• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cmentarz Nant Ddu (Brecknockshire)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
20-06-2025, 20:14

Cmentarz Nant Ddu (Brecknockshire)
Ukryty na skraju lasu między wzgórzami Black Mountains, stary cmentarz Nant Ddu leży z dala od głównych dróg i ludzkich spojrzeń. Prowadzi do niego wąska ścieżka, porośnięta paprociami i śliska od wilgoci. Otoczony niskim kamiennym murkiem, z ledwo trzymającą się furtką na zardzewiałych zawiasach, sprawia wrażenie zapomnianego. W rzeczywistości wciąż jest używany – choć rzadko, głównie przez mieszkańców najbliższych wiosek.
Nagrobki są skromne – wiele w języku walijskim, z datami sięgającymi połowy XIX wieku. Mech pokrywa litery, a niektóre płyty przechylają się lekko, jakby ziemia pod nimi oddychała. W centrum rośnie stare drzewo – skręcone, potężne, stanowi wyrazisty punkt orientacyjny i chętnie gości liczne ptactwo. Bywa tu pusto, bywa cicho, ale zawsze z wyczuwalnym napięciem. Miejscowi mówią, że nikt nie zostaje tu po zmroku.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Lucinda Macnair
Śmierciożercy
Hope for the best, but prepare for the worst.
Wiek
28
Zawód
łamacz klątw i uroków, poszukiwacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
1
OPCM
Transmutacja
30
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
30-03-2026, 20:48
20 maja '62

Gdy w kwietniu ich stopy przekroczyły umowny próg kamienistej komnaty, poczuła ogarniającą ją satysfakcję. Miała wrażenie, że to, o czym tak długo marzyła, o czym myślała i co stało się jej poszukiwawczym celem na długo przed tym, jak jej życie zmieniło się diametralnie, w końcu stanie się rzeczywistością. Widok antycznej figurki, stojącej jakby na ołtarzu okalanym światłem, stał się dla niej potwierdzeniem sukcesu. I tylko można było sobie wyobrazić, jak dotkliwe okazało się rozczarowanie, gdy wyciosana z kamienia postać niosła w sobie zaledwie odłamek - a nie całość. Jedna z dziewięciu części tego historycznego kamienia dziewięciu głosów. To, co nazywała sukcesem, było nim tylko we fragmencie, a wszystko, przez co przeszli, okazało się zaledwie preludium do tego, co wciąż było przed nimi. Chwila zawahania szybko zmieniła się w chwilę rozważania. Czy w ogóle powinni w to brnąć? Jedna część jej temperamentu podpowiadała, że sam artefakt nie był tego wart. Jego siła była nie do podważenia. Widzieli, do czego była w stanie ich zmusić zaledwie jedna część kamienia - a co by się stało, gdyby w ich rękach znalazł się cały? Przecież mieli tak wiele do stracenia. Przecież nie żyli już tylko dla siebie, by komfort odnajdywać w świadomym ryzyku. A jednak odzywała się też druga część - ta bardziej skrajna, ta uwielbiająca adrenalinę - która mówiła wprost, że nie będzie w stanie tego porzucić. Nie wyrzuci z głowy celu, jakim było odnalezienie kamienia. Bo kiedy podejmowała decyzję, ta często była ostateczna. Miało ją to dręczyć przez najbliższe miesiące, a może i lata, aż w końcu ulegnie tej świadomości, że może to mieć. Może tego dokonać - bo już raz im się udało.
Decyzja o tym, by jednak zaryzykować - by nie spocząć na jednej części kamienia, a odnaleźć kolejną - zapadła wraz z głosem, który usłyszeli, gdy w końcu uwolnili fragment z antycznej figurki. Głosem przypominającym jej obraz człowieka impulsywnego, narwanego, wypełnionego złością, a może i karmiącego się cudzym lękiem. Głosem, który nie sprawdzał już ich możliwości, a stał się nagrodą i wskazówką - drogą do odnalezienia kolejnego fragmentu.
Bo w naturze tego artefaktu była prawda. To właśnie prawda - nieważne, jak dotkliwa i bolesna, nieważne, jak zmącona przez charakter tego jednego głosu - mogła zaprowadzić ich do źródła. Jeśli w tym jednym fragmencie znajdował się jeden głos, to w każdym kolejnym odnajdą następny. A to pozwoli im scalić obraz poszukiwanego skarbu. I tego naprawdę chciała. Tego naprawdę pragnęła.
Wierzyła w ten plan - i była gotowa go zrealizować. Do momentu, gdy okazało się, że celem ich następnej wyprawy ma być stary, ukryty na skraju lasu, między wzgórzami, cmentarz. Choć nie pokładała wiary w wieczny odpoczynek, a sama idea śmierci jej nie przerażała, to nie czerpała przyjemności ze spędzania czasu wśród trupów. Tym bardziej, że nie mogli wiedzieć, czego właściwie się spodziewać. Bo choć głos z fragmentu kamienia zdawał się z nimi współpracować, to sposób, w jaki manipulował nimi w jaskini, był wystarczającym dowodem, że nie wolno mu ufać. A jednak właśnie zjawili się na Cmentarzu Nant Ddu, wiedzeni niejasną wskazówką - i jedynie nazwiskiem wyrytym na nagrobku.
Z tego, co zrozumiała z wypowiedzi tajemniczego głosu, grobowiec był pusty - a to miejsce stanowiło jedynie symboliczne wejście do katakumb. Chciała się tego trzymać, kurczowo, niemal uparcie, ale nie mogła pozbyć się z głowy myśli, że gdzieś tam wciąż znajduje się ciało człowieka, którego spokój tak czy inaczej przyjdzie im zakłócić.
Gdy dotarli na miejsce - ona z kapturem ciężko zarzuconym na głowę, on również skryty w cieniu - mogło się wydawać, że są na to gotowi. Że doskonale wiedzą, co ich czeka. Choć jej postawa zdradzała coś zupełnie innego. - Nikogo tu nie ma - odparła, gdy ani jej wzrok, ani różdżka nie wykryły żadnej obecności. To miejsce było porzucone. Pozostawione. Zapomniane. - Wciąż nie jestem pewna, czy to dobry pomysł - dodała ciszej. I tym razem to ona potrzebowała, żeby ją przekonał. Bo samo to miejsce wprawiało ją w wystarczający dyskomfort, nawet jeśli gdzieś tam, z tyłu głowy, wiedziała, że to właściwy wybór.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
11-04-2026, 20:01
Kłamstwem było stwierdzenie, że za wszelką cenę starałem się ją odwieść od pomysłu ruszenia na Skellig Michael w poszukiwaniu tajemnego artefaktu, a jeszcze większym, iż nie odliczałem dni do realizacji tejże wyprawy. Czułem obawy, tylko dureń nie zawahałby się choć przez sekundę, ale wizja szukania upragnionych odpowiedzi, pokonywania własnych słabości oraz konieczność podejmowania ryzyka były nader silne – zbyt pociągające, aby dać za wygraną na poczet spokojnego dnia. Na poczet niby to uśmiechu, niby zadowolenia z zawodowej codzienności, w jakiej przyszło nam trwać i to nie z własnego wyboru. Obydwoje byliśmy na to zbyt uparci; dumni i rządni nowych wrażeń, spragnieni tej ekscytacji, dreszczu emocji i wyzwolonej przez najmniejszy triumf siły. Nie bez przyczyny poznaliśmy się na szlaku i choć daleki byłem od przesądnych osób, tak akurat w tej kwestii wierzyłem, iż za naszą wspólną ścieżkę przede wszystkim odpowiadał los. Ile bowiem razy winą można było obarczyć przypadek? Jak często kolejne skrzyżowanie kompletnie odmiennych dróg można było nazwać zbiegiem okoliczności? Nie szukaliśmy się, a jednak wciąż podążaliśmy własnym śladem – nawet wtedy, gdy ujrzeliśmy się po raz pierwszy. Jaki istniał procent szansy, że na samej mecie ujrzy się innego poszukiwacza, który z triumfem na ustach wznosił upragnioną zdobycz? Nikła, właściwie żadna. A jednak – u nas sprawdził się scenariusz jeden na sto, jak nie na milion i byłem za to cholernie wdzięczny.
Prawda o kamieniu, a raczej jego fragmencie, nie wzbudziła złości – wręcz przeciwnie. Rozpalona ciekawość sprawiła, że sam zacząłem wertować stare manuskrypty w poszukiwaniu informacji o przeklętej jaskini oraz zamieszkujących jej okolice ludach, Pragnąłem dowiedzieć się czegoś więcej; zwrócić uwagę na coś co być może umknęło czujnemu oku żony, która najpewniej już wielokrotnie przewertowała gabinetowe zbiory. Jeszcze przed pierwszą wyprawą nie angażowałem się w tę sprawę, bo – mówiąc wprost – nie bardzo chciałem wierzyć, że pogłoski mogły okazać się prawdziwe. Zbyt mało dowodów, zbyt dużo rozbieżnych informacji. Na całe szczęście ona nawet na moment nie straciła wiary, mimo upływu kilku wiosen i rodzicielskich obowiązków – zawsze znajdywała czas na próbę połączenia kropek. I te ją zaprowadziły po dosłownej nitce do kłębka. Nigdy nikt nie doszedł tak daleko? A może zrezygnował orientując się jak wielka moc drzemała w niewielkim, skalnym odłamku?
Teleportowaliśmy się na cmentarne obrzeża, które przywitały nas w dość charakterystyczny dla siebie sposób – martwą ciszą. Gęsta mgła zalegała od samych źdźbeł trawy aż po korony drzew, spowijając nagrobki i krzywe, pokryte mchem pomniki, przez co ich kształty zlewały się w rozmytą plamę majaczącą gdzieś na granicy widoczności. Powietrze było wilgotne i chłodne, a każdy krok po miękkiej, nasiąkniętej ziemi zdawał się nieść ze sobą ciche, przytłumione odgłosy dochodzące gdzieś z oddali przez co nie mogłem odeprzeć się wrażeniu, że od samego momentu pojawienia się byliśmy obserwowani. -Jesteś pewna?- spytałem mrużąc oczy i starając się cokolwiek dostrzec w mlecznym obłoku.
-Skąd to zwątpienie? Nie lubisz sztywnej atmosfery?- wygiąłem wargi w kpiącym wyrazie, dobywając orzechowe drewno. Mimo szlifowania umiejętności magii bezróżdżkowej o wiele pewniej czułem się mając je w dłoni – być może wynikiem tego było przyzwyczajenie tudzież świadomość własnych niedoskonałości wszak ta trudna sztuka wymagała o wiele więcej skupienia niżeli tradycyjny sposób przepływu wewnętrznej siły. -Dziś ja będę ten nierozsądny i – przeniosłem na nią spojrzenie. -Nie będziemy marnować czasu na cytowanie romantycznych powieści- odparłem nawiązując do absurdalnej wymiany zdań nieopodal wejścia do jaskini, po czym wskazałem głową drogę i ruszyłem jako pierwszy. -Pomyśl sobie, że odwiedziliśmy Irinę w pracy- zaśmiałem się cicho pod nosem. Celowo starałem się ją rozluźnić, bowiem dostrzegłem zwątpienie, przez które niemal od razu zaczęła przemawiać nadmierna ostrożność. -Skoro tamten odłamek mówił o największym lęku, to najgorsze już za nami, prawda?- obróciłem się przez ramię, chcąc upewnić się, że wciąż za mną idzie. Może i było to głupie – przecież słyszałem jej kroki – ale ostatnio zniknęła dokładnie w ten sam sposób, rozpływając się w powietrzu i pozostawiając po sobie jedynie fantomowy dotyk oddechu na karku.
-Słyszałaś?- ściągnąłem brwi wędrując czujnym wzrokiem wzdłuż linii zarośli. Magia kamienia płatała nam figle - albo to ja zaczynałem wariować - bo nie pierwszy raz, odkąd się zjawiliśmy, miałem wrażenie, że coś się tam porusza. Wtem pomiędzy splątanymi gałęziami zamigotała blada, sinozielona łuna, zbyt wyraźna, by wziąć ją za złudzenie. Przeszyła mrok trupio bladą poświatą, a z jej wnętrza powoli zaczął wyłaniać się zarys sylwetki - półprzezroczystej i, jak na ironie, martwo spokojnej. Duch.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 16-04-2026, 22:44 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.