• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 02.11.1959 | Don't leave me loving you
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
21-02-2026, 19:08

02.11.1959 | Don't leave me loving you
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
21-02-2026, 19:10
Chociaż powinnam skończyć już swoją zmianę, to zostałam w tawernie ponieważ on tam był. Poznaliśmy się ponad dwa lata temu i od tego momentu Kenneth Fernsby był nieodłącznym elementem “Pod Mewą i Księżycem”. Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy, gdy wirowałam z nim na drewnianych deskach prowizorycznego parkietu, utonęłam w jego błękitnych oczach. Stał się moim celem, moim kierunkiem ku któremu próbowałam dążyć, mimo że wiatr wiał mi prosto w twarz. Musiałam płynąć pod prąd. Byłam tu cały czas gotowa, czekałam, a jednocześnie wysyłałam znaki. Potrafiliśmy rozmawiać ze sobą godzinami, chłonęłam jego opowieści. Po długiej nieobecności witałam z szerokim uśmiechem, uroniłam łzę za każdym razem go wypływał. Gdy był w tawernie wodziłam za nim swoim spojrzeniem, każdy jego gest powodował rumieńce na moich policzkach, waliłam pięścią w blat gdy kolejny wieczór z rzędu opuszczał lokal z inną panną. Nie ze mną.
Jednak za każdym razem gdy się pojawiał, nadzieja odżyła od nowa. Dzisiaj zauważy, to był ten wieczór kiedy miał zwrócić na mnie swoją uwagę. Poświęcić mi ją nie jako koleżance, a jako kobiecie, która była nim zainteresowana. I widzieli to wszyscy tylko nie on. Nie raz i nie dwa mówili “odpuść sobie”, “on nie jest tego wart”, “to bawidamek, on nie jest dla ciebie”. Ja czułam inaczej, klapki na oczach i uszach i brnęłam do przodu. Przeciw logice. Przeciw zmęczeniu. To przecież będzie ten dzień, ten wieczór. Dlatego dzisiaj zostałam. Żeby spróbować raz jeszcze.
Uśmiech nie znikał z mojej twarzy. Niedawno wrócili z kolejnej wyprawy i on oraz jego marynarze byli częstymi gośćmi w ciągu ostatnich kilku dni. Wieczór był jeszcze młody, klientów było dużo, muzyka grała i usłyszeć można było śmiechy i głośne rozmowy. Wszyscy byli w dobrym nastroju, co i mnie się udzieliło. Nie powinno mnie tu być, ciotka zastrzegła, że za nadgodziny mi nie zapłaci, ale skoro Kenneth tu dzisiaj przyszedł i pił piwo, które sama mu nalałam, to jak mogłabym się zwinąć do domu? To oczywiste, że zostałam. Ciocia dobrze wiedziała co się dzieje, znała mnie na tyle by od razu rozpoznać targające mną uczucia. I chociaż chciałam przed nią wszystko ukryć, stając na wyżynach swoich aktorskich umiejętności, to ona była mistrzynią, której nie byłam w stanie oszukać. Nie mówiła jednak nic, nie wtrącała się, jedynie co jakiś czas na pomykała tylko o trudnościach w życiu z marynarzem. Nie musiała mi tego mówić, dobrze wiedziałam.
- Kiedy kolejny rejs? - Zapytałam, przystając na chwilę obok niego wtedy, kiedy nikt inny nie zawracał mu głowy swoją obecnością. - Jakie plany, na najbliższe tygodnie?
Położyłam przed nim talerz z przystawkami, z pewnością dobrze mu wejdą do tego piwa i jak to mówili niektórzy “przez żołądek do serca”, czy jakoś tak. Jedzenie w tawernie było bardzo dobre, a tonący chwyta się najostrzejszej brzytwy. Zmieniliśmy się w ciągu tych ostatnich dwóch lat, ja z pewnością. Wydoroślałam. Zniknęły z mojej twarzy te jeszcze dziecięce rysy, moja twarz się wysmukliła i coraz częściej można było dostrzec we mnie kobietę, a nie nastoletnią dziewczynę. Chociaż wciąż byłam są samą szaloną dziewczyną, co przeskakuje przez ladę baru z wysoko uniesionymi nogami z błyskiem w oku. Kenneth też dojrzał, zmienił się, a rola którą pełnił na statku nauczyła go wiele rzeczy. Tyle mogłam dostrzec, gdy tak czujnie obserwowałam go swoim okiem. Dla innych mógł być nadal szalony, niepoważny, zbyt pewny siebie, a może nawet lekkomyślny. Widziałam jak jego spojrzenie twardnieje, gdy ktoś opowiada o sztormie. Jak słucha uważnie, nawet jeśli udaje, że nie. Postawiłam talerz bliżej niego, jakby to miało jakieś znaczenie. Jakby odległość między nami dało się zmniejszyć kawałkiem chleba i marynowanym śledziem.
- Dziś kucharz się postarał - rzuciłam lekko, opierając się biodrem o ladę.
Przyglądałam mu się ukradkiem. Dłonie miał inne niż kiedyś, były bardziej szorstkie, jakby morze zostawiło na nich swój podpis. Twarz ostrzejszą, spojrzenie spokojniejsze. Nie wiedziałam kiedy zaczęłam czekać na jego powroty, może wtedy gdy przestałam się śmiać z jego opowieści, a zaczęłam ich słuchać? Może wtedy gdy złapałam się na tym, że wzrokiem szukam go w tłumie, zanim jeszcze usłyszę jego głos?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
22-02-2026, 18:00
Czekał ich jeszcze ostatni rejs przed zimową przerwę. W tym roku Brzask miał od grudnia do lutego dokować w Cardiff i zbierać siły przed marcową wyprawą. Kenneth po dwóch latach pracy jako pierwszy nabrał nowych nawyków oraz cech. Odpowiedzialny za załogę oraz statek zaczął się zmieniać. Choć nie w zmienił się całkowicie. Nadal pewny siebie, buńczuczny oraz nieraz nieprzewidywalny zaczynał myśleć z wyprzedzeniem. Planować swoje działania o parę kroków do przodu, tym bardziej od momentu kiedy jego praca nie skupiała się wyłącznie na uczciwych transakcjach, a kapitan statku chętnie korzystał z wiedzy i umiejętności swojego oficera.
Tawerna “Pod Mewą i Księżycem” była stałym punktem w jego trasie w trakcie pracy. To tutaj zatrzymywał się na pełen posiłek lub przegryzienie czegoś w locie nim ruszył dalej załatwiać zlecona mu zadania, lub te, których sam chciał dopilnować. Ściskał w dłoniach kolejne listy kiedy wkroczył do środka i zauważył pannę Thorne. -River! - Zawołał w jej stronę podchodząc do lady. Położył na wierzchu wymaganą i niezmienną od lat zapłatę. -Duży kufel. - Złożył zamówienie, a potem przysiadł przy jednym ze stolików zanurzając się w lekturze listów. Po jego minie ciężko było wyczytać co się w niej znajduje, jedynie cień irytacji czający się w oczach zdradzał, że ich treść go nie zachwyca. Zaraz jednak schował je do wnętrza swojego płaszcza, gdyż co jakiś czas zaczepiany przez innych i tak nie miał czasu na skupienie się na ich znaczeniu.
Uniósł spojrzenie kiedy przystanęła obok, a niebieska barwa tęczówek spoczęła na twarzy dziewczyny. Uśmiechnął się kącikiem ust. -Za dwa dni. Brzask już dokuje. - Odpowiedział, a potem zerknął na talerz jaki przed nim postawiła. Przystawki do piwa. Zawsze mu je podawała kiedy nie zamawiał pełnego obiadu. Zmrużył nieznacznie oczy kiedy ponownie skupił na niej całą swoją uwagę. Świdrował ją przez chwilę wzrokiem jakby chciał coś powiedzieć, ale zaraz z tego zrezygnował i sięgnął do swojej papierośnicy, z której wyciągnął papierosa i odpalił go natychmiast. Zaciągnął się mocniej. -Czeka nas trzytygodniowy rejs, potem dwa miesiące w porcie. W Cardiff. - Zdradził cały plan kapitana Brzasku. -Będziesz mieć od nas spokój na jakiś czas. - Zaśmiał się ponuro, bo czas zimowania sprawiał, że marynarze zaszywali się w swoich domach wśród dziatek i żon. On nie miał ani żony ani dzieci. Świadomie wybrał tę drogę. Wiedział jaki los jest pisany kobiecie związanej z marynarzem. A Fernsby nie chciał się angażować na stałe. Dobrze mu było, z pannami w portach, z tymi urywanymi nocami i chwilami zapomnienia w miękkich ramionach. Teraz przed rejsem też miał zamiar w jakiś się zanurzyć. Zapadło milczenie, które wyczytał jasno. Oczekiwała odpowiedzi. Zaciągnął się papierosem jeszcze raz. -A co u ciebie, River? - Zagadnął wiedząc jak ją drażni przekręcanie imienia, z czym nie miał zamiaru zrywać. Bawiło go to jej oburzenie - jak marszczyła nos, jak wydymała usta kiedy to robił. -Jakieś plany na najbliższe tygodnie? - Dopalił papierosa i dopiero wtedy zabrał się za konsumowanie przystawki jaką mu przyniosła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
22-02-2026, 20:02
Nie cierpiałam gdy przekręcał moje imię. Zawsze go za to ganiłam, dobrze wiedział, że tego nie lubię. Marszczyłam wtedy nosek i nadymałam usta wkurzając się, że znowu to zrobił. Co prawda przechodziło mi, szybciej lub trochę później, ale nie potrafiłam się zbyt długo na niego gniewać. Niestety miał w sobie coś co sprawiało, że coś za co ktoś inny oberwał by po łbie jemu przechodziło płazem. Wywróciłam tylko oczami, gdy wpadając do tawerny zawołał mnie tak a nie inaczej, nie chciało mi się dzisiaj z nim dyskutować. Przynajmniej nie teraz. I tak był zajęty, wczytywał się w jakieś dokumenty z cieniem niezadowolenia na twarzy. Nie mógł się na nich skupić, co chwilę ktoś coś od niego chciał. Już chciałam ich przegonić, czy nie widzieli, że pierwszy oficer jest zajęty i powinni dać mu spokój? Wtedy jednak schował dokumenty, a gdy nikogo obok niego nie było podeszłam tym razem ja. Nasze spojrzenia się spotkały, miał piękne błękitne oczy. Ładniejsze od moich.
- Za dwa dni, powiadasz? - Zapytałam.
Moja broda delikatnie zadrżała, ukryłam to dłonią - przetarłam skórę jakby coś mnie zaswędziało. Udało mi się powstrzymać emocje, nie lubiłam jak wypływali. Gdy znikał mój świat jakby tracił barwy. Uwielbiałam jego towarzystwo, a gdy nie pojawiał się w tawernie wszystko dookoła jakby stawało się bezbarwne. Wiedziałam, że wróci. Cardiff był jego punktem odpoczynku i regeneracji. Jednak czekanie zawsze kosztowało mnie dużo energii. A czas dłużył się niemiłosiernie.
Patrzył na mnie uważnie. Zmarszczyłam lekko brwi, miałam wrażenie, że chciał mi coś powiedzieć, charakterystycznie zmrużył oczy i wpatrywał się z uporem. Jednak żadne słowa nie padły z jego ust, a budujące się we mnie napięcie nagle opadło. Trzy tygodnie. Długo go nie będzie. To będą trzy tygodnie nudy, czekania, wyglądania "Brzasku" wpływającego do portu. Miałam jednak zajęcie, chociaż umiałam się zamienić we wronę i kawałek przelecieć, to utrzymanie formy animagicznej było trudne. Może się powinnam na tym skupić? Zaniedbywałam ćwiczenia, gdy Kenneth był w Cardiff.
- Spokój od was? - Uniosłam lekko brew ku górze. - Wasza załoga jest tu zawsze mile widziana, przynajmniej coś się dzieje.
On był tu zawsze mile widziany. Dzięki niemu tu się coś działo. Tak powinnam powiedzieć, jednak nie chciało to przejść przez moje gardło. Okres zimowy to faktycznie był moment kiedy marynarzy bywało mniej. Spędzali czas z rodzicami. Część wracało do domów, matek i ojców, część do swoich żon i dzieci, a inni… ci inni miałam nadzieję, że będą przychodzić tutaj. Bym mogła z nimi rozmawiać, uczyć się, zabawiać. Wywróciłam oczami słysząc pytanie.
- RiveN - zaakcentowałam odpowiednio swoje imię i dźgnęłam go palcem w ramię i marszcząc nos, tak jak zawsze. - Kiedyś się na ciebie obrażę - dodałam już z lekkim uśmiechem na twarzy, który próbowałam ukryć. Niech myśli, że mnie denerwuje, a co tam. - Plany? Moje? - Wzruszyłam ramionami. - Moje życie nie jest tak ciekawe jak wasze, dobrze wiesz. Będę tu codziennie, nigdzie się nie wybieram… chociaż, może jak mi ciocia zapłaci to skoczę do Londynu pobuszować po sklepach z ubraniami - uśmiechnęłam się szeroko.
Nic więcej robić nie będę. Życie będzie toczyć się dalej, chociaż pod nieobecność Kennetha trochę mniej ciekawie. Poranki nie będą już tak ekscytujące, gdy nie będzie perspektywy spotkania go w tawernie. Wieczory będą nudne, zakończone leżeniem w pustym łóżku z myślami przy “Brzasku”, czy przypadkiem nie złapał ich jakiś sztorm.
- A ty? - Przechyliłam lekko głowę. - Co planujesz jak wrócicie z rejsu? I gdzie właściwie płyniecie? Byłeś już tam? Czy tam będzie ciepło? - Zarzuciłam go pytaniami.
W tym samym czasie dłonią sięgnęłam w kierunku jego talerza z przekąskami. Nie spuszczałam spojrzenia z Kennetha sprawdzając na ile mi pozwoli chapnąć kawałek z jego porcji. Wydało mi się to całkiem zabawne, dlatego kąciki ust uniosły mi się ku górze. Moja dłoń wędrowała powoli, zdradzając się z zamiarem. Nie mogła być to dla Kennetha niespodzianka. Nikogo obok nas nie było, chyba nikt nie patrzył, mogliśmy pozwolić sobie na chwilę rozluźnienia. I małej zabawy, prawda?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
23-02-2026, 09:45
Reakcja była taka jakiej się spodziewał co wprawiło go w rozbawienie. Teraz stała obok, kiedy w tawernie panował jeszcze spokój i nie miała tyle pracy, choć jak dobrze się orientował to powinna już skończyć. Nie zapytał jednak o oto, kto wie jakie miała układy z panią Boyle. Na pytanie pokiwał jedynie głową celem potwierdzenia, że się nie pomylił. Dostrzegł ten błysk smutny czy też zawodu - ciężko było mu określić. -Nie mów, że będziesz tęsknić. - Puścił jej oczko, a kącik ust ozdobił zawadiacki uśmiech. Zaciągnął się papierosem, wypuścił dym nosem. Tego dnia był spokojniejszy niż zwykle, mniej zadziorny i chętny do droczenia się. Widać, że listy, które wcześniej czytał zaprzątały mu głowę i nie potrafił się od nich oderwać. Obecność dziewczyny nie była mu przykra. Lubił ją. Była mieszkanką portu, członkiem przedziwnej rodziny jaką wszyscy tutaj tworzyli. Mieli swoje wzloty i upadki, niesnaski i urazy, ale stanowili jedność. Gdy coś się działo, gdy ktoś potrzebował pomocy zawsze wyciągali do siebie dłoń. Nikt nie zostawał w potrzebie. Riven zaś wpisała się stałym elementem tego świata. Pracująca w tawernie dziewczyna, która potrafiła rozbroić uśmiechem, wiedziała jak zagadać, by ze starych marynarzy wyciągać kolejne opowieści i nawet jak mówili tę samą już po raz kolejny, słuchała za każdym razem z takim samym zainteresowaniem jakby nigdy wcześniej jej nie słyszała.
-Chłopaki na pewno będą przychodzić. - To się zgodził i strzepnął nadmiar popiołu do popielniczki. -Jeremy zaraz będzie ojcem, a Hankowi syn się żeni. Będą mieli co świętować. - Czas zimowania sprawiał, że marynarze oddawali się życiu rodzinnemu, nadrabiali te krótkie tygodnie kiedy byli na lądzie.
Zaśmiał się gdy go trąciła i poprawiła swoje imię. -Będę czekał na ten dzień. - Odparł niczym nie zrażony i zgasił niedopałek w popielniczce. -Nasze życie jedynie zdaje się być ciekawe, bo wiemy jak opowiadać. - Dodał jeszcze tonem jakby zdradzał jej największą tajemnicę świata. Nachylił się w jej stronę tym samym zachęcając, aby również to zrobiła jeżeli chciała usłyszeć coś więcej. -Większość naszej pracy to bezkresne morze, przeładunek towaru i znów bezkres wody.
Nie było w tym przesady. Opowieści zawsze były ciekawsze, ale zwykle okraszone dodatkowymi historiami, które nie miały miejsca. Tak to już z nimi było, że kochali się w historiach, uwielbiali je snuć, a wyobraźni im nie brakowało. Inna sprawa, że bywały rejsy, w których działo się aż nadto i starczyłoby tych wydarzeń na trzy kolejne.
Upił łyk piwa, gdy zalała go falą pytań. Jak zawsze ciekawa, jak zawsze chętna do zajmowania czymś gości. Przez chwilę znów się jej przyglądał z uwagą. -Spotykasz się z kimś, River? - Zagadnął ją nieoczekiwanie. -Powinnaś się z kimś spotykać.
Odstawił kufel na bok i chwycił kawałki panierowanej ryby. Jak zawsze odpowiednio przyprawione kąski idealnie pasowały do piwa. Rzeczywiście kucharz tego dnia miał chyba dobry humor albo dostawca przyniósł świeżutki połów. -Odpoczynek, a potem dalsza praca. Bo choć dokujemy przez zimę to inna praca nigdy się nie kończy. - Dla niego to był czas zdobywania kolejnych doświadczeń, treningów, podnoszenia swoich kwalifikacji oraz zdobywania nowych klientów i kontaktów. Przynajmniej jednak wieczory będzie miał wolne. Nie lubił mówić za dużo o swojej pracy poza tą na Brzasku. Reszta miał pozostać w cieniu więc pochwycił temat miejsca podróży od razu.-Ostatnie beczki tranu i Grenlandia. Nie będzie tam ciepło. - Dodał z rozbawieniem w głosie. -Znów będziemy zamarzać, ale dobrze, że możemy ustawić odpowiednie ochrony wewnątrz statku, to w kajutach jest ciepło i przyjemnie.
Magia pozwalała im na wiele, mogli normalnie żyć, nie martwiąc się tym, że będą zamarzać jak mugole. Znali też przejścia dla mugoli nieznane. -Znów pewnie spotkamy się z trytonami. Ostatnio są mocno drażliwi.
Dostrzegł jak czai się na jego talerz, zresztą zupełnie się z tym nie kryła. Obserwował kątem oka jak jej dłoń sunie po blacie, po czym podniósł talerz niespodziewanie w jej stronę. -Prawie jak Kraken. - Rzucił z wesołą nutą w głosie. A w tym momencie drzwi do tawerny się otworzyły i stanęła w nim kobieta o płomiennych włosach, która na widok Fernsbiego rozpromieniła się cała.
-Panie oficerze, Fernsby - zaświergotała, a on obejrzał się przez ramię.
-Scarlett - odpowiedział tonem głosu, w którym zawibrowała niższa nuta. Kobieta podeszła do ich stolika i zaraz się przysiadła bezceremonialnie. -Opowiadałem River o trytonach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
23-02-2026, 19:57
Mógł dostrzec to chwilowe przerażenie, które wymalowało się na mojej twarzy, gdy zapytał czy będę tęsknić. Byłam przekonana, że udało mi się to dobrze ukryć, ale widocznie moje umiejętności nie były jeszcze na tyle rozwinięte, abym umiała zapanować nad tymi mimowolnymi ruchami. Błysk w oku, rozszerzone źrenice, lekko drżąca warga. To szło wyćwiczyć, całkiem dobrze mi już szło. Czasem jednak, pod wpływem silniejszych uczuć, zapomniałam się. Zapomniałam się tak też i tym razem. Szybka kalkulacja, co powinnam zrobić. Uśmiechnęłam się więc lekko.
- Oczywiście, że będę. Tęsknie za każdym statkiem, który wypływa i każdego wyczekuję równie mocno - odparłam, spuszczając lekko wzrok.
Na “Brzask” zawsze czekam najmocniej.
Droczył się ze mną, miał ku temu dobry humor. A mi to nie przeszkadzało, lubiłam jak poświęcał mi uwagę, nawet jeśli to były tylko głupie zaczepki. Ale przez chwilę byłam centralnym punktem jego uwagi, a to powodowało, że uśmiech sam pojawiał się na mojej twarzy. Uniosłam spojrzenie, gdy zaczął plotkować. Brew powędrowała ku górze, a uśmiech jeszcze bardziej się rozszerzył. Znałam tych ludzi i cieszyłam się, że ich życie idzie do przodu. Z pewnością i narodziny syna i kolejny ślub zostanie hucznie opity pod dachem tawerny. Wręcz nie mogłam się już doczekać.
- To dobre wieści - skwitowałam. - To dlatego ich tu ostatnio mniej - kiwnęłam głową.
Westchnęłam tylko rozbawiona, no bo co miałam zrobić. Bawiło go drażnienie mnie, a ja się za każdym razem dałam złapać. Jego reakcja była miła, a ja tak naprawdę nie byłam zła. Chyba nie mogłabym się na niego złościć. Nachyliłam się, konspiracyjne rozmowy między nami były na porządku dziennym. A ja przynajmniej mogłam przyjrzeć mu się dokładniej, zajrzeć głęboko w oczy, poczuć zapach otaczający jego ciało.
- Chciałabym zobaczyć to bezkresne morze - szepnęłam.
Nic więc dziwnego, że zaczęłam zaraz wypytywać o miejsca gdzie będą pływać. Czy już tam był. Co tam ciekawego będą robić. Nie dostałam jednak odpowiedzi, a uważne spojrzenie, które jakby chciało prześwidrować mnie na wylot. Jego pytanie zbiło mnie z tropu, nie wiedziałam co powiedzieć. Uśmiech zszedł z mojej twarzy, zacisnęłam usta i lekko pokręciłam głową. Z nikim się nie spotykałam, ostatnie dwa lata były ukierunkowane tylko w jedną stronę. Kenneth Fernsby. I na żadnego innego mężczyznę nie patrzyłam tak jak kiedyś. Oficer jednak nie drążył tematu, zamiast tego zaczął odpowiadać na moje pytania, więc lekko przygryzając dolną wargę skupiłam się na tym co mówi. Opowieści o Grenlandii były ciekawe, nie byłam w stanie wyobrazić sobie jak bardzo musiało być tam zimno. A na wspomnienie o trytonach wzięłam głębszy wdech wystraszona.
- Uważajcie, proszę - odparłam z powagą w głosie. - A te trytony. Dlaczego są takie rozdrażnione? Jest jakiś powód?
Przechyliłam lekko głowę oczekując, że to może pociągnąć ciekawą rozmowę. A w dodatku moja napaść na jego talerz powiodła się sukcesem, Kenneth podzielił się ze mną swoją zakąską. Moja dłoń, jak macka Krakena, chwyciła kawałek wsunęła ją do mojej buzi. Nawet nie ukrywałam swojego zadowolenia. Mina mi jednak zrzedła, gdy przestaliśmy być sami przy barze. Rudowłosa kobieta, której głos rozniósł się po tawernie, podeszła do nas widocznie ucieszona na widok Kennetha. Zmierzyłam ją wzrokiem, a potem moje spojrzenie padło na oficera. Jego ton głosu był inny, niższy, wibrujący. Do mnie nigdy się tak nie zwrócił. Nie tak. Obserwowałam ich przez chwilę, jak wymieniają między sobą spojrzenia. Kenneth poinformował ją, że opowiada mi o trytonach, ale sądząc po jej wyrazie twarzy, to nie specjalnie ją to zainteresowało.
- Podać coś? - Zapytałam mechanicznie.
W moim głosie nie było już tej radości co przed chwilą. Był chłód, cienki jak ostrze noża. Sama się tego nie spodziewałam. Uśmiechnęłam się, ale to nie był uśmiech. Raczej uprzejma maska, jaką zakłada się wobec obcych.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
24-02-2026, 21:44
Wydawało mu się, że dziewczyna jest bardzo przejęta tym, że znów wypływają. Co było dziwne, przecież wiedziała, że taki jest los marynarza. I pewnego dnia może nie wrócić. -Nie przywiązuj się do nas, Riven. - Odpowiedział tym razem poważniej i nie przekręcając imienia jak to miał w zwyczaju. -Nasze życie jest zależne od morskich fal. Nie warto.
Wystarczyło kilka sztormów, kilka źle obliczonych kursów, kilka ciał zsuwających się za burtę bez krzyku, bo krzyk i tak ginął w wietrze. Marynarskie życie było jak lina nasączona solą; z pozoru mocna, w istocie przetarta w miejscach, których nie widać. Pękała nagle. Zawsze nagle. Człowiek mógł mieć plan, marzenie, nawet miłość czekającą w porcie, lecz wystarczył jeden fałszywy manewr, jeden kaprys nieba, by wszystko zmieniło się w mokrą plamę na pokładzie. Kenneth widział mężczyzn, którzy przysięgali, że wrócą do domów i do kobiet, które czekały z dziećmi przy biodrach. Widział ich oczy, gdy statek wychodził z portu – pełne nadziei, niemal młodzieńcze. A potem widział ich twarze, gdy morze odbierało im przyjaciół. Wtedy nadzieja kruszyła się szybciej niż maszt w sztormie. Wiedział, że nie jest człowiekiem, który może komuś obiecać „zawsze”. Słowo „zawsze” brzmiało jak żart w ustach marynarza. Jak bluźnierstwo wobec żywiołu, który w jednej chwili mógł zamknąć nad nim wodę. Jak mógłby przysiąc komuś powrót, skoro nawet nie był pewien, czy doczeka świtu? Jak mógłby budować dom, skoro jego życie było nieustannym odpływem?
Samotność była bezpieczniejsza.
Jednak był tylko człowiekiem. I czasem, gdy statek cumował, a noc pachniała drewnem i dymem, pozwalał sobie na chwilę słabości. Na obecność kobiety, która nie zadawała pytań o przyszłość. Która nie mówiła o wspólnym domu. Która rozumiała, że poranek oznacza rozstanie. W jej ramionach znajdował nie miłość, lecz wytchnienie. Ciszę między jednym sztormem a drugim. Ciepło, które na moment zagłuszało chłód wżarty w kości. Nie składał im obietnic. Nie mówił o powrotach. Wiedział bowiem, że marynarz, który obiecuje, kłamie – nawet jeśli wierzy w każde własne słowo.
Rozmowa zaraz spłynęła na bezkres morza, na wyprawę, do której się szykował, ale rozmowa została przerwana przybyciem Scarlett. Wiedział czego chciała, a ona wiedziała, że on zaraz wyruszał. Znała jego plan podróży. Zaraz spojrzała na Riven i posłała jej wdzięczny uśmiech.
-Jedno piwo. - Następnie spojrzała na oficera. -Trytony? Mówiłeś, że umiesz z nimi rozmawiać.
-Na mój koszt to piwo. - Dodał od razu Kenneth, a potem objął ramieniem Scarlett. -Tak mówiłem, bo znam trytoński. A wiecie, że zależnie w jakim akwenie wodnym, to trytony jak ludzie, mają różny sposób wymowy. Niektóre wręcz trudno zrozumieć. - Zrobił przy tym cierpiętniczą minę jakby samo wspomnienie tych rozmów było mordęgą. Upił swojego piwa i zagryzł zaraz, po czym spojrzał na barmankę. -River, pytała o to czym są rozdrażnione. - Utkwił niebieskie spojrzenie w dziewczynie. -Połowami. Sieci rybackie i ekspansja rybołówstwa narusza ich terytoria. Muszą uciekać ze swoim żerowisk, a te się kurczą coraz bardziej. Możliwe, że temat już jest w Ministerstwie.
-To musisz uważać w trakcie rejsu, aby ci nie zrobiły krzywdy. - Scarlett przylgnęła do boku Kennetha, a potem szepnęła mu coś na ucho, co szczerze rozbawiło oficera i sprawiło, że w jego spojrzeniu pojawił się niebezpieczny błysk. Jeden z tych drapieżnych.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
24-02-2026, 22:15
Łatwo było mówić “nie przywiązuj się”. Byłam tylko kobietą, z sercem które pragnęło jego. Pragnęło od lat i wciąż nie zostało zaspokojone. Chwila uwagi, miły uśmiech, opowieść przy piwie. To nie wystarczyło. Karmione nadzieją, kłamstwem, że coś się zmieni. On zauważy. Zwróci na mnie uwagę. Spojrzy tak jak na każdą inną kobietę spoglądał, tylko nie na mnie. Nie chciałam wiele, nie chciałam deklaracji ani obietnic. Chciałam jedynie móc budzić się u jego boku o poranku, móc odprowadzać statek wzrokiem gdy odpływał i czekać na pomoście na jego powroty. I nawet jeśli by kiedyś nie wrócił, miałabym wspomnienia. Wiedziałam jakie jest życie marynarza. Wielu takich tu było, co wypłynęło i nigdy nie wróciło. Nie raz i nie dwa słysząc wieści i mi łza pociekła po policzku. Nie musiał mi mówić, że ich życie jest zależne od morza. I należy do morza. Chociaż byłam młoda, to rozumiałam to. Chciałam być po prostu obok. Chciałam być nie tylko koleżanką, nie tylko przyjaciółką, nie tylko barmanką. Czy naprawdę wymagam tak wiele?
Pojawienie się Scarlett zaprzepaściło wszystko. Chociaż byłam w tej rozmowie, to byłam obok. Patrzył na nią, stawiał jej piwo, obejmował ramieniem. Mówił o trytonach, ale do mnie nie docierało. Patrzyłam na nich, gdy nalewałam kufel po brzeg, a jedyną moją myślą było to, z jak ogromną chęcią naplułabym jej do tego trunku. Niech się udławi.
Wezbrała we mnie złość, której nie rozumiałam. Postawiłam kufel z hukiem większym niż się spodziewałam. Jej imię brzmiało jak drzazga wbita boleśnie w palec. Była czerwienią, wyraźnym elementem. Wypełniła sobą to pomieszczenie nie zostawiając miejsca dla mnie. Była gorącem, kiedy mnie wypełniał chłód. To chłód, który wpełza pod skórę jak morska woda. Powolny. Cichy. Nie robi hałasu. Nie krzyczy. Tylko odbiera ciepło. Chciałam się roześmiać. Rzucić jakąś kąśliwą uwagę. Przeciąć napięcie ostrym słowem. Ale byłam w stanie tylko milczeć.
I wtedy na mnie spojrzał. Nie przelotnie, jakby rozglądał się po tawernie. Prosto w oczy, odpowiadając na moje wcześniej zadane pytanie. Czy to umysł płatał mi figle, czy w jego spojrzeniu było zawarte pytanie? Znał mnie, wystarczająco, by dostrzec, że coś się zmieniło. Że mój uśmiech jest cieńszy, a dłonie trzymam zbyt spokojnie.
To ja miałam odpowiedzieć, on zwracał się wtedy do mnie. Serce zabiło mi mocniej słysząc jej głos wtedy, kiedy ja rozchyliłam usta, aby dopytać o coś więcej. Podtrzymać rozmowę, która między nami przed chwilą była. Scarlett przysunęła się bliżej niego, zbyt blisko. Przylgnęła do niego biodrem, ramieniem, tak naturalnie jakby robiła to nie raz. Pochyliła się i zaczęła coś szeptać przy jego uchu. Nie słyszałam słów. Ale widziałam ten błysk w oczach Kennetha, jego śmiech dotarł do moich uszu. Ten sam śmiech i to samo spojrzenie, gdy podejmował wyzwanie. Gdy morze było wzburzone i zamiast się cofnąć, szedł naprzód. Poczułam, jak coś w środku zaciska się boleśnie, jak lina napięta tak mocno, że zaczyna wrzynać się w dłonie.
To było głupie. To było niedorzeczne. Nie należał do mnie, a jednak poczułam zazdrość. Zazdrość, jaką wcześniej czułam wielokrotnie. Widziałam go z pannami nie raz, ale dzisiaj się przelało. Dzisiaj było zbyt wiele. Gdy to miał być ten dzień kiedy miał zwrócić na mnie swoją uwagę, zostałam zepchnięta z piedestału. Wrzucona do ciemnej dziury. Zapomniana. I chociaż na mnie patrzył, to tak naprawdę mnie nie widział.
- Trytony potrafią być terytorialne - powiedziałam nagle, unosząc lekko brew ku górze i spoglądając tylko i wyłącznie na Kennetha. - Zwłaszcza, gdy ktoś wchodzi na ich wody bez zaproszenia. Potrafią być też pamiętliwe…
Moje spojrzenie na chwilę przeniosło się na kobietę. W moim spojrzeniu wydawać by się mogło, że jest czysta obojętność. Oparłam się o blat i nachyliłam lekko, dopiero wtedy przeniosłam swój wzrok z powrotem na Kennetha.
- A z tego co słyszałam - dodałam ciszej, spokojniej - największą krzywdę robią tym, którzy igrają z prądami, których nie potrafią odczytać.
Powinnam była przestać. Zamilkłam. I patrzyłam na oficera. Nie na Scarlett, bo to nie o niej była ta rozmowa. W tawernie wciąż było głośno, ktoś śmiał się przy drugim stole, kufle stuknęły o blat. A między nami zrobiło się cicho, jak tuż przed sztormem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
24-02-2026, 22:54
Uśmiechała się zawodowo. Zmrużył lekko oczy, jakby próbował uchwycić różnicę. Znał jej spojrzenia. Wiedział, kiedy była rozbawiona, kiedy zirytowana, kiedy tylko udawała obojętność. Teraz w jej oczach czaił się chłód. Ale nie z tych co wywołują gwałtowną burzę. Raczej wycofany. Jakby postawiła między nimi cienką szybę. -Wyglądasz jakbyś miała ochotę rzucić w kogoś zdechłym śledziem. - Zaczepił ją, a Scarlett pochwyciła podane jej piwo zupełnie nie przejmując się tym, że w ruchach Riven nastała pewna sztywność. Ujęła kufel w smukłe palce i upiła spory łyk. Kenneth zaś obejmując rudowłosą, nadal wpatrywał się w Riven. Zauważył, że unika dłuższego kontaktu wzrokowego. Skąd się wziął nagle ten chłód? W pierwszym odruchu chciał to rozgryźć, rozplątać jak splątany węzeł. Ale dziś nie miał w sobie ciężaru do analizowania cudzych nastrojów. Humor wciąż trzymał się go mocno, nie pozwalając, by drobne rysy zepsuły mu wieczór. Może była zmęczona.
Tawerna pękała w szwach. Marynarze głośni, spragnieni, rozochoceni po wypłacie. Mógł sobie wyobrazić, ile musiała wysłuchać. Ile rąk musiała od siebie odsunąć. Ile głupich uwag zignorować. A może wcześniejsze słowa ją zabolały, kiedy kazał jej się nie przejmować marynarzami. Jeśli ją to uraziło, nie powiedziała tego wprost. Kenneth potarł brodę w zamyśleniu, po czym wzruszył lekko ramionami. Nie zamierzał dziś drążyć. Jeśli była zmęczona to należał jej się spokój. Jeśli była urażona, to da jej czas, aż sama zdecyduje, czy chce do tego wrócić. A jednak postanowiła się odezwać. Tylko jakoś dziwnym trafem te słowa były potwierdzeniem tego co sam mówił, a jednak podskórnie czuł, że nie chodziło o same trytony. -Przede wszystkim nie lubią jak się je traktuje z wyższością. Mają swoją godność i dumę. - Dodał od siebie, a dłoń Scarlett zaczęła niespiesznie bawić się naszyjnikiem mężczyzny w kształcie kotwicy. Nie odtrącił jej, ale wzrok nadal miał skupiony na Riven. -A z tego co ja słyszałem - odpowiedział w podobnym tonie uśmiechając się krzywo. Pochylił się w stronę barmanki. -Nie lubią jak im się coś narzuca. - Odsunął się od lady i dopił swoje piwo. Wyciągnął odpowiednią zapłatę i położył na wierzchu. Musiała być zmęczona. -Nie przemęczaj się — rzucił lżej, niż należało. I choć nie zrozumiał powodu jej chłodu, coś w nim zanotowało zmianę. Jak marynarz, który jeszcze nie widzi sztormu, ale wyczuwa subtelne przesunięcie wiatru. Obejrzał się na Scarlett, puścił ją, a ona skierowała się w stronę wyjścia, tam zaczekała na oficera. Ten zaś odszedł od lady. -Jakby pojawił się Jimmy, to powiedz mu, żeby mnie szukał jutro w dokach. Będziemy szykować Brzask. -Zwrócił się do Riven, jakby przed chwilą nie doszło do dziwnej wymiany zdań.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
25-02-2026, 17:53
Jego słowa bolały. Chociaż przyglądał mi się z czujnością, zdecydowanie zauważając różnicę zdecydował się na kąśliwy komentarz, który jedynie mnie podjudził. Moje źrenice rozszerzyły się lekko, zaskoczona komentarzem nie powiedziałam nic. Scarlett nawet na nas nie zwracała uwagi, była ale jakby jej nie było. To była gra między nami.
Nie wiedziałam w którym dokładnie momencie pojawiło się to szkło między nami. Cienka przegroda, delikatna niczym płatek śniegu ale oddzielała mnie od niego. W tym momencie stanowiła przeszkodę nie do przebicia. Mogłam w nią walić pięściami, a ani drgnęła. Mogła zostać zniszczona tylko od strony Kennetha. Ale on wybrał inną, obejmował ją ramieniem.
Gra trwała. To była gra o granice, o dumę i o to kto pierwszy się cofnie. Uśmiechnęłam się. Powoli, nie szeroko. Scarlett bawiła się jego kotwicą, jakby to była błyskotka znaleziona na dnie kufra. Zauważyłam to, oczywiście, że zauważyłam. Ale nie pozwoliłam, by mój wzrok tam uciekł. Utkwiłam swoje spojrzenie w jego błękitnych oczach, w których tak tonęłam. Teraz były dla mnie otchłanią bez dna, ciemną dziurą w której spadałam wciąż w dół. Powietrze zgęstniało, przez chwilę myślałam nad jego słowami. Jak ubrać je w słowa, aby gdy kiedyś zrozumie o czym była tak naprawdę ta rozmowa, te słowa wróciły do niego jak echo.
- Wiesz… Trytony faktycznie nie znoszą, kiedy ktoś próbuje im coś narzucić. Ani kiedy patrzy się na nie z góry - przesunęłam palcem po drewnianym blacie, jakbym rysowała na nim jakiś znak. - I syreny też nie. Po za tym, one nie ciągną nikogo pod wodę na siłę. Czekają. Jeśli ktoś chce, sam zanurza się głębiej. A jeśli nie chce… pozwalają mu odpłynąć. - Uśmiechnęłam się lekko - Nawet jeśli przez chwilę wierzyły, że zostanie.
Serce biło mi nierówno. Nie jak podczas tańca. Tamten rytm był jak wiatr w żaglach, silny, czysty, unoszący. To było inne. Byłam głupia. Przecież wiedziałam, że on nie zostaje w porcie na dłużej. Nie chce. Nie musi. A ja byłam takim portem. Głośnym, ciepłym, pełnym światła i muzyki. Dobrym miejscem na postój. Nie na zakotwiczenie. Nie chciałam być syreną, która śpiewa tylko po to, by ktoś zatonął. Chciałam być kimś, do kogo wraca się z własnej woli. Kimś, kogo wybiera się świadomie, nie w przypływie chwili. Jeśli miał odpłynąć, zrobi to tak czy inaczej. A ja nie będę go zatrzymywać. Już nie.
Scarlett nadal stała blisko niego. Jej dłoń wciąż spoczywała przy jego naszyjniku, jakby kotwica należała do niej. Ja nie miałam prawa nawet musnąć jej palcem. Przez dwa lata dojrzewałam, nabierałam tej pewności siebie, tej siły w spojrzeniu. A jednak teraz czułam się znowu jak dziewczyna, która przeskakuje przez ladę tylko po to, żeby ktoś na mnie spojrzał.
Rudowłosa kobieta sobie poszła i Kenneth również szykował się do wyjścia. Miałam się nie przemęczać. Miałam poinformować Jimmiego. Patrzyłam jak odchodzi, gdy tuż obok usiadł stary Torin, pływał na ”Czarnej Flądrze” odkąd pamiętam, a on znał mnie od kiedy ciotka pozwoliła mi kręcić się po tawernie. Spojrzałam na niego z bólem w oczach, ten jedynie lekko kiwnął głową.
- Ulżyj sobie - odparł tylko. - Trzeba było słuchać starego człowieka.
I gdy za Kennethem zamknęły się drzwi, ja sięgnęłam po jego kufel i z rykiem pełnym bólu, żalu i złości cisnęłam nim o podłogę. Szkło rozpadło się na miliony kawałków, tak jak właśnie rozpadło się moje serce. Nie spojrzałam w stronę drzwi. Nie sprawdziłam czy spojrzał, czy usłyszał ten krzyk. Byłam na to zbyt dumna.
Przepłakałam całe trzy tygodnie.
Gdy ”Brzask” wrócił, z pozoru nic się nie zmieniło. Gdy marynarze wpadli do tawerny “Pod Mewą i Księżycem” z Kennethem na czele powitałam ich z uśmiechem na ustach. Gdy chciał ze mną rozmawiać - rozmawiałam. Gdy snuł opowieści - słuchałam. Gdy chciał tańczyć - tańczyłam. Jednak w moim spojrzeniu nigdy nie dostrzegł już tej iskry. Do piwa nigdy więcej nie dostał przystawki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:39 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.