• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Szpital św. Munga > Apteka przyszpitalna
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 13:26

Apteka przyszpitalna
Apteka szpitalna mieści się w wydzielonej części budynku, w łatwej lokalizacji. Prowadzą do niej szklane drzwi, za którymi panuje porządek i skupiona cisza. Oświetlenie jest jasne, chłodne, równomiernie rozłożone, podkreślające sterylność i precyzję tego miejsca. Wnętrze wypełniają wysokie regały sięgające niemal sufitu, gęsto ustawione i starannie opisane. Na półkach stoją rzędy fiolek z eliksirami i pojemniczków z maściami. Szuflady z etykietami kryją substancje recepturowe, a zamknięte szafki zabezpieczają preparaty wymagające szczególnej kontroli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Henry Teyssier
Zwolennicy Dumbledore’a
there's no man as terrified as the man who stands to lose you
Wiek
22
Zawód
auror, poczatkujący klątwołamacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
13
10
Brak karty postaci
25-02-2026, 17:59
17 maja 1962

Minęło tak wiele czasu.
Po raz ostatni odwiedził matkę w styczniu, gdy szron jeszcze osiadał na okryciach wierzchnich, a mróz rysował na szybach wymyślne wzory — matka w milczeniu wodziła po nich palcem, wyglądając przez okna szpitala pustym wzrokiem i zdawała się zupełnie nie zdawać sobie sprawy z obecności syna. A ten stał przecież zaraz obok. Pamiętał, miał wtedy strasznie zaróżowione policzki, bo chłód wbił swoje igiełki głęboko pod skórę. Nie mógł się rozgrzać, drżał na całym ciele i myślał jedynie o tym, że przecież rolą opiekuńczej matki było wziąć swego syna w ramiona i, rozcierając zmarznięte przedramiona, po prostu go ogrzać. Nie miał podobnych wspomnień — tworzył je jedynie w umyśle, tak jak snuje się marzenia, powtarzając w myślach pobożne życzenia.
Dzisiaj to wyrzuty sumienia wywołały na jego twarzy podobny rumieniec, wspinając się po karku, pozostawiając po sobie nieprzyjemne uczucie rozczarowania.
Samym sobą.
Sytuacją.
Matką.
Bo jej stan pozostawał bez zmian.
Lubił ciszę przyszpitalnej apteki. Chłodne światło, jedynie lekko otulające swym dotykiem rozstawione na półkach fiolki z eliksirami, dawało mu poczucie, że wnikał w przestrzeń niczym cień. W nozdrza wciągał specyficzną mieszankę zapachów. Ziół, świeżo przygotowanych maści, warzonych naprędce eliksirów. Była to woń zupełnie inna niż ta unosząca się na korytarzach szpitala — pozbawiona charakterystycznej nuty sterylności, tak częstej dla podobnych przybytków.
Łatwo było się tu schować, szukać w sobie odwagi, aby przekroczyć drzwi, które nie prowadziły do żadnego przełomu. Matka niemal się nie zmieniała. Pozostawała tak samo blada, nieco zbyt koścista — usilnie brał ją na powitanie w ramiona, chociaż ona opadała w nich jak szmaciana lalka, marionetka o nitkach pozbawionych jakiegokolwiek napięcia. Wrażenie, że jego obecność nic nie zmienia była usprawiedliwieniem — marnym, ale jedynie ono pozwalało mu przetrwać.
Kiedyś miewał nadzieję, że pewnego dnia odwiedzi ją znowu w szpitalu, a ona spojrzy na niego jak dawniej — że znowu usłyszy jej melodyjny głos, którym opowiadała mu bajki, ale którym do tej pory nigdy nie przeprowadziła z nim żadnej poważnej, dorosłej rozmowy. Pragnął nie tylko jej matczynej miłości, ale i odbijającej się w twarzy rodzicielskiej złości, ludzkiego zagubienia, czy nieposkromionej radości — tego wszystkiego, co mogli doświadczać inni.
A chociaż zarówno rodzina Bonesów jak i Teyssierów nie szczędziła mu uczuć, dbając o jego komfort i bezpieczeństwo, mimowolnie czuł się sierotą. Nie zamkniętą w sierocińcu, ale w granicach matczynych ograniczeń i nieobecności ojca.
Westchnął głęboko. Wyprostował się. Już po raz kolejny próbował zebrać się na odwagę, aby opuścić swoje schronienie i przekroczyć próg jej pokoju. Kolejny raz. Bez nadziei. Bez oczekiwań.
Chociaż w głębi duszy chciał wierzyć, że ona w jakiś sposób rejestruje jego obecność — o wiele bardziej milczącą niż kiedyś, ale jednak.
Kiedy po prostu starał się być obok.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:53 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.