• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Zaakceptowane > Czarodzieje > George Lupin
George Lupin
Obrazek postaci
Dusza
Personalia rodziców
Hermenegilda Miggs & Henry Lupin
Aspiracje
Odprowadzenie wszystkich osób o niskiej moralności przed oblicze sprawiedliwości
Amortencja
Róża, Stare książki, Pędy sosny, zapach ziemi po deszczu
Różdżka
Pióro Hipogryfa, Cyprys, 11 cali, twarda
Hobby, pasje
jazda konna, quiddich, czytanie książek
Bogin
wielki pająk który góruje nad Londynem, a który symbolizuje rozpowszechniające się zło
Umysł
Data urodzenia
30.07.1926
Miejsce urodzenia
Londyn, Anglia
Miejsce zamieszkania
Londyn, East End
Język ojczysty
angielski
Genetyka
Czarodziej
Ukończona szkoła
Gryffindor, Hogwart
Zawód
auror
Czystość krwi
Półkrwi
Status majątkowy
Stabilna sakiewka
Ciało
36
180
80
Wiek
Wzrost
Waga
zielone
brązowe
Kolor oczu
Kolor włosów
Budowa ciała
Muskularna sylwetka, zbudowana na potrzeby zawodu. Umięśniony głównie w wyższej partii ciała. Wzrost ponad przeciętny, postawa wyprostowana.
Znaki szczególne
-
Preferowany ubiór
George na codzień ubiera skórzane kurtki pod którymi nosi swetry w ciemnych kolorach, oraz proste spodnie. Jego ubiór jest więc typowo mugolski, chociaż w swojej szafie ma kilka ubrań typowych dla czarodziejów - ciemne szaty nosi jedynie przy okazjach, które tego wymagają.
Zajęty wizerunek
Guy Remmers
Obrazek postaci

1926 - Londyn

Jestem dzieckiem Londynu. Kiedy miałem trzy lata pierwszy raz zgubiłem się matce w mugolskim metrze, chociaż dla nas było ono po prostu metrem. Później to zdarzenie nawiedzało mnie wiele lat w snach, ale pamiętam jedynie obrazy. To, kiedy stałem pod ścianą i widziałem wszystkich zmęczonych ludzi, którzy tabunami wchodzili do pojawiających się i znikających wagoników. Nie pamiętam za to jak się czułem, a przecież dla małego dziecka to musiało być przeżycie. Kiedy w końcu zostałem znaleziony, pamiętam ciepło matczynego uścisku i siłę z jakim mnie przytulała. Musiałem być sam przez ponad dziesięć minut, bo kiedy mnie znalazła, wyglądała jak biała ściana. Rodzice opowiadali mi później, że byłem tak wystraszony, że nie mówiłem przez kolejne trzy tygodnie. Ta rozłąka z rodzicem była brutalna, ale pewnie dzięki temu już cztery lata później biegałem samotnie pewny siebie po całym East Endzie.  Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego ta dzielnica ma taką nazwę, to mogę śmiało przyznać, że jest ona w pewnym stopniu krańcem Londynu, a w każdym razie tak mi się jawiła w dzieciństwie. Miałem konkretne ulice, których nazw musiałem się  nauczyć zanim nauczyłem się czytać. Musiałem wiedzieć, że nie wolno iść dalej, jeżeli widziałem  pomnik z pompą Aldgate, lub zawrócić do domu kiedy widzę drzwi teatru Hoxton Hall. Pamiętam, że mieliśmy wielu sąsiadów, a ja spędzałem czas z ich brudnymi dzieciakami. Zaglądaliśmy do teatrów, kradliśmy bułki ze straganów, robiliśmy sobie żarty z tłustego rzeźnika - jednym słowem byliśmy dzieciakami. Ganialiśmy całe dnie, ale mieliśmy zasadę, że trzeba było wrócić zanim zrobi się ciemno. Z dzieciństwa szczególnie pamiętam jedną sytuację, kiedy odkryłem, że niektóre dzieci są bardziej podłe od innych. Było to już na obrzeżach East Endu, wracałem do domu, kiedy zobaczyłem jak starsze chłopaki które kojarzyłem z tego, że pluły na przechodniów, ciągnęły małego chłopca w kierunku metra. Poczułem jakąś potrzebę śledzenia tej sytuacji i poszedłem za nimi. Ku mojemu ogromnemu zdumieniu, okazało się, że chcieli wepchnąć chłopca pod pociąg. Bez zastanowienia ruszyłem by mu pomóc, a kiedy spadł na tory skoczyłem za nim. Chłopiec zdawał się nie wiedzieć co ma zrobić, bo ewidentnie podczas upadku skręcił nogę. Złapałem go za szelki i na początku próbowałem wciągnąc na peron przy pomocy innych ludzi, którzy również zbiegli się by nam pomóc. Niestety pociąg właśnie nadjeżdżał, więc nawet kiedy ufało się go wciągnąć, na mnie już nie było czasu. Ruszyłem pędem przed siebie na początek stacji i biegłem tak szybko jak tylko mogłem. Cały peron wstrzymał oddech, kiedy przewróciłem się na ostatniej prostej. Odwróciłem się na plecy i już widziałem hamujący pociąg. Osłoniłem oczy ramieniem... i nagle wszystko ucichło. Otworzyłem oczy i zobaczyłem wychylającego się z pociągu motorniczego, który cały spocony krzyczał w moim kierunku, rozglądam się i widzę zdumionych ludzi. Dużo później zrozumiałem, że to był pierwszy moment w którym mogłem zginąć. I nie stało się tak tylko dlatego, że motorniczy w porę zatrzymał pociąg. 
Rozdygotany po tym zdarzeniu, kiedy wracałem do domu, nie wiedziałem, że w tym momencie coś się we mnie zmieniło. Kiedy siedziałem z rodziną wieczorem tego samego dnia, nie wiedziałem jak mam im powiedzieć o tym, co mnie dopiero co spotkało. Rodzice kłócili się, zaraz znów matka zaczęła płakać. Usiadłem przy rodzinnym pianinie i zacząłem beznamiętnie uderzać w klawisze, powtarzając znaną melodię. Układałem sobie w głowie wypowiedź, kiedy nagle usłyszałem ciszę. Dopiero, kiedy odwróciłem się by zobaczyć, co się dzieje, zobaczyłem wytrzeszczone oczy matki i na wpół otwarte usta ojca, i dopiero po chwili zorientowałem się, co jest tego powodem. Mianowicie trzy książki, świecznik oraz imbryczek z herbatą właśnie lewitowały nad moimi plecami. Kiedy się tylko zorientowałem, wszystkie przedmioty spadły na swoje miejsce, albo na ziemię. I tak właśnie   przebudziła się we mnie magiczna moc. 

1936 - Cisza w domu

Do Hogwartu poszedłem uświadomiony przez rodziców. Moja matka - pochodząca z mugolskiej rodziny, nie miała pojęcia czym jest Hogwart, ale ojciec wiedział doskonale. O magii w domu nie rozmawialiśmy aż do dnia w którym wróciłem z przygody w metrze. Mój ojciec mówił później, że zobaczył we mnie zmianę i zrozumiał, że już czas. Był niesamowicie podekscytowany i nigdy wcześniej go takim nie widziałem. Pokazał mi ruszające się zdjęcia, swoją różdżkę i obiecał że za kilka lat ja też podobną dostanę. Ostatni rok w normalnej szkole był szczególnie trudny, bo odczuwałem niewyjaśnione napięcie związane z oczekiwaniem na list o którym opowiadał mi ojciec. List nie przychodził, a ja z każdym dniem zaczynałem wątpić w to, czy jestem czarodziejem tak jak ojciec. Jak to dzieci mają w zwyczaju, nie mogąc do końca pojać czasu, wkrótce zapomniałem o tym i wróciłem do swoich zwykłych - mugolskich zachowań.


1937 - Gryffindor


W końcu jednak list przyszedł. A wraz z nim ekscytacja, która ogarneła cały nasz dom. Ojciec poszedł ze mną na zakupy podczas których po raz pierwszy zobaczyłem jego część świata i nie mogłem pojąć dlaczego się z nim ukrywał. Zadawałem mu mnóstwo pytań nie tylko o jego życie, ale również o ludzi których widzieliśmy na Pokątnej. W dniu wyjazdu do Hogwartu matka zalewała się łzami, bliźniaki patrzyły na mnie obojętnie,  nie wiedząc że nie będą mnie widzieć przez kolejny rok, a ojciec zostawił mnie na peronie. Nie wszedł ze mną za magiczną ścianę, mówiąc że tę drogę muszę przebyć sam. 
Pozostawiony sam sobie, pojechałem do Szkoły i dopiero w pociągu dowiedziałem się, że inne dzieciaki wiedzą o tym świecie duzo więcej, a ich rodzice nie ukrywają się z magią. Zdumiewało mnie to ogromnie, ale przezornie nie wspominałem o sekrecie ojca. Nikt nie kojarzył jego nazwiska, albo może tylko tak mówili. Ktoś wspominał o Lupinie autorze magicznych bestesellerów kryminalnych i gdzieś z zakamarków pamięci wydobyłem informację, że może chodzić o brata mojego ojca - który mieszkał obecnie w Paryżu i o którym w domu sie nie rozmawiało. 
Pierwszy rok był dla mnie więc odkryciem. Drugi był obietnicą, trzeci stał się fundamentem na którym przez kolejne cztery lata budowałem swoją obecność w magicznym świecie. Szczególnie mocno utożsamiałem się z wartościami mojego domu - Gryffindoru. A na piątym roku okazało się, że lata praktyki latania na miotle pozwoliły mi w końcu spełnić jedno z marzeń, które miałem odkąd tylko przekroczyłem mury szkoły i dowiedziałem się o Quiddichu. Dostałem się do drużyny na pozycję Obrońcy. I byłem przekonany, że właśnie tak będzie wyglądała moja przyszłość. Przepełniona uwielbieniem tłumów, w jednej z drużyn, a może nawet - jako reprezentant kraju. 
W szkole najlepiej szło mi w przedmiotach związanych z zaklęciami, uczęszczałem do Klubu Pojedynków i byłem asem w Obronie Przed Czarną Magią. Nieco gorzej odnajdywałem się na zajęciach z ONMS, bo chociaż magiczne kreatury były fascynujące, nie miałem do nich ręki i gdyby nie mój kolega z ławki pewnie straciłbym nie jeden palec podczas zajęć. Inne przedmioty szły mi dobrze, zdaje się że odkąd pogodziłem się z tym kim jestem, szkoła nagle zaczeła mnie fascynować. Szczególnie lubiłem czytać o historii magii, chociaż miałem na to ograniczony czas przy wszystkich innych aktywnościach, które zajmują nastoletnich chłopców. 
Już pod koniec mojej nauki w Hogwarcie stała się rzecz nieopisana, przez którą zdecydowałem się zaraz po skończeniu szkoły pójść do wojska. Podczas bombardowań Londynu ucierpiała cała moja dzielnica, zgineło wielu przyjaciół a mój dom rodzinny został zdewastowany. Całe szczęście, że nikt z moich bliskich nie ucierpiał, ale nie miałem gdzie wracać i po roku 1940 mieszkaliśmy już daleko poza Londynem w małej wiosce na środku niczego. 

1944 - Dziecko na wojnie

Moje plany związane z wojskiem zostały pokrzyżowane przez sytuację polityczną. Z początku chciałem zaciągnąc się do mugolskiego wojska. Wyobrażałem sobie, że z pistoletem w jednej ręce, a różdżką w drugiej będę w stanie zrobić dla Zjednoczonego Królestwa więcej niż osoby niemagiczne. Z moimi przemyśleniami poszedłem jednak nie na policję, nie do punkty w którym mogę się zaciągnąć. Poszedłem do nauczyciela z Hogwartu - tak jak każdy nastolatek, który nie ma wsparcia w swojej rodzinie, szukałem innych autorytetów. Możliwe, że to gryfońska duma, a może po prostu szczęście, że nie trafiłem na takiego nauczyciela, który zgłosiłby mnie do Ministerstwa, zanim mi pomógł. Ale ten konkretny podpowiedział mi, że powinienem porozmawiać z ludźmi ze Stronnictwa Dumbledora z którymi mnie skontaktował. Podczas wojny każda różdżka jest potrzebna, mówili, może widząc we mnie mięso armatnie, a może po prostu wierzyli w zapał z którym wyrywałem się do bitwy. Kiedy kazali mi siedzieć na miejscu i zajmować się najprostszymi czynnościami, ja goniłem za nimi ślepo wierząc, że tam lepiej się przydam.  Nim się zorientowałem, zostałem wciągnięty w do Stronnictwa Dumbledora i pomimo młodego wieku walczyłem z ludźmi w wojnie, która wcale nie była moja. Kiedy mówię, że nie była moja, chodzi mi o to, że nie rozumiałem jej. W mojej naiwnej ocenie, należało połączyć siły i wspólnie stawiać czoła wrogom politycznym, ale szybko okazało się, że jestem w tym poglądzie osamotniony. Chyba właśnie wtedy zrozumiałem swojego ojca dogłębnie. Tą jego niechęć do świata, który odcina się od całej rzeszy ludzi. Tego w którym nie znajdowałem innych, którzy tak jak ja chcieli dbać o los zarówno osób magicznych jak i niemagicznych. Wcześniej rozumiałem jego podekscytowanie związane z tym, że posiadałem moc, ale nigdy tak do końca nie mogłem pojąć dlaczego odciął się od magicznej części społeczeństwa. Aż do Wielkiej Wojny, kiedy jakiekolwiek próby łączenia tych światów, okazywały się zabronione, nie mówiono o nich wcale, albo ukrócano moje słowa. Po zwycięstwie zamknąłem się w sobie, spakowałem plecak i pojechałem do Walii. 

1945 - Walia

Rok, tylko jeden rok udało mi się walczyć na wojnie, ale ten rok wystarczył, by skalić moje serce i duszę na wieczność. Podczas wojny nabyłem umiejętność łącznej teleportacji, która pomagała mi uratować te osoby, które nie mogły się już ewakuować. Do dziś mógłbym wymienić ich wszystkie nazwiska, pamiętam każde przerażone spojrzenie błagające o to, by teleportacja się udała. Niestety pamiętam również przedostatnią, która się nie udała i poczas której straciłem nie jedną, ale dwie osoby. Po tej nieudanej teleportacji na dwa lata zaniechałem podobnych działań. Przebywanie pośród owiec przez dwa lata nauczyło mnie więcej o samym sobie niż którekolwiek z wcześniejszych wydarzeń. Wróciłem do korzeni. Zapuściłem brodę, czytałem książki i piłem herbatę. Miałem okropne sny, sny w których bomby spadały mi na głowę, sny w których zielone światło dotykało całe grupy dzieci, sny w których gubiłem po drodze ludzi i pojawiałem się w miejscach sam, szukając ich za sobą. Te koszmary nie opuściły mnie nigdy i do dziś czasami zdarza mi się obudzić z krzykiem. 


1946 - Kurs aurorski, powrót do Londynu


Do żywych wróciłem z postanowieniem oraz obietnicą zapisaną w liście od przyjaciela ze szkoły. Znajdziemy naszą drogę na kursie aurorskim. Zapisałem się, na szczęście udało mi się dostać w tym samym roku co Conrad na kurs. Znów miałem zajętą głowę, kilkanaście miesięcy nauki przed sobą. Pierwsze dwa lata dawałem sobie radę wybitnie, przechodząc sam swoje oczekiwania wobec siebie. Byłem zwinny, myślałem szybko, a kiedy coś mi nie wychodziło, siedziałem nad zaklęciem tak długo i uparcie, aż było to co robiłem akceptowalne. Moje doświadczenie na pewno tu pomogło, ale miałem jeszcze wiele do nauczenia się nim przyjęto mnie w szeregi aurorów. Po pierwsze okazało się, że wszystko co wiedziałem o obronie przed czarną magią to zaledwie kilka procent prawdziwej wiedzy, którą powinienem posiąść. Po drugie powiedziano mi, że nie mogę wzbraniać się przed teleportacją łączną, bo lęk który we mnie wzbudza jest irracjonalny. Po trzecie prawie wycofano mnie i przeniesiono do magicznej policji, stwierdzając że nie mam w charakterze cech typowych dla aurora. Byłem może zbyt pogodny, może zbyt wielkimi ideałami żyło moje serce. W tamtym momencie przyszło załamanie i już tylko wsparcie przyjaciela pomogło mi na wszystkich trzech frontach. Serce zamknąłem, głowę oczyściłem i zacząłem nadrabiać zaległości o których dotąd nie miałem pojęcia. 


1950 - staż i praca w Biurze Aurorów


Rozdzieleni podczas stażu, zostaliśmy przydzieleni do różnych działów, co przeżyłem kolejnym załamaniem. Moje ambicje musiały dostać jednak niezłego kopa, kiedy zobaczyłem kolejną osobę, która została pozbawiona przyszłości aurorskiej. Ucząc się na jej błędach, robiłem wszystko by nie dać się degradować podobnie jak oni. Tu zdecydowanie działało na korzyć to, co wcześniej uznawano za moją słabość - jeden cel: sprawiedliwość. Miałem wysokie poczucie moralności i chociaż to umiejętności w walce przeważały na moją korzyść, to właśnie natura i umiejętność poprawnej analizy sytuacji, była tym co wyróżniało mnie na tle innych. Okazało się, że moją mocną stroną jest analiza danych, przypominająca wręcz pracę detektywistyczną. Po dwuletnim okresie próbnym, podczas którego poznawałem kolejne tajniki pracy aurorów, uczyłem się między innymi sposobów śledzenia, czy prowadzenia dochodzenia, zostałem w końcu przyjęty. Oboje zostaliśmy. Od tego momentu każdego razu, kiedy dostawałem kolejne zlecenie, walczyłem o to, by nie zostać wsadzony w szufladkę "młodzika". Jasne, że na początku jedynie wspierałem działania zespołów, ale wkrótce zacząłem dostawać zadania coraz bardziej ciekawe, a im bliżej pracowałem u boku Bonesa, tym lepiej mi szło. W końcu przełożeni musieli zauważyć, że jesteśmy duetem, którego nie opłacało się rozdzielać. 

1956 - Szeregi Dumbledora

W międczasie znów zamieszkałem w Londynie, w jednej z odbudowanych kamienic na ulicy na której się wychowywałem. Nie była juz to ta sama dzielnica, ponad połowa osób z niej znikneła, ale wspomnienia które wiązałem z East Endem pozwalały mi sięgać pamięcią do lepszych dni. Dzięki pracy podróżowałem po całym Zjednoczonym Królestwie. Widziałem jak powoli zmieniało się społeczeństwo, jak opornie zmieniali się czarodzeje, jak szybko osoby niemagiczne zapominały o trudach niedawnej wojny. Szukałem tu swojego miejsca. Dzięki pracy w Biurze Aurorów miałem  kontakty do osób, które utrzymywały zażyłe stosunki ze Zwolennikami Dumbledora. Postanowiłem, że to dobra droga by szukać jakiejś sprawiedliwości w tym świecie. Po kilku spotkaniach, podczas których zapewniłem o tym, że mogą nam nie liczyć, uzgodniliśmy, że jeżeli będą chcieli podjać działania na tle politycznym, to ich wesprę. W ich szeregi wróciłem z entuzjazmem, którego obawiałem się, że już w sobie nie odnajdę. W ostatnich latach żyłem codziennością, stawiałem nogę przed nogą, a każdy dzień traktowałem z wdzięcznością, że jeszcze tu jestem. Zostało we mnie coś jeszcze z energicznego chłopaka, zostało też coś ze zniszczonego mężczyzny który snuł się po wichrowych wzgórzach Walii, miałem w sobie odwagę, cierpliwość i jakieś przekonanie, że przecież jeszcze będzie dobrze. 
0
Pozostało PP
wand
0
Pozostało PM
22
11
0
OPCM
Uroki
Czarna magia
0
0
0
Transmutacja
Magia lecznicza
Eliksiry
10
15
10
Siła
Wytrzymałość
Szybkość
Ścieżka VI — Nauka
Znajomość teorii magii
Innowacje interdyscyplinarne
Ścieżka VIII — Historia i kultura magiczna
Historia cywilizacji
Znajomość obyczajów i etykiety
Ścieżka IX — Mugoloznawstwo
Historia i kultura mugoli
Mugolska technologia i jej wpływ na magię
Mugolska broń
Ścieżka X — Polityka i prawo
Śledztwa i dochodzenia
Taktyka przesłuchań
Ścieżka XIII — Szpiegostwo
Kamuflaż i maskowanie tożsamości
Sztuka infiltracji
Unikanie pułapek i zabezpieczeń
Skradanie się
Fałszerstwo i manipulacja dokumentami
Ścieżka XV — Przetrwanie
Tropienie i śledzenie
Ścieżka XVIII — Sport
Latanie na miotle
Ścieżka XXI — Magiczna umiejętność
Teleportacja łączna

drzewko

Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
21-01-2026, 21:46

Witamy na forum Serpens!

Mistrz Gry utworzył dla Ciebie osobisty dział, w którym została umieszczona Twoja skrytka bankowa. Udaj się do niego i opublikuj temat z sowią pocztą oraz umieść tam swój prywatny kuferek. Na start otrzymujesz też od nas skromny prezent – znajdziesz go w swoim ekwipunku.

Możesz już rozpocząć zabawę na forum! Zachęcamy, abyś sprawdził, co Ci się przyśniło, rozeznał się w aktualnych wydarzeniach oraz spytał, kto zaczyna.

Odtąd Twoje słowa, decyzje i sojusze mają znaczenie. Uważaj, komu zaufasz — wężowe języki są zdradliwe. Dobrej zabawy!

Karta zaakceptowana przez: Lucinda Macnair

    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
28-01-2026, 11:57

George Lupin

Ekwipunek

pozostałe przedmioty spoza automatycznego ekwipunku

darmowa sowa pocztowa

Historia rozwoju

[28.01.2026] zatwierdzenie karty postaci, +1 do uroków
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 11:02 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.