• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Piętro IX > Drzwi do Departamentu Tajemnic
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
18-01-2026, 12:48

Drzwi do Departamentu Tajemnic
Na końcu długiego, bezokiennego korytarza znajdują się drzwi do Departamentu Tajemnicv - najbardziej tajemniczego miejsca w całym Ministerstwie Magii. Są gładkie, czarne, całkowicie pozbawione klamki i jakichkolwiek oznaczeń. Zlewają się z połyskującymi kafelkami ścian, tworząc jednolitą, ciemną płaszczyznę. Światło pochodni odbija się na nich słabo, nie pozostawiając refleksów ani cieni. Posadzka przed drzwiami jest pusta i wyraźnie odseparowana od reszty korytarza. Nie ma tu tablic informacyjnych, pieczęci ani znaków ostrzegawczych. Całość sprawia wrażenie miejsca wyłączonego z codziennego rytmu Ministerstwa — stałego, zamkniętego i podporządkowanego zasadom, które nie wymagają wyjaśnień. Dostęp do przestrzeni za tymi drzwiami mają naprawdę nieliczni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Cassius Avery
Śmierciożercy
Haunted spirits in my head, the thoughts themselves are the thinkers
Wiek
32
Zawód
badacz umysłów, pracownik MM, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
08-02-2026, 11:32
28 kwietnia 1962 - Praca nad comiesięcznym raportem z postępów w prowadzonych badaniach, porządkowanie planów i myśli

Jednym z niezaprzeczalnych mankamentów pracy w Departamencie Tajemnic — zwłaszcza dla kogoś, kto nie nosił jeszcze miana Niewymownego — był brak własnego gabinetu. Cassius zmuszony był więc regularnie uciekać się do prowizorycznych rozwiązań. Jako że progi drzwi znajdujących się na końcu korytarza pozbawionego okien były dostępne jedynie dla nielicznych, magipsychiatrów, z którymi rozprawiał o zawiłościach ludzkiego umysłu, przyjmował w przypadkowych, chwilowo nieużywanych pomieszczeniach. Podobnie jak chętnych gotowych przelać swoje wspomnienia do myślodsiewni, aby mógł następnie poddać je badaniom, dla których szczegółowa metodologia powstawała wraz z każdym nowym zgłoszeniem i przypadkiem. Nie był do końca usatysfakcjonowany tym, do czego miał dostęp, planował więc przedstawić swoim przełożonym szczegółowy plan działania, który pomógłby mu nie tylko usprawnić prowadzone czynności, ale i doprowadzić do upragnionego przełomu.
Na szczęście podsumowania swoich postępów nie przychodziło mu spisywać w zupełnie przypadkowych miejscach. W tym celu mógł usadowić się w jednej z sal Departamentu Tajemnic, spoglądając kątem oka na ustawione na półkach w równych rzędach myślodsiewnie. Zupełnie jak dzisiaj, gdy w skupieniu pochylał się nad rozłożoną na biurku kartką, postukując długopisem o drewniany blat. Dym unosił się z papierosa wetkniętego w usta, które zaciskały się na żółtawym filtrze tak, aby utrzymać go w bezruchu. Może łatwiej byłoby wykorzystać magiczne pióro i po prostu podyktować mu swoje przemyślenia. Cassius odnosił jednak wrażenie, że ręczne przelewanie refleksji na papier sprawiało, że trybiki jego umysłu łatwiej wskakiwały na swoje miejsce, pracowały płynniej, a same pomysły wydawały się bardziej klarowne. Poza tym nie zamierzał wypowiadać swoich idei na głos, gdy wokół nie trudno było o kogoś, kto nadstawiałby ucha i jeszcze podwędziłby mu jakiś przełomowy pomysł. Nie miał wątpliwości, że ów kiedyś się pojawi. Spisywał więc swoje przemyślenia i wyniki rozmów w formie raportu, który miał później przesłać do zwierzchników. Zamierzał również zawrzeć w nim listę kilku sugestii - propozycji rozwoju prowadzonych przez siebie badań.
Przez ostatnie tygodnie, za zgodą swojego bezpośredniego zwierzchnika, przeprowadził niezliczone rozmowy ze specjalistami, którzy opowiadali mu o ludzkich jaźniach z punktu widzenia prężnie rozwijającej się magipsychologii. Tym, co fascynowało Cassiusa najbardziej była siła płynąca z myśli, które pod wpływem nagłych emocji czy adrenaliny potrafiły wytwarzać w umyśle pewne bariery ochronne o tak wysokim poziomie złożoności, że trudno było przez nie przeniknąć nawet najbardziej wprawnemu legilimentowi. Dostrzegano to przede wszystkim u osób przebywających w św. Mungu na oddziale zamkniętym - u pacjentów po przebytej traumie, o umysłach stłamszonych klątwami. Te ostatnie wydawały się najbardziej fascynujące. Najlepsi specjaliści magipsychiatrii wydawali się bezradni, bo mimo stosowanych eliksirów, ziół i innych działań terapeutycznych, nie byli w stanie dotrzeć do źródła problemu, odkryć ziarno traumy zasadzone w chorej jaźni. Ta — wydawała się wrodzona zdolność — do budowania bariery ochronnej w chwilach największego zagrożenia była dla Cassiusa wybitnie interesująca. Pragnął ją przebić.
Wstał na moment, aby po raz kolejny rzucić okiem na skatalogowane w metodycznym porządku fiolki ze wspomnieniami i myślami otrzymanymi od delikwentów, którzy z własnej woli poddali się badaniom. Część z nich po prostu potrzebowała pieniędzy, inny zgadzali się na analizy z przekonań, dla nauki. Z rzadka jednak były to ciekawe przypadki. Cassius pragnął czegoś więcej, możliwości zagłębienia się w jaźnie pozbawione porządku, zupełnie przemeblowane i zagubione w samych sobie, aby móc zrozumieć moc wytwarzanych barier czy mocy odczuwanych emocji. Słyszał o przypadku matki, której zaginęło dziecko, a ona mocą swojej miłości i rozrywającej serce rozpaczy zdołała zlokalizować swoją latorośl i dzięki temu umożliwić sprowadzenie jej do domu. Nie posiadała przy tym żadnych specjalnych umiejętności. jak zdolności medium czy jasnowidztwo, zadziałała jedynie niezwykła więź i moc skierowanych w odpowiednim kierunku myśli.*
W jego zamyśle kluczem do sukcesu miała okazać się możliwość pobierania wspomnień i myśli z chorych umysłów. Badanie ich w myślodsiewni stanowiło nieodłączny element jego pracy —poznawanie ich gęstości, granic, samodzielnego wchodzenie do wspomnień i badanie ich konstruktów, zagłuszonych myśli i elementów zakrytych zasłoną pamięciowego mroku, aby podjąć próbę ich odsłonięcia. Wykorzystanie swoich umiejętności legilimencji wydawało mu się móc przynieść ze sobą jeszcze większą skuteczność. W końcu umysł penetrowany bez zgody właściciela był o wiele łatwiejszy do zgłębienia, bo ten nie wznosił wtedy mimowolnie murów wokół swoich myśli.
Wiedział, że przekonanie swoich zwierzchników o konieczności wykorzystania posiadanej w tym celu umiejętności — o której swego czasu przebąkiwał, mimo wszystko w Departamencie Tajemnic stanowiła ona niemały atut —mogło być problematyczne. Miał dla nich jednak propozycję, która wydawała mu całkiem racjonalna i pozwalała złapać dwie sroki za ogon - chciał wybrać się do Azkabanu i tam zbadać umysły przestępców. W tamte mury trafiali w końcu najgorsi degeneraci, często mordercy. i psychopaci Czy wciąż posiadali więc prawo do władania własnym umysłem? Przedstawiając ich jako potworów pozbawionych duszy, nierzadko skazanych na pocałunek dementora, ale wciąż oczekujących na wykonanie wyroku, mieli okazać się idealnymi obiektami badań - wszystko w imię nauki. Przecież tak czy siak mieli niedługo pożegnać się z życiem, ich los od dawna nie pozostawał w ich rękach. Czym byłaby więc ingerencja w ich zdeformowany zbrodniami umysł? Avery liczył na zgodę i na późniejsze wyniki, mając nadzieję, że tę otworzą przed nim kolejne drzwi. Tym razem do głów pacjentów św .Munga, tych zniszczonych przez klątwy.
Niezaprzeczalnie dostrzegał w tym również okazję do przypodobania się Czarnemu Panu. Podejrzewał, że gdyby choć uszczknąć tajemnicy i zaczął odkrywać sekrety rządzące umysłami, mógłby zyskać w jego oczach. Bo podobne umiejętności okazałyby się ważną bronią. O tym jednak jedynie na ten moment marzył. Otwarcie okazane uznanie przez Czarnego Pana byłoby wyróżnieniem, na które nie śmiał liczyć.
Postawił na kartce ostatnią kropkę. Zamierzał jeszcze raz przeczytać cały raport, a potem zaadresować go do swoich zwierzchników, załączając podsumowania i transkrypcje rozmów przeprowadzonych z przedstawicielami magiipsychiatrii i najbardziej interesującymi dawcami wspomnień, równocześnie uargumentowując potrzebę poszerzenia zakresu i sposobu prowadzenia badań.

*tutaj nawiązuję do późniejszego przypadku Lilly Evans, gdy ochroniła swojego syna przed avadą samą swoją miłością i myślom posyłanych w stronę syna w momencie ataku Voldemorta, ten stał się dla mnie inspiracją, czytałam gdzieś o tym

/ zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
22-02-2026, 14:37
21 kwietnia 1962 r.

Rutyna dnia skutecznie wyciszała poczucie czasu. Klucząc pomiędzy wysokimi regalami z których bil blask błękitnych kul Gethen przeglądał się przepowiedniom, mętne wnętrza szklanych naczyń nie zdradzały niepożądanym oczom ich treści. W swojej karierze odkrył może dwie przepowiednie, które były do niego adresowane, ale nie mial w sobie tyle ciekawości, by zajrzeć do ich treści. Jako jasnowidz dostrzegał tyle wizji, że wystarczyło mu ich na cale życie, a wciąż kolejne się pojawiały bardziej, lub mniej chciane.
Pomieszczenie wydawało się nie kończyć, patrząc przed siebie i oglądać się przez ramię dostrzegał jedynie niezliczone konstrukcje pełne zamkniętych w kulach przepowiedni. Scamander był autorem kilkunastu albo i kilkuset z nich, jego dar pozwalał mu na wywoływanie wizji i zamykanie ich w kulach. Nie przyglądał się im wybitnie przenosząc je se swojego umysłu i finalnie nie pamiętał, czego dotyczyły ani kogo.
Dziś czul się całkiem dobrze, co po ostatnim ataku migreny było całkiem niezłym sukcesem. Gethen zebrał się na odwagę, by dziś przywołać wizje i spróbować utworzyć przepowiednie. Nawet jeśli miałaby to być chociaż jedna przepowiednia. Na końcu pomieszczenia dotarł do stanowisk, gdzie ludzie o podobnych darach co on zabezpieczali przepowiednie. Rozłożył księgę, która przyniósł ze sobą na stojaku. Przejrzał przedmioty leżące na pulpicie i wybrał jedno z nazwisk, które niewiele mu mówiło.
Scamander zajął miejsce przy pulpicie siadając na krześle z podłokietnikami. Nie dotykał żadnego przedmiotu, by najpierw wyjąć swoja różdżkę i ułożyć ja pod ręką. Obok była misa myślodsiewni, gdzie przenosił wizje zaraz po ich zobaczeniu, a obok niej stało kilka kryształowych kul, w których zamykano przepowiednie po wydobyciu ich do myślodsiewni. Nim przeszedł do wywoływania wizji, formalnościom musiało stać się za dość. Scamander ujął w dłoń pióro, które było przywiązane do księgi magiczna nicią. Wypełnił cierpliwie rubryki przy nazwiskach dodając datę i swoje nazwisko, dla potwierdzenia kiedy i kto dokonał przywołania przepowiedni.
Cisza otaczała Scamandera, którzy w skupieniu przygotowywał się do wywołania wizji. Nie zawsze się udawało, czami były to niewyraźne plamy, sugestie a czasem pełne wizje. Nie zrażał się do efektów swojej pracy, jeśli nie jemu, to komuś innemu może uda się wydobyć pełen obraz przepowiedni.
Poza tym, nigdy nie był w pełni świadomy, do kogo należał przedmiot, który był katalizatorem wizji. Jako jasnowidz próbował chwytać wizje wywołaną ze stycznością z przedmiotem. Często były to osobiste rzeczy, nasączone sentymentem i przywiązaniem. Scamender bardzo szybko był pozbawiany wizji, topił je w myślodsiewni a potem przenosił do szklanych kul. Od tego momentu tylko adresat przepowiedni był w stanie zobaczyć daną wizję.
W dłoniach Scamandera wylądowała broszka, pięknie wykonana, złota róża z mnóstwem czerwonych kryształków. Pachniała słodko, niczym prawdziwa róża i kiedy tylko Gethen zamknął dłonie wokół przedmiotu, poczuł że nie jest to byle jaka brosza. Była ciężka i bila od niej specyficzna aura, która nie miała pochodzenia magicznego. Dla niego było to oczywistym uczuciem, które nosiły przedmioty wybitnie ukochane przez właścicieli, lub uświęcone w oczach wielu osób. Czuło się ten ciężar, nawet jeśli przedmiot ważył tyle co pióro.
Gethen zacisnął palce wokół broszki wędrując w myślach do jej kształtu, wagi i faktury. Wizje były często nieoczywiste, spontaniczne i chaotyczne, lecz w tym przypadku nie jego zadaniem było interpretowanie tego co zobaczy. Myśli Scamandera zasnuła ciemność, jego oczy wpatrywały się w przedmiot, a tęczówki zabłysły turkusowym blaskiem. Jego umysł wędrował w meandrach myśli wyciszając się i skupiając na źródle trzymanym w palcach. Aż pewnej chwili z ciemności wyłoniły się błyski, pojawiały się zarysy obrazu, ale nie zyskał on ostrości. W myślach Scamandera pojawiły się szepty, fragment zdania szanuj swoją różdżkę a po chwili pojawiła się różdżka, która złamała się w pół, magia z niej uleciała w powietrze i drewienko powoli skurczyło się i rozpadło się w pyl. A wraz z ta chwila nadeszła ciemność.
Scamander zamrugał, odłożył broszę na pulpit i odwrócił się w kierunku misy. Jego różdżka rozbłysła ciepłym, złotym blaskiem, kiedy przyłożył jej końcówkę do skroni. Srebrna smuga wymsknęła się z jego ciała i pociągana przez delikatny ruch spłynęła w kierunku misy. Po kilku chwilach na opanowanie emocji i myśli Scamnader sięgnął po szklaną kulę, która została wypełniona przez wizję. Odstawił ją na bok, a broszkę zamknął w czarnym pudełku z podpisem "1".
Na pulpicie leżało jeszcze kilka innych przedmiotów, ale Scamander wiedział, że nie musi się od razu na nich skupiać. W wizjach liczyła się precyzja i skupienie, a w jego przypadku istniało ryzyko wystąpienia ataku migreny. Dlatego na tą chwilę postanowił zaprzestać na jednej wizji, by wrócić tutaj po spełnieniu raportu i oddaniu go do kierownictwa. Nie był tutaj jedynym jasnowidzem, co rusz ktoś skupiał się na wywoływaniu wizji i tworzeniu przepowiedni, chociaż Scamander doskonale wiedział, że większość pochodziła z zewnątrz od innych jasnowidzów.
Ciche kroki mężczyzny powoli zanikały w przestrzeni i po trzaśnięciu drzwi zapala kompletna cieszą, a komnatę wypełniało jedynie niebieskie światło.

Rzut na wizję tutaj

zt Gethen
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:10 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.