• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Osobiste > Działy osobiste > Anastasiya Trubetskoy > Anastasiya Trubetskoy
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Anastasiya Trubetskoy
Czarodzieje
si tu n'existais pas déjà
je t'inventerais
Wiek
29
Zawód
utrzymanka i matka
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
5
10
Brak karty postaci
03-10-2025, 21:44
Anastasiya Trubetskoy
Stan i punkty zdrowia

maj-czerwiec 1962 | stan zdrowia: pełnia zdrowia, ciąża
Maksymalne HP: 270
Kara do rzutów
Zakres HP
Procent
Brak
270 - 204
> 75%
−10
203 - 136
75% - 51%
−30
135 - 69
50% - 26%
−60
69 - 0
25% - 0
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Anastasiya Trubetskoy
Czarodzieje
si tu n'existais pas déjà
je t'inventerais
Wiek
29
Zawód
utrzymanka i matka
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
5
10
Brak karty postaci
04-03-2026, 11:50
Retrospekcje i sny
Brak wątków.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Anastasiya Trubetskoy
Czarodzieje
si tu n'existais pas déjà
je t'inventerais
Wiek
29
Zawód
utrzymanka i matka
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
5
10
Brak karty postaci
04-03-2026, 11:54
marzec-kwiecień 1962
Augustus | Cheshire, Skała | 1.03
A gdy ostatni jęk wymieszał się z trzaskiem drewna w palenisku, on na moment stał się jakby chętny, jakby osiągalny; i wtedy też czułość spętała go z mieszaniną pierwotnej dzikości, i wtedy też szantaż ― stanowczy, brzydko uparty, zarazem zbudowany na fałszu wilego uroku ― wydusił z jego krtani kilka bladych obietnic.
Tęskniłem, przyznał jej rację.
Dobrze, najsłodsza, niczego innego nie pragnę, przytaknął jej propozycji.
Spróbujemy jeszcze raz, obiecał tak po prostu.
Więc jej uśmiech rozciągnął się mimowolnie, więc bezwolnie spuściła z twarzy pozorowaną maskę chłodu i obojętności, w duchu rozkoszując się brzmieniem jego głosu, a może prędzej tychże konkretnych sylab, w toku których ― tak nienormalnie ― stawał się jej, jej, i tylko jej.
Przedmiotem jej obsesji, podmiotem jej marzeń i materią ich stopniowej realizacji. Choćbyś zapierał się rękami i nogami, nawiedzać cię będę do końca twych dni, postanowiła sobie, przed pięcioma laty dowiadując się o nieplanowanej ciąży; choćbyś miał przeze mnie cierpieć, już zawsze należeć będziesz tylko do mnie, dodawała do brzmienia staroruskich czarów, które nieznaną jej bliżej magią połączyć ich miały z powrotem w jedności. Bo bez niego nie było jej, bo bez niej nie było jego ― a przynajmniej w to życzyła sobie wierzyć.
zakończone
| ✔
Vincent | Londyn, Delancey St 4/6 | 22.03
Czasami zastanawiała się, czy Charlie w ogóle pamiętał tego biologicznego; czasami zastanawiała się tylko, czy w zamieszaniu powstałym z okoliczności ― gdy średnio co drugi odwiedzający ją mężczyzna raczył go drobnymi prezentami ― nie przypisywał tej roli każdemu kolejnemu. Raz to Jacobowi, na którego kilkukrotnie, co najmniej, rzucała urok, byleby tylko wspomógł ją jakimś groszem; raz to Earnestowi, nonszalancko niezainteresowanemu tym, że oficjalnie majaczyła statusem byłej jego serdecznego kolegi a zarazem ojca trzylatka, wyraźnie ciekawego jednak miękkości jej ud i pośladków; wreszcie to Vincentowi, od jakiegoś czasu zaglądającego do niej rzadziej, zawsze zaś w przemiłym geście. Tego ostatniego lubiła całkiem szczerze, o tym ostatnim myślała całkiem przychylnie. Choćby i dlatego, że dbał o jej byt i samopoczucie, wreszcie ― poczucie wartości; choćby i dlatego, że na przekór tamtym zdolny był myśleć o czymś innym poza czubkiem własnego nosa. Był dżentelmenem i tradycjonalistą, zarazem posiadał to odświeżające, rozwojowe spojrzenie na przyszłość; momentami zaskakiwały ją nawet jego zgoła kontrowersyjne refleksje, z drugiej zaś strony odnajdywała w nich coś pokrzepiającego albo inspirującego. Lubiła go słuchać i lubiła na niego patrzeć, choć jak dotąd nie śmiała przekroczyć wygodnej, bezpiecznej bariery założeń przyjaźni; być może czyniła to ze strachu przed jego reakcją, być może zaś z tyłu głowy wciąż kłębiła się ta parszywa świadomość, że świat jako taki nie przyjmie jej w podobnej formie.
zakończone
| Gracz zgłasza: MG akceptuje:
Antonia i Varya | Salon mody "Vellum & Velvet" | 27.04
Cały ten misterny, kobiecy rytuał miewał swoje korzyści. Ją samą odwiecznie przepełniał pewnością siebie, pozwalając jeszcze to wyżej unosić podbródek, jeszcze to szerzej otwierać oczy, jeszcze to łapczywiej chwytać świat palcami; od lat niespełna trzech stał się zaś zarazem intymną sposobnością do wyrwania się z kajdan zwyczajności. Tej tak okropnie nie lubiła, w innych i w sobie, w codzienności i w monotonii; ta wdarła się mimowolnie do jej życia wraz z pierwszym, emocjonującym krzykiem Charliego, wzdłuż którego obowiązek wybrzmiewał priorytetową barwą. Obowiązek, nie przyjemność; odpowiedzialność, nie swoboda. W duchu tej brzydkiej rutyny ― ubranej w nieuczesane włosy, przybrudzony, kuchenny fartuch i sprany sweter ― łatwo było zgubić siebie; czynione w drodze wyjątku występowanie przed lustrem ― wraz z pytaniem jak mogłam uwierzyć im, że mam za mało i za wiele, by myśleć, że jestem okej? ― odświeżająco przypomniało więc, do czego ją stworzono. Do czego była zdolna, do czego potrafiła się posunąć. Przypominało, że choćby i jej niedoskonałości, w tym nawet ta paskudna blizna na brzuchu czy rozstępy na udach, czyniły ją wyjątkową. Przypominało, że każda nowa zmarszczka stawała się zapisem jej trudnej, zagmatwanej historii, której nie chciała się wstydzić, choć przez lata wytykano ją za nią palcami.
zakończone
| Gracz zgłasza: MG akceptuje:
Vincent i Augustus | Hogwart | 30.04
2, 3, 4, 5 Konsternacja mieszała się z pewnością, duma ― ze wstydem; pąs samolubnego zadowolenia wykwitł na twarzy wraz z zaczerpnięciem świeżego powietrza, którego stanowczo zażądała tuż po mimowolnym opuszczeniu Wielkiej Sali. Mimowolnym, bo wyjątkowo nią dziś przejęty i zainteresowany eks ― zwany zamiennie świnią, dupkiem, niedoszłym-obecnym narzeczonym, w końcu też miłością jej życia ― niepytany wyrwał ją z objęć Vincenta, pozwalając sobie na farsę, która bynajmniej jej dziś nie bawiła. Bo przyszła tu, do cholery, tego jednego dnia w roku, poczuć się na powrót silną i niezależną, chwilowo zapomniawszy o kryzysach, które raz to podniecały ją, by wkrótce doprowadzić do żałosnego szlochu; bo przyszła tu, do cholery, tego jednego dnia w roku, nie jako czyjaś matka, kochanka, służebnica czy sprawczyni cudzych marzeń, lecz przede wszystkim wolna kobieta. Niespętana zobowiązaniem, niespętana złudzeniem, niewinnie tylko odkrywająca życie na nowo ― tak jak zasugerowała jej Tonia, tak jak niemo przytakiwała Varya i kilka, co najmniej, szczerze dla niej życzliwych koleżanek. A on, jakże egoistycznie i samolubnie, musiał to wszystko zaprzepaścić ― wyłącznie z racji swojego kapryśnego widzimisię, wyłącznie z bliżej niezrozumiałego dla niej grymasu zazdrości, której nigdy przedtem względem niej nie okazywał.
zakończone
| ✔
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 20-03-2026, 04:34 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.