• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Tawerna "Pod Mewą i Księżycem" > Pod portretem krakena
Pod portretem krakena
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
24-09-2025, 19:46

Pod portretem krakena
Stolik ustawiony jest w bocznej części głównej sali, dokładnie pod dużym, ruchomym portretem przedstawiającym krakena. Obraz, oprawiony w ciężką drewnianą ramę, nieco pociemniał od dymu i świec, ale wciąż zwraca uwagę gości. Sam stolik jest niewielki, z dwoma krzesłami, a jego blat nosi ślady częstego użytkowania – rysy, zadrapania i ślady po kuflach. Niektórzy twierdzą, że to morskie stwór wysuwa z obrazu swe macki, by potłuc szkło i poharatać drewniany blat. Choć malowidło jest bezgłośne, przy dłuższym wpatrywaniu się w nie można usłyszeć trzask łamanych przez wodną bestię masztów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
19-01-2026, 18:40
Uniósł brew ku górze na jej słowa, po czym przyjrzał jej się dokładnie. Niby to krytycznie, ale mogła wyraźnie zobaczyć w jego oczach rozbawienie.
- Nieee, no to jest karygodne, aż jeden kilogram, ja nie wiem jak to zrzucisz. - pokręcił głową zaczesując dramatycznie włosy do tyłu, po czym zawiesił na niej rozbawione spojrzenie - No takie kocopoły gadasz, że aż się nie chce słuchać, naprawdę. Wyglądasz świetnie, nie masz się kompletnie czym przejmować. - odparł spokojnie samemu dopijając do końca już swoje piwo, ocierając usta wierzchem dłoni.
- Aaaa nie ma! - zaśmiał się widząc jak próbuje sięgnąć po jego paczkę papierosów - Już mi i tak zabrałaś większość. - zmarszczył niezadowolony nos.
Nie spał na pieniądzach, więc każdy papieros był dla niego jak złoto. Może jeszcze nie odpalał jednego od drugiego, ale jednak mimo wszystko paczka swoje kosztowała. Wiedział już, że jak tylko nadarzy się okazja, to odwdzięczy jej się pięknym za nadobne i też zawinie jej większość papierosów. I mogła sobie rzucać te oburzone spojrzenia, on jakoś tak na nią nie patrzył jak mu się chwaliła tym, że miała już swoje przygody z narkotykami. Jego papierosy przy tym to był pikuś, więc nie miała prawa na niego fukać, jako, że on się słowem nie odezwał na jej używki.
- No może lepiej nie gdybać tylko po prostu najlepiej omijać już to miejsce szerokim łukiem, co ty na to? - uniósł brew ku górze zaciągając się.
Nawet nie chciał myśleć co mogłoby się stać gdyby była sama i została zaatakowana przez druzgotki. Dobrze, że jednak była z kimś, już nawet nie ważne z kim, najważniejsze, że jej pomógł i nie stało się jej nic poważnego, oprócz zmoczenia ubrać i ewentualnego zmarznięcia. To był w stanie przeżyć, ale jakby stało jej się coś więcej to pewnie martwiłby się o nią dwa razy bardziej.
Lubił się z nią czasami podroczyć, a w tym momencie nadarzyła się po prostu idealna okazja. Zwłaszcza, że widział po jej minie, że naprawdę jej zależy na tych tańcach. Co prawda poza portowymi lokalami raczej nie miał okazji tańczyć, zwłaszcza tańców przeznaczonych na duże sale balowe, to jednak też nie mógł sobie odpuścić. Może pamięć stanie po jego stronie tym razem, a ciało postanowi przypomnieć sobie te kilkanaście lekcji tańca, które brał jeszcze za czasów nastoletnich i będzie w stanie poprowadzić ją w tańcu w odpowiedni sposób.
- Ależ ja doskonale wiem o co proszę. Bez zaproszenia i kwiatów nie masz na co liczyć panno Thorne. - puścił jej oczko znów śmiejąc się cicho.
Ciekaw był co wymyśli, bo chciał oczywiście klamka zapadła i było oczywiste, że będzie jej partnerem na parkiecie, to jednak znał Riven na tyle dobrze, aby wiedzieć, że nie odpuści sobie jakieś zabawnej głupotki w tym względzie. Będzie na to z całą pewnością czekał.
- No staram się jak mogę. Też czasami ciężko nam z Jasperem zsynchronizować nasze kalendarze, ale jak nie jesteśmy w stanie się spotkać to zawsze podsyła mi materiały żebym mógł coś powtórzyć albo dowiedzieć się nowego. - uśmiechnął się kiwając lekko głową.
Nauka uzdrawiania nie była prosta, ale Croft wiedział na co się porywa. Zdawał sobie sprawę, że będzie musiał poświęcić dużo czasu na naukę. Co, którzy pracowali w Mungu mieli za sobą długie lata nauki, skończone studia i odbyte praktyki zanim dorobili się imienia. On co prawda nie aspirował na żadne stanowisko w Mungu, ale jednak chciał posiąść umiejętności, które pozwolą mu zająć się poważniejszymi ranami niż skaleczony palec czy też ewentualnymi chorobami innego rodzaju niż katar.
Widząc lekką panikę na jej twarzy, mimowolnie uniósł wzrok w kierunku baru i sam automatycznie się spiął. Pani Boyle nie była typem, z którym chciało się zadzierać, zwłaszcza kiedy chciało się mieć wstęp do tawerny.
- Nie chcemy denerwować ciotki. - pokiwał głową wracając spojrzeniem do Riven kiedy zbierała naczynia ze stołu - Wpadnę, obiecuje. - uśmiechnął się do niej łagodnie, a kiedy już biegła w kierunku baru, złapał na moment kontakt wzrokowy z jej ciotką i uśmiechnął się do niej niewinnie, lekko się garbiąc jednocześnie, nie chcąc by spojrzenie kobiety, niczym wzrok Meduzy, zmienił go w kamień.

ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Eliksir Wielosokowy
Eliksir Wielosokowy
Wiek
999
Zawód
Każdy
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-02-2026, 11:48
| 10 maja 1962

Torin zbliżał się do siedemdziesiątki, o ile już jej nie przekroczył, bo swój wiek już dawno przestał liczyć. Był mężczyzną, który od zawsze pływał na “Czarnej Flądrze” i chociaż już przeszedł na emeryturę wciąż był szanowanym członkiem załogi. Nigdy nie miał kapitańskich zapędów, bycie pierwszym oficerem spokojnie mu wystarczyło. A wiedzę miał taką, że nie jeden i nie dwóch mogłoby z niej skorzystać. Siwe włosy miał krótko ścięte, długą brodę zawiązaną w warkocz i pożółkłą od papierosowego dymu. Od piwa i tłustych przekąsek kondycji już nie miał takiej co kiedyś. Nadal jednak w porcie był kimś i z tym kimś zawsze się liczono.
Tawerna “Pod Mewą i Księżycem” była jego stałym punktem. Po powrotach z rejsów, po kłótniach z żoną lub by opić narodziny wymarzonego syna. I tak na co dzień, aby gdzieś spędzić czas, posłuchać plotek i po prostu nie zdziadzieć. Tak więc i dzisiaj siedział w tawernie przy jednym ze stolików przy ścianie i czekał. Dzisiaj miał cel, rozmowę na horyzoncie, która nie mogła czekać. Bo Torin miał coraz mniej czasu.
Siedział i czekał na kapitana Fernsby, kapitana “Złotej Łani”, po którego posłał jakiegoś młodego majtka. Nie spodziewał się, że Kenneth odmówi spotkania więc nie martwił się tym, że może marnuje czas. Znali się przecież od lat. W pewnym momencie drzwi do tawerny się otworzyły, a czarnowłosy kapitan stanął w progu. Torin jedynie machnął na niego ręką i odsunął dla niego krzesło.
- Jedno piwo na mój koszt - rzucił w stronę baru. Riven tu dzisiaj nie było, obsługiwał ktoś inny.
I bardzo dobrze. Torin nie chciał, aby dziewczyna była przy ich rozmowie. Poza tym, na tyle na ile ją znał, a znał ją bardzo dobrze, wiedział że nie odpuści sobie i będzie próbowała podsłuchiwać. Taka już była. Stary mężczyzna utkwił swoje spojrzenie w Fernsbym, gdy ten przysiadał się do stolika. Nie odezwał się słowem, dopóki nie stanęło zamówione przed chwilą piwo, dopiero po tym jak odpalił fajkę i byli już sami mocno westchnął.
- Jestem już stary i trochę o życiu wiem więcej niż ty - zaczął enigmatycznie zaciągając się dymem. - Mam żonę, czwórkę dzieci, w tym trzy córki, a Riven… Riven jest dla mnie niczym piąte dziecko.
Jego głos nie był szorstki, nie zawołał tu Kennetha by prawić mu morały. Bo kimże był, by ustawiać się w tej pozycji? Czuć było jednak tę miękkość, gdy wspominał o barmance. Mimowolnie jego spojrzenie powędrowało w stronę baru, chociaż wiedział, że jej tam nie dostrzeże. Ale tam zawsze była, od wielu lat nieodłączny element tego miejsca. Mała gwiazdka, rozświetlająca tawernę. Przynajmniej dla Torina.
- Znam ją odkąd stara Boyle pozwoliła jej wejść na salę. Biegała pomiędzy gośćmi ze ścierą czyszcząc stoliki i zamiast odpoczywać w wakacje, to harowała do nocy. Siedziała na tych kolanach - poklepał się po prawym udzie - gdy opowiadałem jej historie zza morza, gdy uczyłem jak czytać mapy. Na tych samych kolanach opowiadała mi swoje szkolne historie, o przyjaciołach których zdobyła i tych, których straciła również.
Sięgnął po swój kufel, aby upić łyk piwa. Pamiętał tę małą dziewczynkę z warkoczykiem przemykającą pomiędzy klientami, już wtedy bardzo dobrze potrafiła poruszać się po tawernie. Im stawała się starsza tym więcej obowiązków na jej barkach spoczywało i naturalnym było, że gdy tylko skończy szkołę to tu będzie dalej toczyć się jej życie. I tak było, a życie to wcale nie było usłane różami.
- Powiem ci w prost, owijać w bawełnę nie będę. Jako, że mam trzy córki, to na dziewczynkach trochę się znam. Latała za tobą jak suka w rui, a ty nic - uniósł lekko brew ku górze. - Co się zmieniło? Cały port huczał, żeś wziął sobie pannę i to akurat ją. Dlaczego?
U Torina dominował spokój. Próżno było szukać złości czy wyrzutów. Wyczuć można było jednak szczerą ciekawość. Zależało mu na tej dziewczynie i póki jeszcze może, chciał każdymi możliwymi środkami zapewnić jej bezpieczeństwo.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
27-02-2026, 18:50
Torin lubił sobie pogadać, ale nie wysłał majtka, aby ten znalazł kapitana “Złotej Łani” i przekazał zaproszenie na jedno piwo. Zachowanie to było na tyle zagadkowe, że nie miał zamiaru kazać czekać marynarzowi, który nie jeden raz podzielił się z Kennethem swoją mądrością życiową i morską. Przełożył swoje spotkanie w dokach na późniejszą godzinę i ruszył w stronę Tawerny. Dzisiaj Riven miała wolne, mówiła, że coś musi załatwić i zrobiła tę swoją tajemniczą minę marszcząc charakterystycznie nos. Odprowadził ją rankiem wzrokiem samemu kierując się w stronę magazynów w porcie. Najbliższa wyprawa, która zbliżała się wielkimi krokami mogła przynieść mu wielkie pieniądze, ale jeszcze lepszą renomę i układy oraz kontakty, a na tych mu bardzo zależało. To dzięki nim wiedział dużo wcześniej o kontrolach na trasach morskich, o dziwnych akcjach w dzikich portach. Kiedy wkroczył do Tawerny ta jeszcze była w miarę pusta. Zerknął na zegarek kieszonkowy, który zawsze miał przy sobie. Za około godzinę zaczną się zbierać pracownicy z pierwszych zmian. Mogli liczyć na chwilę spokoju.
Przywołany przez Torina podszedł do jego stolika i zasiadł na wskazane krzesło. Wyciągnął nogi przed siebie i skrzyżował je w kostkach. Skinął głową w podziękowaniu za piwo. Odczekał aż po pomieszczeniu rozejdzie się zapach tytoniu z fajki i pociągnął solidny łyk z kufla. Uniósł spojrzenie na starego wilka morskiego nie bardzo rozumiejąc o co chodzi. Jednak kiedy padło imię jego syreny, wyrwało mu się krótkie “ach”, które świadczyło o tym, że wie w jakim kierunku zmierza rozmowa. Pozwolił więc rozmówcy snuć swój monolog spodziewając się, że ostatecznie padnie pytanie jakie już wisiało w powietrzu, ale nie zostało jeszcze na głos wypowiedziane.
Torin wyraźnie zaznaczał swoją pozycję, bo choć nie zapowiadało się, że będzie ustawiał Kapitana do pionu, tak ojcowski ton względem dziewczyny świadczył o tym, że oto kapitan Fernsby ma poważną rozmowę z opiekunem panny Thorne. Z dwojga złego lepiej z Torinem niż ciotką Boyle, która raczej by się nie patyczkowała, tylko kazała by składać wyjaśnienia. A do tego by mogło dojść, gdyby dowiedziała się, że kapitan skrzywdził dziewczynę. Zaśmiał się pod nosem. Riven miała iście trudnych opiekunów. W końcu padło pytanie i zawisło między mężczyznami. Gdyby pytał ktoś inny, odpowiedziałby mu, aby pilnował swoich spraw. Starego Torina dażył dużym szacunkiem i jemu miał zamiar odpowiedzieć. -Jesteś marynarzem, wiesz jak nasze życie wygląda. Dodaj do tego moje życie. - Uśmiechnął się krzywo. Kto jak kto, ale jego rozmówca wiedział, że Fernsby balansował na granicy prawa w swojej pracy. -Pytasz dlaczego wziąłem sobie pannę na stałe czy dlaczego Riven? - Zapytał jeszcze i odstawił kufel na stół. -Mam dość przygodnych nocy, Torin. - Przyznał po dłużej chwili milczenia, po czym wychylił się na krześle i spojrzał na sufit. -Mam dość wiecznych umizgów, uznałem, że przyda mi się stały port. Jakaś jedna rzecz wiadoma w moim życiu. - Zaśmiał się z siebie, bo brzmiał jak jakiś głupiec i dureń, który nasłuchał się morskich ballad.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Eliksir Wielosokowy
Eliksir Wielosokowy
Wiek
999
Zawód
Każdy
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
28-02-2026, 19:19
Mężczyzna obserwował jak Kenneth rozsiada się przy stoliku. Mógł spokojnie stwierdzić, że kapitan “Złotej Łani” czuł się pewnie w swojej pozycji i chociaż wtedy mógł jeszcze się nie spodziewać czego albo bardziej kogo będzie dotyczyć ta rozmowa, nie przejawiał obawy. Zresztą, nie miał ku temu powodów. Torin i Kenneth zawsze mieli dobre relacje, stary wilk morski dzielił się z nim swoją wiedzą i chociaż może nie wszystko pochwalał, to tylko mógł doradzać. A ile z tego pan Fernsby wyciągnie i wykorzysta, to już należało do niego.
Torin zdecydowanie naznaczył swoją pozycję, przede wszystkim chciał pokazać Kennethowi, że na pierwszym miejscu stawia dobro tej dziewczyny. Nie miał złych zamiarów, to była ich decyzja. Przede wszystkim decyzja Riven. Ona ją podjęła, ona będzie z nią żyć. Starzec mógł jej nie pochwalać, ale nauczony, że uparciuchowi i tak się nie przemówi do rozsądku zachował to dla siebie. Za to mógł zrobić jedno, upewnić się, że jego gwiazdka będzie u boku kapitana bezpieczna.
Wypowiedź Kennetha Torin skwitował jedynie lekkim westchnieniem i upiciem kolejnego łyka piwa. Tego mógł się spodziewać, dokładnie takiej odpowiedzi. Nie było to nic, co by go zaskoczyło. Nie zaspokoiło to tym samym jego ciekawości.
- Wiem o czym mówisz, większość takich jak my w pierwszej kolejności zachłystuje się możliwością posiadania innej panny w każdym porcie. Ruda, blond, cycata albo i nie. Do wyboru do koloru, nie Kenneth? - Uniósł lekko brew, w jego głosie można było wyczuć rozbawienie. - Aż w końcu przychodzi ten moment, że to nie wystarczy. Chce się czegoś innego. Ale nie o to mi chodziło. Dlaczego właśnie Riven? Mógłbyś mieć każdą inną.
Poniekąd Torin znał odpowiedź na to pytanie. Gdyby sam miał znowu trzydzieści lat, nie miał żony i dzieci, być może również wodziłby za nią wzrokiem. Była piękną czarownicą, trochę szaloną, strasznie upartą, momentami tajemniczą. Potrafiła intrygować.
- Kiedyś cię nie interesowała, a jej zaloty olałeś ciepłym moczem - Torin wzruszył ramionami. - Ponawiam pytanie, co się zmieniło?
Ból jaki wtedy widział w oczach panny Thorne widział wcześniej tylko raz. Zdawało mu się, że po tym wszystkim dziewczyna sobie do odpuściła, przecież sam jej go odradzał. Aż pewnego wieczora, po kilku latach, siedzi sobie w barze, a tu taka plotka. Riven czekająca na Kennetha w porcie, spędzająca noc w jego kapitańskiej kajucie. Niemal spadł wtedy z krzesła.
Torin zakaszlał. Wyciągnął chusteczkę, przetarł nią swoje usta i nawet przez Kennethem specjalnie nie ukrywał krwi, która na materiale pozostała. Upił piwo, chcąc pozbyć się metalicznego posmaku w buzi i ponownie spojrzał na kapitana.
- Dałeś jej ten naszyjnik, stary zwyczaj, to dobrze. Kto ma wiedzieć ten wie, ale w porcie jest teraz mnóstwo ludzi, którzy nie mają pojęcia o jego znaczeniu. Niezwiązani z morzem mają w dupie nasze zwyczaje - zauważył. - Riven bardzo dobrze do tej pory radziła sobie w porcie sama, dlatego że razem ze starą Boyle roztoczyliśmy nad nią pewien parasole bezpieczeństwa. Panny stąd są nietykalne, jak powiedzą nie, to znaczy nie. Chociaż Riven w pewnym momencie przestała mówić nie i sama zaczęła wychodzić każdego wieczora z innym - pokręcił głową z dezaprobatą. - Do czego zmierzam. Jak już się domyślasz, mi zostało mało czasu. Parę tygodni, miesięcy, może trochę dłużej - wzruszył ramionami. - Magia mi już nie pomoże, za późno się za to zabrałem. Wie o tym moja żona, teraz także i ty i tak ma zostać. Jak będzie zbliżać się koniec wyruszę w ostatni rejs i już z niego nie wrócę. Sam pewnie rozumiesz…
Torin miał jedno marzenie. Zakończyć swoje życie u boku swojej drugiej ukochanej kobiety. Tej, której oddał większą część swojego życia. Tej, którą kochał ponad wszystko. Morze.
- Chcę wiedzieć jak chcesz zapewnić jej bezpieczeństwo? Jak o nią zadbasz, aby jej z głowy włos nie spadł? Musisz wiedzieć, że jest upartą dziewuchą. Nie będziesz miał z nią lekko - ciche rozbawienie towarzyszyło jego ostatnim słowom.
Zastanawiał się, czy Kenneth to na pewno dobrze przemyślał. Bo przyda mu się na pewno dużo szczęścia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:52 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.