• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Manchester, Palatium Librae > Salon Różany
Salon Różany
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
01-09-2025, 10:53

Salon Różany
Pomieszczenie usytuowane na parterze, blisko głównej jadalni. Eleganckie, przestronne miejsce na planie prostokąta z dominującą kolorystyką w odcieniach różu oraz bieli. Centralnie usytuowane wygodne kanapy w barwie écru wraz z towarzyszącymi im fotelami. Przy ścianie kominek z białego marmuru ze złotymi zdobieniami roślinnymi. Duże okno zapewniające dostęp do światła i widok na część ogrodu różanego. W pomieszczeniu znaleźć można liczne wazony ze świeżymi różami, które podtrzymywane są w dobrym stanie za pomocą magii. Zapewniają one woń kwiatów, która wyczuwalna jest przy przekroczeniu progu drzwi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
14-04-2026, 21:34
Wyzierająca zewsząd obecność róż coraz mocniej mnie przytłacza. Zdaje mi się niemal, że to znów los igra sobie ze mną i tworzy warunki najbardziej absurdalne z możliwych — na pozór romantyczna sceneria okazuje się bowiem polem kolejnej bitwy i nijak to się ma do ogólnie przyjętego przesłania jakie zdają się mieć kwietne rabaty oraz pąki kształtujące się okazale na każdym, najdrobniejszym detalu wystroju. Zapach przyjmuje ten odurzający, lecz w sposób negatywny, wydźwięk. I teraz już tylko jedynym, co sobie wróżę są zawroty głowy wespół z powolną utratą tchu. A to wcale nie przez moją towarzyszkę, czemu byłbym o wiele bardziej rad. Sam sięgam palcami do brzegów wyprasowanego, wykrochmalonego na sztywno kołnierzyka, który odrywam od wilgotnej powierzchni skóry na szyi.
Mój trop myślowy pociąga najwyraźniej pannę Crouch, bo idzie zaraz za nim, aby uzewnętrznić własne przekonania co do obrazu sytuacji. I może tak właśnie byłoby najprościej: źródło wyczerpie się samo z siebie, wyschnie przez nasze ciągłe utarczki, coraz większą gorycz oraz piętrzące się stosy wzajemnych pretensji. Ile można ciągnąć coś podobnego? Uśmiecham się tylko, ale uśmiech mój wcale nie przychodzi mi łatwo, bo w istocie coś we mnie pęka, nie chcę mówić o żalu, o poczuciu, że potem zapewne pojawi się tęsknota, ale najwyraźniej wizja Mayi wcale nie jest aż tak bardzo optymistyczna. Dodałbym coś jeszcze od siebie, ale wyraźnie pogarszające się samopoczucie mojej towarzyszki nakazuje zmienić zupełnie sposób gry. To zmienna, której zupełnie się nie spodziewam — moje ciało podąża jednak wyuczonym schematem, przez moment przestaję być jej wspomnieniem z przeszłości, a wchodzę w rolę zawodową, porzucając wszelkie emocjonalne obciążenie. To dla mnie dość łatwe, sądzę, że Maya tego tak nie odbiera i wciąż pozostaje po prostu sobą. Wyraźnie ucieka przed jakimkolwiek kontaktem, nawet jeśli jest on podyktowany troską medyka, który widzi że ma się naprawdę bardzo kiepsko. Jestem gotów w razie potrzeb, nakłonić ją do współpracy o wiele bardziej zdecydowanymi gestami, póki jednak mamy czas i jeszcze trzyma się na nogach, próbuję po dobroci.
Maya idzie w kierunku sofy i wreszcie na nią opada, nie kładzie się jednak. W jej ruchach czuję niepewność, sztywność, brak przyzwolenia na to, aby poczuć się komfortowo. Nie zmuszę jej do tego. Z troską wymalowaną na twarzy, oddalam się jeszcze na moment i otwieram drugie okno. Majowe powietrze zaczyna krążyć w salonie, ku mojemu zadowoleniu rozprasza zawiesistość różanej woni, by płuca mogły chwytać pewniej powietrze. Panika pojawia się na ułamek sekundy — czy moje umiejętności medyczne nie pokryły się warstwą kurzu? Przez ostatnie lata więcej obcuję z metalem, skórą, polimerami i innymi materiałami tworzącymi protezy. Więcej we mnie z rzemieślnika niż lekarza. Teraz nie mam jednak wyboru, jeśli zacznę zbyt mocno dywagować nad tym co w zasięgu moich umiejętności, a co nie, może być za późno. kiedy więc cyrkulację powietrza uznaję za zadowalającą, podchodzę do Mayi, kucam tuż obok, aby przyjrzeć się jej dokładniej.
— Zdarzały ci się wcześniej takie sytuacje? — pytam, potem znów bez pytania sięgam po jej nadgarstek, żeby sprawdzić puls. Niedobrze… Jeśli nie ustabilizuję ciśnienia, będzie gorzej. — Nonsens — dodaję zaraz, kiedy próbuje mnie zbyć. Kiedy mówi, że ktoś zaraz przyjdzie i się nią zajmie, a ja nie powinienem tracić czasu. Kiedy idzie o zdrowie ludzi — ciężko mówić o jakimkolwiek marnotrawstwie czasu. — Jaki byłby ze mnie medyk, gdybym cię teraz tak zostawił? Chyba żartujesz. — Jestem wyraźnie zniesmaczony jej słowami. Usta układają się w wąską linię. Dopiero potem przychodzi refleksja. — Maya, muszę ci pomóc. Po prostu, pozwól mi na to i nie bądź uparta. Możesz taka być, ale nie w tej sytuacji. W każdej innej, ale nie w takiej — próbuję przemówić jej do rozsądku. Potem wyciągam różdżkę z wewnętrznej kieszeni na piersi. Oby tylko się udało. Jeśli nie, będę próbował inaczej.
— Circulatio Stabilire. — Cichy szept przeplata się z wyraźnym, ku mojej uldze, precyzyjnym uwolnieniem magii. Zaklęcie zdaje się rozchodzić powoli, wtłaczając w ciało Mayi moc zdolną ustabilizować jej parametry. Palce drugiej dłoni nadal spoczywają na jej skórze, ze skupieniem obserwuję oznaki powrotu do normy. — Zaraz będzie dobrze… — zapewniam ją łagodnie i uśmiecham się spokojnie. — Maya, ja nie jestem twoim wrogiem… — Nie wiem skąd pojawia się to ostatnie zdanie, czuję jednak, że znów muszę ją w tym upewnić. Wpatruję się w jej oczy wytrwale, bez chęci ucieczki.


rzut na zaklęcie udany (75+15)
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 16-04-2026, 22:59 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.