• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Szpital św. Munga > Herbaciarnia "Filiżanka Zdrowia"
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-06-2025, 15:36

Herbaciarnia "Filiżanka Zdrowia"
Herbaciarnia na trzecim piętrze Szpitala Świętego Munga, gdzie pacjenci i personel mogą odpocząć od zgiełku leczniczych sal. Wnętrze utrzymane jest w ciepłych, bursztynowych barwach, a nad drewnianymi stolikami unoszą się parujące dzbanki z herbatą, które same napełniają filiżanki, dobierając napar odpowiedni do nastroju gościa. Na ścianach zawieszono obrazy przedstawiające kojące krajobrazy – łąki pełne złotych ziół, spokojne jeziora i skąpane w słońcu wzgórza. Na półkach ustawiono słoje z różnorodnymi liśćmi i kwiatami – od melisy z eliksirem relaksującym po lawendę z dodatkiem antybakteryjnych wyciągów. Każde zamówienie trafia do gościa na srebrnej tacy, która sama płynnie unosi się nad stolikiem, a zapach parujących naparów skutecznie koi nerwy po długim oczekiwaniu na diagnozę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Nataša Doherty
Zwolennicy Dumbledore’a
with defiance, with abandon, with hysteria; like an axe dreaming its way through their throats
Wiek
27
Zawód
zielarz w Św. Mungu, alchemiczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
16-03-2026, 01:01
29 maja 1962

Przewidywała problemy w momencie, kiedy znajomo ukośna linia ramion pana Hughes zamajaczyła na marginesie jej spojrzenia – rytm jego kroków, zmieniony przez kulawiznę, zdawał się rykoszetować drażliwie o nachylone ciemię, kiedy próbowała jeszcze przekonywać się, że wyjdą dzisiaj z tego spotkania bez uszczerbku na dumie i nerwach. Miała nadzieję wprawdzie, że ją zauważył – i że to wystarczy, żeby stał się bardziej powściągliwy; tymczasem jej obecność musiała go chyba tylko jeszcze bardziej do grubiaństwa zachęcić, bo była przekonana, że podnosił głos za jej plecami specjalnie, byleby mieć pewność, że mogła go usłyszeć. Słyszała więc wszystko: każdą szlamę rozgryzaną pomiędzy zębami jak kulkę gorzkiego pieprzu, każde pogardliwe stwierdzenie na temat młodego mugolaka, z którym przyszło mu sąsiadować w sali, każdą złośliwą uwagę na temat odwiedzających go rodziców – starszej pary, wyraźnie i zrozumiale zagubionej w magicznym szpitalu, co podle wykorzystywał, by wprawiać ich w zakłopotanie lub po prostu ośmieszać, dopóty nie interweniowała w końcu pielęgniarka, poproszona o pomoc przez zdręczonego pacjenta. Nataša zachodziła do niego w ciągu dnia, jeśli miała na to czas po pracy – by przynajmniej przez chwilę stanąć murem pomiędzy nim a panem Hughes, upewnić się, czy wszystko jest w porządku i przypomnieć, że wkrótce będzie mógł wrócić do domu, by podtrzymać go na duchu. Zdarzyło jej się przy tym ze starszym mężczyzną ściąć; skargi do przełożonej za ten incydent uniknęła chyba wyłącznie dlatego, że pan Hughes traktował ją z arogancką pobłażliwością. Złotko – powtarzał, skarbeńko – a ona zastanawiała się, czy matczyny Bóg uznałby jej wstrzemięźliwość przed przemocą za męczeństwo, czy musiała przecierpieć jeszcze brakujące cukiereczku, zanim sobie na świętość zasłuży. Podejrzewała, że młody mugolak nie przyznawał nawet wszystkiego, co sączył mu nad uchem pan Hughes, kiedy w sali byli tylko we dwoje; bo nie chciał się skarżyć i nie chciał sprawiać kłopotu – była to przypadłość wielu czarodziejów mugolskiego pochodzenia, spuścizna długich szkolnych lat, w których nie pozwalano im zapomnieć, że w magicznym społeczeństwie są jedynie przykrym statystycznym odchyleniem, wariancją przewidzianą, ale niezasługującą na to, by brać ją pod uwagę w swoim funkcjonowaniu. Wymagano od nich, by się przystosowywali, więc to robili – udawali, że sobie radzą, że nie mają żadnych problemów, że nie potrzebują pomocy; w potulnej ciszy. Znała to wszystko przecież bardzo dobrze; więc chłopak nie musiał mówić wszystkiego, wystarczyło jej to, że milczał, uporczywie i grzecznie albo twierdził, że wszystko jest w porządku, i nic pomiędzy. Rodzice przestali go odwiedzać – twierdził, że nie było potrzeby, by przychodzili i że nie mieli po prostu czasu; a ona kiwała głową, udając, że wierzy w jego białe kłamstwa.
Dzisiaj rano opuścił szpital – najwyraźniej rodzice przyszli go odebrać, zapewne pomimo jego protestów, bo pan Hughes znów prześcigał się w prześmiewczych komentarzach na temat ich ubioru, zachowania i naiwności. Był przekonany, że mógłby im wcisnąć zepsuty zegarek za chorą cenę – wystarczyłoby powiedzieć im, że Ziemia obraca się tutaj w drugą stronę i że potrzebują wobec tego takiego zegarka, który chodzi w lewo.
Była ostoją cierpliwości – do chwili, w której przestała nią być. Matczyny Bóg mógł się wypchać świątobliwą cierpliwością i wyrozumiałą miłością do bliźnich. Męczennicy stawali się nimi zresztą dopiero w lwich paszczach, a ona nie miała zamiaru wyczekiwać momentu, gdy będzie już tak źle, że nie pozostanie nic innego, tylko dać się swojej bezradności pożreć.
Wstała więc niespiesznie, pozostawiając swoją herbatę niedokończoną, prawie już wystygłą, bo od dłuższej chwili nie mogła jej przełknąć. Wstała – pozwalając, by nóżki jej krzesła zwróciły uwagę szorstkim jękiem wymuszonym bezceremonialnością z podłogi. Podeszła do stolika pana Hughes, gdzie siedział z innym, również starszym i zapewne również podłym, mężczyzną; był chyba nowym gościem św. Munga, w każdym razie widziała go po raz pierwszy.
– Możemy w czymś ci pomóc, cukiereczku? – spytał pan Hughes, na poły zadowolony i zirytowany, podnosząc na nią spojrzenie. Może wydawało jej się jedynie, że widzi w jego wodnistych oczach przebłysk triumfu; może pozwoliła, by gniew – rozjątrzony jeszcze polityczną atmosferą – podszeptywał jej podejrzenie intencji, które wcale mu nie przyświecały. Może był po prostu starym, złośliwym, głupim dziadem i nic więcej; na odwrót było już jednak za późno, cukiereczek przekraczał jej granice niewybaczalnie.
– Wypił już pan, panie Hughes? – spytała z surową rzeczowością, spoglądając nań z góry. Nie spieszył się z odpowiedzią, unosząc jedynie w zdziwieniu brwi, więc sięgnęła do jego filiżanki, resztę kawy wylała ceremonialnie na spodek i podniosła go sobie pod uważne spojrzenie. Pan Hughes wydawał się umiarkowanie tym rozdrażniony, bardziej zaskoczony i przez to, chwilowo, chyba spacyfikowany.
– Co ty, do licha, wyrabiasz?
– Nie widzi pan? – odbiła natychmiast, jakby przygotowana. – Sprawdzam pana przyszłość. Próbuję wyczytać, czy pójdzie pan jeszcze po rozum do głowy, czy jest pan przypadkiem beznadziejnym – nawet się do niego uśmiechnęła, prawie dobrotliwie, prawie przekonująco, dla osób postronnych zupełnie tak, jakby sobie z nim jedynie serdecznie żartowała. Pan Hughes nie wybuchnął zresztą złością, odchylił się zamiast tego na krześle z nadwyrężoną kpiną w uśmiechu.
– I co widzisz?
– Przyznaję, że nigdy nie miałam do tego talentu, pewnie przez moje mugolskie pochodzenie, ale tu widać wyjątkowo wyraźnie, nawet nie trzeba mrużyć oczu, proszę zobaczyć – czuła jak usta rozciągają się jej jeszcze bardziej, jak wbrew jej woli naciągają się w karykaturę niewinnej życzliwości, kiedy odstawiła filiżankę na stojący przed nim spodek z nieostrożnym szczęknięciem i mlaśnięciem wlanej weń kawy. Wodniste oczka mężczyzny zaczynały rzucać pierwsze iskry; a ona zamierzała jeszcze w ten żar dmuchnąć. – Niezaprzeczalnie jest to świnia.
– Jesteś bezczelna – warknięcie było gardłowe; pan Hughes wstał, wciąż ukośny, by zrównać się z nią spojrzeniem, potrącając przypadkiem stolik i wylewając kawę ze spodka.
– To podobno bardzo inteligentne stworzenia, panie Hughes – odpowiedziała zimno, nie uśmiechając się dłużej. Była pewna, że gdyby nie obserwujące ich oczy nielicznych gości, poczułaby jego złość na swoim policzku. – Proszę nie tracić nadziei.
chodź do mnie, gryź i kop aż opadniesz z sił, aż Ci minie złość; na co czekasz? choć się boję, to przecież nie uciekam
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
07-04-2026, 18:29
Lubił nocne dyżury, bo lubił gdy coś się działo. Mury szpitala wtedy milczały, kończyły się godziny odwiedzin, a kawę trzeba było nosić w termosie. Znikały rozproszenia, zostawał tylko on i pacjenci—późną porą albo leżący tutaj od kilku dni i stabilizowani, albo przywożeni jako nagły przypadek. Wrzała adrenalina, a wyzwania były w jakiś sposób ekscytujące, bo nocami tylko czasami jakieś dziecko połknęło bahanocyd; bo nocami zostawały tutaj tylko poważniejsze przypadki.
Odkąd wypisał ze szpitala brata własnej narzeczonej miał jednak trochę dość wrażeń i z ulgą przyjął grafik dziennych dyżurów. Spędzi więcej wieczorów w domu (plus), na oddziale będzie więcej kolegów (minus, ale nie mógł narzekać, bo po leczeniu Arlo Figga miał u Vernona Berga dług wdzięczności... choć chyba lepiej było ich nie mieć...), a herbatę będzie mógł wypić w filiżance, podanej na srebrnej tacy (plus).
Rozsiadł się właśnie przy stoliku, by miło i spokojnie spędzić swoją przerwę. Poranek spędził na zbyt długiej konsultacji z pewnym hipochondrykiem, który żalił się, że zatruwają go chleb i produkty pszenne (co to w ogóle za pomysł?!), obejściu całego oddziału toksykologii, skończeniu wypisów na dziś i pouczeniu pewnego zirytownego czarodzieja, że zatrucie alkoholowe to zatrucie (wedle karty, w nocy nie był w stanie pozwalającym to usłyszeć). Reszta dnia zapowiadała się spokojnie—chyba znajdzie czas, by zanalizować wyniki toksykologiczne ostatniej sekcji zwłok, co po przydługim kontakcie z głośnymi pacjentami zawsze było odprężające. A teraz... teraz wypije herbatę,  przeczyta gazetę, może użyje lusterka dwukierunkowego by sprawdzić co u Leonie i...
...i wymieniane podniesionymi głosami zdania zrujnowały jego plan na miłe pół godziny. Co ty, do licha, wyrabiasz? - rozbrzmiało dwa stoliki dalej, akurat gdy przed Jasperem pojawiła się srebrna taca z parującą herbatą. Tak gorącą, że musiał odczekać by w ogóle jej skosztować; a jest pan przypadkiem beznadziejnym skutecznie odciągało jego uwagę od filiżanki. Zmarszczył lekko brwi, widząc, że w pyskówkę ze starszym pacjentem wdaje się Nataša Doherty.
Angielskie nazwisko, nieangielskie imię. Zwrócił na nią uwagę odkąd zaczęli mijać się przy losowych obowiązkach. Zawsze intrygowali go czarodzieje z kontynentu. Przed laty to stamtąd wywodzili się najgorliwsi akolici mający styczność z Grindelwaldem, bohaterowie wojenni, których jątrzące się rany podleczał gdy szukali schronienia w Wielkiej Brytanii. Teraz wspomnienie Europy Środkowo-Wschodniej stanowiło jedyny łącznik z nieistniającą już rodziną. Właściwie to od dawna szukał okazji, by podpytać Doherty o jej pochodzenie; o kraj, z którego wywodziło się jej imię; o jej nieznane mu nazwisko.
...przez moje mugolskie pochodzenie...
Akurat ostrożnie wziął do ręki filiżankę.
Odruchowo odłożył ją na spodek, porcelana zabrzęczała, tafla herbty zadrżała ostrzegawczo. No tak. Dlatego nie znał jej nazwiska. Teraz już bez oporów zaczął przysłuchiwać się rozmowie, licząc na przydługą rozrywkę. Przeliczył się jednak—wystarczyły jeszcze ze dwa zdania, a sytuacja już zaczęła wymykać się spod kontroli. Trzeba było do tego pewnego talentu.
Rozejrzał się po kawiarni, ale poza Doherty nie dostrzegał tu znajomych twarzy. O tej porze dnia siedzieli tu chyba głównie pacjenci. Pacjenci, przed którymi Doherty robiła scenę—jakoś gdy wymieniali w biegu mikstury alchemiczne, nie poznał jej od tej strony— antagonizując właśnie pacjenta. Pacjenta, którego usta zacisnęły się w wąską kreskę, a pięści zaciskały z irytacją. Jasper miewał już do czynienia z agresywnymi pacjentami i choć miał nadzieję, że do tego rodzaju scysji nie doszłoby na widoku, w kawiarni, to... jedynie naiwni ludzie kierowali się jedynie nadzieją.
Westchnął ciężko i podniósł się z miejsca, z żalem zostawiając za sobą herbatę. Pewnie wystygnie...
- Panno Doherty. - podszedł do pary od tyłu i protekcjonalnie położył dłoń na ramieniu alchemiczki. Na tyle lekko by jej nie wystraszyć, ale by z perspektywy pana Hughesa wyglądało to na gest odpowiednio władczy, pochodzący od starszego od niej mężczyzny, odpowiednio akcentującego słowo panna.. - Wszędzie panny szukam. - miał nadzieję, że nie Hughes nie widział go przed chwilą przy stoliku. Czy widziała go Doherty—średnio go w tej chwili obchodziło. - Potrzebna jest panna na oddziale toksykologii, natychmiast. Przepraszam pana za przerwanie... rozmowy, jeśli potrzebuje pan pomocy medycznej to wezwiemy natychmiast wykwalifikowany personal na dyżurze na tym piętrze. Jestem doktor Prince - podkreślił niby mimochodem własne, czyste nazwisko - a panna Doherty nie dostarczyła mi mikstur i muszę zamienić z nią słowo. - uśmiechnął się przymilnie do Hughesa, chcąc deeskalować sytuację i poprawić mu humor kosztem jasnowłosej. A z nią zamienić słowo na stronie—teraz, sugerowały jego kłamstwa i palce zaciśnięte na jej ramieniu.

czy uspokajam Hughesa? Sztuka kłamstwa i oszustwa +10!
1x k100 (kłamię):
100
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 16-04-2026, 06:32 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.