• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, al. Śmiertelnego Nokturnu 88/5 > Gabinet
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
25-01-2026, 22:52

Gabinet
Ciasne i przygaszone pomieszczenie, jakby czas zapomniał tu płynąć. Najbardziej zadbane pomieszczenie i używane w czasie posuchy od ministerialnych powinności i polowań. Fotel stoi nieruchomo, z zapadniętym siedziskiem, a przewieszone przez oparcie futro straciło już dawny połysk — jego włos jest matowy, miejscami skołtuniony. W powietrzu unosi się zapach starego papieru, wilgoci i zimnej kawy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Caleb Diggory
Czarodzieje
wejść na drzewo i patrzeć w niebo / tak zwyczajnie
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
15
3
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
20
15
10
Brak karty postaci
08-04-2026, 05:12
stąd

Ledwo pamiętał drogę z baru na Nokturn. Wszystko było trochę rozmyte, a jemu było bardzo wesoło.
Pamiętał, że rozmawiali w barze o rzeczach ważnych i mniej ważnych, wylewając przed sobą gorzkie żale i odsłaniając własne dusze. Wypił na tyle, że Arthyen znowu—zawsze? Przecież kiedyś to sobie obiecali!—był jego bratem. Gdyby mógł teraz kreatywnie myśleć, zaproponowałby mu braterstwo krwi albo chociaż portowe tatuaże,  ale myślał przede wszystkim o tym jak wejść po schodach i z nich nie spaść.
Pamiętał, że Arthyen chwalił się randką w Szkocji z dziewczyną o imieniu Mateczka Rosja, która pochodziła z Bałkanów.
Pamiętał, że wyjaśnił mu z powagą: Igor Karkak...kaka... (to nazwisko było po alkoholu strasznie trudne) to mój przyjaciel i poznaliśmy się w zakładzie pogrzebowym.
Nie przewidział, rzecz jasna, że słowo przyjaciel pozostanie w sercu Borgina niczym uraza i jątrzący się cierń. Nie wiedział, jak urazić czyjąś dumę (bo jego urazić było trudno) i że właśnie to zrobił.
Pamiętał—o dziwo, z zaskakującą klarownością—że serce jego przyjaciela złamała przed laty Franka Złotykowal i że w myślach klął na całą płeć niewieścią.
Pamiętał, że napisali do jego ojca i że potem Arthyen pisał poezję.
Pamiętał też, że zanim zwalą się spać musieli zrobić coś wyjebistego, w celu ochrony snu Arthyena (a dziś również własnego, choć Caleb wypił tyle, że nie obudziłby go nawet zawalający się budynek) przed jakimś okropnym sąsiadem. Nie spytał, kto był tym sąsiadem. Energia mu się kończyła, więc trzeba działać, nie gadać!
- Opowiedz mi... jeszsze raz... co chcesz zrobić. I drewno, potrzebuję drewna... i młotka. Masz tu młot, czy tylko sierp? - roześmiał się, ciężko siadając na podłodze w gabinecie. Chciał położyć dłoń na ramieniu Arta, ale Art nadal był w pionie, więc tylko zacisnął palce na nogawce jego spodni. - Art... ja poznałem we Francji i Algierze... MYŚLICIELI. Oni mają rację, podatki są za niskie... a czarodzieje nie mają nic do stracenia poza swymi kajdanami. Nie zabraknie panom kapitalistom świeżego, nadającego się do wyzysku mięsa i krwi, a umarłych niechaj sobie grzebią umarli... - westchnął, zasępiając się. - Wiesz, że Francuzi ukradli obelisk i wyzyskują Algierię i gotują żaby? - obok nie było alkoholu, a świat stawał się posępny i smutny. - A ten wiersz nic nie da. Darcy mnie nienawidzi. - co prawda, gotowała mu codziennie obiady i zawsze opatrywała jego rany i na kaca też pewnie by coś znalazła, ale nie myślał trzeźwo, co nie? - Ale przynajmniej tfuj... problem... naprawimy. Dawaj drewno, można zrobić... pułapkę z tym proszkiem... tu belka... tu podstawka... - porwał ołówek i zaczął rysować projekt na wewnętrznej okładce losowej książki.
1x k100 (stolarstwo III, projektuję mechanizm):
98
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Arthyen Borgin
Śmierciożercy
But you're everything to me. You deepen the red of my blood
Wiek
25
Zawód
likwidator stworzeń, przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
7
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
21
15
10
Brak karty postaci
08-04-2026, 13:20
Trzymać takie byczysko z pomocą własnych ramion, gdy samemu ledwo talepało się na nogach, było pokraczną korridą w ich niegdysiejszych, obecnych repertuarach przeżycia ― groteskowym widowiskiem, w którym zamiast czerwonej płachty łopotała koszula i skórzana kurtka, a zamiast areny rozciągała się obojętna, nieprzyjazna przestrzeń ulicy. Było w tym coś niepokojąco wesołego; krok za krokiem, po płaskiej powierzchni drogi, która w swej zdradliwej prostocie zdawała się falować niczym pijackie morze, nie szło się topornie ― raczej zapadało się w nią, jakby grunt sam próbował odebrać im resztki godności. Schody zaczynały się na schodach, w nieskończonej multiplikacji przeszkód, które wyrastały spod nóg nieproszone, złośliwe, najwidoczniej świat sprzysiągł się, by wystawić ich na próbę, której żaden z nich nie zamawiał.
― Przyjaciel… Przyjaciel z trupiarni? ― Prychnął pod nosem, dwojako zdziwiony całym zajściem poznawczego kordonu. Jaki to świat potrafił być malutki, skoro łączył ich taki marudny typ, pieprzony Bułgar. ― Ja Ci mówię, uważaj na tego maluszka… Śliski typ ―Trzeba było ująć byka za rogi ― a raczej byczysko o imieniu Caleb, ciężkie nie tylko ciałem, lecz i bezwładnością rozlanej w nim beztroski, bardziej pod wpływem promili niż on sam, co stanowiło osobliwą niesprawiedliwość losu.
Wpadli do mieszkania niemalże z impetem, będąc przywitaną przez zalegającą na grzbiecie Zlate. Łapy wspierała wygodnie o ścianę za nią, pogryziona kość leżała pod łbem, wnosząc dziwny wstyd. Ta, prawdziwa dama. ― Wiesz… Pudeło takie fiu fiu… ― wytłumaczył, gdy balast zaniknął w gabinecie.  Rozpalił ogień w kominku, światło tutaj i tam. Poblask odbijany od ścian poniósł się po wnętrzu, obnażając bezlitosną prawdę: zalegające w przejściu ubrania; rozerwaną poduszkę, której wnętrzności walały się po podłodze; kawałki kości, świadectwo niechlujnego żeru. Burdel. ― Stawiasz prezent pod drzwi, czekasz aż delikwent otworzy… Albo rzucasz locomotor w pudełko i cyk! Ciemno jak w dupie u baby araba ― gestykulując dłońmi, pokazał formę przyszłej pułapki. Deski. Skąd, do ciężkiej cholery, wynaleźć deski? Rozejrzał się, drapiąc po głowie w zamyśleniu, podsycając upierdliwość drażliwości. Wzrok zatrzymał się na szafce, stojącej niewinnie pod ścianą, jakby nieświadoma własnego przeznaczenia. Rozwalić ją? ― Mam meble, mamy schody na górne piętro… Ja nie załatwię?
Wytaszczyć bimberek? Doprawdy kusząca myśl; gdzieś przecież zalegała butelczyna ruskiej, przewieziona przez pół świata, skitrana na okazje wymagające dostatecznie dobrej celebracji. Wszakże należało był doskonałym gospodarzem; więc jak pomyślał tak zrobił ― szklanice głucho trzasnęły na podłodze, zaraz butelczyna poszła w ruch jakże samotna.
― Przyjacielu słuchaj… SŁUCHAJ! Zawsze ktoś będzie miał gorzej, będą niewolnicy i będą panowie, ale czy my ― czarodzieje! ― nie straciliśmy przez tyle lat?! Ile naszych zginęło przez głupotę bandy zapchlonych awanturników? Niech podnoszą podatki tym bogatym zamkniętych w posiadłościach! Dlaczego my i żaby mamy płacić za takie fanaberie? ― Za zdrowie nasze i Wasze! Nie można było Diggory’emu pozwolić na odwieczne smęty, chłopaczyna musiał dobrze się bawić. ― Darcy zgrywa niedostępną… Najwidoczniej lubi być uciekającą łanią, albo jak dzik uciekający w pokrzywy… ― Czy kobiety winno przyrównywać do dziczyzny biegającej po lesie? ― Dopisałem w liście... Że weźmiesz ją na kolację, zachód słońca i jedzenie.
Zerknął na objaśnienia projektowe obecnego tu inżyniera od stolarki ― skrawki myśli poukładane w schematy, które dla kogoś o cierpliwszym umyśle mogłyby uchodzić za sensowne. Wszystko wyglądało nawet składnie, niemal przekonująco; kiwał więc łbem względnie ufając. Ale to pieprzone drzewo było potrzebne teraz.  Szafka trwała uparcie przy ścianie, wpół obłożona książkami z domu rodzinnego; dół szczelnie zamknięty, obudowany misternie rzeźbionymi wzorami i metalowym okuciem, zdawał się kpić z jego zamiarów; półki były, owszem, tył mebla aż prosił się, by wyrwać go z tej konstrukcji i zbudować coś prymitywnego. Co on się tam znał… Nigdy nie był od skrzętności budowania. Był od dewastacji ― od brutalnego rozwiązywania problemów, które nie chciały ustąpić po dobroci.
Ściągał książki gdzieś na bok, nie dbając o to, jak rozsypują się po podłodze, jak wysypują z nich zapomniane kartki, dokumenty zapłaty za jakiś remont, jakieś zgłoszenia, papierowe szczątki cudzej przezorności. Kto by się tym przejął ― nie on.
No to cyk.
Szarpnął mocniej za fasadę boczną, pewny, że ustąpią pod naciskiem siły ― lecz zamiast skrzypienia zawiasów poczuł coś zupełnie innego. Zdziwienie przyszło ułamkiem sekundy wcześniej niż ból; krótkie, brutalne porażenie przebiegło przez dłoń, jakby sam mebel ożył na moment, by odeprzeć jego napaść. Cofnął rękę instynktownie, z sykiem wciągając powietrze, czując jak mięśnie odmawiają mu na chwilę posłuszeństwa. ― Blyad... ― mruknął pod nosem, nie spodziewając się takiego efektu nadłożonego na kawałek szmelcu. Wyciągnął poprzecznie ułożone elementy, dla swojego bezpieczeństwa: ― To coś powinno stawiać opór? ― Może expulso załatwi sprawę, hm?

| Rzut na upierdliwość mebla
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Caleb Diggory
Czarodzieje
wejść na drzewo i patrzeć w niebo / tak zwyczajnie
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
15
3
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
20
15
10
Brak karty postaci
09-04-2026, 06:39
Pokiwał nieobecnie głową, choć przecież Igor nie był śliski—bo nie był Ślizgonem, ha! W tej swojej Norwegii mieli jakieś... inne domy. Szybko skupił się jednak na zadaniu. Pudełko—to pestka! Ale takie fiu fiu wymagało już poważnego przemyślenia tematu.
- Żeby proszek wystrzelił... dźwignia i fruu, wszystko się zrobi! Locomotor może ją uruchomić... Przestawić deseczkę i HOP! - zapalił się, szkicując odpowiedni projekt. Schematycznie, nie był artystą—ale na tyle klarownie, by skrystalizować wizję gotowego pudła. Parę desek, prosta dźwignia i wystarczy. Banalne w swoim geniuszu, bo pod wpływem Cal w istocie uznał ten  projekt za jedno ze swoich najwspanialszych dzieł. W trakcie pracy słuchał zapalonego przemówienia Arthyena, które sam zresztą sprowokował. Zagrzewało serce i ducha, dając nadzieję, że rewolucja nie jest jeszcze stracona.
- O, to, to! My poświęcamy naszą krwawicę, by ropuchom i innym magicznym stworzeniom żyło się lepiej... - zgodził się. - A oni, zamknięci w pałacach? Opowiedz mi o Rasputinie, czarodzieju zdolnym obalić samego cara. - a może mu pomóc? Historia mu się plątała. - A nasi, brytyjscy czarodzieje tytułują się lordami... za co, czemu? Jakie ich zasługi, poza górami złota? Pewnie sami pomagali kraść je mugolskim królom z Grecji i Egiptu, plując tradycje tamtejszych czarodziejów i chełpiąc się z tym, że sami sypiają z odpowiednimi kobietami krwi czystej, tfu! - zapalił się, zamaszyście stawiając ostatnią kreskę na swoim rewolucyjnym projekcie pudła-pułapki. - Powiedz mi, w Rossiji... słyszałem, że tam dziewczęta nie są pod jarzmem patryjarchatu, że wierzą w wolną miłość. Poznałeś tę miłość na własnej skórze, he? - wyszczerzył się, w swojej krytyce politycznej pozostając nieświadomy na fakt, że samemu rozpatruje wyzwolenie seksualne... bardzo po męsku.
- Dzik nie uciekłby w pokrzywy tylko na nas. Czasem mam wrażenie, że jak zrobię coś głupiego to ona też mnie stratuje... ale intelektem. Czasem jak coś powie, to... ech... - westchnął ciężko, bo choć dzisiejszej nocy słowa Arthyena mogły ZMIENIĆ ŚWIAT to nie mogły najwyraźniej zmienić jego wiary w to, że nie ma u Darcy szans. - Ale jak pójść na piknik anonimowo? - zmartwił się. Zostawić jedzenie i uciec?
Może pomyśli o tym później.
- Jaki opór? - obejrzał się przez ramię na Arthyena, nie widząc jego potyczki z kapryśną szafką. - Nie bujaj w obłokach, to tylko drewno. - roześmiał się i samemu dotknął mebla by pokazać Arthyenowi, że meble nie parzą.
- Aua! - cofnął ze zdumieniem rękę, bo ten faktycznie parzył.
- Widzę, że tego stwora należy wziąć siłą... niczym żelaznego smoka... - skwitował, bo nie będzie się trwożył przed jakimiś deskami. Przezornie owinął rękę w swoją własną kurtkę i w tej oto rękawicy-ochraniaczu uderzył w szafkę z całej siły. Niech drewno znów stanie się martwe by mogło później ożyć w jego projekcie!

Rzut na walkę z szafką, teraz rzucam na siłę!
1x k100 (siła):
27
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Arthyen Borgin
Śmierciożercy
But you're everything to me. You deepen the red of my blood
Wiek
25
Zawód
likwidator stworzeń, przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
7
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
21
15
10
Brak karty postaci
13-04-2026, 08:52
― Towarzyszu, jesteś mózgiem i ważnym czynnikiem powodzenie tejże misji―eksmisji trutnia z gniazda ― Diggory zdawał się chwilami zapominać, gdzie kończy się jego zakres pojęcia, a zaczyna cudza wyższość. Nie był głupi, to trzeba było mu oddać; w jego spojrzeniu tliła się ta iskra rozumu, która pozwalała omijać większe przepaści, choć potykał się czasem o najbanalniejsze nierówności. Bywał nieporadny ― owszem ― lecz nie na tyle, by przekreślać go całkowicie. Raczej typ, który uczył się na własnych błędach, choć z uporem powtarzał kilka z nich, jakby dla czystej zasady. ― O tym człowieku jest więcej legend, niźli faktyczna wiedza o tym, jaki faktycznie był. Jego umiejętności są legendą; starzy mawiają, że wzmacniał paranoję cara przez wpływ legilimencji. Doradcy zaś mówili, że eksperymentował z zakazaną, ludową odmianą magii krwi i rytuałów, był jedyną nadzieją młodego carewicza... ― zastanowił się nad tym, co słyszał od kuzynostwa w Rosji. ― Czego nie potrafił, był pieprzonym mistrzem wyrywania kobiet.
Trzepnął go w plecy, z rozmachem chcąc jednocześnie pochwalić i sprawdzić, czy tamten aby nie pęknie pod naciskiem. Przyjaźń, jeśli w ogóle można było tak to nazwać, nie znosiła tu delikatności ― była raczej próbą wytrzymałości niż czułym układem wzajemnych uprzejmości. Bo cóż wart był towarzysz, który w chwili próby zawaha się choćby o ułamek sekundy? Lepiej było wiedzieć wcześniej, ile zniesie, zanim przyjdzie płacić za to własną skórą.
― Gówno nie zaszczyty, siedzą w zamczyskach które zbudowali ich ambitni przodkowie! Tacy jak Ty i jak, zwyczajne szaraki budowaliśmy imperia pod władzą tych gburów pływających w złocie i mleku... ― Podobne poglądy, wypowiedziane bez wahania, bez tej irytującej nuty konformizmu… no proszę. Zaraz się nakręcił, podsycony nie tylko alkoholem, lecz i tym nagłym poczuciem, że oto stoi obok ktoś, kto nie klęka przed byle autorytetem. Nie przed tymi śmiesznymi, mugolskimi konstruktami, które próbowały narzucać porządek światu, którego nie rozumiały. ― Niech ich podatki do końca rozpierzchną w drobny mak, zobaczysz... Jeszcze tak będzie! ― zium, następna kolejka celebrująca chętki wyrwania z łap arystokracji wszystkiego, co nie było należne im. Przeszkolenie. Delikatne poprowadzenie za rękę po grząskim gruncie relacji, może jakaś próbna randeczka, kontrolowana jak eksperyment, by chłopak nie wyszedł na kompletnego głąba tam, gdzie subtelność bywała walutą cenniejszą niż złoto. Diggory potrafił przecież potknąć się o własne słowa, gdy tylko w grę wchodziło coś bardziej… miękkiego. ― Jak tak patrzę... Chłopie, toć tamtejsze dziewuszki by Cię zmieliły. Albo uczyniły z Ciebie prawdziwego gieroja.
Rosjanka? Prychnął niemal bezgłośnie na samą tę myśl. Zbyt ryzykowne, zbyt oczywiste nieporozumienie. Tamtejsze kobiety nie znosiły półśrodków ― dominujące, głodne więcej, lepiej, wyżej; wybierały pragmatycznie, rozbierając człowieka na czynniki pierwsze szybciej, niż zdążyłby sięgnąć po kieliszek. Wywleczone spod ciężaru ojcowskiej ręki, nie miały w sobie ani krzty cierpliwości dla nieopierzonych prób. Nie, to byłby błąd, i to kosztowny.
― Chyba głupi nie jesteś, również ją przegadaj intelektualną gadką w tematyce życiowej, podróży, anegdotki… Myśl! ― odnalazł się wielki znawca uniesień; ktoś inny zaraz by wyśmiał wymawiane przez niego niuanse, acz nie na darmo w liście ustawił im randeczkę. ― Weźmiesz jej prezent od serca i powiesz, oto ja… Twoja druga miłość, kobieto. Wierszyk jej napisz, jak... Bądź ze mną, moja czułości, w nocy, rano, dnia każdego.
Nieważne.
Nawinął materiał koszuli na dłoń, jakby chciał oddzielić się od konsekwencji własnych działań choćby cienką warstwą tkaniny, i chwycił za bok konstrukcji. Drewno stawiało opór, trzpienie trzymały uparcie, jakby same były świadome, że ustępstwo oznacza koniec ich dotychczasowego istnienia. Szarpnięcie. Kolejne. Iskra bólu przemknęła wzdłuż ramienia, gdy napięcie mięśni spotkało się z nieprzyjemnym wyładowaniem ― krótkim, kąśliwym przypomnieniem o potencjum zagrożenie. Skrzywił się tylko, zaciskając szczękę mocniej, nie pozwalając, by ten drobny dyskomfort odebrał mu impet.
Ha.
― Żadne drzewo z nami szans nie ma! ― Trzask rozdarł powietrze z satysfakcjonującą brutalnością, gdy struktura wreszcie ustąpiła. Drewno puściło, napięcie znalazło ujście, a on, przez krótką chwilę, trwał w tej surowej przyjemności efektu ― prostego, jednoznacznego, pozbawionego całej tej irytującej złożoności, którą niosły ze sobą ludzkie sprawy. Decha boczna prawie wywaliła mu w psyk, acz zdołał ją złapać, opierając o pobliską ścianę. Przez dźwięki wybudzające zwierzę ze snu, urażona Zlata głośno zaczęła wyć niczym do księżyca, najpewniej budząc większość sąsiadów. ― Malczat', Zlata!

| Rzut na siłę przy rozwałce
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Caleb Diggory
Czarodzieje
wejść na drzewo i patrzeć w niebo / tak zwyczajnie
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
15
3
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
20
15
10
Brak karty postaci
14-04-2026, 04:03
- Towarzyszu, tak powinniśmy sobie mówić... a nie jakaś... Izba Lordów, tfu... albo panowie i panie. Nie wiedziałem, czy mówić per ty czy per pan własnemu ojcu, a tak to nie miałbym problemu... - rozmarzył się, choć gdzieś pod płaszczykiem pijackiego idealizmu wciąż zżerała go gorycz. Ale to nic, przemoże indywidualistyczne ciągoty i przekuje samotną gorycz w odrzucenia w kolektywne ideały na rzecz rozwoju całego społeczeństwa! - Gdzie ideały równości, braterstwa, wolności? Nie widziałem ich we Francji, widziałem tylko chciwość, chciwość, chciwość i dziewczyny całujące się w policzki. - wzburzył się. Dziewczyny te, rzecz jasna, nie zerkały nawet na niego, bo był ubrany niemodnie. - Widziałeś je może w Rosji? W Anglii wszyscy są zimni... czarodziej... czarodziejowi wilkiem, ale wilki są chociaż stadne... - narzekał sobie, aż zamilkł wreszcie by posłuchać o Rasputinie. - Myślisz, że uleczyłby tego carewicza? - zainteresował się. - Nie powinien, nie? Czarna magia jest plugawa i wyniszcza... ale może nie jest, jeśli by jednak komuś pomogła? - dywagował sobie, nieświadom, że jego przyjaciel wie o tym więcej niż by podejrzewał. Znaczy, Art mieszkał na Śmiertelnym Nokturnie, ale nie wolno oceniać ludzi po tym, gdzie mieszkają, nie? Biorąc pod uwagę reputację dzielnicy, na pewno było tu taniej dopóki nie postąpią tu procesy gentryfikacji (do których właściwie przyczyniał się jego zatrudniony w Ministerstwie przyjaciel...)
- Żeby jeszcze zbudowali! Zbudowali je chłopi pod ich jarzmem... - zapalił się. - I urządzili te pałace marmurami wykradzionymi czarodziejom z południa... - marudził dalej. - O to, to - Arthyen myślał tak jak on. - To my budowaliśmy ich imperia i to my płacimy ich podatki! Wiesz, jak wyzyskują drobnych przedsiębiorców? Płacę podatek od sprzedaży i od kupna karmy, płacę cło od każdego zagranicznego towaru—czy Crouchowie płacili kiedykolwiek cło za swoje rzeźby?!—i płacę opłaty za zagraniczne listy i odsetki od kredytu, którego nie brałbym gdyby mój dziadek nie płacił podatków tak wysokich... - wyliczał z goryczą. - Tak, tak będzie! - skwitował z ulgą, rozpatrując w wyobraźni jak bajecznie wyglądałaby Wielka Brytania gdyby błękitnokrwiści wreszcie oddali to, co należało. Galeony, które nie kosztują ich nic przy skali ich majątku, a będą wyrazem dziejowej sprawiedliwości.
- Takie przeszkolenie to ja mam w domu... - wyrwało mu się, ale miał nie myśleć o Darcy, więc lepiej nie myśleć o dziewczynach wcale. Arthyen jednak nie odpuszczał tematu, on w ogóle rzadko odpuszczał. - No nie wiem... - zasępił się. - Wolałbym być jej pierwszą miłością, ale przegapiłem szansę. Odstąpiłem mu szansę, bo chrzanił, że ma źle w życiu, rozumiesz? - nie rozumiał, bo sekret likantropii Felixa wciąż był bezpieczny, choć z każdym promilem alkoholu we krwi: coraz mniej. - A teraz ona uważa, że on umarł przeze mnie, więc... nie wiem, czy to się uda, Art. Chyba tylko w powieściach dziewczyny lubią takich mrocznych chłopców. - choć ta poezja była niezła. Będzie musiał to zapisać, ale rano zapomni.
- Kto zadał sobie tyle trudu, by zabezpieczyć to ustrojstwo? - sapnął, ale na szczęście Art pokonał drewno ostatecznie. Szafka odsłoniła swoje sekrety.* Cal zdobył zaś materiały do swojego projektu.
- Dobra, no to młotek i działam! - obwieścił triumfalnie.
ŁUP! ŁUP! ŁUP! Zlata szczekała, a Cal walił młotkiem w środku nocy. Przynajmniej robił to szybko i sprawnie, pomimo tego, że pijaństwo trochę go spowalniało. Sprawę uratował doskonały projekt i oto, po zbiciu kilku desek, przed czarodziejami stanęło pudło z dźwignią.
- Walniesz zaklęciem tu i... ŁUPS, proszek zrobi BUMMMMM. Prowadź, prowadź pod drzwi sąsiada!



rzut na stolarstwo
Uzyskujemy pudło, z którego po uruchomieniu dźwigni wystrzeli peruwiański proszek. Zaprojektowałem ten mechanizm za 128  (98+30) i wykonałem za 74 (44+30), więc rezultaty są całkiem udane!

*Co wypada z tajemniczego mebla?
1. Kolekcja pornograficznych rycin z lat dwudziestych, opatrzona niemieckimi napisami.
2. Teczka z kolekcją znaczków pocztowych. O zgrozo, mugolskich; filatelistyka była pilnie strzeżonym sekretem właściciela
3. Kilka starych listów miłosnych, których możemy użyć do inspiracji!
1x k3 (tajemnica szafki):
2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Arthyen Borgin
Śmierciożercy
But you're everything to me. You deepen the red of my blood
Wiek
25
Zawód
likwidator stworzeń, przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
7
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
21
15
10
Brak karty postaci
14-04-2026, 16:02
― Tovarishch... Twarde zgłoski obcej mowy lepiej Ci pasują, musisz się nawrócić ― Pouczył go ― ach, jakże ochoczo ― z manierą godną nadgorliwego psorka z Durmstrangu, który własną wartość mierzył precyzją cudzych niedociągnięć. Ułożył wargi z przesadną starannością, niemalże ostentacyjnie, jakby sam akt artykulacji był rytuałem wymagającym nabożnej uwagi. Rosyjskie głoski sunęły z jego ust z chłodną pewnością nabytą z domowej rzeczywistości. Nie tłumaczył — demonstrował; nie zachęcał — wymuszał w dobrej gestii; zasłyszane tezy od Caleba podobały mu się coraz bardziej. ― Na zaszczytność per ojca trzeba sobie zasłużyć, czemu masz się przejmować takim kawałek skurczysyna, hm?! Skoro na karby nie weźmie odpowiedzialności, nie jest Ciebie wart ― Gnój mający gdzieś własną kobietę i dziecko, zwyczajnie był nikim. Przynajmniej tak wierzył, perswadowało w nim nienawiść do braku upodlonej odpowiedzialności, chociaż może mógł być mu podobny? Odpowiedzialność co najwyżej by zdeptał, pozwalając zniknąć problemowi u źródła. Brak dowodów, brak problemów, czyż nie był to najprostszy takt możności czynu? ― Społeczeństwo Rosyjskie jest dość hermetyczne ― zamknięte i kontrolowane bardziej, chociaż ten model chyba próbuje naśladować tfu minister... Braterstwo czarodziejów wszystkich republik, tak nazywa to propaganda! Daje to możliwości wprowadzenia u ludzi cwaniactwa i kombinowania, by coś zasięgnąć w swe łaski i kieszenie ― mruknął, nużąc się w tamtejszą codzienność. Która z wolna zaczęła powstawać pod ich nosem, tyle, że dyktatura mugola dewastowała realia porządnych jednostek. Pieprzone cholerstwo! ― Czarna magia jest słodka niczym miód: obłaskawia niczym troskliwa kochanka... Za wielkość i jej dary trzeba płacić, czy warto? ― zapytał ― siebie, czy jego; niezbyt zagłębiał się w parafrazy własnych myśli. Jednakoż nie mógł pozwolić, by pewne fakty wyszły na światło dzienne, tak wielu kwestii nie był świadomy o nim. Sytuację ratowały donośniejsze słowa, współgrające na równi z jego mniemaniem. Była nadzieja. ― Tak mawiano w Durmstrangu, acz każda odnoga magii potrafi zdewastować życie.
Przemógł złość wychyleniem kolejnej kolejki, wprowadzając wolne od debaty przerwą na papierosa. Poluzował własne brasy, niewidzialne uprzęże kontroli, którymi zwykle krępował każdy gest i każdą intencję. Było to rozprężenie nieco pokraczne, niemal niezręczne w swojej rzadkości ― sam nie do końca ufał tej chwilowej swobodzie. Wszakże nie rozdawał jej lekkomyślnie; była przywilejem zarezerwowanym dla tych, którzy przetrwali z nim dostatecznie wiele, by zasłużyć choćby na cień mniej wyrachowanej obecności. Bądź co Diggory robił z niego mięczaka...
― My ― czarodzieje ― zwyciężymy na wszelkich frontach, wyzbywając się cholernego pasożytnictwa! Zobaczysz Cal, jeszcze trudy takiego przedsiębiorcy jak Ty, czy innych pracujących w pocie czoła, zostaną nagrodzone! ― przewrócił jednak oczami, słysząc upierdliwe jojczenie o sobie samym. Zachowywał się jak gumochłon! Łapą zatkał mu twarz na chwilę, rażąc chłodem spojrzenia: ― Nie pozwól sobie wejść na łeb, nie jesteś pieprzonym popychadłem! Nie znasz swojej wartości... NADAL! ― Może ta baba nie była tego warta? Jeśli go skrzywdzi, nie będzie taki milutki, mimo przyjętej mantry miłego usposobienia do kobiet wszelakich; bo nie pozbył się szlamy, która wywiodła go na manowce. Bo nie skrzywdził drugiej oszustki, która znikała i pojawiała się, jak czegoś potrzebowała. ― Głupiś do szczętu... Chcesz każdemu dogodzić, a nie myślisz o sobie. Nie popełniaj więcej błędu, bo będziesz wrakiem jak ja.
Szafka, po krótkim, acz intensywnym barażu siłowym, wreszcie puściła ― jakby zrezygnowana, jakby świadoma własnej przegranej. Fragment jej konstrukcji runął z głuchym łoskotem na ziemię, wzbijając kurz i odsłaniając wnętrze, które… uch, doprawdy, rozczarowywało już na pierwszy rzut oka. Co za upodlony syf. Tyle zachodu, tyle niepotrzebnego wysiłku, a wszystko po to, by dobrać się do czegoś, co równie dobrze mogło okazać się stertą nic niewartych rupieci. Zmarszczył brwi, na co on tu właściwie liczył? Na skrzynię pełną złota, na błysk monet, na coś, co choć w minimalnym stopniu wynagrodziłoby ten groteskowy teatr destrukcji? Jedne drzwiczki ściągnął, pozwalając im opaść gdzieś obok, jakby ich los był równie nieistotny, co cała ta tandetna konstrukcja. Trochę papierzysk, jakiś akt własności mieszkania z dawnych lat...
Klaser.
― Co za syf... Liczyłem na coś znacznie ciekawego, wiesz co to? ― Przerzucił pierwszą stronę. I zaraz kolejną. Kwadraty. Rzędy drobnych, uporządkowanych fragmentów, każdy z innym nadrukiem, inną grafiką, innym… czym właściwie? Zmarszczył się wyraźniej, przesuwając palcem po jednym z nich, jakby dotyk mógł zdradzić więcej niż wzrok.
Aha?!
Och, jednak powstałe po czasie pudełko, wyszło zacnie! Wytargał mordzię za włosy, jakby chwaląc bardziej psisko za dobrze wykonaną komendę, niż mądrego kumpla. ― Czekaj... Czekaj! Moje celowanie niezbyt jest dobre obecnie, napijmy się i przeczekajmy do rana, taka czwarta? ― zagwizdał, powstrzymując jego entuzjazm. Nie mogli spieprzyć ich misji! Uh, trochę kołowało się pod kopułą, to chyba przez przerwę w nadzorowaniu budowy. Bryłę skrzętnie przechowywanego proszku włożył do mechanizmu, celebrując połowiczne zwycięstwo! ― Musimy opić to ustrojstwo!

|Rzut na obecne reakcje otoczenia na prace stolarskie po nocy
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 16-04-2026, 22:51 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.