It's gotta happen, happen sometime Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
07-04-2026, 16:17
Nie była naiwna – to oczywiste, że każda sympatia miała swoje granice. Nawet dla swojej pracy, dla swojej misji – elementu życia, który wraz z mężem znajdował się na podium wszelkich jej sympatii – nie była w stanie dokonać wszystkiego. Nie oddałaby życia za swoje projekty – bo cenniejszym dla ich rozwoju było chyba jej niezmienne trwanie.
Jej sympatia też miała swoje granicę i nawet jeżeli nie powie tego teraz wprost – to, że nie doniesie o tym wszystkim jego bratu, w którym oboje miewali przez historię relacje takie i owakie… Było chyba świadectwem jakiejkolwiek sympatii – tajemnice nieokraszone przysięgami miało się ludźmi, którym można było zaufać chociaż w najmniejszym stopniu. Lorcan Lestrange nie dał jej do tej pory powodów (innych od przegniłego nazwiska) do wątpienia w jego szczerość.
– Zatem zakładasz, że granice mojej sympatii nie sięgają tak daleko, by pokryć swoim bezpiecznym zasięgiem twoją drobną tajemnicę? – wzdycha. Być może miał ją za nieco bezduszną i być może miał rację – zwykła czasami podejmować decyzje nakierowane wyłącznie na zysk i być może w sytuacji tej zyskiem byłoby opamiętanie się Lorcana. Wątpiła raczej w to, że Atticus byłby w stanie zaproponować bratu jakiekolwiek wsparcie – surowe (i nieoczywiste) czy też nie. Bywał chyba jeszcze mniej czuły i wybaczający od niej samej. – Bo zagroziłam ci bezpośrednio czymś, co mógłby zrobić każdy, który rozpoznałby cię tutaj i połączył z odpowiednim nazwiskiem? Nie doniosłabym mu – będąc szczerą – ale gdybyś po którymś kopniaku stracił przytomność i trafił do szpitala – nikt nie zastanawiałby się nad tym, kogo z najbliższej rodziny należało poinformować – uśmiecha się trochę podle, ale chyba poirytowała się tym, jak chętnie kładł nacisk na sympatię, jakby nie okazała jej mu dziś wyjątkowo dużo. – I nie zrobiłam tego tak jak ty, grożąc mi elegancką prośbą? Nawet zbity, podchmielony i emocjonalnie rozstrojony masz jeszcze w sobie tyle zawzięcia, by szczerzyć kły?
Skutecznie odczytała jego ostrzeżenie? Czy właśnie przystąpili do negocjacji o bezpieczeństwo własnych hultajstw? Czy może udowodnili sobie wzajemnie, że sympatia ta istnieje i w związku z nią – będą dbać o własne interesy i nie naprawiać sobie życia na siłę?
Zawód Lorcana wymagał chyba miłości do tajemnicy i symboliki. Jako człowiek podróżujący po świecie w poszukiwaniu odłamków podrzuconych im przez przeszłość, był przecież więźniem domysłów. Rozumiała jego podejście i jego sympatię ale jej nie podzielała. Od dzieciństwa lubiła historię, jednak w księgach szukała raczej pominiętych odpowiedzi na zadawane wciąż pytania, niż przyjemności z jej poznawania.
– Ufam ci. W granicach rozsądku – kwituje jego niechęć. Przywróciła mu siły, poskładała do kupy w stopniu pozwalającym na szybszą regenerację i pozwoliła by… Odzyskał kolory. Z jednej strony nie znosiła obcowania z mężczyznami takimi jak Lestrange – nieskorymi do ugięcia się i charakternymi. Z drugiej była chyba niezdrowo przyzwyczajona do otaczania się właśnie nimi. Od męża, poprzez przyjaciół, współpracowników – wszyscy o wyraźnym poczuciu własnej wartości, o ambicjach niezmierzonych, o charakterach wpisujących się w surowe, męskie rysy. Wciskała się między nich skutecznie – ale nie bez tarcia. Nic więc dziwnego, że ścierali się nawet teraz. – I darować sobie możliwość nastawienia nosa kolejnemu reprezentantowi waszej szlachetnej dwudziestki ósemki? – zadrwi z nich jeszcze wielokrotnie – zbyt wiele razy znosząc niegdyś upokorzenie krwi niewystarczająco czystej. Przyjmuje podziękowania, nawet jeżeli ich nie oczekiwała – a potem odmawia pomocnego ramienia. Chociaż darzyła go sympatią – nie miała obecnie ochoty na jego bliskość i poufałość.