• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Domostwa > Obrzeża Hogsmeade, Dziupla, Mooncalf Road 2 > Kuchnia z jadalnią
Kuchnia z jadalnią
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
01-02-2026, 14:55

Kuchnia z jadalnią
Pomieszczenie od dawna mające za sobą lata świetności, jednakże nadal zadbane i czyste. Kuchnia pełna jest starych szafek i żeliwnych przyrządów, w pobliżu okien wiszą pod sufitem kępki suszonych ziół, a w wolnych miejscach na blatach królują rośliny doniczkowe. W przejściu do kuchni można trafić na segment jadalniany: spory drewniany stół przykryty dzierganymi bieżnikami, który magicznie powiększa się w zależności od liczby domowników zasiadających do posiłków. W pobliżu stoi też ulubiony bujany fotel dziadka, który od czasu jego odejścia pozostaje nieużywany.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
12-02-2026, 10:28
Ich rozmowa powinna była zakończyć się na jego podziękowaniu. To idealna kropka na końcu zdania, nawias postawiony po niepotrzebnie długim równaniu, domknięcie sprawy, do której dołączyła się przez swoją (głupią) potrzebę upewnienia się, że tym razem nie wrócił do domu połamany i niedomagający. Pewnie nie zdawał sobie z tego sprawy, ale przeważnie zawsze sprawdzała, czy był w jednym kawałku po tym, jak wtarabaniał się do domu po nocnej eskapadzie, czy to w swojej ludzkiej postaci, czy w formie jeża, jeśli Caleb rozbijał się po ogrodzie. Zerkała i leczyła, a jeśli nie było takiej potrzeby, wycofywała się do bezpiecznego kąta, w którym była poza zasięgiem jego oczu. Nigdy nie przyznałaby się do tego, że tak robiła. Co nią w ogóle kierowało? Odpowiadał pośrednio za śmierć jej męża, zostawił ją samą z walącym się na głowę kłopotem, potem wrócił jak gdyby nigdy nic i co, uważał, że miał prawo do jej troski? Nie ma mowy.
- Nieważne, czy chcę, czy nie. Bo i tak tu zostanę - zapowiedziała wojowniczo, bo dodane przez niego "ze mną" w mniemaniu Darcy zabrzmiało jak groźba, jak kolejna zapowiedź próby pozbycia się jej z Dziupli i hodowli, tym razem opakowana w wielkie zapewnienia o dbaniu o jej przyszłość. Nie musiał się trudzić i gimnastykować, i tak by mu w to nie uwierzyła. Od lat Caleb dawał jej do zrozumienia, że jest mu obojętna, trochę jak mebel, który pojawił się w domu bez jego wiedzy i woli, ale którego ktoś zabrania wyrzucić. Nawet nie wzięła pod uwagę, że mógł mówić szczerze. Że jej przyszłość i miłość do medycyny nie były mu obojętne, a zapalczywość, z którą do niej mówił, wynikała z prawdziwej frustracji o to, że zamiast ratować życia, ratowała ropuchy, które ugrzęzły w swoich pniakach, albo które nie mogły wcelować jęzorem w karaczana. - Poprzestawiałam widelce w szufladach, więc teraz ty poprzestawiasz mi życie? O to chodzi? - zarzuciła, zgodnie z jego wyzwaniem: patrząc mu w oczy. Nie bała się. Ani wyrzuconych na chwilę w górę ramion, ani górującej nad nią sylwetki pełnej mięśni, ani irytacji płonącej w spojrzeniu zielonkawo-brązowych tęczówek, przypominających leśną ściółkę.
Potem jednak było już tylko gorzej. Im więcej Caleb mówił na temat Felixa, im więcej sztyletów wbijał w jego żałobny portret, im więcej grzechów i podłości dopisywał pod jego imieniem, tym twarz Darcy stawała się bledsza, biała jak papier, wyrażająca niedowierzanie, którego chyba nigdy dotąd na niej nie widział. Nie podejrzewała, by mimo całego swojego zwichrowania szwagier mógł upaść tak nisko. Mówił o Felixie, jakby całe życie go nienawidził, zamiast kochać jak brata, i jakby jego donos był czymś uzasadnionym, niemal szlachetnym. Jeśli wcześniej w jej osądzie sięgnął dna, właśnie przebił się przez nie i osiągał kolejne metry żenady. Ona zaś przypominała kogoś, kto zamiast ducha, zobaczył upiora, prawdziwą śmierciotulę wyciągającą po nią swoje poły; już nie dbała o to, że podziękował jej jak sprzątaczce czy ochmistrzyni, a teraz odprawiał z kwitkiem, wręczając wypowiedzenie, ale o to, że po raz kolejny zdradzał własnego brata. Tym razem nie przed Ministerstwem, ale przed nią, bezpośrednio, wprost, oko w oko.
Na domiar złego Caleb zaczął przepraszać, ale to pogorszyło sprawę. Jej zmysły świeciły czerwienią, jej umysł skwierczał od podpalonych przez niego myśli, a dłoń - nie wiedzieć kiedy - ruszyła się czy tego chciała, czy nie. Darcy strzeliła go w policzek. Mocno, bez litości czy współczucia, a klaśnięcie poniosło się echem po uśpionej Dziupli; cały czas patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, cały czas słyszała w swojej krwi jego obrzydliwe oskarżenia.
- Zejdź mi z oczu - zabrzmiała głucho, podczas gdy śródręcze pulsowało bólem od siły, z jaką go spoliczkowała. - Wynoś się, Caleb - jej głos zarazem ociekał zimnem, jak i wewnętrznym ogniem, który dyndał na ostatniej nitce samokontroli. Miała ochotę poprawić uderzenie i tym razem wymierzyć w drugi policzek, miała ochotę kopnąć go w piszczel, podrapać i wyrwać mu włosy z głowy. - Skoro potrafiłeś go znaleźć, dlaczego zostawiłeś go z twoją zdradą i uciekłeś jak tchórz na drugi koniec świata? W dupie mam teraz te twoje zapewnienia i pretensje. Pierdol się, okej? - podwórkowy język, za który Felix zawsze ją ganił, wybiegł z gardła bezwiednie, gnany przez emocje, które rozszalały się w jej duszy. Sięgnęła do kieszeni i znów wyciągnęła z niej różdżkę, celując w pierś szwagra. Już nie dlatego, że chciała go leczyć; była gotowa rzucić na niego bombardę maximę i pogrzebać go pod zgliszczami domu, tylko że uniemożliwiała jej to Merlinowi ducha winna babcia śpiąca na piętrze. - Liczę do pięciu - ostrzegła, napięta jak struna, robiąca wszystko, by stłumić łzy bezsilnej furii cisnące się do oczu. Nie miał do nich prawa. Nie miał prawa do niczego, co zostało w Dziupli. - Raz...
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Caleb Diggory
Czarodzieje
wejść na drzewo i patrzeć w niebo / tak zwyczajnie
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
15
3
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
20
15
10
Brak karty postaci
12-02-2026, 16:15
Obydwoje patrzyli teraz na siebie szeroko otwartymi oczami, choć Cal odruchowo przymknął na moment swoje gdy strzeliła go w twarz. Zabolało i to tak mocno, że oczy na sekundę mu się zaszkliły, ale prędko zamrugał i udawał, że nie. Korciło go, by podnieść dłoń do rozgrzanego policzka, ale tego też nie zrobił. Stał nieruchomo, gdy na jego twarzy kwitł czerwony ślad i myślał o tym, że zrobił w życiu wiele głupich rzeczy, ale jeszcze nie zasłużył sobie na policzek od żadne kobiety. Teraz mógł to dopisać do listy. Odpędził niewygodną myśl, że chyba zrobiła to bez żadnej techniki i pewnie bolała ją ręka. Nieważne, jego bolała nie tyle twarz, co kłująca myśl, że przez Felixa tracił kontakt z Darcy już któryś raz. Ale może to też nieważne, bo przecież swoją szansę stracił już dawno temu. Teraz byli tylko współwięźniami z domu, z którego z głupiego uporu nie zamierzała odejść. Ale on też był uparty i nadal zamierzał odkładać na jej udziały i czesne, choć nie wiedział nawet, czy Evershire przyjmuje studentów marnotrawnych.
Jej gest był na tyle wymowny, że już był gotow wycofać się bez słowa, ale nie zdążył jeszcze postąpić kroku ku wyjściu—prawdę mówiąc, z zaskoczenia (i policzkiem i jego własnymi słowami) trochę go zamurowało—gdy Darcy kontynuowała, a on doświadczył ponurego deja vu. Wynoś się, stąd, na zawsze? Felix nie powiedział tego tymi samymi słowami, ale też tego pragnął. Caleb chyba też tego pragnął, podobno w Indiach można było znaleźć siebie czy coś, albo przynajmniej spytać mnichów jak zmieniać świat...
Może powinien się stąd wynieść. Spać dzisiaj gdzie indziej, sprzedać udziały i ropuchy, usunąć się, zniknąć. Może tak byłoby najlepiej, bo samemu też nie mógł żyć z ciężarem jego śmierci i własnej współodpowiedzialności. Czy Darcy nie widziała, że zżera go to od środka? Głupia myśl, Darcy nawet na niego nie patrzyła. Pozostawał całkowicie nieświadomy, że upewniała się, czy wraca cały do domu (nic mu nie było, Anglia to nie Afryka—choć właściwie w Afryce zachowywał się dużo odpowiedzialniej), każde uzdrowienie biorąc jedynie za szczęśliwy przypadek.
- Okej. - odwarknął równie wulgarnie na jej gniewne słowa, ale wtedy wyjęła różdżkę.
Spojrzał na końcówkę klonowego drewna, a potem w oczy Darcy, a potem jego—do tej pory trochę zaskoczone, trochę skruszone—spojrzenie nagle stwardniało.
Parsknął krótko, z przekorą uświadamiając sobie, że nie będzie się wynosił z własnego domu.
Ostatnio gdy to zrobił, źle się to skończyło.
- To sobie licz. - odparował, nie ruszając się z miejsca i splatając ramiona na torsie. Chciałby się położyć i zobaczyć własne siniaki i przyłożyć lód do tego policzka, ale teraz nie miał zamiaru ani drgnąć. - Ja zjem śniadanie i za godzinę nakarmię ropuchy - trzeba to było robić o piątej rano - a ty się lepiej wyśpij. - zapowiedział uparcie. - I wiesz co? Miałem to wszystko na myśli. Pozostaje ci się cieszyć, że nie poznałaś Felixa za maską ideału. - sprowokował niepotrzebnie, całkowicie nieświadomy, że zdążyła poznać tamtego Felixa, może nawet lepiej od niego. Że zostawił ją z nim, gdy zniknął.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
12-02-2026, 18:54
Jego głowa nie odskoczyła dość daleko. Jego policzek nie zrobił się dość czerwony. Nadal było jej mało, a dysproporcja między martwym Felixem i oczerniającym go Calebem raziła ją każdym oddechem szwagra. Prosiła go o szczerość, ale tylko względem siebie samej i relacji, jaka im pozostała; niczym, ani jednym słowem, nie zachęcała go natomiast do wylewania gorzkich żali na epitafium brata, mimo że chyba powinna wiedzieć, jak głęboką urazę nosił w sobie dawny szkolny kolega i jak ta nienawiść mogła zacząć rzutować na Dziuplę. Ba, już rzutowała. Caleb zatruł tutaj dosłownie wszystko. Przyniósł ze sobą toksynę zawiści i zazdrości, a potem wtłoczył ją do płuc domu i patrzył, jak wokół niego wszystko umierało.
Mimo to sądziła, że miał trochę więcej oleju w głowie i nawet jeżeli nienawidził Felixa, zachowa to dla siebie aż do grobowej deski. Co innego traktowanie jej jak powietrza czy unikanie na terenie hodowli, ale mieszanie z błotem kogoś, kto nie mógł się obronić? Kogoś, o kim jadowicie kłamał, twierdząc, że brat go tu nie chciał? Bzdura, wiedziałaby o tym. Mąż nie mówił jej o wielu sprawach, ale często rozmawiali o Calebie, o tym, dlaczego zachowywał się, jak się zachowywał... I tak, może Felix bywał zniecierpliwiony atmosferą w Dziupli, a po pełniach i w ich okolicy nie chciał go widzieć, ale kto nie miał dosyć cichej i zimnej wojny? Poza tym naprawdę chciała zakopać jakoś topór wojenny z Calem i zapewne to zamknęło jej powieki na intrygę, którą snuł za plecami reszty domowników. Donieść i zwiać na drugi biegun. Zostawić po sobie bałagan, zmusić kogoś innego, by go posprzątał. Wrócić na ziemię bez innych mężczyzn, puszyć się jak paw, zachowywać jak ropuszy pan i władca.
Złość mgliła jej percepcję, ale i tak widziała moment, w którym jego spojrzenie przeobraziło się ze skruszonego w zajadłe i stanowcze. Chwilowe oprzytomnienie, gdy ją przepraszał, minęło, zastąpione człowiekiem, z którym znacznie łatwiej było się kłócić. Odruchowo wbiła mocniej szpic klonowego drzewca w pierś Caleba, choć wiedziała, że otrzyma efekt odwrotny do zamierzonego, a on tylko bardziej zaprze się w nieugięciu - zresztą pokrętnie może właśnie do tego zmierzała... Potrzebowała dodatkowego impulsu, ostatecznego pchnięcia przez granicę rozsądku i poczucia, że ciągle pozostają rodziną. Dał jej to. Swoją postawą, swoimi słowami, swoim bydlęcym zapewnieniem, że słowa o Felixie popłynęły z serca, nie z dokuczliwości.
- Tak zgłodniałeś po wysiłku włożonym w bycie chujem? - syknęła, nie panując nad wulgaryzmami. Zwykle miała je pod kontrolą, przy mężu nie przeklinała wcale, ale odkąd go zabrakło, myśli coraz częściej oplatała nicią grubiaństwa, uważając to za jedyny sposób ekspresji, odpowiadający nagromadzonej w niej złości na wszystko i wszystkich. - Więc wiesz co? Mam coś dla ciebie. Prawdziwe śniadanie mistrzów, dla wielkich chłopców o wielkich i dobrych sercach - cedziła bez opamiętania, z różdżką wbitą w pierś, którą Caleb częściowo zasłaniał skrzyżowanymi ramionami. Bogowie, naprawdę był wielki, trochę jak kłoda, która po burzy opada na drogę i blokuje ruch dorożek, póki trzech chłopa nie przepchnie jej na pobocze. Tak samo był też uroczy. - Zaserwowałabym ci je na talerzu, ale trochę mi się spieszy do spania, bo jako kobieta, marny puch, muszę dobrze wypocząć - obróciła jego polecenie przeciw niemu, piorunując go wzrokiem. Dłoń, w której trzymała klonowe drewienko, ciągle pulsowała bólem, z chwili na chwilę coraz mocniejszym, ale Darcy jeszcze nie zawracała sobie tym głowy.
- Sluguluseructo - wypowiedziała zbyt szybko, zbyt agresywnie, a magia po raz drugi tej nocy zdecydowała się ją zawieść, pewnie przez zbyt turbulentne emocje, szarpiące tkaniną myśli. Zazgrzytała zębami i zmusiła się zatem do poprawy, - Slugulus eructo! - bo po co liczyć do pięciu, skoro zarzekł się, że nie zamierza skapitulować? Wiązka magii uderzyła go prosto w tors, którego mógł bronić co najwyżej pięścią, a bulgot trzewi rozchodzący się po kuchni zwiastował, że zaklęcie było udane. Wtedy Darcy cofnęła się na bezpieczną odległość i spojrzała na niego z niekrytą satysfakcją, chowając różdżkę w kieszeni szlafroka. - Tylko niech ci nie przyjdzie do głowy, Cal, żeby łączyć przyjemne z pożytecznym i karmić ropuchy twoim śniadaniem. Nie, nie. To wszystko dla ciebie, bon, kurwa, apetit.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Caleb Diggory
Czarodzieje
wejść na drzewo i patrzeć w niebo / tak zwyczajnie
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
15
3
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
20
15
10
Brak karty postaci
13-02-2026, 17:54
Nie pamiętał, by Darcy kiedykolwiek kłóciła się tak z Felixem. Nie wtedy, kiedy był w domu—choć przeważnie starał się w domu nie bywać. W jego oczach byli idealną rodziną, a jedyną rysą na tym obrazie była klątwa Felixa. Po tym, jak mu wszystko wyjaśnił, nawet to zdawało się jednak idealne i obrzydliwie romantyczne: ukochana akceptująca go bezwarunkowo, dziewczyna rzucająca dla niego studia, wspaniałe plany na przyszłość, kłamstwa hodowane na burżujskich mitach. Nie pamiętał jednak, by samemu kiedykolwiek czuł się częścią ich rodziny. Był rodziną Felixa, szczęśliwie i lojalnie, ale przy Darcy zawsze czuł się niezręcznie—jak przy osobie obcej i znajomej zarazem, bo małżeństwo z Felixem uczyniło z niej kogoś obcego. Kogoś, kto z uśmiechem rzucił studia i ze złością dźgał go różdżką w pierś za kilka słów prawdy. Ciekawe, czy kiedykolwiek podniosła różdżkę na Felixa za jego k ł a m s t w a, ale podskórnie wiedział, że nigdy.
A potem nawet ta rodzina z Felixem się rozpadła, gdy brat nazwał go bękartem, używając przeciwko niemu najczulszy z punktów, powierzony w sekrecie. Przez długi czas Cal nie czuł nawet wyrzutów sumienia za zdradzenie Ministerstwu jego sekretu—te przyszły dopiero po fakcie.
Nawet jeśli nie czuł do końca, że Darcy jest nie tylko jego wspólniczką, a szwagierką, to nie znaczy, że nie chciał tego czuć. Łączyła ich babcia, łączyła ich hodowla, łączył ich nawet cholerny Felix i przez moment—nawet dźgany różdżką—święcie wierzył, że Darcy tylko tak pieprzy i że policzek jej wystarczy i że nie zwróciłaby przeciwko niemu magii.
Aż zaklęcie ugodziło go w pierś.
W jego oczach odbiło się tak spore zaskoczenie—zmieszane z cieniem strachu, bo wszyscy, od profesorów w Hogwarcie po Amira, uczyli go, że danie się zaskoczyć w taki sposób to najgłupsza i dość samobójcza rzecz jaką adept obrony przed czarną magią może zrobić—bo sens jej zaklęcia, a nawet zaklęć i jej wściekło-trajkoczącego monologu dotarł do niego z opóźnieniem.
- Kur - zaczął, czując bulgotanie gdzieś w miejscu ugodzenia zaklęcia, ale w połowie przekleństwa zrefektował się, że nie może wyzwać Darcy od kurw, nawet jeśli nazywał tak sytuację. - de! - dokończył z pretensją, opuszczając ramiona i momentalnie sięgając po własną różdżkę. - Fini... - chciał ukrócić te żarty, ale jego własne zaklęcie nie zadziałało. Jakże by mogło, skoro w połowie inkantacji odkaszlnął i poczuł mdłości i wypluł na ziemię dorodnego ślimaka? Nie zdążył nawet odwrócić się do zlewu, kurwa.
W jego oczach zalśniła wściekłość, bo mimo wszystko użycie magii było przekroczeniem jakiejś granicy. Zwłaszcza tak żenującej magii. Chyba lepiej poczułby się, gdyby potraktowała go jak mężczyznę, a nie obiekt dowcipu i naprawdę strzeliła w niego Depulso albo coś.
- Brawo! - zdołał krzyknąć pomiędzy falami mdłości i ze złością postąpił krok w stronę Darcy; tak, że teraz naprawdę dźgała go różdżką w splot słoneczny. Szeroko rozłożył ręce. - Coś jeszcze?! ŚMIAŁO, POWIEDZ CO CHCESZ ALBO RZUĆ CO CHCESZ, NIE KRĘPU - j się, ale wypluł (tym razem na dłoń) kolejnego ślimaka zanim zdążył dokończyć zdanie. - Może, że to moja wina, a nie jego? NO DALEJ!

nieudane Finite
Slugulus Erecto 1/3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
14-02-2026, 10:55
Przecież go ostrzegała. Dała mu czas do ewentualnej ewakuacji, zostawiła drogę wyjścia, choć na to nie zasłużył, i mógł z niej skorzystać, a to, że uparł się jak osioł i zarzekł, że zostanie, było jego decyzją. Naprawdę uważał, że potraktowanie go magią było ponad nią? Po tym wszystkim, co powiedział, jak napluł na portret Felixa, jak znieważył jego wspomnienia snujące się po Dziupli? Jak znów go zdradził, tym razem na jej oczach, udowadniając, że tam, gdzie powinna być miłość, od dawna kwitła nienawiść? Może powinna była oznajmić, że groźba to tylko taki żart, a ona nigdy nie podniosłaby na niego różdżki w prawdziwej intencji ukarania go za okrucieństwo? Widać, jak bardzo jej nie znał.
Jego oczy wypełniły się zaskoczeniem, kiedy czar uderzył go w pierś, a Darcy mocno zagryzła zęby, cementując swoją stanowczość, swoją pewność tego, że postąpiła słusznie. W głębi duszy nie była tego pewna i za kilka godzin zapewne zawstydzi ją fakt, że impulsywnie wymierzyła sprawiedliwość w taki sposób, ale rozum uprze się, że było to konieczne. Nikt dotychczas nie natarł twarzy Caleba pretensjami o to, jak się zachował, właściwie wszystko uszło mu na sucho. Na domiar złego wrócił do hodowli w chwale i glorii, szastając papierem od Alberta, który kazała prześwietlić u notariusza, nie wierząc, że szwagier mógł upaść tak nisko, żeby po wszystkim wracać do Dziupli i rościć sobie prawo do miejsca, które przez niego się rozpadło. Nadszedł czas na to, żeby ktoś mu pokazał, że jego postępowanie było żenujące - tym bardziej, gdy obrażał Felixa, który przez niego zapadł się w sobie.
- Próbuj finite, śmiało. Jak ci się uda, rzucę slugulus eructo jeszcze raz - zapowiedziała płomiennie. Nie pozwoliłaby mu wymknąć się z wnyków pokuty przedwcześnie, i tak dostał łagodny wymiar kary w stosunku do tego, jaką histerię urządził w kuchni. Jak podły się okazał. Jak przeżarty przez oskarżenia i poglądy, które wcześniej przed wszystkimi ukrywał - jedynie nie przed jej mężem, którego wydał Ministerstwu jak obcego człowieka. Albo gorzej, wroga. Darcy nie odwróciła wzroku, kiedy Caleb wypluł pierwszego ślimaka, pokrytego śluzem, ciemnego i całkiem sporego. Jej żołądek spiął się na ten widok, lecz zabroniła sobie okazywać słabości i zachowywać się jak marny puch, czyli rola, w której umieszczał ją swoimi samczymi dyspozycjami.
Cal zbliżył się do niej, a ona zdążyła znów unieść ramię z różdżką, której szpic wcisnął się w jego pierś. Zamierzał narzygać na nią ślimakami? Pałał niemal namacalną wściekłością, przez które powietrze w kuchni zdawało się gęstnieć, a na dodatek podniósł głos, choć prosiła, by tego nie robił. Nie dla niej, tylko dla babci. Najwidoczniej nią też w głębi ducha mało się przejmował, skoro wyobrażenie o zmęczonej Maude z bolącą głową nie pohamowało jego wybuchu. Darcy jeszcze mocniej zmarszczyła brwi, na jego kolejne słowa drgnąwszy wyraźnie.
- Ty naprawdę myślisz, że to nie twoja wina? - spytała głucho, z niedowierzaniem. Skala jego hipokryzji nie mieściła się jej w głowie, nie zastanawiała się też, co tak naprawdę mogło kierować tamtego dnia Calebem, bo była pewna, że zna odpowiedź na to pytanie. - Ty na niego doniosłeś. Ty, Cal. A po tym, jak wpadło tu Ministerstwo, Felix był już tylko równią pochyłą. Zarzekał się, że jest śledzony, podsłuchiwany, że ludzie za nim chodzą, chociaż w Dziupli nie było nikogo poza nami. Zrywał się w środku nocy, mówiąc, że ktoś inwigiluje jego sny. Jego sny, do cholery, rozumiesz? - pokręciła głową, w porównaniu do niego mówiła cicho i zimno, cedziła każde słowo z bólem kogoś, kto był na miejscu, podczas gdy Caleb szalał sobie w egzotycznych zakamarkach świata i Merlin jeden wiedział, jak dobrze się bawił. - Twierdził, że dziadkowie na niego donoszą. I ja. Składaliśmy codzienne raporty Ministerstwu o tym, co robił, więc znikał w lesie, aż skończyły mu się wszystkie zapasy. Potem wracał blady, zmęczony i głodny. Jak wilk, śmiesznie, co? - warknęła, pewna, że szwagier z małostkową przyjemnością uczepi się tego określenia i doda je do arsenału nienawiści wobec brata. - I pewnego dnia stamtąd nie wrócił - jej głos zadrżał lekko, ale szybko spróbowała pozbierać się do kupy. - Schował się przed szpiegami tak skutecznie, że sam zgubił drogę. Nie miał nawet przy sobie różdżki. Zagłodził się i wyziębił na śmierć, nie mogąc znaleźć drogi do domu - słowa sprawiały jej ból, czuła ich kolce za ściśniętym mostkiem i w zwężonym gardle. - Ostatnie, co mi powiedział, to to, że nie będzie z kimś, kto chce go wykończyć i dlatego donosi na niego jego wrogom - na wpół świadomie opuściła głowę. Ciężar tamtej kłótni nieustannie przygniatał jej ramiona, sama powiedziała mu wtedy coś, czego się wstydziła, a czego nie zamierzała przywoływać przy Calebie. - Sam sobie wyciągnij wnioski. I nie drzyj się, bo babcia śpi - hardość, z którą wypowiedziała tę kwestię, była udawana, była znaną i bezpieczną maską, za którą Darcy próbowała się schować.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Caleb Diggory
Czarodzieje
wejść na drzewo i patrzeć w niebo / tak zwyczajnie
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
15
3
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
20
15
10
Brak karty postaci
16-02-2026, 20:39
- A ja rz... - trudno było się przekrzykiwać, gdy w brzuchu i gardle mu bulgotało. Przełknął z trudem ślinę, choć to sprawiło, że mdłości jedynie się nasiliły. Na sekundę odwrócił się do zlewu (plecami do przeciwnika,  niedobrze, powiedziałby Amir, ale Darcy nie była przecież przeciwnikiem... prawda?) by oprzeć się ciężko o blat i wypluć kolejne dwa ślimaki. Ktokolwiek uznawał to za zaklęcie-dowcip... mylił się. W mdłościach gdy miało się posiniaczone żebra nie było nic śmiesznego i nie chodziło nawet o to, jakie to było obrzydliwe. To po prostu bolało. I męczyło i aż lekko kręciło mu się w głowie, ale nie da tego po sobie poznać.
Wyprostował się, wkładając w to większą ilość wysiłku niż się spodziewał.
-...ucę Protego! - odwarknął, bo nie miał zamiaru dać się zastraszyć szwagierce rzucającej Slugulus Erecto, przeżył burzę piaskową i próbę wejścia do Luwru (w Paryżu przesiadał się na pociąg do Marsylii i statek płynący do Algierii) do cholery. Nie pomyślał nawet, że jego słowa brzmią jak gotowość do prawdziwego pojedynku, nie miał za bardzo czasu ani siły myśleć.
Bez namysłu ruszył zatem w stronę Darcy, bez namysłu wykrzyczał kolejne słowa, rzucając jej wyzwanie. Miał dość tej ciszy i tej pasywnej agresji i widelców poukładanych tam, gdzie zawsze były łyżeczki, niech wreszcie wykrzyczy to, co odkąd wrócił widział w jej spojrzeniu. Nie, widział to w jej spojrzeniu już wcześniej, gdy spotkali się sam na sam i gdy prosił by uważała na Felixa. Wtedy też bezwarunkowo wzięła jego stronę, wtedy też spoglądała na Caleba jakby był wrogiem, jakby był niepotrzebny, jakby lepiej było żeby się zamknął i zniknął, więc ZNIKNĄŁ I NADAL BYŁA NIEZADOWOLONA.
- FINITE! - rzucił na jednym wydechu po tym, jak zażądał od Darcy by wypomniała mu jego winę. Tym razem zdołał wypowiedzieć całe słowo bez przerwy na wymioty i poczuł, jak mdłości ustępują. Uśmiechnął się z ponurą satysfakcją, co nie wyglądało dobrze gdy Darcy akurat zaczęła się rozpędzać, ale już trudno.
Uśmiech i tak spełzł z jego twarzy, gdy mówiła dalej.
- I powinniśmy byli zgłosić go Ministerstwu od razu! - zaparł się jeszcze na początku, gdy wypomniała mu donos. Pewnie brzmiało to tak, jakby celowo się z nią przekomarzał, ale teraz naprawdę w to wierzył. Byli dwójką aroganckich chłopców, którzy wierzyli, że okiełznają tę klątwę sami. Gdyby od razu zwrócili się do władz, gdyby nie wspierał Felixa bezwarunkowo w utrzymaniu jego sekretu—to wszystko nigdy by się nie wydarzyło. Felix miałby inną kryjówkę niż stary budynek na terenie hodowli. Caleb nie czułby się odpowiedzialny za jego i cudze bezpieczeństwo. Darcy... może nigdy by z nim nie zatańczyła na tamtej imprezie. I może ktoś mądrzejszy od Caleba, ktoś profesjonalny, z Ministerstwa, szybciej zorientowałby się, że z Felixem jest coś nie tak i polecił mu uzdrowiciela albo pobyt w Mungu... albo coś (choć to Caleb znał brata najlepiej, więc skoro samemu zorientował się z opóźnieniem, to jak ktoś inny miałby...?).
A potem zamilkł i nie zapierał się już, gdy Darcy zaczęła opowiadać o paranoi i inwigilacji snów Felixa. Mina tylko rzedła mu coraz bardziej i garbił ramiona coraz bardziej, chociaż się nie cofnął. Wręcz przeciwnie, stał przed nią jakby wrósł w podłogę.
Chociaż nigdy o tym nie rozmawiali to po braku jego zszokowanej miny mogła poznać, że wiedział jak i gdzie umarł Felix. Babcia powiedziała mu, gdy czuła się trochę lepiej. Albo gorzej, samemu już nie wiedział.
Wydawał się za to szczerze zaskoczony wszystkim innym.
- Darcy, z nim... - zająknął się gdy wreszcie zamilkła, ale nie miał już ślimaków na swoje usprawiedliwienie, więc kontynuował. O wiele ciszej niż wcześniej, ale to chyba nie przez kwestię babci, którą ledwie zarejestrował, blady i spięty. -... było coś nie tak, coś więcej niż likantropia. - wymamrotał. - Też długo tego nie widziałem. - dodał, chyba żeby ją pocieszyć, choć takie stwierdzenia mogły chyba tylko rozsierdzić kogoś, kto nadal tego nie widział...
- Myślisz, że nie wiem, że to moja wina? - zmrużył nagle oczy, dopiero teraz orientując się, że chyba nie wyczuła jego ironii albo żalu albo... z czymkolwiek wykrzyczał tamte słowa. Dopuścił do tego, by Felix okłamywał samego siebie i wszystkich wkoło, a potem dopuścił do tego, by znaleźli się w niebezpieczeństwie, a potem nie było go gdy potrafiłby—święcie w to wierzył—go znaleźć albo powstrzymać.
- Czekaj. - rozszerzył oczy, bo sens jej słów dotarł do niego z opóźnieniem. Chyba zbyt dużo docierało do niego z opóźnieniem, tak przynajmniej mówili dziadkowie od strony mamy...
Inwigiluje sny, twierdził, że dziadkowie na niego donoszą, że nie będzie z kimś, kto chce go wykończyć...
-... zrobił wam kiedyś krzywdę? Zrobił tobie krzywdę?



Finite udane
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
18-02-2026, 18:44
Błysk irytacji odbił się na twarzy Darcy, kiedy magia wybawiła go z opresji. Bądź co bądź miała nadzieję, że nie przyjdzie mu to łatwo, do ukojenia jej nerwów na pewno nie wystarczało tych kilka zwymiotowanych stworzonek; a jej obietnica nie była czczą groźbą. Naprawdę uniosła drewno sosnowe. Naprawdę wycelowała je w jego gardło. Naprawdę miała na końcu języka poprzednią inkantację. Naprawdę. A jednak zamarła z rozchylonymi wargami, by za sekundę zmarszczyć brwi i opuścić ramię - jakby dotarło do niej, że za bardzo przekroczyła dziś granicę. Mogła nim gardzić, mogła nienawidzić, ale czary? Pod dachem Dziupli? To znaczyło, że upadła prawie tak nisko, jak Caleb. A z drugiej strony zwalczenie w sobie ochoty, żeby go sponiewierać za słowa o jej mężu... Na sto stetryczałych lunaballi, to było trudne.
- Może powinniście - warknęła, chowając różdżkę. - Ale to była jego decyzja, nie twoja. A jeżeli już uznałeś, że jest... nie wiem, niebezpieczny, trzeba było go chociaż, do cholery, przygotować na to, co chcesz zrobić! Uprzedzić! - skrzywiła się z odrazą. Przyszpilić, powiedzieć szczerze, że poinformowanie Ministerstwa to kwestia czasu, nastroić umysł Felixa, zamiast pozwolić mu się w sobie zapaść i okręcić w zwojach strachliwych myśli. Ale nie - on podjął decyzję za nich dwóch, a potem czekał, aż ktoś z ministerialną odznaką wyręczy go w brudnej robocie. Czym to było, jeśli nie tchórzostwem? Zawszoną zdradą swojej rodziny, człowieka, z którym wychowywał się od zarania dziejów? Jak Cal mógł spojrzeć we własne odbicie w lustrze i nie widzieć w nim groteskowej kreatury? Jak zarzuty mogły przejść mu przez gardło sprawniej, niż ślimaki, mimo że ich ciężar był niepomiernie większy? I jak śmiał to na nią zrzucić, wiedząc, że byli na siebie skazani? Nie wystarczyło mu, że doprowadził Felixa do szaleństwa?
A jeśli to była jego taktyka? Ją też wykończyć nerwowo?
W pierwszej chwili uznała jego zdziwione oraz kruszejące spojrzenie za fałsz, sprytnie przygotowaną maskę, mającą załagodzić niekorzystną dla niego sytuację. Skoro zdołał oszukać dziadków i brata tym, jak dobrym był człowiekiem, musiał być równie dobrym aktorem. Ale jego poruszenie zdawało się szczere, oszronione zimnymi dreszczami kogoś, kto nareszcie widzi prawdę w świetle słońca i nie może dłużej jej unikać. Oto była cała historia Felixa. Klatki filmu wiodące do epilogu, który poznał od babci. Szczegóły scenariusza edycji kolekcjonerskiej. Darcy czuła napięcie zbierające się w sztywnych ramionach, lecz nie próbowała się go pozbyć, zajęta sztyletowaniem Caleba wzrokiem mówiącym "ty to narobiłeś, ty i nikt inny".
- O, teraz robisz z niego świrusa? Coraz lepiej, Cal. Jeszcze kilka minut i dojdziemy, że był mugolem, a w ogóle to urodził się garborogiem i przybrał inną postać dzięki magii kwiatu paproci - rzuciła skwaszona i niepocieszona, mimo jego starań. Nie widziała ich nawet. Nie rozumiała, że swoim pokrętnym i niedoskonałym sposobem Diggory próbował zaoferować jej pokrzepienie, że stawał po jej stronie w konflikcie, na który się nie pisała, ale który przez zrządzenie losu stał się też jej własnym. Nie potrafiła tego ani zrozumieć, ani uszanować. Tylko dlaczego Caleb postąpił wbrew oczekiwaniu i nagle przyznał się do winy? Dlaczego jego głos zabrzmiał tak gorzko, jakby faktycznie nie było mu to obojętne? Podejrzliwie zmrużyła oczy, podobnie jak on, i cofnęła się o krok, niczym stworzenie, które nagle nie jest pewne swojego położenia. - Skoro wiesz, po co tu wróciłeś i wszystko mi przestawiasz? - spytała nieco ciszej, ale dalej twardo, nie zwracając uwagi na paradoks koła, jaki zatoczyła ich konfrontacja. Zaczęło się od jego poszukiwań apteczki i wyrzutów o to samo, skończyło na tym, że to jej było niewygodnie, że rąbał jej drewno, reperował jej płot, ocieplił jej dach i dokarmiał jej pliszki.
Pytanie Caleba przeszyło powietrze jak cios sztyletem, sprawiło, że cofnęła się bardziej. Nie potrzebowała jego strachu ani współczucia, prawie zapomniała o sytuacji, w której toczony gorączką paranoi Felix raz czy dwa nie zgodził się z jej sylwetką w drzwiach, przez które próbował uciec z domu. Zagryzła zęby, znów czerwieniejąc, tym razem niepewna, czy powodowała tym złość, czy wstyd. - Nieważne - ucięła. Miała wpuścić go do świata swoich problemów małżeńskich i dodać chrustu do ognia złości, którą żywił wobec brata? Jeszcze czego. - Wystarczy, idź spać. Ja chcę nakarmić ropuchy - zarządziła, sprawnie odnajdując w szafce czajnik, w którym zamierzała podgrzać wodę na kawę. Między Merlinem a prawdą Caleb tak podniósł jej ciśnienie, że wcale nie potrzebowała dodatkowego zastrzyku energii.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Caleb Diggory
Czarodzieje
wejść na drzewo i patrzeć w niebo / tak zwyczajnie
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
15
3
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
20
15
10
Brak karty postaci
23-02-2026, 21:54
Wymownie odprowadził jej różdżkę wzrokiem, zaciskając—miał nadzieję, że równie wymownie—usta. Nikt nigdy nie podniósł na niego różdżki we własnym domu, nawet nie Felix. W ogóle mało kto podnosił na niego różdżkę z zaskoczenia, bo był czujny i pojedynkował się nieźle. Nikomu by na to nie pozwolił, ale Darcy...
...może miał niewygodną słabość do Darcy, ale niewygodnie było o tym myśleć. Byłoby wygodniej, gdyby był w stanie przejrzeć na oczy i potraktować ją równie pragmatycznie jak wuja Alberta, ale w tym problem, że Darcy... sobie na to nie zasłużyła. Na nic z tego sobie nie zasłużyła, uwikłana w biznes i sytuację i rodzinę, które zdaniem Caleba po prostu ją tłamsiły. Tylko dlaczego nie umiała tego przyznać i reagowałą tak alergicznie, gdy chciał wszystko naprawić?
- Powinniśmy. - przytaknął zimno, a gdy kontynuowała, rysy jego twarzy stężały. Zawziętą miną usiłował zamaskować narastającą panikę i wyrzuty sumienia, bo przecież... przecież wiedział, że wszystko schrzanili, schrzanił. Najpierw gdy nieodpowiedzialnie przystał na plan utrzymania sekretów Felixa, ba, pomógł stworzyć ten plan. I potem, gdy zmienił zdanie tak nagle.
Ale może otarcie się o śmierć i perspektywę likantropii mają ten efekt na człowieku. Chciał być w hodowli dla nich, chciał im pomóc, w głębi duszy wiedział, że nie powinno się zostawiać brata z tym samemu... ale oddał mu tak wiele. Kilka lat młodości, wiele pomysłów, bardzo dużo pieniędzy, trochę dumy, całą swoją lojalność, nawet tamten taniec z Darcy. Dopiero gdy wykrwawiał się w lesie, w głębi duszy nie wierząc, że ktoś go znajdzie i że wybawca będzie znać teleportację łączną—gdyby nie te dwa czynniki, ten szalony splot szczęścia, przecież by tam skonał—dotarło do niego, że nie chce oddać mu życia. I że już nie da rady, nie da rady tu wrócić, słysząc w głowie wilczy warkot i słowo bękart na samą myśl o Felixie i hodowli. Dał radę tylko spotkać się z Darcy, a to jedynie utwierdziło go w przekonaniu, że musi oddać bezpieczeństwo mieszkańców Dziupli w ręce kogoś bardziej kompetentnego. Przegrał, nie dał rady.
To wszystko było prywatnym końcem świata, a powrót do hodowli zdawał się jakąś popieprzoną apokalipsą.
Ale do tego, co stało się w pełnię przed donosem i do tego, że las nadal budził w nim lęk—nigdy się nie przyzna. Nie chciał. Nie mógł. Właśnie szargał dobrym imieniem Felixa, ale oszczędzi Darcy chociaż tego. Wystarczyło, że samemu do końca życia będzie o tym pamiętał, chowając pod koszulą pamiątkę po pazurach.
- Rozmawiałem z nim! I z tobą! I nadchodziła pełnia, ile miałem czekać? Aż was zje? Przestał korzystać z kryjówki! - warknął. - Więc tak, może mu odbiło, że tak wszystkich narażał - was, nas, ropuchy, przypadkowych mugoli! A może w Mungu by mu pomogli... - zaczął podniesionym tonem, ale głos prędko mu się załamał. Może wszystko by się ułożyło gdyby poszukali prawdziwej pomocy i nie byli tak aroganccy. Oddychał coraz szybciej, posiniaczona klatka piersiowa (której z oczywistych względów Darcy nie pokaże) bolała go coraz bardziej, w ustach miał gorzki posmak po jej zaklęciu i coraz trudniej było mu się skupić, więc...
- Wróciłem, bo Albert nie chciał. - wypalił porywczo, gdy spytała czemu wrócił. Natychmiast zorientował się, jak to zabrzmiało, więc zrzedła mu mina. Wziął głębszy wdech, ale tych słów nie dało się już cofnąć. - Więc ja tu jestem, bo jeden skurwysyn zabrał dziadkom pieniądze i wyjechał, a ty... - ugryzł się w język zanim wyzwał Felixa od skurwysynów i pokręcił głową i potem słuchał już tylko o gorszych rzeczach i...
...otworzył szeroko oczy, bo nawet on umiał łączyć kropki i wiedział, że...
- Nieważne? Nieważne to znaczy tak! Tobie? - dociekał, łudząc się, że może powiedziałaby mu szczerze gdyby zrobił krzywdę babci. - Skurwysyn. - syknął, zapominając o wcześniejszym postanowieniu. Prawie zastąpił jej drogę, ale coś w jej minie sprawiło, że się opamiętał. Zamilkł posępnie. Chciałby powiedzieć, że mu przykro. Chciałby ją przeprosić. Ale żal ściskał mu gardło, a na zewnątrz wydostawały się tylko przekleństwa.
- Wiesz co? Jeśli jesteś tu dla niego, to nie warto. - pokręcił tylko głową, bo wydawało mu się, że dlatego tu została. Dla wspomnień, nawiedzających to cholerne miejsce. Zacisnął mocno usta, nie potrafiąc jej nawet podziękować—bo faktycznie był śpiący i z wdzięcznością przejmie ropuchy dopiero po południu. - Nakarmię je wieczorem. Dzisiaj nigdzie nie idę. - mruknął zupełnie bez sensu, bo mogła narzekać i udawać ile chciała, ale przecież to gdzie był i w jakim stanie wracał pewnie zupełnie jej nie obchodziło. A babcia nawet tego nie zauważała. Jeśli z kimś tutaj szczerze rozmawiał, to z ropuchami i czasem z jeżem, którego dokarmiał przy stodole. Pokręcił głową i wyminął Darcy, kierując się właśnie tam. Już jakiś czas temu pościelił sobie na piętrze, a noc wcale nie była aż taka zimna. (Była. I złapał katar i narzekał przez kolejne trzy dni. Do jeża i ropuchy Weasley, bo Darcy się nie przyznał).

/zt? Sad
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:08 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.