• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Pub "Jack’s Alehouse"
Pub "Jack’s Alehouse"
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-07-2025, 21:35

Pub "Jack’s Alehouse"
Na pierwszy rzut oka „Jack’s Alehouse” wygląda jak jeden z wielu pubów dla zmęczonych robotników: niska, ceglana kamieniczka z zakurzonymi szybami i starym szyldem przedstawiającym przechylony kufel piwa oraz krzywo wyryte inicjały J.A. Lecz w środku to coś więcej niż zwykła speluna. To serce lokalnej dzielnicy - miejsce, gdzie spotykają się ludzie podtrzymujący fundamenty ów zróżnicowanego miasta. Wchodząc do środka niemalże od razu odczujesz zapach tytoniowego dymu, zmieszanego z gryzącą wonią gęstego oleju oraz smaru. Z sufitu zwisają mosiężne lampy gazowe, które ktoś dawno temu przerobił na elektryczne. Podłużne stoły ciągną się przez całą długość sali – nie są oddzielone. Głośne rozmowy wybrzmiewają tu już od samego rana. Pub nie zamyka się nawet na chwilę, mieląc ogromne kolejki spragnionych ludzi. Za barem najczęściej staje Tommy “Jack” Malloy, były bokser, który lubi opowiadać, że jego dziadek serwował piwo żołnierzom i najsławniejszym bandziorom. To właśnie podczas jego zmiany urządzane są płatne bijatyki i inne zawody mające w sobie nutę hazardu. W rogu stoi zdezelowany stół do bilardu, a ścianę przeciwległą do baru zdobi tarcza do sportowego darta. W najciemniejszym kącie sali siedzą starzy ludzie, którzy wiedzą rzeczy, o jakich młodzi nawet nie śnią. Tu plotki z portu, wieści z doków i opowieści z miasta łączą się w jedną pijacką balladę wyśpiewywaną każdego wieczoru.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
09-02-2026, 22:37
Lorcan był przezorny i bardzo słusznie, nawet przy Axelu musiał pamiętać o tym, aby nie pozwalać ponieść się emocjom i nie pokazać za wiele chłopakowi. Chociaż Axel nie sprzedawał informacji na jego tematu, ani kilku innych osób, to jednak swoje przez te wszystkie lata zebrał i mial dość spora bazę informacji. A wystarczyłby utalentowany czarodziej o zdolnościach leglimencji i wiele z tych wiadomości mogło trafić w niepowołane ręce. Axel zawsze obawiał się tego, aby ktoś zaczął przeczesywać jego umysł, dlatego zawsze grał przed wszystkim irytującego dzieciaka, który nie mial większego znaczenia w całym tym roju na Nokturnie.
Axel dostrzegał w Lorcanie w tej chwili pewne szczegóły, które go zdradzały. Nie pokazał jednak po sobie za wiele, nie mógł w tej chwili powiedzieć, co zrobi. Jeśli Lorcan wprost mu nie zakaże czegokolwiek w kierunku realizacji tego zadania, to Axel nie czul się w żaden sposób ograniczany. A czy nie lepiej aby to akurat on wykradł te skarby, aby wywabić o wiele bardziej niebezpiecznego gracza z jego kryjówki.
- To prawda, rzadko kiedy wychylają się ze swojej nory, chyba ze dobrze się ich zachęci. - Axel pstryknął palcami zadowolony ze swojego pomysłu. Widocznie sam Axel był ciekawy, co to za typ tak się krył przed światem.
Jednak po chwili uśmiech spełzł z twarzy Axela, kiedy Lorcan wypowiedział ku niemu ostrzeżenie, kiedy ktoś tak mówił, zwłaszcza ktoś kto z Nokturnem mial się całkiem dobrze, to nie były słowa rzucane na wiatr. Błękitne oczy chłopaka stały się chłodne, niczym tafla lodu, zmierzył wzrokiem Lorcana. Rookwood mogli zwiastować kłopoty, ale on nie mial zamiaru dać się złapać, jeśli nie będą wiedzieli, kogo szukać, wtedy on się po prostu rozpłynie w powietrzu. Nie dzielił się jednak już ze swoimi przemyśleniami z Lorcanem, nie chcąc w tej chwili wyciągać z niego tego, co tak bardzo wzbudzało w nim tyle obaw.
Axel westchnął cicho, Lestrange mial rację, powinien się skupić na wywiadzie, a potem dopiero podejmować dalsze decyzje nim postawi nieostrożny krok. Spotkanie dobiegało końca, Lorcan wstał od stolika wspominając o pogodzie, to znaczyło, że mial juz dość towarzystwa Axela i mial zamiar pójść w swoja stronę sam. Devereaux nie mial zamiaru go śledzić, wolał zostać tutaj i wypić coś jeszcze.
- Istotnie, barowa pogoda. Dlatego ja się stad nie ruszam. - Na twarz złodzieja wrócił luźny uśmiech aż przymknął oczy. Po chwili kiedy Lorcan przechodził obok niego, pochylił się i wspomniał, że cos Axelowi wypadło. Chłopak obejrzał się i zaraz w jego dłoni pojawiło się małe zawiniątko. Axel uśmiechnął się czując, że wcale nie było takie lekkie, czyli to było cos faktycznie wartościowego. Zamknął długie palce na zawiniątku uśmiechając się do starszego mężczyzny.
- Och, dziękuję za czujność. - Uśmiech chłopaka stal się promienny, a jego oczy zabłysły radośnie. Axel lubił być doceniany za swoją pracę, nie było to wcale proste zdobyć informacje, wiec kiedy był doceniany, od razu poprawiał mu się humor. Szybko schował zawiniątko, mial zamiar obejrzeć je dopiero w zaciszu swojego pokoju, gdzie nikt nie będzie mu zaglądał przez ramię. Skinął głową Lorcanowi na pożegnanie, po czym przesiadł się do baru, by zamówić kolejną ćwiartkę.

zt Axel
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
26-02-2026, 14:03
|06.05.1962

Bila uderzyła jedną w drugą, a ta zielona trącona białą, potem czarną, wpadła do łuzy. Kenneth wyprostował się zadowolony ze strzału i namierzył się do kolejnego, ale gdy spudłował oddał miejsce Mitchowi. Samemu w tym czasie sięgając po kufel piwa, do połowy już opróżniony. -Wjebałem się, stary. - Mruknął z ciężkim westchnieniem i oparł się o stół czekając, aż kumpel wykona sam swój ruch. Liczył na to, że jak zadokuje na dwa tygodnie w Cardiff to będzie mógł liczyć na spokój i załatwianie interesów przed kolejnym rejsem, a zamiast tego wpadł w emocjonalną dramę, na którą się nie pisał. Możliwe, że kwestia była tego, że wybrał dziewczynę od niego młodszą, która była na innym etapie życiowym niż on, taką, która zawsze była obok niego, a na którą zwrócił uwagę dopiero jakiś czas temu. Riven przez to, że pracowała w Tawernie, zawsze była obecna jak wracał z rejsów, zawsze pytająca o to jak minęła im podróż, stała się stałym punktem. A potem mu odbiło i uznał, że zmieni swoje podejście i schemat do relacji damsko - męskich. Kochanka na stałe, a nie co jakiś czas inna kobieta w łóżku. No i teraz miał.
Nim zaczęli grę opowiedział pokrótce Mitchowi w czym rzecz, nie zagłębiając się w większe szczegóły. I jedynie dodał, że rozmowa z Croftem kosztowała go niezłe nerwy. -Być może poszedłem za wcześnie, ale dziewczyna jednego wieczora siedzi mi zaryczana, a dobę później wraca zalana bo potrzebowała zatopić swoje smutki. - Pociągnął kolejny łyk piwa. -Zaczynam się zastanawiać co zastanę jak wrócę z rejsu, a to jest ten jeden z dłuższych. - Sięgnął po papierośnicę by wyciągnąć z niej papierosa i odpalić sprawnym ruchem. Zerknął w stronę lady, za którą królował Tommy; szerokie bary oparte o blat, rękawy podwinięte wysoko, a minę miał sytego kota, który właśnie dopił śmietankę i zastanawia się, którego gołębia złapać następnego. To spojrzenie mówiło wszystko. Dziś wieczorem poleje się nie tylko rum. Będą płatne bijatyki, krąg z beczek ustawionych na środku sali, ciężkie monety brzęczące o blat i gardła zdarte od obstawiania wygranych i przegranych. Tommy już liczył zyski, choć jeszcze udawał, że poleruje kufle. Na razie jednak panował ten osobliwy spokój, który w dokach zawsze zwiastował burzę. Powietrze było gęste od dymu i zapachu smoły przyniesionej na butach prosto z nabrzeża. W kącie, jak co wieczór, okupowali swój stół starzy bywalcy — twarze poorane zmarszczkami jak mapy dawnych rejsów, dłonie twarde od lin i soli. Szeptali między sobą, pochylając się nisko nad kuflami, wymieniając nowinki z taką powagą, jakby rozstrzygali losy królestw. Komentowali, kto przypłynął, kto nie wrócił, który ładunek zniknął szybciej niż powinien i czyje nazwisko padło ostatnio zbyt głośno.
Lubił tu przychodzić. A przychodził po informacje. W tym miejscu szybciej niż w kantorach kupieckich można było dowiedzieć się, co w trawie piszczy. Jaki towar właśnie jest na topie, gdzie magazyn pęka w szwach od skrzyń, a gdzie świeci pustkami, kto w jedną noc dorobił się fortuny i jakim cudem jeszcze oddycha. W dokach wieści rozchodziły się jak ogień po suchej linie. Tu nic nikomu nie umykało. Jeśli ktoś chciał coś ukryć, musiał być sprytniejszy niż szczur, który przeżył trzy sztormy. A jeszcze lepiej to sprawić, by ludzie patrzyli dokładnie tam, gdzie chciał, żeby patrzyli, podczas gdy prawdziwy ładunek znikał im sprzed nosa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
01-03-2026, 14:07
Propozycja spotkania go nie zaskoczyła. Kenneth był dobrym kumplem od kilku lat i chociaż już nie pamiętał jak się poznali, to zawsze z chęcią spotykał się z nim kiedy ten akurat nie był na morzu. Ostatnio widzieli się dwa miesiące wcześniej kiedy należało odrestaurować poobijaną Łanie. Spędzili wtedy dobre kilka dni razem i w zasadzie oprócz pracy to większość czasu rozmawiali o dupie maryni. Nie musieli mieć w sumie nawet jakiego konkretnego powodu żeby się spotkać, napić się można było od tak. Jednak czytając list z propozycja wyskoczenia na partyjkę bilarda, odniósł wrażenie, że kumpla coś gryzie. Nie mógł mu więc tym bardziej odmówić. Zwłaszcza, że miał sporo czasu, jako, że wziął sobie kilka dni wolnego. Potrzebował tego, głowa przede wszystkim potrzebowała aby odpocząć, oderwać się od wiecznej pracy, od myślenia jak rozwiązać jakieś projektowe problemy.
Droga do pubu Jack’s Alehouse była mu znana. Wychował się w końcu w Londynie, więc to miasto nie miało przed nim tajemnic. Ostatnimi czasy bywał w porcie częściej niż do tej pory, bo osobiście nadzorował rozładunek materiałów, które zamawiał do swoich projektów, zwłaszcza, jeśli klient należał do tych bogatszych, a projekt był z tych większych, mających mu przynieść większe zarobki. Własna firma zbliżała się wielkimi krokami, musiał więc odkładać każdego knuta aby kredyt go nie przygniótł za bardzo. Już nawet rozglądał się za miejscem na siedzibę swojej firmy, jako, że nie mógł wszystkiego robić w swojej pracowni. Będzie potrzebował kilku pomieszczeń, które osobiście sam zaprojektuje i urządzi.
To jednak był problem dla niego na później. Teraz pojawił się tutaj żeby pograć w bilarda i dowiedzieć się co trapi jego kumpla. Pub miał swoją specyficzną atmosferę, ale taką nie do podrobienia. Z zewnątrz wyglądał jak speluna najgorszego sortu, w środku jednak można było poczuć się całkiem inaczej. To miejsce miało klimat, które Macnair bardzo lubił. Kiedy wszedł do środka Kenneth już na niego czekał, tak samo jak kufel piwa, co bardzo go ucieszyło. Chociaż ostatnio starał się ograniczać alkohol, w każdym razie ten wyżej procentowy, to piwo albo dwa mu nie zaszkodzi. Najważniejsze żeby wiedział kiedy powiedzieć stop. Przywitał się więc z kumplem i po krótkiej wymianie informacji co u kogo słychać, rozpoczęli partyjkę, podczas której Kenneth opowiedział mu już o wiele dokładniej co mu leży na sercu. Słuchał go w milczeniu, czasami unosząc brew ku górze. Nie bagatelizował swoich problemów, ale słysząc z czym zmaga się kapitan, doszedł do wniosku, że zdecydowanie chyba woli swoje rozterki niż jakby miał się mierzyć z tym co on.
- No wjebałeś się w niezłe gówno. - pokiwał głową przyznając mu racje.
Nie miał w zwyczaju owijać w bawełnę, a skoro kapitan sam sobie zdawał sprawę, że jest w gównie po szyje, to nie miał zamiaru wyprowadzać go z błędu. Kenneth był od niego kilka lat starszy i miał swój rozum. Macnair nie chciał go oceniać, to nie była jego rola, z resztą, niech pierwszy rzuci kamienień, kto nigdy nie zrobił głupoty jeśli chodziło o kobietę.
Odepchnął się od krzesła i przez moment analizował co się dzieje na stole, po czym nachylił się i uderzył w białą, która po chwili zderzyła się z niebieską, a ta już poturlała się do łuzy.
- Co ty w ogóle miałeś w czerepie, że wziąłeś sobie tak młodą sikse? - uniósł brew ku górze przenosząc spojrzenie na mężczyznę, by po chwili znów wrócić nim do stołu - Takie młódki mają kiełbie we łbie, założę się, że ona sobie już w głowie ułożyła całe życie z tobą. - wzruszył ramionami nachylając się znów do uderzenia, jednocześnie odczuwając znów skutki wczorajszego treningu na sali bokserskiej, zakwasy to nie przelewki.
Tym razem spudłował i odstąpił miejsca dla kumpla, samemu sięgając po kufel z piwem.
- No laski mają swoje problemy nad odreagowywanie takich akcji. Jedne będą leżeć i płakać, drugie pójdą na zakupy, a trzecie zrobią to co twoja panna. Nie wiem w sumie co gorsze. - pociągnął łyk i sięgnął do kieszeni po fajki - Ale ten twój koleżka…w zasadzie czego on się spodziewał? Przecież cię zna. Przecież to nie tak, że sobie odpuścisz, bo jakiś ziomek ma złamane serduszko. - uniósł brew ku górze zaciągając się papierosem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
10-03-2026, 20:31
Nie spodziewał się współczucia ani klepania po plecach. Wiedział jaki jest Macnair i cenił go za szczerość. A ta zwykle była bezpośrednia i uderzająca w samo sedno. Jednak podzielenie się z kimś swoimi myślami, kto nie był w żaden sposób związany z Riven pozwalało jemu samemu zebrać myśli. A te wymagały poukładania. Obserwował teraz co się dzieje na stole. Niebieska bila poturlała się płynnie ku łuzie. Gra trwała w najlepsze widział parę możliwości i był ciekawy, po którą sięgnie kumpel. Popił piwa nim odpowiedział na zadane pytanie. -A co mogłem mieć? - Prychnął ni to poirytowany ni to zrezygnowany całą sytuacją.
Riven była odważna. Pewność kroku, brak zawahania, spojrzenie, które nie uciekało, kiedy ktoś próbował je przygwoździć ciężarem własnej reputacji - była kobietą portu. Lubiła wyzwania. Nie takie wydumane, o których śpiewają w tawernach pijani marynarze, lecz te prawdziwe; negocjacje przy brudnym stole, szybkie decyzje podejmowane między jednym kielonem a drugim, umiejętność odczytywania nastrojów ludzi zanim ci zdążyli podnieść głos. Znała port. Naprawdę znała. Nie jak dziewczęta z głębi lądu, które przychodziły tu tylko na chwilę, przyciągnięte egzotyką lin, beczek i opowieści o dalekich rejsach. Ona rozumiała ten świat. Wiedziała, które magazyny są tylko przykrywką, gdzie lepiej nie zadawać pytań i kiedy odwrócić głowę, zanim ktoś zrobi coś, czego później nie będzie chciał tłumaczyć. Była od niego młodsza prawie o dekadę, a jednak życie zdążyło już odcisnąć na niej swoje piętno, w sposób który hartował i nie pozwalał na słabość. Nie opowiadała wiele. Raczej pozwalałaby urywki historii same wypływały na powierzchnię, jak kawałki drewna po sztormie. Tu jakieś wspomnienie, tam zdanie rzucone mimochodem. Nigdy całość. I może właśnie dlatego słuchał uważniej. Nie oszukiwał się. Podobała mu się. Bardzo. Jeszcze kilka lat temu była po prostu za młoda. Nawet on miał swoje granice. Wtedy była tylko jedną z wielu twarzy przewijających się przez nabrzeże. Najwyraźniej jednak czas zrobił swoje. Podrosła. Nabierała kształtu, charakteru, pewności siebie. I któregoś dnia po prostu zauważył ją inaczej. Bez fanfar, bez wielkich słów. Jakby coś w jego głowie uznało to za rzecz oczywistą. -To kobieta portu. - Obszedł stół dookoła zastanawiając się co tym razem ma zrobić. Nachylił się nad stołem, przymierzył. Uderzył i trafił. Bila potoczyła się do łuzy. Zmrużył nieznacznie oczy. -A kobiety portu nie oczekują obietnic ani czułych kłamstw. Wiedzą, czym pachnie życie na morzu i ile wart jest człowiek, który ciągle znika za horyzontem. Raczej planuje co zrobić kiedy nie wrócę z morza albo uznam, że nasz układ się kończy. - Ponownie pochylił się nad stołem. Nie spudłował, ale zbyt słabo uderzył i bila zatrzymała się tuż nad krawędzią łuzy. Strzyknął niezadowolony i ustąpił miejsca wracając do stolika, na którym stało jego piwo.
-Póki nie zagraca mi domu, to niech robi zakupy ile chce. -Mruknął, według niego to lepsze niż zapijanie smutków i wracanie o świcie wężykiem z pijacką czkawką. Upił łyk piwa i oparł się o swój kij czekając na ruch Mitcha. -Oskarżył mnie, że traktuję ją jak rzecz, że naznaczyłem ją jak krowę na pastwisku dając jej naszyjnik, który nosi cały czas. Młody jest. Dramat stary jak świat. Ona chciała, on nie chciał. Teraz ona nie chce, ale on chce i teraz cały świat jest przeciwko niemu. Nie zaprzeczam… moja opinia miała w tym pewien udział. - Uniósł dłonie w prowizorowanym geście obronnym. -Ma prawo sądzić, że ją wykorzystam i wyrzucę jak mi się znudzi, niczym rozkapryszony dzieciak, który porzuca zabawki.
Nie spodziewał się takiego dramatu. Jednocześnie, zgodnie z tym, co mówił Mitch - nie miał zamiaru odpuszczać i rezygnować tylko dlatego, że Croftowi zrobiło się przykro i miał ból dupy o to, że teraz sam zaczął coś czuć do Riven. Dziewczyna powiedziała co chce zrobić, a kapitan nie miał zamiaru na nią naciskać. Mogła w każdej chwili do niego przyjść. Zresztą to zrobiła. Skierowała się do jego domu kiedy upijała smutki. No to teraz miał.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
21-03-2026, 15:38
Jeśli życie nauczyło go czegoś, to z cała pewnością tego, że szczerość nie zawsze popłaca. Należało wiedzieć, w którym momencie należy być szczerym i mówić jasno co się myśli, a kiedy zamknąć gębę na kłódkę i po prostu w milczeniu kiwać głową albo zakłamywać rzeczywistość. Nadal uczył się czytać ludzi, zwłaszcza tych nie obcych, a to pomagało mu podczas rozmów biznesowych i dogadywania umów. Wychodził z założenia, że szło mu to całkiem nieźle jak na razie, skoro w sumie cały czas miał klientów chętnych do współpracy. Jeśli jednak chodziło o bliskich czy to rodzinę czy kumpli, miał politykę, że nie ma sensu kłamać. Znali go z tego, że był szczery i rzadko kiedy klepał po ramieniu i mówił, że wszystko będzie dobrze. Był jednym z tych, którzy zdecydowanie woleli dać od razu rozwiązanie lub radę, która do tegoż rozwiązania miała naprowadzić aniżeli bez sensu patać po główce. Kenneth doskonale zdawał sobie z tego sprawę i wiedział, że nie może się po nim spodziewać niczego innego.
- Ja myślę, że myślałeś gaciami. - posłał mu rozbawione spojrzenie zaciągając się ponownie papierosem, po czym uniósł jedną rękę w geście poddańczym - Ale nie oceniam, sam nie raz myślałem gaciami przy panience. Każdy facet to robi. - wzruszył ramionami - Taka nasza natura. Zwłaszcza jeśli panna jest faktycznie tak ładna jak mówisz. - dodał rozbawiony sięgając po kufel i upijając łyk.
Wiedział doskonale, że dla kobiety można zgubić głowę. Nie był święty, oj co to to nie. Może nie był w stałym związku z perspektywami na przyszłość, ale spotykał się już w swoim życiu z nie jedną kobietą. Jedne były tylko na noc, z innymi spotykał się dłużej. Starał się jednak unikać jakichkolwiek komplikacji czy dram takich w jaką wpakował się w tym momencie jego przyjaciel. Jednego jednak był pewny, skoro udało się tej całej Riven sprawić, że Kenneth postanowił się z nią związać w ten ich dziwny sposób, którego może nie do końca rozumiał, to musiała być na swój sposób wyjątkowa. Przeszło mu przez myśl, że w sumie chętnie by ją poznał i dowiedział się na własnej skórze kim jest pannica, która uwiązała na smyczy wielkiego Kenneth’a Fernsby. Uśmiechnął się pod nosem na samą myśl.
Oparł brodę na dłoni, opartej ma kiju i wodził wzrokiem po stole zastanawiając się nad kolejnym ruchem kiedy kapitan w końcu spudłuje.
- E tam, gówno prawda. - pokręcił głową - Kobieta portu czy nie, one wszystkie mają wspólny mianownik. Nawet jeśli nie mówią tego na głos, nawet jeśli zapewniają, że nic takiego nie oczekują, każda, bez wyjątku, finalnie, gdzieś w środku chce znaleźć tego jedynego, tego, przy którym będzie mogła się budzić rano, i który raz na ruski rok przyniesie jej kwiaty i pocałuje w czółko. - powiedział spokojnie, a widząc, że Kenny w końcu nie trafił uśmiechnął się pod nosem i odepchnął od kija.
Wsadził fajkę między zęby i jeszcze raz rozejrzał się po stole. Uniósł brew ku górze widząc całkiem niezłą okazję do wbicia, po czym przymierzył się do uderzenia.
- Ale jeśli ma jakiś plan awaryjny jakby ci się odwidziało albo, odpukać, nie wróciłbyś z morza, to brawa dla niej. Znaczy, że dziewczyna jest zaradna i mądra. - dodał uderzając białą bilę mocno, tak aby jedynie trzasnęła bile, która wcześniej zatrzymała się marynarzowi przy łuzie, a sama zatrzymała się w miejscu.
Pokiwał zadowolony głową.
- No uważaj co mówisz, ani się obejrzysz, a twoje oszczędności będą znikać powoli z konta. Niee no żartuje oczywiście. Nie znam tej twojej panny i w żadnym razie nie będę mówił o niej źle. - posłał przyjacielowi spojrzenie - Poważnie? - skrzywił się z zażenowaniem wymalowanym na twarzy - Na Merlina… - przewrócił oczyma - No naprawdę dramat po prostu. Dałeś jej naszyjnik, jak mogłeś, co z ciebie za zwyrol? - uniósł brew ku górze, a po chwili zaśmiał się - Nie no daj spokój. No chłopak się spóźnił, ma pecha, trzeba było wcześniej myśleć. - wzruszył ramionami.
Przez chwilę patrzył w milczeniu na stół, po czym na nowo się nad nim nachylił i wycelował w czerwoną bilę, ale ta jedynie odbiła się od bandy i nigdzie nie trafiła. Skrzywił się niezadowolony, po czym odszedł od stołu pozostawiając go kumplowi.
- Wiesz, ja się tam ma waszych portowych zwyczajach nie znam, ale podarowanie komuś wisiorka nie jest raczej żadną zbrodnią, to raz. Dwa, no kurde, szanujmy się, to jest port. Doskonale oboje wiemy w jaki sposób niektórzy faceci traktują kobiety, więc jeśli chciałeś żeby twoja panna była bezpieczna, no to jakoś musiałeś dać znać innym żeby jej nie tykali, nie? - uniósł brew ku górze.
On wychował się na Nokturnie. Port był dla niego jedynie miejscem interesów, ale nie zmieniało to jednak faktu, że nie znał zwyczajów ludzi, którzy przebywają w nim na co dzień. Znał jednak mężczyzn i wiedział, że z całą pewnością nie jeden chciałby skorzystać z okazji.
- Musisz mi w ogóle przedstawić tą twoją Riven. Niech przyjaciel spojrzy swym fachowym okiem. - zaśmiał się po chwili.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
30-03-2026, 19:09
Stał oparty o kij patrząc to na stół, to na kumpla, aż w końcu prychnął. -Dziw bierze, że potrafisz myśleć czymś innym niż gaciami przy kobietach. - Odgryzł się na zaczepkę bez urazy. Doskonale wiedział, że padły najprawdziwsze słowa. Wypieranie się byłoby skrajną głupotą więc pozostało mu jedynie zapicie gorzkiej prawdy piwem. A ładna Riven była. Pamiętał jak pojawił się pewnego dnia w tawernie i zrozumiał, że dorosła. Zaczęła go interesować, zwracał na nią uwagę, ale dostrzegł, że coś się zmieniło. Nigdy do piwa nie otrzymał już darmowych przekąsek. Pytała o podróże, pytała o rejsy, ale bez tego błysku w oku. Ostatnio znów go ujrzał i usłyszał ten dźwięczny śmiech, lecz zgasł po całej akcji z Croftem. Uwierzył, że to nic. I teraz miał. Ale danego słowa nie łamał, choć było mu ta cała sytuacja cierniem w oku.
Gra przy stole toczyła się dalej. Nie tylko wśród bił, ale też na słowa. Kiedy celował, Mitch postanowił podzielić się swoją mądrością na temat tego czego od życia oczekują kobiety. Uniósł na czarodzieja wzrok i utkwił w nim przez chwilę niebieskie spojrzenie. Dość pochmurne, jakby niebo zaszło nagle czernią. -To jedynie świadczy o naiwności. Jednocześnie nikt nie zabrania im marzyć. - Wiedział co mówił, był owocem takich właśnie marzeń, porywów serca i naiwności. -Nie wiedziałem, że jesteś taki romantyk. - Odparł ustępując miejsca przy stole. W dłoni od razu pojawił się kufel piwa. -Wie, że musi mieć. - Odstawił kufel na bok i stojąc oparty o ścianę czekał na to co się wydarzy na stole. Wodził wzrokiem po bilach, jakby planował plan bitwy morskiej. -Każda kobieta wiążąca się z marynarzem powinna. Choć statki nasze są zabezpieczone i prawie zdają się niezniszczalne, to takie nie są. - Śmierci zaglądał w twarz już parokrotnie. Pomimo magii, pomimo tego czym dysponowali. Nadal pozostawali ludźmi - kruchymi istotami, które nie miały szans z szalejącym żywiołem i istotami żyjącymi w głębinach. Mugole mówili, że to bajki, a oni wiedzieli, że śmiertelna prawda.
Gwizdnął cicho widząc precyzyjny strzał Mitcha. Idealnie wymierzona siła, która sprawiła, że zyskał punkt i mógł bić dalej. Widząc, że ma chwilę wyciągnął papierośnicę, a z niej papierosa, którego zaraz odpalił. Dym przyjemnie podrażnił ścianę gardła. -Ha! Jak dostanie się do mojego konta bez mojej wiedzy, to tym bardziej mi zaimponuje. - Zaśmiał się cicho zatrzaskując wieko papierośnicy, która znów zniknęła w wewnętrznej kieszeni kurtki marynarskiej. Prychnął pod nosem, po czym westchnął ciężko. -Okropny ze mnie człowiek. - Przyznał i wyminął kumpla widząc jak czerwona bila toczy się po stole. Poczekał, aż się zatrzyma i obrzucił pole bitwy wzrokiem. Krok w prawo, później jeszcze jeden. Analizował dokładnie to co właśnie widział przed sobą. Ostatecznie cofnął sie pół kroku w lewo i przymierzył. Chciał trafić w dwie bile, które były blisko siebie, jak dobrze wymierzy, to odbiją się bandy i trafią do łuz po przeciwległych stronach. -Na jego obronę mam to, że jest młody, a emocje go roznoszą. Inna sprawa, że przez jakiś czas mogę jego kwękanie znosić, ale w momencie jak mi uprzykrzy za bardzo życie, to nie omieszkam działać. - Nawet jeżeli miało to sprawić, że Riven się od niego odwróci. Kapitan musiał dbać też o swoje życie i swój spokój. Na razie sprawa z Croftem była zwyczajnie niewygodna, jak trochę przyciasny but, który jeszcze może się rozbić.
Bila potoczyła się szybkim torem w stronę, tych dwóch blisko siebie. Uderzyła w nie mocno. Niebieska wpadła do łzy, zielona odbiła się, ale zatrzymała kawałek przed swoim celem. Wyprostował się, by spojrzeć na Mitcha.-Żadna zbrodnia, to emocjonalne oskarżenie, chłopaka, który się zakochał. - Zaciągnął się papierosem, który wcześniej odłożył do popielniczki. Nie chciał sypać popiołem na stół. Okrążył znów stół. -To stary zwyczaj. - Odniósł się do słów kumpla, pochylając się z kijem gotowym do strzału. -Jeszcze żywy w porcie. Poza tym, postarałem się, aby w porcie szumiało od tego, kim jest panna kapitana Złotej Łani. - Uderzył w bilę, ta która wcześniej nie chciała wpaść, właśnie to zrobiła. Uśmiechnął się zadowolony. Znów skupił wzrok na tym co się działo. -Ma też rodzinę, ciotkę, która jest postrachem połowy portu. Jej nikt nie chce podpaść. - Zaśmiał się pod nosem. -Nawet ja. - Dodał dla podkreślenia jak groźną osobą była pani Boyle. Pochylił się znów nad stołem. Tym razem nie trafił więc ustąpił pola kumplowi. Zaciągnął się na powrót papierosem. -Przyjdź do Tawerny to poznasz Riven. Tylko nie mów jej na wstępie o gaciach. Zachowaj to na drugie spotkanie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
02-04-2026, 18:08
- Winny. - roześmiał się wesoło - Ale na swoją obronę czasami myślę głową. - poruszał zabawnie brwiami.
Ostatnio zdarzało mu się to zdecydowanie częściej. Uspokoił się, nie rzucał się już na każdą pannę, która się do niego uśmiechnęła lub na dłużej zawiesiła na nim wzrok. Nie był desperatem, nie szukał na siłę. Zaczął powoli myśleć, coraz poważniej, nad ustatkowaniem się, ale wiedział, że pewnie dużo czasu minie zanim do tego dojdzie. Właśnie to głowy używał teraz częściej niż gaci, bo nawet jeśli miał swoje potrzeby, jak każdy z resztą, to nawet on wiedział kiedy powiedzieć stop. Zamyślił się na moment zaciągając się na spokojnie papierosem, a przed oczyma mignęła mu znajoma twarz. Niesamowicie niebieskie oczy i rude włosy, tak idealnie do siebie pasujące. Wiedzieli się raptem dwa dni wcześniej, a jednak wracał myślami do tej pisarki o wiele częściej niżby sobie sam tego życzył. Pokręcił głową z lekkim rozbawieniem, po czym już na nowo skupił się na rozmowie i bitwie toczonej na stole.
- Czy ja wiem czy naiwne? - wzruszył lekko ramionami - Owszem, dobrze jest mieć marzenia, ale nie możemy zapominać, że jednak gdzieś tam na świecie są mężczyźni gotowi spełniać te marzenia i zmieniać naiwność w rzeczywistość. - zgasił peta w popielniczce, po czym upił łyk piwa, którego zaczynało mu już ubywać w kuflu.
Rozejrzał się po lokalu i odnalazł wzrokiem barmana. Gdy ten to wyłapał uniósł swój kufel i pokazał dwa palce, prosząc o dokładkę. Żadnemu z nich się nie śpieszyło, nie widzieli się już jakiś czas, więc mogli sobie pozwolić na luz i spędzenie tutaj trochę czasu. Stary Jack raczej nie będzie miał nic przeciwko, a kto wie, może będzie im dane bycie świadkiem jakiejś ciekawej burdy. Świadkiem, nie uczestnikiem, tego wolałby jednak unikać, bo nadal trzymały go zakwasy po wczorajszym treningu.
- Romantyk ze mnie jak z koziej dupy trąba, ale mam swoje przebłyski. - pokręcił głową z rozbawieniem.
Rzadko kiedy patrzyło się na związki ze strony kobiet. Marynarz traktował życie na morzu jako swoją pracę, był ciągle w biegu, zawsze zapracowany, zawsze na baczności, że coś może się nieprzewidzianego wydarzyć. Nie miał czasu zaprzątać sobie głowy tym co dzieje się w domu, bo przecież pracuje na ich utrzymanie. Kobiety jednak miały dużo czasu i sposobności aby odpływać myślami do męża czy partnera na morzu. Zamartwiały się o ich bezpieczeństwo, jednocześnie mając na głowie dom i czasami też jakąś ewentualną prace. Aż go głowa rozbolała od tego rozmyślania, więc szybko odepchnął od siebie te wszystkie myśli. To nie był czas i miejsce na takie dywagacje.
- Stary uwierz mi, widziałem twój statek, naprawiałem go…nie musisz mi tłumaczyć. - pokręcił głową zwalniając miejsce przy stole i wracając do stolika, o który oparł się aby obserwować jak kumpel poczynia sobie z bilami.
Wydawało się, że sytuacja na stole jest względnie opanowana, chociaż widział kilka problematycznych bil. Żaden z nich nie był zawodowym graczem, więc naturalne było, że nie zawsze wychodziło im to co sobie zamierzyli. Macnair już się nauczył, że nie wychodził myślami dalej niż na dwa uderzenia do przodu i to tylko wtedy kiedy był pewny tego pierwszego.
- Każdy z nas był kiedyś młody. Każdy przeżywał pierwsze zrywy serca i myślał, że akurat ta jest tą jedyną. - pokręcił głową dopijając w końcu swoje piwo, w idealnym momencie, bo właśnie kelnerka przyniosła dolewkę.
Oczywiście nie odmówił sobie zawieszenia na niej spojrzenia na dłużej, ale finalnie doszedł do wniosku, że jednak nie koniecznie była w jego typie. Sięgnął więc jedynie po kolejnego papierosa.
- Sam pamiętam, w szkole była taka gryfonka, już nie pamiętam nawet jak miała na imię. O panie, ależ ja za nią szalałem, jak głupi normalnie. A potem minęło trochę czasu i dotarło do mnie, że w żadnym razie nie jest to panna dla mnie. - wzruszył ramionami z lekkim rozbawieniem, które ogarnęło go na to wspomnienie - Jak jest młody jak twierdzisz, to mu przejdzie. - dodał spokojnie.
Wsłuchał się w słowa Kenneth’a. A więc był to taki zwyczaj, a nie coś co sobie kapitan wymyślił na poczekaniu. No cóż, pewnie pod jakimś względem miało to sens i Mitch powoli zaczynał nawet go dostrzegać.
- Tak? Mówisz, że jej ciotka to taka twarda babka? - uniósł brew ku górze - W sumie jak tak mówisz, no to faktycznie babki w porcie muszą być twarde żeby sobie nie dać w kasze dmuchać. - zaczął się zastanawiać jak duży postrach musiała rozsiewać w około siebie ciotka dziewczyny skoro nawet Fernsby nie miał ochoty z nią zadzierać.
Łyknął jeszcze z kufla, po czym już podszedł do stołu. Przez chwilę wodził wzrokiem od bili do bili, po czym nachylił się odpowiednio i wycelował odpowiednio tak aby biała trafiła w zieloną, a ta w czerwoną. Dziwnym trafem udał mu się ten manewr i czerwona elegancko poturlała się do łuzy.
- A wpadnę żebyś wiedział. Jest tam jeszcze jedna taka barmanka, kawał z niej ziółka, ostatnio nie wyłapałem jej imienia, ale potem spuściła mi łomot na turnieju pojedynków na zlocie. - zaśmiał się pod nosem opracowując strategię kolejnego uderzenia - Mówisz na drugie spotkanie? To może wspomnę o twoich gaciach, co? - zaśmiał się.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
Wczoraj, 12:25
Patrząc na stół bilardowy uświadomił sobie, że nie miał ostatnio czasu na spokojne spędzenie czasu. Biegał od klienta do klienta, powoli rozszerzał sieć kontaktów, zawierał umowy i porozumienia. Wiedział, że potrzebuje on jeszcze z dwóch intratnych klientów, dla których mógłby przewozić towary i tym samym będzie możliwość usamodzielnia się całkowicie. Wtedy nie byłby już non stop dostępny dla Traversów, ale byliby jednym z klientów. Dlatego pracował więcej, brał częstsze rejsy oraz pilnowanie morskich granic, aby mugole nie dowiedzieli się o pewnych miejscach i o magicznym świecie. Mugole zaś rozwijali swoją technologię morską coraz lepiej. Coraz trudniej było unikać ich ciekawości świata, a ciekawi byli niesamowicie. To zaś sprawiało, że Trytony stawały się coraz bardziej drażliwe. -Nie mydliłem oczu. - Dodał po chwili kiedy strącał popiół do popielniczki. -Mówiłem od początku jak sytuacja wygląda. - Mógł być draniem i cwaniakiem, ale za każdym razem stawiał sprawę jasno i kiedy ktoś próbował łamać zasady drogą manipulacji irytował się i automatycznie odcinał.
Zamówienie na barze zostało przyjęte, co spotkało się z jego zadowoleniem, że będzie mógł jeszcze chwilę spędzić z kumplem nim znów zginie w papierach i przygotowaniach przed rejsem. -To kwiaty czy czekoladki? - Zapytał z rozbawieniem w głosie słysząc o przebłyskach romantyzmu kumpla. On przywoził z podróży pamiątki. Mniejsze oraz większe, które lądowały u tych, na których mu zależało. Półki w domu rodzinnym uginały się kiedy matka jeszcze żyła. Teraz leżały spakowano w jednej ze skrzyń, która znajdowała się w na piętrze w jego małym domku.
Na wspomnienie o “Złotej Łani” od razu się wysztywnił niczym struna, a oczy utkwił w kumplu. Oby dobrze dobrał słowa. -Łania jest świetnym statkiem. Mocnym, solidnym. Jest w kwiecie wieku. - Oburzył się, jakby Mitch właśnie skrytykował cel istnienia samego Kapitana. Łania miała idealne poszycie i kadłub, dobrą wyporność, a na żaglach bez użycia magii była jednym z szybszych statków. Pamiętał pierwszy raz, kiedy stanął na jej pokładzie. Zapach smoły, świeżego drewna i soli. Jeszcze niedoskonała, jeszcze nie do końca jego, a już wiedział, że to z nią zwiąże resztę swojego życia. Ile razy ją ratował. Ile razy ona ratowała jego. Sztormy, które rozdzierały żagle jak papier, a ona mimo to trzymała kurs. Noce, kiedy pokład skrzypiał pod naporem fal, a on wiedział, że jeśli coś zawiedzie, to nie ona. Mitch widział tylko statek. Kadłub, który można porównać do innych. Prędkość, którą można zmierzyć. Detale, które można ocenić przy kuflu i stole bilardowym. Kenneth znał historię tego statku. Każdą naprawę, którą robił własnymi rękami. Każdy kompromis, na który się nie zgodził, choć kosztował go więcej niż było rozsądne. Każdą decyzję, która sprawiła, że Łania była właśnie taka, a nie inna.
Kiedyś też się szczeniacko zakochał więc uśmiechnął się krzywo pod nosem kiedy Mitch wspomniał o pewnej gryfonce. -Mnie wpadła Ślizgonka. Ta z tych lepszych rodzin. Ależ mna gardziła, jak bym był ledwie pyłem u jej stóp. - Miał dziką satysfakcję kiedy uległa jego czarowi, a on nie był już zainteresowany. Odczekał aż kelnerka przyniesie nowe kufle i zaraz go pochwycił, aby upić kolejny łyk. Nie obejrzał się za kobietą, skupił wzrok na stole bilardowym. -Jak skała, twarda. - Odparł z pełną powagą w głosie. -Spojrzy się na ciebie, a ty czujesz się jak dzieciak, który coś przeskrobał. Prowadzi tawernę pełną marynarzy. Musi taka być, aby nas okiełznać. - Jednocześnie wiedział, że swoich broni jak lwica. Widząc, że tym razem kumpel wiedzie prym na stole odsunął się dając mu miejsce do dalszego działania. -Moss? - Zapytał unosząc brwi. -Moss cię rozgromiła? - Dało się wyczuć rozbawienie w jego głosie. -Muszę jej pogratulować. - Dodał ciszej, a gdy pozwolił sobie na żartowanie z Kapitana ten pokiwał głową. -Na zdrowie. Mów jej. Widziała już je. - Odparł ze śmiertelną powagą w głosie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:45 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.