• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 15.09.1957 | Friends forever
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
23-02-2026, 21:26

15.09.1957 | Friends forever
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
23-02-2026, 21:27
Przebywał w Cardiff może ze dwa tygodnie, starał się jakoś zaaklimatyzować. Na pierwszy ogień jednak stawiał ogarnięcie tego co ma robić w pracy. Ojciec dał mu jasne wytyczne, wiedział czym ma się zajmować, czego pilnować i na co zwracać uwagę. To była jego pierwsza poważna praca i zamierzał dać z siebie sto procent. Na całe szczęście miał jeszcze na miejscu Marcusa, człowieka, który miał odejść niedługo na emeryturę i to on miał przejąć jego obowiązki. Spędzał z nim całe dnie, ucząc się tego co miał robić. Mężczyzna starał się przekazać mu całą swoją widzę, dać mu wskazówki, które miały mu w przyszłości ułatwić pracę. Był mu niezwykle wdzięczny za pomoc, bo początkowo wszystko go przytłaczało. Miał siedemnaście lat, raptem trzy miesiące wcześniej skończył szkołę, a teraz miał podjąć się odpowiedzialnego zadania pilnowania ojcowskiego hangaru w Cardiff. Przez te dwa tygodnie cały czas nie odstępował Marcusa na krok, robiąc notatki aby o niczym nie zapomnieć i starał się zapoznać z ludźmi, w którymi miał współpracować w przyszłości. Poznał kilka załóg statków, które pływały dla ojcowskiej firmy, ale nadal miał jeszcze problem z zapamiętaniem ich imion.
Tego wieczora Marcus postanowił zabrać go na miasto, nawet jeśli w jego mniemaniu wyjście na miasto równało się z odwiedzeniem kilku barów i tawern w porcie. Mężczyzna wyszedł jednak z założenia, że jeśli młody chce się naprawdę dobrze czuć w porcie, obowiązkowo musi poznać miejscówki, w których spotykają się okoliczni mieszkańcy. Zaliczyli dwa bary gdzie Keith wypił może łącznie trzy piwa, ale tyle wystarczyło aby dorobił się naprawdę wyśmienitego humoru. Nie miał mocnej głowy, wcześniej jedynie pijał kremowe piwo w Trzech Miotłach podczas wypadów do Hogsmede więc nie można tak naprawdę nazwać tego jakiś specjalnie wysoko procentowym alkoholem.
- O teraz młody pójdziemy do Pod Mewą i Księżycem, klasa lokal. - Marcus pokiwał głową z zadowoloną miną i poklepał go po ramieniu.
On już dla odmiany był nieźle wcięty. Szedł lekko chwiejnym krokiem, ale Keith podejrzewał, że potrzeba jeszcze dość sporej ilości alkoholu aby zwalić tego faceta z nóg. Z rozbawieniem obserwował go kiedy szli mokrym chodnikiem, a w oddali majaczył szyld tawerny, do której się kierowali. Już na zewnątrz słyszał wrzawę, która panowała w tawernie, a to jedynie sprawiło, że był jeszcze bardziej ciekaw tego miejsca. Nie rozczarował się. Kiedy weszli do środka od razu uderzył w niego hałas i przeróżna mieszanka zapachów. Spowodowało to jednak, że jedynie uśmiechnął się szerzej, a więc tak wyglądało prawdziwe portowe życie.
- Marcus sukinsynie! W końcu się pojawiłeś! - zawołał ktoś na widok mężczyzny.
- Tak, jestem, otrzyjcie łzy! Musicie mi wybaczyć moją ostatnią nieobecność. - zaśmiał się Marcus, po czym pchnął Keitha do przodu, prezentując go wszystkim - Panie i panowie, przedstawiam wam nowego zarządcę hangaru Croft Transport! Przyjmijcie go z otwartymi ramionami! Młokos będzie teraz z wami pracował i się bawił. - zawołał obwieszczając wszystkim zgromadzonym pojawienie się nowego członka portowej społeczności.
Keith początkowo jedynie uśmiechnął się nieśmiało patrząc po tych wszystkich mordach, ale po chwili Marcus pchnął go bardziej do środka i moment później już został wciągnięty przez grono jego znajomych. Został zwalony tona pytań, na które starał się odpowiadać na tyle na ile umożliwiał mu jego podpity stan, zwłaszcza, że moment później pojawiły się przed nim kieliszki z rumem i nie miał innego wyjścia jak tylko je wypić. Był naprawdę zaskoczony jak ciepło go przywitali, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego niecodzienny wygląd.
- Riven złotko! Kolejka dla naszego nowego kolegi! - zawołał Marcus w kierunku baru, na co Keith automatycznie skierował swoje spojrzenie w tamtym kierunku.
- Riven? - uniósł brew ku górze, a po chwili widząc doskonale znaną sobie sylwetkę i burzę blond włosów, uśmiechnął się szeroko - Riven!!! - zawołał zrywając się z krzesła z taką prędkością, że aż mu się w głowie zakręciło, a alkohol z całą pewnością nie ułatwiał mu utrzymania równowagi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
24-02-2026, 20:31
Nie spodziewałam się tylu atrakcji w ciągu właściwie dwóch dni. Wczorajszy dzień był niezwykle intensywny, pojawienie się ekipy “Brzasku” i świętowanie objęcia stanowiska pierwszego oficera przez Kennetha. Oh, jak ja bardzo nie mogłam go wybić sobie z głowy. Mężczyzna zrobił na mnie ogromne wrażenie, ciągle we wspomnieniach miałam nasz wczorajszy taniec, chodziłam cała w skowronkach. Właściwie sama nie wiedziałam dlaczego. Gdybym miała dzisiaj wolne, chyba bym pół dnia przeleżała w łóżku ściskając poduszkę i piszcząc w nią z ekscytacji, że taki mężczyzna pojawił się w porcie. Ale nie miałam wolnego, musiałam pojawić się w pracy i całe szczęście dużo się działo. Moje myśli były zajęte pracą. Czas mijał mi dość szybko na wykonywaniu standardowych czynności. Podawałam jedzenie i napoje, mniej lub bardziej procentowe, czasem trzeba było coś sprzątnąć, czasem sprawdzić zamówienie. Skoczyć na kuchnię albo na zaplecze by coś przynieść. Nic nadzwyczajnego. W głównej mierze jednak stałam za barem i pilnowałam, aby gościom nic nie brakowało. Im później było tym więcej ciekawych ludzi się pojawiało, takich z którymi można było porozmawiać. Wyciągnąć szalone opowieści, nauczyć się czegoś nowego. Byłam akurat w trakcie takiej rozmowy. Do tawerny zaszło paru marynarzy innego statku, który od paru dni cumował w porcie. Jutro mieli wypłynąć i właśnie opowiadali mi trasę podróży z dużą dokładnością, ponieważ na blacie rozłożoną mieli mapę. Dobrze wiedziałam gdzie co się znajduje i nawet bez pomocy magii, a jedynie podążając wzrokiem za ich palcem sunącym się po morzach i oceanach wiedziałam którędy i gdzie płyną. Byłabym dobra w te klocki, tak myślałam. Często panowie mnie chwalili za bystre oko i spostrzegawczość. A to łechtało moje ego.
Swoje imię usłyszałam dwa razy. Raz ktoś zawołał, abym podała kolejkę. Drugi raz ktoś zawołał ze zdziwieniem. A potem jeszcze raz z dziwną radością w głosie. Uniosłam głowę zdziwiona i spojrzałam w stronę grupki mężczyzn, która siedziała w jakiejś odległości ode mnie. Nie wiem czy bardziej zareagowałam na swoje imię czy może na rumor, który temu towarzyszył. Poleciały jakieś krzesła. Nawet marynarze, z którymi rozmawiałam się obejrzeli i zaczęli śmiać pełną piersią. Jakiś młody chłopak rozbijał się po tawernie.
Ale to nie był jakiś chłopak. Z początku myślałam, że umysł płata mi figle. Nie spodziewałam się go tu zobaczyć. Opuściłam Hogwart w zeszłym roku, pracowałam sobie w tawernie kiedy on jeszcze się uczył i kontakt mieliśmy ledwie listowny. Nie dostałam żadnej informacji, że ten o to Puchon ma się pojawić w Cardiff. Czy jego rodzina nie mieszkała przypadkiem w Londynie? Albo jakoś tak? Uniosłam wysoko brwi, a uśmiech szeroki pojawił się na moich ustach. Przepraszająco spojrzałam na swoich towarzyszy, ale oni domyślili się chyba, że rozmowa skończona, ponieważ mapa zniknęła z blatu. Wystrzeliłam zza baru i pobiegłam w stronę szkolnego przyjaciela.
- Keith! - Krzyknęłam równie ucieszona co on. - Keith, nic nie mówiłeś… co ty tu… co on tu robi? - Spojrzałam na Marcusa z pytaniem w oczach.
Potem przeniosłam spojrzenie na Keitha. Nie widziałam go chyba od roku. Stęskniłam się bardzo więc nic więcej nie mówiąc przytuliłam go mocno i ścisnęłam ile sił miałam w rękach. Może nie dużo, ale wystarczająco, aby poczuł. Cieszyłam się, że go widzę. Ale byłam na tyle pochłonięta rozmowami na temat podróży i mapy, że nie słyszałam nawet o czym rozmawiają. Ani jak długo tu właściwie siedzieli.
- Czy ty jesteś pewny, że chcesz alkoholu? - Zapytałam młodego Crofta rozbawiona, a potem spojrzenie przeniosłam ponownie na Marcusa. - Zaraz wam poleję, na mój koszt o ile pozwolicie mi go porwać?
Spojrzenie numer trzy, duże oczy, uroczy uśmiech, niewinna poza. Zawsze działało, kiedy chciałam coś dostać lub coś osiągnąć. Byłam pewna, że i tym razem podziała. A potem zabiorę go do baru, dam do picia coś innego i uchronię przed okropnym kacem jutrzejszego dnia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
25-02-2026, 19:41
Niby wiedział, że jest w Cardiff, niby wiedział gdzie pracuje. Przecież regularnie wymieniali listy kiedy ona skończyła szkołę. Była jego najbliższą przyjaciółką, ile to razem przeżyli razem w szkole?! Jak mógł zapomnieć ją poinformować o tak ważnym fakcie jak to, że sprowadza się właśnie do jej miasta? Odpowiedź była prosta, był tak zaaferowany nową pracą, nowymi obowiązkami, że wypadło mu to z głowy. Kiedy skończył szkołę nie miał pojęcia co ze sobą zrobić. Oceny miał ledwo co przyzwoite, nikt z takimi nie przyjąłby go na staż w ministerstwie, z resztą wiedział, że nigdy by się tam nie odnalazł. Ojciec nigdy go jakoś specjalnie nie przymuszał do nauki, nie wywierał na nim presji, że musi mieć najlepsze oceny, więc ich nie miał. Widział te krzywe spojrzenia macochy kiedy wracał do domu na wakacje i pokazywał swój spis ocen. Jej zdanie jednak już dawno przestało go interesować. Nigdy go nie lubiła, wyżywała się na nim, dlaczego miałby sie więc przejmować tym co ona myśli? Jednak kiedy opuścił mury Hogwartu, dotarło do niego, że zawalił sprawę. Nie dość, że sam nie miał na siebie żadnego pomysłu, to jeszcze nikt go nigdzie nie chciał przyjąć, nawet na staż. Dopiero ojciec przybył mu z odsieczą, dzięki Merlinowi. Co prawda praca miała być daleko od domu, ale trudno. Ważne, że w ogóle była. Początkowo bardzo się denerwował, nie wiedział czy sobie poradzi. No bo co on tak naprawdę wiedział o porcie i pracy w hangarze? Kompletnie nie. Na całe szczęście był Marcus, człowieka, który wziął sobie za punkt honoru, że wyszkoli młodego tak, że będzie obcykany ze wszystkim i wszystkimi. I jak na razie szło mu to świetnie. Keith spędzał całe dnie na poznawaniu tajników prowadzenia hangaru, uczeniu się nazw statków i nazwisk załóg, które pływały dla ojcowskiej firmy. Marcus pokazywał mu wszystkie rejestry i jak je prowadzić, jak przeprowadzać inwentaryzację w magazynie, jak katalogować znajdujący się w nim towar. Croft nie chciał zawieść zaufania ojca i bardzo się do tego wszystkiego przykładał. Dlatego zapomniał poinformować Riven, że jest na miejscu.
Teraz, kiedy ją zobaczył, szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy. Nie zrobił sobie nawet nic z tego, że przez swoje roztrzepanie i zdecydowanie stan upojenia alkoholowego, przewrócił kilka krzeseł, samemu o mało co nie wywracając się spektakularnie. Thorne wyściskała go z całych sił, a on odpowiedział jej tym samym.
- Chodziliśmy razem do szkoły! - poinformował wszystkich zgromadzonych przy stoliku, prezentując swoją koleżankę, chociaż przecież wszyscy doskonale wiedzieli kim jest.
- Ach znacie się…jak miło. - Marcus zaśmiał się patrząc na ich dwójkę - No słonko co ci mogę powiedzieć, młody obejmie niedługo moje stanowisko w ojcowskiej firmie. Zabrałem go dzisiaj żeby poznał tutejsze zwyczaje. - mężczyzna wyszczerzył się do Riven.
- Jeju…ale jaja! - Croft trzasnął się otwartą dłonią w czoło patrząc na Riven, trochę mocniej niż zamierzał, ale znieczulony, nie odczuł tego jakoś boleśnie - Kurde, zapomniałem ci napisać. Tyle się działo! Mam ci tyle do powiedzenia! - uśmiechnął się do niej szeroko.
Słysząc pytanie czy na pewno chce więcej alkoholu, najpierw spojrzał na swoich dotychczasowych towarzyszy. Chociaż dobrze mu się do tej pory z nimi siedziało, tak w tym momencie kompletnie stracił nimi zainteresowanie. Wróci w końcu wzrokiem do Riven i posłał jej spojrzenie, które nie raz posyłał jej w szkole, dając jej tym samym znać, że ma już chyba dość.
- Oh Riven, złotko, pani mojego serca, jak moglibyśmy ci odmówić. - odezwał sie jeden z mężczyzn, który wcześniej przedstawił się jako Kurt, robiąc słodkie oczka do blondynki.
- Młody, tylko nie wariuj, jutro ci wyleje wiadro wody na łeb jak nie wstaniesz rano. - Marcus posłał mu sugestywnie spojrzenie, na co Keith jedynie uśmiechnął się pod nosem i w tym momencie o wiele odważniejszy dzięki procentom we krwi pokazał mu środkowy palec, na co mężczyzna pokręcił głową z rozbawieniem - Wyrobi się. - pokiwał zadowolony głową.
- Prowadź! - Croft odwrócił się już do Riven nie mogąc się przestać uśmiechać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.