• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Salon Wróżbity Janusa Galloglassa
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 18:16

Salon Wróżbity Janusa Galloglassa
Lokal, należący do wróżbity Janusa Galloglassa, jest ukryty w jednym z ciemnych zaułków, z dala od głównej alei; znajduje się na pierwszym piętrze starej kamienicy. Powietrze wewnątrz ciężkie jest kadzideł i palonych ziół, a wnętrze rozświetla światło świec, które nie dają cienia. Na drewnianych półkach stoją szklane kule, talie kart, lusterka wróżebne i amulety z egzotycznych materiałów. Pośrodku znajduje się ciężki stół z czarnym obrusem i kryształową kulą, która co jakiś czas rozbłyska dziwnym światłem. Ściany zdobią mapy astrologiczne i portrety słynnych jasnowidzów, których oczy zdają się śledzić każdy ruch. Gdzieś w tle słychać ciche brzęczenie – to dzwoneczki reagujące na zmiany w aurze magicznej. Klienci opuszczają sklep z lekkim niepokojem... i nadzieją.

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
04-01-2026, 14:18
04 kwietnia 1962

Głód szeptów nigdy w niej nie gaśnie. Nadstawia ucha tam, gdzie czarodzieje i czarownice sądzą, że nikt ich nie słyszy, nawet zajęta prywatnym performance'm pełnym piór i fikuśnych kostiumów łowi słowa biznesmenów i polityków dywagujących o interesach, sączących burleskę jak dobry drink. Uczy się przecedzać ziarno od plew, a potem wsuwa między zęby soczyste kąski sekretów i niesie je tym, którzy zapłacą najhojniej. Wszystko, co robi Maelle, robi dla niego - dla swojego syna, gdziekolwiek on jest. Zbiera wypłaty na kupki błyszczących monet, wdzięczy się do mężczyzn płacących za damską uwagę, zabawia ich potrzeby, odpowiada na ich pragnienia, roznieca ich sakiewki. Tańczy, gra, odkrywa miękkość ciała, roztacza wili czar, dziękuje za napiwki podsyceniem ich fantazji, a potem znika, po drodze słysząc, jak jeden z klientów wspomina o godnym polecenia wróżbicie. Janus Galloglass, to imię trafia do szuflady w pamięci, tym razem prywatnej. Nikt poza nią nie potrzebuje tego sekretu. Nikt poza nią nie jest tak zdesperowany, by wykupić za pieniądze kolejną garść nadziei u człowieka, który może wcale nie widzi ukrytych nici losu. 
Mgła snuje się przez zakątki Pokątnej jak wczesnowieczorna kurtyna, która pada na teatralną scenę świata. Przez chmury na niebie przebijają się plamy czerwieni i pomarańczu, a powietrze zaczyna kąsać policzki chłodem; za kilka godzin zaczyna kolejne show, ale do tego czasu ma zamiar sprawdzić, ile prawdy kryje się w pochwałach dla Galloglassa. Miękkość jej dłoni kryje się w surowszej dłoni Leopolda, dawnego klienta, obecnie - kogo? Trudno powiedzieć, kim dla siebie są, a Maelle woli tego nie definiować. Rzeczy wymykające się określonym i sztywnym ramom są jej najbliższe, bo widzi w nich najwięcej piękna. Flint wie o jej dziecku, zdaje sobie sprawę z poszukiwań, które toczą ją niczym niemożliwa do ukojenia gorączka, pomaga też, jak może; dziś przemierzają razem magiczną dzielnicę, szukając zaułka, w którym mieści się siedziba wróżbity.
- Mam nadzieję, że okaże się tak dobry, jak mówią - aksamit głosu Maelle rozlewa się między nimi, a wolna dłoń chwyta kołnierz płaszcza i naciąga go nieco wyżej, aż do podbródka. To jednak nie wystarcza, nadal męczy ją zimno... Więc zerka na Leopolda i sięga nagle do jego szala, zsuwając go z męskiej szyi. Niewinny uśmiech karminowych warg zdobi jej twarz, gdy owija wokół siebie materiał; tak lepiej. - A jeśli powie mi coś strasznego? - wzdycha po chwili, markotniejąc. Żołądek ćwierćwili zaciska się w supeł, napięcie wypełnia kończyny; czuje się, jakby od wizyty u Galloglassa, gdziekolwiek jest jego kwatera, zależała jej przyszłość, choć nie mają pewności, że czarodziej nie jest oszustem. - Chyba nie zdołam wejść tam sama - mówi i patrzy na Leopolda spod rzęs. Wiele dla niej robi, tym razem zapewne nie będzie inaczej, choć rozsądek podpowiada, że Seymour nie powinna polegać na nim w tak licznych sprawach. Nauczył ją jednak smaku tego wsparcia, podarował życie, w którym sama decyduje, czy ma ochotę na dotyk, czy nie, a to dla Maelle cenniejsze niż złoto. Nie chce, by pewnego dnia ludzie wypomnieli jej synkowi, że jego matka to kurwa, a skoro Dotyk Wili zniknął z obrazka, już im to nie grozi. Wszystko dzięki niemu, jedynie nieco starszemu od niej, a trzymającemu świat za gardło żelazem możliwości oferowanych przez błękitną krew.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leopold Flint
Śmierciożercy
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
06-01-2026, 17:09
Idzie u boku Maelle, czując pod palcami miękkość jej dłoni. Jego czujne spojrzenie przesuwa się po bruku Pokątnej, na którym światła latarni rozlewają się w jasne plamy. Mgła wpełza w zaułki, pochłania kontury, wycisza dźwięki
Przechodząc obok witryny, w której odbijają się rozmazane kolory, wciąga do płuc powietrze. Galloglass intryguje wielu, którzy chcą poznać tajemnice przeszłości lub przyszłości, lecz on wolałby, aby ten wróżbita nadal pozostał na marginesie jego zainteresowań. Dziś idzie tam nie z ciekawości, lecz z poczucia obowiązku, by potrzymać płonący w Maelle płomień nadziei. Wie o jej dziecku. Zna jej ból, który rzeźbi ją od środka, i czuje, że choć nie potrafi go ukoić, może być dla niej oparciem, którego potrzebuje, by poczuć się lepiej.
– Wierzysz w nie? – pyta, nie precyzując, czy chodzi o proroctwa, czy o plotki; jedne i drugie były trucizną powoli sączącą się do uszu tych, którzy chcieli słyszeć tylko to, czego się bali lub pragnęli; jedno i drugie potrafiło siać zamęt, a prawda, jeśli w ogóle istniała, była jak cień, światło nadziei padało na nią tylko przez krótką chwilę. Przez moment zastanawia się, czy powinien odebrać jej złudzenie, że wróżbita mógłby wyszeptać jej do ucha prawdę o losie syna, którego nikt nie poznała, ale kim był, by odbierać jej ten okruch wiary w wyimaginowaną sprawczość swojej siły?
Spogląda na nią w tej sam chwili, co ona niego; w kontakcie wzrokowym, trwającym ledwie pięć uderzeń serca, próbuje nawiązać pakt porozumienia, lecz ponosi spektakularną porażkę, w konsekwencji, której wykrzywia usta w lekkim grymasie uśmiechu, ona zsuwa mu szalik szyi i owija go wokół własnej. Nie protestuje; bez niego czy z nim, nie czuje różnicy.
Przez siedem długich lat, z wyłączeniem krótkich wakacyjnych powrotów do Anglii, mieszkał w Norwegii. Tam nauczył się oddychać zimnym powietrzem, które przeszywało płuca niczym tysiące igiełek, i tam jego ciało przywykło do chłodu, stając się odporne na zimno. Ciepło go męczyło – kiedy słońce nagrzewało pokoje, tęsknił za ostrym mrozem, za skrzypieniem śniegu pod butami, za mgłą unoszącą się nad fiordami. W Margate, nawet jeśli wiało od morza, brakowało mu tej surowości. Czasem wydawało mu się, że chłód Norwegii wszedł mu w krew, stał się częścią jego tożsamości – nieodłącznym elementem, którego już nigdy się nie pozbędzie.
– Szukasz prawdy, czy słodkiego kłamstwa, który zamydli ci oczy i otuli do snu? – jego głos łamie ciszę, może sobie wyobrazić, jak sól wnika głęboko, drażniąc to, co nie chce się zagoić.
Obejmując ją ramieniem, słyszy, że jej oddech jest płytki, jakby uchodziło z niej powietrze, a ona spięta, zlękniona, jakby właśnie jej w życiu dokonywał się moment przełomowy, który może ją ominąć, gdy się rozluźni. Czuje pod palcami napięcie, sztywność barków. Jakby jej ciało gotowało się do ucieczki, choć nogi wciąż pozostają na miejscu, natomiast jej oczy oplata lęk.
W chwili, w której przekraczają granice ciemnego zaułka, a zmroku wyłaniają się kontury lokalu, gdzie urzęduje wróżbita, Leopold rozluźnia uścisk i wypuszcza ją z objęć. Gdyby niej jej słowa, jego rola ograniczyłaby się do otwarcia jej drzwi i zamknięcia ich, gdyby tylko za nim zniknęła, lecz teraz na jego czole pojawia się pojedyncza zmarszczka. Nie chce w tym uczestniczyć - jak długo będzie się opierać?
Chce cofnąć się o krok, po prostu otworzyć drzwi, uchylić je na moment, a potem zamknąć za nią, zostawić wszystko poza sobą, gdyby nie jej słowa. Echo jej głosu jeszcze drży w powietrzu, na jego czole pojawia się zmarszczka, pojedyncza, ostra jak cięcie. Nie chce w tym uczestniczyć. Jak długo będzie się opierać? Stoją przez chwile w milczeniu - on porzucony przez własne wybory, ona niepewnie poszukający prawdy, który może odmienić jej życie lub je do końca zrujnować.
- Wiesz przecież, że nie wierzę w te bzdury -od tygodnia, może nawet dwóch próbował wyperswadować jej ten pomysł z głowy, lecz żadne racjonalne argumenty do niej nie trafiały, a teraz stoi przed wyborem, gdzie skończy się to południe - w cieple jej pościeli, czy pustych murach domowej rezydencji. - Gdy wejdę, tam z tobą usłyszysz zapewne, że zakłócam przepływ energii i ten twój wróżbita odprawi ci z pustymi rękami, skubiąc z kilku galeonów. Zobaczysz.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
06-01-2026, 22:00
Poświęcenie Leopolda nie jest jej obojętne. Nie tylko pozwala jej marzyć o odzyskaniu dziecka zasianego w niej przez innego mężczyznę, ale też przemeblowuje dla niej granice swojej tolerancji i wytrzymałości, mimo że oboje wiedzą, z jak wielką chęcią puściłby kwaterę Galloglassa z dymem, by potem spytać, czy gwiazdy, szklane kule albo karty nie pomogły mu tego przewidzieć. W jego mściwej, niemal perwersyjnej niechęci Maelle znajduje coś intrygującego, przywodzącego na myśl obserwację osaczonego zwierzęcia i czekanie, aż rzuci się komuś do gardła. A powody wcale nie muszą być wielkie, ot - co mu wadzi taki Galloglass i cała wróżbiarska kohorta? Nikt nie miałby śmiałości żerować na kimś pokroju młodego Flinta, gdyby ten miał okazać się naiwniakiem, bo nazwisko chroni go jak nieustanne protego - a inne przykłady naciągania w żaden sposób nie odbijają się na Leopoldzie. Wygodna w swoim egoizmie ćwierćwila nie kiwnęłaby palcem, żeby potępić to, co jej nie dotyczy, więc postawa dżokeja tyleż ją zaskakuje, ile zastanawia. Może w głębi serca jest społecznikiem.
- Skarbie, jeśli mi powiesz, że twoje konie przepowiedzą, gdzie jest moje dziecko, uwierzę, że nie tyle potrafią mówić, ile robią to z sensem i jeszcze powinnam im zapłacić - cmoka z rozbawieniem, jednak... jest w tym ziarno prawdy. Pogoń za synkiem to walka z niewidzialnym przeciwnikiem, a w takim położeniu nie ma luksusu niesprawdzenia któregokolwiek z tropów i kół ratunkowych, nie może też cynicznie wyrzec się nadziei, bo wtedy nic nie utrzyma jej dłużej przy życiu. Odkąd pragnienie odzyskania dziecka urosło w niej do rangi gorączki, odwiedzi dziesięciu Galloglassów, dwudziestu, stu, bo jeden z nich może okazać się prawdziwym wieszczem, prowadzącym ją do miejsca, gdzie teraz przebywa jej malec, oby zdrowy i bezpieczny. Trudno powiedzieć, czy trafił do dobrego domu po narodzinach, czy właścicielka Dotyku Wili sprzedała go za bezcen pierwszemu lepszemu gotowemu zapłacić człowiekowi, zresztą Maelle nie chce rozpatrywać tych możliwości. To jedyna droga do tego, by nie oszaleć. 
Bo alternatywa nocami mrozi krew w jej żyłach.
Teoretycznie wie, że Flint porusza kwestię wiary, ponieważ na swój sposób próbuje jej pomóc, może też ostudzić i urealnić entuzjazm odbierający rozsądek, jednak ćwierćwila teraz tego nie potrzebuje. Ach, czy aby na pewno? Może właśnie to stoi za prośbą, żeby poszedł z nią akurat Leopold, nikt inny - bo on jako jedyny lub jeden z nielicznych troszczy się o nią na tyle, by podarować trzeźwiącą gorycz prawdy. Zada jej ból, jeśli to będzie oznaczało, że rany Maelle pewnego dnia zyskają szansę na zasklepienie. Odwiedzie ją od obłędu, choćby miała go za to znienawidzić i przekląć. Ziębi ją ten wniosek i rozpala jednocześnie. Jest w tym coś niebezpiecznego, coś, czego nigdy wcześniej nie czuła, a co urasta do narkotyku uzależniającego ją od niego.
- Prawdy - wzdycha, niestety nie mogąc spojrzeć mu w oczy i nie widzieć w nich odbicia swojego kłamstwa. - Chyba - dodaje więc z lekkim wzruszeniem ramion, na pozór nonszalanckim, choć Leopold wie, ile skumulowało się w niej napięcia. Podobnie ćwierćwila zdaje sobie sprawę z tężenia jego mięśni w zderzeniu z niewypowiedzianą prośbą, żeby towarzyszył jej w salonie wróżbity; zdradza go lekkie drgnięcie palców na jej dłoni. Łatwo jest go czytać, kiedy wie się, czego należy szukać, i teraz nie jest inaczej: młody dżokej jest dla niej otwartą księgą, wystarczy zerknąć na delikatne naprężenie warg, na ściśnięcie trących o siebie zębów, na opadające o milimetry w dół brwi, pod którymi czekają skonfliktowane piwne tęczówki. Nie jest to dla niego proste, wie o tym, ale nie wycofuje się z wiszących między nimi słów, nadal pełna nadziei, że Leopold postąpi właściwie.
- Och, a kto lepiej niż ty będzie bronił mnie przed Galloglassem-oszustem? - aksamitnie kontruje jego słowa, kiedy zatrzymują się pod prawidłowym adresem, jeszcze nie wchodząc na klatkę schodową kamieniczki. Zamiast tego jej ramiona oplatają się wokół jego pasa, a ciepły oddech owiewa usta Leopolda, kiedy ćwierćwila wzbija się na palce, żeby bardziej zrównać ich wzrostem. - I kto udowodni jakość Galloglassa-uczciwego? Pomyśl tylko. Jeśli jest tak dobry, jak mówią, to już się na ciebie przygotował, nie będziesz mu straszny. Czułabym się bezpieczniej - przekonuje go słodko, ciałem przylegając do jego ciała w równie słodkiej obietnicy, póki co jeszcze nie łącząc ich ust w pocałunku. Jest na to za wcześnie, Flint jeszcze się nie zgodził, dlatego musi przetrzymać w rękawie kilka kart. - Umiem wynagrodzić ci wszystkie trudy - przypomina swobodnie; mógłby wrócić z nią do mieszkania po zakończeniu show w Domu Jedwabiu, a potem zostać tam aż do rana; zasnąć obok niej i obudzić się z perłowymi lokami rozrzuconymi na jego ramieniu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Leopold Flint
Śmierciożercy
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
5 godzin(y) temu
Nie jest w stanie pojąć uczuć, jakie łączą go z tą kobietą. Dla niej przesuwa granice własnej wytrzymałości, chociaż najchętniej pozbył pozbyłby się Galloglassa i całej tej wróżbiarskiej kompanii jednym słowem, spaliłby ich speluny do gołej ziemi. Leopold jest pewny, że Maelle, wie że tkwi w nim ten rodzaj czasem wręcz perwersyjna niechęci, która balansuje na krawędzi mściwości; widzi przecież rozpalony na talerzu jej spojrzenia błysk ekscytacji. Lubi go takiego - lubie, jak sprawia wrażenie osaczonego zwierzęcia, wyczekującego odpowiedniego momentu, by rzucić się komuś do gardła? A może przemawia przez nią zwykły pragmatyzm, bo wie, że ktoś taki, jak Galloglass nie zdecyduje się na oszustwo kogoś, kogo nazwisko znaczyło więcej niż jego zamglona, kryształowa kula.
Wzdycha ciężko, jakby na żołądku zaległ mu ciężar, a jego oddech,w w kwietniowym, zimnym powietrzu wieczoru, krystalizuje się w obłok pary. Skarbie, jakie łagodnie przeciska się przez kartel jej gardła, nieco tłumi napływ irytacji, jaki próbuje wziąć we władania jego myśli.
- Jestem pewny, ze któryś z tych tak zwanych wróżbitów - powstrzymuje się przed nakreśleniem cudzysłowie w powietrzu, a nawet splunięciem; pogarda, jaka tymczasowo bije do jego słów, jest wystarczająco wymowna, nie potrzebuje zbędnych gestów- byłby w stanie wcisnąć ci kit, że potrafi wróżyć z końskiego łajna.
Walka z wiatrakami - tym jest pogoń Maelle za przeszłością, za małą istotą, która przez dziewięć miesięcy mieszkała pod jej sercem. Flint, z miesiąc na miesiąc, utwierdza się w przekonaniu, że nigdy jej nie dogodni, lecz wie, że nie wybije jej tego z głowy. Ogień nadziei, jaki w niej płonął, jest zbyt silny, chociaż kiedyś jeszcze się łudził, że z czasem przygaśnie. Nic z tego, pragnienie odnalezienie syna wzniosła do rangi obsesji. Najpierw, zaraz po jego stracie, gdy wiła się z spazmach udawanej rozkoszy pod klientami, otoczyła się nim, jak szalem, który mu zabrała, ale nie broniła się przed zimnem, a rozpaczą, która targał jej ciałem. Wiedział, że płakała w samotności. Mowiła mu o tym, gdy się przed nim otworzyła.
Nie powinna ufać tej nadziei. Wierzyć, że jej syn jest cały i zdrowy. Żyje gdzieś, w otoczeniu matecznej i ojcowskiej troski. Bo to nic innego jak złudzenia. Każda prawda, nadal ta najbardziej bolesna, ta, co odbiera rozum i chęć do walki o kolejny dzień, jest lepsza od słodkiego kłamstwa, bo nie prowadzi w drodze prostej do rozczarowań. Dlatego też robi wszystko, by ściągnąć ją na ziemie, gdy błądziła w chmurach, karmiąc się własnym, podszytym nadzieją złudzeniem. Nawet jeśli miałby go znienawidzi, przekląć i zacząć nim gardzić.
Niepewne prawdy i dodane po chwili chyba utwierdza Leopolda w przekonaniu, że przyszła tu nie po prawdę, a nadzieje, kolejną z wielu. Nie mówi co o tym myśli, tą opowieść snuje za niego jego ciało, gdyż wie, że ona zauważy napięcie, jakiego wypełnia. Nauczyła się wyczuwać jego emocje, a on nie blokuje jej drogi do ich poznania, gdyż nie lubi mówić o uczuciach. Uczucia zawsze sprawiały wrażenie małych płochliwych stworzeń, jakie nie powinny mieszkać w jego trzewiach.
- Wiec potrzebujesz gwarancji nietykalności? - mówi, prawie się śmieje, prosto w jej naznaczą rumieńcem policzkiem, gdy go obejmuje, przesuwa się bliżej, owiewa ciepłem swojego oddechu jego dolną wargę. Przez chwile kroci go, by zamknąć ich usta w pocałunku, lecz nie ulega tej pokusie, jednocześnie zgadzając się w ciszy na trwanie tej kokieteryjnej gry uwodzenia. – Nie mam najmniejszego zamiaru bronić dobrego imienia tego człowieka, nawet jeśli okaże się, że nie jest takim bajarzem, za jakiego go biorę - ostrzega; Leopold Filnt wierzący we wróżby i broniący honor jakiegoś wróżbity? Niedorzeczność! Już wyobraża sobie ironie na twarzy Nathaniela i jego słowa okalane drwiącą nutą. Krzywi się nieco, dlaczego myśl o nim w takiej chwili,gdy jest bliski oddania jej pierwszego pocałunku tego dnia?
Przestaje, gdy napiera swoim dobrym ciałem na jego ciało; obejmuje ją, przyciąga do siebie bardziej, jakby te milimetrowe skrawki przestrzeń, które ich dzielą, stanowiły zupełnie zbędną fatygę przyzwoitości, jakiej nie ma ją już za knut.
- Niech będzie - mruczy w końcu, wprost w jej usta, które muska ostrożnie swoimi jakby były antyczną rzeźbą, której nie może zarysować i zaraz je oddala. – Ale oczekuję sowitej rekompensaty - zastrzega i dopiero wtedy łapie jej wargi w objęcia swoich własnych, łapczywie, zachłannie, tęsknie, nie pozwalając cichemu westchnienie wydrzeć się z gardła, jednocześnie biorąc co jego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 18:07 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.