• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Restauracja "Złota Krewetka" > Przed wejściem
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-02-2026, 10:28

Przed wejściem
Złota Krewetka jest znanym miejscem w Cardiff. Już od samego wejścia na Wanguard Way, z oddali widać charakterystyczny czerwony znak, na którym widnieje nazwa restauracji zarówno po angielsku jak i chińsku. Odpowiednie zaklęcia sprawiają, że napis widoczny jest nawet w nocy. Wejście do środka urządzone jest w typowym azjatyckim stylu, nad rozsuwającymi się drzwiami wiszą białe chorągiewki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
28-02-2026, 20:06
| 19 maja 1962

Minęłam drzwi wejściowe do “Złotej Krewetki”. Normalnie weszłabym do środka, poszłabym przywitać się z Keithem i może nawet zjeść coś dobrego, ale nie tym razem. Nie po tym co się ostatnio wydarzyło. Unikaliśmy się. On nie pojawiał się w tawernie, ja nie zapuszczałam się w stronę restauracji, chociaż paradoksalnie, byłam tu bardzo często. Być może Keith zauważył, albo i nie, często nad wejściem głównym albo tylnym siedziała siwa wrona. Obserwowałam co się dzieje, jak sobie radzi. On nie wiedział, że jestem animagiem, a ja to skrupulatnie wykorzystywałam. Przynajmniej mogłam być spokojna, że mój przyjaciel, bo wciąż go tak nazywałam, trzyma się na własnych nogach.
Przemknęłam więc szybko obok drzwi i ruszyłam dwie uliczki dalej. Do apteki pani Liam. Normalnie w ogóle by mnie tu nie było, Keitha mogłam spotkać wszędzie, a on wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie chce mnie widzieć. Mogłam to jedynie uszanować, nie ważne jak bardzo bolało. Ja już się trochę pozbierałam, odreagowałam. Pozostało mi tylko czekać aż Croft będzie gotowy by to ze mną przegadać. Zbyt długo i zbyt dobrze się znamy, by to tak zostawić i zatracić naszą przyjaźń. Tylko oboje musieliśmy być na to przygotowani. Ponieważ proces będzie trudny.
Do apteki wysłała mnie ciocia Boyle. Chociaż bardzo nie chciałam tego robić, to nie mogłam się jej sprzeciwić. Wzięłam więc karteczkę, na której było napisane coś po chińsku… zdecydowanie nie było to pismo ciotki i miałam po prostu pójść i odebrać zamówienie. Nic więcej. Pięć minut pracy. Co mogło pójść nie tak? Apteka znajdowała się bardzo blisko restauracji, w której pracował Keith. Mogłam się domyślić, że miał teraz zmianę, więc raczej nie powinnam była się na niego natknąć. Ale na wszelki wypadek szłam dosyć szybko, aby minąć te dwie uliczki i dotrzeć do celu. Pani Liam była bardzo miłą kobietą, dzięki przyjaźni z Keithem miałam okazję ją poznać, a moja ciocia czasami coś od niej zamawiała. No i ja zazwyczaj to odbierałam. Nie było to więc nic zaskakującego.
Gdy otworzyłam drzwi do apteki po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk dzwoneczka. Pani Liam nie było za ladą, ale to nie było nic dziwnego, gdyż ona często pracowała na zapleczu. Musiałam tylko chwilkę poczekać. Ta apteka zdecydowanie różniła się od innych aptek, w których bywałam. Inaczej wyglądała, miała zupełnie inne wyposażenie. Mnóstwo dziwnego rodzaju wysuszonych roślin i ziół, zawsze tu tak dziwnie pachniało. Nie był to nieprzyjemny zapach, ale trzeba było się do niego przyzwyczaić. Trochę jak lekarstwo, ale nie takie jak z fiolki u uzdrowiciela. Zdecydowanie inne. Keith czasem opowiadał mi o tym na czym polega chińskie podejście do medycyny, nawet wśród czarodziejów było ono inne niż tu na Wyspach. Za ladą była cała ściana drewnianych szufladek, jedynie mogłam się domyślać jak dziwne specyfiki są tam schowane. Nie znałam chyba z dziewięćdziesiąt procent ziół, które rozłożone były na blatach lub wisiały pod sufitem, gdzieniegdzie stały używane moździerze, paliły kadzidełka. Za każdym razem ta apteka mnie tak samo zadziwiała jak fascynowała.
Stałam więc przy ladzie i obracając w dłoni karteczkę, którą miałam Pani Liam pokazać, rozglądałam się z zaciekawieniem obserwując to, co zmieniło się od mojej ostatniej wizyty tutaj.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
Wczoraj, 13:49
Poprzedni dzień to było jakieś wariactwo. Kompletnie nie spodziewał się, że to wszystko się tak potoczy. Miał tylko skoczyć do Londynu po zamówienie, a skończył na jakimś weselu, u boku kobiety, której nigdy wcześniej na oczy nie widział. I chociaż początkowo przewidywał całkowitą katastrofę, finalnie wcale nie było tak źle. Z cała pewnością umiejętności aktorskie Leoopoldine miały z tym dużo wspólnego, ale sobie również nie odmawiał zasług. Na koniec bawił się świetnie, ta mała gra pozorów, małe kłamstwo tu i tak, zgrali się naprawdę dobrze i chyba na koniec oboje się dobrze bawili. To była niespodziewana, ale jakże ciekawa odskocznia od rzeczywistości.
Teraz jednak przyszedł czas aby spłacił swój dług. Herbata, którą otrzymał od pani Lian, a potem podarował Leonie na poprawę humoru, kosztowała go kilka zmian w aptece. Nie narzekał jednak, bo zawsze uważał, że każda chwila spędzona w tym miejscu była okazją do nauki. Miał za sobą już dwie takie zmiany, czekały go jeszcze trzy, jako, że zobligował się do odpracowania pięciu dni w zamian za herbatę. Pani Lian mogła sobie wziąć wtedy wolne. Jakby nie patrzeć miała już swoje lata i Keith zdecydowanie wolałby aby brała więcej dni wolnego. Miała na szczęście jego i kiedy on siedział w aptece, ona mogła korzystać. Praca w aptece nie była jakaś specjalnie ciężka. Dopóki nikt nie prosił go o zrobienie na miejscu czegoś czego wcześniej nigdy nie przyrządzał, czuł się pewnie. Spędzał tutaj tak dużo czasu, że wiedział co gdzie leży, które zioła na co pomagają i co dobrać do konkretnych schorzeń aby pomóc klientowi. Z resztą, klientów też nie było nie wiadomo jak wielu, w większości byli to stali bywalcy, przeważnie należący do ich niewielkiej, azjatyckiej społeczności. Zdarzali się jednak tacy spoza niej i wtedy musiał się zdecydowanie bardziej skupiać.
Ten dzień zapowiadał się spokojnie. Wiedział, że ma przyjść kilka osób po odbiór zamówień, pani Lian zostawiła mu je odpowiednio opisane na zapleczu. Dopóki więc nie było klientów, którymi mógł się zająć, sam przebywał w pracowni. Kobieta zostawiła mu kilka maści do przygotowania, wierząc, że ma już odpowiednie umiejętności aby zrobić je poprawnie. Był jej za to bardzo wdzięczny, dużo to dla niego znaczyło. Pani Lian zdawała sobie doskonale sprawę, że Croft ma aspiracje by zostać uzdrowicielem, ważne więc było aby wiedział jakie leki należy podać w konkretnych momentach, ale też jak te leki zrobić. Co prawda medycyna chińska różniła się pod wieloma względami o tej angielskiej, ale co do tej drugiej miał innego nauczyciela, a Jasper zawsze podsuwał mu ciekawe materiały, które mogły go wesprzeć w nauce.
Kiedy rozbrzmiał dzwoneczek u drzwi, był na zapleczu. Akurat tarł liście mandragory, które potem miał dodać do eliksiru, który akurat tworzył. Na szczęście nic jeszcze nie stało na palniku, więc nie musiał się martwić, że kiedy przejdzie na przód zburzy mu to cały proces tworzenia. Odłożyć więc moździerz na blat stołu i wytarł dłonie w ściereczkę, ale zanim przeszedł na przód jeszcze dokładnie je umył. Musiał się przecież prezentować odpowiednio. W końcu narzucił na ramiona koszulę i wyszedł.
- Dzień dobry, witam w Lian Pharmacy - powiedział z uśmiechem wychodząc do przodu, a kiedy ujrzał kto stoi po drugiej stronie lady zatrzymał się w pół kroku.
Nie spodziewał się jej tutaj spotkać. Unikał jej cały ten czas, nawet nie pojawiał się w okolicy tawerny, żeby przypadkiem na nią nie wpaść. Co prawda minęły już prawie dwa tygodnie, których początek był dla niego naprawdę ciężki. Teraz było łatwiej, udało mu się poukładać to i owo w głowie, dojść do kilku wniosków, ale nie sądził aby był gotowy aby się z nią już teraz spotkać. Wiedział, że w końcu będzie musiał, bo jednak rozmowa na temat tego co się wydarzyło była potrzebna, ale chciał dać sobie jeszcze czas.
Potrzebował krótkiej chwili aby wrócił mu rezon. Rozluźnił szczęki, które bezwiednie zacisnął, po czym w końcu podszedł do lady.
- W czym mogę pomóc? - spytał starając się brzmieć jak najbardziej neutralnie jak to było możliwe.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
Wczoraj, 14:35
W moim życiu też się ostatnio dużo wydarzyło, jak już się trochę ogarnęłam i oswoiłam z sytuacją musiałam po prostu iść do przodu. Wrócić do swojego życia, do pracy i obowiązków. Nie mogłam ciągle rozpaczać czy rozważać co by było gdyby. Bo co by mi to dało? Nic. Jedynie bym się zadręczała. Wydarzyło się to, co się wydarzyło i teraz musiałam z tym żyć. Było ciężko na początku, ale nic więcej nie mogłam zrobić. W ciągu tych ostatnich dwóch tygodni przeszłam kompletny roller-coaster. Była rozpacz i okropny kac. To jakie dzień po dniu zorganizowałam Kennethowi piekło sprawiło, że wciąż było mi głupio na samo wspomnienie. Stan w jakim wróciłam po nocy w Londynie był co najmniej żałosny, niezwykle mocno go odchorowałam. Mężczyzna był jednak przy mnie, pomógł mi się pozbierać. Mógł odesłać mnie z kwitkiem stwierdzając, że na takie coś się nie pisał. I pewnie wielu by tak zrobiło. Jednak on wziął to na klatę. Kilka dni temu odprawiłam stary morski rytuał nawiązując pakt z morzem, od tamtej pory na moim lewym nadgarstku przewiązany był czerwony sznureczek, a dzisiejszą noc spędziłam sama we własnym domu, ponieważ Kenneth wypłynął w kolejny rejs. Już tęskniłam. Powrót do siebie był dziwny, a poczucie się znowu jak u siebie zajęło mi chwilę czasu. Nie spodziewałam się, że tak szybko przyzwyczaję się do nowego miejsca i towarzystwa w nocy.
Teraz jednak stałam przy ladzie w aptece pani Liam i czekałam, aż wyjdzie zza zaplecza. Słyszałam lekki hałas, także domyślałam się, że zaraz do mnie przyjdzie jednak w momencie gdy drzwi się otworzyły, a w progu stanął Keith, a nie pani Liam lekko spanikowałam. Patrzyliśmy na siebie w zaskoczeniu. Widziałam jak się Croft cały spiął, zacisnął szczękę, mięśnie wokół szyi. Chwilę mu zajęło, lekko odpuścił, natomiast słowa, które padły mocno mnie ugodziły. Na tyle mocno, by zamiast mu odpowiedzieć rozchyliłam lekko usta i zmarszczyłam brwi.
- Będziesz mnie teraz traktować jak kogoś obcego? Nie przyszłam tu specjalnie, wiem, że nie chcesz mnie widzieć, ale nie udawaj, że mnie nie znasz - fuknęłam na niego kładąc karteczkę z chińskimi napisami na blacie i przesuwając ją bliżej Keitha.
Nie mogłam dać się ponieść emocjom. Już było dobrze, już sobie trochę w głowie poukładałam i nawet przecież miałam plan na naszą rozmowę, ale gdy tak stanęłam naprzeciwko niego i gdy potraktował mnie jak obcą sobie osobę, cały ten plan legnął w gruzach. I już sama nie wiedziałam co mam powiedzieć i jak się zachować. Z biegiem czasu zauważyłam, że to nie była tylko moja wina, chociaż z początku brałam całą na siebie. Zaakceptowanie tego sprawiło, że dużo łatwiej było mi uspokoić myśli i wrócić do normalności. Na tyle na ile się da.
- Jak się czujesz? - Zapytałam nagle cieplejszym głosem.
Martwiłam się. Nie mogłam tego ukryć. Gdybym się nie martwiła, to nie siedziałabym jako wrona na dachu i nie obserwowała jak sobie radzi. Pracował, zdawało mi się że całkiem normalnie. Czasami wychodził z domu, ale nigdy nie za nim nie poleciałam, bo przecież miał prawo chodzić gdzie chciał i kiedy chciał. Nic mi do tego. Grunt, że nie zamknął się w czterech ścianach. Keith chyba również próbował żyć dalej normalnie.
- Ciocia mnie przysłała po odbiór tego czegoś - wskazałam na karteczkę. - Daj mi to po prostu i już ci nie będę zawracać głowy swoją osobą…
Mój ton nie był pełen złości, ani tak chłodno-neutralny jak Keith'a. Był ciepły, jak przed chwilą gdy pytałam o samopoczucie. Odwróciłam wzrok. Nie miałam ochoty na niego spoglądać. Chociaż się martwiłam i naprawdę chciałam wiedzieć jak się czuje, to miałam też swoją dumę. Skoro Keith chciał mnie traktować jak powietrze, a dał mi to dość mocno do odczucia, to ja nie będę mu się narzucać. Musiałam sobie tylko w głowie powtarzać, że to nie jest tylko moja wina, on też nawalił i niech też weźmie za to odpowiedzialność. Ja wyciągnęłam dłoń, pokazałam, że wciąż mi zależy… Niech Croft też się trochę wysili, nie tylko on z naszej dwójki miał złamane serce.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
Wczoraj, 15:40
Nie było jako super dobrze, ale było lepiej. Dużo sobie przemyślał, a myślał o tym wszystkim dużo. Był na straconej pozycji, czy tego chciał czy nie. Nie powiedział jej od razu co czuje, nie dał jej też tego odczuć, bo się bał jak zareaguje. A kiedy w końcu zebrał się w sobie i odsłonił, było za późno. Ona podjęła decyzję i nie zamierzała jej zmienić. Długo myślał nad tym co by było gdyby wtedy nie stchórzył, gdyby jednak powiedział wszystko od razu. Nie doszedł jednak do żadnych wniosków. Chociaż znali się już wiele lat, nie było opcji aby przewidział to jak Riven by się wtedy zachowała. Zwłaszcza, że wtedy nie wiedział co ona czuje do niego, nie tak jak teraz. Mleko się jednak rozlało i on nic nie mógł z tym zrobić, a jedynie ponieść konsekwencje swoich czynów. Kenneth mu powiedział, że ona bierze winę na siebie, to była bzdura, nie było w tym jej winy i on to doskonale wiedział. On był tu jedyny, którego należało winić, nikogo innego. Rozmowa z Orianą jednak uświadomiła mu jeszcze coś innego. To nie było tak, ze tylko tym razem zachował się jak egoista mówiąc, że nie chce się z nią widywać. Od zawsze był egoistą, na każdym kroku swojego życia, robił wszystko dla innych tylko po to aby uciszyć swoje wyrzuty sumienia czy też po to by w ogóle się nie pojawiły. Ta świadomość uderzyła go wtedy z siłą gromu i potrzebował kilka dni aby do siebie dojść. Finalnie jednak doszedł do wniosku, że może to i lepiej, może ten egoizm nie był aż tak zły skoro przyczyniał się do tego, że inni mieli lepiej.
Teraz, kiedy jednak stanął z nią oko w oko, już nie był tego taki pewny. Dochodził powoli do wniosku, że to, że nie widział jej tyle czasu, nie rozmawiał ani nic, było wygodne na te chwile kiedy faktycznie był sam. W tym momencie jednak, gdy znów ją widział w ogóle nie miał pojęcia jak się zachować. Nie chciał być dla niej oschły, bo przecież nie zawiniła. To się po prostu samo stało, jakby mur znów się zaczął pojawiać, chociaż miał wrażenie, że przez ostatni czas sukcesywnie go burzył. Kiedy jednak na niego tak fuknęła, wzdrygnął się lekko. Nie spodziewał się tego, to było pewne, ale całkowicie na to zasłużył. Przez chwilę myślał intensywnie, po czym lekko opuścił, do tej pory spięte ramiona.
- Przepraszam, to nie miało tak zabrzmieć. - odezwał się w końcu kręcąc głową - Nie odbieraj tego tak.
Spojrzał na nią, starając się odczytać cóż z jej twarzy. Domyślał się, że jej również nie jest łatwo, bo to nie była w końcu łatwa sytuacja. Znali się od szkoły, była między nimi więź nie do opisania, a jednak jedno wydarzenie sprawiło im obojgu tyle bólu. Fernsby mówił, że ona nadal traktuje go jak przyjaciela, że nie chce stracić tej relacji, a on nie wiedział co ma na to odpowiedzieć. Oczywiście, że jemu też zależało, ale kłopotem było to, że zależało mu też w trochę inny sposób. Wiedział, że musi się od tego odciąć, że musi to zepchnąć w otchłań swojego umysłu i zamknąć na cztery spusty, bo przecież tak się nie da żyć. Szło mu to całkiem nieźle. Starał się żyć tak jak do tej pory, odnowił starą szkolną znajomość, ba miał iść niedługo nawet na profesjonalny mecz Quidditch’a. Robił wszystko by o tym nie myśleć, by się od tego odgrodzić i szło mu naprawdę dobrze. Proces leczenia się rozpoczął i rokowania były dobre.
Jej pytanie na moment wytrąciło go z równowagi. Uniósł zaskoczony brew ku górze i od razu pomyślał o rozmowie z Kennethem. Czy Riven w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, że kapitan u niego był? Rana na policzku zdążyła się już zagoić, zostawiając po sobie tylko ledwo widoczną bliznę. Nie miał jednak pojęcia czy Fernsby jej coś powiedział, mógł się jedynie domyślać.
- Jest dobrze. - odpowiedział w końcu kiwając lekko głową - A ty? - odbił piłeczkę.
To nie tak, że go nie obchodziła, bo tak nie było. Chociaż starał się nie myśleć o tym wszystkim, to jednak była jego przyjaciółką i czasami uciekał do niej myślami, zastanawiając się jak ona sobie radzi. Na niej to również się odbiło, tego był pewny. Początkowo kierowała nim złość, nie skierowana na nią, nie w całości, ale przede wszystkim na Kannetha. Wtedy był przekonany, że przecież skoro jest jego kobietą, to będzie miała go obok, chociaż nie mógł mieć pewności, że kapitan jej nie odeśle w momencie kiedy mu się znudzi. Ba, przecież sam mu to zarzucił. Wydawało się jednak, że mimo wszystko jakoś się trzymał, a to była dobra wiadomość.
Dopiero po chwili dostrzegł karteczkę, którą położyła między nimi na blacie. Poznał pismo pani Lian, z resztą nie podejrzewał aby pani Boyle znała chiński. Sięgnął po kawałek papieru i przeczytał co jest na niej napisane, od razu wiedząc już, który przygotowany przez starowinkę lek należy do tego zmówienia. Nie ruszył się jednak z miejsca, na nowo wracając spojrzeniem do Riven.
- Wiesz doskonale, że to nic nie zmieni. - pokręcił głową nie odrywając od niej wzroku - Na Merlina, to w ogóle nie o to chodzi. - westchnął ciężko przykładając palce do skroni.
Wiedział, że z czasem będą musieli porozmawiać, to było nieuniknione, ale przede wszystkim konieczne. Miał jednak nadzieje, że będzie miał zdecydowanie więcej czasu na przygotowanie się do tej rozmowy. Że odbędzie się ona później. Teraz miał w głowie pustkę, przy jednoczesnej burzy myśli i nie wiedział co i jak powiedzieć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
3 godzin(y) temu
Mogłam furczeć na niego dalej. Ale po co? Co by to zmieniło? Jedynie byśmy się znowu pokłócili, a tego nie chciałam. Chciałam wrócić do normalności, do tego co było kiedyś chociaż wiedziałam, że powrotna trasa będzie albo niemożliwa albo nieziemsko trudna. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie spróbowała. A jak już sobie objęłam jakiś cel, w tym przypadku odzyskanie przyjaźni Keitha, to byłam na tyle uparta, że będę dążyć do tego praktycznie każdym kosztem. Po trupach, jeśli będzie taka konieczność. Kenneth nie będzie mnie hamować, wiedział, że nie ma powodów, aby czuć się o Crofta zazdrosnym. Ja nie byłam na uwięzi, a naszyjnik nie był smyczą. Mogłam robić tak naprawdę co chciałam, o ile nie było to w opozycji do naszej umowy, którą zawarliśmy. Posiadanie przyjaciela nie było, a kapitan Fernsby wiedział jakie to dla mnie ważne. Droga była wolna.
Słysząc jego przeprosiny i zapewnienie, że nie o to mu chodziło - odpuściłam. Nie miałam zamiaru drążyć tematu, chociaż miałam dziwne wrażenie, że gdybym na niego nie naskoczyła trochę ostrzejszym głosem niż zazwyczaj i pozwoliła mu dalej mnie tak traktować, to Keith brnął by w to i nawet by nie zauważył, że sprawia mi przy tym ból. Wbija kolejną igiełkę. Ale ja nie chciałam by mnie tak traktował, bo na to nie zasłużyłam. Według mnie nie zrobiłam nic złego, już raz mnie ukarał. Nie musi więcej. Kiwnęłam mu tylko głową, przyjmując jego słowa.
Na moment nasze spojrzenia się skrzyżowały. Ewidentnie on próbował odczytać co siedziało we mnie, a ja w tym czasie analizowałam jego zachowanie. Dobrze go czytałam, potrafiłam określić kiedy był smutny, kiedy zły, a kiedy radosny. Wiedziałam, zanim cokolwiek jeszcze powiedział, gdy miał jakiś problem i coś go trapiło. Ale dzisiaj było mi trudno, nie wiedziałam dlaczego. Tylko to zaskoczenie, które na chwilę pojawiło się na jego twarzy gdy zmieniłam ton i zadałam mu pytanie. Ponownie lekko kiwnęłam głową.
- Coraz lepiej - odparłam, wzruszając ramionami. - Dużo pracuję.
Po balu potrzebowałam paru dni urlopu. Opuchnięta warga i siniak na czole, a potem skutki silnego przedawkowania alkoholu sprawiły, że przez parę dni nie pojawiłam się w Tawernie. Potem musiałam wszystko odrobić, nie miałam dnia wolnego, nie miałam czasu by myśleć. W tawernie zasuwałam, a gdy wracałam do Kennetha wcielałam się w swoją nową, drugą rolę. I starając się nie myśleć próbowałam wynagrodzić kapitanowi katusze, jakie ze mną przeszedł sama czerpiąc przy tym jak najwięcej przyjemności. W domu byłam po prostu jego kobietą, która próbowała nacieszyć się swoim mężczyzną przed rozłąką.
- Ale przecież sam mówiłeś, że nie chcesz mnie widzieć, że tak będzie ci łatwiej - oderwałam spojrzenie od podejrzanie wyglądającego chwastu wiszącego pod sufitem i ponownie spojrzałam na przyjaciela. - Chcę ci w tym pomóc, chcę dać ci przestrzeń na tyle na ile potrafię i mogę, żeby ci było łatwiej sobie z tym poradzić.
Dużo mnie to kosztowało. Naprawdę dużo, aby to powiedzieć. Bo ja nie należałam do najbardziej cierpliwych osób na świecie. Chciałabym, aby Keith poradził sobie już. Żebyśmy już teraz znowu byli swoimi przyjaciółmi. Ale widziałam, że te dwa tygodnie to za mało. Nie był w stanie ze mną jeszcze o tym porozmawiać, jeszcze nie teraz.
- Wiesz jak ja idę przez życie, wszystko się dzieje dlatego, że tak jest nam zapisane. Możemy próbować z tym walczyć, ale to nic nie zmieni. To się stało, bo się musiało stać - spuściłam wzrok. Próbowałam do tego nie doprowadzić, a się okazało, że właśnie moje próby doprowadziły do tej kłótni. Tu była moja największa wina. - Jak się o tym tak pomyśli, to jest trochę łatwiej, bo to oznacza, że mamy szansę na to, by się pogodzić. Bardzo bym chciała - wygięłam palce nerwowo, obawiając się trochę reakcji Crofta. - Poczekam na ciebie, aż będziesz gotowy…
Nie odważyłam się na niego spojrzeć. Bałam się, że znowu zobaczę… no właśnie. Bardziej bałam się tego bólu w jego oczach czy złości, jaką mnie wtedy obdarzył?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.