• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Reading, Rezydencja Scamanderów > Salon
Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-02-2026, 23:11

Salon
Przytulne pomieszczenie, którego ściany w większość zastawiają regały z książkami. Stolik kawowy przysunięto do sporej wielkości skórzanej kanapy. Ciepłe światło sączy się z magicznych lamp, które zasilają świecące kamienie. Kominek zastawiony jest parawanem i wyglada na nieużywany od lat.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
07-03-2026, 23:06
A w tym momencie musiałaby być ślepa i głucha, by nie zauważyć miękkości spojrzenia rozmówcy i by nie usłyszeć w jego tonie czegoś, co nie jest litością – zresztą sam się do tego przyznał – a widocznie szczerym zainteresowaniem jej samopoczuciem, jej osobą, jej życiowym tłem. Podejrzewała go o to – przecież wszystko musiało prowadzić do podobnej konkluzji – podejrzewała go o to kiedy oferował swoją pomoc tak otwarcie, kiedy oferował ją niemal bezinteresownie (za tłumaczenia płaciło się przecież, zapłaciłaby i jemu), kiedy poświęcił jej końcówkę wieczoru na zjeździe, kiedy zaprosił ją do swojego domu, a potem kiedy zgodził się ze słowami rzuconymi chyba dla żartu, by w kolejne urodziny rozpalili świeczkę na jego torcie razem.
Ślepa i głucha nie była – można powiedzieć, że była nawet “domyślna”. Nieskora do pochopnych wniosków, ale wniosek wyciągnięty w okrutnie pustej rezydencji przekazywanej z pokolenia na pokolenie, z dłonią w jego dłoni… Zdecydowanie nie był pochopny. Nie tak jak jego propozycja przyjęcia ropuch do swojego ogrodu.
Mogłaby kalkulować, domyślać się, czytać z jego mowy ciała – ale byli tu tylko we dwoje. Nawet bezpośrednie i bezczelne pytanie czy stwierdzenie zrobi wrażenie jedynie na ich dwójce, bo przecież nie na obiciu kanapy, nierozpalonym kominku czy na odstawionej na blat filiżance.
– Chciałabym spotykać się częściej. Jak już ułatwisz komunikację – mówi wreszcie, ewidentnie nawiązując do jego wcześniejszych słów. Chyba zrozumiała co miał na myśli – albo zrozumiała go nieopatrznie. Nie wiedziała czy obiecać może mu coś więcej, bo więcej w ostatnich latach i z innymi ograniczało się zwykle do nic nieznaczących kolacji, które po śmierci męża rzadko kończyły się nawet śniadaniem. Gethen wydawał się mieć w sobie coś, co trafiało do Moiry w perwersyjny sposób – zupełnie inny niż sposób, w jaki trafiał do niej mąż nieboszczyk. Scamander wydawał się nieco niezręczny, w gabinecie na izbie przyjęć – momentami bezbronny; był młodszy, naturalnie atrakcyjniejszy, pewnie mniej doświadczony, obecnie pozornie zainteresowany nią chyba bardziej niż ona nim – przecież widziała jego spojrzenie. Ale przecież była zainteresowana – inaczej nie fatygowała się tutaj, nie proponowała częstszych spotkań, nie reagowała łagodnie na jego zbyt ochoczą chęć przejęcia opieki nad ropuchami. – Przeczuwam, że nie jest to najgorsza propozycja, jaką mogłeś dziś usłyszeć – nieco żartuje, ale za żartem może ukryć obawę. Nie było w życiu rzeczy pewnych, może poza śmiercią. W końcu niektórzy omijali nawet podatki… – W końcu straszę cię już wizją możliwej zemsty, obecnością dziecka w moim życiu – dla niej samej kawalerstwo i brak “bagażu” były tylko zaletą, ale wiedziała, że w jej wieku ciężko było o kogoś takiego. – trójką ropuch które rozpierzchną ci się po ogrodzie, chęcią rozpalenia kominka w twoim salonie… – mogłaby wymieniać, ale zamiast tego mierzy go spojrzeniem intensywniej i uśmiecha się półgębkiem. – Miałeś jakieś wizje? Związane ze mną albo z nami. Mam to do siebie, że czasami kiedy czytam powieść fabularną, lubię przeczytać na początek ostatni rozdział, byle wiedzieć czy w ogóle podoba mi się zakończenie – to wszystko obdarte było z romantyzmu do cna, ale Sanderson stała się nieco cyniczna i obdarta z uczuć od kiedy zaczęła traktować swojego męża jako swojego największego konkurenta. Opiera ramię na szczycie oparcia kanapy, a zgięty łokieć podsuwa pięść pod policzek. Trochę się tu rozgościła.– Nie żebym nie lubiła niespodzianek, po prostu… Nie mogłam zapytać o to nikogo przed tobą. Niezapytanie byłoby marnotrawstwem dostępnych zasobów...?
Chyba powinien to zrozumieć. Albo poczuć się ewidentnie zniechęcony? Sanderson czuła, że mogli mijać się w wyobrażeniach o romantycznych podchodach - że być może w historii miewał dziewczęta mniej bezpośrednie, mniej dojrzałe, mniej skupione na celu. Mniej zimne, bo przecież by ogrzać sięw cieple Sanderson, należało rozłupać ją i poskładać na nowo, nawet jeżeli na przestrzeni lat zgubiła już kilka niezbędnych elementów.
Nie miała jednak zamiaru udawać kogoś, kim nie była - po pierwsze, nie czuła się ze sobą źle, a po drugie - była już zbyt duża na zmiany.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
10-03-2026, 12:05
Moira była o wiele bardziej spostrzegawcza od Gethena, przekonał się o tym już nie raz, kiedy czytała jego reakcje, emocje i myśli, których nie zdążył z siebie wydobyć w formie słów. Chociaż przy tym wykazywała się również czujnością, chcąc ustalić tu i teraz intencje swojego rozmówcy. Podejrzewała go już dawno o emocje o wiele głębsze, doszukiwała się intencji Scamandera starając się odkryć jego karty, o ile w ogóle podejmował jakąś grę wobec niej. 
Ze spotkania na spotkanie Gethen coraz więcej myślał o Moirze.
Jej obecność, uśmiech, błyskotliwy umysł i jej spokój były czymś, co go urzekało. Czuł się w jej towarzystwie dobrze, dlatego w pewien sposób dążył do kolejnych spotkań poza izbą przyjęć. Choć kto wie, czy teraz nie byłby skłonny do wywoływania powodów, aby zjawić się na jej dyżurze z potrzebą. O co go już z resztą raz oksarżyła. 
Nie odmawiała mu spotkań, nie unikała go i przyjmowała z uśmiechem jego kolejne propozycje wsparcia. W jej żarcie dostrzegł okazję na zmiany, zwłaszcza siebie i zabłysła w nim motywacja, aby iść do przodu, spróbować zwalczyć swój lęk. 
Siedzieli sami w samotnej rezydencji na skraju dzikiego lasu, w domu pełnym wspomnień, gdzie echa przeszłości były wręcz słyszalne i namacalne. Gethen zaprosił ją tutaj ufając jej, chcąc otworzyć się i zaufać Moirze Sanderson. Oczywiście pełen obaw, że spotka się z odmową, że Moira stwierdził, że to zaszło za daleko i nie jest zainteresowana zacieśnianiem ich relacji. 
Na twarzy Scamandera pojawił się ciepły uśmiech, kiedy Moira wyraziła chęć częstszych spotkań. Skinął kędzierzawą głową na jej słowa.

- Ja również, Moiro. - Zakłopotanie historyka w tej chwili tak jakby stwierdziło, że nic tu po nim. Gethen stawał się powoli przy Moirze bardziej swobodny i otwarty.
- Złożę odpowiednie wniosku w Ministerstwie. Nie mam daleko. - Dodał z nutą humoru w glosie, w końcu pracował w Ministerstwie, wiec w przerwie znajdzie czas aby załatwić tą sprawę. 
Ta obietnica byla dla Gethena jak klucz do poznania lepiej Moiry, to dzięki niej samotności zaczęła go przytłaczać i zaczął myśleć o zmianach. Zwłaszcza tych skierowanych ku częstszym spotkaniom z nią w prywatnym charakterze.
Wiek nie był dla niego problemem, tak jakby fakt, że Moira była od niego starsza nie zaprzątał mu głowy. Była atrakcyjną kobietą, zadbaną i jej dojrzała uroda przyciągała go. Chociaż fizyczność w jego przypadku nie była tak istotna, jak to, że dogadywali się tak po prostu. Byli ekspertami w totalnie innych dziedzinach, które w pewien sposób wpływało na każde z nich nawzajem. Ale dzięki temu nigdy nie staną się sobie konkurencją, a raczej będą się uzupełniać. Co już powoli robili, Moira zważała na zdrowie Scamandera, a on z chęcią tłumaczył jej zagraniczne teksty. 

Obserwując ją dostrzega jak Moira skupia się na chwilę na swoich myślach. Jak jej twarz staje się skupiona i jest pewny, że układa w głowie co powiedzieć dalej. Maskuje za zasłona żartu obawy, a Scamander wydaje się nimi niewzruszony. Czego mógłby się spodziewać po dojrzalej kobiecie? Właśnie tego, że ma zobowiązania, ma swoje życie, nie jest sama jako wdowa. A on nie czuł strachu wobec tego, co wraz z nią przyjdzie na próg tego domu. On sam nie był ideałem, chociaz jego problemy głównie dotyczyły jego, jego umysłu i ciała. Co zawsze postrzegał za coś, co wykreślało go z grona mężczyzn wartych uwagi, takich którzy byli oparciem i silnym filarem rodziny. Dlatego nigdy nie myślał o rodzinie, nie chciał przenosić swoich obciążeń dalej. 

- Nie uważaj siebie i swojego życia za ciężar i groźbę, Moiro. Nie odstrasza mnie to w żaden sposób. - Odparł z uśmiechem na jej słowa, a jego glos był spokojny i miał nadzieje, że pomoże jej to zwalczyć własne wątpliwości. - Jeśli czymś podpadnę, zasłużę na zemstę. Nie mam nic przeciwko dzieciom, chociaż własnych nigdy nie planowałem. - Zaczął jej odpowiadać na argumenty, które pewnie juz dawno przepłoszyłyby sporą grupę wolnych mężczyzn.
- Podejrzewam, że gorzej by było, gdybyś miała sprawdzić tutaj trójkę niuchaczy albo puffków. Obiecałaś mi pomóc w pracy nad lękiem… więc może kiedyś będzie to możliwe. - Dodał dalej i kiedy zawiesiła na nim wzrok, lekko zmarszczył brwi i lekko przekrzywił głowę, ciekawy co to za myśl nawiedziła umysł Moiry. 

- Kilka. - Odpowiada powoli potakując. Kiedy Moira postanawia przez się łokciem o szczyt kanapy, Scamandr przysuwa się opierając plecami i głową o oparcie, kładąc głowę obok jej łokcia. - Nie zawsze są one ostre i oczywiste, czasem wyczuwam twoje perfumy i potem faktycznie się widzimy. Przed zjazdem w Hogwarcie śniło mi się, że rozmawiałem z tobą w zamku. - Zaczął mówić obserwując twarz Moiry z tej perspektywy. Nie mial jej za złe jej pytania o wizje, w stosunku do takiego kogoś jak on, wydawało się to być wręcz naturalne.
- Dziś rano obudził mnie sen… lecz sam nie wiem, czy to był proroczy sen, czy raczej moja wyobraźnia. - Uśmiechnął się z odrobiną zakłopotania, obawiając się czy aby nie był zbyt szczery, ale w końcu został zapytany. I wiedział doskonale, że jego sny i wizje nie zawsze się sprawdzały, bo zawsze cos mogło pójść inaczej, to jednak teraz obawiał się, że wspominając o tym, sprawi że faktycznie wizja się nie sprawdzi. 

- Nie dziwie się, że tak myślisz. W końcu tylko ignorant nie wykorzystałby okazji by przegapić możliwość zapytania. - Nie wyglądał na zniechęconego, co prawda nie było jak w książkach, ale oni nie byli bohaterami powieści i wierszy, by kopiować romantyzm pióra. Czul się dobrze w jej towarzystwie, skracając dystans, robiąc do niej podchody i próbując zbliżyć się do niej delikatnie. Uniósł lewą dłoń chcąc dotknąć jej włosów, założyć blond kosmyk za ucho, musnąć palcami skórę jej twarzy. A im bardziej się jej przyglądał, tym bardziej nie mógł oderwać od niej spojrzenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
13-03-2026, 00:54
I chociaż wciąż znajdowała się w wieku nieodbierającym jej szansy na zakładanie rodziny, chciała raczej… Odetchnąć z ulgą. Może nawet chciała to usłyszeć, to że mężczyzna w wieku zdecydowanie do tego stosownym, wcale tych dzieci nie chciał – może nie spodziewała się tego tematu teraz, kiedy ledwie paluszkiem zbliżyła się do czegoś bliższego niż uprzejme rozmowy i pojedyncze spotkania. Ale wydawała się miło zaskoczona – przecież najlepiej usłyszeć to właśnie teraz, tak wcześnie – to niemal wymarzony scenariusz dla człowieka pragmatycznego. Powiedzieć to sobie w momencie, kiedy właściwie nie obiecywali sobie jeszcze niczego i wyrazili dopiero – jasno i wyraźnie – chęć poznania w sposób, który wcześniej pozostawać mógł jedynie w strefach domysłów i fantazji.
Ale milczenie w momencie tym jest chyba jedynie zgodą – bo wszystko co przekazuje jej w prostych komunikatach trafia do niej, zapisuje się w pamięci i jest przyjęte z otwartością. To dojrzałe, że nie postrzega jej bagażu jako ciężaru niestosownego i to równie dojrzałe, że chce spróbować walczyć ze swoimi lękami.
Gdy mężczyzna dosuwa się do niej, gdy lokalizuje się niemal pod ręką, Sanderson decyduje się jedynie spuścić wzrok na jego twarz i nie drgnąć nawet o milimetr. Próbuje zauważyć schematy w jego swobodniejszym zachowaniu – zrozumieć mimikę ośmielonego Scamandera, który nie uznał własnych wizji za zbyt prywatne… Do czasu.
– Rozmowa którą odbyliśmy we śnie podobna była do tej, którą odbyliśmy na zjeździe? – docieka, właściwie w imię poszerzenia wiedzy o jasnowidzeniu – nie kierowana jedynie ciekawością tego, jak właściwie jawiła się w jego oczach.
Reputacja znaczyła wiele w jej środowisku; często od reputacji uzależnione były kwoty dotacji skierowanych na cele badań prowadzonych przez jej zespół. Z wiekiem pozwalała sobie na przesuwanie granicy – niemal analogicznie do męża, który po ukazaniu się światu z profesjonalnej strony, mógł pozwolić sobie na poślubienie własnej studentki. Mimo wszystko - jako kobieta starała się unikać skandali jeszcze bardziej niż mężczyzna o wpływowym nazwisku. Żeńska natura była niekiedy wyjątkowo niewdzięczna, szczególnie w kwestiach obyczajowych – w niektórych środowiskach ujmowała powagi już na starcie. A Sanderson bardzo, ale to bardzo chciała być traktowana poważnie.
Dziś nie wodziła go też za nos - jej chęć była szczera i poważna.
– Więc tak będzie? – wzdycha, kiedy przedstawia jej… Nic szczególnego? Ułamek informacji? Coś jak radiową zapowiedź audycji, która okazać mogła się zarówno hitem, jak i totalną klapą? Natura nakazuje jej drążyć. Tylko ignorantka nie wykorzystałaby okazji. – Nie mówisz mi co było jego treścią, bo się jej wstydzisz? Nie umiesz jej odczytać? Chcesz bym straciła cierpliwość i dopytywała? – ostatnie rzuca chyba wyłącznie po to, by przebiegły uśmiech leżał jej na twarzy lepiej. Ubiera go, by po chwili zastąpić mniej oczywistym grymasem – z czujnością reagując na dłoń sięgającą ku blond kosmykom. Gdy włosy posłusznie udają się za ucho – zaproszone tam łagodnym ruchem palców mężczyzny, sięga własnymi do jego nadgarstka, z należytą uprzejmością odsuwając dłoń od własnej twarzy i zamykając w uścisku. Złączone dłonie układa na własnym, skierowanym w jego stronę kolanie – na ten moment, póki nie opowie jej więcej. – A może to coś nieprzyjemnego?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
15-03-2026, 14:58
Beztroska młodość była już za nimi, kiedy to było miejsce na nieoczekiwane sytuacje, nieplanowane wypadki i po prostu cały szmat czasu na to, by być gotowym na wzywania. Oboje byli na własny sposób skupieni na badaniach, nie planując czegoś co zahamuje ich rytm. Chociaż w przypadku Moiry jej życie i tak już było rozplanowane nie tylko na jej własne cele, ale towarzyszył jej syn, który również potrzebował jej uwagi. Scamander wydawał się być pogodzony ze swoją samotnością, mając świadomość tego, że sam ze sobą nie może być nigdy pewny, czy cos nieoczekiwanego się nie stanie.
Oboje mieli pewne etapy życia za sobą, dlatego Scamander myślał inaczej niż o wiele młodsi mężczyźni. Chociaż wciąż do wieku średniego wiele mu brakowało, to jednak podchodził do życia w zdecydowanie bardziej stonowany sposób. Poznając Moirę odkrywał kobietę skupioną na celu, planującą i poważną, która chłodno spogląda na otoczenie lecz nie jest przy tym skryta za lodowatym murem. Ona przyjmowała świat takim jakim był, będącą gotową na to, co może się wydarzyć. Jej spokój i opanowanie działały na Scamandera zdecydowanie pozytywnie, kiedy była obok czujna i spokojna, jego otaczał spokój i pewne poczucie bezpieczeństwa, że przy niej nawet najstraszniejszy atak migreny nie wydawał się już tak groźny. I tutaj nawet nie chodziło o to, że była magimedyczką, a o aurę jaką roztaczała wokół.
Być może dlatego coraz częściej zatapiając się w myślach, w jego umyśle pojawiała się jej postać, wspomnienia spędzonego czasu oraz obrazy wyłaniające się z niewiadomej przyszłości. A im częściej się spotykali, tym bardziej utwierdzał się w tym, że mogli stać się sobie partnerami, wspierając się nawzajem na wielu płaszczyznach. Uzupełniając się charakterami, które były tak odmienne, a jednak znajdowały wspólny język.
W życiu Scamandera pojawiały się kobiety, lecz większość z nich skupiona była na odnalezieniu mężczyzny, który będzie dla niej oparciem i tą silną, niezależną połówką przy której one mogą uchodzić jedynie za piękne i swobodne, będąc ozdobą tego związku i nie były gotowe na ciężar, jaki on dźwigał na swoich barkach. Rodzina Nottów była gotowa znaleźć mu kobietę, byle by tylko zapełnić lukę w drzewie genealogicznym, lecz Scamander nie mógłby się pogodzić z faktem, że byłby powodem czyjegoś nieszczęścia.
Gdyby Gethen spoglądał na siebie samego z perspektywy trzeciej osoby, zapewne by się sam nie rozpoznawał. A zwłaszcza swoich gestów i słów, że coraz rzadziej się peszył przy Moirze i przekraczał kolejne granice dystansu. Jakby czar snu sprzed ponad miesiąca wciąż gdzieś tyli się w nim i kierował nim ku Moirze. Ale on już dawno minął, a poczucie przyciągania pozostawało i to tylko w tym jednym kierunku, ku niej.
Nie odsuwa się od niego ani nie przybliża, kiedy Gethen decyduje się znaleźć już naprawdę blisko Moiry.
- Całkiem podobna, nie zawsze wszystko dzieje się idealnie tak samo jak w wizji. Chociaż to mogła być moja podświadomość, że coś się zmieniło. Ale kiedy cos dotyczy wydarzeń, na które nie mam wpływu, a mogę być jedynie biernym świadkiem, zwykle pokrywają się z wizjami. - Wyjaśnił cierpliwie widząc w spojrzeniu Moiry ciekawość badacza. - Nie wszystkie wizje są jak oglądanie utrwalonego obrazu, czasami to są zapachy, zamrożone w czasie chwile, a czasem jedna rzecz. - Dodał po chwili nie opuszczając wzroku, nie czul się skrępowany mówiąc o swoim darze. Nie trzymał tego w tajemnicy, a często właśnie się odsłaniał z tym, wiedząc, że może wyciągnąć z różnych rozmów wiele wniosków.
Pytania Moiry nie zniechęcały Scamandera do rozmowy, nie chciał być hipokrytą, skoro sam wypytywał o różne rzeczy, to jeśli chciał poznać lepiej Moirę i spędzać z nią więcej czasu, powinien pozwolić jej poznać siebie lepiej. Tym bardziej że pod względem medycznym i badawczym, mial świadomość bycia ciekawym przypadkiem. Sam poszukiwał wsparcia wśród medyków i badaczy jasnowidzenia, chcąc po prostu lepiej kontrolować dar. Moira może nie była ekspertką w tej dziedzinie, czy nawet wobec migreny kruczej, to wciąż była magimedykiem, badaczem i ekspertem o imponującej reputacji. Jeszcze niedawno jego serdeczny przyjaciel polecał mu, by zwrócił się do Moiry w sprawie migren. Tyle, że oni juz wtedy się znali i zaczęli spotykać z innych powodów.
- Hmm? - Jej pytanie wywołuje lekkie drgniecie brwi mężczyzny, widzi w jej twarzy cos jakby zawód, niedosyt i sam teraz nie jest pewny, czy powinien ważyć słowa, czy mówić wszystko. Moira nie wyglądała na romantyczkę, o czym przekonał się już pewien czas temu, że jej spojrzenie na świat jest raczej wnikliwe i chce dojrzeć prawdę nie zaprzątając sobie głowy nadbudowywaniem emocji. Nie wahała się, szła przed siebie pewnym krokiem.
- W pewien sposób. - Odpowiada czując, jak zdradliwy rumieniec wkrada się na jego twarz. Jej kolejne pytanie spotyka się z zaprzeczeniem, Gethen kreci głową, aż za dobrze odczytał to co śnił. A ostatnie pytanie o utratę cierpliwości i dopytywanie sprawia, że jego usta lekko drgają w uśmiechu, zwłaszcza kiedy jej usta wykrzywił przebiegły uśmiech. Scamander nie musi wiele mówić, na jego twarzy widać emocje i w tej chwili Moira swoim pytaniem i gestem zrobiła na nim wrażenie. Przełknął ślinę czując jak ogarnia go dziwne uczucie, ekscytacja rozgaszcza się w jego umyśle. - Bo obawiam się, że się nie ziści. - Wyznaje w końcu, kiedy chwyta go za nadgarstek i faktycznie oblatuje go strach, kiedy odsuwa jego dłoń od siebie. Ale po chwili czuje pod palcami jej skórę i materiał spodni, lecz nie na swoim kolanie. I wtedy zdaje sobie sprawę z tego, że Moira go nie odtrąca, a dyktuje własne warunki na które Gethen nie odważa się oponować.
Zaprzecza, kiedy kolejne pytanie pada z jej ust, kręcąc kędzierzawa głową. Teraz Scamander czuje jak w jego głowie myśli zaczynają się plątać, a jego serce zaczyna wybijać jeszcze szybszy rytm niż dotychczas. Ta bliskość i te pytania zaganiają go do wspomnień snu, który był tak przyjemny, że nie dostępował go przez cały poranek, wzbudzając w nim nadzieje, że faktycznie może się spełnić.
- Wręcz przeciwnie. To było bardzo przyjemne. - Jego glos staje się głębszy, a jego palce splecione z palcami Moiry delikatnie zaciskają się na jej skórze. Serce obijało się o klatkę żeber historyka jakby chciało zaraz wyskoczyć z jego ciała. Unosi się odrobinę unosząc twarz ku jej twarzy, zatrzymując się na ułamek ruchu od niej, pragnąc by przyjęła to zaproszenie. By sen rzeczywiście okazał się proroczy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
18-03-2026, 23:19
Chyba nie mogła uciec wrażeniu, że znała go nieco lepiej, niż on znał ją. Było to wrażenie zupełnie błędne, bo do niedawna znała głównie jego kartotekę – z pamięci może wymieniając jego datę urodzenia, podawane na ból dawki, nazwisko rodowe matki (swoją drogą – interesujące) lub grupę krwi. On znać mógł zaś jej przykładność w wykonywaniu swoich obowiązków, która nie była wśród uzdrowicieli szczególnie rzadka – gdy ci podjęli się skończenia studiów tak drogich i wymagających – zwykle swój zawód wykonywali z należytą starannością i chociaż wyuczonym współczuciem.
A jednak dopiero dziś, nawet nie w trakcie kolacji w restauracji, dowiedzieli się o sobie czegoś więcej; czegoś, co wychodziło poza ramy wymiany zainteresowań, medycznych porad i uprzejmości. Sama powiedziała mu o swoim kilkuletnim dziecku, podzieliła się wyblakłymi emocjami związanymi z mężem nieboszczykiem. On wysypał z siebie informacje o traumie – a to wymagało zdecydowania, zaufania, pewnie i odwagi. Dzielił się wizjami, chociaż mógł przecież zachować je dla siebie, uznając jej pytania za zbyt prywatne.
– Widzicie zapachy albo słyszycie kolory? – dla Sanderson było to wyjątkowo ciekawe – mogłaby szukać relacji pomiędzy jasnowidzeniem a czymś, co ktoś nazwie kiedyś synestezją – być może zupełnie na ślepo, ale od dziecka pełna była ciekawości i pytań, które w pierwszej chwili zawsze wydawały się wyłącznie pytaniami głupimi. Nie była psychiatrą, jednak stan ten był efektem ubocznym również niewłaściwej integracji protetycznej, a temat ten badała prawdziwie dogłębnie, zbyt wiele razy usłyszawszy od pacjentów w słowach niezgrabnych i nieprofesjonalnych o wpływie protezy słuchowej na narząd wzroku.
Ale obecnie nieważną wydaje się chyba postać, w jakiej wizje nawiedzały umysł Gethena – a ich treść.
I chociaż zbliżył się wyraźnie, nie poczuła się osaczona. Własnymi słowami dała przecież znać, że gotowa była, nawet w ramach próby, dopuścić go do siebie, spotykać się częściej i chociaż nie dopowiedziała przecież ani słowa o charakterze potencjalnych spotkań, oboje byli chyba wystarczająco domyślni, by zrozumieć to bez dalszych wskazówek.
Kiedy ten waha się przed wyrażeniem słowami swoich nieopisanych chyba celowo wizji i peszy się, ukrywając za rumieńcem pełzającym od policzka po uszy, Sanderson uśmiecha się tylko pod nosem – bo nie może uśmiechu tego powstrzymać. Było coś urzekającego z nieśmiałości dorosłych mężczyzn – coś, co – powtórzy się – przyciągało ją w sposób zupełnie inny od charakterów upartych i władczych. Było coś urzekającego w tym, że po samej mowie jego napiętego ciała, przewidzieć mogła już odpowiedź na własne pytania. Nie potrzebowała daru jasnowidzenia by przewidzieć jego pragnienie i by odczytać intencje zapisane na jego zbliżającej się twarzy. To, że zatrzymał się na kilka centymetrów od niej – niemal pytająco, zapraszająco – ale nieprzesadnie ponaglająco. Lubi być traktowana w podobny sposób – odpowiadając na jego chęć, ale i zachowując znaczną część inicjatywy, w tym wypadku dzielonej niemal sprawiedliwie, niemal na pół – nawet jeżeli ostateczna decyzja należała do niej.
Wystarczyło nachylić się jedynie odrobinę, byle skrócić dzielącą ich odległość. Wyprostować rękę zalegającą na oparciu, a potem dłonią znaleźć tył jego głowy, wplątać się palcami pomiędzy kręcone kosmyki i zbliżyć twarz do twarzy, a usta do ust.
Nie zastanawiała się właściwie nawet czy tego chciała – wiedziała, że nie dowie się, póki tego nie zrobi, zawsze czerpiąc więcej przyjemności z doświadczenia, niż z fantazji. A doświadczenie samo w sobie jest przyjemnością, składającą się z kilku cierpliwie składanych pocałunków – czułych, w jakiś sposób ostrożnych – takich, na jakie zasłużył ktoś, kto chwilę temu traktował ją z równie urzekającą ostrożnością.
Złączone dłonie unosi do własnego ramienia – rozplątując palce dopiero gdy ten może położyć własne na jej barku – niemal instynktownie chcąc zapewnić im stabilniejszą podpozycję i chcąc ośmielić go do ponownego sięgnięcia ku jej twarzy – tym razem za zgodą.
– Tu wizja się skończyła? – docieka, oddalając się znowu na kilka centymetrów, błądząc spojrzeniem po twarzy mężczyzny i zsuwając się dłonią z jego włosów na kark, a potem na bok szyi, czując spięte mięśnie; tętnicę drgającą echem rozpędzonego serca. – Czy widzisz coś jeszcze? Czy w tej wizji zobaczyłam chociaż twój ogród?
Mówi, nieskutecznie panując nad rozlewającym się po twarzy uśmiechem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
20-03-2026, 00:35
Przez długi czas bazowali głównie na wiedzy o sobie pochodzącej ze szpitalnych gabinetów. Moira miała zdecydowanie większy zasób informacji na temat Gethena znając już pewnie na pamięć parametry jego ciała, życia i egzystencji spisane w tabelach medycznych wywiadów. Z tych informacji już dawno wywnioskowałam, jak daleko mieszkał od Londynu i nie mogąc się uciekać do teleportacji musiał korzystać z konwencjonalnych środków komunikacji. Wiedziała na jakim poziomie było jego zdrowie i kiedy dopowiedział jeszcze kilka innych faktów, mogla nakreślić szkic Scamandera. A dopiero spotkania poza szpitalem zaczęły wypełniać luki na jego temat, uzupełniając wiadomości o tym jaki był jako człowiek.
Poznawali się niespiesznie, ze spotkania na spotkanie opowiadali o sobie nawzajem. Zbliżali się do siebie pomimo, że na początku Moira bez skrępowania trzymała dystans unosząc tarczę i sondując bardzo wnikliwie intencje Scamandera. A on sam ich nie był pewny, lecz z czasem utwierdzał się w tym, że Moira go zauroczyła swoja osoba, a przede wszystkim umysłem badaczki. Potrafiła zadawać pytania nie ograniczając się jedynie do jednej dziedziny. Zaintrygowana zadawała pytania bezpośrednio, nie bacząc na to, czy przekracza granice, lub czy może sięga zbyt daleko i wywołuje tymi pytaniami dyskomfort. Scamander działał podobnie w tematach, które go interesowały. Jeśli coś zyskało jego zainteresowanie, potrafił drążyć póki nie uzyskał satysfakcjonujących odpowiedzi. Jednak on poruszał się w materii dawno temu spisanej na kartach historii, a Moira bez żywego człowieka nie mogla iść na przód.
Gethen nie kryl się przesadnie z jasnowidzeniem, wizje napadały go tam spontanicznie, że nawet jeśli chciał utrzymać to w tajemnicy, to byłoby to dla niego niezwykle trudne. Dociekliwość Moiry w tym zakresie wcale go nie peszyła, raczej pozwala mu zachować w jej obecności skupienie i nie peszyć się co chwila, kiedy tylko znajdzie się zbyt blisko niej.
- W wizjach? Bardzo często. - Na chwile, całkiem odruchowo jego spojrzenie ucieka gdzieś w lewo, sięga pamięcią do takich wizji, kiedy czul zapach, widział kolor, doświadczał dotyku, ciepła i innych bodźców. - Smaki, zapachy, kolory, dotyk nie zawsze jest oczywisty, przychodząc w postaci innego zmysłu. Poza wizjami przy muzyce tak bywa najczęściej, nuty mają swoją aurę i barwę. - Wyjaśniał cierpliwie swoje doświadczenia, chcąc podzielić się z Moirą wiedzą na temat wizji i tym, co przychodziło mu doświadczyć.
Zbliżali się do siebie, powoli, krok po kroku, oswajając się ze sobą. Scamander nie był nachalny w swoich gestach, sam wydawał się być onieśmielony i potrzebował czasu, by podjąć pewne gesty. Byli zgodni, chcieli się lepiej poznać i przystali na siebie nawzajem z chęcią, lecz nie spieszyli się przesadnie. Pozwalając by nawzajem po prostu zbliżać się krok po kroku, aż znaleźli się tutaj.
Gethen nie był typem mężczyzny zdobywającego, manifestującego swoją siłę i charyzmę, nie osaczał i nie starał się kontrolować za wszelką cenę wszystkiego co się działo. Pozwalał Moirze na podejmowanie decyzji, na dopisywanie kropki na końcu zdania, przyjmując ją ze spokojem godnym stoika. Słuchał jej uważnie i czerpał przyjemność z prostej bliskości, z rozmów i tego, że przy nim wydawała się czuć dobrze.
Z rumieńcem na twarzy, który wyrażał jego nieśmiałość robił małe kroki w jej kierunku, ciesząc się, że go nie odpycha i nie ucieka od niego, a wręcz wychodzi mu na przeciw. Przyjmuje jego zaproszenie i podejmując inicjatywę po chwili zbliża się do niego.
Po chwili dystans znika, niewielkie gesty wystarczą, aby ostatnie granice zniknęły. Smukłe palce wsuwają się w jego włosy, czuje delikatny dotyk obejmujący jego głowę, a po chwili ciepło jej oddechu owiewa jego twarz, kiedy ona nachyla się do niego. Napięcie powoli odpuszcza, Scamander wydaje się tonąć w czułości jaką otacza go Moira w tym spokojnym zbliżeniu. Jej ostrożność i cierpliwość spotykają się z wzajemnością ze strony historyka, przyjmując nadany rytm Gethen unosi wolna dłoń by objąć palcami policzek Moiry.
Dłoń, która dopiero co spoczywała na jej kolanie wędruje za wola Moiry do jej barku. Zaproszony obejmuje ją bardziej zdecydowanie, lecz wciąż ostrożnie i czule. Zachęcony unosi się ku niej, niwelując zbędne centymetry dzielące ich usta. Bardziej ośmielony sprawia, że pocałunek staje się odrobine bardziej namiętny, lecz tylko odrobinę.
Zsuwając dłoń na jego szyje, Moira nie musi wcale się mocno skupiać by czuć pod palcami szybkie pulsowanie pod skórą Gethena. Jego serce dudniło w piersi historyka jak szalone. A jej pytanie sprawiło, że na jego twarzy pojawił się łagodny uśmiech, odrobine przekorny. Jej ciekawość była rozbrajająca, a on nie potrafił odmówić jej odpowiedzi, lecz nie ubiera tego od razu w slowa.
Pokręcił głową nie cofając dłoni z jej ciała, jej ciepło i bliskość były zbyt przyjemne, by pozwolić jej teraz tak po prostu się odsunąć.
- Zobaczyłaś, ale nie w tej chwili. - Obserwuje jak rumieniec ozdabia jej twarz. Ten widok go rozczula, jest tak bardzo inny od tego, jaką ją zawsze widywał. - Mialem wrażenie, że to nie był ten sam dzień, słońce było tam, gdzie zawsze znajduje się o poranku o tej porze roku. - Naparł lekko głową na jej dłoń, którą obejmowała jego szyję, lgnąć do jej dotyku. Spoglądał na nią z uczuciem, nie mogąc oderwać od niej wzroku wydawał się po prostu rozanielony jej bliskością.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
23-03-2026, 14:34
Kciukiem gładzi skórę szyi, paznokciem hacząc uciążliwe o odrastające igiełki zarostu. Z odpowiedniej odległości obserwować mogła już jego rozmydlone spojrzenie; jego wargi, na których zostawiła cień noszonej na co dzień pomadki. Nos, w którym mimo woli szukała krzywizny po być może nieodpowiednio starannym zaklęciu – tej nie znalazła. Powinna zdjąć mu okulary – i dla niej w końcu wiele szczegółów pozostawało w tej odległości niewyraźnych, ale jakoś nie chciała odbierać sobie przyjemnego ciężaru adorującego wzroku. Może z wiekiem stała się próżna – a może nigdy nie miała nic przeciwko spojrzeniom, w których dopatrzyć mogła się chociaż odrobiny podziwu. Nie wiedziała, jak wiele niego to prawdziwa admiracja, a jak wiele to dopowiedziany w romantyczym amoku czar – wiedziała jednak, że po chwili koncentracja na analizowaniu każdego elementu najbliższego otoczenia i każdej reakcji jego ciała była już utrudniona. Gdy przywarł mocniej do otwartej dłoni, ewidentnie łaknąc jej uwagi, prawdziwie poczuła coś – błogość pod palcami, dreszcz na karku – zapadający się mostek, nawet jeżeli z zewnątrz nie zmieniło się przecież nic. Palcami wdarła się jedynie niżej, za kołnierzyk jego koszuli, opuszkami naciskając na spięty czworobok, mięsień w zagrożeniu napinający się – całkiem rozsądnie – jako pierwszy. A ekscytacja fizjologicznie nie różniła się wiele od stresu.
– Mam czekać do rana? A co powiem pacjentom na oddziale? – mówi z przekąsem – powoli i cicho, jakby nie odczuwała ani grama niecierpliwości ani wcale go nie popędzała (a chyba nie było to prawdą – czasami chciała wiedzieć coś już, natychmiast). Jakby pytanie było tylko pytaniem retorycznym. – Nie wymyślasz tego na bieżąco, byle zachęcić mnie do zostania? – docieka, chociaż nie wie jaka odpowiedź ucieszyłaby ją bardziej. W obecnych warunkach – flirtu, który czyniła dość topornym samą swoją osobowością i bezpośredniością – chyba nie miałaby nic przeciwko byciu oszukiwaną. To wodzenie za nos, które mogło ujść na sucho – w końcu ubierało w zgrabne słowa prawdziwe intencje. – Musisz postarać się bardzo, by odciągnąć moją uwagę od obiecanych chwilę temu akrów ogrodu, lokalizacji zagrody dla ropuch – wcale nie cieszy się na temat magicznych stworzeń – może i dobrze, że odleciał gdzieś do otchani. – obiecanej gry na fortepianie… – wylicza, ale drugą ręką już lokalizuje się na jego udzie. O ile oczekuje jakiejś odpowiedzi – doskonale wie, że ta może okazać się tylko mruknięciem i bełkotem, jeżeli kontynuuje złowieszczą wędrówkę swoich palców. – Na pewno dobrze się czujesz? – jak zawsze dopuścić do głosu musi rozsądek, nawet jeżeli za chwilę swoją pozycją zmusi go chyba do osunięcia się plecami na kanapę. – Nie chcę, żebyś to odchorował.
Bo chociaż mogła chcieć owinąć go uwagą tak szczelnie jak mackami – wystawianie go na silniejsze emocje i radosne uniesienia ze świadomością chorobowego stanu bez jasnego sygnału zgody byłoby chyba przemocą. A w żadnym wypadku nie chciała czuć, by brała coś przemocą – nie w wypadku osoby, do której czuła troskliwy rodzaj sympatii i z którą miała zamiar spotkać się przecież jeszcze nie jeden raz. Dlatego ostatni raz próbuje myśleć trzeźwo.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
25-03-2026, 23:12
Delikatny dotyk niesie ze sobą spokój, przyjemne ciepło otacza go, które płynie z dłoni i obecności Moiry. Widzi jej spojrzenie, które przesuwa się po jego twarzy wędrując po złamaniach ust, po pochyłej konstrukcji nosa, który wielokrotnie tracił swoją formę. Moirze zdarzyło się przywrócić mu pierwotną formę po złamaniu. Ostatnie wizyty odbywały się głównie na jej dyżurze, wiec mogla jedynie poszukiwać błędów po samej sobie, lecz nie mogla mieć nic sobie do zarzucenia, anatomia twarzy Scamandera nie utraciła w swojej aparycji z atrakcyjności.
Okulary mogły zacząć wadzić, ciężkie szkła pozwalały Gethenowi dostrzegać świat zamiast rozmazanych plam. Podobało mu się obserwowanie Moiry i jej ciekawego spojrzenia, jej skupienie i analityczny wzrok sprawiał, że lekko ściągała usta, a w jej oczach pojawiał się błysk dociekliwości. Jego spojrzenie błądziło do jej drobnego nosa, który lekko garbaty nadaje jej obliczu powagi.
Scamander sprawiał wrażenie zauroczonego, wpatrzonego w Moirę jakby nic poza nią w tej chwili nie istniało. Był mężczyzną dojrzałym i wciąż młodym, jednak nie spieszył się, nie osaczał jej obierając bardziej subtelny i niepospieszny sposób, by przełamać jej bariery. Kiedy jego głowa wtuliła się w jej dłoń dostrzegł w jej spojrzeniu pewną zmianę, spoglądała na niego bardziej czule, z rosnącym uczuciem. Gethen nie przeciwstawiał się jej, pozwalał na wędrówkę jej dłoni po jego ciele, by ciekawie badała jego ciało. Lekki nacisk palców na ciało pod koszula sprawił, że po jego plecach przebiegł lekki dreszcz.
- Myślę, że ani się obejrzysz i będzie nowy dzień. - Słysząc w jej glosie lekka przekorę uśmiecha się na jej słowa. Jakby te jej pytania miały stanowić dla niego wyzwanie, by odnalazł w sobie argumenty i sposób, by przekonać ją, aby została. - Nie pamiętam, abyś miała dziś nocny dyżur. - Lekko zmrużył oczy, znał plan dyżurów Moiry na pamięć, w końcu mu go wysłała i chciała, aby urozmaicał jej czas, kiedy ruch na izbie przyjęć bywał spokojny.
- Możliwe, chociaż nie zwykłem kłamać. - Odpowiada w pokrętny sposób, nie zaprzeczając ani nie potwierdzając domysłów Moiry. Jej dociekliwość i ciekawość sprawiały, że chętnie podejmował z nią tą grę pytań i odpowiedzi. Mając w garści atut jasnowidza mógł wymyślać niestworzone scenariusze, jednak kłamstwo do niego nie pasowało, nie przepadał za nim, nawet jeśli to była tylko zabawa.
Wyliczanka argumentów, by ruszyć się z kanapy brzmiała dość przekonująco, lecz Moira wcale nie spieszyła się by opuszczać pomieszczenie, w którym przebywali. A wręcz przeciwnie wciąż skraca dystans lokując swój dotyk w coraz bardziej wrażliwych miejscach.. Gethen uśmiecha się cicho wzdychając, musi zebrać myśli, które zdradliwa reakcja organizmu rozpierzchła po jego umyśle.
- Obiecałem zorganizować kominek, więc będzie wiele okazji na zwiedzanie... - Sięga po własny argument, kiedy okazuje się, że pospiech zanikał z chwili na chwilę. Wbrew pozorom Moira nie pospieszała go, by czym prędzej ruszyli na zwiedzanie, a wręcz przeciwnie, jej dotyk i mowa cala skłaniały go ku pozostaniu na kanapie. Moira po chwili skupia się na jego samopoczuciu, co przywołuje na jego twarz rozczulony wyraz.
- Jest cudownie. - Odpowiada z zadowoleniem malującym się na twarzy i wybrzmiewającym w glosie. Nie czuje dyskomfortu płynącego z pocałunków, przytulania i coraz to bardziej zuchwałych gestów. - Jestem w dobrych rekach, w twoich rękach. Nie musisz się obawiać.- Ugina się pod jej gestami potulnie nie chcąc zwiększać dystansu pomiędzy nimi, a wręcz przeciwnie, podoba mu się wędrówka jej dotyku po jego ciele i wyraźnie pragnie, by jej nie zaprzestawała. Jej troskliwość i rozsądne odruchy na pewno maja swoje uzasadnienie, lecz Scamander nie bal się w tej chwili ataku migreny. Nie kiedy było coraz bardziej przyjemnie, mial zamiar przekonać Moirę, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby została tutaj do następnego dnia. By potem mogli razem udać się do Londynu do swoich obowiązków, lecz póki co, mieli sporo czasu na czerpanie przyjemności od siebie nawzajem, by poznać się lepiej i postanowić o kolejnych spotkaniach, mniej lub bardziej kameralnych.

zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 21:25 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.