• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Pokątna 20/7 > Wnęka sypialniana
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-09-2025, 13:00

Wnęka sypialniana
We wnęce, która powstała poprzez skos dachowy, ustawiono dwuosobowe łóżko. Dostać do niego można się wąskim przejściem od strony ściany lub z drugiej strony - od przysłonionego firankami okna. Łóżko zasłane jest miękką pościelą, którą Lizzy otrzymała w prezencie od swojej mamy. Nad łóżkiem znajduje się bukiet ususzonych, polnych kwiatów przewiązanych czerwoną wstążką. W nogach łóżka znajduje się kuferek, dokładnie taki, w którym swoje rzeczy składują uczniowie Hogwartu. Kuferek nie nosi dużych śladów użytkowania. Na dębowej podłodze ułożono także niewielki dywan w kolorze kremowym.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Lizzy Evans
Zwolennicy Dumbledore’a
have a kind heart, fierce mind & brave spirit
Wiek
19
Zawód
Kadetka aurorska
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
6
10
Brak karty postaci
04-03-2026, 12:40
1 maja 1962

Znajome trzaśnięcie teleportacji przerwało ciszę panującą w niewielkim mieszkanku oznaczonym numerem 7 przy Pokątnej 20. Niedługo później, gdy stopy Lizzy ustawiły się już stabilnie na drewnianej podłodze, rozległ się drugi trzask — magia szczęśliwie przyciągnęła do niej Henry'ego, którego ciepło dłoni, ściskanej ledwie kilka chwil wcześniej, wciąż czuła na swojej skórze. W mieszkaniu panował półmrok — do środka, przez woal białych firanek, wpadała rozproszona, jasna łuna księżyca. Z drugiej strony, tej bliżej wnęki kuchennej, poświata ta była wyraźnie cieplejsza, a wszystko przez światło ulicznych latarni, przyświecających nie tylko zagubionym o tej porze mieszkańcom okolicy, ale także innym ludziom powracającym w tej chwili z Hogwartu. W tym świetle włosy stojącego u jej boku mężczyzny wydawały się jeszcze ciemniejsze niż w rzeczywistości, ale lśniły odbitym blaskiem. Wreszcie ośmielona, zrobiła coś, co pragnęła uczynić już od dłuższego czasu — uniosła dłoń w górę i skupiona tylko na nim, nawinęła na jeden ze swych palców kosmyk jego kręconych włosów. W każdym z jej ruchów była niemalże niecharakterystyczna delikatność, zupełnie jakby bała się, że Teyssier zniknie, gdy tylko spotka go dotyk nagły, niespodziewany, czy zbyt mocny.
Tak bardzo nie chciała zostać tej nocy sama.
— Cieszę się, że jesteś — wyznanie uciekło z jej ust w rozmarzonym szepcie, jakby okoliczności ich pojawienia się w mieszkaniu, otaczający półmrok i cisza sprawiały, że moment ten wydawał się jeszcze bardziej nieprawdopodobny niż wcześniejszy wspólny taniec, wymienione wyznania, drobne pocałunki, które składali na swoich wargach. Tak bardzo pragnęła, aby wreszcie znaleźli się w tym miejscu — ale gdy wreszcie do tego doszło, uświadamiała sobie powoli, jak bardzo była nieprzygotowana. Henry mógł zauważyć, że rumieńce nie schodziły z jej twarzy, a wręcz pogłębiły się, gdy zamrugała prędko, kilkukrotnie, wreszcie odrywając od niego spojrzenie, aby zerknąć w kierunku kuchni. — Napijesz się czegoś? — spytała wreszcie, tylko po to, żeby zapełnić ciszę panującą między nimi. Ona sama nie potrzebowała kawy, herbaty, czy innego rozgrzewającego naparu. Czuła gorąc, który oblewał ją od środka, który wydawał się zupełnie minimalizować jej zdolności do logicznego myślenia, który zmuszał ciało do drobnego drżenia: z oczekiwania, z nerwów, które również próbowały zjeść ją od środka. A jednak była pewna, że nigdy nie była szczęśliwsza. — Poczekaj moment — i mówiąc to, podeszła prędko do niedalekiego stolika, na którym znajdowała się jedna, gruba świeca. Niedługo później zapach siarki na moment wcisnął się w nozdrza — Lizzy dalej odpalała świece zapałkami, gdy była w swoim domu. Odrobina światła nie rozświetliła pokoju; znajdowała się bowiem na jego końcu, a w miejscu, w którym aportowali się wraz z Henry'm, na dywanie niedaleko łóżka, dodawała wyłącznie przytulności. Lizzy nie wróciła jednak na wcześniejsze miejsce. W jej dłoniach pojawił się niewielki, magiczny aparat fotograficzny. Uniosła go wyżej, na wysokość własnego mostka, najpierw spoglądając na Teyssiera, a następnie, ponownie na urządzenie.
— Może... zrobimy sobie zdjęcie? — spytała niepewnie, choć drżenie jej kącików ust w uśmiechu zdradzało czającą się pod nerwowością ekscytację. — Wiesz... Na pamiątkę — dodała później, w napięciu oczekując odpowiedzi. Przecież było tyle do świętowania! No i wciąż prezentowali się naprawdę wyjściowo, drugiej takiej okazji pewnie będą szukać ze świecą. Pewne rzeczy jednakże w ogóle się nie zmieniały; nie mogąc długo znieść dzielącej ich odległości, Lizzy ponownie znalazła się u boku młodego aurora, aby ułożyć głowę na jego ramieniu. Spojrzała na niego z dołu, w dłoniach wciąż trzymając aparat. — Dwa zdjęcia. Jedno dla Ciebie, drugie dla mnie — zaproponowała, bo gdzieś w jej głowie, pośród szalejących z radości myśli, pojawiła się jeszcze jedna: że byłoby to niezwykle romantyczne, gdyby Henry nosił przy sobie ich wspólne zdjęcie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Henry Teyssier
Zwolennicy Dumbledore’a
there's no man as terrified as the man who stands to lose you
Wiek
22
Zawód
auror, poczatkujący klątwołamacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
13
10
Brak karty postaci
04-03-2026, 18:55
Chwila rozłąki wydawała się zaledwie mgnieniem, jednak gdy tylko znaleźli się w mieszkaniu Lizzy, Henry zapragnął od razu na nowo wziąć ją w ramiona — tak jak kilkanaście minut wcześniej, gdy lekka i rozpromieniona płynęła w jego objęciach przez parkiet. Powstrzymał się jednak, może tknięty nagłym onieśmieleniem, a może świadomym pragnieniem, by nie przyspieszać tego, co dojrzewało między nimi od dawna. Nie chciał jej spłoszyć. Marzył o tej chwili tak długo, że teraz wolał pozwolić jej rozkwitnąć powoli — w ciszy, w spojrzeniu, w oddechu wyczuwalnym na skórze.
Spoglądał na nią, gdy tak lśniła w księżycowej poświacie, a lekki wietrzyk wpadający przez uchylone okno poruszał jej sukienką, dodając scenie ulotnego, niemal magicznego charakteru. Westchnął cicho, gdy zbliżyła dłoń do jego ciemnych, nieco rozczochranych włosów — o których lubił myśleć, że układają się w artystycznym nieładzie. Półmrok mieszkania, subtelna gra światła księżyca i latarni ulicznych, sprawiała, że każdy szczegół wydawał się bardziej intensywny – od delikatnych ruchów jej palców po kosmyk włosów, który tak nieśmiało nawinęła na palec. Henry poczuł, jak serce bije mu szybciej, a oddech staje się jakby cięższy, choć starał się zachować spokój,
— Cieszę się, że mogę tu być… z tobą – — wyszeptał, uśmiechając się czule. Sam czuł na twarzy lekki rumieniec, jakby udzieliła mu się jej delikatna nerwowość. Podzielał ją. — Czego innego są spragnione moje usta — odparł cicho na jej pytanie, rozglądając się wokół jakby śledził wzrokiem jej własne spojrzenie, które moment wcześniej uciekło od jego twarzy. Nawet to wnętrze, tak znajome, wydawało się dzisiaj inne. Jakby przyjmowało ich do siebie w niecierpliwym oczekiwaniu, jakby ono wiedziało wcześniej niż oni, że kiedyś stanie się dla nich czymś więcej niż chwilowym schronieniem, gdy spędzali tutaj czas pomiędzy zajęciami czy po zakończonej służbie. Już sięgał do niej ręką, chcąc musnąć delikatnym dotykiem jej przed ramię, ale Lizzy wymknęła mu się prędko.
Od razu poznał jej swobodne ruchy, gdy brała do ręki grzechoczące pudełeczko zapałek i wyjmowała jedną z nich. Jego oczy zawsze rozszerzały się z fascynacją, gdy pocierała końcówką drobnego patyczka o chropowaty bok opakowania, a płomień błyskał nagle — dokładnie jak za dotknięciem magicznej różdżki. Henry czuł się przy niej jak taka rozpalona prędkim potarciem zapałka — podobnie działała na niego sama obecność młodej kadetki. Dotychczas sam jej widok sprawiał, że w jego wnętrzu rozpalała się feeria uczuć. A dzisiaj mógł w końcu nazwać je na glos, smakować na języku, a nie jedynie uparcie, z rozmarzeniem wypowiadać w myślach.
Z rozrzewnieniem obserwował każdy jej ruch. Wystarczyło mu, że była obok. Nie potrafił jednak ukryć, że tego wieczoru pragnął także jej ciała, kolejnych pocałunków wymienianych w nieśmiałym tańcu złączonych ze sobą warg i tych bardziej żarliwych, niemal pozbawiających oddechów. Pragnął jej całej, chciał wędrować dłońmi po każdym centymetrze jej skóry, poznać je tak, aby później móc rysować w myślach jej najbardziej szczegółowe mapy.
Nerwowość mieszała się na jej twarzy ze specyficzną figlarnością, którą tak go rozbrajała.
— Wspaniały pomysł - odparł z entuzjazmem. Jemu również trudno było wytrzymać tę krótką chwilę oddalenia, odetchnął z ulgą, gdy znalazła się tuż obok. Przechylił lekko twarz i skierował ją w stronę spoczywającej na ramieniu głowy Panny Evans. Zaciągnął się jej tak zapachem tak mocno, że na ułamek sekundy stracił równowagę, mimowolnie zrobił krok do tyłu i przysiadł na kuferku znajdującym się w nogach łóżka. Wyciągnął ręce i może gwałtowniej niż przewidział, przyciągnął ją do siebie, tak, że znalazła się między jego rozstawionymi nogami, spoglądając na niego nieco z góry. Podniósł wzrok i uśmiechnął się, delikatnie obejmując dłońmi jej nadgarstki, jedną ręką kładąc na aparacie. — Będę je zawsze przy sobie nosił — wypowiedział na głos szczerą obietnicę, przygryzając lekko dolną wargę.
— Musimy wybrać odpowiednią perspektywę. — Przyciągnął ją jeszcze bliżej, sprawiając, że mimowolnie przysiadła mu na jednym z kolan, a ich czoła na moment się spotkały. Przełknął głośno ślinę. — Może postawię go gdzieś wyżej, żeby objął nas w całości? — wymruczał cicho, równocześnie intensywnie wpatrując się w jej usta. Tak bardzo chciał znowu ich zasmakować.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Lizzy Evans
Zwolennicy Dumbledore’a
have a kind heart, fierce mind & brave spirit
Wiek
19
Zawód
Kadetka aurorska
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
6
10
Brak karty postaci
11-03-2026, 14:42
Wystarczyło tylko, że się uśmiechnął; w jednym, prostym przecież ułożeniu ust zamknęła się cała czułość, która nie miała tak naprawdę żadnej granicy. Odpowiedziała mu zresztą tym samym. Bez przemyślenia, bez planu, kierując się po prostu intuicją, subtelnymi wskazówkami ciała i duszy. Czy mógł poczuć jak pod wpływem jego westchnienia jej palce, nawijające w spokojnej powolności ciemne kosmyki włosów drgnęły lekko? Nie ze strachu, nie z nerwów, które spychała do tej pory głęboko w siebie, tak mocno, że utworzyły one niewielką, kolczastą kulkę gdzieś na dole jej żołądka? Z pewnością mógł zobaczyć, że ciało Lizzy poruszyło się, zupełnie instynktownie. Przesunęła środek ciężkości, wychyliła się ledwie zauważalnie w jego kierunku, zupełnie jakby nawet grawitacja dążyła do tego, aby ta dwójka była już razem.
— Harry— — w pierwotnym zamiarze chciała go upomnieć; z zaczątkiem śmiechu na wargach, bo gdy mówił o swoich pragnieniach tak odważnie, ona jeszcze nie potrafiła się przyzwyczaić do tego, że... to nie był sen. A śniła sobie przecież podobne scenariusze nie raz ani nie dwa. Powinna być na to przygotowana, powinna mieć jakąś ciętą ripostę, ba, powinna chyba przylgnąć do niego, pocałować jeszcze raz. I naprawdę chciała to robić, zwłaszcza to ostatnie, ale dalej nie wierzyła, że wspólny taniec, wyznania, pierwsze pocałunki, że to wszystko działo się naprawdę. O tym, że nie śniła, przypominało tylko szybkie i mocne bicie serca schowanego w klatce żeber. I przez to, że nie był to sen, bała się, że delikatne struktury ich relacji — wciąż przecież w etapie zmiany, przechodzenia, transformacji — zostaną nieodwracalnie popsute, jeżeli zrobi coś za szybko, za prędko. Nigdy by sobie tego nie wybaczyła.
Bezpiecznym było więc odwrócenie swojej uwagi. Zajęcie się czymś pożytecznym, na przykład zadbaniem o choć odrobinę światła, aby nie potykali się w ciemności o własne nogi. Powinna kupić sobie smoczą zapalniczkę — widziała taką u jednego z ich wspólnych znajomych, wyglądała naprawdę imponująco i mogłaby zastąpić jej standardowe zapałki. Powinna, ale chyba tego nie zrobi. Nawet chwilowa sensacja, gdy zapach pocieranej siarki docierał do nozdrzy, była dla niej w pewien sposób sentymentalna. Łączyła dzieciństwo z teraźniejszością, to co znane z nieznanym, dwa światy, w których żyła.
A jednak i tak — prędzej czy później — miała odnajdywać drogę wprost do niego. Dziś robiła to po raz pierwszy. Gdy ułożyła głowę na jego ramieniu, a on przechylił własną, aby zetknąć ją ze sobą, nie mogła się już powstrzymać od szerokiego, radosnego uśmiechu. Słyszała, gdzieś nad swoim uchem, że zaciągał się jej zapachem, myśl tylko na moment, na ułamek sekundy uciekła w stronę typowych, dziewczęcych zmartwień — czy wciąż pachniała perfumami, którymi specjalnie z tej okazji spryskała skórę? Nie miała jednak czasu na zamartwianie się, Henry zachwiał się nagle, cofnął, ale jednocześnie przyciągnął ją do siebie, gdy wylądował na kuferku przy łóżku. Lizzy zdążyła tylko otworzyć w zaskoczeniu tak usta, jak i oczy oraz ścisnąć mocniej aparat. Pozwoliła ciału poddać się woli Teyssiera, dzięki czemu wylądowała tuż przed Henrym, pomiędzy jego nogami.
— Przestraszyłeś mnie — jęknęła z cieniem wyrzutu, chociaż zaraz odchyliłą głowę w tył, aby móc z tej perspektywy zajrzeć wprost w twarz swego... no właśnie, kogo? Do tej pory przyjaciela. Najlepszego przyjaciela. A teraz? Jej tęczówki w słabym świetle świecy wydawały się być niemalże czarne, ale wciąż lśniły w nich iskry, któych nie dało się przegapić. — Masz szczęście, że cię kocham — dodała po chwili, ściszonym szeptem, bo gdy on sięgał do jej nadgarstków, unosząc wyżej aparat, ona sięgnęła wargami do kącika jego ust, składając na nim krótki, ale czuły pocałunek. Pozwoliła mu przyciągnąć się jeszcze bliżej, tym razem usiadła na jego kolanie, lewym bokiem przywierając do jego klatki piersiowej. Teraz mogła spoglądać na niego nieco z góry i postanowiła to wykorzystać. W ciepłym świetle płomienia świecy był równie przystojny co w środku słonecznego dnia.
Ale czy mógł słyszeć, jak bardzo jego bliska obecność wpływała na nią? Czy czuł, jak prędko biło jej serce? Jak wiele ciepła uchodziło z jej ciała? Musiał, przecież objęła go jedną ręką, gdy ich czoła zetknęły się ze sobą. — Możemy spróbować zrobić zdjęcie tak — wyszeptała wprost w jego wargi. Przymknęła momentalnie powieki, odnajdując na oślep przycisk służący do zrobienia zdjęcia. Wcisnęła go dokładnie w tej samej chwili, gdy przechyliła głowę w bok, łącząc ich wargi w kolejnym pocałunku. Tym razem pewniejszym niż wcześniej, przez to pełniejszym, głodniejszym.
Na moment wnękę sypialnianą ogarnęła niespodziewana jasność. Lampa od aparatu błysnęła, a znajome szczęknięcie mechanizmu oznajmiło wykonanie zdjęcia.
Lizzy jednak skupiała uwagę nie na przedmiocie, nie na pamiątce.
Tylko na nim.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Henry Teyssier
Zwolennicy Dumbledore’a
there's no man as terrified as the man who stands to lose you
Wiek
22
Zawód
auror, poczatkujący klątwołamacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
13
10
Brak karty postaci
14-03-2026, 10:02
Wciąż towarzyszyły mu lekkie uczucie niedowierzania i ledwie dostrzegalna ostrożność, coraz odważniej tłumione przez tłukące się w klatce piersiowej pragnienie bliskości. Kruchość zmieniającej się między nimi więzi działała jak cichy hamulec — sprawiała, że każdy gest nabierał nieśmiałości, lekkiego zawahania. Nie z obawy przed błędem, lecz z przekonania, że ta chwila, wspólna noc powinna być więcej niż idealna.
Poczuł lekkie drgnięcie jej palców wplątanych w jego włosy, usłyszał to ciche, urwane — Harry— w którym więcej było śmiechu i zawahania niż prawdziwego upomnienia. Przygryzł figlarnie wargi, poczuł rozlewające się po całym ciele ciepło.
Kiedy odsunęła się na chwilę, by zapalić świecę, Henry obserwował ją w ciszy. W sposób, w jaki pocierała zapałkę o pudełko, w krótkim błysku płomienia i zapachu siarki było coś zwyczajnego — a jednocześnie tak bardzo jej. Uświadomił sobie wtedy z dziwną pewnością, że mógłby patrzeć na takie drobne rzeczy bez końca, jeśli tylko ona byłaby obok. Na to, jak o poranku zalewa wrzątkiem herbatę, jak szeroko otwiera okno, wpuszczając do wnętrza świeże powietrze, równocześnie wytrzepując za nim koc, bo poprzednie popołudnie spędzili zajadać się kruchymi ciasteczkami i zostawili po sobie zdecydowanie za wiele okruchów. To jak przechyla głowę, czy przygryza ołówek wczytując się w notatki z kursów, przyswajając wiedzę. Wszystkie te małe gesty, które tak doskonale znał, a które teraz nabierały jeszcze większego znaczenia. Były jej — ale czy naprawdę mogły stać się odtąd nieodłącznym elementem ich wspólnej codzienności? To on miał od teraz, inaczej niż wcześniej, odstawiać pusty kubek do zlewu, zamykać okno, bo chłód nocy wywoływał na skórze gęsią skórkę i delikatnie odgarniać jej włosy z czoła, gdy przysnęła nad zeszytem — to ostatnie już mu się zresztą zdarzało, ale wtedy jeszcze Lizzy nie była… jego?
Jego źrenice rozszerzyły się gwałtownie, w zmieszaniu, gdy z jej ust wyrwał się cichy jęk, zmieszanie jednak szybko przerodziło się w szczęście tak intensywne, tak głębokie, że aż stracił zdolność mowy, a oczy zaszły mu mgłą. Nie spodziewał się tego wyznania, nie tak szybko — ale na co mieli czekać? — , chociaż w jego głowie wciąż kołatało się dokładnie to samo zdanie. Kocham cię, kocham cię, Lizzy.
Poczuł na policzku ciepło jej oddechu, a chwilę później miękki dotyk ust, w którym było tyle samo delikatności, co czułości. Cienie rzucane przez płomień świecy tańczyły na jej twarzy, nadając jej rysom jeszcze subtelniejszy wyraz. Światło poruszało się po niej powoli, jakby z namysłem — podkreślając lekko zaróżowione usta, błysk w oczach i kości policzkowe, które w tej chwili wydawały się zarysowane wyraźniej niż zwykle.
Błysk aparatu rozdarł półmrok tylko na ułamek sekundy, ale Henry prawie go nie zauważył. Nawet gdy mechanizm szczęknął cicho, był zbyt skupiony na odwzajemnianiu pocałunku, który z każdą chwilą stawał się głębszy, coraz bardziej żarliwy. Nie próbował się już powstrzymywać ani udawać, że potrafi utrzymać to, co między nimi płonęło, w ryzach samych spojrzeń i półgestów. Pozwalał, by uczucie, które tak długo nosił w sobie, wreszcie znalazło drogę w dotyku.
— Powiedziałaś… że mnie kochasz — mruknął nisko, jakby wciąż smakował te słowa, które rozgrzały go bardziej niż ciepło świecy stojącej przy łóżku. Jedna z jego dłoni przesunęła się z jej nadgarstka na talię, przyciągając ją bliżej, aż poczuł wyraźniej rytm jej serca bijącego tuż przy jego klatce piersiowej. — Lizzy…
Nie dokończył. Zamiast tego odnalazł jej usta ponownie — wolniej niż poprzednio, ale z większą pewnością. Jakby tamten moment, gdy stała przed nim w księżycowym świetle i bawiła się jego włosami, był dopiero początkiem czegoś, czego teraz nie chciał już powstrzymywać.
— Kocham cię od pierwszej chwili, w której cię ujrzałem.—Oderwał się na moment od jej ust, spoglądając Lizzy głęboko w oczy. Znowu przyłożył czoło do jej czoła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Lizzy Evans
Zwolennicy Dumbledore’a
have a kind heart, fierce mind & brave spirit
Wiek
19
Zawód
Kadetka aurorska
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
6
10
Brak karty postaci
29-03-2026, 16:52
Właśnie ta świadomość, że cokolwiek dziś nie uczynią, zostanie to na zawsze w ich pamięci, sprawiała, że podchodziła do całej sytuacji tak ostrożnie. Inną sprawą było to, że naprawdę chciała być dla niego... najlepsza. Tak po prostu. Miłość, uczucie kwitnące między nimi jak rzadki kwiat, sprawiała, że Lizzy stawiała sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. I dlatego też nie była tak śmiała, jak potrafiła być w innych sytuacjach. A może powinna po prostu odsunąć wszelkie myśli i troski na bok, zamiast tego poświęcić się zupełnie jemu i chwili, w której zawiśli? Chciała tak zrobić. Ale delikatność ich relacji nie pozwalała na aż tak wielkie zapomnienie. W powietrzu, w sercu Lizzy wisiała wciąż ta odrobina niepewności. Że może to tylko piękny sen, z którego zaraz przyjdzie jej się wybudzić. Że może, gdy będzie zbyt nieuważna, znów powrócą tylko do relacji przyjacielskiej, aby pozostać w niej już do końca życia?
Wszystkie wątpliwości rozwiewały się jednak w jej umyśle niezwykle szybko, pod wpływem tylko jednego spojrzenia wprost w twarz, w oczy Henry'ego. Gdyby jej nie kochał, tak na zabój, nie patrzyłby na nią w ten sposób, nie przygryzałby figlarnie wargi; a ona nie czułaby zalewającej ją od środka, kolejnej fali ciepła, od której uginały jej się nogi.
Swoje wyznanie wypowiedziała zupełnie naturalnie — bo to, że kochała Teyssiera było właśnie takie. Uczucie to kotłowało się przecież w klatce żeber już od dłuższego czasu, możliwe, że od pierwszej chwili, w której zobaczyła go wśród przyciemnionych świateł tamtej potańcówki, a może od momentu, gdy przedstawił się jej, z charakterystycznym francuskim akcentem, który czasami wymykał mu się spod kontroli i przebijał ponad angielskim. Kochała go, kochała to, co robił. Jak opiekuńczy względem niej był, nie tylko w sprawach zawodowych, ale również po służbie. Jak kiedyś udało mu się (do tej pory nie wiedziała, jakim sposobem) wyciągnąć spod niej książkę, na której zasnęła i zamiast niej wsunąć miękką poduszkę. Jak nie raz z cierpliwością znosił jej pretensje, bo nie chciała, aby traktował ją jak jajko, skoro miała w przyszłości wykonywać jeden z najniebezpieczniejszych, o ile nie najniebezpieczniejszy zawód w ich świecie. Ale teraz, gdy sama nazwała to, co kołatało się w niej od dłuższego czasu, nie miała mu tego za złe. Przecież sama zachowywała się względem niego dokładnie w ten sam sposób.
Nawet teraz, gdy ich wargi złączyły się w kolejnym pocałunku, śmielszym od poprzedniego, wydawało się, że oboje słuchają sygnałów swego ciała. Żaden gest, czy to ze strony Henry'ego, czy też Lizzy, nie był nie na miejscu. Sama dziewczyna miała wrażenie, że jej serce, bijące tak prędko, tak zachłannie, jak składane na ustach młodego mężczyzny pocałunki, zaraz wyfrunie jej z piersi tylko po to, aby już na stałe połączyć się z rytmem serca francuza. Jego niskie mruknięcie sprawiło, że przez skórę przeszła jej gęsia skórka. Zagryzła delikatnie wnętrze dolnej wagi, wstrzymując na moment oddech. Po omacku udało się jej odstawić aparat na podłogę, na szczęście Henry zaraz przyciągnął ją do siebie bliżej. Ich czoła zetknęły się ze sobą, a Evans nie mogła zrobić nic innego, niż tylko raz jeszcze przesunąć drżącą z emocji i zachwytu dłonią po boku jego głowy. Zdążyła skinąć głową, potwierdzić, że powiedziała dokładnie te słowa. Kocham cię, Henry. Kocham cię, Henry. Mogłaby mu to mówić już do końca życia, do samej śmierci, bo tylko te trzy słowa układać się miały na jej języku w tak naturalny, tak przyjemny sposób. Rozchyliła nawet lekko wargi, aby nabrać trochę powietrza w płuca, aby wypowiedzieć te słowa raz jeszcze. Zamiast tego Henry przypieczętował je kolejnym pocałunkiem. Pewnym siebie, jeszcze bardziej rozbrajającym siedzącą na jego kolanach Lizzy.
Dla niego mogłaby być zwyczajnie bezbronna.
Dokładnie taka była, gdy odpowiadała ochoczo na jego pocałunki, nie wierząc, że tyle czekała na tę chwilę. Że znalazła w sobie aż tyle siły, by nie pocałować go wcześniej. Tutaj, w swoim mieszkanku, na jego kolanach, w nogach łóżka i na kuferku, chciała przeżyć już całą nieskończoność. Nieskończoność smakującą jego ustami, odległym zapachem szampana wymieszanego z sokiem dyniowym, który rozdawano na Zjeździe Absolwentów. Nieskończoność, w której wybrzmiewało wyznanie po wyznaniu.
— Możesz mi tak mówić do końca świata i nigdy mi się to nie znudzi — wyszeptała, bo była to najjaśniejsza myśl w jej zajętym i przejętym jego miłością, jego bliskością umyśle. — Teraz trochę żałuję, że moje koleżanki nie powiedziały ci nigdy przypadkiem, jak bardzo mi się podobasz, wiesz? Po naszym pierwszym tańcu mówiłam już tylko o tobie... — zaśmiała się z delikatną domieszką wstydu. Powoli, ostrożnie, sięgnęła do jego dłoni. Ułożyła ją na swojej klatce piersiowej, dopiero wtedy pozwalając sobie na uniesienie przymkniętych dotychczas powiek. — Czujesz? — odrobinę naiwne pytanie; musiał czuć, nawet bez ręki przyłożonej do jej piersi. — Bije... Tylko dla ciebie. Kocham cię, Henry — nie spodziewała się, że tak prosto będzie jej to mówić. Tyle na to czekała. A teraz... Teraz jej najskrytsze marzenia, jego najskrytsze marzenia, one po prostu się spełniały.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 18:46 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.