• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Reading, Rezydencja Scamanderów > Pracownia Gethena
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-02-2026, 23:12

Pracownia Gethena
Pomieszczenie znajdujące się obok sypialni Gethena, gdzie ten spędza większość czasu pracując nad tłumaczeniami, pogłębiając wiedzę historyczną oraz wykonując zlecenia z magicznego wzornictwa. Jest to najbardziej uporządkowane miejsce w całej rezydencji, gdzie zgromadzone książki odnoszą się głównie do badań historycznych, run, magicznych wzorów w towarzystwie słowników z wszelakich języków.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
23-03-2026, 19:24
19 maj 1962r.

Deszcz nie był gwałtowny - nie rozbijał się o ziemię z impetem, nie zmuszał do ucieczki. Był uporczywy. Cichy. Taki, który wnika pod materiał, pod skórę, pod myśli. Iris obserwowała, jak krople spływają po szybie jej pokoju, łącząc się w długie, niepewne linie, które rozmywały widok ogrodu w coś niemal abstrakcyjnego. Przez chwilę miała wrażenie, że to odpowiednia metafora - wszystko było na swoim miejscu, a jednak nic nie układało się tak, jak powinno.
Księga leżała otwarta na biurku. Od dobrego kwadransa, a może dłużej. Nie była w stanie powiedzieć, kiedy ostatni raz przeczytała całe zdanie i je zrozumiała. Palce przesuwały się po marginesie, po znajomych znakach, które zwykle działały na nią uspokajająco - struktura, logika, sens. Dziś jednak nawet runy wydawały się milczące. Jakby odmawiały współpracy.
Spróbowała jeszcze raz. Skupić się. Ułożyć myśli w porządek, który zawsze był jej sprzymierzeńcem.
Leopold Flint.
Nazwisko nie wywoływało już w niej gniewu. To byłoby zbyt proste. Gniew można ukierunkować, można go wykorzystać. To, co zostało po spotkaniu w Dover, było trudniejsze. Cichsze. Niepokojąco rozsądne. Był uprzejmy. Uważny. I w sposób niemal bezczelny - ludzki. Nie dawał jej punktu zaczepienia dla sprzeciwu. Nie był przeciwnikiem. A jednak wszystko w niej domagało się, by nim był.
Zamknęła księgę z cichym trzaskiem. To nie pomogło.
George.
Imię przyszło natychmiast, jakby tylko czekało na swoją kolej. Lżejsze. Jaśniejsze. Zbyt żywe. Wspomnienie galerii wciąż było świeże - jego dłoń, jego głos, to, jak patrzył na nią bez całej tej warstwy, którą narzucał jej świat. Bez nazwiska. Bez obowiązku. Jakby widział ją taką, jaka była, nie taką, jaką powinna być.
Podniosła się gwałtowniej, niż zamierzała. Krzesło odsunęło się z ostrym dźwiękiem, który przeciął ciszę pokoju. Przez moment stała nieruchomo, jakby sama zaskoczona tym gestem. A potem - bez dalszego zastanowienia - sięgnęła po pelerynę.
Nie planowała tego. Nie analizowała. To nie była decyzja, którą można było wpisać w porządek dnia. To był odruch.
Korytarze zamku były ciche, niemal puste. Jej kroki odbijały się głucho od kamienia, ale nie zwalniała. Nie zatrzymywała się, by poprawić rękawiczki, by upewnić się, że wygląda odpowiednio. Po raz pierwszy od dawna nie miało to znaczenia.
Droga była dłuższa, niż zapamiętała, albo może to myśli rozciągały czas w coś trudnego do zniesienia. Obraz w oczach rozmywał jej się w odcieniach szarości i zieleni, deszcz zacieśniał świat do kilku metrów przed nimi. Nerwowo splatała palce u dłoni, by zaraz potem je rozprostować - kilka z nich wydało z siebie głuchy dźwięk prostowanych kości. Nie potrafiła w pełni określić targanych nią uczuć. Bunt i żal - uparcie kotłowały się w niej, zżerając od środka. Wedle czytanych tekstów mogła porównać to uczucie do spożycia trucizny - trucizny zwanej miłością i odpowiedzialnością. Och, ileż by oddała, by znów przywdziać szkolny mundurek i za największe wzywanie mieć podejście do SUM.
Rezydencja Scamanderów wyłoniła się zza drzew nagle; chłodne powietrze uderzyło ją natychmiast. Deszcz osiadł na pelerynie, na włosach i smagał ją po twarzy. Zdecydowanie przybrał na sile, choć ona nie zwróciła na to uwagi. Ruszyła przed siebie, szybciej, niż nakazywałoby dobre wychowanie, jakby zatrzymanie się choćby na moment mogło sprawić, że rozpadnie się na małe kawałeczki.
Drzwi rezydencji otworzyły się przed nią, ale nie zwolniła. Kroczyła po posadzce niczym pani tego domu i mogłaby przysiąc, że poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Zignorowała je, wbijając w powietrze materiał peleryny, który reagował z lekkim opóźnieniem na jej nagłe zmiany kierunków.
Intuicja podpowiadała jej, że jest tylko jedno miejsce, w którym jej kuzyn mógłby się zaszyć.
Dostrzegła go przez uchylone drzwi; stał nieco z boku, jakby nigdy nie należał do centrum żadnej przestrzeni. Sylwetka pochylona odrobinę, spojrzenie skupione gdzieś pomiędzy rzeczywistością a czymś, co widział tylko on. W świetle wpadającym przez wysokie okno wydawał się jeszcze bardziej nieuchwytny, jakby kontury jego postaci były zbyt miękkie, by można było je zamknąć w jednej definicji.
Iris zatrzymała się gwałtownie, zaraz po tym, jak drzwi z impetem uderzyły o ścianę.
Przez ułamek sekundy patrzyła na niego w milczeniu - szeroko otwartymi oczami, z przyspieszonym oddechem. Przemoczona.
A potem wszystko, co próbowała uporządkować przez ostatnie dni, pękło.
— Jesteś jasnowidzem! — Wyrzuciła z siebie nagle, ostro, stanowczo za głośno. — Jesteś... jesteś.
Z nienaturalną szybkością pokonała dzielący ich dystans, a deszcz wciąż spływał z jej peleryny na podłogę. Całkowicie to zignorowała. Zrzuciła kaptur do tyłu, rozbryzgując na boki zalegającą na nim wodę. Później przeprosi Gethena za bałagan, który ze sobą przyniosła - dosłownie i w przenośni.
— Jak bardzo mam przekichane? — Bez zawahania wzięła jego rękę, nie bacząc na to, czy był zajęty. Wnętrze jego dłoni przyłożyła do swojego czoła, z uporem maniaka świdrując go swoimi jasnymi tęczówkami. — Widzisz coś? Widzisz?!
Pamięć jest jedyną formą władzy, której naprawdę się boję.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-03-2026, 20:22
Gdy dłoń mężczyzny tak niespodziewanie dotknęła dziewczęcego czoła, coś w jego wejrzeniu zgasło. Sylwetka jasnowidza wyraźnie posztywniała, promień głębokiego chłodu przeszedł przez jego ciało. Mgła odebrała mu widok na gładkie lico panny Nott, nagle znalazł się o wiele dalej. Daleko od domostwa w Reading i przepełnionych księgami ścian ulubionej pracowni. Lecz nie wiedział, gdzie tym razem skierował jego uwagę proroczy gen.

Widoki okazały się bardzo wyraźne. Widział i słyszał wszystko dokładnie. Ujrzał gabinet w bogatym domostwie; w tle majaczały nieskończone ilości ksiąg, w centrum, w eleganckim fotelu siedział starszy mężczyzna. Mężczyzna wyraźnie zamyślony, skupiony na badaniu kart niewiadomej księgi. Podniósł głowę dopiero, gdy w drzwiach pojawiła się druga postać.
- Wzywał mnie pan, panie Nott.
- Przybyły płynnie przedostał się do głębi pomieszczenia, mijając osadzonego w obrazie Gethena o cal. Spoczywający za biurkiem mężczyzna zamknął gruby wolumin i przyjrzał się przybyłemu z większą uwagą.
- Ach, tak, zgadza się. Nadeszła pora, by przypilnować pewnych spraw. Jesteś mi potrzebny - przemawiał ze spokojem, choć nie bez śladu zmęczenia. - Choć historia toczy się sama, nasze decyzje cały czas ją kształtują. Czasem należy przypilnować, by wszystko toczyło się jak należy. Wolą moją jest, byś przypilnował Iris. Sojusz z Flintami musi zostać przypiczętowany. Chcę mieć pewność, że wszystko odbywa się zgodnie z planem i każdy jej krok prowadzi dokładnie tam, gdzie powinien. Ty się do tego nadasz. Jak wiesz, cenię sobie twe zdolności. Nie zostaniesz rozpoznany... - urwał, spoglądając głębiej ponad linią starego dębowego blatu. W powietrzu wyraźnie zawisła sugestia. Jego rozmówca słuchał w skupieniu. - Podążysz jej tropem i zdasz mi raport. Nie spodziewam się trudności, lecz potrzebuję pewności. Niekiedy bowiem jeden młodzieńczy kaprys potrafi pogrzebać pięć wieków chwalebnej historii przodków...

Głos starca urwał się, a wraz z nim cała darowana przez magiczny dar sceneria. Spojrzenie nabrało wreszcie kolorów, a posztywniałe ciało Gethena drgnęło odczuwalnie dla Iris, której czoło wciąż pozostawało przykryte przez jego dłoń. Wyrwany nagle z tajemniczej lokalizacji jasnowidz znów stanął w swojej znajomej pracowni. Lecz czy miał dla towarzyszącej mu dziewczyny odpowiedź?

Dobry wieczór, interwencja Mistrza Gry związana jest z rzuceniem przez Gethena kością na wizję jasnowidza.

Iris, od tej pory zobowiązana jesteś w ostatnim twoim poście każdego rozpoczętego już wątku (lub takiego, który dopiero rozpoczniesz), rzucać kością k3. Rzutów dokonuj wyłącznie w wątkach, które toczą się na zewnątrz lub w przestrzeni publicznej/ogólnostępnej. Wynik 1 oznaczał będzie, że byłaś śledzona w tym wątku przez tajemniczą postać. O każdym wyniku 1 należy poinformować Mistrza Gry.


Mistrz Gry nie kontynuuje rozgrywki.Philippa Moss
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
28-03-2026, 15:29
Szmer padającego deszczu sprzyjał pracy w skupieniu. Jednostajny szum wdzierał się do wnętrza starego domu przez uchylone okna. Scamander lubił majowe ulewy, kiedy cieple powietrze pełne wilgoci przyjemnie wypełniało wnętrze domu wywiewając z jego wnętrza zimową zaduchę. Sam dźwięk dudniących o dachówki kropel działał kojąco, wtedy czytanie książek, czy praca umysłowa szla o wiele lepiej.
Wieczór spędzał sam, po wczorajszych tańcach potrzebował odpoczynku, chociaż wciąż czul się troszkę inaczej niż zazwyczaj. Powoli zaczynał się przyzwyczajać do tego stanu, uświadamiając sobie powoli to, że to zwyczajne zakochanie. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie przeżywał, także teraz był tym stanem niesamowicie zaskoczony.
Pomimo, że czytał bardzo dużo i wśród literatury, która przewijała się przez jego ręce było całkiem dużo romansów i wierszy zakochanych poetów, to jednak żaden z autorów nie opisał tego stanu w taki sposób, w jaki odczuwał to Scamander. Myślami wędrował bardzo często poza zwyczajne tematy, kierując się ku dojrzalej kobiecie, która nie raz pomogła mu z niewielkimi kontuzjami. Łapał się na tym, że teraz wcale nie tak łatwo było mu się skupić na tym co czyta, albo robi.
Bardzo możliwe, ze spędziłby tak cały wieczór. Jednak ciszę w Rezydencji Scamanderów nagle zakłóciło pojawienie się rozemocjonowanej Iris. Była w tym domu nie raz i nie dwa, dlatego żaden zamek nie próbował jej zatrzymać, Znała na tyle dobrze swojego kuzyna, że doskonale wiedziała, gdzie go mogla znaleźć. I wcale się nie pomyliła. Iris odnalazła Gethena w jego pracowni, wyglądał na bardzo skupionego nad czymś, bo nawet nie zanotował, że ktoś wszedł do domu.
Jednak kiedy drzwi do pracowni trzasnęły, historyk podskoczył zaskoczony i obejrzał się na Iris. Zazwyczaj na jej widok reagował uśmiechem i radością, jednak dzisiaj jej wzburzenie wymalowywali się na jej twarzy i cala jej postać emanowała niespokojna energia. Także Scamander odłożył różdżkę na bok robiąc krok w jej stronę.
- Iris, co ty tutaj robisz? Co się sta.... - Nie zdążył niczego się dowiedzieć, ani nawet skończyć zdania. Iris złapała go za dłoń i przyłożyła palce Gethena do swojego czoła. Normalnie raczej nic by się nie stało, ale zaskoczenie i spontaniczność tego wydarzenia sprawiła, że wizja przyszła z pełną mocą.
Scamander zastygł w miejscu, niczym posąg. Jego spojrzenie zgasło, zasnuło się mgłą. Jeszcze przed chwila spoglądał przejęty na Iris, a teraz jego twarz stała się obojętna i tak jakby pusta. Umysł wraz ze wszystkimi zmysłami przeniósł się całkiem gdzie indziej, z dala od miejsca zamieszkania Gethena. Scena która widział była wyraźna, głosy realne i nawet jeden z nich rozpoznawał, tak samo pomieszczenie powoli zaczynało mu się kojarzyć z miejscem, gdzie kiedyś juz był. Oraz starca powoli nabierał w skojarzeniach Gethena pewności, kto to może być, ale drugiej osoby nie rozpoznawał. Dialog był intrygujący, Gethen poczuł niepokój po tym co usłyszał. Sam Scamander nie mial pojęcia ile to trwało, o tym będzie mogla mu powiedzieć młodsza kuzynka, która teraz mogla jedynie obserwować porażonego magicznym wpływem jasnowiedzenia Gethena przez dłużące się minuty.
Kiedy panika powoli wdzierała się w myśli panny Nott, Gethen drgnął i zamrugał. Powrócił z intensywnych objęć wizji i lekko się zachwiał zabierając dłoń z czoła Iris, wędrując nią od własnej głowy.
- I...Iris... - Wymamrotał skołowany przez nagłe pojawienie się wizji, jego ciało jeszcze przez chwile było spięte, a po chwili Scamander zgarbił się jakby zmęczony. Złapał dziewczynę za ramię szukając w niej oparcia, wciąż przyciskając drugą dłoń do skroni. - Krzesło... tam. - Wskazał ręką w kierunku krzesła, które stało przy biurku. Scamander czuł, jak coraz trudniej utrzymać równowagę i potrzebował na chwilę usiąść, by dojść do siebie po tak nagłym pojawieniu się wizji.
- Idź do mojego pokoju... W szafce, eliksir przeciwbólowy... - Gethenowi czasami po wizjach zdarzało się doświadczyć ataku migreny, teraz nie był jeszcze pewny, czy takowy nadejdzie, dlatego teraz wolał uzbroić się w odpowiednie środki, tak na wszelki wypadek.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
29-03-2026, 10:25
Przez ułamek sekundy - a może znacznie dłużej, niż była w stanie to zarejestrować - patrzyła na niego, nie rozumiejąc. Nie w pełni. Nie od razu. Jej oddech wciąż był przyspieszony, płytki, jak po biegu, którego nawet nie pamiętała. Ciało pozostawało napięte, gotowe na odpowiedź, której jeszcze nie usłyszała - jakby każde włókno w niej czekało na słowa, które miały wszystko uporządkować. Dopiero gdy jego spojrzenie zgasło, gdy twarz stała się nienaturalnie spokojna, niemal pozbawiona wyrazu, coś w niej drgnęło - ostro, gwałtownie, jak nagłe uświadomienie. — Gethen…? — Jej głos zmienił się natychmiast, jakby ktoś przeciął napiętą strunę. Już nie ostry, już nie popychający, nie rozrywający ciszy. Cichszy. Ostrożniejszy. Ale wciąż zbyt szybki, zbyt pełen czegoś, czego nie potrafiła jeszcze określić - może lęku, może winy, może jednego i drugiego naraz.
Nie cofnęła się od razu. Jeszcze przez chwilę trwała w tym bezruchu, jakby miała nadzieję, że to minie, że to tylko moment - że zaraz wróci i powie coś lekkiego, coś podszytego ironią, coś, co przywróci znajomy porządek między nimi. Że spojrzy na nią tym swoim nieco rozkojarzonym, łagodnym spojrzeniem, które zawsze miało w sobie więcej z książek niż z rzeczywistości. Ale on nie wracał. A ona zrozumiała, co zrobiła. Gdy drgnął, niemal odruchowo zrobiła krok bliżej, zanim zdążyła się nad tym zastanowić. Jej dłoń uniosła się nieznacznie, zawieszona w powietrzu przez ułamek sekundy - jakby nie była pewna, czy ma prawo go dotknąć - a potem jednak sięgnęła, łapiąc go, zanim straci równowagę.
— Hej — Powiedziała ciszej, zupełnie inaczej niż jeszcze chwilę temu, jakby każde słowo musiało przejść przez filtr rozwagi. — Spokojnie. Mam cię — Nie wiedziała, czy to zdanie było bardziej dla niego, czy dla niej samej. Czy próbowała go uspokoić, czy raczej zatrzymać własne myśli, które znów zaczynały się rozchodzić w zbyt wielu kierunkach naraz. Pozwoliła, by oparł się na niej, nie próbując go ani zatrzymywać, ani prowadzić na siłę. Jej ruchy stały się ostrożniejsze, bardziej wyważone, jakby nagle przypomniała sobie, jak wygląda troska, kiedy nie jest podszyta napięciem. Poprowadziła go w stronę wskazanego krzesła, krok po kroku, pilnując, by nie stracił równowagi - i dopiero gdy usiadł, cofnęła się o pół kroku, pozostając jednak wystarczająco blisko, by móc zareagować, jeśli znów się zachwieje.
Deszcz wciąż kapał z jej peleryny na podłogę, zbierając się w małe, nieregularne plamy. Woda spływała też po kosmykach włosów, które wymknęły się spod kaptura. Nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Jakby świat fizyczny - ten najprostszy, najbardziej oczywisty - na moment przestał istnieć. Jej spojrzenie zatrzymało się na jego twarzy - na tej krótkiej, niepokojącej zmianie, która jeszcze przed chwilą uczyniła go kimś zupełnie nieobecnym. Widziała to już wcześniej. W dzieciństwie, gdy wizje przychodziły nagle, bez zapowiedzi i zostawiały go wyczerpanego, milczącego, jakby część niego została gdzieś indziej. Rzadziej teraz - ale wystarczająco często, by wiedzieć, że to nie jest coś, co można zignorować. I że to nie było przypadkowe. — Przepraszam — Powiedziała nagle, szybciej, niż zamierzała. Słowo wyrwało się z niej zbyt łatwo, jak coś, co czekało na swoją kolej od chwili, gdy tylko zobaczyła jego twarz. — Nie powinnam była tak… — Urwała, nie kończąc zdania, bo żadna wersja nie brzmiała wystarczająco dobrze. Zbyt impulsywnie. Zbyt gwałtownie. Zbyt… sobą. Jej dłoń zacisnęła się lekko na materiale peleryny, jakby potrzebowała czegoś, co zatrzyma ją w miejscu, co nie pozwoli jej znów ruszyć za szybko, powiedzieć za dużo. — Zaraz wracam — Dodała ciszej, już spokojniej, choć w jej głosie wciąż pobrzmiewało napięcie.
Odwróciła się niemal natychmiast, nie dając sobie czasu na dalsze rozważania. Korytarz był chłodny, cichy, znajomy - i przez kilka sekund poruszała się nim szybciej, niż wypadało, jakby ucieczka w konkretną czynność była jedynym sposobem, by nie wrócić myślami do tego momentu, w którym jego spojrzenie zgasło pod jej dłonią. Szafka. Eliksir. Proste. Konkretne. Uchwyciła się tego jak czegoś pewnego. Zatrzymała się tylko na chwilę, odnajdując odpowiednią fiolkę wśród innych, zanim zamknęła drzwiczki i wróciła tą samą drogą, tym razem wolniej - jakby ten krótki dystans zdążył przywrócić jej część kontroli, którą zgubiła przy wejściu. Wsunęła się z powrotem do pracowni ciszej, niemal niezauważalnie. Podała mu fiolkę bez słowa, ale nie cofnęła ręki od razu. Jej spojrzenie zatrzymało się na nim uważniej, bardziej skupione - już nie rozproszone własnymi myślami, lecz całkowicie obecne. Jakby teraz dopiero naprawdę go widziała. I dopiero wtedy wróciło to pytanie. Nie w tej samej formie. Nie z tą samą gwałtownością, która pchnęła ją tu kilka minut temu. Ale było tam. Cichsze. Cięższe. — Co zobaczyłeś? — Krótka pauza, w której nie odrywała od niego wzroku. — Gethen… — Przełknęła ciężko ślinę, pokonując gulę w gardle, która teraz osiągała wielkość jej piąstki.
Pamięć jest jedyną formą władzy, której naprawdę się boję.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
31-03-2026, 10:14
Wizja wyrwała go brutalnie ze świata rzeczywistego, pozostawiając przy Iris spięte ciało historyka, którego spojrzenie było tak puste, jakby nagle dementor postanowił wyssać jego duszę. Sekundy przeciągały się okrutnie, budując napięcie i sprawiając, że niepokój oplatał zaskoczoną Iris coraz ciaśniejszym splotem. Scamander był głuchy na jej głos, pogrążony w wizji tak intensywnej i klarownej, że w tej chwili sam był pewien, że to co widzi i słyszy, to rzeczywistość. Już dawno nie spotkała go taka spontaniczna wizja, w której obraz był tak wyraźny, a dźwięki były zrozumiale, niezakłócane przez szumy. Lecz w tej chwili nie był tego świadomy, skupiony na odbywającej się przed nim scenie przysłuchiwał się rozmowie. Czul jak niepokój rozpala się w jego piersi, to co słyszał wcale nie brzmiało jak zwykła pogawędka. Gethen stał się świadkiem intrygi rodzinnej, zobaczył jak to się odbywa i ta wiedza go poraziła. Zwłaszcza, że był świadomy, że wszystko to może tyczyć się Iris. Jednak nie znając kontekstu, niewiele rozumiał z tej rozmowy i polecenia, które wydawał nestor tajemniczemu mężczyźnie.
Wizja wygasła w połowie zdania starca, obraz się zamazał i Scamander na powrót ocknął się w swojej pracowni. Iris przytrzymała go, a on czuł się w tej chwili taki ociężały, a jego myśli z trudnością zbierały się w jego głowie. Obecność kuzynki niosła ze sobą ulgę, była w tej chwili podporą i zachowała spokój, by nie pozwolić kuzynowi upaść na podłogę. W tym wszystkim nie zanotował, że miała na sobie mokry płaszcza a jej włosy zmoczył deszcz. Bodźce docierały do niego z opóźnieniem, umysł stabilizował się pomiędzy wymiarami przyszłości i rzeczywistości.
Iris nie raz była świadkiem tych chwil, kiedy Gethena dopadały wizje. Za młodu było to dość częste, a zwłaszcza po śmierci jego matki, która była ciotką dla Iris. Od pewnego czasu, zwłaszcza kiedy zaczął pracować w Departamencie Tajemnic, wszystko wydawało się normować i nie stanowiło aż tak wielkiej niedogodności dla życia Gethena.
Krótkie polecenia to było jedyne, na co było go w tej chwili stać. Słowa wymykały się z jego ust przez zaciśnięte gardło, szeptał a ona doskonale rozumiała, czego w tej chwili potrzebował. Usadowiony na krześle odetchnął z ulgą, mogąc oprzeć łokcie na kolanach i objąć głowę dłońmi. Potrzebował zakotwiczyć się w rzeczywistości, by przeprocesować to, co właśnie zobaczył. Nie mial pojęcia, jak daleko wybiegł w przyszłość, czy to wydarzy się jutro, za tydzień, czy za miesiąc. Prośba Iris była nieprecyzyjna, tyczyła się tak naprawdę wielu rzeczy i Scamander, który nie był świadomy umów z Flintami sam teraz zachodził w głowę, o co chodziło z tą rodziną.
Nie mial jej niczego za złe, to mogło wydarzyć się w każdej chwili i nawet jeśli nie wypowiedziała intencji na glos, mógł doświadczyć spontanicznej wizji. Może nie byłaby tak silna i klarowna, ale szansa na to zawsze istniała.
Jej przeprosiny i kolejne słowa sprawiły, że Gethen pokręcił głową. Nie był na nią zły, nie czul do niej żalu za to co się wydarzyło. Nie mogla tego przewidzieć, a on... on teoretycznie mógł.
Poprosił o eliksir, chociaż w jego słowach brakowało tego konkretnego słowa, to jasnym było, że polegał na niej i wiedział, że odnajdzie się w jego pokoju bezbłędnie. Na chwile został sam, to dało mu czas i ciszę potrzebną na zebranie myśli. Wyprostował się opierając łokieć na biurku i podpierając głowę na dłoni, czul ciężar swojej czaszki i juz wiedział, że migrena będzie wokół niego krążyć przez kilka dni.
Iris wróciła do pomieszczenia zdecydowanie spokojniej i juz z mniejszym napięciem w sobie. Gethen odebrał od niej fiolkę.
- Dziękuję. - Lekki skurcz kącików ust ułożył je w subtelnym łuku uśmiechu. Odkorkował fiolkę i wypił eliksir. Na pewien czas powinno pomoc.
Pytanie o wizje było jak najbardziej naturalne, a on prędzej czy później by o niej powiedział. Historyk spojrzał na kuzynkę w skupieniu, magiczna moc eliksiru pomagała, niwelując ucisk w czaszce.
- Zobaczyłem gabinet, to musiał być gabinet dziadka Octaviusa. - Gethen zmarszczył brwi, był pewny że znał to miejsce i nie raz tam był. Nestor Nottów może nie spoglądał na niego całkowicie ufnie, ale w końcu w żyłach Gethena płynęła krew Nottów i należał do rodziny. Tak jak jego matka, która nie była córka Octaviusa ale była jego bratanicą. - On tam był i jakiś człowiek, nie wiedziałem jego twarzy ani nie został on nazwany. - Przymrużył oczy skupiając się na tym, co zapamiętał z wizji.
- Wspomniano o sojuszu z Flintami. - Gethen nie był do końca pewny ile powinien powiedzieć Iris z tego co widział. Jeśli na jaw wyjdzie, że miał wizję i przez niego przepadnie coś na co liczył nestor, konsekwencje będą straszne. - I o tobie. Czy ty cos o tym wiesz? W sensie, czy ktoś juz został ci przedstawiony? Ktoś z Flintów? - Scamander cedził słowa nie chcąc ukrywać przed kuzynka niczego ale jednocześnie wiedział, że może jej całkowita wiedza o wiele bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Odnośnie Flintów, jego myśli powędrowały do osoby Leopolda Flinta, którego poznał w Hogwarcie na Zjeździe Absolwentów. Jednak nie miał wiedzy, czy ten młody mężczyzna zostanie zamieszany w sprawy Nottów i czy w ogóle zna Iris.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
02-04-2026, 17:46
Przez chwilę po jego słowach nie powiedziała nic. Stała nieruchomo, jakby ktoś na moment zatrzymał w niej wszystko - oddech, myśl, nawet ten nieustanny, cichy ruch, który zwykle towarzyszył jej obecności. Jego słowa nie wywołały w niej zaskoczenia. Nie uderzyły jak coś nowego. One trafiły dokładnie w to miejsce, które od kilku godzin było napięte do granic możliwości - w przestrzeń, w której już istniała odpowiedź, tylko jeszcze nie została wypowiedziana na głos. A teraz była. Jej spojrzenie zatrzymało się na nim nieruchomo - zbyt spokojne, zbyt skupione, jakby każdy mięsień w jej ciele nagle przestał reagować na impulsy. Jakby wszystko, co jeszcze chwilę temu było chaosem, zaczynało układać się w coś bolesnego, ale logicznego. Słowa o gabinecie Octaviusa. O Flintach. O niej.
Palce, dotąd zaciśnięte na materiale peleryny, rozluźniły się powoli - niemal bezwiednie, jakby nagle zabrakło w nich siły, by utrzymać napięcie. Materiał wysunął się lekko spod jej uścisku, a ona przez ułamek sekundy patrzyła na rząd książek, jakby była jedyna rzecz w całym pomieszczeniu. — Tak — Odpowiedziała po chwili bez wahania i bez próby obejścia tematu. Bez tej ostrożności, którą zwykle przykrywała rzeczy trudne. Ale też bez emocji, które powinny się tam pojawić. Podniosła wzrok na niego - już nie uciekając, nie odsuwając się ani od Gethena, ani od tego, co przez ostatni miesiąc działo się w jej dużo. A działo się dużo. I jeśli ktokolwiek miał jej pomóc - ktokolwiek poza Amodeusem - to jej najbliższy kuzyn, z którym łączyła ją więź godna rodzeństwa. — Wiem.
Przysiadła na krześle obok, przybierając pozę dalece godną damy. Rozłożyła kolana na szerokość bioder, plecy lekko przygarbiła i pozwoliła, bo kolejne krople deszczu sączyły się z jej mokrych włosów i ginęły w materiale ubrania. Przez chwilę patrzyła przez siebie, przygryzając zębami skórki na dolnej wardze. Przestała dopiero w chwili, gdy poczuła nieprzyjemne uszczypnięcie i wzbierającą się w jednym miejscu krew. — Czwartego maja otrzymałam list od Octaviusa, w którym poinformował mnie o wybraniu Leopolda Flinta na mojego męża — Scamander znał Iris od pierwszy lat jej życia. To w jego obecności dorastała, nabierała doświadczenia. To on obserwował jak zmienia się jej charakter - z dziecka wychowywanego według schematu, w nastolatkę, która poza te ramy coraz śmielej próbowała wykraczać. Był świadkiem jej wielokrotnych zaniedbań, a także sukcesów i podążania ścieżką wytyczoną przez przodków. To on mocno uścisnął ją na zakończenie nauki w Evershire i gratulował zdobytego wykształcenia. To z nim dzieliła pasję i pracę, często wspierając się wzajemnie w studiowanych księgach czy tłumaczeniu języków, których nie rozumieli.
Dlatego właśnie, gdy grunt osunął jej się spod nóg, a ona wiedziona brakiem doświadczenia w emocjach i relacjach damsko-męskich zawiodła, musiała przyjść do niego. Dlatego właśnie teraz opierała głowę o jego ramię. Był niczym rzucone jej drugie koło ratunkowe - poza Amodeusem miałą tylko jego. Na drugiego brata nie mogła narazie liczyć, a Cassius... ile by dała, by jej zmarły brat mógł otoczyć ją dobrą radą!
Oddychała ciężko, a jej ciało lekko drżało. Myśli naprzemiennie krążyły wokół Leopolda i George'a. — Przez ostatni rok sądziłam, że będę mogła dokonać wyboru. Że... poznane przeze mnie życia spoza tego, które znałam dotychczas, okaże się dostateczne i... — Ujęła kuzyna pod ramię, mocno przyciskając swoje ciało do jego ciała. — ...i będę mogła żyć po swojemu. Tymczasem skrzywdziłam kogoś — Uniosła głowę tak, by móc na niego spojrzeć. Mógł wyczuć na swojej skórze jej nerwowy i głęboki oddech, a także dostrzec wzbierające się w oczach łzy. — Zagrałam w grę ze swoim przeznaczeniem i zraniłam osobę, dla której byłam ważna i która była ważna dla mnie. A przecież od początku wiedziałam, że pochodzimy z różnych światów i... nawet przyjaźń, czy cokolwiek więcej, po prostu nie ma racji bytu — Jej dolna warga zadrżała, zdradzając ją, że emocje biorą górę. — Och, Gethen! Tak bardzo boję się życia. Tak bardzo boję się obowiązku, który muszę spełnić. A mój strach potęguje fakt, że... że Leopold Flint zakrada się do mojego serca i do moich myśli. To wszystko przeczy wszystkiemu, w co dotychczas wierzyłam...
Ostatnie słowa wydusiła z siebie na jednym wdechu, a następnie jej skroń ponownie opadła na ramię mężczyzny. Uścisk jej rąk wokół jego ramienia zacieśnił się, a ciało opanowało drgawki. Z zimna, z emocji. Z tego wszystkiego co sama świadomie na siebie sprowadziła - spotkania z George'm były jej wyborem. Spijała pianę, mierzyła się z konsekwencjami - jak na dorosłą czarownicę przystało.
Pamięć jest jedyną formą władzy, której naprawdę się boję.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
07-04-2026, 09:11
Słuchała go wpatrzona i nieruchoma, nie powiedział wiele ale to wystarczyło, aby znalazła odpowiedz na to, co ją nurtowało. Wizja Gethena była klarowna, do tego stopnia, że Scamander na chwilę stracił orientację, gdzie się znajduje. Czy to wciąż była jego pracownia, czy jednak gabinet nestora Nottów. Był świadkiem czegoś, co się jeszcze nie wydarzyło i ciężko było mu określić, kiedy się wydarzy. Mogło to się właśnie w tej chwili dziać, albo jutro, za tydzień, miesiąc. Nie dostrzegł żadnych szczegółów wskazujących na porę dnia i roku, dostrzegł jedynie wyrwany z kontekstu czasu obraz, który mówił bardzo dużo.
Iris wpatrywala się księgi ponad postacią Gethena, który siedział na krześle przy biurku. Jej dopowiedz przyniosła pewien rodzaj ulgi. Była świadoma tego, że pertraktowano z Flintami w jej sprawie. Nie wyglądała na wybitnie oburzoną ani zawiedzioną jego wizją, jednak było cos w niej niepokojącego. Pewien rodzaj napięcia, jakaś taka dziwna forma milczenia i nietypowe dla Iris zachowanie, to ona zawsze była ekspresyjna, nie hamowała emocji i wyrzucała je na zewnątrz. A teraz była taka, jakby porażona jego słowami i dopiero, kiedy przysiadła się obok wróciła ona, dobrze znana mu kuzynka, która mógł równie dobrze nazwać młodszą siostrą.
Gethen obrócił w jej stronę spojrzenie, lekko zaciskając palce na skroni. Słuchał jej słów o liście, o nestorze i kiedy wskazała, kto ma zostać jej mężem na twarzy Scamandera pojawiła się pewna reakcja. Nie było to nic nadzwyczajnego, ale wyglądało na to, że znal to imię i nazwisko.
- Poznałem go niedawno, w Hogwarcie na zjeździe absolwentów. - Odezwał się na tą sensacje. - Ale nie było to długie spotkanie, nie wiem, jakim jest człowiekiem. - Dodał obserwując Iris i jej reakcje na samo brzmienie personaliów jej przyszłego narzeczonego, a może i już aktualnego?
Zaufanie, jakim darzyła go Iris było dla Gethena bardzo cenne, kuzynostwo ze strony matki zawsze było mu bliskie. A Iris i jej brat byli mu najbliżsi wśród ich pokolenia Nottów. Cieszył się, że traktuje go jak brata i kiedy cos ją gryzło i Amo nie było w pobliżu, to przychodziła do niego. Scamander zawsze był dobrym powiernikiem tajemnic i nigdy nie zdradził niczego, co mu powiedziano. Zwykle tyczyło się to młodzieńczych wygłupów, ale z czasem były to coraz poważniejsze zwierzenia, często bardzo emocjonalne.
W tej chwili ból w skroniach został stłumiony przez działanie eliksiru, a Gethen skupił swoja pełną uwagę na Iris. Ciężar jej głowy osiadł na jego ramieniu a on czując, jak drży zmarszczył brwi strapiony. Otoczyłby ją ramieniem, gdyby nie to, że objęła je widocznie potrzebując wtulić się w niego. Iris zaczęła mówić, jeszcze coś mocno ją dręczyło. Scamander zawsze był cierpliwy, nie ponaglał nigdy nikogo i kiedy ktoś postanawiał mu się zwierzyć, po prostu słuchał. Dlatego w tej chwili skupił swoją uwagę na Iris i pozwolił jej wylewać wezbrane emocje.
- Kogo skrzywdziłaś, Iris? - Zmarszczył lekko brwi, zbierając z jej słów pewien sens. Z jej słów wynikało, że była to emocja z rodzaju tych beznadziejnych, która mogła doprowadzić ją jedynie do fatalnych skutków. Lecz była zbyt blisko nestora, a póki nie istniały komplikacje, wszystko zostało by po prostu przemilczane. - Niestety część z nas jest niewolnikiem tradycji. Rozumiem, że twoje emocje kierują cię ku komuś, kto nigdy nie będzie ci pisany. Czy on zrozumie?- Widząc wzbierające w jej oczach łzy czul ukłucie w sercu, zawsze wolał oglądać Iris roześmiana, skupioną na fascynującym zagadnieniu i pełna energii.
Jednak jej dalsze słowa sprawiły, że znów zmarszczył brwi. Sytuacja wydawała się być... z rodzaju tych skomplikowanych i z jednej strony mógł poczuć ulgę z powodu jej słów, ale z drugiej wciąż pozostawał fakt fatalnego zauroczenia. On sam dopiero poznawał smak miłości, będąc starym kawalerem mial za soba kilka spotkań, krotki związek i nic, co zapowiadało się na bardziej poważny plan. W tej chwili jednak zapoczątkował relacje z kobietą dojrzałą i doświadczoną, która nie opuszczała jego myśli, a każde wspomnienie o niej powodowało uczucie ciepła.
- Myślę, że najlepiej dla ciebie będzie, jeśli Leopold zamieszka w twoim sercu i przyjmiesz go z sympatią. - Tak na pewno będzie łatwiej, dla Iris, dla całego przedsięwzięcia i nie wywoła to żadnych negatywnych rekacji z jakiekolwiek strony. - Tak na pewno będzie łatwiej. Zwłaszcza jeśli pomiędzy wami pojawiła się iskra fascynacji. - Uśmiechnął się łagodnie, skupiony na problemie bliskiej kuzynki.
Kiedy znów oparła się o jego ramie i zadrżała o wiele mocniej, delikatnie wyplątał się z jej uścisku i objął ramieniem przytulając do siebie. Sięgnął tez po leżący na skrzyni obok biurka koc, by ją otulić. Zmęczona i zmoknięta mogla zaraz się przeziębić. Dlatego mial zamiar najpierw ją uspokoić a potem przenieść się z rozmowa do kuchni, gdzie zrobi jej herbaty i osuszą jej włosy i ubranie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
07-04-2026, 12:04
Czuła, jak jego obecność ją stabilizuje - ciepło ramienia, na którym opierała skroń, ciężar koca otulającego jej zmarznięte ciało, spokojny rytm jego oddechu. Wszystko to działało tak, jak powinno. Uspokajało. Wyciszało. Porządkowało. Ale nie sięgało tam, gdzie tkwił problem. Bo to, co w niej drżało, nie było już tylko strachem. Nie było już tylko konsekwencją jednego wyboru. To było coś głębszego - coś, co dopiero zaczynało się w niej formować i co nie poddawało się ani rozsądkowi, ani radom. Jej palce zacisnęły się lekko na materiale jego koszuli - odruchowo, niemal nieświadomie. Nie było w tym desperacji, nie było w tym błagania. Była potrzeba. Cicha, ludzka potrzeba, by upewnić się, że coś w tym wszystkim pozostaje niezmienne. Że nie wszystko wymyka się spod jej kontroli. — Gethen… — Zaczęła cicho, nie odrywając jeszcze głowy od jego ramienia. W jego imieniu było coś, co pozwalało jej oddychać. Coś znajomego, bezpiecznego, osadzonego w latach wspólnych doświadczeń. Było w nim zaufanie, którego nie musiała budować od nowa. Ale tym razem było w nim też coś jeszcze - ciężar. Bo wiedziała, że to, co powie dalej, nie będzie już tylko prostym wyznaniem. — To nie jest takie proste.
Uniosła głowę powoli, jakby opuszczenie jego ramienia było równoznaczne z powrotem do świata, który przed chwilą na moment przestał istnieć. Jej spojrzenie było spokojniejsze, bardziej skupione - ale nie lżejsze. Wręcz przeciwnie. Było w nim coś, co dopiero teraz zaczynało się krystalizować. Spoglądała na niego burzowymi tęczówkami spod pojedynczych, niesfornych kosmyków ciemnych włosów, które mokre przykleiły się do jej czoła. Gdyby stała z boku ze wzruszeniem i nostalgią uznałaby, że zna już skądś ten obrazek - niejednokrotnie szukała pocieszenia i samego towarzystwa w swoim kuzynie. Znów wyglądali jak dawniej - on, nastolatek pogrążony w książkach, odpowiadający na jej natarczywe pytania, przez które musiał przetrzepywać czeluści umysłu i ona - dziewczynka, widząca w nim wzór do naśladowania i nadzieję, na nadciągającą dorosłość. Ciekawe czy którekolwiek z nich spodziewało się, że któregoś dnia staną na rozdrożu dróg, znów wspólnie szukając rozwiązania.
Jej oczy wyrażały smutek i skruchę - wiedziała, że zrobiła źle. Powinna była przewidzieć, że jej serce - dotąd nieznające uczucia, jakim można pałać do mężczyzny innego niż swój brat lub kuzyn - zacznie bić szybciej przy pierwszej, lepszej okazji. Choć była kobietą - młodą, ale jednak dorosłą - to obce były jej takie doznania. Pożądliwe spojrzenie, czuły dotyk... czuła się, jakby kroczyła pomiędzy regałami książek, których treści jeszcze nie poznała. Obco. Zagubiona. Czy George to w jakiś sposób wykorzystał? Nie sądziła - z pewnością nie z myślą, by ją zranić. Czy mógł wykazać się większym rozsądkiem? W końcu był o wiele od niej starszy i doświadczony, ale mimo to, ona nie miała do niego o to żalu.
Przełknąwszy ciężko ślinę, zmarszczyła czoło, wciąż nie spuszczając wzroku z Gethena. — Gdyby to była tylko sympatia… — Zawahała się na ułamek sekundy, jakby to słowo było zbyt małe, zbyt niewystarczające wobec tego, co próbowała określić. — …byłoby łatwiej — Jej wargi drgnęły nieznacznie, ale nie powstał z tego uśmiech To było raczej wspomnienie czegoś, co mogło być proste - a nie było. Wspomnienie Leopolda pojawiło się nieproszone, zmąciło chwilowy porządek, który w sobie ułożyła tuż po tym, jak Scamander roztoczył nad nią swoje czułe ramię i okrył ciepłym kocem. Jego zielone oczy nawiedzały ją w snach i w codzienności - czuła, jak będąc z dala od niej, obserwuje każdy jej krok, każdy ruch i każdą myśl. Było to nie tylko przerażające, ale... pożądane. Tak - właśnie to odczuwała na myśl o nim. Pożądała uwagi, obecności i wszystkiego, co związane z jej przyszłym mężem. W tym jego samego.
Zacisnęła mocniej mięśnie na udach, odrzucając od siebie to uczucie i skupiając się ponownie na otoczeniu i tym, że towarzyszył jej Gethen. Poczuła jak zziębnięte policzki zapłonęły ognistym rumieńcem, a oddech w jej klatce przyspieszył. Nie wiedziała co się z nią dzieje, ale jeśli właśnie to miała odczuwać na myśl o Flincie, to zgodnie w duchu przyznała, że jest zgubiona.
— Mogłabym nauczyć się tego, co powinnam czuć — Spojrzenie przesunęło się gdzieś w bok, zatrzymując się na czymś niewyraźnym, jakby nie chciała patrzeć mu w oczy, gdy wypowiadała kolejne słowa. Jakby łatwiej było mówić o tym, co trudne, kiedy nie trzeba było konfrontować się z czyjąś reakcją. — Ale to nie jest tylko to. I to mnie... niesamowicie przeraża. Bo ja nie powinnam… — Zacisnęła usta w cienką linię, lekko wyginając je w dół na kształt podkowy. Jak zwykle miała wiele słów do powiedzenia - a przynajmniej w towarzystwie osób, przy których czuła się swobodnie - tak teraz ciężko było jej to poskładać w całość, by brzmiał sensownie. — Ja nie planowałam niczego czuć. Miał być obcy. Miał być… d e c y z j ą. Kimś, kogo nauczę się rozumieć. Szanować. Może z czasem p o l u b i ę — Jej głos stał się cichszy, bardziej skupiony. Wodziła wzrokiem po rzędach ksiąg za plecami Gethena; nieobecna, zupełnie jakby tylko jej ciało znajdowało się w jego gabinecie, a dusza i wszystko inne było gdzie indziej. — Kimś, przy kim wszystko będzie miało swoje miejsce. Przewidywalne. Bezpieczne — Na moment przymknęła oczy, jakby próbowała przywołać obraz tego, jak to m i a ł o wyglądać. — A zamiast tego… Jest w tym coś, czego nie rozumiem. I czego nie potrafię zatrzymać.
Jej palce poruszyły się nieznacznie na jego ramieniu, jakby to wyznanie kosztowało ją więcej, niż chciała przyznać. Nie obawiała się potępienia i nie obawiała się konsekwencji rozmowy z Gethenem - wiedziała, że żadne, które miałyby sprawić jej zawód i przykrość, jej tu nie czekały. Tutaj była bezpieczna - ona i wszystkie jej sekrety. I gdy tylko sobie o tym przypomniałam, spojrzała kuzynowi w oczy. Na chwilę wstrzymała oddech, na moment odepchnęła Leopolda w głąb swojego... serca; wspomnienie niedawnej wizyty w narodowej galerii uderzyło ją jak obuchem w głowę. — George Lupin. Mężczyzna, którego zraniłam, nazywa się George Lupin. Był moją pozorną przepustką do innego świata, co można było nazwać... wycieczką. Nie było tam dla mnie miejsca, bym mogła zostać. Na stałe.
Pamięć jest jedyną formą władzy, której naprawdę się boję.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
10-04-2026, 11:14
Scamander zawsze był ostoja spokoju, cierpliwym i wyrozumiałym. To nie w jego charakterze było złościć się, unosić emocjami, on je trawił i rozbierał na części pierwsze by wyciągnąć z nich esencję. Wielu z emocji nie rozumiał, lub się od nich odcinał, lecz to dotyczyło głównie jego samego i jego przemyśleń. Dla bliskich sobie osób był zawsze otwarty, ciepły i cierpliwy.
Tak jak teraz dla Iris, która potrzebowała jego wsparcia, czuł jak lgnie do niego i szuka ciepła, które pomoże jej przetrwać trudne chwile. Niczym starszy brat, ten mniej emocjonujący się, ten bardziej cierpliwy, ten któremu mogla wyjawić każdą myśl bez groźby oceny, był cały dla niej. Chociaż w tej chwili już był pewny, że czeka go kilka dni konkurowania z bólem, to ani myślał o tym wspomnieć Iris. Póki nie było widać po nim objawów, mial zamiar pomóc Iris.
- Owszem, rozumiem, że jest ci trudno. - Odparł cierpliwie na jej słowa. Nigdy nic nie było proste, zwłaszcza sprawy związane z emocjami, z miłością i powinnością. Jego wiedza była czysto teoretyczna, praktyka ograniczała się jedynie do tego, co zdążył zaobserwować wśród Nottów i jak wyglądały zaręczyny i śluby nie z miłości, a właśnie z umów.
Scamander przeczytał w życiu nie jeden romans, gdzie zderzały się dwa światy, gdzie pojawiała się zakazana miłość i miłość beznadziejna. I w tej chwili właśnie Iris doświadczała, a Gethen stał się jej wsparciem, powiernikiem tajemnicy. Miał jedynie nadzieję, że jego kuzynka nie posunęła się za daleko w swoich miłosnych wyprawach, by konsekwencje okazały się zbyt drastyczne.
Łzy zaszkliły jej piękne oczy, a w Scamanderze coś się skręcało, nie znosił oglądać Iris zapłakanej, smutnej i rozżalonej. A teraz taka była i coraz bardziej pękała. Ale rozumiał, że potrzebowała się najwyraźniej wypłakać, by wylać z siebie nadmiar smutku i móc wrócić do rzeczywistości, by stawić czoło temu, co było przed nią coraz bardziej namacalne i oczywiste. Westchnął cicho gładząc dłonią jej plecy, chciał dodać jej otuchy i to, że był blisko, powodowało w nim nadzieje, że pomoże jej pokonać wszystko to, co ją teraz bolało.
Rumieniec pojawiający się na twarzy Iris, kiedy tylko zaczęli rozmawiać o Leopoldzie w pewien sposób był pocieszający. Skoro jej myśli kierowały się w tą stronę, to znaczyło że wcale nie będzie czuła się w tym związku przymuszana. Widocznie musiał się jej Leopold spodobać, ale myśli emocje wciąż były blisko Georga.
- Iris, kochana. Nie doradzę ci w kwestii miłości, moja wiedza pochodzi ze spisanych w porywach emocji i uczuć powieści, wierszy i nikłego doświadczenia. Ale skoro rumienisz się na myśl o Leopoldzie, to dobrze wróży na wasza wspólna przyszłość. Byle on okazał się równie przejęty tobą, co i ty nim. - Odgarnął mokry kosmyk z jej twarzy, dłonią otarł wzbierające w kąciku oka łzy.
- Czujesz ból, ponieważ martwisz się o to, że skrzywdziłaś kogoś, kto jest ci bliski. To naturalne. Chociaż mam nadzieje, że on, George Lupin. - Lekko zmarszczył brwi, kiedy usłyszał to nazwisko. Łączyło się ono z Moirą i jej panieńskim nazwiskiem, czy to tylko zbieg okoliczności, czy faktycznie cos ich łączy? - Że on będzie na tyle dojrzały i rozumny, że okaże ci wsparcie, a nie gniew. Byście rozeszli się w zgodzie. Chociaż i mnie w tej chwili jest przykro, że musisz borykać się z tym wszystkim. - Cierpliwość wylewała się z jego słów, nie chciał się wymądrzać, bo nie był żadnym autorytetem w tych tematach. Ale odrobina gniewu pojawiła się w nim, kiedy dotarło do niego, że człowiek spoza arystokracji wplątał się w relację z dziewczyną, która z góry była skazana na taki a nie inny los.
Nie pokazał jednak po sobie swoich myśli. Bo doskonale wiedział, ze Iris nie przyjmie tego dobrze, że będzie bronic Georga. Ale miłości się nie oszuka, nawet jeśli było to tylko zauroczenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 17-04-2026, 00:31 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.