• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 16.09.1951 | Wśród szeptów nocy
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Lorcan Lestrange
Akolici
Grzebiąc w duszy wydobywamy nieraz to, co leżałoby tam niepostrzeżenie.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
06-03-2026, 21:16

Wśród szeptów nocy
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Lorcan Lestrange
Akolici
Grzebiąc w duszy wydobywamy nieraz to, co leżałoby tam niepostrzeżenie.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
06-03-2026, 21:24
Muzyka wypełniała bogato zdobione przestronne wnętrze kamienicy, sunąc na fali gwaru ludzkich głosów, lecz nie dominuje go w pełni, a szkoda, bo wówczas zamykając powieki, można było odciąć się od tego towarzystwa. Nieprzyjemne uczucie osiadało na dnie piersi młodego poszukiwacza zaginionych artefaktów zaklęty w obraz salonowego przyjęcia na paryską modę zdominowanego tą specyficzną aurą słodkiego grzechu unoszącego się w powietrzu, grze niedomówień w słowach i gestach, trwającej kawalkadzie intencji i słownych potoków, z których prawda, o ile jakakolwiek wypływała, mogła wyłącznie gorszyć wrażliwsze ucho. Zakotwiczony w tym, tak do niego niepasującym miejscu zupełnym przypadkiem, przez znajomych z uczelni gonił myślami po poszlakach, które kolekcjonował, przygotowując się do kolejnej ekspedycji na wschód, za Wisłę i Dniepr, tam, gdzie słowa, bywały mniej znaczące, a milczenie wymowne, bo znak siły był argumentem, bezwzględnego posłuszeństwa. Głodny odkrywania kreślił palcem po mapie miejsca, w których przeszłość ścierała się z brutalną rzeczywistością, a przewroty, intrygi i wojny odciskały swe piętno na ziemi, budynkach i ludziach, ci ostatni, zawsze byli największymi przegranymi. Niezależnie od frontu, czy stronnictwa, nienawiść gubiła, każdego sprowadzając materię egzystencji do prymitywnego wyrazu, zatracając po drodze, coś tak wartościowego, jak moralność, nawet jeśli on sam nie powinien w tej kwestii zabierać zdania.
Czekoladowe tęczówki napotkały twarz gospodarza, ten rozbawiony, z rumieńcami na twarzy i potem skraplającym się na skroniach zapraszał wymownie po kolejnego drinka; kolejne rozdanie na drodze, ku zapomnieniu o myśli przewodniej, która nim kierowała. Nie chciał z nim pić, brać udziału w grze słówek w towarzystwie, które akceptował z konieczności, nie z wyboru. Bo jego wyborem była biblioteka, antykwariat i księga wskazująca cel – drogowskazy wyciągnięte z map i rękopisów, ta tułaczka z przewodnikiem, grupą badaczy, lub samotnie, wśród pustkowi, gdzie czuł prawdziwy oddech wolności. Pasja dyktowana ciekawością do wieków minionych, których echo, wciąż wybrzmiewa w tych niektórych, specyficznych miejscach. Dlatego im dłużej zastanawiał się, co wciąż tu robił, wśród tych ludzi, dochodził niespiesznie do konkluzji, iż była to najzwyczajniejsza w świecie tęsknota podyktowana egoizmem.
Zbyt wiele czasu poświęcił dla edukacji, kosztem tego typu przyjęć i spotkań towarzyskich, teraz gdy swoboda stanowiła wyznacznik jego kroków, a obowiązek nie krępował ruchów, miewał momenty, w jakich nadrabiał stracone lata. Nawet jeśli po kilku godzinach czuł się najzwyczajniej zmęczony rozmowami.
Przenikliwe spojrzenie złapało na moment profil złotowłosej kobiety widocznie adorowanej przez kilku mężczyzn półksiężycem otaczających ją, niczym pachołki, które można było zbijać. Uśmiechnął się, mimowolnie, bo ilekroć napotykał tę personę wzrokiem, tak za każdym razem skupiała na sobie uwagę – dziwną, bo prowokującą. A jednak lubił do niej wracać, jakby przyciągała go jakimś magnetyzmem. Usprawiedliwiał to drapieżnością spojrzenia, błyskiem w oku zdradzającym inteligencję, choć jednocześnie mogło to być złudne wrażenie, bo złapany w czar idealizowania nadpisywał odczucia. Dlatego odrzucił te myśli, jakby zrażony sam do siebie za tę słabość, mimowolnie sięgnął po kieliszek szampana ze srebrnej tacy kelnera, jakby potrzebował zwilżyć gardło, przez nagłą, a irytującą suchość.
Balkon i rześkie wrześniowe powietrze, niosło ulgę. Czuł, że od dłuższego czasu powinien się tu znaleźć. Zaczerpnąć ciszy w tej namiastce spokoju, jakie oferowało to miejsce przesycone nadmiernym, podekscytowaniem zgromadzonych. Absolutnie nic nie zdradzało, jednak tego, że i ona się tu zjawi. Słyszał plotki w towarzystwie i brał pod uwagę, tylko te, które miały szansę orbitować, wokół prawdy, lecz czym ona była w jej przypadku? Niewiadomą i zagadką.
— Myślisz, że w tym ich szaleństwie kryje się, tęsknota za wolnością? — srebrna papierośnica błyska w dłoniach mężczyzny, gdy kieruje ją w stronę towarzyszki. Blada tarcza księżyca wychyla się zza poszarpanych chmur, przyświecając im, a zdławiony rejwach w akompaniamencie muzyki schodzi na dalszy plan. Nocne tętno miasta mogło uspokajać, lecz potrafiło być równie zdradliwe.
Spojrzał jej w oczy. Pierwszy raz od samego początku tych podchodów. Śmiało, lecz bez sztucznie kreowanej arogancji, tak zdawać, by się mogło naturalnej u ludzi mu podobnych. Ciekawy jej osoby, tak jakby przenikliwością spojrzenia pragnął odróżnić kreację od artystki. Bo wszyscy tu udawali.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Anastasiya Trubetskoy
Czarodzieje
si tu n'existais pas déjà
je t'inventerais
Wiek
29
Zawód
utrzymanka i matka
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
5
10
Brak karty postaci
23-03-2026, 00:34
W uszach szumiał ten paryski gwar, ten paryski blichtr i ta paryska ― zgoła w swej formie nadęta ― poezja śpiewana; w oczach zaś błyszczał omam ― piękna iluzja rozrywkowego życia, wpływów, wyjątkowości, wreszcie i także wymarzonej wolności. Wypity armagnac podsycał to tylko wszystko kolorem, nadając wyjątkowego połysku, jej ruchom ― więcej jeszcze kociego wdzięku, słowom zaś odwagi; pozostawiony przezeń smak winogron zmyła jednak zaraz pociągnięciem cienkiego papierosa, odpalonego przez mężczyznę tego czy owego, to bez znaczenia. Jej mentor i przewodnik pozostawił ją dziś samą sobie, znikając cholera wie gdzie, przy okazji rugając ją zresztą za całusa-podziękę, którego śmiało złożyła na jego policzku w zamian za obiecany pokaz na lodzie; miała więc powody do zwrotu w kierunku przeciwnym od oczekiwanego, do zaszycia się w kamienicy enigmatycznego, zgoła ekscentrycznego towarzystwa, gotowego uraczyć ją rozrywkami i z niej samej też najpewniej uczynić jedną. Miała już okazję chichotać zalotnie, choć zgoła powściągliwie, w towarzystwie starszej od siebie kobiety; miała też okazję porwać w tan jednego z dojrzałych mężczyzn o gęstych brwiach, mrukliwie komentując jego lapidarne opowiastki o zbiorze esejów, nad którym właśnie pracował. Przedstawił się swoją polskością, usłyszawszy jej personalia jednoznacznie zaś powiązał ją z byciem przeciwniczką komunizmu, a on sam o Rosji myślał, że to największe piekło na Ziemi; i nie mylił się wielce, w czym prędko go upewniła, choć ponurych czasów dzieciństwa bynajmniej tu wspominać nie chciała. Czesław ― bo tak przedstawił go wreszcie ten drugi, kolega Georges, nieco od niego starszy i bardziej nią samą chyba zainteresowany ― znudził się prędko tańcem, gotów wypytywać o Prawdę i Kłamstwo, o sedno Nowej Wiary, ale na samą myśl o tacie ― i o wielkiej wojnie, i o ludziach, którzy go jej bezpowrotnie odebrali ― łzy naszły jej pod powiekami, a palce jeszcze to chętniej zdecydowały się łykać kolejne świadectwa wódki.
Więc jego już za plecami zostawiła, przepraszając cicho ― jako ta niedojrzała do poważnych dysput małolata ― zapraszając na swój najbliższy występ, wreszcie ― zbiegając do przeciwnego kąta strojnego mieszkania. Tam wiła się przez chwilę przy kuchennym blacie, czarując przystojnego młodzieńca i dowiadując przy okazji, że kontaktów w tym zepsutym świecie miał całkiem sporo, a i jego bankowa skrytka podobno ociekała złotem. Niewinny flirt szybko jednak przerodził się w nachalność, jego palce spoczęły odważnie blisko bioder, już gotowe dostać się pod obcisłą, choć elegancką, suknię w czarnym kolorze ― i wtedy to dopiero otrzeźwiała lekko, orientując się, że nad urokiem i samą sobą traciła z wolna panowanie, dlatego i jego zostawiła na wyczekującym wydechu, pomiędzy skromnym pocałunkiem, a nieznającym odpowiedzi pytaniem Voulez-vous coucher avec moi ce soir? Zbyła je ledwo kuszącym półuśmiechem, zbyła go wzburzonym przewróceniem blond lokami, wraz z zalotnym puszczeniem oczka; a jednak krok wygnał ją wreszcie na przestronny balkon, wprost do oczekiwanej ostoi wytchnienia, którego zaznać miała tylko na chwilę, tylko na moment ― bo splendor salonów ciekawszy był od liczenia migających latarni na dole.
W nim też tkwiła szansa, w nim też upatrywała cieni swojej przyszłości, łudząc się cicho, że dostąpi wreszcie bycia tą rzekomą księżniczką, że mała klitka zamieni się w duży apartament, albo i rezydencję na wsi, gdzie wspólnie z domowym skrzatem mogłaby pielić rządki pospolitych warzyw. Miała w sobie te dwa sprzeczne pierwiastki ― dziewczęcia z klasą, należącego do wielkiego miasta i wielkich możliwości, a zarazem jakiś cichy instynkt pogoni za normalnością. Te chciałaby ze sobą połączyć, te życzyłaby sobie ułożyć w tor życiowej sielanki, ale nie mogła jeszcze wiedzieć, że ta nigdy nie była jej pisana; jej spełnienie miało przyjść tylko w snach ― i nimi, już zawsze, miała tak naiwnie żyć.
W półmroku dostrzegła kolejnego mężczyznę, nie tracąc fasonu wyprostowała się więc trochę to nawet nienaturalnie, pozwalając wiatrowi rozwichrzyć długie włosy; omiotła go spojrzeniem raz czy dwa, nawet jeśli niezupełnie jej wypadało czynić to tak ostentacyjnie. Musiał to wyczuć, albo spodobała się i jemu ― jak każdemu innemu tutaj ― bo nagle dotarł do niej cichy głos, a wraz z nim błysnęła papierośnica; nie omieszkała sięgnąć do jej ram, nie omieszkała sugestywnie poczekać, aż własną inicjatywą nie podpali końca papierosa filuternie wciśniętego między wargi, a wtem wyszeptała:
― A może to właśnie w szaleństwie jest wolność? ― sprowokowała, zaintrygowana tak nagle nim całym, spragniona tak nagle usłyszeć odeń więcej. ― Prawda bywa nużąca, a ja mam dziś chyba wyjątkowy apetyt na kłamstwa ― pod warunkiem, że są podawane z wystarczającą dozą wdzięku ― drapieżnie dorzuciła, skoro już rozmawiali, skoro już zadawał tak kontrowersyjne pytanie; odchylając kosmyk leniwie opadający na czoło, dodała: ― A pan... potrafi kłamać tak ładnie, bym do rana nie chciała znać prawdy?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 18:55 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.