okulary z nosa i opierając je sobie na głowie - Długo jesteś na targu? Widziałaś coś ciekawego co przykuło twoją uwagę? - spytał spokojnie - A właśnie… - sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej bransoletkę z małych, czerwonych koralików - mam coś dla ciebie. Pomyślałem…no wiesz…tak myślałem, że to będzie dobry wstęp do zakopania toporu wojennego. - uśmiechnął się niepewnie patrząc na nią.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Dahlia Rosier
Czarodzieje
all I ever wanted was the world
Wiek
35
Zawód
projektantka mody, patronka artystów
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
25
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
11
Brak karty postaci
12-04-2026, 21:20
Palce okryte delikatną rękawiczką z czarnej, cieniutkiej koronki dotknęły skroni skrytych pod kapeluszem z okrągłym rondem, które zdobiły róże dzięki magii wyglądającymi na żywe. Dahlia opuszkami lekko roztarła skórę, chcąc odegnać od siebie zbliżający się ból głowy, który powodował chaos rozmów, zapach starych (i niekoniecznie dobrej jakości) ubrań, stęchlizny i starości. Zmrużyła powieki ledwo na chwilę, a otworzywszy oczy dostrzegła jak drobna rączka Lovise sięga w stronę sukienki na manekinie, w kolorze landrynkowego różu, z ze spódnicą składająca się z licznych warstw tiulu.
Wachlarz znalazł się w prawej dłoni pani Rosier błyskawicznie; uderzyła nim lekko w dłoń córki, zanim zdążyła złapać za materiał.
- Lovise, co ci powtarzałam? Niczego nie wolno ci tu dotykać - upomniała dziewczynkę surowym szeptem, pochylając się ku niej gwałtownie, aby te słowa dotarły tylko do dziecięcego ucha. Zacisnęła jednocześnie dłoń na ramieniu córki i przyciągnęła ją bliżej siebie. Pożałowała, że w ogóle ją tu zabrała. Lovise była zaledwie sześcioletnim dzieckiem, trudno było jej wytłumaczyć, że przedmioty na stoiskach, choć niektóre urocze i wpadające w oko, mogły być zaklęte, przeklęte lub co gorsza - dotykane przez mugoli, paskudnych mieszańców lub inne nieprzyjemne stwory. Sama pani Rosier niczemu tu ufała, szczerze wątpiła, aby znalazła tu coś dla siebie, choć miała nadzieję trafić na wystawę antykwariatu z prawdziwego zdarzenia - tam nierzadko kryły się prawdziwe perełki. Może obraz, którego prawdziwa wartość była dla właściciela tajemnicą? Jej mąż mógłby ucieszyć się z nietypowego prezentu.
Prawdziwy powód obecności Dahlii Rosier na magicznym targu wiosennym był jednak inny. Jeśli "Czarownica" objęła nad wydarzeniem specjalny patronat, niewykluczone, że swoją obecnością zaszczyci sama redaktor naczelna gazety. Właśnie ją miała nadzieję spotkać, wciągnąć w rozmowę i wybadać co sądzi o obecnych nurtach w modzie i nie tylko. Błądziła więc niby nieśpiesznie wśród alejek targowiska, uśmiechając się uprzejmie i przyglądając niektórym stoiskom bardziej z grzeczności, niż czystej ciekawości, aż wreszcie nie dotarła do jednego - opatrzonego specjalną tabliczką. Jej spojrzenie samo odnalazło jego właścicielkę, której trudno było nie zauważyć. Właściwie mogłaby przysiąc, że kątem oka dostrzegła starszego czarodzieja z sumiastym wąsem, który tak zagapił się na Anastasiyę, że wpadł w manekin przy stoisku naprzeciwko. Skupiła jednak uwagę na dawno niewidzianej koleżance, podchodząc bliżej bez wahania, a za sobą, za rękę, prowadzając Lovise, które nieśmiało schowała się za spódnicą jej sukienki uszytej z grubszej, sztywnej wełny w kształt litery; sukienka sięgała do połowy łydki i miała delikatne aplikacje ze srebrnych nici. Na ramiona zarzuciła o kilka tonów ciemniejszą pelerynę z rozcięciami ręce.
- Ma chérie, to ty pięknie wyglądasz! Tak jak zawsze - Dahlia odbiła piłeczkę tonem serdecznym i ciepłym, również powstrzymując się od uścisków w miejscu publicznym. Mimo całej sympatii jaką żywiła wobec wywodzącej się z Rosji dawnej łyżwiarki, miała w pamięci plotki o jej nieślubnym dziecku. Właściwie obecność małego chłopca ze świńskim ryjkiem przeczyła temu, że to tylko plotki. Lovise zachichotała za jej plecami.
Miała też ochotę westchnąć lekko. Komplementy Nastyi były zawsze nad wyraz uprzejmie, lecz Dahlia nie była głupia. Zawsze czuła, że jej uroda bladła w obecności pólwili, a wszystkie defekty urody jak zakrzywiony nos czy niedoskonałość przednich zębów stają się bardziej wyraźne - z drugiej jednak strony stawała się dla mężczyzn niewidzialna. Jej własny mąż musiał później zjeść kilka ognistych awantur z tego powodu w domowym zaciszu.
- Dobrze pamiętasz, oui, Valerien i Aurelien są już na drugim roku w Beauxbatons. Świetnie im idzie, są tacy zdolni, jestem ogromnie dumna , ale i szczęśliwa, że już niebawem wakacje. Bardzo za nimi tęsknię. Evan ostatnio chorował, ale to silny chłopiec, wszystko już w porządku - podjęła entuzjastycznie Dahlia, mówiąc o tym, o czym lubiła mówić najbardziej - przechwalała się swoimi dziećmi. - Poznaj proszę moją jedyną córkę, Lovise, chodź tu kochanie, pokaż się pannie Anastasiyi... - rzekła, wypychając lekko dziewczynkę do przodu; mała panna Rosier miała sześć lat, była przeciętnego wzrostu i drobnej budowy, włosy barwy ciemnego blondu miała splecione we francuski warkocz zwieńczony kokardką, a za poleceniem matki ubrała na wizytę na targowisku bladoróżową sukienkę w białe kwiaty i fioletową pelerynkę.
- Dzień dobry- przywitała się i czmychnęła z powrotem za matczyną spódnicę.
- A kogóż ja tu widzę? Czyżby to był... Charlie? - upewniła się, przyglądając się chłopcu z uśmiechem. Nie był ani trochę do Nastyi podobny.
Nagle jej spojrzenie przyciągnęło coś innego. Coś, co miała w rękach przez długie godziny, pracując nad każdym szczegółem. Uśmiechnęła się nieprzewrotnie i uczyniła kilka kroków w stronę manekinu, na którym wisiał kostium łyżwiarski.
- Och, pamiętam go dobrze, wyglądałaś tak pięknie. Nie tylko wyglądałaś, byłaś wtedy najlepsza, na tamtych igrzyskach. Zajęłaś wtedy... drugie miejsce? - zastanowiła się niby niewinnym, niezobowiązującym tonem, lecz nawet na Nastyę nie spojrzała, gdy wodziła opuszkami placów po szwach kostiumu.


grzeszę, rozpuszczam włosy
i grzeszczę w myślach
w ukryciu nocy, w snach
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
George Lupin
Zwolennicy Dumbledore’a
The heart will break, yet brokenly live on
Wiek
36
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
10
Brak karty postaci
14-04-2026, 19:21
rzut

Walia ma to do siebie, że powietrze tutaj pachnie inaczej. Czyściej, świeżej. Ma właściwości oczyszczające o czym byłem przekonany odkąd spędziłem tu ciągiem dwa lata. I chociaż zimne podmuchy wiatru wciąż nadchodziły z okolicznych łąk, kiedy znaleźliśmy się na terenach zamku, zrobiło się bardzo przyjemnie. Prawdziwie wiosenne słoneczko skutecznie całowało nasze policzki, a powiewy wiatru jakby zelżały. Spacerując z kochaną kuzynką i jej narzeczonym po okolicach zamku, moje myśli skupione były jednak gdzieś poza rozmową. Od przebudzenia wciąż miałem przed oczami iluzję, przypominającą jakby sznur, która wychodziła z mojego serca i wiem, że ciągneła mnie w kierunku Londynu. Moje serce było wciąż związane, a to wrażenie ciągnięcia wyrywało mi je z piersi. Nie bez powodu miałem wrażenie, że zupełnie nie mogę złapać wątku ich rozmowy. Jasper zadawał mi bardzo poważne pytania, Leonka odpowiadała nim zdążyłem się zająknąć, później z kolei pytała o moje potwierdzenie z nadzieją w oczach, a ja wzruszałem ramionami. Tak, tak, oczywiście miałaś rację. Zgodziłbym się chyba na wszystko w tym stanie. Kiedy przechodzimy obok, któregoś ze stanowisk rozkojarzam się już do niemożliwości i zostaję z tyłu, kiedy oni idą do przodu skoncentrowani na rozmowie szczęśliwych kochanków. Oglądam z zainteresowaniem jedno z wiekowych hebanowych krzeseł. Na jego oparciu wycięte zostały sceny z romantycznej renesansowej opowieści magicznej. Przesuwam opuszkami palców po dekoracji, badając kunszt wykonania i myśląc, że ten prezent na pewno zmieni zdanie Iris panny Nott o mnie. Zaraz dopada do mnie mężczyzna z propozycją ceny. Odpowiadam, ze piękne krzesło, ile za nie chce, chciał dużo. Ja patrzę na niego jak opowiada jego historię i zupełnie mnie ona nie interesuje, bo interesuje mnie tylko to co przypomniała mi owa dekoracja. Dotykam ramienia sprzedawcy i jak w jakimś transie potwierdzam, że kupuje. Zdziwiony czarodziej wymienia się ze mną. Ja mu daje tygodniową wypłatę a on mi krzesło. Nie wiem co to za przedziwny deal, ale resztę targu chodzę z wielkim i bardzo ciężkim krzesłem pod ramieniem.
Daleko nie zaszedłem, kiedy moje oko spotkało się z okiem pewnej brunetki.
Ariana.
Z początku jej nie poznałem. Różnica była ta, że zazwyczaj spotykaliśmy się w ciemności salonu mojego mieszkania. Zazwyczaj była dużo bliżej i znałem na pamięć każdą linię na jej plecach, ale twarz widziana w pełnym słońcu w otoczeniu obcych ludzi była mi jakby nieznana. Przełykam powoli ślinę i dociera do mnie skąd znam te oczy i pięknie zakręcony lok. Stała przy stanowisku z biżuterią, przeglądała błyszczące broszki. Zamarłem, ale czuję nagle jak sznur nie kieruje się już w stronę stolicy, tylko idzie prosto w stronę dziewczęcia, które tak okrutnie potraktowałem. W moment zapomniałem o Leonce i Jasperze, oby i oni o mnie zapomnieli, bo jeżeli mnie teraz zobaczą, to mogą uznać, że coś już do cna jest ze mną nie tak. Przedzieram się przez tłum z wielkim krzesłem (nad głową) i idę za brunetką, która najwidoczniej postanowiła się wycofać.
A przecież, kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy widziałem, że i na mnie rozpoznała. Dlaczego nie chciałaby mnie widzieć? Przecież mieliśmy pozostać przyjaciółmi.
- Ariana...? - doganiam ją w końcu i zastępuję drogę. Kiedy ona orientuje się kto przed nią stoi nagle stoi przed nią również moje wielkie krzesło. Nie ma ucieczki przed naszą dwójką. Uśmiecham się w powitaniu. Mam wrażenie, że to jest odpowiedź na moje wszystkie cierpienia z zeszłego tygodnia. Tak, zdecydowanie ona, przecież zawsze było nam tak łatwo dojść do porozumienia. Ona na pewno wyciągnie mnie z tej ciemności w którą zapadłem. - Co tu robisz, przyszłaś sama? Może usiądziemy na lemoniadę?
A może po prostu chodźmy do mnie do domu - to już cisnęło mi się na usta.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Ariana Draganova
Czarodzieje
Scars speak without words.
Wiek
30
Zawód
pracownica MM, wytwórca ceramiki
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
11
5
OPCM
Transmutacja
6
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
14-04-2026, 20:45
Zdarzenie losowe: 4

Moje plany zwiedzania kraju powolutku ewoluują. Coraz lepiej poznaję Londyn, wybierając swoje ulubione trasy spacerowe. Zacisze mojego domku w Szkocji nadal jest najprzyjemniejsze - na regale od wczoraj stygną kolejne kubki - a targ wiosenny wydaje się być idealnym miejscem na zdobycie inspiracji. No i znając życie Jesse się tu nie pokaże, a przynajmniej taką mam nadzieję. Wystarczy mi spotkanie z plaży. Wydaję z siebie ciche westchnięcie dochodząc do wniosku, że dzisiaj mam jeden z tych dni, w których Jötunn we mnie najbardziej się odzywa i towarzystwo znajomych jest ostatnim, na co mam ochotę. I wcale nie przeszkadza mi to wędrować pomiędzy straganami, zastanawiając się przy tym, czy może należałoby się wystawić tutaj z moją ceramiką? Mam jej wystarczająco, by zrobić nieduże stoisko, jednak czy naprawdę nadaje się do sprzedaży? Chyba nie... To w sumie jedynie hobby, a nie coś więcej. A może jednak? Mam trochę czasu, by o tym pomyśleć, także skupiam się bardziej na sprawdzaniu innych stoisk.
Moją uwagę przyciąga stoisko z szatami. Jest bardzo oblegane, więc dopchanie się do niego nie jest aż tak łatwe, ale w końcu mi się udaje. Wszystko skrojone zgodnie z najnowszą modą rzecz jasna - odrobinkę nie w moim guście, ja noszę gorsety w różnych stylizacjach, ale mój wzrok pada na czarodziejską szatę. Skorojona idealnie pode mnie, gdyby jeszcze dorzucić gorset i nieco wyższe buty... Rzucam wzrokiem na cenę i moje serce trochę płacze nad kosztami tego cuda, ale przymierzanie nic nie kosztuje, czyż nie? Ściągam mój własny płaszcz i wkładam ciuszek, ostrożnie zapinając każdy z guzików. Zieleń jest bardzo ładna, wyglądam w niej świetnie i... nagle zmienia swój kolor na róż. Jasny, całkowicie mi nie pasujący... Jakaś nieznana mi kobieta komentuje mój strój, który w odpowiedzi zmienia się w fiolet. No, fiolet wygląda dużo lepiej, ale kiedy tylko o tym pomyślę, zmienia się w pomarańcz. Kupuję szatę, chcąc się pobawić nią w domu i kieruję się do kolejnego stoiska. Kolor stabilizuje się na lekko pomarańczowym, więc nie narzekam. Przynajmniej nie do momentu, gdy postanawiam się rozejrzeć.
Unoszę głowę znad lady i niestety, dostrzegam znajomą twarz. Ze wszystkich osób - Lupin. Co gorsza, on też mnie dostrzega.
Rozpoznałam go prawie natychmiast, choć minęło sporo czasu od ostatniego spotkania. Nie jestem nawet zła na niego, już nie, co najwyżej lekko rozczarowana. I może nieco mi przykro, ale nie będę przecież tego roztrząsać. Co było, a nie jest i na pohybel różnym takim. Bądź co bądź nigdy sobie niczego nie obiecywaliśmy, jedynie nieco kijowo zachował się względem mnie kończąc nasz układ. I tyle. Nie znaczy to jednak, że chce mi się jakoś specjalnie z nim rozmawiać, więc zręcznie wycofuję się w tłum licząc, że go zgubię.
Marzenie ściętej głowy oczywiście.
Nie dość, że mnie dogania, to jeszcze zastępuje drogę. Pomarańcz przechodzi w fiolet, pomieszany z szarością.
- Gr...George. - prawie rzucam „Grigor”, ale udaje mi się tego nie zrobić. Zazwyczaj rzucałam tą wariacją jego imienia w złości, ale częściowo było to też takie pieszczotliwe. Teraz po prostu nie miejsce na to. I nigdy tego miejsca nie będzie. - Zwiedzam stragany. - przyznaję, czując nagłe zakłopotanie. Szata zmienia kolor na szary, który totalnie mi się nie podoba, ale teraz już skupiam się na rozmowie. Klasyczne zachowania z wydziału, nie chcę, ale muszę.
- Nie, dziękuję. Twoja... panna nie będzie zazdrosna? - unoszę lekko brew w górę. Tak, Lupin, pamiętam. Mam dobrą pamięć. - Ciekawe krzesło. - dorzucam, przyglądając się meblowi, który stoi pomiędzy nami. Ta sytuacja jest... idiotyczna. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Wzdycham ciężko i potrząsam głową.
- Mam średnio towarzyski dzień dzisiaj, wybacz. - tłumaczę się, znów zakłopotana.
Some folk we never forget
Some kind we never forgive
Haven’t seen the back of us yet
We will fight as long as we live
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#20
George Lupin
Zwolennicy Dumbledore’a
The heart will break, yet brokenly live on
Wiek
36
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
10
Brak karty postaci
14-04-2026, 21:27
Migające kolory na tkaninie Ariany nieco mnie dekoncentrują. Pomarańcz przechodzi w fiolet, fiolet znów w szarość. Każdy z tych kolorów jest mi zupełnie obojętny, bo chociaż bym chciał się na nich skupić, nie znam się zupełnie na ich znaczeniu. To wiedza pokroju mowy kwiatów, którą mam gdzieś tam zakopaną głęboko z tyłu głowy, kiedy pojawiła się na jednych może zajęciach na kursie. Kiedy straciłem wątek ona odbija mi piłeczkę rzucając powodem dla którego przestałem się z nią widywać przed sześcioma miesiącami. Moje spojrzenie w smutku rozpływa się, chciałem jej powiedzieć, że nie, nie, nie, to nie jest tak jak myślisz. Ale ja też przecież myślałem podobnie. Po co przecież kupiłem to krzesło, na którym właśnie opieram nonszalancko dłoń.
Wypatruję w Arianie tego samego pobudzenia, które czai się we mnie. Dlaczego nagle z taką prędkością odmówiła wspólnej chwili przy lemoniadzie? Czy może trafiłem w dziesiątkę i spotyka się z kimś innym? Żałość tej możliwości, uświadamia mi, w jak beznadziejnej zostałem postawionej sytuacji. Jeżeli o n a wzieła sobie kogoś innego, to znaczy, że nie będzie miała nawet chwili przestrzeni na pomoc m i. A przecież teraz potrzebuję jej bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Wtedy kiedy śmieliśmy się oboje z tego, że zachowuję się jak głupiec wpatrując się godzinami w czytającą damę, zamiast iść spać i kolejnego dnia wypijam garnek kawy, by tylko jakoś funkcjonować w pracy. I z tego jak nie mogłem później całą noc spać, więc przyszedłem jej zawracać głowę po północy. 
Czy nie widzi, że potrzebuję jej teraz tak samo?
A moze to ja nie widzę, że jeżeli pół roku wcześniej poprosiłem, żebyśmy zostali już tylko przyjaciółmi i od tamtego czasu tylko mijamy się w korytarzach Ministerstwa, nie patrząc na siebie w taki sam sposób, to faktycznie mogło się coś w nas zmienić.
- Um...  Chciałem tylko wypić z tobą lemoniadę. Może kawę albo herbatę? Cokolwiek. W pracy nigdy nie mamy na to czasu ale przecież... możemy wciąż rozmawiać jak przyjaciele, czyż nie? - pytam, mam nadzieję, że wystarczająco przekonująco, na pewno miałem w tym pytaniu nutkę tonu, który nie znosi sprzeciwu.  Zignorowałem wspomnienie o pannie i o krześle, chociaż z początku chciałem jej odrazu rzucić najnowsze wieści w twarz. Ale widzę, że coś się dzieje, że Ariana jest spięta i zupełnie nie odwdzięcza się słodkim uśmiechem, kiedy proponuję jej chwilę pogawędki.
Zastanawiam się, jak mam do niej dotrzeć, ale znów robię coś, co bardziej podpowiada mi serce niż myśl.
- Co to za przedziwna tkanina?- interesuję się i dłonią wolną od opierania się o krzesło delikatnie ujmuję w palce kawałek jej szaty, a ona farbuje się nagle na soczysty fiolet w miejscu w którym jej trzymam. Unoszę pytające spojrzenie na Arianę chcąc znać nie tylko odpowiedź na to pytanie, ale również na to, czy pójdzie i spędzi ze mną kilka chwil.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 16-04-2026, 21:21 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.