• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 03.08.1958 - Ballada o karpiu z Colliford Lake
03.08.1958 - Ballada o karpiu z Colliford Lake
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
05-01-2026, 11:54

Titus Harrison i Leonie Figg
późne lato - 1958 - Kornwalia
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Leonie Figg
Akolici
i dug my heels into the gravel, as evidence for you to unravel. can you find me?
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
24-02-2026, 20:54
- Ha! - odbił Thaddeus na zapewnienie młodszego kolegi co do dziecięcego wychowania i z niemałym impetem uderzył się dłonią w kolano. Aczkolwiek Leonie nie była pewna, czy celowo nie przejaskrawił swojej reakcji, żeby plaśnięcie odbiło się od materiału woderów, tym samym zwracając na nie uwagę. Ojciec był z nich bardzo dumny: żył wedle dewizy, że kiedyś rzemieślnicy dbali o większą trwałość niż obecnie, dlatego model, który posiadał, był prawie niezniszczalny od wielu lat. Mimo że zarzekał się, że było inaczej, odczuwał cień satysfakcji, ilekroć jego koledzy wędkarze odkrywali pleśń w środku swojego gumowego obuwia, a on mógł się pochwalić, że w jego egzemplarzu wszystko nadal śmigało jak złoty znicz. - Tak ci się tylko wydaje, drogi chłopcze. U nas tę rolę objęła moja Dora. Niech ci Merlin trzyma drzwi do ucieczki, gdybyś dotknął jej szarlotki, zanim wystygnie, albo uparł się, że obiecałeś sąsiadowi odremontować jego drewutnię, kiedy ona akurat sobie umyśli porządkowanie strychu - westchnął cierpiętniczo, nagrodzony współczującym uśmiechem córki, która znajdowała się w tym samym ambarasie. Despotyczna natura Isadory była bardziej nieustępliwa, tata zaś dawał się naciągnąć na każdego cukierka na ulicy Pokątnej i z przymrużeniem oka patrzył na jej powroty nieco później, niż w umowie.
- W zasadzie mama bardziej nadaje się na magipolicjanta od ciebie - zawyrokowała Leonie, a kiedy zorientowała się, że nie zabrzmiała ani zbyt uprzejmie, ani tak zrozumiale, jak chciała, szybko odchrząknęła. - Znaczy, jeśliby rzucić na was okiem, żadnego z was nie znając. O to mi chodzi. Jest bardziej... - nie znajdując odpowiedniego słowa, młoda zielarka zamachała dłońmi, kreśląc w powietrzu kształt, który równie dobrze mógł być linią pionową albo poplątanym motkiem wełny, trudno powiedzieć. W każdym razie zamiar miał wyrażać sztywność, zdecydowanie i zamiłowanie do przestrzegania prawa. Szczególnie tego, które Isadora Figg ustaliła z Isadorą Figg. - ...niż ty - zakończyła i przytaknęła sobie samej, w ramach kropki stawianej na końcu zdania.
Lia, spodobał się jej ten pseudonim, co Titus mógł poznać po promieniejących czekoladowych oczach. Od tej chwili pierwsza utarczka odeszła w zapomnienie, a sojusz nawiązany nad słoiczkiem ze ślimakami stał się nieco trwalszy. Pokiwała głową w odpowiedzi na jego pytanie trochę zbyt ochoczo, ale jak miała się powstrzymać, skoro nikt nigdy nie nazwał jej tak ładnie? I jakby egzotycznie. Takim imieniem można było obdarzyć główną bohaterkę fantastycznej powieści przygodowej, nie zwykłą dziewczynę z Doliny Godryka.
- Niby tak, ale jeśli wypuścimy je zaraz obok przynęty, równie dobrze moglibyśmy uznać, że ślimaki były jej częścią, a nam zależy na tym, żeby jeszcze trochę pożyły - uparła się, na co Thaddeus dramatycznie wzniósł oczy do nieba, po czym za plecami córki wskazał na nią i bezdźwięcznie powtórzył imię małżonki. Rzeczywiście coś w tym było, Titus mógł zobaczyć w niej małe ziarenko zasiane przez Dorę, której naoglądała się przez ponad dwadzieścia lat życia i od której siłą rzeczy musiała przejąć kilka cech. - Niech mają równe szanse z łańcuchem pokarmowym - dodała łagodniej i posłała Harrisonowi kolejny mały uśmiech. Potem wstała z ogrzanej słońcem ziemi i ostrożnie chwyciła pojemnik ze stawonogami, już rozglądając się za dobrym miejscem do ich desantu. W niektórych miejscach trzciny gęściej porastały linię brzegową jeziora i to tam Leonie upatrywała w miarę bezpiecznego punktu: z daleka od głównej przejrzystej przestrzeni wody, gdzie zamierzali łowić. - Tutaj - zdecydowała i poczekała, aż Titus do niej dołączy. Dopiero razem, zgodnie ze wspólną komitywą, opróżnili słoik ze ślimaków, ostrożnie wypuszczając je na rzęskę za rogożą, tak zwaną pałką wodną. - Interesy z panem to przyjemność - zwróciła się teatralnie do Titusa, poważnie i uroczyście, jakby właśnie napisali scenariusz rewolucji albo dobili targu w ruchach na arenie międzynarodowej z iście makiawelistycznym zacięciem. - Dzięki, Tite - poprawiła się po chwili i tym razem opatrzyła słowa szerokim oraz wyraźnie uszczęśliwionym uśmiechem.
Siedzący na stołku Ted wydawał się rozpłynąć na ten widok. Wyobrażał sobie, jakie ta dwójka mogłaby dać mu wnuki, ale głównie to, ile ryb razem złowią, oby o wspólnych siłach, w kooperacji. Z roztargnienia wyrwał go głos Harrisona, na co sadownik podniósł się z umęczonym westchnieniem. - Dora? A co ty tu robisz? Przyrzekłbym, że brałem ze sobą Sona - poskarżył się żartobliwie, na co Leonie zachichotała, w mig zdejmując buty po to, żeby wejść do jeziornej płycizny. W końcu obiecała im wodorosty.

zt x2 <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.