• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > Myślodsiewnia > 14.09.1957 | Let's cause a little trouble
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
29-01-2026, 21:35

14.09.1957 | Let's cause a little trouble
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
29-01-2026, 21:37
Drzwi tawerny otworzyły się z hukiem, jakby nie zamierzały stawiać żadnego oporu, a do środka wlała się fala hałasu, śmiechu i rozbawionych głosów. Załoga Brzasku wpadła do środka jednym zwartym ruchem, głośna, rozgadana, jeszcze nie do końca oderwana od pokładu. Przekrzykiwali się nawzajem, rzucali komentarze, ktoś już śmiał się tak, jakby był po trzecim kuflu, choć ledwie postawił stopę na lądzie. Ciągnął się za nimi zapach otwartego morza, soli, wilgotnych ubrań i wiatru. “Fernsby!” krzyczało kilka gardeł na raz. Nie było wątpliwości, kogo mają na myśli. Poklepywali go po plecach, po ramionach, ktoś niemal wcisnął mu się pod łokieć. Kenneth szczerzył się szeroko, bez cienia zmęczenia, trzymając w dłoni dokumenty z wyraźnymi pieczęciami, które jeszcze przed chwilą były ważniejsze niż cokolwiek innego. Teraz stały się pretekstem do świętowania. Ktoś krzyknął coś o udanym rejsie, ktoś inny o szczęściu, które znowu im dopisało, a śmiech rozlał się po sali, zaraźliwy i głośny. Tawerna szybko podchwyciła ten nastrój. Kilka głów odwróciło się w ich stronę, ktoś uniósł kufel w niemym geście powitania, ktoś inny zaczął przesuwać krzesła, robiąc miejsce. Ekscytacja wisiała w powietrzu, gęsta i szczera, a Brzask i jego załoga zaznaczyli swoją obecność tak, jak potrafili najlepiej. Głośno. I bez najmniejszej ochoty, by to tłumić.
Kenneth zaśmiał się w głos słysząc jakiś żart, po czym schował listy do swojej kurty marynarskiej. Nie był na lądzie prawie od roku, a to miejsce zdawało się, że nic a nic się nie zmieniło. -Panowie! - Zawołał przekrzykując harmider wokół siebie. -Pierwsze dwie kolejki są na mnie! Za kapitana! - Zakrzyknął, a wraz z nim reszta załogi. “I za nowego pierwszego oficera, Fernsbiego!”- dołączyły inne głosy, a wraz z nim huk oklasków zmieszanych z okrzykami. Nie było wątpliwości, że tego dnia w tawernie nie będzie spokojnie, a odbędzie się świętowanie do białego rana. Świeżo mianowany pierwszy oficer na Brzasku podszedł do lady i uderzył otwartą dłonią w jej blat. -Dwie kolejki dla całej załogi! - Zawołał i zamarł kiedy zobaczył nową, młodą twarz. Nie mogła mieć więcej jak osiemnaście lub dziewiętnaście lat. Tak na szybko oszacował po jej wyglądzie. Musiała zatrudnić się w tawernie jak tylko skończyła Hogwart i kiedy on wypłynął na prawie roczny rejs. -Jesteś tu nowa, Złotko. - Bardziej stwierdził niż zapytał. Tawernę i jej obsługę znał doskonale. -Kenneth Fernsby, ze statku Brzask. - Przedstawił się i uśmiechnął szeroko. -Będzie trochę głośno, świętujemy mój awans. -Poklepał się po kurtce, tam gdzie w wewnętrznej kieszeni schował odpowiednie dokumenty.
Stał wyprostowany, ramiona miał rozluźnione, a szeroki uśmiech rozciągał mu twarz w sposób, który natychmiast przyciągał spojrzenia. To nie był grzeczny, uprzejmy uśmiech ani wyuczony gest. Był szczery, zuchwały, podszyty świadomością własnej pozycji i tego, co właśnie osiągnął. Czarował nim bez wysiłku, jakby robił to odruchowo, wiedząc, że działa. W jego ruchach było coś swobodnego, niemal drapieżnego. Śmiał się głośno, odpowiadał zaczepkami, przyjmował poklepywania bez najmniejszego skrępowania. W oczach błyszczała ta charakterystyczna dzikość, której nie dało się pomylić z niczym innym. Otaczała go energia człowieka, który znał morze i nie bał się ryzyka.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
01-02-2026, 19:56
Praca w tawernie była dla mnie codziennością. Od roku pracowałam już na pełen etat. Jeszcze dwa lata temu krążyłabym pewnie właśnie po korytarzach Hogwartu, może bym się uczyła, odrabiała lekcje albo migdaliła się w zaułku razem z jakimś starszym chłopcem. Jednak miałam już dziewiętnaście lat, okres szkoły miałam już za sobą, a przed sobą dorosłe życie i pracę. Gdzie indziej jak nie w tawernie “Pod Mewą i Księżycem’. Uwielbiałam to życie, było wszystkim co znałam i jednocześnie wszystko co pragnęłam. Nie miałam dużych wymagań, praca w tawernie dawała mi satysfakcję i pieniądze. Gdy skończyłam Hogwart i zaczęłam pracę pod okiem ciotki Boyle na pełen etat, w końcu zaczęła mi płacić. Dotychczas każde wolne, czy to były wakacje czy przerwa świąteczna, pracowałam za darmo. Pracowałam za barem, obsługiwałam salę, spędzałam mnóstwo czasu z klientami poznają ich, ucząc się od nich słuchając historii. Ciotka zawsze mówiła, że spłacam tym samym dług, który zaciągnęłam u niej w dniu, gdy pojawiłam się w jej tawernie. Spłaciłam go, mogłam iść do przodu.
Dzisiejszy dzień nie różnił się od większości innych, przynajmniej do pewnego momentu. Gdy drzwi tawerny otworzyły się z hukiem, a do środka wpadła banda marynarzy krzycząc i ciesząc się z… jeszcze nie wiedziałam czego. Nastrój jednak udzielił się szybko, lał się alkohol, ludzie świętowali, więc i na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jeden z mężczyzn, wołali na niego Fernsby zdecydowanie był w centrum ich zainteresowania. Klepany po plecach, składane mu były gratulacje. Czuć było ekscytację, radość, harmider obudził tawernę wprowadzając przyjemny nastrój. To miejsce żyło i zdecydowanie było czuć.
Docierały do mnie tylko urywki tego o czym rozmawiali. Wyłapałam, że byli marynarzami statku, na który wołali “Brzask”, a owy Fernsby został pierwszym oficerem. Gdzieś pomiędzy nalewaniem jednego a drugiego piwa mogłam na nich zerknąć, paru mężczyzn kojarzyłam. Nowy pierwszy oficer miał twarz dla mnie nie znaną. Podskoczyłam, gdy podszedł do lady, a huk uderzenia o blat rozniósł się po pomieszczeniu. Zamarłam, widząc jego twarz. Był starszym ode mnie mężczyzną, niezwykle przystojnym. Wysoki, o ciemnobrązowych włosach i tych oczach… miał piękne błękitne oczy. Rozchyliłam lekko wargi, w dłoniach trzymałam pusty kufel, który docierałam szmatką, ale zatrzymałam się w pół ruchu.
- Wcale nie nowa, oficerze - uśmiechnęłam się do niego, odstawiłam posty kufel i zaczesałam kosmyk włosów za ucho. - Musieliśmy się minąć.
Kręciłam się po tawernie od jedenastego roku życia. Byłam tu w każde wakacje, każdą przerwę świąteczną. Pierwotnie ciotka nie wpuszczała mnie na salę gdy byli klienci. Przecież byłam dzieckiem. Szorowałam podłogi przed otwarciem, siedziałam w kuchni pomagając przy gotowaniu. Im stawałam się starsza, tym bardziej ciotka mnie wypuszczała. Ale ze względu na to, że bywałam tu tylko podczas wolnego, a potem na bite dziewięć miesięcy znikałam z życia tawerny nie wszyscy mnie kojarzyli. Nie wszyscy przecież zwracali uwagi na szesnastolatkę, jeśli nie byli stałymi klientami, z którymi nawiązałam jakąś relację. Oficer Fernsby nie był osobą, z którą mogłam kiedyś rozmawiać. Również go nie znałam, a na pewno nie pojawił się w tawernie przez ostatni rok. Jeśli bywał wcześniej, to nie mieliśmy okazji, aby zwrócić na siebie uwagę. A szkoda.
- Nie ma najmniejszego problemu, zdążyłam już usłyszeć - dodałam radośnie, biorąc się za nalewanie piwa. Jednym machnięciem różdżki ustawiłam przed sobą na blacie puste naczynia, do którego po kolei nalewałam do pełna. - Gratuluję awansu, oficerze. Jestem Riven.
I ja się przedstawiłam. Odwróciłam na chwilę wzrok w stronę sali, gdzie marynarze radośnie rozmawiali. Rozsiedli się przy stolikach i przy długiej ławie, panował przyjemny harmider, a mi od razu ich nastrój się udzielił. Wróciłam spojrzeniem w stronę Kennetha, nie mogłam oderwać od niego wzroku. Gdy tylko się do mnie odezwał, poczułam dziwne ciepło u szczytu żołądka. Coś mnie tknęło, aby utrzymać z nim rozmowę. Musiałam go przy tym barze utrzymać jak najdłużej.
- Brzask dzisiaj zacumował, czy morze było dla was łagodne? - Zapytałam. Byłam szczerze zaciekawiona. Nie słyszałam o nich od dłuższego czasu. - Gdzie pływaliście?
Historie powracających marynarzy z wypraw były czymś, co mnie naprawdę fascynowało. Uwielbiałam słuchać tych opowieści, a “Brzask” po tak długim okresie nieobecności z pewnością zwiedził różne miejsca na świecie. Tym samym, marynarze mieli dużo cudownych historii, którymi chcieli się dzielić. Czekałam na jego odpowiedź w napięciu, jednocześnie będąc w trakcie nalewania kolejnej partii piwa do szklanych kufli.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
03-02-2026, 21:52
Przyglądał się jej z czujnością człowieka, który stara się ocenić czy ktoś sobie z niego właśnie żartuje lub wpuszcza w przysłowiowe maliny. Dziewczyna przed nim miała jednak uczciwe spojrzenie, szeroki uśmiech oraz sprawiała wrażenie miłej oraz pomocnej. W szybkim rozrachunku, który dokonywał w swojej głowie uznał, że go nie okłamuje. -Ha! Możliwe, rok byliśmy na morzu. - Zgodził się ostatecznie z jej stwierdzeniem. Założył, że tawerna się nie zmienia, zostając stałym punktem życia marynarzy z Cardiff, a przecież rok to szmat czasu. Wiele w przeciągu dwunastu miesięcy mogło się wydarzyć. Ba! Tawerna mogła się nawet zamknąć, co byłoby wielką stratą. Na szczęście przywitała ich tak jak zawsze i mogli wreszcie poczuć się jak w domu. Wszystkie morskie stworzenia mu świadkiem, że tęsknił za lądem. Jak kochał morze i nie wyobrażał sobie innego życia, tak tęsknił za stałym gruntem, który czułby pod nogami dłużej niż przez dwa albo trzy dni. Jednak Brzask miał swoje zadanie do wypełnienia, a załoga wypełniała polecenia kapitana bez szemrania.
Kufle ustawiły się w równym rządku na ladzie, a dziewczyna na przeciwko niego zaczęła polewać sprawnie piwo oraz z równą łatwością nawiązywała rozmowę. Oparł się o ladę swobodnie. Drugą dłoń położył na drewnie, czekając aż kobieta za barem poleje trunki. Nie ponaglał jej. W międzyczasie odpowiadał na zaczepki niemal automatycznie. Ktoś klepnął go po plecach, ktoś inny pochylił się bliżej, rzucając gratulacje za udany rejs. Kenneth rzucał krótkie komentarze, śmiał się, odpowiadał pół zdaniami, jakby prowadził kilka rozmów naraz i każdą miał pod kontrolą. Co chwilę ktoś nowy wpychał się do tawerny, a wraz z nim kolejne spojrzenia i okrzyki. Informacja rozeszła się po porcie szybciej, niż zdążyli porządnie usiąść.
-Cały rok czekaliśmy, aż znowu zawiniecie do Cardiff — padło z tłumu, a Kenneth tylko uniósł brew i uśmiechnął się szerzej.
-Port by się zanudził bez nas - odparł spokojnie, bez fałszywej skromności. Stał oparty o ladę, w centrum hałasu i ruchu, jakby był stałym punktem tego miejsca. Dziewczyna za barem znów się odezwała więc skupił na niej swoją uwagę. -Wzdłuż wybrzeży Grenlandii, potem zamarudziliśmy na morzu Baffina, a później przez morze Labradorskie, aż do samego Portoryko i z powrotem. - Wyjaśnił, a w tym czasie palcem wodzi po ladzie baru jakby rysował całą trasę. -Zatrzymaliśmy się na chwilę na Bermudach, ale musieliśmy uważać na mugolskie statki i amatorów skarbów. Mówili, że znaleźli informacje, że może tam znajdować się piracki skarb. - Nachylił się w stronę Riven i zachęcił, aby również się do niego zbliżyła. -Wcześniej my znaleźliśmy ten skarb. - Dodał konspiracyjnym szeptem, a gdy się pochylał nad ladą spod koszuli wysunął się naszyjnik w kształcie kotwicy. -Mogli szukać, ale i tak nie znajdą. - Puścił zadziornie oczko do czarownicy. W tym momencie drzwi do tawerny trzasnęły z hukiem.
-Fernsby! Ty draniu!- w progu stanął rosły mężczyzna, z potężną blizną przechodzą przez pół twarzy i o posturze boksera. -Odważny jesteś, że masz czelność tu się zjawiać!
Kenneth odwrócił się wolno, a jego twarz ozdobił bezczelny uśmiech osoby, która jawnie kpi sobie z wszelkiego niebezpieczeństwa.
-Tommy! Miło cię widzieć. - Odpowiedział z jawną prowokacją w głosie, a w tawernie ucichło jak makiem zasiał.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
04-02-2026, 09:58
Widziałam to spojrzenie jakim mnie obdarzył. Czujnym, jakby sprawdzał czy go przypadkiem nie okłamuję. Nie miałam ku temu powodów, naprawdę nie byłam tu nowa, a skoro sam mnie nigdy nie zarejestrował (a po tym jak poruszał się po tawernie mogłam stwierdzić, że był tu kiedyś gościem całkiem częstym), to przecież nie była moja wina. Szybko jednak odpuścił, chyba wierząc moim słowom i przytaknął stwierdzając, że przecież rok ich nie było. Nie miałam zamiaru wdawać się bardziej w tę dyskusję, przecież i tak mnie nie pamiętał, nawet jeśli kręciłam się tu jak byłam młodsza. Mogłam być dla niego nową twarzą, albo po prostu twarzą zarejestrowaną po raz pierwszy. Co za różnica.
Nalewając piwa obserwowałam go uważnie. Jak swobodnie czuje się w tawernie, jak ludzie do niego lgną, gratulują i ucinają sobie krótkie pogawędki. Mimo że był tu, przy barze, to jakby jednocześnie był przy stolikach przy oknie, przy długiej ławie, pod krakenem. Rozmawiał, śmiał się, reagował na zaczepki z taką lekkością i łatwością, że byłam pod wielkim wrażeniem. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, czasami tylko zaczesywałam niesforny kosmyk włosów za ucho, aby nie przeszkadzał mi w spoglądaniu w jego stronę. Równie dobrze mógł od baru odejść, przecież złożył zamówienie i nic go tu nie trzymało, a jednak został i gdy zagadnęłam go o trasę podróży bez najmniejszych oporów zdecydował się opowiedzieć mi gdzie pływali. Na ten moment przestałam nalewać piwa, a skupiłam się na trasie, którą malował palcem po blacie. Jakby widział mapę przed oczami. Patrzyłam tak, jak bym też ją widziała.
- Oh, co za chłodne rejony. Wymroziło was pewnie wokół Grenlandii - zauważyłam, teatralnie pocierając dłońmi o ramiona. - Ciekawa trasa, zahaczyliście o inne rejony? Po drodze jest Nassau chociażby, chociaż bardziej na zachód w stronę Florydy. Kolebka piratów - uniosłam brew ku górze wodząc tym samym palcem po jego "mapie" na blacie w kierunku, w którym od Bermudów powinno znaleźć się Nassau.
Nie bez powodu o to zagadnęłam, skoro już po chwili sam o nich wspominał. Nachyliłam się konspiracyjnie, spoglądałam w jego niebieskie oczy. Szybko stwierdzając, że są niezwykle ładne. Kolor jest piękny i głęboki. Potem przeniosłam wzrok na naszyjnik w kształcie kotwicy, a kącik ust uniósł się ku górze gdy usłyszałam, że to oni znaleźli skarb. Błysk w oku pojawił mi się nieświadomie, takie historie mnie kręciły, a myśl o zdobytym złocie i bogactwie kusiła. Już rozumiałam dlaczego tak świętowali. To nie była tylko radość z awansu oficera Fernsby, ale także szczęście i ulga, że z tym bogactwem wylądowali na lądzie. Z pewnością każdy z nich nieźle się wzbogacił. To dobrze, będą skorzy do wydawania złotych monet w tawernie, a tym samym i mi trochę tego złota wpadnie do sakiewki.
- W takim razie udana wyprawa i… - nie dokończyłam, podskakując wystraszona gdy dotarł do mnie trzask otwieranych drzwi.
Moje spojrzenie od razu powędrowało w stronę wejścia, w drzwiach stanął barczysty mężczyzna. Miał okropną bliznę na twarzy. Rzadko pojawiał się w tawernie, ale kiedy już się tu pojawiał atmosfera zawsze gęstniała. Nie lubiłam tu być, gdy jego stopa przekraczała próg “Pod Mewą i Księżycem”. Oficer Fernsby słysząc jego krzyk uśmiechnął się lekko i obrócił, stojąc teraz do mnie plecami. Ja to za podniosłam się na ramionach, stanęłam na palcach tylko po to, by widzieć co się dzieje. Sala ucichła, na tyle, że nawet nasza kucharka ze zdziwieniem wyjrzała zza zaplecza. Wszyscy im się z zaciekawieniem przyglądali. I o ile zachowanie Kennetha było przyjazne, o ile można było to tak nazwać, tak Tommy stał w napięciu. Nie było sensu póki co ingerować, na razie nic się nie działo. Może rozejdzie się po kościach? Może to ich typowe zachowanie? Nie trzeba było od razu sięgać po najcięższe działo - czyli posyłać po ciotkę Boyle. Ona tu miała szacunek, jej pojawienie się zakończyło zawsze każde mordobicie. Ale może teraz do niego nie dojdzie, panowie się przywitają i znowu zaczniemy się dobrze bawić? Wodziłam wzrokiem to od jednego mężczyzny do drugiego, wyciągnęłam różdżkę zza paska spódnicy i trzymając ją w dłoni, tak na wszelki wypadek gdybym musiała ich szybko rozdzielać, wychyliłam się jeszcze bardziej. Przygryzłam dolną wargę. I mnie udzieliło się to napięcie.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
15-02-2026, 15:21
Dziewczyna sprawnie lała trunki do kufli, a te potem za pomocą zaklęcia lądowały na odpowiednich stolikach ku radości marynarzy. Ktoś zakrzyknął, że chcą zagrać z Kennethem w kości, ktoś inny, że pewnie nie pokona go w rzutki. Na wszystko reagował głośnym wybuchem śmiechu i zapewnieniem, że zaraz do nich dołączy. Teraz jakoś, ta dziewczyna, trzymała przy ladzie. Wodząc palcem po blacie widział jak śledzi jego ruch oczami, chłonąc każde słowo jakie wypowiadał. Po czym przestała rozlewać piwo i zaznaczyła swoją trasę. Patrzył jak kreśli potencjalny szlak. Uśmiechnął się kącikiem ust. Kapitan Brzasku nie parał się piractwem. Nie leżało to w jego naturze, ale co innego jeżeli chodziło o omijanie cła. -Tym razem ominęliśmy tę trasę. Zbyt cenny towar w ładowniach. - Puścił do niej oczko jakby zdradzał wielki sekret, który miał zostać między nimi. Podobało mu się jak reagowała na jego słowa, jak łaknęła kolejnych historii. A jemu nie trzeba było dwa razy powtarzać prośby o opowieści pełne morskiej piany. Miał smykałkę do gawędziarstwa, co uratowało nie jeden wieczór na łajbie. Jednak atmosfera wokół - pełna głosów, okrzyków i wiwatowania nie sprzyjała spokojnym słowom. Być może kiedy się trochę uspokoi będzie czas na ich snucie, a może nie. W końcu mogli się bawić do białego rana i przepijać zapłatę nim wyruszą na kolejną wyprawę. Ta rozbudziła pragnienia marynarzy na większy zysk. Spodziewał się, że dzisiaj będzie trwała zabawa długo. Trochę współczuł dziewczynie, bo z jednej strony będzie na nogach z ich zgrają przez najbliższe godziny, ale z drugiej spodziewał się, że chłopcy będą bardzo hojni tego dnia i jej sakiewka wypełni się syklami.
Przyjemną pogawędkę przerwało jednak gwałtowne najście. Mógł się go spodziewać, choć nie tak szybko. Jednak wieści rozchodzą się w porcie jeszcze szybciej niż zakładał. Tommy zaciskał pięści i dyszał jak rozjuszony byk. -Katie! - Warknął Tommy.
-Była bardzo zrelaksowana kiedy wypływałem. - Kenneth oparł się niedbale o blat lady mając za plecami dziewczynę. Zerknął przez ramię upewniając się gdzie dokładnie się znajduje.
-Obije ci tę śliczną mordę! - Ryknął mężczyzna postępując parę kroków do przodu. Napinał swoje mięśnie. Widać, że magia teraz była zbyt wyrafinowana, on realnie potrzebował wyładować złość.
-Minął rok, stary. - Odparł niedbale oficer, ale widać było, że jego ciało również się naprężyło gotowe zadziałać w razie ataku.
-Siostry kumpla się nie rusza!
-Tommy… - Fernsby westchnął teatralnie, a w jego głosie odbiła się jawna kpina.-Weź daruj. To było rok temu. Jak rozumiem, Katie już swoje uczucia przelała na kogoś innego, a ja zaraz znów wypływam. Napij się. Na mój koszt. Ta ślicznotka ci poleje. - Wskazał Riven za sobą i skinął nieznacznie głową, dając tym samym znać, aby zaczęła polewać. Tak na wszelki wypadek. Tommy przez chwilę stał niczym rozjuszony byk i skanował wzrokiem to Kennetha, to załogę, która jak wcześniej obserwowała biernie wydarzenia, tak teraz część z nich wstała ze swoich miejsc gotowa interweniować. Tommy musiał w głowie przeliczyć, że nie ma szans. Opuścił ramiona i prychnął.
-Nie myśl, że ci odpuszczę, jak się napiję. -Tommy ciężkim krokiem podszedł do lady stając obok Fernsbiego, a ten upewnił się, że Riven rozlała już trunek i to jeden z tych mocniejszych. W sali powoli dało się słyszeć znów szmer rozmów, ale czujność nadal pozostała.
-Twoje zdrowie Tommy! Tak, chłopcy?! - Oficer zwrócił się do reszty, która zaraz pochwyciła swoje kufle i sala rozbrzmiała głośnym okrzykiem. Kenneth wiedział, że trzeba jeszcze bardziej rozruszać atmosferę. -Aj! Johnny! Zarzuć melodią!
Wtedy jeden z mężczyzn, ten brodaty, o twarzy spalonej słońcem i oczach zmrużonych od morskiego wiatru, wstał powoli od stołu. Otarł pianę z wąsów wierzchem dłoni, oparł but o ławę i bez zapowiedzi uderzył pięścią w blat, wybijając rytm. -Now we are ready to head for the Horn — zaczął niskim, chropawym głosem. Melodia potoczyła się przez izbę jak pierwsza fala przypływu. Jego głos nie był czysty, ale miał w sobie siłę. Śpiewał z lekko przymkniętymi oczami, jakby znów stał na pokładzie, z rękami na linie. Ktoś stuknął kuflem o stół w rytm, ale nikt jeszcze nie podjął melodii. Aż do refrenu. I nagle sala eksplodowała dźwiękiem. A Kenneth niczym dyrygent ruchem dłoni zachęcał kolejnych do śpiewania. Trącił nawet swojego oponenta, który zaczął dłonią wystukiwać rytm. Głosy splatały się ze sobą. Młode i stare, czyste i przepite, wysokie jak świst wiatru w takielunku i niskie jak pomruk fal pod kilem. Każde „Way-aye, roll and go!” odbijało się od drewnianych ścian i wracało silniejsze. Śmiech mieszał się ze śpiewem. Ramiona obejmowały się nawzajem. Fernsby odwrócił się do Riven. -O mały włos. - Szepnął uśmiechając się szelmowsko. -Polej im więcej, nie chcemy aby pani Boyle zeszła i spuściła nam manto. - Zaśmiał się na samą myśl spotkania z kobietą przed którą uciekał każdy wilk morski.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
15-02-2026, 17:28
Jego argument dlaczego zrezygnowali z okolic Nassau był bardzo logiczny. Jeżeli to co mówili było prawdą, głupotą byłoby pchać się w tamte rejony z potężnym ładunkiem pod pokładem. Nie mogli ryzykować, skoro wieźli górę złota, to tę górę złota musieli dowieść do ostatniego portu. Do Cardiff, jak się mogłam domyślać. Tu było ich miejsce docelowe, ostatni przystanek. Tu pieniądze zostaną wydane. Do mojej kieszeni po wpadają dzisiaj w nocy garście sykli. Co i rusz go wołali, zachęcali do gry w rzutki, kości, ale on ich zbywał cały czas siedząc przy moim barze. Rozmowa by się rozwijała dalej, miałam tyle różnych pytań i na tyle rzeczy chciałam poznać odpowiedzi. Ktoś kto pływał po morzach i oceanach od roku miał ogromną ilość opowieści, która wystarczyłaby do zapewnienia rozrywki przez najbliższych kilka tygodni. I już miałam mówić dalej, zachęcona jest uniesionym kącikiem ust i puszczonym oczkiem, gdy huk otwieranych drzwi przerwał nam naszą miłą pogawędkę.
Obserwowałam ich uważnie, wychylając się zza pleców Kennetha. Złapałam jego spojrzenie, gdy się odwracał w moim kierunku. Chciał sprawdzić gdzie jestem? Czy przypadkiem nie uciekłam? A może czy nie mierzę już różdżką? Wymieniłam z nim spojrzenie, a potem ponownie utkwiłam je nowym gościu.
Słuchałam ich krótkiej wymiany zdań z zaciekawieniem. Poszło o jakąś pannę, miała na imię Katie. Zmarszczyłam lekko nosek zastanawiając się czy znam jakąś Katie, przewinęły się tutaj takie nie jedna i nie dwie, ale czy któraś z nich to była ta o której rozmawiali? Tommy, bo tak miał na imię nasz nowy gość, z tego co zrozumiałam był jej bratem, a nasz nowy oficer przespał się z nią nim wypłynął. Gdyby nie grobowa cisza, która wypełniała teraz tawernę zacmokała bym pod nosem. Gdy padło moje imię wyprostowałam się, aż urosłam chyba ze trzy centymetry. Widząc skinienie bez słowa sięgnęłam po czystą szklankę i nalałam jednego z lepszych, droższych i mocniejszych alkoholu. Dźwięk przesuwanego szkła po ladzie rozszedł się po pomieszczeniu, a ja ponownie wychyliłam się zza pleców oficera obdarzając Tommy'iego uprzejmym uśmiechem. Różdżkę schowałam już za pasek spódnicy.
Atmosfera się rozluźniła. Panowie wypili zdrowie kumpla oficera i wrócili do rozmów, głośnych śmiechów. I muzyki. Jeden z mężczyzn, mocno opalony z pokaźnym wąsem przystanął przy długiej ławie i zaczął śpiewać. Obserwowałam to wszystko z szerokim uśmiechem. Raz po raz tylko przywoływałam do siebie puste kufle i odesłałam do stolików te napełnione. Sama zaczęłam w pewnym momencie tupać nóżką w rytm muzyki wyśpiewywanej przez całe grono męskich gardeł. Wyłapując kilka powtarzających się fragmentów wyrwało mi się parę razy pod nosem i nieświadomie przyłączyłam się do śpiewających marynarzy. Odwrócenie się Kennetha w moją stronę sprowadziło mnie na ziemię, pochyliłam się w jego stronę lekko nad blatem.
- Ano, mało brakowało - odszepnęłam, śmiejąc się z całego zajścia. - Musiałeś mu mocno zajść za skórę, panie Fernsby.
Nie dziwiłam się absolutnie. Zasada była prosta. Sióstr swoich kumpli się nie ruszało, nawet ja to wiedziałam chociaż rodzeństwa, oprócz tego portowego, własnego nie miałam. Wszyscy dobrze się bawili, nawet Tommy pod wpływem mocnego trunku się rozluźnił i chociaż co jakiś czas zerkał spode łba w stronę Kennetha nie wyglądał, aby miał wstać i mu zaraz obić mordę. Mogłam odetchnąć z ulgą i zająć się pracą i zabawianiem gości, a nie ratowaniem sytuacji i wywalaniem z tawerny za wywoływanie burd. Spoglądałam na Kennetha z zaciekawieniem, patrzyłam w jego błękitne oczy jak zaczarowana, powtarzając sobie, że przecież to co było rok temu to już nie ważne. Nie było u jego boku żadnej panny. Jeśliby jakaś czekała na niego w przystani - to albo by go tu nie było, albo ona byłaby z nim. Uniosłam brew ku górze, trochę pod wpływem własnych śmiałych myśli, trochę pod wpływem jego pytania.
- Ciotki dzisiaj nie ma - odparłam puszczając mu oczko. - A przynajmniej na razie. Może jak usłyszy co się tu dzieje, to wróci szybciej niż planowała. Zawsze mogą po nią posłać… - zaczęłam, zerkając w stronę Tommy’iego. - Ale chyba nie będzie takiej potrzeby. Czy to prawda? - Zapytałam nagle, z zaciekawieniem pochylając się mocno nad barem w jego stronę, opierając ciężar górnej części ciała na wyprostowanych ramionach. - Czy przy Nassau nadal można spotkać prawdziwych piratów? Są wśród nich czarodzieje?
W moich oczach pojawił się błysk zaciekawienia. Lubiłam słuchać o piratach, nawet jeśli ich historie były wyssane z palca. Lubiłam słuchać o bogactwie, walkach na statkach i sławie tamtego miejsca, które niegdyś było jednym z ważniejszych miejsc na mapie świata.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
18-02-2026, 12:56
Atmosfera była zdecydowanie lepsza kiedy tawerna rozbrzmiała męskimi głosami. Wybijali rytm dłońmi, butami i kuflami - niskie i wysokie głosy. Ochrypłe i te wręcz słowicze, wszystkie zlały się w jedno tworząc spójną pieśń. Widział jak Tommy się rozluźnia i wychyla kolejny kieliszek. Kenneth wiedział, że trzepnie go po kieszeni, ale święty spokój po roku żeglugi był tego wart. Chciał dzisiaj świętować i cieszyć się życiem, nie zaś zmagać się z duchami przeszłości, które zostawił na brzegu.
Riven łapał w lot jego znaki, znała się na swojej robocie. Pomimo tego, że była młoda. Spokojnie musiała być od niego o jakieś osiem może siedem lat, to wiedziała co robić i jak się zachować. Portowe życie pełne było awantur, potyczek i długo budujących się urazów, które wybuchały niczym wulkan, plując żarem oskarżeń. Należało wiedzieć jak je ugasić, a ona już poznała zasady i je stosowała.
-Nie ja jeden. - Dodał konspiracyjnym szeptem robiąc przy tym zabawną minę, ale uważał czy Tommy go nie słyszy. Ten jednak już bujał się w rytm melodii i dołączył do innych śpiewających unosząc wysoko swój kufel. -Mów mi Kenneth. - Dodał jeszcze kiedy zwróciła się do niego po nazwisku. Istniała szansa, że dzisiaj wyląduje w ramionach jakieś ślicznotki, ale nie był tego tak pewien. Powrót po roku na ląd rządził się innymi prawami niż ten po paru tygodniach czy dniach kiedy jedynie na zlecenie Ministerstwa Magii patrolowali morskie szlaki sprawdzając czy nikt nie handluje czarnomagicznymi przedmiotami, nie przemyca magicznych stworzeń lub zwyczajnie nie nęka mugolskich statków. Bywali i tacy. Tego sam nie popierał. Uważał, że tam byli świetni marynarze, ludzie znający się na swojej robocie. Czarodziej czy nie, byli to morscy bracia, którym należał się szacunek. Sięgnął po swój kufel i pociągnął solidny łyk. -Można ją tylko wołać, aby z nami wypiła. - Podobnie jak Riven upewnił się, że Tommy nie stanowi już zagrożenia i wyraźnie się rozluźnił. Zawadiacki uśmiech wrócił na jego twarzy, a on znów rozsiadł się niczym panisko przy ladzie. Szanta dobiegała końca, a mężczyźni wrócili do grania w kości, karty, czy korzystania z rzutek. Inni śmiali się z opowieści, które snuli tym, którzy przybyli, aby porozmawiać z załogą Brzasku. Spojrzał uważnie na dziewczynę, która dopytywała dalej głodna opowieści. W kąciku ust pojawił się cień niebezpiecznego rozbawienia. -A co by było, gdybym powiedział, że sam jestem jednym z piratów? - Zapytał przekornie.
-Fernsby! Zostaw dziewczynę w spokoju! Panienko proszę uważać, bo to pierwszy zawadiaka! - Dało się słyszeć z głębi sali donośny głos. Tommy na chwilę się spiął i zerknął na świeżo mianowanego oficera, a to sprawiło, że Kenneth przewrócił oczami wymownie i zmielił cicho przekleństwo.
-Panie MacNil! Bo z jednej wachty zrobię dwie!
-Patrzcie go! Już ma stopień i się rządzi!- Zakrzyknął MacNil, ale w jego głosie nie słychać było przygany a jedynie szczere rozbawienie. W tym momencie do tawerny napłynął nowy potok ludzi, w tym kobiet, które zostały głośno powitane przez mężczyzn. Część z nich była ich żonami, matkami, siostrami czy też ukochanymi.
-Panie MacNil! - Zawołał pełnym głosem Kenneth -Muzyka!
Następnie odwrócił się do Riven gwałtownie -Co powiesz na chwilę przerwy od pracy i taniec z nieszczęsnym piratem? - Zagadnął ją wskazując parkiet, który właśnie się tworzył na środku tawerny.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
19-02-2026, 16:56
Podobała mi się ta atmosfera. To co działo się teraz w tawernie. Wesołe śpiewanie, męskie głosy o różnych tonach rozbrzmiewały w jednym rytmie. Uderzenia butów o podłogę, kufli o stół, dłoni o uda. Sama podrygiwałam w rytm przy okazji wykonując swoją pracę. I dobrze ją wykonywałam, uczona od małego życia i funkcjonowania w tym miejscu. Podglądałam starszych, uczyła mnie ciocia. Tawerna była niczym jeden organizm, a ja potrafiłam rozpoznać jego stany. Ratować sytuację gdy wybuchał pożar, wzniecać go gdy była taka potrzeba. Ciocia Boyle nie bała się zostawić mnie tu samej, gdybym sobie nie radziła, to bym tu nie pracowała. Byłyśmy rodziną, ale to nie znaczyło, że trzymałaby mnie tu za wszelką cenę. Traktowała mnie równo z Philippą, która przyszła tu do pracy później. Ale ja się tu czułam jak ryba w wodzie, moje miejsce, które znałam i lubiłam. Uwielbiałam tu pracować, a ilość wrażeń zaspokajała moje potrzeby. A takie dni jak dzisiaj były moimi idealnymi dniami w pracy. Tak mogłoby być zawsze.
Parsknęłam śmiechem widząc jego zabawną minę. Ja również zerknęłam jeszcze raz w stronę Tommy’ego, ale ten pochłonięty był już zabawą. Uśmiechnęłam się do oficera gdy mi się przedstawił.
- Riven - odparłam, stawiając przed nim kolejny duży kufel piwa. Tym razem na mój koszt.
Uniosłam lekko brwi na wspomnienie ciotki pijącej wraz z marynarzami i zaśmiałam się lekko. Nie wiem czy na tym skończyłoby się jej pojawienie tutaj, być może by tak było. Byłam przekonana, że wystarczy ledwie kilkanaście minut kiedy dostanie informacje. Pojawi się tu prędzej niż się tego spodziewamy. Ale, póki jej nie ma, hulaj duszo! Dostrzegłam jego uniesiony kącik ust ku górze, a na jego słowa zatrzymałam się w pół ruchu. Błysk w moim oku był chwilowy, krótki, a spojrzenie pełne ekscytacji. Już miałam odpowiedzieć, gdy jego ludzie zawołali go do zostawienia mnie w spokoju. Spojrzałam na nich rozbawiona i machnęłam ręką by dali spokój. Zbyt kręciła mnie ta rozmowa i obecność samego oficera statku, przystojnego, z opowieściami, którymi z pewnością mógłby rzucać z rękawa. Wymiana spojrzeń, wymiana rozbawionych komentarzy i przytyków. Moje spojrzenie biegało to w jedną, to w drugą stronę. I nagle drzwi się znowu otworzyły, do tawerny weszły kobiety. Matki, siostry, żony i kochanki. Już miałam rzucać przekleństwa pod nosem, że nie mam tyle kufli czystych, gdy Kenneth zwrócił się bezpośrednio do mnie wskazując na parkiet.
- A chętnie - spojrzałam na niego rozbawiona. Jak to mówiłam, hulaj duszo!
Usiadłam na barze, nogi przerzuciłam przez blat wywołując tym samym gwizd i zatrzymując na sobie spojrzenie wielu marynarzy. Zeskoczyłam z blatu, ściągnęłam fartuszek przewiązany w pasie i teatralnie dygnęłam przed mężczyzną. Miałam na sobie krótką rozkloszowaną spódniczkę, skórzane wysokie buty, błękitną koszulę której rękawki miałam podwinięte, a kilka pierwszych guzików rozpiętych. Chwyciłam Kennetha za rękę i pociągnęłam w stronę środka parkietu. Nie puszczając jego dłoni, a także nie spuszczając z niego swojego spojrzenia obróciłam się parę razy wokół własnej osi. Jedna brew uniosła się ku górze w zachęcającym geście do specyficznego tańca, jakże charakterystycznego dla portu i tawerny. Muzyka grała, a my wirowaliśmy w jej rytm. Cokolwiek się działo nie spuszczałam z niego swojego wzroku. Wpatrzona byłam jak w obrazek. Czułam na sobie ich spojrzenia, słyszałam jak klaszczą w dłonie, jak pogwizdują. Dźwięki docierały do mnie jak zza ściany, oszołomiona ilością wrażeń. Obraz wirował, za każdym razem gdy w obrocie oddalałam się od Kennetha i wtedy, kiedy się do niego zbliżałam. Moja spódniczka unosiła się przy każdym gwałtowniejszym ruchu odsłaniając nagie uda, zakasane rękawy opadły, a chustka trzymająca włosy w kucyku poluźniła się uwalniając kilka kosmyków włosów, które opadły na moje policzki. Przez dłuższą chwilę tańczyliśmy razem, w pewnym momencie marynarze porwali swoje kobiety i dołączyli do nas. Parkiet nie był już cały nasz, ale mi się ciągle wydawało, że jesteśmy tylko my. On i ja. Nasze dłonie nie odrywały się od siebie.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
20-02-2026, 16:47
Nie był człowiekiem, który łatwo tracił grunt pod nogami. Morze uczyło równowagi zwłaszcza kiedy pokład uciekał spod stóp, należało stać prosto, z rękami spokojnie splecionymi za plecami albo zaciśniętymi na linie. Ale kiedy Riven usiadła na barze, przerzucając nogi przez blat z tą bezczelną, portową pewnością siebie, coś w nim drgnęło. Gwizdy marynarzy, śmiech, czyjeś klaśnięcie to wszystko było tłem. On patrzył tylko na nią. Zeskoczyła z gracją, której nie powstydziłaby się żadna salonowa dama, choć w jej ruchach nie było ani grama salonowej sztuczności. Była czysta, nieskrępowana energia portu. Kiedy dygnęła teatralnie, uniósł brew i skłonił się w odpowiedzi, przesadnie elegancko. -Riven - mruknął nisko, z cieniem uśmiechu.-To dla mnie zaszczyt.
Sprawnie przejęła inicjatywę. Jej dłoń była ciepła i silna. Pociągnęła go na środek, a on pozwolił się prowadzić. Kiedy zaczęła wirować, nie spuszczając z niego wzroku, poczuł to znajome napięcie, które zwykle poprzedzało sztorm. Tyle że tym razem nie było w nim zagrożenia. Stawiała mu wyzwanie; droczyła się i prowokowała. Kiedy obrócił ją mocniej, spódniczka uniosła się w ruchu, a śmiech wyrwał jej się z piersi. Kilku mężczyzn zagwizdało głośniej, ale Kenneth tylko przesunął spojrzeniem po sali, krótkim, ostrzegawczym błyskiem. To wystarczyło. Znali go. Wiedzieli, kiedy żart się kończy. Muzyka przyspieszyła. Ktoś uderzył mocniej w bęben. MacNil ryknął coś niezrozumiale. Kenneth przyciągnął ją bliżej, dłoń przesuwając na jej plecy gestem pewnym, lecz nie zuchwałym. Granica była cienka, ale wyczuwał ją doskonale. -Hulaj duszo, hm? - rzucił półgłosem, nachylając się, by mogła go usłyszeć ponad hałasem.
Jej włosy wymknęły się spod chustki, kosmyk opadł na policzek. Bez namysłu odgarnął go kciukiem. Gest był niemal odruchowy. Obrócił ją jeszcze raz, gwałtowniej, pozwalając muzyce wciągnąć ich oboje. Jej dłoń nie puściła jego ani na moment. Palce zacisnęły się mocniej, jakby chcieli mieć pewność, że nie zostaną rozdzieleni. Uśmiechnął się szeroko, wręcz zawadiacko -Ostrzegałam cię — powiedział, wirując z nią w rytmie szanty. — Piraci kradną. A ja właśnie kradnę najlepszą tancerkę w tej tawernie.
Ton miał lekki, niemal żartobliwy, puścił jej oczko i ponownie obrócił w tańcu, który prawie odbierał oddech.
Najpierw dołączył MacNil ze swoją rudowłosą żoną, która śmiała się głośniej niż on sam. Potem Tommy, nieco chwiejny, ale z determinacją godną bohatera morskich ballad, porwał w ramiona ciemnowłosą dziewczynę w zielonej spódnicy. Kolejne kobiety i mężczyźni zapełnili przestrzeń, która jeszcze chwilę temu należała tylko do nich. Ppoczuł, jak czyjeś ramię ociera się o jego bark, jak czyjaś spódnica muska jego bok. Zapach piwa, soli i kobiecych perfum zmieszał się w jedno. Śmiech odbijał się od drewnianych belek pod sufitem, ktoś klasnął tuż obok ich głów, ktoś inny potknął się i wpadł na sąsiadów, wywołując salwę śmiechu. Każda para wirowała we własnym rytmie, a jednak wszystko składało się w jedną, pulsującą całość. Drewno podłogi dudniło pod ciężarem butów. Spódnice wirowały jak kolorowe wiry. Ręce unosiły się, opadały, splatały. Muzyka zmierzała ku końcowi, było to słychać w coraz szybszych, coraz wyższych nutach skrzypiec. Bęben wyznaczał finał, coraz mocniej, coraz gwałtowniej. W ostatnich taktach przyciągnął ją nagle bliżej, a zanim ktokolwiek zdążył zareagować, ugiął kolana i uniósł ją wysoko w górę. Obrócił się z nią raz, szeroko, pewnie, jakby unosił żagiel w pełnym wietrze. Śmiech i okrzyki eksplodowały wokół nich. Ktoś zagwizdał przeciągle. MacNil ryknął z aprobatą. Jeszcze jeden obrót. I w ostatnim, mocnym uderzeniu bębna odstawił ją na ziemię, powoli, bez pośpiechu, pozwalając jej butom znów dotknąć drewnianej podłogi. Ukłonił się teatralnie. -Dziękuję za taniec. - Uniósł jej dłoń i złożył na wierzchu szarmancki pocałunek.
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 17:13 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.