• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Archbishop's Park
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-06-2025, 17:51

Archbishop's Park
Zielona przystań z długą historią, sięgającą czasów, gdy okolica należała do posiadłości Lambeth Palace. Park zachowuje klasyczny charakter — rozległe trawniki przeplatają alejki wyłożone drobnym żwirem, a pod starodrzewem słychać śpiew ptaków i szum wiatru. Wśród zieleni wyróżniają się ruiny dawnej oranżerii — kamienne fragmenty ścian porośnięte mchem i dzikim bluszczem, które świadczą o dawnych ogrodniczych ambicjach tego miejsca. Oranżeria kiedyś służyła do hodowli egzotycznych roślin, dziś jest romantyczną ruiną, chętnie odwiedzaną przez spacerowiczów. Archbishop's Park jest miejscem odpoczynku dla okolicznych mieszkańców — starzy ludzie siadają na ławkach, dzieci biegają po trawie, a od czasu do czasu ktoś zatrzymuje się, by zatonąć spojrzeniem w malowniczych krajobrazach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
05-01-2026, 12:52
28 marca 1962

Zajęte grafiki, pełne po brzegi kalendarze; na całej połaci wiosna, mimo że bardziej przypomina szarawe roztopy, niźli kwiecisty raj z widokówek z Oksfordu. Ten się spieszy, tamta poczytuje, dziecko gaworzy, a pies dzielnie wydrapuje sobie kilka pchełek zza ucha — Anglia wznosi się i cieszy w tej chwilowej ekstazie kilku stopni wyżej, która żegna zlodowaciałe chodniki i raczy nas pierwszymi przebiśniegami tego roku. Uczestniczę w tym wszystkim; bawię się w posłańca dobrej nowiny, bo słońce faktycznie zaczyna osiadać na moich kościach jarzmowych, aż miło, aż nie pamięta się o tym, że za dwa i pół dnia wróci ulewa, potem przymrozek, a potem znowu każdy z nas będzie narzekał, coś o tym, że żyć się odechciewa, a na wyspie Wight znów grasują krwiożercze trytony i prawie odgryzły jakiemuś rybakowi—nieborakowi nogę.
Równo zawiązane sznurówki wytyczają trasę, guziki lawendowej koszuli nieprzyzwoicie chcą poddać się pokusie rozpięcia, mała torebka uderza o biodro i potęguje wrażenie zmęczenia; Londyn ma jedną, zasadniczą wadę — jest za duży. Ludzie lgną do słońca, dziecięce wózki do żwirowych uliczek, wyrwani ze swoich prac ludzie do odrobiny świeżego, parkowego powietrza. Straciłam rachubę i zupełnie nie zarejestrowałam momentu wejścia do Archibishop’s Park, który — zapewne nieco podrasowany magią, tu i tam — szykował się do wiosennego rozkwitu jakby nieco śmielej, niż cała reszta angielskiej zieleniny miejskiej.
W takich miejscach jak to czytuje się gazetki, karmi wuzetkami z osiedlowej kawiarenki, zaprasza wybrankę na pierwszą randkę i karmi nieco zdziczałe wiewiórki — urok wylewa się sam, nic dziwnego, że coś każe mi tu zajrzeć.
Wśród trawników, drzewek, rabatek i krzewów słychać cichy, nadal pamiętający zimę, szum wiatru; złudne słońce każe mi rozpiąć płaszcz bardziej, a wzrok sam wędruje za parkowymi ścieżkami, które dość dobitnie kierują do punktu kulminacyjnego tego zadbanego kącika wielkomiejskiego dobra. Kamienne fragmenty ścian starej oranżerii potrafią zachwycić; u mnie wywołują po prostu lekki uśmiech, bo nigdy nie potrafiłam rozróżnić gotyku od baroku czy innego rekonesansu, co niespecjalnie mi przeszkadza i niepozbawiona ani kropli tego dziarskiego animuszu, uśmiecham się do mijanej po drodze emerytce.
Dalej, pomiędzy obfitą magnolią (która właśnie kuli się w nagości, pozbawiona jakichkolwiek liści), a sztucznie hodowanymi różami, zawijasem rośnie całe stadko konwalii. Ładne, pachnące i miłe, oznaka wiosny czy innego dobrobytu. Nasadził je tu pewnie ktoś utalentowany, kto służy tej ojczyźnie i dba miejską zieleń — cóż za bohater.
Bohaterką czuję się też ja, kiedy schylam się do tej rabatki białych dzwonków, gotowa wyciągnąć z mokrej ziemi kilka pęczków kwiatów — będą idealne na naszym kuchennym parapecie.
Muszę zapamiętać, by pamiętać o podlewaniu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Titus Harrison
Czarodzieje
In my dreams, I'm dying all the time
then I wake, it's kaleidoscopic mind
Wiek
36
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
06-01-2026, 00:49
Dla niektórych Londyn wydaje się zbyt wielki i zbyt jazgotliwy, zupełnie jakby rewolucja przemysłowa uderzyła w jego fundament z siłą tak dużą, by do dziś trzęsła ona całą miejską tkanką.
Dla niektórych zaś Londyn pozostawał dziwacznie ciasny – kojarzył się z małym mieszkaniem (z którego przecież chciał się niegdyś wyprowadzić) czy ciężarem obowiązków przyjętych na chwilę (kilkanaście lat temu).
Zieleń wydawała się tu tak intensywna, rabaty tak intencjonalne, a towarzystwo tak elegancko ufryzowane, by czasami ponownie czuł się jedynie jak ten nędzny mugolak ze wsi – plujący na płyty chodnikowe treścią wiosennego kataru, rzucający niedopałek papierosa na trawnik czy przyciągający uwagę swoim niegdyś niezwykle ostrym, szkockim akcentem. Jakby znowu był młodzikiem z nieukładającymi się włosami, z ubiorem stawiającym zdecydowany krok w kierunku tego co niemagiczne i niezwykle krótkim lontem.
Właściwie nie różnił się wiele od Titusa sprzed dziesięciu lat. Może w rubryce przybyło mu lat, na ciele przybyło mu blizn, a w kieszeni przybyło mu monet, ale wciąż przecież chodził do pracy tą samą alejką, wciąż zapalał papierosa w tym samym momencie spaceru i wciąż gasił go na krawędzi tego samego śmietnika. Nie był rytualny z natury – ten rytuał wybrał go sobie sam, a porzucany był przy odpowiedniej liczbie sprzyjających temu zmiennych.
Zauważał więc jakiekolwiek zmienne. Zauważał kobiety pochylające się ku rabatom – bo nawet jeżeli nigdy nie wyczuł w ciele tej palącej konieczności wpatrywania się w krągłości ich pośladków, wyuczony odruch nakazywał zwrócić na nie uwagę. Chociażby na chwilę, nawet w mundurze – może szczególnie w mundurze. Wszystko by zachowywać się normalnie.
Ale to nie świńskie zapędy zmuszają go do dłuższego pochylenia się nad sprawą.
Przystaje z papierosem między palcami, z dymem rozpływającym się przed nosem i z brwiami uniesionymi w geście jawnego zdziwienia. Kobieta nie sadzi, a kradnie. Ma może z dwadzieścia lat. Takich zachowań spodziewał się bardziej po wrednych emerytkach z jego estate’u, nie po… Młodych laskach.
– Nie ładniejsze będą te z tyłu, hiacynty czy coś? – mówi głos zza pleców Sandy. Zbłąkany funkcjonariusz, który zupełnym przypadkiem zna wszystkie rosnące o tej porze roku leśne czy parkowe kwiaty. Bo sto razy bardziej wolałby wąchać wiosenne łąki niż stać tu teraz, ale myśl nie internalizuje. Wskazuje palcem na fioletowe kwiaty, kiedy tylko wzrok blondynki przenosi się na jego nędzne, zmęczone życiem oblicze. – Jeszcze trzy tamte i odzyskam umiejętność wypisywania mandatów – drwi z niej. A Merlin jeden raczy wiedzieć jak bardzo mówi w tej sytuacji poważnie, a jak bardzo blefuje, mając te całe wykroczenie gdzieś na liście wykroczeń wygodnie ignorowanych.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 10-01-2026, 09:38 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.