• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Portowy pub "Sól i Mgła" > Główna sala
Główna sala
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
01-11-2025, 14:09

Główna sala
Główna sala "Soli i Mgły" tętni życiem od świtu do późnej nocy. W powietrzu unosi się ciężki zapach rumu, whiskey, dymu z fajek i morskiej soli, którą marynarze przynoszą na butach prosto z doków. Drewniane stoły, porysowane nożami i zalane piwem, pamiętają niejedną burzliwą opowieść o wyprawach i sztormach na morzu. Całe pomieszczenie oświetlają lewitujące w powietrzu świece. Z boku, pod ścianą, stoi stare pianino, na którym siostra właściciela czasami umila gościom pobyt swoimi umiejętnościami muzycznymi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
10-02-2026, 20:57
Pomimo, że przez cale wakacje, które spędził w dużej części z Almyra, Axel starał się ukryć wiele mankamentów związanych z jego rodziną. Jednak nie uchronił ani jej ani siebie przed prezentacją jego ojca i jego charakteru. Pan Delacour okazał się być człowiekiem krótkowzrocznym, skupionym na własnych poglądach i zasadach, dlatego Axel nieważne jakby się starał, nie sprosta jego wymaganiom. I tak tez było, Axel nigdy nie zasłużył na uwagę ojca, jego pochwały i przede wszystkim dumę. Minęło raptem pół roku od momentu, kiedy Axel pożegnał się z Almyrą, a jego sytuacja w Paryżu zaczęła się bardzo pogarszać. W lutym, niedługo po osiemnastych urodzinach chłopaka słuch o nim zaginął i nie tylko Almrya zmartwiła się, czy aby na pewno nic mu się nie stało.
Gdyby tylko Axel wiedział, jakie myśli nawiedzały Almyrę, na pewno nie byłby zachwycony i dziękowałby w duchu przepięknej Meluzynie, że dziewczynę nie podkusiło, aby odwiedzić dom Delacour. Ojciec na pewno nie byłby dla niej przyjemny, a matka zapewne zalałaby się łzami i lokal musiałby wykazać się nie lada refleksem, by odprowadzić niespodziewanego gościa czym prędzej do drzwi.
W najgorszych chwilach Axel zastawiał się wiele razy, cz to aby nie jego osobista pokuta za to, że taki jest i uparcie nie chciał się podporządkować wymaganiom. Jakby jego grzechem było samo istnienie, a on był sobą i nie potrafił się zmienić, nieważne jak bardzo był naciskany. I niestety nie wyszło mu to na dobre, tracąc wszystko co kochał i musiał nauczyć się żyć w nowych warunkach, które zabiłby większość jemu podobnych. Jego siła i instynkt przetrwania pozwoliły mu przetrwać najgorszy czas, a teraz mógł powiedzieć, że zaczyna być lepiej. Coraz rzadziej musiał robić cos, co godziło w jego godność, coraz śmielej patrząc w przyszłość.
Axel spodziewał się, że Almyra może przeżywać jego zniknięcie i na tyle na ile zdążył ją poznać, wiedział że bardzo chciałaby mu pomóc. Dlatego teraz nie widział w jej oczach ani na twarzy gniewu, co go w tej chwili bardzo mocno zbijalo z tropu. Spodziewał się wymówek, pretensji i gniewu, to było coś, do czego nawykł i potrafił to znosić. Ale to, co otrzymał, sprawiło, że chłopak po prostu poczuł się niepawienie i jak kiedyś potrafił zbywać takie emocje z lekkością, tak teraz czuł przygniatające go emocje, których nie potrafił nazwać. Rodzeństwo Burke już dawno zauważyło, że chwaląc Axela spotkali się z nietypowymi dla chłopaka reakcjami, to w pewien sposób zdradzało, że nie był tak bardzo przesiąknięty Nokturnem i posiadał w sobie pozostałości empatii i dobrego serca.
Słuchał jej uważnie, a kiedy dotarło do niego, że Almyra spędziła dwa lata w Paryżu, aż zgrzytnął zębami. Nie dziwił się, że przez pierwsze tygodnie pobytu w Londynie nie mógł jej spotkać w tym pubie ani nigdzie indziej w mieście.
- To znaczy, że teraz grasz zawodowo? - Uniósł brwi wyraźnie zachwycony tym, że Almyrze udało się spełnić jej marzenia. A jej cieple słowa, sprawiły, że opuścił spojrzenie, czując jak jest na granicy wymknięcia się emocji spod płaszcza pozorów. Zbyt wiele osób ostatnimi czasy po porostu cieszyło się na jego widok, jakby ta pechowa karta nagle postanowiła się odwrocić i uznała, że czas na odrobine szczęścia w jego szarym życiu.
- Rownież się cieszę, że to naprawdę ty. Milo znów cie zobaczyć. - Po chwili przywołał na usta łagodny uśmiech.
Jej entuzjazm był tak zaraźliwy i szczery, że Axel nie musiał się długo zastanawiać, aby rownież zapragnąć kolejnego spotkania. Pokiwał głową, odpowiadając na jej wszystkie pytania.
- Owszem. Milo by było znów spędzić czas na rozmowach i może teraz ty byś mi pokazała swoje ulubione miejsca w Londynie? - Axel był good zachwycać się doskonale sobie znanymi miejscami, ale wiedział, że w towarzystwie Almyry na pewno będzie to całkowicie inne przeżycie. Taki powrót do przeszłości mógłby pomoc mu nabrać odwagi.
- Grasz w Arkadii? - Brwi chłopaka powędrowały wysoko i w tej chwili trudno było mu uwierzyć, że nigdy nie był na występie Almyry. - Chciałbym tam zatańczyć, będę próbować swoich sil w przesłuchaniach. - Robił to już od jakiegoś czasu i z marnym skutkiem, ale nie poddawał się, wciąż próbując i próbując. - Milowy było spędzić tak razem czas, ma nadzieje, że kiedyś się to uda. - Aktualnie oddałby część duszy za możliwość angażu w Arkadii.
Propozycja napicia się czegoś i to za darmo była bardzo kusząca, a Axel z chęcią by nawilżył suche ze stresu gardło. Kiwnął głową z uśmiechem.
- Nie chciałbym naciągać twojego brata na koszty. Wystarczy woda. - Uśmiechnął się łagodnie na tą propozycje wybierając cos oczywistego dla tancerza. Grał przed Almyrą i samym sobą, nie chcąc na tą chwile myśleć, jak on si potem wytłumaczy z tego wszystkiego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
10-02-2026, 22:08
Almyra z kolei niewiele opowiadała o swojej rodzinie. Nie chciała prowadzić konwersacji na temat, który sprawiał, że Axel tracił ten swój przyjemny uśmiech, który tak uwielbiała. Skoro to było dla niego przykre, czemu miała by go tym męczyć? W jej głowie było to całkowicie bez sensu, mówiąc szczerze, mogło się skończyć tym, że nie będzie chciał z nią spędzać czasu. Nawet chwili - po co jej to było?
Sama niestety nie mogła się postawić w jego sytuacji. Nie wiedziała wiele na temat swoich rodziców, a przede wszystkich nawet ich nie znała. Morgan nie chciał za dużo o nich rozmawiać, z początku starała się czegoś o nich dowiedzieć, ale... To, co słyszała, nie napawało ją zbytnio pozytywnym myśleniem. Podobno nie odmawiali alkoholu i możliwe, że w noc swojej śmierci, w pożarze, nie byli najświeżsi i ponoć przez to zginęli. A ją uratował Morgan. To wiedziała i tego była pewna. A gdy ktoś to podważał, gryzła i robiła się nieprzyjemna.
Francja była pięknym krajem, a Paryż był najpiękniejszym wspomnieniem. Oczywiście najbardziej utkwiły jej w pamięci wakacje. Potem, te dwa lata były również pięknym wspomnieniem, ale już nie aż tak ciepłym. Czegoś jej brakowało. I nikt chyba nie potrafił tak do końca wypełnić tej pustki. Zawsze brakowało jakiegoś szczegółu w jej życiu. Nie do końca potrafiła to nazwać, a po pewnym czasie przyzwyczaiła się do tego uczucia. To była jej codzienność, wiele rzeczy ją cieszyło, w wielu rzeczach odnajdywała radość i przez wiele rzeczy też się uśmiechała. Teraz jednak, gdy chłopak siedział naprzeciw niej, ta cząstka jej się pojawiła na nowo. Może to właśnie dlatego nie potrafiła i nie chciała się na niego złościć i gniewać? Widziała w tym spotkania tylko pozytyw. Łzy przestały cieknąć jej po policzkach, a na jej twarzy widniała tylko radość. Wpatrywała się z ciepłym uśmiechem na ustach w Axela, słuchając bardzo dokładnie każdego słowa, które mówił. Jego głos dźwięczał jej w uszach i w tym momencie była to najpiękniejsza muzyka. W ciągu ostatnich paru minut pokazała chłopakowi praktycznie cały kalejdoskop swoich zachowań i emocji, ale nie dbała o to w tym momencie. Uśmiechnęła się szeroko.
- Ja... bardzo, bardzo chętnie pokażę Ci swoje ulubione miejsca w Londynie i spędzę z Tobą czas na rozmowach i... I w ogóle. - delikatny rumieniec pojawił się na jej policzkach, a sama spuściła nieco wzrok, wbijając go w blat. Już zaczęła szukać w głowie wszystkich miejscówek, które mogłaby pokazać Axelowi, w których mogli spędzić miło czas, gdzie mogłaby go zabrać i cieszyć się jego towarzystwem. Odchrząknęła cicho, jakby próbowała odsunąć od siebie zakłopotanie i wróciła do chłopaka roziskrzonym spojrzeniem. - Powiedz tylko, kiedy miałbyś czas, nie chciałabym Ci się wtryniać w Twoje plany...
Bo przecież na pewno miał swoje zajęcia. Ale czuła podekscytowanie, nie mogła się oszukiwać. Mogłaby mu się odwdzięczyć za to, co zrobił dla niej w Paryżu, chociaż na pewno już jakiś czas sam tutaj mieszkał. Musiałaby tylko wiedzieć, gdzie mogła go zabrać. Już powoli w głowie robiła listę miejscówek, gdzie mogliby spędzić miło i przyjemnie czas, poczuć się częściowo znów jak w Paryżu, w to pamiętne lato. A jeśli jeszcze by się dowiedziała, że to mogłoby jakkolwiek pomóc chłopakowi... rzuciłaby wszystko, byleby mu pomóc. No, dobra, może nie pracę, ale prócz tego - wszystko. A jeśli o pracy mowa...
- Dokładnie, gram w Arkadii. Nigdy nie myślałam, że mi się uda tam dostać i... Jestem tam dopiero parę miesięcy, więc moja pozycja może jeszcze nie jest jakoś wybitnie mocna, ale... - póki co nikt na nią nie narzekał, niektórzy byli nią zachwyceni, a ona zawsze była zbyt nieśmiała i nie wierząca w siebie, więc... Na jego słowa jej twarz jeszcze bardziej się rozjaśniła, a w oczach pojawił się błysk. - Oh, byłoby cudownie! Daj znać kiedy będziesz następnym razem, będę mocno za Ciebie trzymać kciuki! Może kiedyś... Może kiedyś mogłabym Ci zagrać do tańca...? - muzyka fortepianowa nie była muzyką orkiestrową i mogła nie pasować do niektórych występów, ale jakoś tak zamarzyło jej się to w tym momencie. Zaraz jednak przymknęła powieki i pokręciła głową. To było głupie, nie powinna była czegoś takiego powiedzieć. - Byłeś kiedyś na zapleczu teatru? Głupie pytanie, na pewno tak, jeśli próbowałeś się tam dostać. - a gdyby nie był, mogłaby mu co nie co pokazać w teatrze, oprowadzić go po zapleczu, pokazać mu sale, w których ćwiczyła, a może... może nawet mógłby wpaść kiedyś na jakiś jej recital, albo występ, w którym brała udział? Oh. To by było cudowne! Ale nie chciała mu teraz tego proponować, bo przecież nie mogła też mu narzucać się aż tak bardzo. Zwłaszcza, że brała pod uwagę, że mógł nie odczuwać tego samego, co ona w tym momencie. Musiała o tym pamiętać.
Wstała z miejsca i pobiegła szybko do baru. Wzięła dwie szklanki wody i lekkim krokiem wróciła do stolika. Postawiła jedną szklankę przed Axelem, zaraz wracając na swoje miejsce, naprzeciw niego. Nie zamierzała się zbliżać, chciała mu dać przestrzeń.
- Jakbyś miał ochotę na coś mocniejszego, daj znać. To żaden problem, brat nie musi wiedzieć. - mrugnęła mu okiem, upijając nieco wody ze szklanki. Nikt się nawet nie dowie, co sama czasami brała coś mocniejszego. Przymknęła oczy i odetchnęła cicho. Po chwili zaśmiała się pod nosem, kręcąc głową. - Nie mogę uwierzyć, że tutaj jesteś. To jak... to jak odnalezienie pewnej części siebie, za którą tęskniłam i nawet nie wiedziałam jak bardzo potrzebowałam Cię zobaczyć. Ja... Och, przepraszam. - powiedziała szybko, unosząc głowę i kierując na niego nieco speszone spojrzenie. - Gadam pewno jak wariatka, wybacz... Powiedz mi lepiej, co byś chciał zobaczyć w Londynie. Podejrzewam, że widziałeś już co nie co, więc możliwości są ograniczone, ale nadal może masz jakieś preferencje, do których powinnam się przygotować, oczekiwania, które mogłabym spełnić?
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
13-02-2026, 09:10
Unikali trudnych tematów, podczas tamtych wakacji po prostu rozmawiali głównie o tym, co sprawia im radość i co lubią. Być może dlatego oboje wracali do tych wspomnień z sentymentem, pamiętając te mile chwile pełne spokoju i prostej radości, otoczeni pięknem paryskich zabytków, parków i sztuki. Axel nie chciał opowiadać o swojej rodzinie i nie naciskał Almyry aby ona opowiadała o swojej, łączyły ich złe wspomnienia i dlatego tym bardziej skupiali się na budowaniu tych dobrych, które zapadną w pamięć na lata.
Po incydencie w restauracji Almyra zyskała obraz pana Delacour i brata Axela, dostrzegając w jaki sposób wpływali na młodego tancerza. Ale wtedy już Axel potrafił uśmiechnąć się pomimo rozpaczy, jaka go rozpierała i po prostu odłożyć te myśli na bok, by atmosfera spotkania z dziewczyną nie ciążyła im obojgu. Wtedy odrobine się otworzyli na siebie i stali się sobie bliżsi, a kolejne spotkania stały się o wiele bardziej wyjątkowe. Chociaż Axel poniekąd czuł jak staje się coraz bardziej przygnębiony, ponieważ wakacje z dnia na dzień zbliżały się do swojego kresu, a Almyra musiała wracać do Londynu.
Tamte wakacje były jedną z ostatnich miłych chwil, które zbierały się na sumę pozytywnych wspomnień. Mógł tak naprawdę wyruszyć w każdym innym kierunku, mógł nawet wsiąść na statek i popłynąć do USA. Ale wybrał Londyn, ponieważ to miejsce wiązało się nie tylko z samą Almyrą ale i innymi osobami, które znały Axela z Paryża. Wici jednak rozeszły się daleko i wszyscy, których rodzina znała otrzymali pewne wiadomości na temat chłopaka i nawet tutaj znajome drzwi pozostawały zamknięte przed nim. Rezygnacja przyszła szybko i po prostu skupił się na przetrwaniu, nie chcąc dać się pogrążyć rozpaczy i bezradności. Pomimo swojej wrażliwości i nieprzystosowaniu do życia poza bogactwem przetrwał, radził sobie coraz lepiej, chociaż w jego pamięci pozostawały pewne czarne plamy, których za nic wolał nie odkrywać.
Wzruszenie Almyry i jej wszystkie emocje prezentujące się na jej twarzy, łzy, to spojrzenie i ta radość jaką emanowała były dla Axela trudne do pojęcia. Była w tej chwili jak jasne słońce unoszące się nad horyzontem, a on przyzwyczajony do kilku lat ciemności nie potrafił znieść tego światła, jakie od niej emanowało. Czuł jak traci panowanie nad sobą, paradoksalnie czując ból i nieodpartą chęć wycofania się, zamiast pozwolić sobie ogrzać się w tym cieple. Za długo trwał w ciemności, zbyt mocno przyzwyczaił się do chłodu, utrwalił się w samotności.
Cieszyła się, rozbierało ją szczęście w tej chwili i wpatrywala się w niego jakby był nie wiadomo kim, on nie rozumiał w tej chwili, że może powodować takie emocje, że ktoś za nim tęsknił i sama jego obecność może po prostu cieszyć. Almyra chciała znów spotkać się z nim i powrócić w pewnym sensie do tego, co przezywali w Paryżu. Axel wykrzywił usta w lekkim uśmiechu, kiwając głową na jej słowa, w duszy nie mogąc pojąć, dlaczego się na niego nie złości.
- Z chęcią, to będzie miły powrót do przeszłości. - Przekrzywił głowę uśmiechając się szerzej. - Teraz pewnie będzie trudniej, ale na pewno uda się znaleźć wspólny termin. - Kiwnął głową z wymalowanym na twarzy przekonaniem. A w jego umyśle kłębiły się myśli, czy aby nie lepiej będzie po prostu zniknąć?
- Gratulacje. - Negatywne myśli przysłoniła myśl o Arkadii, która stanowiła dla Axela w tej chwili bastion, który za wszelką cenę pragnął zdobyć. Musiał tam zatańczyć, musiał i nie tylko raz, ale jego pragnienia skupiały się wokół tego by zakotwiczyć się tam. Tak jakby miało to być jego być albo nie być. Jego wyobrażenia malowały to miejsce jako ostoję i gwarancję lepszego jutra. - Co wcześniej robiłaś, tez grałaś? - Szybka kalkulacja w głowie Francuza pozostawiała kilka lat luki pomiędzy powrotem z Paryża a aktualnym czasie, więc nie powstrzymał ciekawości.
Ona miała to, czego on tak bardzo pragnął i szczerze mu kibicowała. Gorzej, że Axel starał się już od dłuższego czasu przebić przez mur Arkadii, lecz widocznie wciąż ktoś pamiętał o nieprzychylnych słowach, które wystosowano do kilku teatrów. Ale jego determinacja była nie do zdarcia i w tej chwili dostrzegł szansę, miał przed soba kogoś, kto już tam był i go nie odtrącał.
- Chciałabyś? - Axel nie udawał wcale zaskoczenia, kiedy Almyra wspomniała, że chciałaby aby zatańczył do jej muzyki. Chłodne oczy chłopaka rozjaśniły się. - Z chęcią, to byłby zaszczyt móc zatańczyć na twoim recitalu. - Od kilku lat dla Axela ważne było aby tańczyć, doskonale rozumiał swoją sytuacje i wiedział, że jeśli się tylko skupi na jednym, niewiele wskóra. Teraz mial o wiele więcej doświadczenia, umiejetność w zakresie tańca i akrobatyki. Ale brakowało mu potrzebnej do tego kondycji, więc czekała go długa droga.
- Byłem, ale nie Arkadii. - Pokręcił głową uciekając się do małego kłamstwa. - Znam sporo teatrów od zaplecza, także każdy ma swoje tajemnice i chętnie bym zobaczył jak wyglada Arkadia. - Uśmiechnął się czując w piersi, jak jego serce zaczęło żwawiej bić ale nie ze stresu, a właśnie z innego powodu. Z powodu nadziei.
Almyra nie była pierwszą osobą, która miała związek z "Arkadią". Był jeszcze Morty, ale po tym dziwnym spotkaniu, kiedy Axel nie powstrzymał emocji i te wymknęły się niekontrolowanie, Axel nie był pewny, czy wiolonczelista w ogóle jeszcze chciałby z nim rozmawiać. Primrose wspomniała, że ma tutaj znajomosci i może wspomnieć cos dobrego o nim. Nadzieja kiełkowała w tancerzu, ale po chwili uciął to zaciskając w pięści palce pod stołem. Nie rob sobie nadziei, bo zawsze kończy się tak samo. Upomniał się w myślach.
Chwila samotności, kiedy Almyra poszła po wodę była okazja dla Axela na uspokojenie myśli, ukradkiem spojrzał w stronę drzwi, ale nie odważył się uciec. Cos nie pozwalało mu na ten ruch, nie chciał stawiać Almyrze więcej przykrości. Chociaż w jego głowie właśnie to robił, mimo że dziewczyna jeszcze o tym nie wiedziała.
- W porządku, ale woda wystarczy. Alkohol obniża kondycję. - Skinął głową na słowa Almyry i poczęstunku, a on już wiedział, że wieczorem podprowadzi z baru butelkę ognistej i to będzie bardzo szybki lot w objęcia Morfeusza.
Uniósł szklankę do ust, kiedy Almyra zaczęła mówić o tym, jak się cieszy, a kiedy padły dalsze słowa, Axel zamarł ze szklanka tuż przy ustach. Dobrze, że nie zdążył wziąć łyka, bo na pewno by się zakrztusił. Dłoń mu zadrżała a palce naparły na szkło niekontrolowanie, szkło skrzypnęło ostrzegawczo. Axel nie odnajdował słów w umysle, by się do tego odnieść i na szczęście dziewczyna sama szybko zmieniła temat, Axel zareagował na to jedynie uśmiechem i odstawił szklankę na stół.
- Nic się nie stało, tez się ciesze z naszego spotkania. - Dodał mechanicznie, w tej chwili odcinając emocje i zachowując miły ton, taktowny, tak by sprawiać pozory. - Hmm... Niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o to co Lubie zwiedzać. Muzea, teatry, wystawy, parki. Chciałbym zobaczyć cos wyjątkowego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
16-02-2026, 20:08
Owszem, Almyra poznała rodzinę Axela. Tę najbliższą. Miała jakiś obraz w głowie, ale nie pokrywał się z tym, na co miała nadzieję. Bo przecież każdemu zależy, by własna rodzina wspierała w swoich celach, życiu... A ona była z tych osób, które bliskim sobie osobom życzyły samych dobrych rzeczy. I właśnie wsparcie i miłość rodziny są jednymi z nich. Nie przeszkadzało jej to, że ona sama nie mogła na to liczyć. Po pewnym czasie przyzwyczaiła się do tego, że z rodziny został jej tylko brat - ale inni? Smutno jej zawsze było, gdy nagle okazywało się, że ktoś nie może liczyć na tego typu wsparcie.
Ale nie był to też powód, by zaraz dopytywać o najmniejszy szczegół. Warren była ciekawska - lubiła pytać, lubiła rozmawiać i słuchać... Ale potrafiła się wycofać z tej chęci. Gdy coś szło nie po myśli, mogło przysporzyć więcej kłopotów, smutków niż radości - po prostu się wycofywała, zmieniała temat. Była to może i swego rodzaju ucieczka, ale już tak miała. Stawiała innych ludzi ponad siebie, zawsze.
Gdy Axel nie odpisał na list, czekała. Zdecydowanie dłużej, niż można się było spodziewać. Taka nagła cisza jej się nie spodobała - dlatego wysłała jeszcze z dwa, czy trzy listy. Na żaden koniec końców nie dostała odpowiedzi . Możliwości było parę - gdy pierwszy był bez odzewu, myślała, że może przez przypadek źle zaadresowała kopertę, był wpisany zły odbiorca... Ale gdy sytuacja się powtórzyła, nie jednokrotnie - różne myśli przechodziły przez głowę. Może coś mu się stało? Może zmienił adres? Może faktycznie nie miał już ochoty z nią pisać? Nie miała jednak jak dowiedzieć się czegokolwiek. Nie, będąc w innym kraju. Nie pozostawało jej nic innego jak się z tym pogodzić. Gdyby tylko wiedziała, jak wygląda sytuacja, co się z nim dzieje... prawdopodobnie stanęła by na głowie, by mu pomóc. Nawet nie byłoby dla niej ważne to, co mógłby sobie pomyśleć Morgan - dla niej najważniejsze byłoby dobro Axela.
A teraz siedziała naprzeciw niego, nie będąc całkowicie świadomą niczego - żadnych nawet najmniejszych szczegółów z życia Francuza. Nie wiedziała o rodzinie, o tym, co przeżył w Londynie, jak się tutaj znalazł i z góry zakładała, że wszystko u niego w porządku. Nawet przez myśl jej nie przechodziło na dłuższą metę, że coś może być nie w porządku. Gdyby tylko wiedziała... Byłaby zapewne na siebie zła za swój brak zainteresowania. Brak domysłu, brak pomyślunku. Że chłopak tyle przeżył ciężkich chwil, a ona pierdoli mu od rzeczy. Gada jakieś niestworzone rzeczy, opowiada o swoich odczuciach, uczuciach, o których może Axel nie chciał słyszeć. Zawsze traciła w jakimś stopniu zdrowy rozsądek przy nim. Co prawda nigdy nie widziała w tym problemu - wręcz przeciwnie, zawsze wywoływał w niej pozytywny emocje. Chęć bycia lepszą, rozwijania się, uśmiechania się częściej... Tak, stwierdzenie, że tęskniła za nim było jak najbardziej prawdziwe. Możliwe, że nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo za nim tęskniła, ale w tym momencie nie to było najważniejsze - był tutaj, w pubie jej brata, rozmawiali... W tym momencie nie wiele więcej potrzebowała.
- Myślę, że nie powinno to być bardzo trudne... W sensie, zgranie się, jeśli miałbyś ochotę. Ja prócz pracy nie mam... za dużo do roboty. - cieplejszy uśmiech nieco zmalał, gdy uświadomiła sobie, że prócz pracy była jeszcze jedna rzecz, która może zaprzątać jej głowę. Zarumieniła się lekko i przymknęła powieki, wydychając powietrze. - Musiałbyś tylko powiedzieć, który dzień by Ci pasował. Postaram się dostosować. - powiedziała spokojnie, otwierając oczy i kierując na niego spojrzenie. W jej spojrzeniu była nadzieja na ponowne spotkanie, na spędzenie znów nieco czasu z Axelem. Nie przeżyłaby chyba, gdyby znów zapadł się pod ziemię.
- Dzięki, ale to nic takiego. Mają wielu utalentowanych pianistów, nie dosięgam im na razie do pięt, więc... Muszę się starać się tam utrzymać. - powiedziała spokojnie, splatając ze sobą dłonie i przesunęła na niego spojrzenie. Musiała być cały czas czujna, próbować zawsze pokazywać się z najlepszej strony i nie robić głupich błędów. Przychodzić na każdą próbę i występ, nie spóźniać się... Nie brzmiało to jak coś bardzo skomplikowanego, a wiedziała, że ludzie potrafią się poślizgnąć nawet na takich rzeczach. Zaraz jednak zaśmiała się, nieco nerwowo i rozejrzała się dookoła. - Po szkole pracowałam jako kelnerka. Jak w Paryżu... Brat był na morzu, a ja każdego dnia obsługiwałam klientów restauracji niedaleko. Wyjechałam jakoś... dwa lata po zakończeniu szkoły. - niby żadna praca nie hańbi, ale miała jakieś dziwne wrażenie, że przyznając się do pracy dokładnie takiej samej jak w Paryżu... Cóż, że to źle o niej świadczy. Zapewne nie tak Axel mógł o niej myśleć... Przymknęła powieki i pokręciła głową - nie będzie się teraz nad tym zastanawiać, nie taki zapewne był cel pytania, a ona jak zwykle sobie dorabiała jakieś historie to wypowiedzianych słów. Na szczęście dla niej temat się zmieniał i mogła się już skupić na czymś innym.
- Oczywiście, że bym chciała! Czemu nie? Przecież świetnie tańczysz! Już w Paryżu byłeś niesamowity, aż strach pomyśleć, co w tym momencie potrafiłbyś zrobić... - tych parę lat temu zachwycała się zawsze tańcem Axela. Jego podejściem do wszystkiego, zainteresowaniami i umiejętnościami. Ktoś może powiedzieć, że wcale nie potrzebowała dużo - ale na pewno miała artystyczną krew w żyłach i dostrzegała dużo więcej niż przeciętny obserwator. - Jak już będzie taka okazja, na pewno dam Ci znać. Może znalazłbyś wtedy trochę czasu... - nie chciała się narzucać. Przecież wcinała mu się w jego aktualne życie, a może jego znajomi - bliscy, przyjaciele, partnerka? - nie chcieli by, by się z nim mocno spoufalała? Musiała się trochę wycofać, a nie nagle zachłannie zabierać go do siebie. - Jeśli nie byłeś w Arkadii, czułabym się zaszczycona móc pokazać Ci trochę zaplecza. Moglibyśmy się przejść tam któregoś ranka, albo wieczora, mogłabym pokazać Ci kilka miejsc, może by Ci się tam spodobało? - rzucała każde słowo, czując jak ciepło jej się robi w środku, w okolicach serca. Na pewno byłaby również przeszczęśliwa, ale miała wrażenie, że jeśli to powie, będzie to zbytnie spoufalanie się w tym momencie. Już i tak zaczęła niedawno gadać głupoty, których nie powinna wypowiadać. Mogło to zostać źle odebrane, a ona nie chciała robić mu problemów...
Dobrze, że akurat nie patrzyła na niego po swoich durnych słowach. Może i by nie dostrzegła jego reakcji, a może by ją zobaczyła i już wiedziałaby, że to tylko jakieś mrzonki? Ciężko było stwierdzić. Powiedziała, co czuje i teraz mogła tylko próbować tuszać swoje durne słowa. Upiła wodę z naczynia i pochyliła się w stronę Axela, z lekkim uśmiechem na ustach.
- Zatem... Może mogłabym pokazać Ci... Hm, galerię sztuki nieopodal? Parków też Ci tutaj dostatek... Albo miejsc, w których można spędzić miło czas i potańczyć... - ciężko się było zdecydować, gdzie tak dokładnie mogłaby go zabrać. Gdzie mogliby trochę spędzić czasu i co robić. Oceanarium? Parki? Rzeźby? Tyle możliwości!
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
6 godzin(y) temu
Wtedy, w Paryżu, nie myślał o tym, by komukolwiek z rodziny mówić o Almyrze. Może jedynie matce, ale jakoś nigdy nie doszło do tego, by mieli okazje przez wakacje na rozmowy. Axel dużo trenował, nadrabiał cały rok szkolny u madame Petit, a potem wolny czas spędzał ze znajomymi i z Almyrą. Przez większość wakacji był po prostu nieobecny w domu, co nawet mu pasowało. Poza tym, że zaniedbywał Charlotte, która tęskniła za nim większość czasu i kiedy miał wolny dzień, spędzał ten czas z siostrą.
Axel nie chciał, aby Almyra poznawała jego rodziców. Wiedział, ze wtedy przestanie być pomiędzy nimi tak sielsko i miło, że zaczną się pytania i Almyra będzie miała w głowie obraz jego rodziny. Nie znali się przesadni długo, ale jakoś tak zbliżyli się do siebie. Jedno szukając towarzystwa i po prostu kogoś sympatycznego, a drugie potrzebowało wsparcia i przewodnika po paryskich uliczkach. Z czasem jednak zżyli się ze sobą i chociaż Axel o nikim nie myślał w kategoriach sympatii, to kiedy Almyra wyjeżdżała, złapał się na tym, że było mu strasznie żal, że dziewczyna wraca do domu.
Potem pisali do siebie listy, co nie trwało za długo. Raptem pół roku i kontakt z Axelem się urwał. Sowy zanosiły listy, ale żadna odpowiedz nie nadchodziła. Axel nie mial pojęcia, ile listów w tamym czasie do niego wysłano. Wszystkie trafiły do domu, a nie do niego. Jego sowa tez nie była skora do wyruszania w podróż, co niepokoiło Axela. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że po prostu to było działanie magii, negatywnej intencji, by utrudnić mu życie.
Potem już nikt nie pisał, najprawdopodobniej obrażony, lub zrezygnowany kontakt z tancerzem się zerwał z wielu źródeł. Niektórzy wypominali mu, że pisali listy a on nic. Inni po prostu o tym nie wspominali.
Długo myślał o tym, czy zakłócać spokojne życie Almyry. Jednak coś nie dawało mu spokoju i bardzo chciał znów ją zobaczyć, porozmawiać. Nie mial zamiaru od razu wyjawiać czegokolwiek na swój temat, bo wiedział, jak dziewczyna zareaguje. Mial za sobą mroczny czas i bał się, że to ją do niego zniechęci. Że jeśli się przyzna, nie będzie chciała się z nim zadawać. Kiedyś był kimś, z kim warto było się zadawać, a teraz był nikim.
Dlatego lepiej było po prostu udawać, że jest tym samym Axelem z Paryża, co kiedyś.
- Oczywiście, dogadamy się. - Pokiwał głową na jej słowa, czując że dziewczyna jest w pewien sposób skrępowana i rozdarta. Widać było, że jego obecność bardzo ją cieszy, ale i jednocześnie zaskoczenie nie pozwalało zebrać myśli. - Nie mam zamiaru znikać w najbliższym czasie. - Uśmiechnął się, chociaż te słowa wcale nie były radosne a brzmiały w głowie Axela jak nieśmieszny żart. - W najbliższym czasie mam kilka wolnych popołudni. Mogę przyjść po ciebie, jak będziesz kończyła prace. Tak jak kiedyś. - Język w spisku z sercem wymykały się umysłowi, który w tej chwili podsuwał Axelowi same negatywne argumenty, że nie powinien, że lepiej dać jej spokój i po co ją w ogóle zaczepiał.
- Wszystko przed tobą, wiec nie powinnaś tak myśleć. Kiedyś o tobie będą tak mówili. - Odparł bez cienia wątpliwości w glosie, bo mial pewność, że Almyra rozwinie się w takim miejscu jak Arkadia i stanie się sławna. Jej nazwisko będzie znane ludziom kultury.
Już w Paryżu Axel wiedział, że Almyrze się nie przelewa, a jej brat ciężko pracował, także tylko pokiwał głową na jej słowa o tym, co robiła pomiędzy Paryżem a angażem w Arkadii. Była zaradna i nie bala się ciężkiej pracy, totalnie przeciwieństwo jego sprzed paru lat. Teraz sam kelnerował na Nokturnie i gdyby nie praca dla pana Burke, pewnie ledwo wiązałby koniec z końcem.
Jej entuzjazm był tak szczery i beztroski, że Axelowi zabrakło słów. Chciała by zatańczył do jej muzyki, to było miłe i wiązało się z jego celami, ale kiedy wspomniała o tym, że jest świetnym tancerzem, jego myśli spochmurniały. Był. To było dobre słowo, bo ten poziom, jaki prezentował w Paryżu był o wiele lepszy niż teraz, w tej chwili brakowało mu treningów, ćwiczeń i rutyny. Będzie potrzebował kilku tygodni na solidny trening, żeby się odkuć. Ale nie było tak, że był kiepski, w międzyczasie nauczył się wielu nowych rzeczy. Miedzy innymi akrobatyki, tańca scenicznego i z wykorzystaniem rury. Ale Arkadii to raczej nie interesowało.
- Na pewno znajdę czas, to... będę zaszczycony, jeśli będzie taka możliwość. - Zdobył się na uśmiech naprawdę chcąc, by nawet i w taki sposób mógł wejść do Arkadii i pokazać co potrafi. - Daj mi po prostu znać, czy będzie taka szansa. - Aż poczuł w piersi, jak jego serce zabiło mocniej, nakarmione nadzieją.
- Z przyjemnością. - Sam nie wiedział, co działo się w życiu Almyry przez ostatnie lata. Może miała kogoś, na pewno miała swoje życie i było ono poukładane. A on teraz wchodził z butami oblepionymi przez rynsztok Nokturnu i panoszył się. - Teatr to nasz drugi dom. Chciałbym poznać Arkadię, na pewno będę przychodził na przesłuchania w najbliższym czasie. - Dla niego każdy punkt zaczepienia był cenny, pragnął w końcu zrobić to, do czego był tyle lat przygotowywany. Wystąpić, stać się częścią tego świata i moc w końcu błyszczeć. Primrose obiecała mu niedawno, że napisze list do ludzi związanych z teatrem. A teraz okazywało się, że Almyra również tam pracuje. Nie mógł przepuścić takiej okazji.
Chwila konsternacji jaka go dopadła na szczęście nie została dostrzeżona przez dziewczynę, Axel czytał jej emocje jak z otwartej księgi, przy czym sam starał się tuszować wlasne reakcje. A było to w tej chwili cholernie trudne i jak z jednej strony się cieszył, że czas nie zniszczył pozytywnego nastawienia, tak był na siebie wściekły, że ucieka się do kłamstwa. A to wszystko przez to, że po prostu tęsknił z tym, co było kiedyś i nie chciał odnawiać tej znajomosci, zaczynajac od wszystkiego złego co się go tyczyło.
- Avec plaisir. - Uśmiechnął się opanowując się w porę, jego francuski akcent drżał na końcówkach słów i kiedy przechodził na francuski, brzmiał tak jak kiedyś. - Co tylko wpadnie ci do głowy, jestem otwarty na twoje pomysły. - Axel mial wrażenie, że odwiedził w Londynie juz wszystko co mógł, ale w tej chwili nie dbał o to, bo na pewno teraz to będą całkowicie inne doświadczenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:53 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.