• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Pub "Pod Trzema Miotłami" > Główne wejście
Główne wejście
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 15:34

Główne wejście
W sercu czarodziejskiej wioski Hogsmeade, pub “Pod Trzema Miotłami” pozostaje niezmącnie żywy nawet w chłodne, mglistawe popołudnia. Każdy czarodziej z tych stron dobrze zna ten przybytek. Drewniana karczma o niskich stropach i zadymionych kątach przyciąga czarodziejów i czarownice spragnionych ognistej whisky oraz kremowego piwa. Nad ladą unosi się woń dymu, cynamonu i mokrego płaszcza. Ściany prezentują zacną - choć zdecydowanie przykurzoną - kolekcję starych mioteł, magicznych trofeów i portretów, które szepczą między sobą, zerkając na gości. Penelopa Figg, młoda i pełna energii barmanka, obsługuje z werwą i wdziękiem, budząc zainteresowanie każdego klienta. Rozmowy mieszają się z trzaskiem drewna w kominku i skrzypieniem podłogi. To miejsce to nie tylko karczma – to azyl, informacyjne centrum i wiecznie żywa scena czarodziejskiego życia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
26-02-2026, 17:21
Musiała obejść się smakiem w temacie różdżek - ponownie. Może gdyby mogła porozmawiać z Betulą Weasley oko w oko... Ale co by to zmieniło? Naprawdę spodziewała się wydrzeć sekrety różdżkarstwa od córy Ollivanderów, znanych z pilnowania tajemnic swojego rzemiosła na podobieństwo chimer? Bzdura, prędzej rozgniewałaby czarownicę, zamiast uzyskać choćby jedną sensowną wskazówkę, a Darcy nie była głupia, nie lubiła przeistaczać matek swoich koleżanek i przyjaciółek we wrogów. To najprostszy sposób do bojkotowania relacji, na jakich jej zależało.
- Wszystko zamuruję. Twoje wyjce, Willow Weasley, będą mogły co najwyżej robić podkop pod Dziuplą, żeby przecisnąć się przez deski podłogowe. A ja może, i tylko może, wyszkolę ropuchy, żeby zjadały je jak karaczany i świerszcze, zanim zdążą rozewrzeć swoje czerwone paszczydła - zapowiedziała solennie, z aktorskim sznytem, jakby zamiast w pubie w Hogsmeade znajdowały się na deskach teatru i wypowiadały dialogowe kwestie dwóch bohaterów, którzy ze sprzymierzeńców stają się wrogami. Ten moment, kiedy dla uczczenia tego, kim dla siebie byli, pozwalają sobie odejść wolno, ale przyrzekają, że kiedy spotkają się następnym razem, będzie to ich ostatnie spotkanie. Na jej twarzy szybko jednak pojawił się uśmiech. Rześki, wesoły, pobudzony przez zwykłą, ludzką głupotę, którą wymieniły się nie nad ognistą whisky, a nad piwem kremowym i herbatą słodzoną zaporową dawką miodu.
- Przynajmniej Grindelwald by był z niej zwolniony. Od razu widać, że to czub - machnęła ręką z odrazą, wspominając wydarzenia z Middle Temple. Widok powracającego w dziwnej chwale czarnoksiężnika, który jak na jej gust powinien być martwy albo na amen zamurowany w więzieniu, z którego dla odmiany nie ucieknie, oraz błysk nadziei w oczach niektórych ludzi, wystarczył, żeby poruszyć w niej czułą strunę niechęci. Mimo wszystko wypowiedziała jego nazwisko półszeptem, znów: by nie prowokować niepotrzebnej uwagi. Nie daj Merlinie trafiłyby na sympatyków stetryczałego i nienawistnego rewolucjonisty. - Ulga dla pieniędzy podatników, jedno badanie mniej - skrzywiła się lekko. Dla Willow nie mogło być to łatwe ze względu na tamtą... niekompetencję służb porządkowych. Nikt go nie powstrzymał. Pozwolono mu mówić i choć Darcy wiedziała, dlaczego - gdyby zaatakował, panika wybuchająca na placu zadziałałaby gorzej od uśmiercającej inkantacji, bo uciekający w popłochu obywatele mogliby po prostu się zadeptać -, to wolała, żeby nigdy nie wypowiedział na głos swoich plugawych poglądów.
- Palenisko jest okej... W razie czego sprawdziłby się też kamień ogrzewany magią - wymamrotała, już rozpędzona w logistyce kupna przez Weasley ropuchy smoczej. Ale kto wie, może w takim razie powinny postawić na coś mniej ingerującego w mieszkanie? Tak czy siak, na pewno coś wymyślą, już jej w tym głowa, żeby znajoma nie opuściła Triumwiratu bez nowego przyjaciela. Zresztą opowieść o impertynencji Caleba sama w sobie rozpalała ją jak ogień potrzebny smoczym do życia. W jej policzki uderzył gorąc rozzłoszczonych rumieńców, a żołądek ścisnął się od środka, jakby gorejący w nim płomień wytrawiał jego zawartość. Pokiwała głową trochę nazbyt ochoczo, znajdując w Willow sojusznika przy postrzeganiu samców pokroju Diggory'ego, co stanowiło swego rodzaju rozgrzeszenie w niechęci, którą do niego czuła. Do jego zachowania; do niego rozgrzeszeniem była śmierć Felixa. Okoliczności, w których do tego doszło. Jego wkład w paranoję brata. Jego sztylet wbity w plecy jej męża.
- Święte słowa! Wiesz, co mi powiedział? Że on może nakarmić ropuchy o piątej, bo ja "muszę się wyspać" - prychnęła, zacytowawszy Caleba z niedawnego nocnego spotkania, kiedy wrócił do domu zakrwawiony. Wspominał coś jeszcze o wynagrodzeniu kobiet za pracę w domu, ale była wtedy tak zła, że nie potrafiłaby przytoczyć, co dokładnie w tym temacie od niego usłyszała. - Tak jakbym nie robiła tego sama, zanim wrócił. Albo jakby cienie pod oczami równały się złamanej nodze, chorobie wenerycznej czy innemu nieszczęściu. No tłuk do ziemniaków, bo na mięso to takiego szkoda - nabzdyczyła się Darcy, odchylona na fotelu, z ramionami defensywnie skrzyżowanymi na piersi. Caleb dużo mówił o równości międzypłciowej, ale to on nie traktował jej na równi. Nie widział w niej partnera, tylko delikatną i kruchą kobietę. A gdyby takową była, Dziupla i hodowla dziś już by nie istniały! - Raczej na stałe. Odkrył w sobie powołanie do swojego dziedzictwa - wymownie przewróciła oczami. Nie wymyśliła tego określenia, on na nie wpadł. Ropuszy syn magnata.
Przynajmniej zażenowanie Willow było zabawne w ten uroczy, podszyty rumieńcami i dziewczęcym oburzeniem sposób. Choć zarzekała się, że Darcy nie ma racji, jej towarzyszka uśmiechnęła się znacząco, wątpiąc w zapewnienia, którymi tak gorliwie usiłowała ją nakarmić. Wciąż przyjaciel. Te słowa wzbudziły słodko-gorzką iskrę, dla niej też kiedyś był przyjacielem, dopóki nie przepadł Merlin wie gdzie, zacierając po sobie wszystkie ślady. Ale jeśli Fintan potrzebował kogoś w swoim życiu, to właśnie kogoś takiego, jak ich rudzielec. Kogoś, kto tupnie na niego nogą, żeby ustawić go do pionu, i kto wpadnie w jego ramiona, kiedy nastrój na to pozwoli. Kto będzie grał w jego drużynie quidditcha i kto zwerbuje go do swojej. Kogoś, komu może ten zechce wreszcie odpisywać na listy.
- Ciebie też olał? - spytała trochę zbyt bezpośrednio, ale nazywajmy rzeczy po imieniu. To nie było naturalne rozluźnienie kontaktu, jak między dziewczętami; Fawley po prostu przepadł jak kamień w wodę. - Jest w tym ryzyko - przyznała z bezradnym westchnieniem. Nie mogła przecież nieobiektywnie pchać Willow w scenariusz, w którym ta mogłaby skończyć z ciszą zamiast choćby słowem wyjaśnienia czy uprzedzenia, ale z drugiej strony scenariusz ten przewidywała od zawsze. Był tylko kwestią czasu. - Ale może dojrzał? Chociaż trochę? Nie jest już dzieciakiem, jak wtedy... Żadne z nas nie jest - zastanowiła się, uśmiechnięta lekko, kiedy rudzielec wspomniał o pomaganiu. To do niej podobne. Oddałaby potrzebującym ostatniego galeona i ostatnią szatę ze swoich pleców. Broniła słabszych, gotowa postawić na szali własne zdrowie. Świat nie traktował jej sprawiedliwie, a pomimo tego Willow była zdeterminowana tego świata bronić. Darcy rozważyła, czy prosić ją, żeby wspomniała Fintanowi, że mógł się do niej czasem odezwać, ale to byłoby... słabością. Okazaniem potrzeby. Nie przemogła się wewnętrznie, by to zrobić. - Masz czas na przykład w niedzielę? - uśmiechnęła się za to, a w jej oczach błysnął powidok chytrego planu. Pooglądać ropuszki, dobre sobie. Zabrać którąś z tych pięknych istot do domu.

zt x2 <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:52 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.