• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Restauracja "Złota Krewetka" > Główna sala
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-02-2026, 11:26

Główna sala
W restauracyjnej sali stoi kilka stolików, na których na każdego gościa na wstępie czeka ciasteczko z wróżbą. Ściany przyozdobione typowymi chińskimi rycinami, przedstawiającymi smoki i różne sceny z życia codziennego. Liczne lampiony w chińskim stylu, powietrze pachnące przyprawami, cicho pogrywająca z kąta muzyka i pyszne jedzenie pozwalają poczuć się jakby kroczyło się do innego świata.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
01-04-2026, 11:51
09.05.

Dzień w zasadzie zapowiadał się względnie normalnie. Miał popołudniową zmianę czyli aktualnie swoją ulubioną. Z rana raczej niewiele się działo, a on ostatnio cały czas potrzebował mieć czymś zajętą głowę. Udawało mu się to przede wszystkim właśnie na popołudniowych zmianach. Mogłoby się wydawać, że Złota Krewetka nie była specjalnie znanym lokalem, nie na tyle aby przychodzili do niego ludzi spoza Cardiff. Jednak mieli dość spore grono wiernych klientów, którzy w miarę możliwości wpadali chociaż raz w tygodniu. Keith znał większość z nich z imienia i wiedział co lubią zjeść. Czasami go zaskakiwali i zamawiali coś innego, przeważnie działo się tak kiedy Qiang wprowadzał jakieś nowe danie do karty, które Croft wcześniej spróbował, ponieważ kucharz jakimś dziwnym trafem wybrał sobie go na królika doświadczalnego nowych potraw. Nie specjalnie mu to przeszkadzało, bo kiedy klient spytał co to i jak smakuje, to mógł bez przeszkód opowiedzieć o daniu z pierwszej ręki. Klienci to doceniali i czasami dzięki temu wpadał mu nawet jakiś napiwek, a na to nigdy nie narzekał.
Odkładał każdego knuta kiedy tylko mógł. Planował kupić kilka książek z dziedziny uzdrawiania, a te nie kosztowały mało. Co prawda nie miał zamiaru nabywać ich nowych, udało mu się znaleźć ciekawe egzemplarze w antykwariacie, ale nadal cena była dość wysoka i musiał trochę na to odkładać. Powoli jednak zbliżał się do założonej kwoty, więc niedługo czekało go wyjście do antykwariatu.
Tego dnia jednak na spokojnie sobie pracował. Prawie połowa stolików była zajęta, klienci siedzieli i rozmawiali. Jedni we dwoje, inni w grupie, jak również zdarzyło się kilku samotników. Wiedział, że kilku z nich po prostu preferuje jedzenie w samotności, więc o ile czasami podchodził do gości aby upewnić się, że wszystko jest w porządku, jak na kierownika Sali przystało, tak samotników zostawiał w spokoju.
Postawił dzisiaj na luźny styl. Miał na sobie jasne jeansowe spodnie o zwykły biały t-shirt. Przeważnie unikał jasnych ubrań w pracy, obawiając się ich ubrudzić, ale dzisiaj czuł się na tyle pewnie, że postanowił nie zaprzątać sobie głowy. Włosy, w swoim ulubionym ostatnio odcieniu ciemnego blondu, zaczesał do do tyłu za pomocą okularów przeciwsłonecznych, jedynie oczy pozostawiając w naturalnym, ciemnym odcieniu.
Na zmianie był z Xue i Isabellą, jedyną kelnerką nie azjatyckiego pochodzenia. Naturalnie w niczym to nie przeszkadzało, bo Isa świetnie sobie radziła i to bez znajomości chińskiego, który nie był też przecież wymagany aby dostać tu pracę. Dziewczyny uwijały się między stolikami, doskonale dając sobie radę we dwie, więc Keith stał na razie za barem, gotowy w razie czego wkroczyć między stoliki i pomóc. Wszystkie napoje zostały wydane, naczynia zmywały się na zapleczu, Qiang uwijał się w kuchni, a jemu jak na razie nie pozostało nic innego jak tylko czekać na kolejne zamówienia. Na moment nawet wyszedł na szybkiego papierosa przed restauracje. Oparł się o ścianę i zaciągając się fajką obserwował ulicę. Kilku przechodniom kiwnął głową na powitanie, w tej okolicy większość ludzi się znało chociażby z widzenia. Zgasił peta w popielniczce na małym murku, po czym wrócił do restauracji, gdzie czekało na niego już kilka zamówień. Umył więc ręce i wziął się do roboty, kiedy kątem oka zarejestrował młodą dziewczynę wchodzącą do lokalu. Zawiesił na niej na chwilę spojrzenie, nie kojarzył jej specjalnie, więc podejrzewał, że nigdy wcześniej jej tutaj nie było. Naturalnie nie miał najmniejszego zamiaru jej wypraszać, każdy był tutaj mile widziany. Skinął jedynie głową w stronę Isabelli aby zajęła się nową klientką odpowiednio, samemu otwierając butelkę coli i nalewając do przygotowanej szklanki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Helena Lockhart
Czarodzieje
Z drugiej strony mych snów wszystko lepszy ma smak
Bo w powietrzu jest luz i muzyka wciąż gra
Wiek
18
Zawód
fałszerka i złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
panna
Uroki
Czarna Magia
3
0
OPCM
Transmutacja
4
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
15
15
Brak karty postaci
10-04-2026, 12:42
Zawsze mówiła sobie, że doskonale znosi głód. Właściwie nie oddalała się w tym twierdzeniu przesadnie od prawdy. Głodna działała lepiej niż ktokolwiek, kto mógł sobie pozwolić na regularne posiłki, przede wszystkim dlatego, że głód jako odczucie, fizyczny dyskomfort, nie był dla niej czymś nowym, a przez to nie zajmował przesadnie umysłu, który mógł skupić się przez to na czymś innym. Nie mogła jednak oszukiwać organizmu zbyt długo — bo głodna, tak prawdziwie głodna cierpiała na drżące kończyny, robiło się jej okrutnie niedobrze, do tego stopnia, że przechodząc uliczkami Cardiff, najpierw myślała o tym, komu mogłaby zwędzić z kieszeni to i owo, a w następnej chwili opierała się już o jeden z wyrastających z chodnika słupków, gotowa do zwymiotowania. Czym, skoro nie treścią pustego żołądka? Zapewne niczym, suche wymioty były chyba gorsze od tych faktycznych, bo nic nie przynosiło ulgi. Jeżeli miała trochę paskudnie wykrzywionego szczęścia, mogłaby zwymiotować żółcią albo krwią. Ale dziś, stety czy niestety, na nic podobnego się nie zanosiło.
Głód wyostrzał jednakże zmysły. Niezaspokojony — w szczególności jeden. Węch. Dziś drażniły ją właściwie wszystkie zapachy. Począwszy od słonego, ale brudnego aromatu portu, przez zapachy perfum czy naturalne aromaty przechodzących obok ludzi, drażnił ją nawet jej własny płaszcz, noszący za sobą zapach stęchlizny i kurzu, i wszystkich jej przygód od czasu ostatniego prania. Teraz, gdy zrobiło się już trochę cieplej, mogła wychodzić od czasu do czasu nad jakąś wodę i starać się uprać cerowane ubrania. Ale nie mogła pozostawić płaszcza gdziekolwiek indziej, niż przy sobie. Po części dlatego, że wycieńczony głodem organizm nie odbierał temperatury tak, jak powinien. Helenie było zatem chłodno zawsze, a płaszcz zapewniał względny komfort. Po drugie, służył jej za poduszkę, za kołdrę, był jej największym skarbem, zaraz po stalówce i kałamarzu. Może wyglądała głupio, wręcz osobliwie, gdy wreszcie odbiła się od słupka i zaczęła stawiać swoje niezgrabne, przypominające bardziej kacze (a wszystko było winą za dużych, bo zdobytych na szabrze butów) kroki. Ale wyostrzony zmysł węchu prędko został podrażniony zapachem jedzenia. Prawdziwego jedzenia. Spośród jasnoty popołudnia zmęczone oczy dały radę odczytać jakiś pstrokaty szyld, słowa o złotej krewetce i dziwne bazgroły znaczków pod spodem. Ze środka buchały wręcz chmury zapachów, które sprawiły, że żołądek jeszcze mocniej przykleił się do kręgosłupa młodej dziewczyny. Tyle wystarczyło, by podjęła decyzję, że musi tam wejść.
Przy samym wejściu minęła się z jakimś dziwolągiem — bez wątpienia był chińczykiem, ale chyba z kompleksami, skoro pofarbował sobie włosy na jasno, jak biały człowiek. Helena obrzuciła go spojrzeniem, w ostatniej chwili próbując złagodzić jego wyraz. Nie chciała, żeby ten, pchany zdrowym rozsądkiem i myślą, że do takich jak ona pieniądz się nie klei, wyrzucił ją z lokalu. Co to, to nie.
To ona miała być tutaj górą. W końcu to jej kraj i jej zasady.
Plan był prosty. Skoro wszyscy tutaj byli żółtkami, pewnie sami znajdowali się tu nielegalnie. Gdy zje obiad i ucieknie bez płacenia, nie zgłoszą jej na policję — bo wtedy wyszłoby, że sami muszą pójść do paki, a następnie na statek, aby wrócić tam, skąd przyjechali. Jeżeli mieli trochę oleju w głowie, nie będą ryzykować, a co za tym idzie, ten drobny przecież pstryczek w funkcjonowanie lokalu ujdzie jej płazem. Plan idealny.
Tylko, że przy jej stoliku znalazła się jakaś biała dziewczyna. Helena naprawdę myślała, że przy odrobinie szczęścia obsługiwać ją będzie tamten zakompleksiony chłopak próbujący udawać białego. No ale nic. Była kłamczuchą, kameleonem, musiała przystosowywać się do sytuacji.
— Wezmę to, co najbardziej przypada do gustu szanownej pani — zaczęła niezwykle szarmancko, jak na swoją prezencję. Wystarczyło tylko, że uśmiechnęła się szeroko, ukazując kilka krzywych zębów. Wyprostowała się natychmiast na krześle, a z całego jej chudego ciała biła wręcz aura niesamowitej pewności siebie, tak niepasującej do jej stroju i wcześniejszego obycia, jakby oba te czynniki były zwykłym przypadkiem, efektem przegranego zakładu czy po prostu żartem. Drżące dłonie ułożyła Helena płasko na stole, wciskając je niemalże w blat, aby ograniczyć ich mobilność. Wybór słów nie był zresztą przypadkowy. Jeżeli ta biała coś tutaj je i nie umiera, zapewne nie zaszkodzi też jej. Jednak dobrze, że obsługiwał ją ktoś, kto znał angielski. Nie daj Merlinie musiałaby zamawiać coś na migi i zamiast jakiegoś kurczaka czy kaczki dostałaby morskie robale albo wodorosty, fuj.
Gdy kelnerka odeszła od stołu, uwaga Heleny przeniosła się na salę. Dziewczyna zajęła strategiczne miejsce — przodem do drzwi wejściowych, dzięki czemu miała wzgląd i mogła opracować plan najszybszej ucieczki z lokalu. Klientela też nie wydawała się przesadnie zwracać uwagę na cokolwiek poza talerzem i czubkiem własnego nosa. I dobrze, niech nie wtrącają się w nieswoje sprawy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
12-04-2026, 15:34
Z zasady wszyscy byli mile widziani w Krewetce. Polityka pana Hoa mówiła wyraźnie, że jeśli ktoś ma ochotę spróbować ich jedzenia to zawsze znalazło się dla nich miejsce w restauracji. Nie dziwiło Crofta, że właściciel tak właśnie podchodzi do interesu. Mężczyzna był bardzo obyty z tego typu sprawami, a z resztą jakby nie patrzeć, bez klientów restauracja nie miałaby racji bytu. Krewetka była otwarta już wiele lat, o wiele dłużej niż Keith w niej pracował i właśnie ta polityka działała od samego początku. Qiang opowiadał mu, że na początku nie było kolorowo, bo mieszkańcy nie znali podchodzili bardzo niepewnie do azjatyckiego jedzenia, ale z czasem, kiedy się do niego przekonali i je przede wszystkim polubili, zaczęli mieć stałych klientów, którzy nawet polecali ich innym czy to lokalnym mieszkańcom czy nawet przyjezdnym. Może nadal nie była to jakaś wykwintna restauracja, i w zasadzie nigdy nie miała się taką stać, ale jak na knajpę, która nie serwowała typowego, angielskiego jedzenia, szło im naprawdę dobrze. Croft lubił tu pracować, atmosfera w pracy była zawsze miła, prawie, że rodzinna. Nie przypominał sobie aby kiedykolwiek doszło do jakiś nieporozumień między pracownikami, wszyscy się tutaj raczej lubili i nie wchodzili w żadne bezsensowne konflikty. Klientela też przeważnie była bezkonfliktowa, raz na jakiś czas pojawiał się jakiś awanturnik, ale wtedy wystarczyło aby kucharz wyszedł ze swojego kuchennego azylu i za chwilę był spokój. Sam Keith początkowo bał się Qianga, mężczyzna był wielki, półtora głowy wyższy od niego, barczysty i z siłą w rękach, która bez problemu mogłaby złamać komuś kark bez wysiłku. Do tego raczej ponury wyraz twarzy i wytatuowane ciało sprawiały, że ludzie zawsze patrzyli na niego z przestrachem. Mało kto wiedział, że przy bliższym poznaniu Qiang okazywał się naprawdę przyjemnym typem, miłym i przede wszystkim opiekuńczym. A dla swojej małej córeczki Tiang był gotów na wszystko. Można było śmiało stwierdzić, że tworzyli tutaj zgrany zespół, a atmosfera była niemal rodzinna.
- Dziwna dziewczyna, chce to co ja lubię najbardziej. To wcale nie jest łatwy wybór. - Isabella wróciła do baru z menu w ręku i oparła się o blat.
Keith przeniósł spojrzenie najpierw na koleżankę, a potem na dziewczynę siedzącą nieopodal wejścia. Teraz przyjrzał jej się dokładnie. Miała na sobie zdecydowanie za duży płaszcz, po jej wyrazie twarzy doszedł do wniosku, że chyba jest zmęczona. Dłonie trzymała na blacie stołu i rozglądała się uważnie po sali.
- Jest tu pierwszy raz, więc nie wie co wybrać. - wzruszył finalnie ramionami - Daj jej bułeczki Bao, ze cztery sztuki. Nie są jakoś specjalnie drogie, więc jak jej nie posmakują to nie będzie też szkoda dużej ilości pieniędzy. Poproś też o trchę więcej mięsa w nich, ale nie kasuj jej za to. Dam jej też cole od siebie, jest jakaś bladawa, cukier dobrze jej zrobi. - powiedział sięgając po butelkę i otwierając ją.
- Ależ ty dzisiaj łaskawy Kei. - blondynka zaśmiała się i zaniosła zamówienie na kuchnie, po czym wróciła do paru i moment później już stawiała przed Heleną butelkę coli i szklankę - Picie na koszt firmy. Za chwilkę przyniosę jedzenie. - powiedziała do dziewczyny, uśmiechając się łagodnie, po czym odeszła.
Croft w tym czasie wydał resztę zamówień, przetarł blat baru i wyszedł na sale. Zebrał kilka brudnych naczyń, przez moment nawet wchodząc w dyskusję z parą przy jednym ze stolików. Dostrzegł również, że kilka świec w specjalnych lampionach dogasa, więc skoczył na magazyn i przyniósł nowe by po chwili podmienić je w lampionach i odpalić. Dbanie o wygląd sali również należało do jego obowiązków. Słysząc również, że muzyka ucichła podszedł do gramofonu stojącego nieopodal stolika przy którym siedziała Helena. Machnął różdżką by podmienić płytę na nową i już po chwili po sali rozeszła się nie za głośna, ale przyjemna muzyka rodem z Chin.
- Proszę bardzo. Bułeczki Boa, w środku jest mięso i warzywa, powinny panience smakować. - Isabella przyniosła zamówienie do stolika Heleny - Tylko proszę jeść powoli, bo są jeszcze ciepłe. Bułeczki wypiekamy sami na miejscu. - powiedziała spokojnie - W razie czego proszę wołać. - posłała jej jeszcze delikatny uśmiech zanim odeszła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 17-04-2026, 00:06 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.