-Syreny zwodzą, wciągają pod wodę jak już zwiążą cię swoim śpiewem. - Zmrużył nieznacznie oczy nadal nie do końca rozumiejąc do czego zmierza ta rozmowa. -Nigdy nie odpływają mając ofiarę na wyciągnięcie ręki.
Zachowywała się inaczej. Wręcz wrogo, to mógł śmiało określić. Spojrzenia, które mu posyłała, były krótsze niż zwykle, odpowiedzi bardziej oschłe, a każdy jego żart odbijał się od niej jak groch od ściany. Mógł to nazwać po imieniu: furczała. Musiał ją w czymś urazić. Tego był niemal pewien. Kenneth nie był ślepy ani głupi. Wiedział, kiedy atmosfera wokół niego gęstniała. Tyle że Riven wolała milczeć, zaciskać szczękę i udawać, że wszystko jest w porządku, zamiast powiedzieć wprost, co ją uwiera. A on, choć potrafił stawić czoła sztormowi i negocjować z ludźmi znacznie groźniejszymi niż rozgniewana barmanka, nie miał dziś ochoty wyciągać z niej słów siłą. Uznał więc, że nic tu po nim.
Scarlett czekała już przy drzwiach, oparta o framugę z cierpliwym półuśmiechem. Tawerna dudniła śmiechem i śpiewem, a Kenneth nie zamierzał psuć sobie wieczoru analizowaniem kobiecego nastroju, który i tak zdawał się zamknięty na rozmowę. Zignorował dziwne zachowanie Riven, wyłożył na ladę odpowiednią kwotę i skinął głową w geście pożegnania, równie uprzejmym, co zdystansowanym. Przecież nie mogła być o niego zazdrosna. Ta myśl przemknęła mu przez głowę niemal rozbawiona. Czy to pierwszy raz wychodził z kobietą z tawerny? Zbyt długo i zbyt konsekwentnie pracował na swoją opinię bawidamka, by kogokolwiek mogło to jeszcze zaskakiwać. Plotki krążyły szybciej niż statki między portami, a jego nazwisko często łączono z uśmiechami i sukniami. Nic nowego. Nic, co powinno kogokolwiek dotknąć. A może była zwyczajnie zła, że dzisiaj nie będzie opowieści? Że nie usiądzie jak zwykle przy ladzie, nie oprze się łokciami o drewno i nie zacznie snuć historii o lodowatych wodach, podejrzanych portach i śmiesznych wpadkach swoich marynarzy. Może przywykła do tego bardziej, niż on przypuszczał. Wzruszył w duchu ramionami. Wynagrodzi jej to. Kiedy powróci z Grenlandii, z nowymi historiami, z pieśnią na ustach i kieszeniami cięższymi niż dziś. Wtedy przyniesie jej opowieści. Powinna się wtedy rozchmurzyć. Przestać się na niego dąsać.
Odprowadził go zagadkowy wzrok starego Torina. Co oni dzisiaj tak na niego patrzyli? Kiedy tylko drzwi się zamknęły usłyszał krzyk Riven. Napiął się cały gotów zawrócić, ale wtedy powstrzymała go ciepła i miękka dłoń Scarlett oraz zapach jej perfum. W końcu sam jej powiedział, że ma go szukać w Tawernie, a potem udadzą się do niej, gdzie spędzi wieczór i noc nim rankiem, kiedy jeszcze mgła będzie osiadać w porcie rozpocznie przygotowania do trzytygodniowego rejsu. Życie toczyło się dalej.