• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Edynburg > Restauracja "Korona Talii"
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
05-10-2025, 12:28

Restauracja "Korona Talii"
W samym sercu edynburskiej starówki, w pobliżu ścieżek prowadzących ku zamkowi, kryje się wytworny lokal „Korona Talii” – jedna z najbardziej renomowanych restauracji magicznych w Szkocji. Wnętrze utrzymane jest w ciemnym drewnie i zielonych aksamitach, a nad salą unosi się iluzoryczny sufit, który odbija niebo nad miastem. Goście jedzą przy świecach zawieszonych w powietrzu, które przesuwają się wraz z rozmową przy stole. Menu opiera się na lokalnych składnikach – dziczyźnie, rybach z północnych wybrzeży i ziołach zbieranych na szkockich wrzosowiskach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
12-12-2025, 23:36
4 marca 1962

Nie spodziewajcie się zbyt wiele po śnieżnym, późnozimowy dniu w Wielkiej Brytanii. Nie spodziewajcie się zbyt wiele po towarzystwie, na które liczyliście. Nie spodziewajcie się zbyt wiele po spojrzeniach, które odczytane w sposób nieopatrzny mogło zostać uznane za nieco więcej, niż faktycznie oznaczać miało. Nie spodziewajcie się też honoru. Nie zawsze napiszą list, jeżeli się rozmyślą. Nie zawsze.
Nie pije już dłużej herbaty. Przerzuciła się na białe wino, jakby alkohol miał skrócić przeczekanie minuty do trzydziestu sekund.
Ale siedzi tu już czterdzieści minut, zauważając, że za oknem robi się już tylko ciemniej, a ona sama nie zdoła i tak rozpoznać już w żadnej z okrytych półmrokiem sylwetek swojego dzisiejszego (nie)towarzystwa. W ciele czuć zaczyna przygniatający wstyd, dziwne upokorzenie – rozrywające serce niezadowolenie. Uczucie dziwne, niecodzienne – nieznane może od momentu kulminacji emocji związanych ze śmiercią męża.
Bawiąc się ustawionym na restauracyjnym stole stroikiem z białych owoców jemioły i pąków czerwonych róż, zatapia się coraz mocniej w uczuciu dziwnej antycypacji. Wie, że nawet jeżeli osoba ta pojawi się w progu edenburskiej restauracji w przeciągu pięciu minut – nie ucieszy się, nie wyrazi chęci spędzenia reszty wieczoru wspólnie. Wie, że to inna antycypacja. I zaczyna czuć, jakoby to czekała na coś bardziej górnolotnego. Że głód potrzeby tej przebijał się do niej od lat, a dotarł do umysłu dopiero teraz. Pomimo średniego już wieku, pomimo doświadczenia życiowego i pomimo przeżycia miłości tak porywającej, by starczyć mogła na całe życie, nie rozpoznała uczucia wcześniej.
A może uczucie to nie było prawdziwe?
Nie, musiało być prawdziwe.
Do dnia dzisiejszego nie czuła, by tego potrzebowała, ale dzisiaj – może wskutek spędzenia nieprzyzwoitej ilości czasu z samą sobą – otwiera przenośne lusterko wyjęte z torebki. Chce spojrzeć na swoją twarz – ocenić to co w niej zobaczy. Pierwsze zmarszczki, których nie ukryje żaden makijaż. Włosy, które zdążyły na nowo zagęścić się względem kilku lat wstecz – kiedy zarówno hormonalne wahania po ciąży, jak i większe natężenie stresu – doprowadzały ją do zgrozy przy każdym zerknięciu pomiędzy włosie używanej szczotki.
Widzi w sobie silną, ale samotną kobietę.
Co chciałaby zobaczyć? Co ucieszyłoby ją bardziej?
Nie do końca rozumie swoje pragnienia. Może wypowiedziane na głos ułożą się w piękną całość? Zwykle nie czuje się samotna – nie w ten sposób – ale dzisiejszy wieczór…
Oddycha ciężko, zamykając lusterko. Podnosi spojrzenie na mężczyznę, znajdującego się ledwie stolik obok. Ma wrażenie, że dźwięk zamykanego mechanizmu sprawia, że zderzają się spojrzeniem. Sanderson od dwudziestu minut śledzi jego ruchy – mimowoli nawet, reagując na zmiany najbliższego otoczenia. On też czeka. Ciekawe czy się doczeka?
– Mam wrażenie, że czekamy na tą samą osobę. I że chyba się nie doczekamy – zaczepia go w nagłym porywie łagodnej, nietypowej otwartości. Oczywiście, że nie czekają na tą samą osobę, ale przecież czekają równie oddanie, jak i nieskutecznie. Przekręca się na krześle tak, by ustawić się frontem do Dunhama. – Dosiądzie się pan? Nie chcę spędzić dziś wieczoru sama – po co właściwie to mówi? Nie wie, ale też nie zastanawia się nad tym. Zastanowi się jutro. Zastanowi się może nawet dziś przed snem, bo to dziś przypomina sobie życiowe momenty, kiedy chętniej zaczepiała młodszych mężczyzn i chętniej spędzała z nimi wieczory takie jak te. Czuje dziś potrzebę niemal nieobecną od momentu narodzin syna – zerkając na mężczyznę spojrzeniem przychylnym i zapraszającym.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Morty Dunham
Akolici
L'ennemi, tapi dans mon esprit, fête mes défaites
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
17-12-2025, 15:36
Wielką Brytanię nad spowijał letarg zimowego snu; chociaż przed kilkoma godzinami czuł na skórze pierwsze, śmielsze i nieco ostrzejsze promienie słońca, ostre podmuchy wiatru nadal wślizgiwały się głęboko pod ubranie. Z papierosem między zębami, przemierzając nadal oblodzone chodniki, wsnuwszy dłonie do kieszeni, postawił kołnierz płaszcza, chroniąc i szyje, i policzki przed chłodnym oddechem mrozu.
Rzadko zabawił w Szkocji, bo chociaż aura ponurej melancholijności, jaka unosiła się nad Edynburgiem, kilkukrotnie wprawiała go w zachwyt, dzisiaj nie poszukiwał natchnienia wśród starych, nagryzionych zębem czasu kamienic. Wypuścił z dymu, kierując swoje kroki ku starówce, gdzie w jej samym sercu mieścił się lokal, który obecnie znajdował się w centrum jego zainteresowania. Tymczasem, gdy szedł, zmierzchało; panoramę miejsca pochłonęły pierwsze odcienie nocy, a gęsty tłum, jaki przed południem wytoczył się z budynków, znacznie się przerzedził.
Wyjął spomiędzy warg papierosa, który wraz z ostatnim buchem, dokonał żywota i wyrzucił w zaspę śniegu, by po chwili zgnieść go pod podeszwą buta. Szyld Koronę Tafli przyjął z większym entuzjazmem, niż cokolwiek innego tego dnia.
Gdy tylko przekroczył próg restauracji, podszedł do niego kerner, który zabrał płaszcz, uprzednio wyjął z jego obszernej kieszeni książkę w rozmiarze kieszonkowym i wskazał mu zarezerwowany wcześniej na jego nazwisko stolik. Zasiadł przy nim, od razu zamawiając herbatę, chociaż teraz dopadły go wątpliwości, tak gęste, jak mrok, który zaczął kłębić się zza oknami.
Sen. Przywiódł go tu właśnie, sen. Projekcja wijących się pod powiekami tęsknot. W nim także siedział przy stole. W powietrzu unosił się zapach zupy, którą dawniej uwielbiał. Chociaż rysy towarzychem mu postaci były zamazane, nie mógł oderwać oczu od jego uśmiechu, z którego biła potrzeba pojednania. Od tamtej pory, kiedy się przebudził, przeczucie pełznącego płytko podskórną, łagodnie przypominały mu o powidokach tego snu, a wraz z nim przyszła absurdalna, przynosząca ukojenie nadzieja płonącą pod sercem.
Słysząc wyraźnie, nienaturalnie głosno, dźwięk zamykanego lusterka, podniósł głowę znad lektury, w drugiej sekundzie łapiąc kontakt wzrokowy siedzącej stolik dalej kobietą. Mimowolnie wykrzywił usta w subtelnym, uprzejmym uśmiechu i, skinąwszy jej lekko głową, chciał wrócić do Wspomnień, snów, myśli, lecz łagodny głos skutecznie przyciągnął jego uwagę. Na tyle, że skupił na dłużej heban swojego spojrzenia właśnie na niej.
Nie mógł odmówić kobiecie w potrzebie. Nie mógł przejść obojętnie obok jej zaproszenia - zachęcającego spojrzenia i obitych aksamitnym balsamem słów. Oraz tej nieprzyzwoitej, rodzącej się w piersi ochocie, aby zmienić z kimś - kimkolwiek - słowo, albo kilka, a najlepiej tysiąc jednocześnie, dokładnie tyle, ile przez przestrzeń jego umysłu przepływało obecnie myśli. Pogrążyć się w rozmowie i ulotności chwili.
- Uznajmy, przyjmując jungowską narracje - wskazał na książkę, w której treść jeszcze kilka chwil temu się zapamiętale wczytywał; mógł gardzić mugolami, lecz odkąd przekroczył próg rodzinnego domu Franceski i pokazało mu pisane przez nich słowa, nie mógł odwrócić od nich uwagi; w każdym człowiekiem bowiem drzemał szczep hipokryzji – że nie ma przypadków są tylko znaki, a ci, którzy nie szanują naszego czasu , nie są warci uwagi, którą chcemy ich obdarzyć – zawyrokował, jednocześnie pozwalając, aby w jego słowa zakradło się ryzykowne rozbawienie.
Wstał, po to, by wcisnąć po pachę książkę i złapać między palce filiżankę nie dawno postawionej przed nim herbaty. Korzystając jej zaproszenie, podszedł do stolika, którego zajmowała.
- Morty Dunham - przedstawił się, skłoniwszy się lekko, rzucając jej pytające, lecz nie ponaglającego spojrzenie. Wszakże, jeśli nie wniknęła w nią potrzeba, by się przedstawić, nie musiała wyjawiać mu swojego miana, chociaż obawiał się, ze ten brak wiedzy po czym zajął wolne krzesło naprzeciwko, filiżankę eskortując bezpiecznie nad blat stolika, chociaż wcześniej nawilżył naparem usta. – Co sprowadza panią do Szkocji? - zapytał, zgadując, że nie była Szkotką; żadne z nich nie miało szkockiego akcentu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
19-12-2025, 12:52
Ulga oblewa oblicze Sanderson, kiedy młody człowiek decyduje się zająć miejsce na przeciwko. Wolałaby, żeby usiadł z boku – nieco bliżej, by przestawił swoje krzesło w taki sposób, by stykać mogli się ramionami, chociaż potrzeby tej nie nazywa. Potrzeba wydaje się zaś zaklęta w zawiłościach umysłu – jeszcze niezrozumiała, pojawiająca się znikąd, zupełnie nietypowa. Zaczyna zastanawiać się czy to wszystko jest jedynie dziełem przypadku – czy ten samotny człowiek – Morty Dunham – pojawił się tutaj bez przyczyny czy może został jej zrzucony przez przewrotny los zupełnie celowo. Gdyby nie był wyjątkowy, nie czułaby przecież tego, co czuje teraz, wpatrując się uparcie w jego ciemne tęczówki.
Błękit zawsze wydawał się chłodny i niedostępny, nawet jeżeli na pamięć poznany. Heban kojarzył jej się obecnie z domowym ciepłem, rodzinnym ogniskiem, miłością nieskomplikowaną, bo pierwotną. Nie obyła się z tym wrażeniem, od lat kreując zupełnie odrębną wizję domu – dziś jednak chłód laboratorium i pojedyncze gesty sympatii wydają się odległe.
Umysł wydaje się tak zamglony, by nie zauważył w kwestii tej potencjalnej aberracji. Przyjmuje myśli z całym dobrodziejstwem inwentarza.
– Moira Sanderson – przedstawia się, bo nie wstydzi się swojego nazwiska. – Mów mi po imieniu, Morty – zwraca się do niego z zaskakującą, łagodną czułością. Sama nie wie czy czułości tej bliżej jest do myśli romantycznej czy platonicznej – wydaje się kroczyć jedynie w stronę przyjemnego ciepła, w cieniu którego mogłaby się ogrzać i odpocząć.
Nawet układając w głowie odpowiedź na jego pytanie nie myśli zupełnie rozsądnie. Nawet jeżeli pytanie zbić może jednym zdaniem, mieli je w głowie z wielkim umiłowaniem, podobnym do zatapiania się w przyjemności płynącej z obracania w ustach ulubionej słodyszy. Podobnym do uczucia alkoholowego odurzenia - pełnego lekkości i beztroski.
– Wartościowa znajomość, dla której widocznie nie jestem równie wartościowa – odpowiada więc zgodnie z prawdą, nawet jeżeli zwykle rzuciłaby zdaniem zdecydowanie krótszym, może nawet jednym słowem. Opiera paliczki na nóżce kieliszka, drażniąc powierzchnię gładkiego szkła paznokciami – zakorzeniając się w rzeczywistości. Kontakt z nią wydaje się obecnie nieco utrudniony. – Wieczór nie będzie jednak zmarnowany, jeżeli oboje spędzimy go przyjemnie. Razem. Czytałeś… Junga, tak? – dopytuje, przechylając się nieco w kierunku mężczyzny. Jedną dłonią wyciąga się po stole w jego stronę, chyba chcąc by ten podał jej czytaną książkę. By mogła sprawdzić to sama. By mogła przypadkiem zetknąć się z ciepłem jego dłoni. – Moja przyjaciółka jest magipsychiatrką, bardzo często szuka inspiracji w tym co mugolskie, twierdzi, że pod tym względem niewiele nas różni… – tłumaczy się. – Nie podzielam jej entuzjazmu do nauki od mugoli, ale nie będę kwestionować jej wiedzy i wyczucia… Też się tym zajmujesz? Dostrzegasz najskrytsze pragnienia zaklęte w samym spojrzeniu? – pyta miękko, ewidentnie zaczepnie i nieco niepoważnie, na nowo podsuwając mu użyczoną na kilka chwil literaturę. - To zatem nie przypadek, że na siebie wpadliśmy?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Morty Dunham
Akolici
L'ennemi, tapi dans mon esprit, fête mes défaites
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
25-12-2025, 23:32
Nadal z nim było te ukojenie, które poczuł, zaraz po dzisiejszym przebudzeniu, a teraz, widząc, jak kobiece rysy twarzy rozluźniają się w uśmiechu ulgi, wrażenie, jakiego doświadczył o poranku, jedynie się nasiliło. I jednocześnie sprawiło, że podzielał jej pragnienie potrzeby towarzystwa.
- Moira – powtórzył, smakujące jej imię na języku, a w plątaninę jego myśli, jak na zawołanie, niewidzialna ręka nakreśliła cytat, który w zmierzłych czasach posłużył mu za inspiracje Moiry są ślepe na prośby ludzi, lecz widzą wyraźnie ścieżki ich przeznaczenia. – Jesteś jedną z bogiń, które z nici przeznaczenia tkają ludzki los? - zaryzykował pytaniem, zachęcony przez czułość, jaka wybrzmiała w jej głosie, i która niepostrzeżenie sięgnęła do najgłębszych zakamarków jego duszy. – I nadają sens każdemu spotkaniu?
Chociaż wiedział, ze nie była osobą z jego snu, podskórnie czuł, że potrzebował tej rozmowy, inaczej droga wybrukowana przeznaczeniem nie wepchnęłaby go w trzewia tego lokalu, inaczej ich oczy nie spotkałyby się na jednej wysokości i w jednym punkcie.
-Niektórzy ludzie cierpią na paskudną przypadłość zwaną zapominalstwem - bo z jakiego innego powodu, ktoś mógłby sobie odmówić spotkania z tak elokwentną kobietą, jak Moira? Nie znalazł dla tego człowieka innego usprawiedliwienia, a może w ogóle nie powinien go szukać? Dzięki temu mógł spędzić trochę czasu w jej towarzystwie. W innym wypadku z góry znalazłby się na skazanej porażką pozycji. – W rzeczy samej. Dzięki tobie ten wieczór nie skaże mnie na samotność.
Pomimo iż nie obawiał się samotności. Nie dzisiaj. Celowo się na nią skazał, udając się na wycieczkę do Szkocji. Nawet wynajął jednoosobowy pokój w motelu na peryferiach miasta. Pod wpływem snu, jaki zakradł się po jego powieki, Chciał tu spędzić jeden dzień. Pozwiedzać. Zajrzeć tam, gdzie prowadziła go intuicja, a skoro nieomylne przeczucie przywiodło go do "Korony Tali" przed obliczę kobiety, której wiek nie odebrał urody, nie miał powodu, by nie ulec rozbudzonego przez jej zaproszenie kaprysu.
Gdy się nieco pochyliła, zaciągnął się powietrzem, aby, wraz z nim, wciągnąć do nozdrzy zapach jej perfum. I jednocześnie włożył w jej wyciągniętą dłoń sfatygowaną, udręczoną jego użytkowaniem książkę, wtedy też kciuk zupełnie nieintencjonalnie zetknął się ze skrawkiem jej skóry. Jeśli Moira zdecydowała się przekartkować jungowskie wynurzenia, mogła dostrzec, że Morty niektóre jej fragmenty zakreślił ołówkiem, a marginesy udekorował odręcznymi rysunkami.
- Punkt widzenia twojej przyjaciółki jest intrygujący - przyznał; w istocie magipsychiatra szukający inspiracji w mugolskich źródłach brzmiał dość ekscentrycznie. – Możemy darzyć mugoli głęboką niechęcią, ale doświadczenie, choćby te zapisane na kartkach historii, uczy nas, że nie powinniśmy lekceważyć ich dorobku, ani przymykać oko na ich występki. W jungowskiej narracji dostrzegam coś więcej niż tylko mugolską ignorancje i strach przed tym, co nieznane.
Czasem była z nim tożsama, bardziej niż chciał i mógł to przyznać. Papier jednak przyjmie każde słowo, wiec nie mógł w pełni na nim polegać, ani tym bardziej mu zawierzyć.
Uśmiech, jaki błąkał się na jego ustach, tylko, pod wpływem jej uwagi, się pogłębi. Teraz, znajdując się w objęciach melancholii, czując w powietrzu duszącą mgłę wspomnień, poruszając się po krętach korytarzach pamięci, pojawiło się w niewinna potrzeba, przez którą chciał zgubić się w głębi jej spojrzenia.
- Zajmuję się całkiem innym rodzajem terapii - odezwał się po kilku uderzeniach serca, uświadomiwszy sobie, że na moment zamilkł, pogrążając ich obojga w ciszy. – Uleczam dusze - a przynajmniej czasem, jak teraz, wierzył, że melodia, która rodziła się spod jego palców, miała taką moc – i wierzę, ze spojrzenie jest jej zwierciadłem. - Dlatego też, czasem, spoglądając na swoje odbicie, obawiał się prawdy, jaką mógłby znaleźć w lustrze własnego spojrzenia. – A teraz jestem ciekaw, jakie pragnienie skrywa twoja - było w tych słowa coś niewłaściwego i jednocześnie niefrasobliwego. Prowokacja, zaklęta nie tylko w ich aksamitnym brzmieniu, ale ukryta także w jego uśmiechu odbitym blaskiem na krawędziach źrenic. – Nie wierzę w przypadki, Moiro. Każde spotkanie jest jak szept losu, który prowadzi właściwych ludzi we właściwe miejsce i czas.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
31-12-2025, 16:36
Uśmiecha się jeszcze szerzej, niemal nietypowo na pytanie dotyczące imienia. W jakiś sposób wybór imion jej i rodzeństwa jawił jej się zabawnie – te były wykwintne, niekiedy skomplikowane, nawiązujące do innych kultur i religii, o których portowi pracownicy wiedzieć mogli niewiele. Zrozumiała to dopiero po czasie, kiedy w murach Hogwartu ukochała sobie naukę historii. Gdy myślała o tym obecnie – natchniona ciepłem widocznym w oczach młodego rozmówcy – refleksja wydawała się niemal romantyczna; Moira Sanderson nie była romantyczką.
– Nie jestem osobą skłonną do wiary w znaczenie imion, ale przyznam szczerze – i między nami, byle nikt nie posądził mnie o przesadny sentymentalizm – wyjątkowo często czuję jakby losy niektórych czarodziei leżały w moich rękach – mówi, a słowa te brzmią… Nieskromnie. Sama jednak nie może uciec wrażeniu, że jako magimedyczka kontroluje przyszłość pacjentów i odpowiednimi decyzjami splata przędzę ich życia – decydując o komforcie kolejnych dni, tygodni czy lat. Jeden błąd, jedna niewłaściwa decyzja, jeden niewłaściwy ruch przędzarki, a napięta nić ludzkiego żywota pęknie.
Od uzdrowicieli wymaga się odpowiedniej wrażliwości. Zbyt wielka wrażliwość może jednak zaszkodzić umysłowi samego uzdrowiciela, który w procesie budowania naturalnej obrony – staje się w pewien sposób gruboskórny. Mniej emocjonalny, bardziej racjonalny – częściej z kieliszkiem wina w ręku, byle oswajać się ze śmiertelnością w najbardziej prymitywny sposób. Odpowiednio utwardzona naukowczyni pozostawała często nieznośna w kontaktach z bliskimi – zbyt surowa, zbyt emocjonalnie wyobcowana, zbyt zimna. Nie umiała rozwinąć bliskiej relacji z synem, umiała za to rozwijać niewiele znaczące relacje z ludźmi, których poznała dziś, a o których zapomni być może już jutro.
Ma ochotę zignorować książkę i złapać dłoń Mortimera Dunhama, byle zaspokoić swoją przedziwną zachciankę. Zwykle nie ściskała w ten sposób nawet dłoni męża – nigdy publicznie, jakby oboje nie lubili wyrażać sympatii w tak otwarty sposób.
Gdy Adam Sanderson wydawał się zbudowany jedynie z ostrych krawędzi i szorstkich powierzchni, siedzący przed nią Morty Dunham… Był gładką formą pozbawioną drapieżnych rantów.
Zapamiętała tytuł książki, ale nie skupiała się na treści dłużej. Stopień zużycia sugerował, że mężczyzna musiał tę książkę lubić albo odkupić. Mogłaby zapytać, ale jej uwagę skupia coś zupełnie innego.
– A zatem zgadzacie się w tej kwestii, niesamowite – odpowiada, a odpowiedź jest wyjątkowo szczera. – Z zasady nie odrzucam żadnego źródła wiedzy, a czas pokazał, że wiele rzeczy branych niegdyś za pewnik, dziś obalić możemy prostym dowodem… Ale zawsze uważałam to co niemagiczne za przedziwnie prymitywne. Niekiedy aż ciężko mi dać wiarę, że w niektórych kwestiach możemy uczyć się od nich, nie na odwrót – przyznaje się, odkrywając część własnych kart. Składa policzek na dłoni i kontynuuje rozmowę z mężczyzną w tej dziwnej, niemal młodzieńczo rozmarzonej pozie, bez przerwy wpatrując się w jego oblicze spojrzeniem zmętniałym – zupełnie nie od alkoholu, którego wypiła zdecydowanie zbyt mało, a o którym w towarzystwie Mortiego…. Zwyczajnie zapomniała.
Może dlatego nie zauważyła nawet momentu jego ciszy. Może mogłaby trwać w nich nawet chwilę dłużej.
– Chciałbyś przyjrzeć się jemu dokładniej? – dołącza do konkursu prowokacji, obniżając głos. – Z bliska? – naciska ryzykownie, ale przecież nie ma w sobie takiej siły, która zmusiłaby go do czegokolwiek. Nie przywiąże go do krzesła, nie złączy ich nadgarstków kajdanami i nie połknie klucza. – Z tej odległości szczegóły mogą ci umknąć, a los na pewno nie chce być na nie ślepy.
Bo czy nie tego właśnie chciała? Chwili uwagi, bliskości i ciepła. Mógłby po prostu przysunąć krzesło, złapać ją za rękę i nie mówić nic - chyba nawet to wystarczyłoby na moment.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Morty Dunham
Akolici
L'ennemi, tapi dans mon esprit, fête mes défaites
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
05-01-2026, 10:59
Pozwalał uśmiechowi rozkwitać powoli, jakby był pąkiem kwiatu – najpierw delikatnie, cieniem na ustach, potem nieco szerzej, coraz śmielej, jakby przez krótką chwilę niósł w sobie echo letniego świtu. Tego samego, który w leniwym rytmie rozlewał się po tafli jeziora, łagodnym światłem muskającym wodę; światłem, które z każdą mijającą sekundą nabierało intensywności, głębi, ciepła. Przesunął spojrzeniem po jej dłoni, dostrzegając na jej płótnie niewidzialną nić, którą mogliby spleść swoje światy.
– Moiro – zaczął tonem głosu otulonym miękkim aksamitem, jakby ważył każde słowo na jezyku, obracał go w głowie, zanim zapadła decyzja o tym, czy podarować je kobiecie. – Zdradzisz, jakie to uczucie trzymać nici ludzkiego losu w swoich rękach?
On widział ludzki los w wplątanie słów, wizji, przeczuć. Przyszłość nie mówiła do niego wprost – zakradała się na palcach, szeleszcząc cicho w snach, budząc wątpliwości, mącąc myśli, przesuwając się po granicy jawy a snu. Czasem chciał być jej władcą, lecz już dawno zrozumiał, że był jej wiernym poddanym. Wybrała go na swoje naczynie.
Nachylił się odrobinę, jak ktoś, kto waha czy powinien przekroczyć kolejną granice, zakłócić jej przestrzeń osobistą, zadominować, choćby na krótką chwile, ją swoją obecność. Może właśnie los podsuwał mu takie momenty, żeby mógł dostrzec wszystko to, co krył się w cieniu niedopowiedzeń. Czasem miał wrażenie, że to, co najważniejsze, nie wymagało od niego żadnych słów. Może zwyczajnie powinien podążyć drogą swojej obecnej pokusy. Przybliżyć krzesło do jej krzesła, ułożyć dłoń na jej dłoni i pozwolić, by cisza jaka potem zapadnie zrobiła resztę, zatrzymując ich na moment w półoddechu.
- Otóż to, też sądziłem, że to zbyt prymitywne istoty, lecz moja przyjaciółka, która wywodzi się z mugolskiej rodziny, otworzyła mi oczy na kilka kwestii, chociaż wiele z nich nadal stanowi kość niezgodny między nami - wyznał, podobnie jak ona nie zatrzymując słów w krtani. Kiedy złożyła policzek na dłoni, w Mortym pojawiło się to znajome uczucie, które nawiedziło go o poranku, gdy nagle, gwałtownie przebudził się ze swojego snu i wodził dłonią po pościeli w poszukiwaniu na drugiej połowie łóżka ciepła drugiego ciała, lecz natknął się jedynie na pustkę.
Tego wieczoru jednak, tęsknota, która rozgościła się pod jego sercem, nie miała zamiaru ustąpić. Była jak rana, która zbyt wolno się goi, a odzywając się fantomowym pieczeniem przypomina mu o kimś, o kim już zapomniał. Jednakże teraz, siedząc naprzeciwko swojej rozmówczyni, dostrzegał w niej echo tamtej osoby, jakby cień zatopiony w jej oczach, półuśmiechu, sposobie, w jaki przekrzywiała głowę, słuchając go, jakby jego słowa miały dla niej jakąkolwiek wartość.
Poczuł, jak zasycha mu w gardle, ale nie sięgnął po filiżankę, nadal opróżnioną tylko w połowie. Jego wzrok niemal całkowicie skupił się na kobiecej twarzy. Czułość, jaka wydzierała z jej spojrzenia, usiłowała, wydrzeć z jego płuc ostatnie resztki znajdujących się w nich tlenu. Może dlatego, ulegając tej dziwnej słabości – mieszaninie nostalgii, ulotnego smutku i arii jej słów – pozwolił sobie przykryć swoją dlonią jej dłoń, korzystając z tego, że obie znalazły się blisko siebie.
– Chciałbym – przytaknął i chociaż głos zniżył do szeptu, przez chwile miał wrażenie, że to nie on był ich autorem, jakby ktoś chwilowo przejął władzę nad jego strunami głosowymi i wyręczyć go w wypowiedzeniu tego wyznania. – Pozwolisz mi na to? Pozwolisz mi wyjrzeć w lustro twojej duszy i być bliżej niż pozwala się na to przypadkowym nieznajomym?
Mogła mu to podarować – chwile uwagi? Przecież nie był przypadkowy. Przywiodło go tutaj przeznaczenie.
Popatrzył jej w oczy – tak intensywnie, jakby szukał w nich światła, które poprowadzi go przez piętrzącą się za oknem restauracji noc, chociaż nie potrzebował drogowskazu, dawno go odnalazł, w jasnowidzeniu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:45 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.