• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 03.08.1958 - Ballada o karpiu z Colliford Lake
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
05-01-2026, 11:54

Titus Harrison i Leonie Figg
późne lato - 1958 - Kornwalia
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
05-01-2026, 11:57
Początek sierpnia pachniał wilgotnym od rosy wrzosem – tym subtelnym, mało wyczuwalnym zapachem, nieznośnie powiązanym z nieubłaganym końcem lata; brzmiał śpiewem ptaków, które w tym roku zdecydowały się na założenie rodziny właśnie tutaj, pośród kornwalijskich traw. Dla Titusa pachniał też zimnym wiatrem znad największego jeziora w tej okolicy, w odpowiedniej odległości od Doliny Godryka, z której wyruszyli o świcie na rodzinnej miotle.
Titus pozostawał podobno najlepszym lotnikiem z ich trójki, co przyprawia go o zimny pot na dłoniach i niepokój w głowie. Nigdy nie zlękł się na myśl o Taddy’m – zawsze czując w jego obecności przedziwne ojcowskie ciepło i bezpieczeństwo (uczucie porzucone dotychczas chyba w rodzinnej Szkocji). To obecność Leonie zaciągniętej tu przez ojca budziła w głowie Harrisona uciążliwe przeczucie. Chyba przez cały ten czas, cały ten dzień, który spędzili nad jeziorem w trójkę – Titus zbyt często spogląda kontrolnie na dziewczynę, jakby spodziewał się, że ta zostanie nagle wciągnięta pod wodę. Jakby widział to już kiedyś i jakby nie był w stanie losu tego zmienić.
Wie jednak, że umysł potrafi podsuwać mu wizję katastrofy, będącej zapowiedzią rozbitej szklanki. Umiejętność tłumienia przeczuć jest warunkiem przetrwania w umysłowej równowadze.
Gdy znaleźli się na brzegu, wilgotne kamienie skrzypiały pod ich butami przy każdym ruchu. Skrzypnęły najgłośniej, kiedy dotknięty zaklęciem zmniejszająco-zwiększtającym plecak uderzył o stworzoną z nich powierzchnię. Harrison zerknął w kierunku starszego Figga, wskazując ruchem głowy na płaskie kamienie umieszczone przy brzegu – ich przyszłe stanowisko, miejsce, w którym rozstawią – wyjątkowo – trzy wędki. Miejsce, w którym – jak zakładał – dziewczynie będzie zimno i twardo w tyłek. I że narzekać będzie jak każda laska postawiona w tych warunkach.
Tak, Harrison miał w końcu monstrualnie duże doświadczenie z kobietami (tu można byłoby skończyć) na rybach. A dziś dołoży do tego jeszcze doświadczenie z monstrualnym karpiem. Na to liczył. Tak właśnie.
Gdy rozsiedli się, gdy zaczynali szykować odpowiedni sprzęt, ojciec już zaczynał tłumaczyć córce postawy swojego hobby. Harrison poprawiał za to trywialny mechanizm teleskopowy wędki, przysłuchując się ukradkiem ich rozmowie.
– A jak ci się znudzi, to możesz pochodzić sobie po okolicy pozbierać kwiatki… – mówi, a brzmi to chyba i tak mniej nieelegancko niż myśli Harrisona, który zarazem woli spędzić ten dzień w towarzystwie jej ojca, jednocześnie przeczuwać ma, że pozostawianie Leonie samej przyniesie jej nieszczęście. Chyba dlatego szybko się mota. Z Thaddeusem nie mota sie niemal wcale – może przez to, że czasami nie wymieniają zdania nawet przez kilka godzin. – Ale może lepiej zostań, bo nie znasz okolicy, co nie… – mówi szybko, zerkając na najstarszego z ich grona, poszukując aprobaty. – Wzieliście zanętę? – dopytuje. Wzieliście. Zaangażował w to wszystko Leonie – ależ dobroduszne. – Ostatnio w Londynie w wędkarskim dziad chciał wcisnąć mi zanętę z jakichś egzotycznych owoców. Kto to słyszał, Tadzinku, kiedy na karpia działa nawet chleb i wszystko co słodkie… – gada, siadając wreszcie na kamieniu i przeglądając pudełko z przynętami na rybę, na którą zapolować dość łatwo. Ślimaki ruszały się jeszcze w słoiku z sitkowanym wiekiem. Harrison siedząc obok młodej Figg wpatrywał się głównie w buty, na stworzenia, które zaraz skończyć mogą na haczyku w ramach przynęty czy na wodę. Celowo unikając jej twarzy i poprawiając mocowanie kołowrotka – powiedział coś do kobiety: – Ty się na tych wszystkich… Roślinach znasz. Sama byś lepszy zrobiła. I taniej. Ci z wędkarskich to straszne sępy. Możecie z ojcem ukręcić biznes – uśmiecha się nawet, ale ręce trochę mu się trzęsą. A nawet nie jest przecież zimno.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
05-01-2026, 22:32
- Son - głos Thaddeusa Figg zadudnił po okolicy, z pewnością płosząc wszystkie okonie w jeziorze, do którego infiltracji przymierzali się w wyjątkowo trzyosobowym zespole. Son, skrót od Harrisona, nie od zawsze kojarzył się Leonie negatywnie - ale odkąd odszedł Basil zastanawiała się, czy Titus nie rościł sobie do jej ojca zbyt wielu praw. Nie do rodziny jako takiej, w końcu czarodziej nie szukał towarzystwa ich wszystkich, nie pokrzepiał cierpiącego w milczeniu Arla, nie chwalił szarlotki Isadory ani nie pytał, co słychać u niej, za to od Thaddeusa wręcz nie sposób było go odpędzić. Tatko prawdopodobnie widział w młodszym kompanie kogoś, kto w pewien sposób mógł zapełnić pustkę w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się drugi z bliźniąt, ale to był czas, kiedy powinni cierpieć żałobę razem, zamiast szukać pomocy od kogoś z zewnątrz... Och, tak jakby Leonie mogła do kogokolwiek mieć pretensje. Często o poranku czuła efekty swoich nocnych eskapad i szaleńczego poszukiwania życia, które odeszło wraz z Basilem, nie miała prawa oceniać ojca. - Miarkuj się, chłopcze. To moja córka i jeśli chce iść z nami na ryby, to pójdzie, a nikt, nawet ty, przyjacielu, nie będzie odsyłał jej do kwiatków jak byle podlotka - ostrzegł kompana pan Figg, rozstawiając na ziemi swój wierny ekwipunek. - Zawsze wiedziałem, że jeszcze obudzę w niej ducha łowcy. W żyłach Figgów pływają karpie i węgorze - oświadczył mężnie starszy czarodziej i poklepał córkę po plecach, ignorując spojrzenie spod byka, którym świdrowała oblicze magipolicjanta. Nawet wypowiedziana uprzejmie uwaga mogła wybrzmiewać deprecjonująco i Harrison osiągnął ten efekt, czy tego chciał, czy nie. Defensywnie splecione na piersi ręce odgradzały ją murem od jego osoby, a wcześniejsza niechęć pęczniała pod językiem, smakując coraz większą goryczą. Może mama miała rację, kiedy twierdziła, że kolega Teda jest dziwny, Isadora rzadko w tych sprawach się myliła.
- Pójdę albo zostanę, ale nie potrzebuję do tego niczyjego polecenia, wiesz? - wymamrotała z rumieńcami piekącymi policzki. Nie podobało się jej podejście Titusa, traktował ją jak czyraka, na którego niemiło jest spojrzeć, i już od pierwszych minut spotkania dał jej odczuć, że nie był nadmiernie szczęśliwy z powodu jej obecności. I chociaż tego dnia wyszła z domu z poczuciem, że sprawi ojcu przyjemność, jeśli spędzi z nim trochę czasu, przy okazji poznawszy jego druha oraz liznąwszy podstaw wędkarstwa, teraz nie była pewna, czy nie byłoby lepiej, gdyby została w domu. Pewnych świętości się nie rujnowało, a tym musiały być dla dwóch łowców regularne rybie spotkania. - Co to ta zanęta? - dodała wbrew sobie, impulsywnie, zapominając, że powinna być obrażona i przyjmować wszystko w milczeniu, na co Thaddeus spojrzał na swojego przyjaciela.
- No, no, co za głód wiedzy, Leonie. Titusie, masz szansę odkupić winy swojego wcześniejszego fuxo-p... Ach, do licha, niech sum połknie żabojady i ich wymysły. Koleżanki Dory udają światowe, przynoszą do nas te nowe słówka i weź się stary Figgu ich naucz. Odkup swoją wcześniejszą wpadkę - zachęcił go siwiejący czarodziej, samemu zabierając się do rozstawiania dwóch wędek, jednej dla siebie, drugiej dla córki. Zielarka niechętnie wróciła wzrokiem do wywołanego do tablicy funkcjonariusza, lekko wydymając policzki, pewna, że ten zawiedzie, może udając, że nie słyszał, o co został poproszony, byle tylko nie wdawać się z nią w interakcję, ale potem zaskoczył ją samodzielnym nawiązaniem do tematu. Ba, nawet wspomnieniem o jej pracy. Nic dziwnego, Ted na pewno opowiadał mu o swojej rodzinie, może przemilczawszy tylko osobowość lodowatej, mechanicznej i zadufanej w sobie szwagierki, jednak w kwestii żony i dzieci mógł rozprawiać godzinami.
- Nie mów tego głośno - zganiła Harrisona półszeptem, dramatycznie przejaskrawionym, teatralnym. - Jak tata o tym usłyszy, już zawsze będę musiała przygotowywać zanęty, od rana do nocy, aż podbijemy globalny rynek. Rodzinna firma Figg & his little fishlings - powietrze wydmuchnięte nosem było dowodem śmiechu, który nieumiejętnie stłumiła, nadal nieufna po tym, jak razem z Titusem zaczęli znajomość. Nie potrafiła go rozgryźć, nie wiedziała, dlaczego tak uporczywie unikał jej wzroku, mimo że na pozór mogło się wydawać, że poświęcał całą uwagę przygotowaniu do łowienia ryb. - One będą na haczyku? - wskazała na ślimaki w słoiczku, nieświadome losu, który miał na nie czekać. Szkoda, wyglądały na poczciwe mięczaki. Tymczasem ubrany w swoje ulubione wodery Ted wszedł do jeziora na odległość jedynie dwóch kroków, rozrzucając na wodzie rzeczoną zanętę, którą - owszem - przyniósł z domu, jak zawsze. Nie mógłby spojrzeć na swoje odbicie w lustrze, gdyby w tym temacie zawiódł.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
06-01-2026, 23:33
Nigdy nie był najbardziej lotny w rozmowach z kobietami, ograniczając go do żartów (często na własny temat, byle deprecjonować własne towarzystwo) czy złośliwości. Złośliwość była w końcu prostym rozwiązaniem na ukrócenie kontaktu, w którym często czuł się jak prawdziwy, niedoświadczony tłuk.
Obecnie poczuł na sobie gromiące spojrzenie Figga, a w gardle zaschło mu na jego pełen determinacji ton.
Tak, wiedział, że i tym razem walnął gafę, i tym razem był właśnie tym tłukiem, którym pozostawał zawsze i że nawet gdy chciał zachować chociaż odrobinę normalnie... Nieważne. Zauważenie tego przyszło mu prościej wraz z refleksją, że nie chciał ośmieszać się przed Thaddeusem – mężczyzną, który mógł potencjalnie zastąpić mu dojrzały, męski wzór. Śmiech wzbudzać mogło to, że mężczyzna po trzydziestce wciąż ich poszukiwał, ale Harrison nie mógł zrzucić z siebie poczucia osierocenia. Oddany w wieku dziecięcym nie miał wyboru. Pozbawiony dziedzictwa przyszywanego ojca… Też wyboru nie miał. W rodzinnej okolicy i tak skończył nazywany swoim dawnym nazwiskiem. Nazwiskiem rodziny, która właściwie też nie chciała mieć z nim żadnego kontaktu.
Ted Figg był dobrym mężczyzną. Gdy mówił o swojej rodzinie, Harrison czuł w sercu nieprzyjemne ukłucie zazdrości. Nie dlatego, że chciałby założyć własną rodzinę i zauważał brak szans, a dlatego, że… Chciałby na dłużej pozostać czyimś ukochanym synem.
Może dlatego tak bardzo chciał też być tu właściwie tylko z nim, w świętym spokoju, łowić te pieprzone ryby i nie musieć przejmować się tym, że każde nietrafione słowo może odmienić ich relację.
– Jasne, Ted – mówi przepraszającym tonem, kiedy ten lansuje się na brzegu w swoich nieśmiertelnych woderach. Titus nie posiada własnych. Posiada za to urocze, czerwone kalosze – nim jeszcze modę na nie wzbudzi Miś Paddington.
Będzie więc… Elegancki. Tak jak tylko może. Tak jak tylko umie.
A pewnie umie, ale jest dziś okrutnie nieśmiały, zupełnie tak, jakby to urok młodej Figg onieśmielał go bardziej niż ostry ton jej ojca.
Pomijając już to, że coś w obecności Leonie nakazywało obawiać się niebezpieczeństwa. Jakby mogła zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu, wyparować… Na pstryknięcie.
Nie umiał interpretować tego sygnału. Stresował się więc podwójnie, a zestresowanie dłonie posiadały mniej pewny chwyt.
– Znasz się trochę na rybach? – pyta, tylko na moment odwracając spojrzenie w kierunku Leonie. Ta patrzy na niego, może być więc w kilku procentach pewien, że… Że go słucha. I wciąż tu siedzi. – One mają bardzo, bardzo dobry węch. Czasami to co wrzucisz do wody w miejscu zarzucania haczyka ma większe znaczenie niż co na nim zawiesisz – tłumaczy, a potem bierze w dłonie słoik ze ślimakami. Zaciska palce na materiale słoika i przygląda się temu, co na sławnym haczyku umieści. – Nos służy im właściwie tylko do tego żeby czuć zapach, one nie oddychaja tak jak my. W sensie oddychają, ale czym innym, jakby z boku głowy… – kładzie dłoń na szyi, w miejscu w którym pewnie miałby skrzela, gdyby pozostawał karpiem. Pozostaje za to jedynie nieudacznikiem, który stresuje się tłumaczeniem rzeczy tak prozaicznej.
Śmieje się za to niezręcznie na wizję Leonie pracującej od rana do nocy nad potencjalnym biznesem rodzinnym Figgów. Dopiero teraz obraca głowę na dłuższy moment, przyglądając się twarzy młodej dziewczyny. Z różowymi policzkami przykrywa słój ze ślimakami dwiema dłońmi.
Tak, jemu też jest ich szkoda.
– Globalny może być ciężko… Każda ryba lubi trochę co innego – mówi niepewnie, jakby nie do końca wyłapał intencję jej żartu. Albo jakby mądrzył się – chociaż zbyt głupim i niewinnym tonem, by brać to pod uwagę. – Niestety będą. Mogę… Nabić je za ciebie – zaproponował. Pewnie kazałby jej robić to samej, gdyby nie była córką Figga.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
15-01-2026, 20:40
Kiedy Titus wycofał się z niezbyt uprzejmej propozycji, z Leonie zeszła porcja nabuzowanego powietrza. Co prawda zawdzięczała to tacie, który od zawsze był jej strażnikiem, ale i tak odczuła ulgę na myśl, że chyba nie będzie musiała przez resztę popołudnia przybierać postaci jeżanki lub rozjuszonej osy, którą ktoś próbowałby odgonić gazetą od świeżej i słodkiej lemoniady. Podekscytowany dzisiejszą przygodą Ted nie przestawał mówić o ich planach od zeszłego poranka, zachwycony wyjściem na ryby z córką i młodszym przyjacielem, równie zagorzałym fanatykiem wędkarstwa - to było dla niego ważne.
- W ogóle - wzruszyła ramionami, przyznając się do niewiedzy przed Harrisonem. Gdyby nie zmiana jego postawy prędzej weszłaby do wody i złapała karpia gołymi rękoma, niż pozwoliła sobie na szczerość, na odsłonięcie przed nim pustej plamy w miejscu, gdzie Thaddeus od lat próbował zaszczepić rybołówcze zacięcie. Pod tym względem nie miał szczęścia do dzieci: Arlo i Basil chadzali z tatkiem nad jezioro tylko z grzeczności, ale żaden z nich nie widział w tym zakrawającego o medytację relaksu, znajdowanego przy wędkach razem z Titusem. Nawet zapuszczając się na mieliznę w swoich popisowych woderach wydawał się ukontentowany, a Leonie lubiła patrzeć na ojca, kiedy był w tym stanie. Od śmierci Basila miewała wrażenie, że tylko podczas swoich wypadów nad wodę był prawdziwie szczęśliwy. - Ale prawdopodobnie umiałabym powiedzieć coś na temat każdego wodorostu, który można tam znaleźć - wskazała lekkim ruchem głowy ku jeziornej tafli; kąciki jej ust najpierw drgnęły w instynktownie nadciągającym uśmiechu, ale koniec końców tylko zadrżały i znów opadły. Nie miała pojęcia, jak powinna zachowywać się w jego towarzystwie. Ich start nie należał do łatwych, a z drugiej strony sama chyba nie podeszła do Titusa ze zbyt otwartą głową, obwiniając go za próbę wślizgnięcia się w tadeuszowe łaski i zastąpienia Basila. Nie żeby już przestała tak sądzić. - To one mają jakiś węch? - zdziwiła się, kalkulując, czy Harrison nie robi jej w balona. O skrzelach oczywiście wiedziała, nawet wymamrotała pod nosem nazwę przyrządu, potwierdzając, że to nie było dla niej obce, ale wydawała się szczerze skołowana pierwszą wiadomością.
- Do stu kwitnących jabłonek, Leonie, jakie wystawiasz mi świadectwo przy Sonie? Thaddeus Figg, przedmiot: wędkarstwo, ocena: troll, o, tak o mnie pomyśli. A przecież ci o tym mówiłem - westchnął podstarzały sadownik, po raz kolejny przekonawszy się, że w domu brakowało wiernej publiki, kiedy zaczynał rozprawiać na temat ryb i ich cech; nie było w tym kłamstwa, miała tendencję do samoistnego wyłączania funkcji poznawczych, kiedy na rodzinnej wokandzie otwierano teczkę wodnych kręgowców. - Tak znajdują pokarm, wyczuwają drapieżniki i komunikują się między sobą - uzupełnił kwestię Titusa i skinął mu głową, nie bez ukłucia dumy, że młodszy kolega był dobrze zorientowany, a nawet potrafił zainteresować jego oporną latorośl świeżymi nowinkami. Kto wie, skoro przypuścili wspólny atak, może opory Leonie przed wędkarstwem szybciej skruszeją. Ted wrócił na brzeg i na chwilę przysiadł na rozkładanym zydelku. - W ten sam sposób Dora wyczuwa nowe plotki u koleżanek, a jej urocza siostra okazje do wszczynania burd i psucia ludziom krwi... - dodał burkliwie, ale w poczciwych oczach czarodzieja zajaśniały iskry żartu. Cóż, przynajmniej na temat żony. O Moirze Sanderson i jej mężu nie miał dobrego zdania, uważał ich za parę zadufanych w sobie zgniłych dyni. Leonie uśmiechnęła się do niego szeroko, co czarodziej odwzajemnił, a po chwili znowu wstał i zbliżył się do wędek, żeby na wszelki wypadek sprawdzić, czy zacinający się ostatnio kołowrotek na pewno chodził teraz bez zarzutu.
- Może zatrudnimy cię w roli niezależnego eksperta i doradcy... rybiego - rzuciła z ukłuciem rozbawienia, niczym więcej, bo nadal nie potrafiła wyczuć gruntu, po którym stąpała przy magipolicjancie. Nie umiała ocenić go jako osoby, nie wiedziała, czy jej towarzystwo ciągle jest dla niego niekomfortowe, czy po reprymendzie od taty zdążył się z nią bardziej oswoić; Titus pozostawał zamkniętą księgą, tym większe odczuła zdumienie, kiedy wyszedł z propozycją. Pojednawczą? Możliwe. - Poproszę - przytaknęła delikatnie, odrobinę markotnie. - Wiem, że dla was to normalne, ale lubię ślimaki. Mamy ich sporo w ogrodzie - powiedziała, współczująco przyglądając się wnętrzu pojemnika. Gdyby to od niej zależało uratowałaby je wszystkie, ale tata pewnie uznałby jej postępowanie za zamach stanu. - Jak byłam mała budowałam dla nich domki, bo nie rozumiałam, że one już noszą domy na plecach - dopowiedziała zamyślona; czemu podzieliła się z Titusem czymś tak głupim? Zaraz znów wyśle ją po kwiatki albo dla odmiany każe zbierać ślimaki z polany...
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
17-01-2026, 16:33
Kiwa głową – sam też zna pewnie więcej gatunków wodorostów niż można byłoby się po nim spodziewać, chociaż wiedzą tą się nie chwali – nie chcąc wyjść na idiotę przed młodszą kobietą, a już na pewno nie chcąc wyjść na takiego przed jej ojcem. Część ryb można byłoby upolować i na odpowiednio skonstruowaną z glonów przynętę – część tych roślinożernych, właściwie bliskich gatunkowo do ryby, na którą mieli się dziś zasadzać, ulegała tego typu pułapkom bardzo chętnie i bardzo często. Harrison pomyślał nawet, że mógłby opowiedzieć o tym Leonie i pewnie mógłby nawet zrobić to z należytą sobie pasją – gdyby nie fakt, że nie czuł się przed nią zbyt komfortowo. Była młodą dziewczyną, z którą na pewno nie znajdzie wspólnego języka. Dodatkowo, jeszcze chwilę temu, zakładał, że wcale nie chciała tu być i że ojciec zabrał ją tu podstępem, może obiecując coś w zamian. Na łowiskach niemal nigdy nie spotykało się zainteresowanych tym sportem kobiet.
I zdania by nie zmienił, gdyby nie entuzjazm, z jakim stary Figg włączył się do rozmowy. Miał w sobie smykałkę starego gawędziarza. Przy jego entuzjazmie można było poczuć się swobodniej we własnym, spętanym kajdanami nieśmiałości i poczucia nieważności. Ted nie zadawał zbyt dociekliwych pytań, nie naciskał na niewygodne tematy, śmiał się ze wszystkich żartów i bywał żywiołowy.
– Nie pomyślę o tobie źle – mówi od razu do starszego Figga, a potem szybko i w nagłym porywie niezręczności zwraca się też do jego latorośli. – O tobie też nie, bez przesady – zaśmiał się pod nosem na plotki i burdy w rodzinie kompana i jego córki. W jego rodzinie… Czy w jego rodzinie w ogóle zdarzyły się kiedyś konflikty, pomijając ostateczny, który położył się cieniem na całą jego przyszłość? W dzieciństwie nie miał rówieśniczego rodzeństwa – urodził się za późno i niepotrzebnie. Rozmawiał głównie z własną głową – nieświadom, że myśli te ułożą się wreszcie w obrazy bardziej sensowne i kształtne. Harrisonowie kochali go jakim był, a był dzieckiem bardzo wdzięcznym – kochającym swoją drobną pracę, rozbawiającym starszych pracowników i dbającym o wszystkie zwierzęta. Kilka razy pokłócił się co prawda z panem Harrisonem, kiedy wyszedł z propozycją spędzenia całych wakacji w Dolinie Godryka – został nazwany niewdzięcznym leniem – ale nauczkę przyjął.
Kto wie jaki byłby, gdyby ścieżki losu ułożyły się dla niego łaskawiej? Może też mógłby marudzić na swojego szwagra albo chodzić na ryby ze swoim synem? Albo córką, jak Thaddeus.
– To byłoby coś – uśmiechnął się na jej propozycję, uciekając spojrzeniem za ponownie wstającym Figgiem, a więcej uwagi poświęcił Leonie, gdy ta objawiła mu powody niechęci do krzywdzenia niewinnych istot w imię chęci zjedzenia białego, rybiego mięsa i chwili rozrywki wynikającej z wyciągania rybiego ciała z wody. – No… – trochę to dla niego normalne, trochę nie. Sam już nie wiedział. – Nie mów staremu, ale też budowałem im domy z patyków i liści. Po nocy zawsze uciekały, niewdzięcznicy – parska, wspominając ostatnie lata w rodzinnym domu – te rozmazują się w pamięci, jakby miejsca starczyło tylko na wspomnienia najlepsze i na wspomnienia najgorsze. – Albo zjadali własny dom… Ale wiesz co, nie musisz wcale łowić na ten no… Możemy je wypuścić. Na dobrą sprawę to co rozrzuca Tadzik jest najważniejsze. Jak byłem mały to często łowiłem karpie na kulkę chleba… Pszenica jest słodka – kończy pod nosem, by odłożyć słoik na ziemię. – Jak znasz się na glonach, to możemy wybrać takie w których najchętniej żerują ślimaki. Te co mamy w słoiku… Możemy je wypuścić, jak twój ojciec się zgodzi – mówi, nie chcąc by Ted rozgniewał się i zakpił z jego miękkiego serca. Nie był raczej tego typu człowiekiem, ale Harrison zdążył mu dziś… Podpaść. – Urwę trochę chleba, zroluje się z zielonym i może jakoś to pójdzie… – proponuje.
Może wyszedł na mięczaka zaraz po tym, kiedy zaoferował możliwość nabicia ślimaka na haczyk… Ale pieprzyć to wszystko. Umiał chyba zrozumieć jej niechęć za bardzo – za bardzo by ją zignorować.
– Wyrywałem też dżdżownice kurom – mówi, wyciągając z torby przygotowane kanapki. Kawałek twardej skórki przecież i tak nie jest frykasem – co mu szkodzi urwać trochę i ponęcić tym karpia…
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Leonie Figg
Akolici
he was hanged from the gallows that he built for me.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
21-01-2026, 12:18
Żadne z Figgów nie uznałoby Titusa Harrisona za idiotę przez znajomość rodzajów wodorostów. Leonie znalazłaby w tym szansę na nawiązanie wspólnego języka, zaś Ted pokiwałby z uznaniem siwiejącą głową, chwaląc wszechstronne rybackie obycie młodszego przyjaciela. Sam zresztą też całkiem nieźle znał się na zielonych wstęgach, czasami sięgających tak wysoko, by kłaść się na tafli wody. Kiedy dzieci były małe, podczas pływania w okolicznym jeziorze lubił pleść nieudolne wianki z alg dla córki, która układała na pomoście puste skorupki ślimaków i małż, które z odmętów wydobyli dla niej starsi bracia, imponując łatwością, z jaką nauczyli się nurkować. Jej woda zawsze lała się do nosa, nawet jak zatykała go palcami. Przez to Arlo zasugerował, że miała dziurawe opuszki i Leonie zaniosła się szlochem, oglądając swoje dłonie z każdej strony; pamiętała to do dziś.
- Bo jesteś poczciwym druhem, Son. Ale gdyby na twoim miejscu był ktokolwiek inny, już byłbym spalony jako wędkarz. A wszystko dzięki płotce, która wykluła się pod moim okiem - poskarżył się ze śmiechem Thaddeus i dramatycznie pogroził Leonie palcem, doczekawszy się z jej strony kolejnego przewrócenia oczami i uśmiechu drażniącego kąciki warg. Nestor Figgów był zaś przekonany, że gdyby Titus miał okazję spotkać jego szwagierkę, to dopiero o niej z całej rodziny pomyślałby naprawdę źle. Razem ze sztywnym jak kamień mężulkiem lubili podkreślać swoją wyższość nad nim i Dorą, jakby od rywalizacji z poczciwymi sadownikami zależała ich pozycja społeczna i karierowa. Na szczęście nie zamierzał dręczyć biednego chłopaka wątpliwie przyjemnym towarzystwem swojej dalszej rodziny.
Tym razem łatwiej przyszło jej odwzajemnienie delikatnego, nieśmiałego uśmiechu Titusa. Powoli zacierał poprzednie złe wrażenie, pokazywał jej swoją spokojną i prostoduszną naturę, z którą Leonie mogła rezonować. Parsknęła cicho, słysząc opowieść o niewdzięcznych ślimakach, a to, że w dzieciństwie miał to samo hobby, dodało do budowanego między nimi mostu kilka solidnych sztachet. Mało który mężczyzna chciałby przyznać się do czegoś takiego, dlatego musiał mieć dobre serce. Jeśli nie, tata na pewno by się z nim nie przyjaźnił. Może po prostu coś go podiabliło z tamtą lekceważącą sugestią? Nie wiedziała, mętlik w głowie rósł w coraz większą siłę.
- A żaby? Żaby też łapałeś i próbowałeś im pokazać, jak fajnie może być w wyłożonym trzcinami i trawami wiaderku? - podłapała bezzwłocznie, zerkając na niego kątem oka. Niby pozostawała skupiona na wnętrzu słoika, gdzie ślimaki wyciągały głowy i próbowały wybadać swoje położenie, ale była ciekawa człowieka, którego Ted wybrał na swojego kompana. A jeśli to tylko gra i naprawdę próbował zająć miejsce Basila, na tyle przebiegły, by teraz wyciszać podejrzenia i wkupywać się w łaski jego siostry? - Serio? - tym razem spojrzała na niego porządnie, szeroko otwartymi sarnimi oczami. Los ślimaków nie był jej obojętny, nie chciała używać ich jako przynęty, więc propozycja wypuszczenia ich na wolność dźgnęła jej serce poczuciem wzbierającej ulgi. - Dobra, tak. Znajdziemy jakieś glony, ja też mam kilka kanapek od mamy... Jak tata nie będzie chciał się podzielić swoimi, bo zawsze je jak głodny smok, to po prostu skorzystamy z moich - mówiła szybko, nakręcona radością z uratowania kilku niewinnych żyć. Na łące na pewno będzie im dużo lepiej, niż w żołądkach ryb i tak skazanych na upieczenie przez Dorę Figg. W tym samym momencie Titus poświęcił już swoje przekąski i uśmiech Leonie stał się odrobinę szerszy. - Były całe? No wiesz, po tym, jak je uratowałeś. Przeżywały? - dopytała o wspomniane przez niego dżdżownice, nadal przyglądając się mężczyźnie oczami okrągłymi jak galeony. Zaskakiwał ją coraz bardziej, bo skoro tak, to musiał być dobrym i bardzo wrażliwym chłopcem.
- Co robicie, dzieciaki? - zagadnął tymczasem Ted, wracając do nich i znów zajmując miejsce na swoim nieśmiertelnym zydelku. Dora twierdziła, że ten zaraz się rozpadnie, ale co ona wiedziała? I po co niby Figg miałby wyrzucać coś, co jest jeszcze zupełnie dobre? - Wypuszczamy ślimaki - odpowiedziała hardo Leonie, na co ten zamrugał i spojrzał to na nią, to na Titusa, jakby wyrosły im dodatkowe głowy. - Bo... - zaczął, szukając sensu w ich zamiarze. - Bo powinny wrócić na łąkę i przeżyć, zamiast trafiać do brzuchów wielorybów jak Pinokio - wyjaśniła nieugięta. - Prawda, Tite? - wróciła wzrokiem do Harrisona, nieświadomie skróciwszy jego imię, tak jak skracał się dystans stworzony między nimi na początku spotkania. Thaddeus nie wydawał się tym zaskoczony, wręcz przeciwnie, na jego twarzy pojawił się wyraz pełnego politowania zrozumienia, okraszonego migoczącym w oczach rozbawieniem. Wkręciła cię w to, powinienem był się domyślić, zdawał się mówić bez użycia słów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
24-01-2026, 18:18
Opuszcza spojrzenie lekko speszony na nagły entuzjazm Leonie, kiedy ta podejmuje temat żab – nie spodziewał się tak radosnego odzewu – być może nie doceniając optymizmu drzemiącego zwykle w ciałach młodych czarodziejów. Nie był od niej dużo starszy, może kilkanaście lat – to przecież nie powinno sprawiać, że poczuje się nagle tak różnym od niej pokoleniem. Myślał jednak, że radość płynąca z pewnej niewinności i bliskości ciepłych wspomnień go opuściła – może wraz z rosnącą świadomością śledzenia tego co przyszłe, nieprzeżyte, ale w pewien sposób – przewidziane i paranoicznie obserwowane.
Kiedy słyszy jej entuzjazm – nieskrępowaną radość, kiedy tylko podchwytuje możliwość wypuszczenia bezbronnych istot na wolność – gdzie pewnie zostaną zjedzone z pewnym opóźnieniem… Tylko na moment czuje przejmujący smutek – emocję zupełnie nieprzystającą chwili. Zatrzymuje ostrożne spojrzenie na twarzy Figg.
Z dziwną ulgą zauważa, że ta wydaje się zupełnie… W całości.
Jaka miałaby być, śmiejąc się i ciesząc na wspomnienie ślimaków i żab?
– Nie dotykałem żab – z początku ton wydaje się jakby spowolniony, wyjątkowo roztargniony – jakby łapał zagubione myśli i próbował układać je w sensowne zdania. – Znaczy no dobra, był czas kiedy ganiałem je i łapałem w ręce, ale potem… Dobra, tego już na pewno nie możesz powiedzieć ojcu – ucieka spojrzeniem za księciem woderów. Nie wie czy Tadzik nie podsłuchuje ich ukradkiem, sprawdzając dobre wychowanie Harrisona i jego stosunek do jedynej córki. Titus porzucił już chęć dysponowania czasem młodej Figg w sposób alternatywny po stosownej reprymendzie starszego wędkarza, ale być może podpadł mu na tyle, by ten co jakiś czas chciał przysiadać się do nich i kontrolować sytuację?
– Kiedyś starszy pracownik na gospodarstwie powiedział mi, że żaby późną wiosną wcale się nie przytulają, tylko podduszają – w rzeczywistości nie przytulały się też, chociaż do myśli tej dorosnąć musiał jeszcze kilka lat. W międzyczasie obserwuje reakcję Leonie, nie mogąc chyba powstrzymać własnego rozbawienia – w tamtym czasie wierzył we wszystko, co powiedział mu starszy kolega. Czego zresztą spodziewać się po głodnym uwagi dziecku… – I krzyczą tak głośno, bo je to boli. I że mają takie wyłupiaste oczy bo… – kładzie dłoń na własnej szyi, chcąc chyba pokazać coś, o czym dziwnie jest mu opowiadać młodszej kobiecie. Pewnie nie biła się z chłopakami – pewnie nigdy nie ściskała niczyjej szyi w trójkącie. Oby nigdy nie widziała też nikogo duszonego nie dla żartów. – Wiesz, że tak mnie to wzięło, że zacząłem je rozdzielać? – chowa twarz w dłoniach na kilka sekund, czując niekontrolowaną falę żenady przebiegającą przez ciało. Wierzył w to przez dwa miesiące, po których przyszywany ojciec z zerową delikatnością zapytał, co ten do cholery robił, kiedy wściekle wyrwał w chaszcze podczas jednej z przechadzek nad jeziorem. Nie sprzedał jednak starszego pracownika, chociaż przez kilka tygodni żywił do niego urazę.
– A te dżdżownice… – wzrusza ramionami. Nie wiedział – był wtedy naprawdę młody, w ogóle nie rozumiał zmiennych świata zwierząt – wyrywał je, bo coś mówiło mu, że to co robił było słuszne. Jednocześnie kilka lat później – wyciągał dżdżownice z mokrej po deszczu gleby, byle umieścić je na haczyku wędki. Tak samo jak przyzwyczaił się do tego, że jagnięcina na niedzielnym obiedzie nie pochodziła z targu, a ktoś musiał… Ją dostarczyć.
Gdy Ted ponownie znajduje się w ich orbicie – Harrison ugniata kawałek urwanego chleba w palcach, chcąc chyba by stał się bardziej zbity i glutowaty. Chciał już otworzyć usta i wyjaśnić wszystko to w najbardziej dyplomatyczny sposób (nie był w tym wybitny), kiedy sama Leonie wyrwała się do odpowiedzi. Nerwowo przeczesał włosy, umykając spojrzeniem między młodszym, a starszym pokoleniem Figgów.
Kulka chleba ląduje w drewnianym pudełku na zapasowe haczyki i żyłki. Na chwilę.
Ojciec musi naprawdę kochać Leonie. A sam Titus… Skończył zdrobniony i bez alternatyw. Parska nawet cicho.
– Prawda. I to wcale nie jest propaganda przeciwwielorybowa… – podchwytuje, ale kreatywność przeciąża pewność siebie – przez co brzmi nieco żałośnie niepewnie. Ale bardzo się stara. – Lepiej je wypuścić do wody – mówi jedynie, podnosząc się do pozycji stojącej, a potem kucając po słoik ze ślimakami. – Chyba, że chcesz na nie łowić, Tadziku? – unosi jeszcze spojrzenie na jego twarz. Tak, przyjacielu – sam tłumacz się sarniookiej córce ze swojego twardego serca – zdaje się ubolewać w głowie. Rzuca mu wyzwanie? Na pewno nie złośliwe, a raczej podkreślające wzajemne zrozumienie.
Niezależnie od werdyktu mężczyzny – Harrison ma zamiar pokazać Leonie środowisko życia słodkowodnego ślimaka.
Powiedziałby, żeby nie wchodziła za głęboko – byle woda nie wlała się jej do kaloszy – ale to chyba… To chyba jej sprawa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 11:01 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.