• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Vauxhall Road 119/4 > Sypialnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
30-11-2025, 22:44

Sypialnia
Jasne ściany sypialni stoją w kontraście z ciemnym drewnem mebli umieszczonych w pomieszczeniu. Po przekroczeniu progu pokoju pierwszym, co rzuca się w oczy, jest mocne, duże łóżko z drewnianym baldachimem, na który narzucona została koronkowa tkanina. Związana ona została białą, satynową wstążką pośrodku każdego z palików. Łóżko zostało przysunięte do jednej ze ścian, dlatego dostęp do niego możliwy jest tylko od strony nóg oraz z prawej. Obok łóżka ustawiona została szafka nocna z tego samego rodzaju drewna, a na niej zawsze znajduje się biała świeca, talerzyk na biżuterię oraz szczotka do włosów. Naprzeciwko okna ustawiono dużą szafę, w której mieszczą się wszystkie ubrania Manon. Niedaleko szafy ustawione zostało duże, pionowe lustro oraz mniejsza komoda. Ściany pomieszczenia ozdobione są szeregiem małych portretów oraz ozdobnych lusterek, najczęściej również w ciemnej kolorystyce.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
I tried to scream, but lilies clouded my mind
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
15-12-2025, 18:34
29 kwietnia 1962

Faktycznie, gdy w szybę jej sypialni zapukał dziobem jastrząb, widok ten w pierwszej chwili zaskoczył akurat przeglądającą się w lustrze Manon. Po chwili bacznego przyglądania się zwierzęciu — i dostrzeżeniu niesionego przez niego listu — uznała, że wydaje się być jej w pewien sposób znajomy. Wszystkie wątpliwości rozwiały się w chwili, gdy odebrała od drapieżnego ptaka przesyłkę, odruchowo rozglądając się za Atropą, która pewnie nie była szczególnie zadowolona z towarzystwa większego ptaka. List, który otrzymała, spisany był ręką nikogo innego, jak Antoni Borgin, nosił w sobie zaś dość nietypową prośbę. Prośbę, która zapewne w innych wzbudziłaby niezdrową ciekawość, chęć dowiedzenia się, komu przypadło to nieszczęście zostać zdradzoną przez własny, płodny organizm. Manon wystarczyło jednak to, że była to prośba dla koleżanki. Czy takowa istniała, czy nie, nie miało to żadnego znaczenia. Poza potrzebą pomocy siostrze w potrzebie, Baudelaire nie mogła przejść obojętnie względem pretekstu do poświęcenia się warzeniu bardziej wymagającej trucizny.
Z sypialni przeszła do pokoju dziennego, z którego nie sprzątnęła jeszcze kociołka oraz ingrediencji. Zapaliwszy ogień pod kociołkiem sięgnęła pamięcią do receptury, którą po raz pierwszy zasłyszała na Nokturnie, na początku swojej trucicielskiej działalności. Ziarna miesięcznika trzymała zawsze na końcu szafki, aby po nie sięgnąć, musiała wyjąć także liście pokrzywy oraz pędy diabelskiego sidła. Kobieta odmierzyła sześć ziaren miesięcznika, które następnie wrzuciła do kociołka. Pół słoika suszonych liści pokrzywy trafiło do naczynia niedługo później. Po tym zajęła się szatkowaniem dwóch długich pędów diabelskiego sidła, które trafiły do kociołka jako ostatnie. Zamieszała wywarem osiem i ćwierć raza w prawo, po czym odeszła od kociołka, aby uchylić okno dla lepszej wentylacji. Po upływie kwadransa zaczęła mieszać eliksir ponownie, tym razem cztery pełne obroty w prawo. Dopiero po tym zgasiła ogień pod kociołkiem.
1x k100 (Trucizna z miesięcznika):
40
by the pricking of my thumbs, something wicked this way comes
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
I tried to scream, but lilies clouded my mind
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
15-12-2025, 18:50
Nie miała wielkiego doświadczenia w warzeniu tej trucizny, ale patrząc po ilości wydzielanych przez nią oparów, a także koloru wywaru, miała wrażenie, że coś musiało pójść nie tak. Gdyby miała podać ten eliksir komukolwiek, chociażby pierwszemu lepszemu szczurowi z Nokturnu, nie zawahałaby się nawet przez moment. Jednakże gdy w grę wchodziła Antonia, jedna z Śmierciożerców, nie mogła tak zaryzykować. Nawet nie tyle przez własną sympatię, przez pewien przedziwny układ, który między sobą stworzyły — ale dlatego, że wystąpienie przeciwko swoim było wystąpieniem przeciwko Lordowi Voldemortowi. Na to nie mogła się zgodzić, nie mogła sobie pozwolić. Kto by pomyślał, że Manon Baudelaire kiedyś odnajdzie tak oczywiste granice swojego postępowania.
Zlała powstały, wadliwy eliksir do fiolki, którą odłożyła do szuflady innej, niż ta, która przechowywała fiolki z udanymi eliksirami. Przeczyściła kociołek z resztek, aby mieć pewność, że pozostałości nie wpłyną na kolejne warzenie. Na całe szczęście nie chowała wyciągniętych już ingrediencji, dzięki czemu miała do nich dostęp od razu. Ponownie więc — na pierwszy ogień poszły ziarna miesięcznika, których księżycowy kształt przykryty został przez drugą połowę słoika suszonych liści pokrzywy. Jako ostatnie do kociołka trafiły po raz kolejny poszatkowane, dwa długie pędy diabelskiego sidła. W myślach odliczyła osiem i ćwierć raza obrotów zawartością kociołka w prawo. W oczekiwaniu na upłynięcie kwadransu, skupiła się na obserwowaniu wywaru. Musiała opanować tę recepturę do perfekcji, kto wie, gdy będzie potrzebować jej dla siebie. Nie dlatego, że nie widziała się w roli matki. Dlatego, że musiała być odpowiedzialna, nawet w sytuacji, gdy to miłość grała pierwsze skrzypce. Nie mogła rozrzedzić swojej krwi, powić na świat dziecko, które będzie w jakiś sposób splamione.
Może nie będzie musiała.
Po upływie kwadransa cztery razy zamieszała wywarem w lewo, a następnie zgasiła ogień pod kociołkiem.

| jak się uda to z/t, a jak nie to jeszcze tu siedzę...
1x k100 (Trucizna z miesięcznika):
76
by the pricking of my thumbs, something wicked this way comes
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
30-01-2026, 00:03
10.05.1962 r.

Majowy wieczor powoli się zaczynał, cieple powietrze przyjemnie owiewało ulice przynosząc zapowiedz lata. Chociaż noce potrafiły być jeszcze zimne i przynosić ze sobą podmuchy mrozu, to wiosna już rozgościła się w Londynie na dobre. Miejskie odgłosy powoli zwiastowały nadejście końca dnia, godzina szczytu się kończyła, piętrowe autobusy powoli toczyły się rozwożąc ludzi do ich domów, a chodniki powoli pustoszały. Wyglądało na to, że nic tego dnia nadzwyczajnego się nie stanie, kiedy to już u progu stała noc i pukała nienachalnie w futryny sypiani Manon.
Czarownica szykowała się do nocnego odpoczynku, kończąc przebieranie nad łóżkiem zafalował różowy materiał i osiadł na jej ramionach spływając na podłogę. W tej chwili we wnętrzu sypialni rozległ się huk tak potężny, jakby ktoś właśnie odpalił w jej wnętrzu pistolet. Jeszcze westchnienie temu Manon była całkowicie sama w swoim mieszkaniu, aż tu nagle trzask teleportacji sprawdził do wnętrza uciekiniera. Po przenikliwym dźwięku nastąpił zaraz kolejny, który został wywołany przez upadające na drewniana podłogę ciało. By po tej naglej kakofonii zapadła kompletna cisza.
Teleportacja była ostatnią deską ratunku, Axel ryzykował wiele i tak na prawdę nie mial wyboru. Nie chciał sprawdzać, jak obcy mężczyzna obchodził się z włamywaczami, a nie liczył w tej sytuacji na wielka pomoc Lorcana. Wolał zaryzykować ból i rozszczepienie, niż dać się złapać. Po wielu czarownikach nie spodziewał się praworządności, wiec tutaj rownież nie liczył na to, że grzecznie odstawiono by go w ręce magipolicji. Na pewno skończyłoby się to gorzej, włączając w to liczne połamania.
Potem sprobuje spotkać się z Lorcanem i jakoś mu to wyjaśnić, nie spodziewał się, że akurat trafi na niego i na kobietę bliską jego sercu. Nie planowal tego i jego obserwacje utwierdziły go, że powinien w spokoju zrobić swoje i zniknąć w mrokach nocy. Ale niestety to się nie udało i wszystko się okrutnie pogmatwało.
Na myśl przyszła mu Manon, która spotkawszy go na Nokturnie przejęła się jego losem i okazała mu wsparcie. Pozwoliła przychodzić, kiedy tylko mial na to ochotę i jeśli miałby kłopoty, mógł jej zaufać. I tak też postąpił, uciekając w znane i bezpieczne miejsce, jakim było mieszanie panny Baudelaire.
Zawroty głowy po dyndaniu pod sufitem w polaczeniu z teleportacja i jej skutkami sprawiły, że Axel nie dotrwał świadomy, by upewnić się, że dobrze trafił. Pojawił się pomiędzy łóżkiem a ścianą sypialni Mamon i jak leciał przed teleportacja tak upadł po jej zakończeniu na podłodze z hukiem bez świadomości. Szczupłe ciało tancerza uderzyło bokiem o deski, obijając bark i biodro oraz głowę. Z rąk wypadła mu torba, która ściskał w trakcie teleportacji. W jednej dłoni ściskał swoją różdżkę, której nawet teraz nie wypuścił z zaciśniętych palców.
Na policzku tancerza odbity był ślad po karminowej szmince, a Axel wyglądał, jakby spał i śnił mu się nie przyjemny sen. Jego oddech był urwany, przyspieszony, czoło zroszone potem a serce waliło pod klatka żeber jak oszalałe. Utrata przytomności po chwili sprawiła, że ciało tancerza się unormowało, łapiąc coraz spokojniejszy oddech. Nie ruszał się, porażony w niebycie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
I tried to scream, but lilies clouded my mind
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
02-03-2026, 10:54
Przez otwarte okno sypialni w mieszkaniu przy Vauxhall Road 119 wlewało się ciepłe powietrze majowego wieczora. W koronach okolicznych drzew ptaki śpiewały swoje wieczorne pieśni i to właśnie ich dźwięki towarzyszyły Manon w jej wieczornej rutynie. Drzwi mieszkania zostały zamknięte na klucz oraz zabezpieczone stosownym zaklęciem. Ubrania, które miała na sobie przez cały dzień pracy w szpitalu, trafiły do plecionego kosza w łazience. Sama Manon przebrała się już w kontrastujący z jasną skórą, czarny zestaw bielizny do spania, na który narzuciła krótki szlafrok z półprzezroczystej satyny, związany dla wygody w pasie. Spięte zazwyczaj włosy spływały swobodnie w dół jej pleców, ich kruczoczarna barwa zlewała się swobodnie z czernią wygodnego stroju. Nie zamierzała przyjmować w mieszkaniu nikogo, wieczór miała poświęcić tylko i wyłącznie sobie.
Czasem zapominała, że nieszczególnie lubiła na siebie patrzeć. Teraz, stojąc przed lustrem, widziała każdą niedoskonałość swojego wyglądu. Widziała chorobliwą niemalże bladość swojej skóry, tak różną od dziewcząt, które mijała na ulicach. Policzki tamtych były pełne, różowe od emocji, ruchu, może od słońca, które widziały częściej od niej. Bywały chwile, w których łapała się na tym, że zazdrościła im. Radości. Niewinności. Urody. Pustego przecież móżdżku, który myślał tylko o szwarcu, mydle i powidłach. Pierścionka na palcu serdecznym lewej ręki. Jej własne spojrzenie zsunęło się od razu na jej dłonie. Szczupłe, długie palce lubiła dekorować srebrnymi pierścionkami. Nakładała je na wszystkie palce, tylko nie na ten jeden.
Widziała swoje ciało, teraz lepiej niż w ubraniu, szczupłe nogi, zarysowana talia, niewielkie krągłości sugerujące bardziej wątłość niż siłę. Właściwie zawsze taka była. Nie potrafiąc wpływać na sytuację siłą, używała swojego uroku osobistego. Musiała mieć go w nadmiarze — jak inaczej wytłumaczyłaby swoje powodzenie, łakome spojrzenia mężczyzn, które kolekcjonowała niemalże tak chętnie, jak dotyk innych, ciepłych dłoni, które rozgrzewało wieczny chłód jej ciała? Co sprawiało, że mężczyzn ciągnęło do niej, że zmieniali się w ćmy lecące na stracenie wprost w płomień? Czy zapomnienie, chwilowe ukojenie, które znajdowała w ramionach silniejszych od jej własnych, było właśnie zapomnieniem, czy kolejną formą kary, którą serwowała sobie w najsilniejszym uczuciu nienawiści, które towarzyszyło jej od urodzenia: nienawiści do samej siebie?
Mówili, że lubili jadowitą zieleń jej oczu. W tym jednym mogła się z nimi zgodzić. To intensywne spojrzenie zielonych tęczówek było jej największą siłą, ulubionym spośród — jak myślała — niewielu atutów. To oczy pierwsze zauważyły niespodziewane poruszenie się materiału baldachimu łóżka Manon; w pierwszym odruchu Manon sięgnęła prędko po różdżkę, która spoczywała na niedalekim blacie. W następnym ułamku sekundy odwróciła się wreszcie w kierunku łóżka.
Ale w międzyczasie rozległy się dwa huki, które chwilowo wstrzymały rytm jej serca. Kto mógłby posunąć się tak daleko, żeby zaatakować ją w jej własnym mieszkaniu? Czy wiedział, że trafił do kryjówki trucicielki, która na życzenie mogła oblać go którąś ze żrących substancji? Czy może myślał, że mieszkająca samotnie kobieta będzie kolejnym łatwym celem?
Niedoczekanie.
Włamywacz, jak jeszcze myślała, nie miał wiele szczęścia. Widziała ciało leżące bez ruchu na podłodze. Szczupłe, ale w odróżnieniu od jej własnego noszące ślady zaskakującej na pierwszy rzut oka siły fizycznej. Zdążyła już poznać tę garderobę, charakterystyczną torbę, którą nosił przy sobie Axel, jej Axel. Uścisk na różdżce czarownicy, do tej pory powodujący pobielenie knykci, rozluźnił się wreszcie, a sama Manon przechyliła nieco głowę w lewo. Byli w tym samym wieku, a jednak w chwili, gdy pierwszy raz zaoferowała mu pomoc, w Białej Wywernie, pomyślała o nim jak o znalezionym przypadkiem kocięciu, którym należało się zaopiekować. Może to przez jej wyraźne braki emocjonalne, może przez to, że za konieczne uważała internalizowanie przeżywanych przez siebie uczuć — nie potrafiła jeszcze nazwać go inaczej.
— Zupełnie jak znajda — mruknęła ciepłym tonem, bardziej do siebie niż do niego. Ukucnęła ostrożnie zaraz obok, obserwując tego upadłego anioła, zastygłego w pozornie spokojnej pozie. Ślad po szmince na policzku, czyżby uciekał przed kochanką? Kącik ust Manon uniósł się nieco, jednak wystarczyło, że przyłożyła zimną dłoń do jego policzka, następnie do szyi, w poszukiwaniu pulsu. Serce biło mu jak oszalałe, widziała kropelki potu, które krystalizowały się na jego czole. Jej własne serce ścisnęło się boleśnie; martwiła się o niego. Cholera. — Rennervate — wypowiedziała inkantację zaklęcia ocucającego, gdy przytknęła różdżkę ostrożnie do klatki piersiowej Axela. Na jej twarzy jaskrawymi kolorami odmalowywało się szczere przejęcie. Druga, wolna dłoń, ułożyła się swobodnie na policzku tancerza, gładząc jego skórę kciukiem. — Nie ruszaj się jeszcze. Poobijałeś się.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
02-03-2026, 22:25
Majowa noc zapowiadała się cudownie, przejrzyste niebo, ciepły wiatr niosący trel ptaków i blogi spokój. W sam raz aby spędzić ten czas na odpoczynku i cieszyć się wiosenna aurą. Przynajmniej taki plan miała Manon, chcąc spędzić ten czas w pojedynkę, przebrana do snu w zamkniętym mieszkaniu, otoczona poczuciem bezpieczeństwa i intymności.
Jednak tak to bywa, że plany lubią się psuć, a tym bardziej jeśli w ich zakłócenie przyczyni się ktoś, za kim lubią chodzić kłopoty. A Axel był wybitnym, beznadziejnym przypadkiem kogoś, kto sprowadzał na siebie kłopoty wręcz przesadnie. W jego planach na ten wieczor miał wyglądać inaczej, miał wrócić na Nokturn z fantami w torbie, niezauważony. Potem miał iść do jednej z melin, gdzie znalazłby kupca na owe zdobycze. Nie mial zamiaru ich oddać za wyznaczona cenę, a ustalić kto takie zlecenie wypuścił na wody magicznego półświatka.
Oczywiście wszystko poszło nie tak. Mieszkanie wcale nie było puste, to po pierwsze, a po drugie jego mieszkanka wróciła przedwcześnie i na dodatek pojawił się Lorcan i ten drugi gość, który w tym całym bingo był tak niespodziewany, że faktycznie bardziej pomógł Axelowi uciec. W chwili, kiedy Devereaux wisiał pod sufitem nie zastanawiał się, jak bardzo cala ta sytuacja pogmatwała jego relacje z Lorcanem i będzie musiał odkręcać to wszystko. Chociaż znał Lestrange na tyle, by mieć pewność, że podróżnik wysłucha jego argumentów i dojdą do porozumienia. Ale mimo wszystko kosztem nerwów i kilku siniaków, tego był pewny.
Nie myślał zbyt dużo, kiedy dostrzegł okazje do ucieczki. Ważne było, aby wymknąć się z zamieszania czym prędzej i ratować skórę. Udało mu się przy okazji zabrać torbę z fantami, co można było zaliczyć za ogromny sukces. Chociaż w tej chwili nie był tego świadomy, ponieważ nawet nie był pewny tego, czy teleportacja przeniosła go w odpowiednie miejsce.
Narobił rabanu i to porządnego, sąsiedzi na pewno usłyszeli podwójny huk i być może ktoś za chwilę zapuka do drzwi, chyba że akurat wszyscy z okolicznych mieszkań uznali, że warto spędzić ten wieczór poza domem. Manon była na miejscu i to całkiem blisko, kiedy przestrzeń wypluła nieprzytomnego Francuza wprost na podłogę obok jej łóżka.
Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na rannego, poza tym że leżał bez przytomności. Karminowy ślad na policzku mógł sugerować wiele, jednak kto był obyty z Nokturnem, ten wiedział, że równie dobrze mogło być to życzenie śmierci. Krótkie badanie jego stanu dawało sprzeczne sygnały, mogło faktycznie martwić, ponieważ Manon wiedziała, że dla zabawy Devereaux na pewno w innym stanie by tutaj zawitał. Chętnie odwiedził ją po tym, jak go zaprosiła, Axel nie potrafił ukryć radości powodowanej ich ponownym spotkaniem. Manon okazała mu zrozumienie, otoczyła przyjacielskim ramieniem i zaproponowała wsparcie, kiedy wszyscy inni się go wyrzekli. Byli w tym samym wieku, a jednak w jej obecności Axel czul się jakby to ona była starsza, bardziej dojrzała i opiekuńcza, a on mógł po prostu w jej ramionach odnaleźć spokój i zrozumienie. Dlatego to właśnie do niej uciekł przed nimi wszystkimi.
Dotyk różdżki na piersi sprawił, że magia wniknęła w ciało tancerza cucąc go z odmętów ciemności. Zmarszczył brwi, ponieważ pierwszy dotarł do niego ból z obitych części ciała. A potem rozchylił powieki dostrzegając nad sobą rozmazany obraz Manon z rozpuszczonymi włosami, w skąpym szlafroczku. Jej słowa odbiły się echem pod czaszka tancerza.
- Es-tu un ange? - Wymamrotał nie potrafiąc ocenić swojego stanu. Kręciło mu się w głowie, bolało go ciało, wciąż czul swąd pogrzebacza wokół siebie i nie rozpoznawał miejsca, w którym się znajdował. - Rozszczepiłem się... Umarłem? - Jego serce waliło jak oszalałe, a oddech na powrót stal się urywany. Za dużo się stało, zbyt wiele bodźców, strachu i zaskakujących rzeczy. Ruch powodował igły bólu, wiec postanowił posłuchać kruczoczarnej piękności, która pochylała się nad nim. W pierwszej chwili nie rozpoznawał Manon, będąc zwyczajnie pod wpływem szoku.
Był skłonny uwierzyć w to, że jego ucieczka zakończyła się w najgorszy możliwy sposób, co z tego że umknął z pułapki, skoro magia rozerwała jego ciało. Nie był w stanie stwierdzić, czy ten ból nie płynie z rozerwanej tkanki, czy z powodu obicia po gwałtownym spotkaniu z podłoga.
Czul dotyk na policzku, stawał się coraz bardziej rzeczywisty i realny. Majacząca nad nim postać mówiła do niego, poobijał się, to był zdecydowanie lepszy scenariusz niż wykrwawianie się po rozszczepieniu. Wtulił policzek w jej dłoń przymykając oczy, trudno było mu opanować oddech i rozbiegane myśli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
I tried to scream, but lilies clouded my mind
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
10-03-2026, 18:45
Obserwowała — jeszcze spokojnie — jak Axel marszczy brwi, jak po raz pierwszy dawał jej znać, że odzyskuje przytomność. W dalszym ciągu czule gładziła go po policzku, starając się zapanować nad własnym zdenerwowaniem. Musiała uzbroić się w cierpliwość. Pośpiech w rozbudzaniu pacjenta mógł sprawić, że poczuje się jeszcze gorzej, niż wskazywałby na to jego stan. Nie mogła jednak powstrzymać się przed złapaniem dolnej wargi w zęby i krótkiego jej podskubania. Sekundy rozciągnęły się w jednej chwili w minuty, wszystkie wypełnione po brzegi w nerwowe uderzenia jej serca. Czuła, że jeszcze chwila, a całe ciepło ucieknie z jej dłoni pod wpływem narastającego stresu. Było już blisko, gdy nagle...
Axel wymamrotał swoje pytanie, dając pierwszą świadomą oznakę życia. Pytanie było naiwne i słodkie zarazem  — przez to również tak mocno uderzyło w alchemiczkę, która nie potrafiła ukryć nacechowanego jeszcze nerwowością, acz szczerego rozbawienia. Krótkie parsknięcie ze śmiechu przerodziło się prędko w chichot wymieszany z westchnieniem ulgi. Pokręciła przecząco głową, czarne kosmyki włosów poruszyły się w powietrzu.
— Jeżeli według ciebie tak właśnie mają wyglądać anioły, powinnam zacząć się martwić, co uważasz za a n i e l s k i e — odpowiedziała mu nienaganną francuszczyzną, nie mogąc powstrzymać się jednak przed dalszym uśmiechem. Spojrzenie zielonych tęczówek, zazwyczaj ostre, oceniające i chłodne, spoglądało na Axela łagodnie, z kryjącym się wcale nie tak głęboko wzruszeniem i ulgą. Los wystarczająco mocno dawał mu w kość, ale to jeszcze nie był koniec. Ponownie pokręciła głową dla zaprzeczenia, gdy pytał się o swoją śmierć. Nachyliła się nad nim nieco głębiej. Zmieniła ułożenie różdżki w dłoni — opierając ją teraz w przestrzeni między kciukiem a palcem wskazującym, aby w następnej kolejności tą samą dłonią odgarnąć włosy mężczyzny, przyklejające się nieznośnie do zroszonego potem czoła. — Jeszcze nie nadszedł twój czas, Axelu Deveraux — dodała szeptem, bowiem dzięki nachyleniu się bliżej niego, tylko kilkanaście centymetrów dzieliło od siebie ich twarze. — Aby umrzeć, trzeba postarać się jeszcze bardziej. Nawet nie próbuj tego poprawiać —chciała zabrzmieć groźnie, stąd dobór słów, lecz w ostateczności zdradził ją jej własny stan; głoski zabrzmiały więc nie oschle, nie cierpko, ani nawet nie ostro. Przypominały za to ostrzeżenie rzucone w rozbawieniu, nie mogła być na niego zła, nawet jeżeli powinna. Ostatecznie przecież, jakiekolwiek kłopoty skutkowały jego obecnym stanem, znalazł do niej drogę. Gdyby okazało się, że miał rację — i teraz wykrwawiał się z rozszczepienia gdzieś w nokturnowym rzygowniku — rozwścieczona znalazłaby każdy sposób, żeby przywrócić go do życia tylko po to, aby uważnie posłuchał, co miała do powiedzenia na temat podobnych wybryków. Teraz jednak pozwoliła mu przeżyć kilka chwil w ciszy. Ciszy, w której towarzyszyło mu skąpe ciepło jej ciała, ciepło, które przyjmował naprawdę ufnie i chętnie. Nigdy nie spodziewała się, że ktoś może ufać jej do tego stopnia. Nawet jeżeli ta ufność spowodowana była urazem, stresem, emocjami, wizją śmierci.
W jej umyśle nie istniała taka możliwość, że ktoś mógłby po prostu chcieć wtulić się w jej dłoń, że można było jej zaufać, nie gryźć, nie szarpać.
Myśl ta znalazła ją zupełnie nieprzygotowaną, a przez to również skonfundowaną. Skąd w niej nagle taka sentymentalność? Nigdy nie miała na nią czasu ani miejsca.
Może teraz też wystarczyło tylko zabrać się za coś innego, przekierować myśli na znane tory.
— Przeniosę cię na łóżko, nie otwieraj oczu — poinstruowała go, zakładając, że gdyby mężczyzna chciał na siłę być świadkiem swych przenosin wszystkimi zmysłami, mógłby to przeżyć ciężej, niż ograniczając je do koniecznego minimum. Zsunęła rękę z czoła Axela, drewno różdżki Manon delikatnie i bezboleśnie zahaczyło o czubek jego nosa, nim zostało skierowane, na powrót, na jego klatkę piersiową. — Mobilicorpus — zaklęcie uniosło ciało Axela nieco ponad podłogę, a Manon włożyła w nie więcej siły, aby nie tylko podnieść go — dalej w pozycji leżącej — na wysokość materaca łóżka, ale także, aby przesunąć go na samo łóżko. Wreszcie ciało tancerza spotkało się z miękkością pościeli pachnącej tak intensywnie zapachem, który przywierał do skóry Manon: wiśnią, kwiatem pomarańczy, wanilią i kawą. Mógł również poczuć, że ktoś jeszcze wywierał nacisk na materac, początkowo od strony jego nóg, następnie wspinając się w górę łóżka, aż główny jego ośrodek zatrzymał się przy jego lewym łokciu.
Rozpuszczone włosy siedzącej na boku Manon mogły połaskotać Axela po ręce.
— Narobiłeś takiego hałasu, że myślałam, że to włamywacz. Przed czym uciekałeś?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
11-03-2026, 22:59
Dryfował w odmętach zamroczenia przez jakiś czas dochodząc do siebie. Zaklęcie wybudziło go przerywając stan nieprzytomności, ale to nie pomogło wcale tak szybko połapać mu się, gdzie faktycznie trafił i kto się nad nim pochyla. Jednak ciepły dotyk miękkiej dłoni, przyjemny i czuły uspokajał go, dzięki czemu opanowywał targający nim strach skutecznie. Wtulony w palce Manon dał sobie czas. Wróg by tego nie robił, na pewno.
Rozbawiony śmiech Manon w reakcji na jego pytanie przełamał niepokój oczekiwania, oceniania czy Axel był cały i czy mu się nic nie stało. Napięcie zelżało, pozwalając Manon poczuć rzeczywista ulgę, która otoczyła ją niczym ciepły koc.
Devereaux zamrugał kilka razy, a jego wzrok się wyostrzał. Znal ten glos, znal ten śmiech, powoli do niego docierało, ze faktycznie trafił w odpowiednie miejsce i był bezpieczny. Ulga pojawiła się również i na jego twarzy, westchnął głęboko i skrzywił się, czując ból obitych żeber. Syknął przez zęby, nigdy nie był wytrzymały na ból, chociaż na treningach wykazywał się nie lada wytrzymałością i determinacja w takich wypadkach pomagała mu zapanować nad swoja niechęcią do odczuwania tego bodźca.
- Jesteś moim aniołem, Manon. - Wymamrotał uśmiechając się przez zaciśnięte usta. - To bardzo przyjemne otwierać oczy i widzieć nad sobą piękna twarz. - Słowa Axela o dziwo nie niosły ze soba ani odrobiny flirtu, a jego komplement był szczery, co było słychać w jego glosie. Mówił po francusku, tak było łatwiej mu w jego stanie, nie musiał się wysilać konstruowaniem angielskich zdań. A słysząc melodyjny głos Manon w formie francuskich zdań Axel kotwiczył umysł w rzeczywistości coraz lepiej.
Zbliżyła się do niego pochylając głębiej, czuł jej ciepło i opiekuńcze gesty sprawiały, że mial ochotę wtulić się w nią i po prostu tak trwać przez jakiś czas. Odgarnęła włosy z jego czoła czułym gestem i wyszeptała słowa pocieszenia. Żył i był względnie cały, co było niesamowitym szczęściem, co zwykle nie spotykało Axela tak często.
- Wybitnie mi to nie wychodziło, nieważne jakbym się starał. - Odparł z lekka chrypką w glosie, a jej groźba sprawiła, że tancerz pokiwał potulnie głową. - Już nie próbuję, naprawdę... - Mruknął odrobine podnosząc głowę, by zetknąć swój policzek z jej policzkiem. Tak bardzo teraz pragnął jej bliskości, jej ciepła, że lgnął do niej z pełna ufnością. Czul się rozbity, zaszczuty przez przeżycia ostatnich chwil przed teleportacją. Był świadom konsekwencji, jakie będą się ciągnęły za nim w wyniku tego. co się tam wydarzyło. Ale teraz był bezpieczny, w ciepłych objęciach Manon, w zaciszu jej mieszkania, które było jak twierdza. Był jej wdzięczny za zaproszenie jak i za pomoc. Nie był świadom w tej chwile, jak bardzo jego zachowanie i zaufanie, jakim obdarzał Manon wpływały na nią powodując istną rewolucję w jej emocjach i myślach. Chociaż wciąż jedno pozostawało stała wszechświata, Axel Devereaux zawsze powodował wokół siebie chaos.
Po chwili ciszy, kiedy to Axel stabilizował myśli, emocje i ciało Manon postanowiła przenieść go na łóżko. Skinął głową na jej słowa, zamykając oczy i próbując się rozluźnić na tyle, by nie musiała z nim przesadnie siłować.
- Gotowy, tak myślę.... - Dal jej znać, by działała. On nie był w stanie określić, na ile znalazłby siły na podniesienie się samemu, co na pewno okupiłby kolejnymi falami bólu i dyskomfortu. Jego ciało nie było ciężkie, a wręcz przeciwnie, jak na jego wzrost było na granicy niedowagi i nie powinno Stanowic wybitnego wyzwania. Manon poradziła sobie z nim wyjątkowo sprawnie i po chwili Axel zatopił się w miękkiej pościeli, która pachniała tak ładnie. Czując wokół siebie przede wszystkim pomarańcze i kawę, stres opuszczał go już definitywnie, wprawiając w pewien stan upojenia. Uwielbiał te nuty zapachowe, zawsze zawracały mu w głowie i powodowały dobry nastrój.
Manon również wspięła się na łóżko siadając obok niego. Jej długie włosy łaskotały rękę Axela, który uniósł dłoń i delikatnie ujął kosmyki jej włosów w palce. Muskając je palcami powoli odczuwał, jak spokój i przyjemność wypelniaja jego umysł, który tak bardzo potrzebował teraz takich bodźców, by się uspokoić.
- Przepraszam, Manon. - Zmarszczył ciemne brwi. - Musiałaś się przestraszyć nie na żarty. - Zacisnął usta w cienka kreskę obserwując jej twarz . Zapytany o ucieczkę westchnął cicho przypominając sobie wszystko po kolei, co wydarzyło się tego wieczora.
- Uciekałem przed... modliszką, która probowała ukręcić mi głowę, a nawet nie doszło do niczego. Uciekłem tez przed szaleńcem, który machał mi przed twarzą rozżarzonym pogrzebaczem przed twarzą.... wyobraź sobie, powiesił mnie pod sufitem i machał tym kawałkiem żelastwa jak szaleniec... I przed wielkim gościem, który w sumie nie wiem kim był i po prostu wszedł do pokoju. - Zaczął opowiadać ubierając wydarzenia w słowa, które nakreślały oprawców Axela w sposób dość humorystyczny. - Ledwo udało mi się uciec, dosłownie gdyby ten duży nie zrobil zamieszania.... byłoby po mnie. - Przymknął oczy wzdychając dramatycznie, krzywiąc się od bólu żeber praktycznie natychmiast.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-03-2026, 03:21 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.