• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pomnik Karola I
Pomnik Karola I
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-06-2025, 15:23

Pomnik Karola I
Figura została odsłonięta w 1675 roku. Stoi na skrzyżowaniu wielkich arterii miasta, tuż przy Trafalgar Square, choć formalnie ulokowana jest na placu Charing Cross. Ta barokowa sylwetka przedstawia króla na koniu, odzianego w zbroję, z wyciągniętą ręką – symbol władzy i majestatu, który od wieków obserwuje ruch uliczny i codzienny gwar Londynu. Zatrzymany w czasie i zaklęty w kamieniu monarcha wciąż budzi respekt i przypomina o burzliwych dziejach angielskiej korony. Podstawa zdobiona jest misternymi płaskorzeźbami, które opowiadają o dramatycznych wydarzeniach tamtej epoki. Upamiętniony władca był postacią tragiczną – jego konflikt z parlamentem doprowadził do angielskiej wojny domowej i ostatecznie do jego egzekucji w 1649 roku, co na zawsze odmieniło losy królewskiej rodziny. Pomnik powstał jako wyraz lojalności i pamięci o królu, który wierzył w boskie prawo monarchów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
George Lupin
Zwolennicy Dumbledore’a
The heart will break, yet brokenly live on
Wiek
36
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
10
Brak karty postaci
06-04-2026, 17:56
Moje spojrzenie nie opuszało Iris, chociaż widziałem w niej rozedrganie i myśl o ucieczce. To nowość, nigdy nie byłem świadkiem tego, by chciała pozbyć się mojej obecności i znaleźć w innym miejscu. Bardzo możliwe, że zdenerowało ją to, jak bardzo nie rozumiałem jej problemu, jak nagle daleki się okazałem. Nie wiedziałem nic o zwyczajach Nottów, o tym, że mają zapędy średniowieczne, że zmuszają dzieci do ustawianych małżeństw. Na litość boską, mieliśmy już rok sześdziesiąty drugi dwudziestego  wieku, czy na prawdę to był jedyny sposób jaki znali na powiększanie fortuny? Poza tym, że nie znałem się zupełnie na zwyczajach.... no okay wiem tylko tyle, że faktycznie niektóre stare rody utrzymują te zwyczaje, lecz zwykle sądziłem, że te układy są już ustalane z początku, by przyzwyczajać dzieciaki do tego, albo po prostu jak się polubią to się ich zaręcza. Natomiast to co mówiła Iris wywołało we mnie zrozumiałą falę sprzeciwu. Jej słowa nabierały zupełnie innego znaczenia, chociaż wciąż nie rozumiałem do końca jej motywów, zaczynałem pojmować, że wszystko co mówiła nie odnosiło się do tego, że nie chciała mi kłamać, tylko do tego, że i ona czuła coś podobnego do tego, co czułem ja.
- Boisz się jego? Czy tego, że zamierzasz poślubić osobę której nie znasz? Czy dobrze rozumiem?- nagle robi mi się niedobrze. Dotąd rozumiałem, że ma kogoś innego, co odebrałem jako wieść o tym, że nie była ze mną do końca szczera i już praktycznie wydałem na niej wyrok, natomiast teraz dowiaduję się, że ten wybranek jest po prostu kimś przypadkowym.  Nie dziwi mnie, że jest przerażona, ja byłbym również. Nie wiem jak zachowałbym się w podobnej sytuacji, może podobnie jak ona.
I może jednak jej narzeczony nie jest tak bardzo przypadkowy jak ja w tej sytuacji. Dzielą przecież podobne poglądy na świat, mają wspólną historię (oczywiście chodzi o tą pokoleniową). Czym jest jeden rok w obliczu lat pięciuset. Albo jedno prędko bijące serce. Wystarczy złamać przecież je jedno, by uszczęśliwić tak wiele osób.
Pierwszy pocałunek. Z jej perspektywy pocałunek nieudany, przyprawiajacy o morze łez. Z mojej ostatni, rzutem na taśmę, nim Iris na zawsze zniknie z mojego życia. Dramatyzowałem okropnie, ale przed chwilą świat mi się zawalił. Kiedy będę opowiadał o tej sytuacji przyjaciołom, pewnie w tym momencie dostanę od nich radę, by nie zachowywać się jak dziecko, a przecież o bycie dzieckiem oskarżałem właśnie moją miłą.
- A mi łamie serce świadomość, że to był nasz ostatni - odpowiadam  równie cicho  wciąż będąc na fali mieszanych uczuć. Z jednej strony wiedziałem, że to przegrana bitwa, z drugiej moje waleczne serce wyrywało się i podsuwało najdurniejsze pomysły.
Ucieknijmy razem. Zostawmy ten świat. Znajdziemy sposób. Przecież tylko miłość jest nam potrzebna.
Tylko, że to co było dla mnie jasne jeszcze chwilę temu, teraz zdawało się nie być nawet małą cząstką n a s z e j prawdy. Bo Iris zbyt prędko zdeptała moje wyznanie na które zbierałem się tygodniami. Zignorowała wszystkie planowane kroki, by w odpowiedzi na ich bukiet użyć ostrego noża i zakończyć jednym słowem. Dlatego wciąż przybity zamknięte mam usta i powoli odsuwam od niej spojrzenie. Ona odsuwa się na dystans i prawdopodobnie tak właśnie zakończyłaby się cała ta nasza roczna przygoda gdybym...  nie uświadomił sobie, że nie potrafię żyć w świecie w którym nie ma powietrza. Czy nawet jeżeli miałbym widywać ją tylko na dystans, lub wymieniać listy, nie byłoby lepiej, niż udusić się wiedząc, że mogłem oddychać, gdybym tylko poprosił o koło ratunkowe.
- Jeżeli będziesz tylko chciała porozmawiać, zawsze będę - zapewniam ją, szukając w nadziei głupiej i naiwnej śladu minionych już chwil. Byłem i będę.
Nawet jeżeli nie znamy się wcale, nawet jeżeli nigdy do końca mi się nie otworzyła i nie podzieliła swoimi obawami związanymi z kwestią zamążpójścia. Nawet jeżeli teraz nie wiedziałem, że to co najbardziej zżera ją od środka to nie kwestia rozwiązania zagadek historycznych czy pęd za wiedzą, ale świadomość, że jest jedynie marionetką w rękach swojego rodu. Samolubnie będę zabiegać o chociaż odrobinę kontaktu, nawet gdyby miało skończyć się tak, że zostałbym kelnerem na jej weselu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
07-04-2026, 09:29
Jego słowa - pytanie, które padło między nimi tak zwyczajnie, niemal łagodnie - wciąż wybrzmiały w niej głośniej, niż powinny.
Czy chcesz opowiedzieć mi o nim?
Jakby można było opowiedzieć o czymś, co dopiero zaczynało istnieć. Jakby można było nadać kształt czemuś, co jeszcze nie zdążyło się uformować, a już zdążyło przesunąć fundamenty pod jej stopami. W jej głowie przez ułamek sekundy pojawiła się absurdalna myśl - że mogłaby spróbować. Że mogłaby ubrać Leopolda w słowa, opisać jego spojrzenie, jego sposób mówienia, to, jak trzymał jej dłoń. Uczucie, które przypominało rzucenie na nią uroku - tę dziwną elektryczną materię przesuwającą się pod jej skórą i biegnącą wzdłuż kręgosłupa, gdy tylko jej oczy napotykały jego zielone tęczówki. Obawiała się, że istnieje krótkie określenie na to, co czuła - pożądanie. Zupełnie odległe od tego, co połączyło ją z George'm.
Jej spojrzenie zatrzymało się na nim, ale tym razem nie było w nim ani próby obrony, ani tej wcześniejszej, niemal desperackiej potrzeby, by został i zrozumiał. Nie było już w niej tej dziewczyny, która jeszcze chwilę temu próbowała ratować coś, co nieuchronnie wymykało się jej z rąk. Zamiast tego była cisza. Uporządkowana, wypracowana, niemal chłodna - ale nie okrutna. Jakby każda emocja została w niej starannie ułożona, zamknięta w odpowiednim miejscu.
W jej piersi ścierały się jednak dwie siły - i żadna z nich nie ustępowała całkowicie. Jedna wciąż była miękka, znajoma, związana z nim - z rozmowami, śmiechem, listami, spojrzeniami, które nie wymagały wyjaśnień. Druga była twarda, nieustępliwa, głęboko zakorzeniona - wyuczona, przekazana, niepodważalna. Nie mogła już być obiema naraz. I po raz pierwszy, od roku, zrozumiała to. Powoli zaczerpnęła powietrza. — Boję się wszystkiego co związane z małżeństwem — Jej wzrok dopowiadał resztę - obawiała się pierwszego zbliżenia, spełnienia obowiązku w postaci sprowadzenia na świat potomka. Nie sądziła, że podoła w jego wychowaniu - za nic w świecie nie chciała być podobna do swoich rodziców. Ich chłód, powściągliwość w czynach i słowach właśnie skutkowała w tym, że ich j e d y n a i najmłodsza córka, odczuwała wstręt do siebie i swojej niewiedzy... a przecież była nader inteligentną i oczytaną czarownicą. — Boję się. Po prostu.
Jej palce poruszyły się lekko przy boku, a wzrok szukał oparcia we wszystkim, tylko nie w nim. Dłoń drugiej ręki zacisnęła się na trzymanej torebce, o której istnieniu na chwilę zapomniała. Oddałaby wiele za możliwość cofnięcia się w czasie - by móc przeżyć na nowo cały miniony rok. By... być może w jakiś sposób uchronić się przed wolą wuja Octaviusa. Jednak co musiałaby uczynić, żeby tak się stało? Wyjechać? Wytropiliby ją na drugim końcu świata. Jej rodzice i wuj nie spoczęliby - do końca swoich dni - by sprowadzić ją z powrotem do domu i zmyć z nazwiska hańbę, którą by ich okryła. Jej decyzja wiązałaby się z rozłąką z braćmi - zaprzepaściłaby ich szanse na godny ożenek. Nie mogła im tego zrobić - nawet jeśli oznaczałoby to zrezygnowanie z pragnień własnego serca. Nie była samolubna, a miłość do braci przez lata potrafiła przezwyciężyć brak uczucia ze strony rodziców. Bracia byli dla niej najważniejsi - przynajmniej przez większą część jej życia.
Oczami powiodła do jego rąk, które zdawał się mocno trzymać przy sobie. Jej usta zacisnęły się w cienką linię, gdy walczyła ze sobą, aby do niech sięgnąć. Zdrowy rozsądek wygrał - nie pozwoliła sobie na ten gest. Nie mogła już tracić kontroli. — Żyję w świecie, w którym mój zły ruch pociąga za sobą całą rodzinę, w tym moich braci — Pragnęła wyjaśnić mu zasady gry, nawet jeśli nie będzie w stanie ich do końca zrozumieć. Miał prawo wiedzieć z czym wiąże się obowiązek wpajany od narodzin. — Zbyt długo byłam samolubna myśląc o sobie i... o tobie — Przełknęła ciężej ślinę, wspominając w myślach rozmowę z Amodeusem, którą toczyli w jej sypialni. Wiedziała, że gdy tylko dowie o tym wszystkim, będzie ogromnie zawiedziony. Ta świadomość przeszyła jej serce niczym włócznia, sprawiając, że zaczynało jej brakować powietrza. Jej starszy brat darzył ją ogromną miłością, szacunkiem i zaufaniem. Był w stanie zrobić wszystko by przez lata zapewnić jej to, czego nie doświadczyła od matki i ojca. A jej tak łatwo przyszło to zdeptać - co było do niej zupełnie niepodobne. — To decyzja, która została podjęta za mnie, a moim obowiązkiem jest uczynić wszystko, by nie przynieść zawodu rodzinie — Choć i tak już to zrobiłam i będę musiała zmierzyć się z konsekwencjami, dodała w myślach, wbijając smutne spojrzenie w jego twarz. — Przez długi czas sądziłam, że w jakiś sposób uda mi się tego uniknąć, ale jak widać...
Rozłożyła ręce w geście poddania i zrezygnowania. Nie wiedziała co mogłaby mu więcej powiedzieć, bo żadne słowa tak naprawdę nie oddawały tego, co czuła. Powracające wspomnienia spotkania z Leopoldem, dotyku jego dłoni i jego oczu przeszywających ją na wskroś, mieszały się z obecnością George'a, jego szorstkimi palcami zaciśniętymi na jej dłoni i ustach, których smak musiała zapomnieć równie szybko co go poznała.
Poczuła się jakby ktoś zamknął ją w za małym pomieszczeniu bez okien i drzwi - dusznym, sprawiającym wrażenie, że każda ze ścian napiera na nią w tym samym czasie. Ciężar w klatce piersiowej rósł - Leopold, George. Amodeus. Wuj Octavius.
Zakręciło jej się w głowie; czuła jak traci równowagę i musiała oprzeć dłoń o ścianę. Ściskało ją w klatce piersiowej, w dołku i żołądku. Spożyte rano śniadanie podchodziło jej do gardła i zmuszało do krótkich, szybkich oddechów, gdy zgięta w pół próbowała odzyskać pion.
A mi łamie serce świadomość, że to był nasz ostatni.
Ściany galerii zawirowały.
Jeżeli będziesz tylko chciała porozmawiać, zawsze będę.
Zaczęło jej szumieć w głowie.
Otworzyła szeroko oczy, odszukała jego twarz i starała się ją zapamiętać - każdy jej detal, każdą zmarszczkę. To, jak wyglądały jego oczy, gdy spoglądał na nią spod rzęs. Przypominała sobie uśmiech, którym tak często ją obdarzał, a w myślach odtworzyła brzmienie jego śmiechu.
Och, George. Gdybyś tylko mógł rozczytać moje myśli i dostrzec to, jak moje oczy cię widzą.
Zamiast tego jej oczy ponownie zaszkliły się i gdy tylko zdołała wyprostować się, wycofała się kilka kroków do tyłu. Nie spuszczała z niego wzroku, wciąż ciężko oddychając i walcząc z tym, by nie zwrócić treści pokarmowej. Jeszcze nigdy nie odczuwała tak silnych emocji, choć jej życie nieraz stawiało ją w sytuacjach stresujących. Jednak na nie zdawała się być zawsze przygotowana - lecz na rozłąkę? Z nim? Czy kiedykolwiek byłaby na to gotowa? Jak na załączonym obrazku - nie.
— Proszę nie znienawidź mnie. Nie przeżyję, jeśli będzie inaczej.
Tymi słowami i czułym, krótkim spojrzeń żegna się z nim, po czym pozostawia po sobie roztoczony zapach przypominający stary pergamin, drzewne nuty i... irysa.

zt.
1x k3 (sprawdzam, czy ktoś mnie śledził):
2
Pamięć jest jedyną formą władzy, której naprawdę się boję.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 17-04-2026, 00:31 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.