• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 20.05.1960, Sprawa Znikających Drzwi
20.05.1960, Sprawa Znikających Drzwi
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
George Lupin
Zwolennicy Dumbledore’a
if I had a flower for everytime I thought of you, i'd walk through a garden forever
Wiek
36
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
10
Brak karty postaci
31-01-2026, 12:20
... and then I met you
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
21-02-2026, 16:38
Nie spodziewała się tej odpowiedzi. „Jesteś pierwszym Nottem, którego poznałem.”
W jej świecie nazwiska nie funkcjonowały jak ciekawostki towarzyskie. Były deklaracją przynależności, linią rodową, historią zapisaną nie tylko w księgach, ale i w spojrzeniach innych ludzi. Spodziewała się ostrożności. Może dystansu. Może wycofania. A on odpowiedział tak, jakby właśnie poinformowała go, że jest pierwszą osobą o zielonych oczach, którą spotkał. Bez ciężaru. Bez kalkulacji. Bez próby ustawienia się względem niej. Przez krótką chwilę patrzyła na niego uważniej, jak badacz przyglądający się rzadkiemu zjawisku. Próbowała wyłapać niuans ironii, ton podszyty sceptycyzmem, cień ostrożnej rezerwy. Nie znalazła ich. Wzruszenie ramion było naturalne. Nie teatralne. Nie obliczone. Jakby rzeczywiście chodziło wyłącznie o fakt - a nie o rodową historię, reputację, domysły.
Pierwszy Nott.
Ludzie znali Nottów, zanim zdążyli poznać kogokolwiek z nich osobiście. Dla niego najwyraźniej było odwrotnie. On nie znał nazwiska. Najpierw poznawał człowieka. Nawet jeśli było to przez niespełna pięć minut.
Kiedy przedstawił się pełnym nazwiskiem i z tą przesadzoną powagą dodał „z tych Lupinów”, uniósł brew w sposób, który był niemal bezczelnie rozbrajający. To nie było porównanie rodów. Nie było rywalizacji. Była próba zrównania ich pozycji. Jakby mówił: skoro ty masz historię, ja też mam jakąś - choćby niewielką. Nie próbował jej przyćmić. Próbował ją spotkać na środku. To było subtelne. I właśnie dlatego uderzyło ją mocniej. Tak, jak krótki śmiech, który z niego uciekł - był ciepły, niekontrolowany. Nieprzygotowany. I ku własnemu zaskoczeniu Iris poczuła, że coś w jej twarzy chce odpowiedzieć. Delikatny ruch kącika ust. Mikroskopijne rozluźnienie.
Powstrzymała je. Nie z chłodu, lecz z ostrożności.
Kiedy jednak przeszedł do opowieści, zmiana była wyraźna. Lekkość zniknęła. Nie było już gry, figlarności, drobnych słownych sztuczek. Został człowiek, który mówi o czymś, co naprawdę go obchodzi. O czymś, co go dręczy. Co go nie puszcza.
Iris słuchała bez przerywania. Nie wtrąciła się ani razu. Z początku analizowała strukturę jego relacji. Chronologię zdarzeń. Wzorce. Powtarzalność. Brak śladów teleportacji. Brak anomalii przestrzennych. Masowość. Jej umysł działał jak mechanizm zegarka, przesuwając elementy na właściwe miejsca. Ale im dłużej mówił, tym wyraźniej zaczynała słyszeć coś poza faktami. Zaczęła słyszeć j e g o. Sposób, w jaki przyspieszał przy opisie Notting Hill - jakby tamte wydarzenia wciąż w nim żyły. Jak ton jego głosu obniżał się przy Cyprze, jakby każde słowo było cięższe niż poprzednie. Jak przy Dover jego spojrzenie na moment stało się twardsze, jakby widział przed sobą obraz, którego nie chciał odtwarzać. Nie opowiadał dla efektu. Nie próbował zrobić na niej wrażenia. Opowiadał, bo musiał. Bo to go poruszało. I to właśnie było najbardziej niepokojące.
Zorientowała się, że stoi bliżej niego, niż planowała. Że jej ciało zareagowało szybciej niż umysł. Dłonie nie były już splecione jak tarcza. Opierały się luźno o stół. Ramiona nie były napięte. Nie analizowała już jego sylwetki jak obiektu obserwacji. Patrzyła na twarz, kiedy mówił. Był skupiony. Intensywny. Oddany. W jego oczach nie było już tego wcześniejszego błysku pół-żartu. Była odpowiedzialność. A odpowiedzialność w czyichś oczach działała na nią silniej niż uroda czy pewność siebie. I to było znacznie bardziej niebezpieczne niż jego uśmiech. Poczuła ponownie ten krótki ruch pod żebrami. Tym razem nie wywołany jego fizyczną obecnością. Nie zapachem deszczu. Nie napięciem ramion. Wywołany przekonaniem. Ambicja mogła być pusta, próżna, teatralna. Ta nie była. Ta była ciężka. Prawdziwa.
Kiedy skończył mówić i poprosił, by nie zamykała się na jego hipotezę, milczała przez kilka sekund. Nie dlatego, że nie miała odpowiedzi. Dlatego, że musiała uporządkować w sobie dwie warstwy wrażeń.
Auror.
I George.
Oddzielić funkcję od człowieka.
— Masowe zniknięcia bez śladów dezintegracji przestrzeni… — Zaczęła w końcu spokojnie. Głos wrócił do zawodowej barwy, choć subtelnie ocieplonej. — Jeśli to nie teleportacja i nie zbiorowa modyfikacja pamięci, to rzeczywiście zostaje konstrukcja przejścia.
Podniosła na niego wzrok. Nie chłodny jak wcześniej. Już nie testujący. Raczej współuczestniczący.
— Ale to nie jest coś, co tworzy się bez zaplecza — Kontynuowała. — Bez wiedzy. Bez środków. Bez stabilnego rdzenia zaklęcia. Taka konstrukcja wymaga nie tylko mocy, ale organizacji.
Zrobiła krok bliżej, niemal odruchowo. Nie zauważyła tego od razu. Stała teraz na tyle blisko, że mogła dostrzec drobne zmęczenie pod jego oczami, ledwie widoczną linię napięcia przy ustach.
— Jeśli masz rację, George… — Wyszeptała, a wypowiedzenie jego imienia przyszło jej jeszcze łatwiej niż wcześniej. — To nie polujesz na pojedynczego czarodzieja — Jej spojrzenie przesunęło się po jego twarzy, zatrzymując się w jego oczach. Nie było w nim już dystansu rodowego. Nie było chłodnej gry. — Polujesz na system.
Słowo zawisło między nimi jak wyrok.
I właśnie w tej chwili Iris zrozumiała coś jeszcze. On nie przyszedł tu po potwierdzenie teorii. Przyszedł, bo ciężar tej sprawy zaczął go przerastać. Bo musiał z kimś podzielić odpowiedzialność - nawet jeśli dzielił go z kimś z pracy. Bo nie chciał być jedyną osobą, która widzi, jak duży to może być mechanizm. I zupełnie wbrew rozsądkowi, wbrew nazwisku, wbrew wszystkiemu, czego uczono ją o ostrożności - poczuła, że nie chce, by był z tym sam.
To był moment, w którym naprawdę zmiękła. Nie w uśmiechu. W decyzji.
Pamięć jest jedyną formą władzy, której naprawdę się boję.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
George Lupin
Zwolennicy Dumbledore’a
if I had a flower for everytime I thought of you, i'd walk through a garden forever
Wiek
36
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
10
Brak karty postaci
27-02-2026, 17:45
Nie czuję się szczególnie zrażony brakiem reakcji na moje żarty. Odkąd wiem już, z kim mam do czynieni -  lady Nott we własnej osobie, zdaje się, że  pewne elementy zaczynają układać się w logiczną całość. Jej powściągliwość i wrodzona gracja okazuje się więc nie tyle przypadkową cechą, co wypracowanym obrazem. Podczas szkolenia aurorskiego uczono nas, jak w krótkim czasie analizować dostępne informacje i budować możliwie pełny obraz sytuacji. Teraz odnoszę wrażenie, że właśnie to robię - rekonstruuję obraz Iris z drobnych gestów, pauz i spojrzeń.
Podejrzewam, że ludzie podobni do mnie stanowili w jej życiu raczej ciekawostkę niż codzienność. O ile w ogóle się pojawiali. Społeczeństwo angielskie, zarówno magiczne, jak i mugolskie, zbudowane jest z warstw, które rzadko się przenikają. Ona szybowała gdzieś wysoko, pośród nazwisk zapisywanych w kronikach, podczas gdy ja zwyklem funkcjonować bliżej gruzu niż marmuru.
A jednak nie widziałem powodu, by poczuć się speszonym. Raczej… zaintrygowanym. Iris obserwowała mnie uważnie, niemal badawczo, jakby próbowała zrozumieć mechanizm działania czegoś rzadko spotykanego. Nie komentowała prawie niczego, co mówiłem, co w normalnych warunkach uznałbym za sygnał, by zakończyć wypowiedź. Przez moment wydawało mi się nawet, że dostrzegłem cień uśmiechu, ale prędko uznałem, że musiało mi się przywidzieć.
Mój monolog trwał w najlepsze. Im bliżej znajdowały się jej oczy, tym więcej mówiłem, zauważając ze zdziwieniem, że przy niej słowa układają się same. Opowieść, którą zwykle zamknąłbym w dwóch zdaniach raportu, nagle rozrastała się do rozmiarów niemal wykładu. Szukałem jej spojrzenia i znajdowałem je za każdym razem. Szybko zrozumiałem, że dopóki mówię, dopóty pozostajemy zawieszeni w tej osobliwej chwili wzajemnej uwagi.
Więc mówiłem dalej.
Powiedziałem jej nawet więcej, niż powinienem. Wspomniałem o sprawach niemających bezpośredniego związku ze śledztwem. Kiedy wspomniałem, że jedno ze zniknięć,  miało dla mnie osobisty wymiar.  Znałem człowieka prowadzącego niewielki pub w Walii, po którym pozostała już tylko zamknięta na głucho fasada. Mimowolnie zahaczyłem też o własny epizod walijski, choć rozsądek podpowiadał, że nie ma on żadnego znaczenia dla sprawy.
Problem w Iryskowej próbie rozdziału na George'a i aurora polegał na tym, że ja i auror, którym jestem, nie stanowimy dwóch oddzielnych bytów. Nie potrafię zostawić pracy za drzwiami - ona zawsze mówi moim głosem. Jest jednak prawdą, że rzeczy o których mówię, które dotyczą pracy, są nieco bardziej poważne niż te, którymi wypełniam sobie dzień powszedni. Musiałem nauczyć się przecież funkcjonować i nie zwariować.
Zdumiewające było natomiast to, jak szybko Iris dochodziła do tych samych wniosków co ja. Wystarczało kilka trafnych, pogłębionych pytań, by znalazła się dokładnie w tym miejscu rozumowania, do którego ja docierałem godzinami. Zastanawiałem się, czy to dlatego, że nieświadomie podsuwałem jej wybrane fragmenty układanki, czy może jej umysł działał po prostu szybciej i bardziej analitycznie.
Sposób, w jaki wypowiadała swoje spostrzeżenia, był jednak dziwnie przekonujący. Być może dlatego, że mówiła półgłosem. Kiedy szeptała, odruchowo nachylałem się bliżej, by niczego nie uronić, i nagle nasze twarze znalazły się niebezpiecznie blisko siebie - jakbyśmy oboje nie chcieli, by nawet otaczające nas księgi stały się świadkami tej rozmowy.
Ta bliskość wywoływała znajome ukłucie adrenaliny.
Takie samo, jakie pojawia się tuż przed odkryciem czegoś ważnego - albo tuż przed wejściem w sytuację, z której nie sposób już wycofać się bez konsekwencji. Na takie sytuacje jednak nie było tu możliwości, nie kiedy ktoś taki jak ja przebywa z Nottką.
- Obawiam się, że możesz mieć rację- przyznaję również przyciszonym głosem a oczy, które dotąd uważnie starały się wyśledzić jej tok myślenia, złagodniały i nawet posmutniały. Zdaje się, że zrozumieliśmy w tym momencie oboje, że dzielimy sekret wagi państwowej.
Nagle ostry dźwięk dochodzacy od strony drzwi kazał mi odwrócić spojrzenie w tamtym kierunku i zobaczyłem w drzwiach bibliotekarkę, która spoglądała na mnie wciśniętego w ciemny kąt książek oraz Iris, która zdążyła się wycofać, ale i tak wyglądała jakby sama mnie tam zapędziła. Może została wynajęta przez  ród Nott, by pilnował swojego skarbu przed namolnymi interesantami. - Czy juz dostal pan to czego chcial, Lupin? - wyniosly glos starszej kobiety w ostry sposob przywoluje moej mysli do porzadku. Odpowiadam jej: - Myslę, że jesteśmy na dobrym tropie - przesuwam znów spojrzenie na młodszą dziewczynę i robię jakiś ruch w jej stronę, ale widać, że całe moje ciało już spieło się i jest gotowe wyjść. - Znajdę cię tutaj w przyszłym tygodniu? - na wszelki wypadek wyjmuję z kieszeni swoje namiary - Gdybyś wpadła na coś wcześniej, tu możesz mnie znaleźć. Jestem zawsze dostępny - gdyby nie bibliotekarka w drzwiach, może powiedziałbym, że nawet w sprawach niezwiązanych ze śledztwem, ale czułem się obserwowany. Posyłam Iris ostatni uśmiech i staram się nie stracić ostatnich momentów, kiedy na nią patrzę.
A później już wychodze. Natomiast od tamtego dnia nie ma takiego, żebym nie pomyślał chociaż przez moment o jedynej Nottce.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 16:13 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.