• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Dolina Godryka, Brzozowy Dom > Weranda
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
25-01-2026, 21:36

Weranda
Weranda wychodzi prosto na nieduży ogród Bonesów. Deski pod stopami noszą ślady czasu, a nad głową rozciąga się dach wsparty na prostych kolumnach, dający przyjemny cień. Miękkie sofy i fotele z poduszkami zachęcają do leniwego siedzenia z herbatą lub książką. Między meblami stoją donice z roślinami i wiszące lampiony, które wieczorem rozlewają delikatne, złote światło. Z werandy słychać szum liści i śpiew ptaków, jakby ogród był naturalnym przedłużeniem domu. To miejsce ciszy, odpoczynku i długich rozmów, gdzie dzień kończy się powoli i bez pośpiechu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Arabella Bones
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
39
Zawód
Magizoolog, spec. stworzenia latające
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
0
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
02-02-2026, 19:19
|05.05.1962

Weranda była pierwszym miejscem do którego udawali się mieszkańcy szukając wyciszenia. Deski pod stopami lekko skrzypiały pamiętając wszystkie chwile, zarówno te dobre jak i przepełnione smutkiem. Cień rzucany przez dach oparty na prostych kolumnach chronił przed słońcem i dawał wytchnienie. Powietrze było tu inne. Spokojniejsze, cięższe od zapachu zieleni i herbaty stygnącej w filiżankach. Ogród zaczynał się tuż za balustradą. Liście poruszały się cicho, ptaki prowadziły swoje rozmowy, nie zwracając uwagi na ludzi. Miękkie sofy i fotele zapraszały do tego, by usiąść i zostać, na chwilę, choćby bez powodu. Donice z roślinami i lampiony zawieszone nad głowami tworzyły przestrzeń, w której czas tracił ostrość, a wieczory rozciągały się leniwie, pełne półszeptów i niedopowiedzianych słów.
Kiedy zawitał w jej progach, na zaproszenie, które wysłała, pełne wyrzutów podszytych smutkiem, od razu skierowała ich kroki w stronę werandy. Ogród o tej porze roku był już w pełni obudzony, jakby maj przyszedł nagle i bez ostrzeżenia, wypełniając każdą wolną przestrzeń zielenią. Trawa była gęsta i świeża, jeszcze miękka po porannej rosie, a jej zapach unosił się w powietrzu ciężki i czysty zarazem. Rabaty przy ścieżkach pękały od kolorów. Róże dopiero nabierały odwagi, jaśmin rozsiewał słodką woń, a drobne kwiaty, których nazw nikt już nie pamiętał, wypełniały przestrzeń między nimi jak naturalne dopełnienie. Powietrze drgało od dźwięków. Pszczoły krążyły nisko, niespiesznie, jakby miały na to całe popołudnie. Ptaki odzywały się z żywopłotów i koron drzew, prowadząc rozmowy, których sens był jasny tylko dla nich. Gdzieś dalej słychać było ciche skrzypnięcie furtki i stłumione kroki na żwirowej alejce, dźwięki codzienne, oswojone, wpisane w rytm tego miejsca.
Arabella krzątała się przez chwilę w kuchni otoczona zapachem herbaty i świeżo upieczonego ciasta migdałowego. Lorcan miał zostać na werandzie i nie przeszkadzać, wybrać sobie miejsce. -Theek hai - Zaczęła wychodząc do czarodzieja, a przed nią lewitowała taca z herbatą i pokrojonym ciastem. Cicho opadła na stoliczek, brzęcząc przy tym przyjemnie. Czarownica ubrana w luźne ubrania, niezliczoną ilość biżuterii, która dzwoniła na jej nadgarstkach, sięgnęła ku dzbankowi, z którego rozlała do czarek parującą herbatę zaprawioną kardamonem. -To skoro już wiemy, że przebywasz w Anglii od jakiegoś czasu, to powiedz co robisz i dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? - Zagadała ciepłym i miękkim jak aksamit głosem. Na twarzy kobiety pojawił się uśmiech, bo choć słowa brzmiały przyganą, to chwila irytacji jaka jej towarzyszyła kiedy pisała list do dawnego znajomego, już dawno przebrzmiała. Teraz, kierowała nią wyłącznie ciekawość o tym jak mu się wiodło i czym życie go znów zaskoczyło.
Swego czasu była mu pociechą kiedy stracił żonę, gdy świat nadał mu tytuł wdowca i musiał zmierzyć się z nim oraz wszelkimi konsekwencjami. Był wtedy niczym zranione zwierzę, które potrzebowało wyłącznie cierpliwości i opieki, a tej inni dawali mu zdecydowanie za mało. Z tego co słyszała z plotek, to zraniony nie był, a wręcz przeciwnie zyskiwał kolejną młodość i otwierał nowy rozdział. Chciała to jednak usłyszeć od niego, opowiedziane słowami, które uważa za najlepsze do przedstawienia jej swojego punktu widzenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Lorcan Lestrange
Akolici
Głupiec z sercem i bez rozumu jest równie nieszczęśliwy, jak głupiec z rozumem i bez serca.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
10-02-2026, 16:12
Przez ostatni miesiąc nadrabiał zaległości towarzyskie, tak było za każdym razem, gdy znikał na kilka miesięcy, pozostawiając za sobą dziwnie naznaczoną cieniem niezrozumienia pustkę, niewielu go rozumiało, a jeszcze mniejsze grono próbowało zrozumieć, nigdy jednak nikogo o to nie obwiniał. A mając wąskie grono osób mu bliskich, przed jakimi to poczuwał się do jakichkolwiek zwierzeń, zawsze starał się znaleźć czas i sposobność, aby nadrobić stracony czas podczas wizyty lub spotkań towarzyskich. Tak też się rzecz miała z panną Bones, która niegdyś w przeszłości pochyliła się życzliwie nad jego udręczoną w żałobnym tonie duszą i zaprosiła w krąg znajomych; ludzi odwiedzających ją, których zwykła pokrzepiać ciepłym słowem i ciastem. Ta sielanka życia płynąca z jej oczu serdeczność, ba naturalna sobie dobroć wyzbyta jakiegokolwiek negatywnego odcieniu łamała stare, bo ze szkolnych lat schematy zachowań wobec niej. Przywracała wspomnienia z chwil, gdzie jedyną troską były zaliczenia przedmiotów, a troski dorosłego życia umykały dziecięcej uwadze.
Wspomniał tamte chwile z lekkim sentymentalizmem, jaki coraz częściej go nawiedzał, być może powolne zbliżanie się do kolejnych okrągłych urodzin sprawiało, że w ludziach zachodziły, takie odruchy?
Poprawił mankiety lekkiej, bo niezbyt oficjalnej marynarki i poluzował koszulę przy kołnierzyku, o zaledwie jeden guzik. Maj przyszedł szybko i rozpieszczał wiosenną, jakże przyjemną temperaturą. Lubił czas rozkwitu; czuło się zewsząd życie, zwłaszcza przebywając na łonie natury. Nigdy nie wyobrażał sobie, aby Arabella, mogła dłużej pomieszkiwać w jednym z wielkich miast, zwyczajnie i całkowicie po ludzku, by tam uschła z tęsknoty za zieloną przestrzenią ciągnącą się, aż po horyzont. Ten spokój udzielał się i jemu, nawet jeśli lubił przyrodę, a mieszkanie w mieście zawsze postrzegał w kategoriach tymczasowej konieczności, aniżeli na stałe.
Przyjaciółka oczekiwała jego wizyty jak zwykle przygotowana i pewna jego punktualnego przybycia. W ostatnich tygodniach nie miał to prawda zbyt wiele czasu wolnego. Duchy przeszłości ponownie zawitały w jego życiu, a zwłaszcza jedna dusza, która kreśliła się ponownie jasnym blaskiem na jego horyzoncie, lecz skrytość ich relacji, to jak ta była budowana przez lata i jak nieoczywista mogła się wydawać, nigdy nie stanowiła obiektu rozmów, a tym bardziej plotek wobec jego osoby. Daleki był od afiszowania się i robienia skandali, jakby tę gałąź jego prywatności zostawiał wyłącznie dla siebie, bo nawet przed rodzonym bratem nie spowiadał się z takowych wydarzeń, jeśli te miały miejsce.
Dla świata pozostawał wdowcem, nawet jeśli przyjaciele i bliskie osoby w tym Arabella, dostrzegały, iż całun żałobny, już dawno opadł, pozostawiając wyłącznie po sobie nostalgię i wspomnienia, lecz te nie wpływały i nie definiowały jego przyszłości – szedł przed siebie dalej.
— Sprawy związane z moją ostatnią wizytą na bliskim wschodzie zatrzymały mnie w Londynie, wraz z nimi niedokończone porachunki, które należało uregulować. — Uśmiechnął się przepraszająco, choć na jego twarzy rysowała się powaga, a w oczach dominował czujny, acz ciepły błysk. — Dobrze cię widzieć — po przywitaniu się wyciągnął dłoń w kierunku kobiety i wręczył jej drobną paczuszkę z elegancko zapakowanymi herbatami, słodkościami i drobiazgami z bliskiego wschodu. — Proszę na osłodę w rekompensacie za czas w oczekiwaniu — pozytywny wyraz twarzy nie znika z jego oblicza, wciąż się na nim utrzymuje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Arabella Bones
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
39
Zawód
Magizoolog, spec. stworzenia latające
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
0
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
16-02-2026, 16:05
Swego czasu myślała, że to Indie staną się jej domem. Sądziła, że nigdy nie wróci do Anglii bo tam czuła się dobrze, powoli zapuszczając korzenie. Jednak zew rodziny sprawił, że powróciła na Wyspy i to do domu rodzinnego gdzie przyjęła na siebie rolę opiekunki domowego ogniska. Matka, po śmierci ojca zamknęła się w sobie. Całe dnie spędzała u siebie w pokoju albo w ogrodzie. Niewiele mówiła, choć wieczorami zbierało się jej na wspomnienia. Arabella otoczyła ją opieką, czuwała nad młodszymi braćmi - oddała się całkowicie rodzinie nie marząc nawet o założeniu własnej. Choć tak naprawdę ją miała. Przyjaciele wiedzieli, że zawsze otworzy przed nimi dom jak również serce. Wysłucha trosk, udzieli rady lub zwyczajnie potrzyma za dłoń w chwili zwątpienia.
Przygotowując herbatę zerkała w stronę werandy gdzie zostawiła Lorcana. Przyglądała się jego postawie, jak wodził wzrokiem po ogrodzie. Sprawdzała jak wiele trosk spoczywa na jego barkach, a być może nie było tym razem ich tak wiele i mężczyzna żył swoim życiem patrząc w przyszłość. Trzymał swoją prywatność pod całunem milczenia. Nie słyszało się o wielu skandalach z nim związanych, pozwalając, aby opinia publiczna wiedziała to co chciał ujawnić. Nie żyła w świecie błękitnokrwistych. Miała ten przywilej bycia niewidzialną i bardzo sobie to ceniła. Nie dla niej życie na świeczniku i pod ciągłym ostrzałem oceniających spojrzeń. Mogła się zaszyć w Dolinie Godryka, oddawać się codzienności, którą tak ukochała.
-Brzmi złowieszczo. - Skomentowała ostatnie stwierdzenie, a uśmiech nie schodził z jej twarzy kiedy podszedł i wręczył jej paczuszkę. -Nie myśl sobie, że tak łatwo się wywiniesz. - Odparła ze śmiechem w głosie i ujęła prezent w dłonie. Promienie słońca mieniły się na licznych bransoletkach. -Dziękuję. - Dostrzegła drobiazgi z bliskiego wschodu, usiadała na miękkiej kanapie i rozlała herbatę do filiżanek. -To opowiadaj, gdzie byłeś? - Zagadnęła wiedząc, że będzie chciał podzielić się wspomnieniami i tego czego doświadczył, a ona będzie słuchać, ponieważ podróże i inne kultury nie były jej obce. Rozłożyła ciasto na talerzyki i jeden podała mężczyźnie.
Lubiła te momenty, kiedy ktoś siadał naprzeciw niej i zaczynał opowiadać; nieśmiało albo z ożywieniem, czasem chaotycznie, a czasem z zadziwiającą dbałością o szczegóły. Wtedy milkła w sobie cała jej własna codzienność. Odsuwała ją delikatnie na bok, jakby robiła miejsce przy stole dla czyichś wspomnień. Słuchała uważnie, z naturalnym odruchem serca. Wyczuwała emocje niemal namacalnie to całe ich kłębowisko. Radość iskrzącą się pod skórą, dumę, która prostowała plecy opowiadającego, niepewność ukrytą w przygryzionej wardze, żal przemykający cieniem przez twarz. Widziała je w gestach i spojrzeniach, w roziskrzonych oczach, w uśmiechu, który czasem pojawiał się za wcześnie, jakby miał zasłonić coś bardziej kruchego. Słyszała je w drżeniu głosu, w zawahaniu między jednym a drugim zdaniem, w oddechu, który nagle stawał się płytszy. Zatapiała się w ich słowach jak w ciepłej wodzie, pozwalając, by opływały ją kolory i zapachy, o których mówili. Potrafiła wyobrazić sobie wszystko tak wyraźnie, jakby sama tam była, a jednocześnie zostawiała opowieść w całości do nich należącą. Czasem wystarczył jej lekki uśmiech, a rozmówca naprawdę czuł się zrozumiany. W jej obecności ludzie miękli. Prostowali to, co w nich było poplątane, i wypowiadali rzeczy, których wcześniej nie potrafili nazwać. Nie dlatego, że zadawała szczególne pytania, lecz dlatego, że słuchała tak, jakby każda historia była cenna. Jakby każde doświadczenie, nawet najmniejsze, zasługiwało na uwagę. A kiedy kończyli mówić, patrzyła na nich z łagodnością. Mogła dać im chwilę wytchnienia i stanowili jej drugą rodzinę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Lorcan Lestrange
Akolici
Głupiec z sercem i bez rozumu jest równie nieszczęśliwy, jak głupiec z rozumem i bez serca.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
24-02-2026, 22:02
Ciężar rodzinnego zobowiązania odczuł wzorem wielu mu podobnych w młodym wieku, jednocześnie należał do grona tych szczęśliwców, którzy odnaleźli wspólny język z partnerką życiową. Wiedział, że los mógł zadecydować inaczej, a nieustanna walka i ciche dni, mogły stanowić o jego codzienności, tak on miał w tym względzie prawdziwe szczęście – tak wiedział, jednocześnie, że od wyroków nestora nie ma ucieczki, było to zero-jedynkowe rozwiązanie, niosące za sobą widmo konsekwencji. Zastanawiał się, czy Arabella stawała w swym życiu przed podobnymi sytuacjami, gdzie dobro rodziny, było ponad jej własne? A może to wyrokowało o jej powrocie z Indii, temat ten zawsze naruszali, ale nigdy nie zgłębiali w pełni, jakby z obawy, a może nie chciał, zbyt głęboko zapuszczać się w skraj prywaty, jakby chcąc pozostawić jej te swoje tajemnice. Kobieta była niezwykle domyślna i potrafiła czytać dokładnie emocje swojego rozmówcy, dlatego też nie krył się z nimi, bo nie zwykł mamić i zwodzić osób, na których mu zależało. Nie mówił także całej prawdy, bo ta miała wiele twarzy i nie był pewien, czy powinien przed kimkolwiek otwierać się z tymi zwierzeniami. Milczenie bywało ratunkiem przed popełnieniem błędu, bo to nie tak, że nie ufał przyjaciółce, nawet jeśli miał z tym widoczny problem, tak często sprawy, które dotyczyły jego zahaczały również o inne osoby, dlatego postępował dyskretnie, jak dyplomata, czy szpieg.
— Szczerze mówiąc, chciałbym, aby niektóre z dokonanych faktów i odkrytych tajemnic, pozostały dla mnie nieodkryte, czasem łatwiej trwać w nieświadomości, niż wprost przeciwnie — radzenie sobie z pewnymi kwestiami w tym natury emocjonalnej, bywało dla historyka problematyczne, bo często szukał logicznego rozwiązania, kiedy to było najmniej adekwatnym do sytuacji. — Londyn to czarna dziura; potrafi skutecznie wessać człowieka, a mojej rodzinie wystarczy świadomość, że żyje i jestem w kraju — stwierdził, rozpamiętując jednocześnie dziwny list od ojca, który nakazywał niezwłoczny powrót, a jednocześnie nie wyjaśniał, niczego poza tym. To mogło budzić irytację, a kaprysy staruszka przekonywał się o tym już wcześnie nie rzadko, bywały przelotnym kaprysem, tak jednak w tej sprawie milczenie, mogło zapowiadać nadchodzącą burzę.
Skinął głową w podziękowaniu za herbatę i ujął dłonią porcelanowe naczynie, napawając się ciepłem bijącym od naparu. Westchnął rozkoszując się, tą sielską atmosferą, jaka panowała wokół – zazdrościł jej tego. — Byłem nie tak dawno u jednego przyjaciela, który mieszka na obrzeżach w przytulnej, ale nie przytłaczającej rezydencji. Przyznam uczciwie, że zarówno u niego, jak i u ciebie właśnie odnajduje spokój, którego próżno szukać, gdziekolwiek indziej — uśmiecha się, z lekka zakłopotany, bo przypomina sobie dom letniskowy w Kornwalii, w jakim bywał wraz z rodzeństwem podczas przerwy letniej. To miejsce jednak stało się domem brata, a on, choć wspomnieniami sentymentalnymi wracał do tamtego miejsca, tak nie przypisywał mu aż takiej sielskiej aury, być może przez fakt, iż zawsze cień ojca nad nim czatował, nawet gdy znikał za wzgórzami, to wiedział, że gdy wróci po zmroku, to z nim czekać go będzie konfrontacja. Teraz jednak jako dorosły mężczyzna lęk ten przeminął, już przestał dewastować myśli, ale jakaś nuta goryczy do tamtego domostwa pozostała.
— Wróciłem z Damaszku, badałem, a raczej usiłowałem badać struktury zakonów rycerskich, chcąc wierzyć, że magowie również odcisnęli swe piętno w tych niemal mistycznych formacjach — wspominał przyjaciółce już kiedyś przy okazji innego spotkania, o jego próbach zrozumienia mugolskich zakonów. Fascynowały go.
— A ty, co robiłaś? — jego spojrzenie nabrało przenikliwości, jak zawsze, kiedy zadawał pytania. Cień uśmiechu lekko wypłynął na poważne oblicze, które jasno sugerowało, że nie pozostanie bierny w tej rozmowie i też wyciągnie z niej plotki oraz ciekawe historie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Arabella Bones
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
39
Zawód
Magizoolog, spec. stworzenia latające
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
0
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
25-02-2026, 18:39
Nigdy nie naciskała, by mówili więcej, niż byli gotowi unieść w danym momencie. Wiedziała, że każde wyznanie ma swój ciężar, a niektóre słowa potrzebują czasu, by dojrzeć do brzmienia. Cisza nie była dla niej wrogiem rozmowy. Teraz, patrząc na Lorcana, widziała wyraźnie, że dozuje jej informacje. Ostrożnie, niemal z namysłem odmierzał to, czym mógł się podzielić. Nie było w tym chłodu ani próby odcięcia się od Arabelli. To nie mur stawiał między sobą a światem, lecz chronił w sobie coś jeszcze zbyt świeżego, zbyt bolesnego, by wystawić to na światło. Dostrzegała w jego spojrzeniu zmęczenie i napięcie, tę cichą walkę między potrzebą powiedzenia wszystkiego a brakiem siły, by otworzyć kolejne drzwi. I akceptowała to bez słowa sprzeciwu dając mu przestrzeń, w której mógł być dokładnie tak szczery, jak potrafił w tej jednej, kruchej chwili. -Być może teraz są niewygodne, ale z czasem okażą się wartością, którą będziesz mógł wykorzystać? - Zdawać by się mogło, że przemawia przez nią zbyt wielki optymizm, ale to był czysty rozsądek. Wiedza została już pozyskana, nie da się jej oddać i zapomnieć. Dało się, obliviate mogło wiele zdziałać, ale uważała, że korzystanie z tego zaklęcia, aby pozbyć się niewygodnej wiedzy tylko po to, aby nie uwierała, było pójściem na łatwiznę. Ucieczka nigdy nie była rozwiązaniem. Chyba, że chodziło o kwestię życia i śmierci, a nie własnego wstydu czy też wygody. -Londyn ma coś takiego w sobie. Jak nie muszę, to nie jeżdże do niego. - Zgodziła się z czarodziejem upijając łyk herbaty. Ceniła sobie mieszkanie w Dolinie Godryka i pracę w rezerwacie w Kumbrii. Była blisko natury, wśród istot, które stanowiły jej drugą rodzinę.
Uśmiechnęła się delikatnie, gdy powiedział, że zazdrości jej tej sielskości. Nie odpowiedziała od razu. Słuchała go z tym samym ciepłem, które potrafiło rozbroić nawet najbardziej gorzkie wyznanie. W jego głosie nie było zawiści, raczej tęsknota za czymś prostym, niepospiesznym, za miejscem, gdzie dzień płynie wolniej, a myśli mają gdzie osiąść. Na moment przeniosła wzrok ponad jego ramieniem. Za oknem maj rozgościł się na dobre. Zieleń była soczysta, niemal nierealna, jakby świat ktoś przemył wiosennym deszczem i wypolerował słońcem. Młode liście drżały na wietrze, odbijając światło w tysiącu odcieni, a krzewy obsypane kwiatami wybuchały feerią barw. Wróciła spojrzeniem do przyjaciela i uśmiechnęła się szerzej, jakby chciała mu powiedzieć, że ta sielskość nie jest sekretem ani darem zarezerwowanym dla wybranych. -Wiesz, że moje drzwi są zawsze dla ciebie otwarte.- Przypomniała mu łagodnie. -Jeżeli będziesz pragnął ucieczki, tam gdzie nikt nie będzie cię szukał, to pokoje gościnne czekają. Nie mam co prawda wygód jak w rodowych posiadłościach, ale spokoju nigdy tu nie brakuje.
Wyraźnie się ożywiła, gdy wspomniał mimochodem o swoich badaniach nad zakonami rycerskimi. Jeszcze chwilę wcześniej jej głos był miękki, spokojny jak majowe powietrze za oknem, ale teraz w oczach zapalił się żywszy błysk. Przypomniała sobie, jak ostatnio, niemal półsłówkami, opowiadał o jakichś dokumentach, na które trafił, o zapiskach pełnych niejasności, o sprzecznych kronikach i drobnych szczegółach, które nie pasowały do oficjalnych narracji.-Wiesz jak zapalić moją ciekawość. Nie trzymaj mnie w niepewności. Możesz uchylić rąbka tajemnicy? -Nie było w tym nachalności. Raczej szczera fascynacja. Nie była historyczną a magizoologiem, ale lubiła słuchać tych opowieści i dowiadywać się czegoś nowego. -Ostatnio staramy się nie dopuścić do tego, aby szef spalił pół rezerwatu. Pan Bulstrode się żeni i chodzi wciąż rozkojarzony. Parę dni temu nie domknął klatek i wypuścił wespół Wozaki i Niuchacze. Mogliśmy odwołać wszystkie zadania zaplanowane na ten dzień, ponieważ rozbiegły się dosłownie wszędzie. - Mówiąc to wykonała gest ręką, a bransoletki zadźwięczały przyjemnie jakby chciały podkreślić chaos jaki wtedy zapanował.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Lorcan Lestrange
Akolici
Głupiec z sercem i bez rozumu jest równie nieszczęśliwy, jak głupiec z rozumem i bez serca.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
05-03-2026, 16:08
Arabella Bones, była specyficzną kobietą w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu, bowiem potrafiła słuchać ludzi, tak jak mało kto, czuło się bijącą od niej pozytywną energię, nawet jeśli ich drogi życiowe, światopogląd, cała ta otoczka wokół, były dalekie od wspólnych, to jednak relacja, która sięgała czasów szkolnych, potrafiła przetrwać, bez większej szkody tyle lat, jakby nic absolutnie się między nimi nie zmieniło. Ilekroć rozmawiał z Bones odnosił wrażenie, iż ta byłaby świetną profesorką w Hogwarcie, miała niezbędne kwalifikacje i talent osoby potrafiącej dotrzeć do ludzi, budowała atmosferę drobiazgami. Nie przypominał sobie momentu, w którym to ona prowokowała konflikt, bo zwykle to Lestrange był siłą rozpędową ich niesnasek. Tak w szkole, gdy swoimi wybrykami dokuczał innym dzieciakom, przez co czasem ścierali się na spojrzenia i wymiany słów, jak i później, kiedy dojrzalszy napotykał ją na swojej drodze i prowadzili rozmowy o porządku świata.
Odnajdywali jakąś nić porozumienia, to prawda. Wiedział jednak, że pełny obraz sytuacji, zawsze pozostawał zależny od perspektywy i nie mógł rościć sobie praw do pełnego zrozumienia. Dlatego często milczał w sytuacjach, które mogły budzić niepokój, bo wiedziała, jaka potrafiła być i nie chciał dodawać kobiecie kolejnych zmartwień.
— Albo okażą się moim przekleństwem — uśmiechnął się w charakterystyczny dla siebie sposób, nieznacznie schodząc z tematów poważnych, czasem żartami potrafił unikać trudnych kwestii. Londyńskie zawiłości stanowiły istotną kwestię, lecz nie one jedne, mogły oddziaływać na samopoczucie historyka, to głównie rodzinne troski stawały się jego przekleństwem, a nierozwikłane tajemnice nawiedzały przy bezsennych nocach.
W czekoladowych oczach poszukiwacza zapłonęły wesołe ogniki wywołane słowami przyjaciółki. Nie spodziewał się, tego ale mógł to przewidywać, biorąc na warsztat całokształt ich relacji i sympatii, jaką wobec siebie mieli. Tak zwykłej, normalnej, bez podszytych podtekstów i knowań. I może przez to, takie niecodzienne, gdy człowiek przywyka do nieustannej czujności i waży słowa rzucane do rozmówcy, tak wśród przyjaciół, a tych miał doprawdy niewielu maska opadała, i chociaż wciąż niewiele zdradzał z tego, co go gnębiło, to jednak zupełnie przyjemniej, a na pewno swobodniej prowadziło się dialog.
— Dziękuje — słowo, które dla wielu znaczyło niewiele, bo rzucane na wiatr, było obdzierane ze swojego brzmienia, tak w jego ustach, nosiło emocjonalny ładunek proporcjonalny do sytuacji.
Dostrzegł ożywienie malujące się na jej twarzy i czekał. Potrafiła zadawać pytania, które otwierały drzwi wcześniej umykające uwadze w gąszczu informacji, odnajdywała się, niczym w dżungli, to pomagało w prowadzonych badaniach. Dlatego często dzielił się informacjami ze swych ekspedycji, by poznać opinię innych. Gethen patrzył okiem historyka, a mając wiele wolnego czasu i pokaźne zasoby ksiąg i entuzjazm potrafił zdziałać znacznie więcej, niż on sam, zwłaszcza gdy pracował w terenie. Natomiast Arabella śledziła tok monologu i zadawała pytania, jakby potrafiła ukierunkować rozmówcę na odnalezienie rozwiązania, nawet jeśli ona sama go bezpośrednio nie znała.
— Oczywiście. Wraz z zaprzyjaźnionym historykiem bierzemy pod lupę jeden z najbardziej popularnych i wpływowych zakonów swego czasu, jednocześnie wręcz ociekający tajemnicami, magią i mistycyzmem. Myślę, że nawet na Wyspach Brytyjskich, możemy odnaleźć ciekawe informacje i zdobyć materiał do analizy — umawiane od tygodni spotkanie z Primrose widniało na horyzoncie. Liczył, że odciągnie przyjaciółkę od trosk planowanego wesela i nieco rozerwie przed uroczystością.
Uśmiechnął się, lekko – naturalnie z tą charakterystyczną ciepłą nutą w spojrzeniu na wydarzenia z rezerwatu. — To do niego podobne; uważaj, bo może pozostawać rozkojarzony jeszcze przez jakiś czas. Zapewne rezerwat stanie na głowie — przestrzegł Arabellę i sięgnął po herbatę.
— Odnajdujesz się w Anglii? — spoważniał, momentalnie, a dźwięk odkładanej filiżanki na spodeczek przerwał ciszę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 20-03-2026, 04:29 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.