• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Zaakceptowane > Czarodzieje > Iris Nott
Iris Nott
Obrazek postaci
Dusza
Personalia rodziców
Euphemia (zd. Selwyn) & Augustus Nott
Aspiracje
Chronić dziedzictwo rodu, nie tracąc własnej niezależności.
Amortencja
Zapach starego pergaminu, świeżych ziół i czystego powietrza po deszczu.
Różdżka
10 cali, giętka, leszczyna, kieł bazyliszka.
Hobby, pasje
Badanie historii magii, analiza run i artefaktów, porządkowanie rodowych archiwów.
Bogin
Śmierć Amodeusa.
Umysł
Data urodzenia
15 października 1937r.
Miejsce urodzenia
Corfe Castle, Dorset, Anglia
Miejsce zamieszkania
Corfe Castle, Dorset, Anglia
Język ojczysty
Angielski
Genetyka
Czarownica
Ukończona szkoła
Hogwart, Slytherin | Evershire College, Lex Magica
Zawód
Historyk; badacz starożytnych run
Czystość krwi
Błękitna krew
Status majątkowy
Bezdenna sakiewka
Ciało
25
163
53
Wiek
Wzrost
Waga
Szaro-niebieski
Ciemny brąz
Kolor oczu
Kolor włosów
Budowa ciała
Ma smukłą, proporcjonalną sylwetkę o naturalnej lekkości. Nie jest krucha; jej ciało sprawia wrażenie stabilnego i zadbanego, z delikatnie zaznaczoną linią ramion i bioder. Ramiona ma wąskie, lecz pewne, dłonie drobne, o długich palcach.
Znaki szczególne
Cienka, jasna blizna na wewnętrznej stronie nadgarstka - pamiątka z dzieciństwa po kontakcie z artefaktem matki.
Preferowany ubiór
Wybiera stonowaną elegancję z lekką nutą swobody. Nosi sukienki o prostych liniach, często z długim rękawem lub rękawem ¾, w kolorach takich jak granat, grafit, butelkowa zieleń czy złamana kość słoniowa. Lubi wełniane kardigany, cienkie żakiety i płaszcze bez zbędnych zdobień.
Zajęty wizerunek
Chloe Coutau
Obrazek postaci

1937 - narodziny i wychowanie

Urodziła się w Corfe Castle, lecz zanim nauczyła się rozpoznawać głosy swoich rodziców, nauczyła się rozpoznawać ciszę. Zamek wznosił się nad klifami Dorset jak strażnik pamięci - surowy, nieprzystępny, pozbawiony czułości. Jego mury nie zostały stworzone po to, by chronić dzieci, lecz by chronić wiedzę. Iris dorastała więc w miejscu, gdzie przestrzeń była podporządkowana funkcji, a funkcja - przeszłości. Każdy korytarz niósł w sobie echo decyzji podejmowanych na długo przed jej narodzinami. Każde pomieszczenie miało swoje przeznaczenie, a każde drzwi - powód, by pozostawały zamknięte. W Corfe Castle nie zadawano pytań bez potrzeby, nie mówiono rzeczy zbędnych, a emocje traktowano jak coś, co należy kontrolować, zanim stanie się widoczne. Od wczesnych lat rozumiała, że dom nie jest miejscem schronienia, lecz strukturą, do której trzeba się dostosować. W dzieciństwie nie brakowało jej opowieści - brakowało w nich jednak ciepła. Zamiast bajek słuchała historii o przodkach: o tych, którzy potrafili zachować czystość krwi i wiedzy i o tych, których nazwiska zniknęły z rodowych kronik. Uczyła się, że pamięć jest formą władzy, a zapomnienie - karą. Jeszcze zanim zaczęła czytać, potrafiła rozpoznać herby i rodowe symbole. Zanim nauczyła się pisać, wiedziała, które tematy należy omijać przy stole.


Od najmłodszych lat Iris różniła się od innych dzieci tym, że nie próbowała zrozumieć świata poprzez działanie, lecz poprzez zapamiętywanie. Nie biegała bez celu po korytarzach Corfe Castle ani nie domagała się uwagi. Jej obecność była cicha, lecz uważna - zawsze świadoma tego, co działo się wokół. Potrafiła godzinami siedzieć w jednym miejscu, pozornie zajęta lekturą, wzornictwem lub ćwiczeniem kroków tańca klasycznego, podczas gdy w rzeczywistości chłonęła rozmowy dorosłych, rytm domu i napięcia ukryte pod warstwą uprzejmości. Jej dzieciństwo wypełniały lekcje właściwe córce starego rodu: nauka etykiety, klasycznego tańca; z wiekiem rozwijała umiejętności haftu, a matka pokazywała jej jak duże znaczenie mogą mieć wyszywane wzory.  Jeszcze wtedy nie podejrzewała, że w przyszłości stanie się to jej ulubioną formą odskoczni, gdy życie codzienne zacznie ją przytłaczać. Równolegle opanowywała łacinę oraz francuski, które ułatwiały jej odczytywanie tekstów historycznych. Iris szybko zrozumiała, że forma jest równie istotna jak treść, a poprawność - często ważniejsza niż szczerość. Słuchała rozmów dorosłych z uwagą pozbawioną dziecięcej naiwności. Interesowały ją nie tylko słowa, lecz także sposób ich wypowiadania: nagłe pauzy, obniżenie głosu, spojrzenia rzucane ponad ramieniem, drobne gesty zdradzające więcej niż całe zdania. Z czasem pojęła, że w tym domu sens rzadko kryje się w tym, co mówi się wprost. Znacznie częściej ukrywa się w tym, co zostaje przemilczane. Zapamiętywała nazwiska pojawiające się tylko raz - w półzdaniu, przypisie do rodowej historii, rozmowie prowadzonej późnym wieczorem. Dostrzegała, że jedne imiona powracają regularnie, zawsze w tym samym kontekście, podczas gdy inne znikają bez śladu. Jeszcze jako dziecko zaczęła zadawać sobie pytanie, co decyduje o tym, czyje historie zostają, a czyje są wymazywane. Początkowo nie zadawała pytań na głos. Wiedziała, że pytania mają swoją cenę. Obserwowała więc reakcje dorosłych: napięcie w ramionach ojca, wyprostowaną postawę matki, nagłe milczenie rozmówców. Gdy w końcu zaczęła pytać, robiła to ostrożnie; jej pytania były krótkie, rzeczowe, pozbawione emocji. Często odpowiadała im cisza, którą Iris szybko nauczyła się traktować jak pełnoprawną odpowiedź. Nie czuła się przez to samotna, choć bywała sama. Cisza była dla niej przestrzenią bezpieczną, uporządkowaną. Bała się nie milczenia, lecz nagłych zmian tonu i emocji wymykających się spod kontroli. Spokój - nawet chłodny - był formą stabilności. Już wtedy zaczęła rozumieć, że świat, w którym dorasta, opiera się na pamięci wybiórczej, selektywnej, podporządkowanej potrzebom tych, którzy ją porządkują. Ta świadomość nie budziła w niej buntu. Budziła ciekawość. Iris chciała wiedzieć więcej - i zapamiętać to, co inni woleli pozostawić w cieniu. Właśnie wtedy, jeszcze jako dziecko, po raz pierwszy ukształtowało się w niej przekonanie, które miało towarzyszyć jej przez całe życie: że to, czego się nie zapisze i nie zachowa, zniknie - a wraz z tym zniknięciem zmieni się prawda.


Augustus Nott był dla Iris figurą nie do podważenia. Nie dlatego, że wzbudzał strach - lecz dlatego, że reprezentował porządek, który wydawał się nienaruszalny. W jego świecie wszystko miało swoje miejsce: ludzie, decyzje, emocje. Iris, jako jedyna córka, nie pasowała do tego schematu w sposób oczywisty. I właśnie to budziło w nim sprzeczne uczucia. Ich relacja od początku była napięciem pomiędzy oczekiwaniem a rozczarowaniem. Augustus wymagał od niej nienagannego zachowania, lojalności wobec rodu i zrozumienia hierarchii. Iris spełniała te wymagania - lecz nigdy bezrefleksyjnie. Zadawała pytania, które podważały sens niektórych poleceń. Nie kwestionowała władzy ojca, lecz próbowała zrozumieć jej fundamenty. Ich rozmowy często kończyły się nagle. Kłótnie wybuchały niespodziewanie, po czym zapadała cisza ciężka od niewypowiedzianych słów. Augustus krytykował jej miękkość, lecz jednocześnie nie potrafił jej zignorować. W głębi duszy wiedział, że córka widzi więcej, niż powinna - i właśnie dlatego nie potrafił jej odsunąć. Iris rozumiała to doskonale. Wiedziała, że jest dla ojca zarówno problemem, jak i powodem do dumy.


Euphemia Nott była inna. Jej miłość - jeśli można było ją tak nazwać - miała formę dyscypliny. Uczyła Iris języków, historii rodów, etykiety i sztuki panowania nad sobą. Każda lekcja była precyzyjna, niemal chłodna. Nie było w nich miejsca na improwizację ani słabość. To Euphemia nauczyła ją, że emocje są prywatne, a reputacja - publiczna. Że błąd popełniony w czterech ścianach może zostać naprawiony, lecz błąd popełniony przy świadkach zostaje na zawsze. Jej jedyna córka dorastała pod jej czujnym spojrzeniem, ucząc się mówić spokojnie nawet wtedy, gdy czuła gniew i uśmiechać się, gdy chciała odejść i sprawić komuś zawód. Ich relacja nigdy nie była ciepła, lecz była stabilna. Iris wiedziała, że matka nie potrafi okazywać uczuć inaczej niż przez wymagania. Z czasem nauczyła się traktować tę surowość jak narzędzie do przetrwania, nie karę.


Relacja Iris z Amodeusem nie zaczęła się od rozmów ani od wspólnych zabaw. Zaczęła się od ciszy - tej samej, w której oboje dorastali. Byli dziećmi tego samego domu, poddanymi tym samym regułom i oczekiwaniom, lecz Iris bardzo wcześnie zauważyła, że ciężar Corfe Castle osiada na nich inaczej. Amodeus nosił go w sobie, jakby każdy nakaz i każde spojrzenie ojca zapisywały się w nim głębiej niż powinny. Widziała to w sposobie, w jaki milczał przy stole, w tym, jak zbyt długo zostawał w archiwach, jakby kamień i pergamin były bezpieczniejsze niż rozmowa. Nie próbowała go zmieniać ani ratować w oczywisty sposób. Jej obecność była cicha, nienarzucająca się. Siadała obok niego, gdy reszta rodziny rozchodziła się po zamku. Zostawała w tych samych pomieszczeniach, nawet jeśli nie wymieniali ani jednego słowa. Z czasem Amodeus zaczął traktować jej obecność jak coś stałego - nie jako wsparcie, ale jako punkt odniesienia. Przy Iris nie musiał niczego tłumaczyć. Nie musiał udawać spokoju ani użyteczności. Była obok - i to wystarczało. Ich więź pogłębiała się wraz z latami, karmiona drobnymi gestami, które w tym domu miały większą wagę niż jakiekolwiek deklaracje. Spojrzenie rzucone w odpowiednim momencie, lekki uśmiech, gdy napięcie stawało się zbyt wyraźne, krótkie „chodź” wypowiedziane półgłosem. Iris nauczyła się czytać Amodeusa z precyzją, której nikt inny nie posiadał. Wiedziała, kiedy milczy, bo chce być sam, a kiedy dlatego, że nie potrafi już unieść kolejnej rozmowy. Wiedziała, kiedy należy odejść, a kiedy zostać - nawet jeśli oznaczało to wspólne siedzenie w ciszy aż do świtu. Amodeus z kolei szybko zrozumiał, że Iris jest jedyną osobą w Corfe Castle, przy której nie obowiązują go role. Nie musiał być starszym bratem, przyszłym narzędziem ambicji ojca ani doskonałym uczniem. Przy niej mógł być po prostu zmęczony. Mógł pozwolić sobie na chwilę nieuwagi, na opuszczenie ramion, na ciszę, która nie była osądzana. Jej zaufanie było nienatarczywe, choć bywało niecierpliwe, szczere do bólu i sarkastyczne. Z biegiem lat stała się jego powierniczką - choć nie w klasycznym sensie. Amodeus rzadko mówił o swoich lękach wprost. Iris nauczyła się wyławiać je z fragmentów zdań, z nagłych zmian tonu; wiedziała, kiedy wraca z wyprawy bardziej zmęczony niż zwykle, kiedy w archiwach zatrzymuje się przy jednym zapisie zbyt długo, jakby szukał w nim czegoś więcej niż informacji. Nie naciskała. Zamiast tego była obok - gotowa wysłuchać, jeśli zdecyduje się mówić i gotowa milczeć, jeśli tego potrzebował. Ich relacja nie była wolna od napięć. Iris potrafiła się na niego złościć - za to, że narażał się zbyt często, że nie dbał o siebie, że pozwalał ojcu przekraczać granice. Amodeus z kolei bywał wobec niej nadmiernie opiekuńczy, jakby próbował oszczędzić jej tego, co sam już przeszedł. Te tarcia nigdy jednak nie prowadziły do rozerwania ich wzajemnego przywiązania. Wręcz przeciwnie - były dowodem na to, że ich więź jest żywa i prawdziwa, a nie oparta na idealizacji. Dla Iris Amodeus pozostawał jedyną osobą, przy której mogła być w pełni sobą - nie córką Notta, nie strażniczką archiwów, nie idealną reprezentantką rodu. Przy nim nie musiała ważyć słów ani pilnować gestów. Dla Amodeusa Iris była jedynym miejscem, które w Corfe Castle nie wymagało czujności. Jedyną przestrzenią, w której nie groziła kara za chwilę słabości. Z biegiem lat zaczęła rozumieć, że ta relacja niesie ze sobą również lęk. Bała się nie tyle utraty Amodeusa, ile momentu, w którym przestanie być dla niego bezpiecznym miejscem. Myśl, że mógłby zamknąć się przed nią tak samo, jak przed resztą świata, była dla niej bardziej przerażająca niż jakiekolwiek zagrożenie. To właśnie ten lęk karmił jej potrzebę czuwania, obecności i pamięci. Brat był - i nadal jest - dla Iris jedynym dowodem na to, że w tym domu możliwa jest relacja oparta na czymś innym niż obowiązek. Jedynym miejscem, w którym przeszłość nie dławiła teraźniejszości. Jedynym punktem, przy którym Corfe Castle traciło na chwilę swój ciężar - i stawało się po prostu miejscem, a nie przeznaczeniem.



1946 - pierwsze użycie magii

Miała dziewięć lat i był to jeden z tych letnich dni, w których Corfe Castle zdawało się oddychać wolniej. Okna w bibliotece pozostawały otwarte, lecz powietrze i tak było ciężkie - nasycone zapachem starego papieru, kurzu i kamienia nagrzanego słońcem. Jej bracia byli w domu. Sam ten fakt zmieniał rytm zamku: Amodeus poruszał się ciszej niż zwykle, Cassius wnosił ze sobą nerwową energię, a Iris czuła, że napięcie, które zwykle było rozproszone, skupiło się w jednym miejscu. Kłótnia nie zaczęła się nagle. Narastała od kilku dni - z półsłów, spojrzeń, uwag rzuconych mimochodem. Tego popołudnia Iris popełniła błąd: zadała pytanie. Dotyczyło jednego z rodowych zapisów, nazwiska, które znalazła w bocznej księdze, a które nie pojawiało się nigdzie indziej. Zapytała spokojnie, rzeczowo, tak jak zawsze. Odpowiedź Augustusa była natychmiastowa i ostra. Nie dotyczyła treści pytania, lecz samego faktu, że zostało zadane. Powiedział jej, że nie wszystko jest przeznaczone do zrozumienia. Że jej rolą nie jest dociekanie, lecz nauka. Że ciekawość bywa niebezpieczna, zwłaszcza gdy dotyczy spraw, które zostały już rozstrzygnięte. Słuchała, stojąc prosto, z rękami splecionymi przed sobą. Robiła to, czego ją nauczono. Ale coś w niej pękło - nie gwałtownie, lecz jak cienka nić napięta zbyt mocno. Poczuła narastającą falę złości, której nie potrafiła już zdusić w sobie. Nie była to dziecięca furia. Była to frustracja wynikająca z poczucia niesprawiedliwości - głębokiej, nieznośnej. Kiedy Augustus skończył mówić, Iris sięgnęła po księgę leżącą najbliżej. Nie zastanawiała się. Chwyciła ją i cisnęła w stronę regału - gest był szybki, impulsywny, całkowicie sprzeczny z tym, czego ją uczono. Księga uderzyła o drewno z głuchym trzaskiem. A potem świat się poruszył. Najpierw jedna książka zsunęła się z półki i spadła na podłogę. Potem druga. Trzecia. Dźwięk narastał - suchy, gwałtowny, nieregularny. Tomy zaczęły zlatywać z regałów, jakby coś niewidzialnego przesuwało się wzdłuż półek, strącając je jeden po drugim. Powietrze zgęstniało, a kurz uniósł się w ciężkiej chmurze. Iris stała nieruchomo. Nie krzyczała. Nie cofnęła się. Patrzyła, jak książki spadają na posadzkę, jak grzbiety pękają, a kartki rozsypują się po podłodze niczym ptaki wyrwane z klatek. Serce waliło jej w piersi, ale w głowie panowała przerażająca jasność: to ja. Amodeus zareagował pierwszy. Zrobił krok w jej stronę, instynktownie, jakby chciał ją osłonić. Cassius zaklął pod nosem, cofając się pod ścianę. Augustus nie poruszył się wcale. Kiedy ostatnia księga spadła z półki, zapadła cisza. Głęboka, absolutna, cięższa niż wcześniej. Iris czuła drżenie w dłoniach i palący ból za oczami, jakby magia wypaliła w niej ślad, którego nie da się już cofnąć. Augustus spojrzał na nią przeciągle - nie było w tym spojrzeniu gniewu. Była ocena. Nie powiedział ani słowa. Dał tylko znak, by wszyscy opuścili bibliotekę. Służba została wezwana później. Księgi zebrano. Zniszczone tomy odłożono osobno - jak rzeczy skażone. Tego dnia Iris nie została ukarana. Nie została też pocieszona. Zamiast tego po raz pierwszy zrozumiała, że jej magia obudziła się wtedy, gdy przestała być posłuszna. Gdy pozwoliła sobie na gniew. Gdy naruszyła porządek, który miał pozostać nienaruszalny. Amodeus przyszedł do niej wieczorem. Nie mówił nic. Usiadł obok i został. Wiedziała już, że to wydarzenie na zawsze zmieni sposób, w jaki ojciec na nią patrzy - i sposób, w jaki ona sama będzie patrzeć na swoją magię.



1949 - 1961 - edukacja

Wyjazd do Hogwartu nie był dla Iris ucieczką z Corfe Castle, lecz pierwszym momentem, w którym mogła spojrzeć na świat bez filtrów narzuconych przez rodzinny dom. Zamek szkoły różnił się od rodzinnej twierdzy nie tyle architekturą, co sposobem istnienia. Tam, gdzie Corfe Castle było zaprojektowane do kontroli i selekcji, Hogwart żył - zmieniał się, reagował, bywał nieprzewidywalny. Dla Iris było to doświadczenie jednocześnie dezorientujące i pociągające. Już pierwsze tygodnie uświadomiły jej, że poza murami rodzinnego domu nazwisko Nott nie działa w ten sam sposób. Owszem, otwierało drzwi, budziło respekt, czasem niechęć - ale nie gwarantowało zrozumienia ani przewagi. Iris szybko pojęła, że w Hogwarcie nie wystarczy być dziedziczką rodu; trzeba było znaleźć własny sposób istnienia. I znalazła go nie w rywalizacji, lecz w obserwacji. Nie była uczennicą, która zabiegała o uwagę nauczycieli czy sympatię rówieśników. Siedziała zwykle nieco z boku, słuchając więcej, niż mówiła. Z czasem zaczęto ją postrzegać jako osobę uważną, kompetentną i trudną do zaszufladkowania. Nie epatowała rodową dumą, ale też się jej nie wypierała. Najsilniej pociągały ją przedmioty, które pozwalały zrozumieć dlaczego, a nie tylko jak. Historia magii nie była dla niej zbiorem dat i nazwisk, lecz mapą decyzji. Każdy konflikt, każde prawo, każdy zakaz traktowała jak punkt przecięcia ludzkich ambicji, strachu i pragnienia kontroli. Często zostawała po zajęciach, zadając pytania, które nie dotyczyły przebiegu wydarzeń, lecz ich sensu. Interesowało ją, co działo się pomiędzy - co sprawiało, że jedne decyzje zapamiętywano, a inne celowo pomijano. Starożytne runy stały się dla Iris językiem, który przemawiał do niej najmocniej. Nie fascynowały jej same znaki, lecz ich funkcja jako nośników intencji. Widziała w runach coś więcej niż technikę - widziała ślad myśli, wybór formy, kompromis pomiędzy bezpieczeństwem a skutecznością. Często pracowała wolniej niż inni, ale dokładniej; nie interesowało jej szybkie rozwiązanie, lecz takie, które nie pozostawiało wątpliwości. W relacjach z innymi uczniami zachowywała ostrożny dystans. Nie była samotniczką, ale nie pozwalała sobie na łatwe przywiązania. Znała cenę lojalności i wiedziała, jak łatwo może zostać wykorzystana. Mimo to zdarzały się osoby, z którymi nawiązywała krótkie, intensywne znajomości - oparte na rozmowach do późnej nocy, wspólnych analizach tekstów, sporach o interpretacje dawnych wydarzeń. Te relacje rzadko przetrwały próbę czasu, ale każda z nich zostawiała po sobie ślad. Szybko nauczyła się, że Hogwart ma swoje niewidzialne struktury: sieć sympatii, uprzedzeń i cichych układów między domami. Obserwowała je z chłodną ciekawością, widząc w nich miniaturę świata dorosłych. Nie angażowała się otwarcie, lecz zapamiętywała - kto z kim rozmawia, kto unika czyjego spojrzenia, kto zbyt chętnie powtarza cudze poglądy. Ta umiejętność miała jej się przydać później, gdy wróciła do świata rodowych salonów. Choć nie była czarownicą spektakularną, nauczyciele cenili jej konsekwencję i zdolność analityczną. Nie błyszczała pojedynczymi zaklęciami, lecz rozumiała ich strukturę i ograniczenia. Często wskazywała błędy, które innym umykały - drobne nieścisłości, potencjalne luki, konsekwencje, których nikt nie brał pod uwagę. Jej sposób myślenia był mniej efektowny, ale znacznie trwalszy. Z biegiem lat Hogwart przestał być dla Iris tylko szkołą. Stał się miejscem, w którym po raz pierwszy mogła istnieć bez ciągłego odniesienia do Corfe Castle. To tam nauczyła się, że tradycja może być przedmiotem analizy, a nie tylko dziedziczenia. Że autorytet nie zawsze wynika z nazwiska. I że wiedza, jeśli jest dobrze rozumiana, potrafi być formą wolności. Opuszczając mury szkoły, nie czuła nostalgii. Czuła raczej spokój wynikający z faktu, że zdobyła narzędzia potrzebne do powrotu. Hogwart nie zmienił jej poglądów - ale nauczył ją, jak je formułować bez lęku. I to właśnie tam Iris Nott po raz pierwszy zrozumiała, że może być lojalna wobec rodu, nie rezygnując z własnego osądu.


Decyzja o kontynuowaniu nauki w Evershire College nie zapadła w jednej chwili. Iris nie ogłosiła jej przy stole ani nie użyła jej jako argumentu w żadnej z licznych rozmów z ojcem. Dojrzewała do niej długo - jeszcze w ostatnich latach Hogwartu, gdy coraz wyraźniej dostrzegała, że historia magii nie kończy się na kronikach i szkolnych opracowaniach. Że prawdziwa przeszłość ukryta jest w zapisach marginalnych, w dokumentach użytkowych, w runach. Do Evershire nie szła po władzę ani po stanowisko. Szła po narzędzia, które pozwoliłyby jej czytać przeszłość dokładniej - bez uproszczeń, bez narracji narzuconych przez zwycięzców. Lex Magica interesowała ją nie jako ścieżka kariery, lecz jako klucz do zrozumienia, w jaki sposób historia bywa kodowana, porządkowana i - zbyt często - zniekształcana przez język prawa. Proces rekrutacyjny potraktowała z powagą właściwą decyzjom nieodwracalnym. Egzaminy pisemne nie sprawiły jej trudności - historia magii, starożytne runy, analiza dawnych zapisów były obszarami, w których poruszała się swobodnie. Najważniejsza okazała się rozmowa kwalifikacyjna z radą uczelni. To tam po raz pierwszy jasno sformułowała cel swoich studiów: nie chciała tworzyć nowych narracji, lecz docierać do tych, które zostały przykryte warstwami późniejszych interpretacji. Nie mówiła o rodzie Nottów więcej, niż było to konieczne. Nie zasłaniała się nazwiskiem ani dziedzictwem - choć niektózry spoglądali na nią tylko przez pryzmat tego. Mówiła o runach jako nośnikach intencji, o dokumentach prawnych jako źródłach historycznych, o tym, jak jedno sformułowanie potrafi przesunąć znaczenie wydarzeń o całe pokolenia. Zwracała uwagę na to, że prawo nie tylko reguluje teraźniejszość, lecz również archiwizuje przeszłość w określony sposób. Rada słuchała uważnie, by następnie zapisać jej nazwisko na liście przyjętych. College okazał się miejscem znacznie bardziej wymagającym niż Hogwart - nie pod względem ilości wiedzy, lecz jej ciężaru. Program Lex Magica był bezlitosny w swojej precyzji: analiza dawnych kodeksów, historia Wizengamotu widziana przez pryzmat precedensów, starożytne runy jako fundament dokumentów i umów, które kształtowały czarodziejski świat przez stulecia. Dla Iris nie były to suche zagadnienia prawne, lecz żywe źródła historyczne, domagające się uważnej lektury. Odnajdywała się w tym świecie zaskakująco dobrze - wymagał dokładnie tego, co było jej najbliższe: cierpliwości, analizy i zdolności dostrzegania tego, co pominięte. Szybko zaczęła zauważać luki w interpretacjach, sprzeczności między intencją a zapisem, miejsca, w których historia została uproszczona do wygodnej formy. Jej zainteresowanie runami pogłębiało się - traktowała je nie jak ozdobniki przeszłości, lecz jak język, który nadal można odczytać, jeśli pozna się jego kontekst. Nie była studentką głośną ani towarzyską. Trzymała dystans, obserwowała, słuchała. Jej pochodzenie budziło respekt - czasem niechęć - ale Iris nie pozwalała, by definiowało jej pozycję. W Evershire liczyła się praca. A tej poświęcała się bez reszty. Z czasem zaczęto postrzegać ją jako osobę, do której warto zwrócić się po konsultację. Nigdy nie podawała gotowych odpowiedzi. Zamiast tego zadawała pytania, które zmuszały rozmówców do ponownego przyjrzenia się źródłom. Była precyzyjna, cierpliwa i - co rzadkie -intelektualnie uczciwa, nawet wtedy, gdy wnioski nie były wygodne. Studia w Evershire ugruntowały w niej przekonanie, że historia magii i prawo są nierozerwalnie splecione. Że każdy zapis prawny jest jednocześnie aktem pamięci - decyzją o tym, co zostanie zachowane, a co zniknie w przypisie. Iris wiedziała już, że jeśli chce być historykiem, nie może ignorować mechanizmów, które te zapisy tworzą. Gdy wracała do Corfe Castle na przerwy - a częste odwiedziny były możliwe dzięki licencji teleportacji - była już kimś innym. Nie buntowniczką. Nie córką zadającą niewygodne pytania. Była osobą, która potrafiła czytać świat jak tekst - z jego przemilczeniami, skrótami i celowymi przeinaczeniami. Augustus to widział. I po raz pierwszy nie był pewien, czy wiedza, którą zdobywała Iris, będzie dla rodu błogosławieństwem.



1957 - śmierć brata

Kiedy Cassius zginął, Iris miała dwadzieścia lat - i to właśnie ten fakt czynił stratę nie do zniesienia. Nie była już dzieckiem, które można odsunąć od prawdy ani młodą dziewczyną, której wolno nie rozumieć konsekwencji. Wiedziała, czym zajmowali się jej bracia. Wiedziała, czym ryzykują. Wiedziała również, że wyprawy, na które wyruszali, nie miały w sobie nic z romantyzmu opowieści rodowych - były zimne, brudne i obciążone błędami, które zawsze ktoś musiał popełnić jako pierwszy. Wieść o śmierci najstarszego brata dotarła do Corfe Castle szybko, niemal bez opóźnienia, jakby świat nie chciał pozwolić rodzinie na złudzenie spokoju. Iris zapamiętała nie moment, w którym się o niej dowiedziała, lecz to, co nastąpiło potem - nienaturalną sprawność, z jaką dom przestawił się na tryb funkcjonowania po stracie. Rozmowy skrócono. Korytarze ucichły. Cassius nie był dla niej tylko bratem. Był punktem odniesienia. Kimś, kto rozumiał reguły gry i potrafił się w nich poruszać, nie tracąc przy tym resztek człowieczeństwa. Łagodził napięcia, pośredniczył w rozmowach, brał na siebie ciężar oczekiwań ojca w sposób, który czynił je znośniejszymi dla reszty rodzeństwa. Najbardziej dotkliwe było jednak to, jak szybko Cassius został włączony w narrację rodu. Augustus mówił o nim niewiele, a jeśli już, to w kategoriach obowiązku i ceny, którą czasem trzeba zapłacić. W jego słowach nie było miejsca na żal - tylko na bilans. Euphemia zajęła się formalnościami, organizacją, ciągłością. Śmierć syna została potraktowana jak wydarzenie, które należy zamknąć w ramach porządku, zanim zacznie zagrażać stabilności. Iris nie potrafiła się z tym pogodzić. Widziała, jak Amodeus - wracający z wyprawy ranny, milczący, obciążony winą - zostaje niemal natychmiast przesunięty w miejsce, które wcześniej należało do Cassiusa. Ojciec patrzył na niego inaczej: intensywniej, chłodniej, z nową dawką oczekiwań. Iris rozumiała już wtedy, że w tej rodzinie strata nie zatrzymuje mechanizmu - ona go tylko przestawia. Jej własna żałoba nie miała struktury. Była zbyt świadoma, by szukać pocieszenia w prostych narracjach i zbyt dumna, by okazywać słabość w domu, który nie dawał na nią przestrzeni. Zamiast tego wróciła do tego, co znała najlepiej: do wyszywania, zamieniania swojego żalu w magię - tworzyła skomplikowane wzory, które stawały się odzwierciedleniem jej duszy; do zapisków, kronik, dokumentów. Próbowała odnaleźć w nich sens - nie dla śmierci Cassiusa, lecz dla samej idei straty. I po raz pierwszy zrozumiała, że historia bywa bezradna. Że są wydarzenia, których nie da się uporządkować. To wtedy coś w niej pękło - cicho, bez spektaklu. Nie był to bunt, lecz głęboka zmiana perspektywy. Iris pojęła, że porządek, w który wierzyła, ma swoje granice. Że system zdolny przechować wiedzę przez stulecia może jednocześnie unieważnić jednostkę w imię ciągłości. Cassius pozostał w jej pamięci nie jako bohater ani ofiara, lecz jako dowód. Dowód na to, że nawet w rodzinie obsesyjnie dbającej o zapisy można stracić coś, czego nie da się zapisać bez zafałszowania. I że jeśli Iris kiedykolwiek będzie miała wpływ na to, jak historia jest opowiadana - zadba, by takich strat nie zamykano jednym zdaniem.



1962 - teraźniejszość

Powrót do Corfe Castle nie miał w sobie nic z triumfu. Nie było gratulacji wygłaszanych przy stole ani celebracji zakończonej drobnym toastem. Była za to cisza. Iris przyjechała z niewielkim kufrem i jeszcze mniejszą ilością rzeczy, które uznała za osobiste. Reszta należała do przeszłości; a przeszłość, jak wiedziała aż nazbyt dobrze, wymagała ostrożnego obchodzenia się. Ukończyła studia niedawno. Powrót do domu nie był cofnięciem się - był wyborem miejsca, w którym jej wiedza mogła mieć realny sens. Archiwa Nottów nie były dla niej azylem ani nagrodą. Były odpowiedzialnością, w których rozpoznała zadanie dla siebie. Pierwsze dni spędziła na porządkowaniu. Nie fizycznym - to należało do służby - lecz znaczeniowym. Przeglądała katalogi, zestawiała sygnatury, sprawdzała ciągłość zapisów. Zatrzymywała się przy lukach. Przy datach, które nie pasowały. Przy nazwiskach, które pojawiały się tylko raz, jakby ktoś pozwolił im istnieć wyłącznie na ułamek chwili. Augustus obserwował ją z dystansu. Nie ingerował, nie zadawał pytań. Iris czuła, że tym razem jego milczenie nie wynikało z braku zainteresowania, lecz z niepewności. Archiwa były sercem rodu, a ona poruszała się w nich z pewnością kogoś, kto rozumie nie tylko ich zawartość, lecz także mechanizmy, które je ukształtowały. Nie była już córką, która pytała dlaczego. Była badaczką, która wiedziała jak. Najwięcej czasu spędzała w tych częściach zbiorów, które uznawano za nieważne. Dokumenty bez bieżącej wartości politycznej, zapisy dawnych umów, marginalia w księgach prawa. To tam historia mówiła najciszej - i najuczciwiej. Iris czytała je nie po to, by przywracać zapomniane nazwiska na piedestał, lecz by zrozumieć procesy, które je wymazały. Interesowała ją ciągłość: jak decyzje sprzed stuleci rezonowały w teraźniejszości, jak jeden zapis potrafił zmienić bieg kilku pokoleń. Z Amodeusem wciąż porozumiewała się bez słów. Wiedział, kiedy nie przeszkadzać i kiedy zostawić na biurku coś, co może ją zainteresować. Czasem przynosił artefakt, czasem tylko wzmiankę o znalezisku. Iris słuchała, notowała, zadawała pytania, które porządkowały chaos jego doświadczeń. Wiernie również towarzyszyła mu przy okazji badań nad starożytnymi runami. Nie miała złudzeń co do roli, jaką przyszło jej pełnić. Wiedziała, że archiwa można wykorzystać jako narzędzie władzy równie łatwo, jak jako przestrzeń pamięci. Jej wybór polegał na tym, by nie udawać neutralności. Odpowiedzialność nie oznaczała bezstronności - oznaczała świadomość konsekwencji. Była gotowa je ponieść.


Dziś Iris Nott stoi pomiędzy lojalnością a świadomością. Nie szuka władzy, ale nie ucieka przed odpowiedzialnością. Nie uchyla się przed nazwiskiem i konsekwencjami, które niesie jego posiadanie. Nie łudzi się, że ominą ją formalności adekwatne do jej płci - Augustus już niejednokrotnie wypominał swojej jedynej córce, że jest zbyt nowoczesna i musi spełnić obowiązek zamążpójścia. Tyle, że w tym świecie pełnym niepewności, pychy i obłudy, nie sądziła, by znalazł się ktoś, kto w pełni ją zrozumie.

0
Pozostało PP
mixed
20
Pozostało PM
15
10
0
OPCM
Uroki
Czarna magia
10
0
3
Transmutacja
Magia lecznicza
Eliksiry
5
12
6
Siła
Wytrzymałość
Szybkość
Ścieżka V — Starożytne runy
Wiedza o runach północnoeuropejskich
Inne starożytne systemy zapisu
Zaklinanie runiczne i pieczęcie ochronne
Ścieżka VI — Nauka
Znajomość teorii magii
Planowanie i metodologia badań
Statystyka i analiza
Rozwój teorii magii i krytyczne myślenie
Ścieżka VIII — Historia i kultura magiczna
Historia cywilizacji
Znajomość obyczajów i etykiety
Mitologia i folklor
Analiza i interpretacja starożytnych tekstów
Archeologia i badanie artefaktów
Ścieżka X — Polityka i prawo
Znajomość prawa i regulacji
Ścieżka XVI — Społeczeństwo i wpływy
Odczytywanie emocji i czujność
Dyplomacja
Ścieżka XVIII — Sport
Taniec
Ścieżka XIX — Technika i rzemiosło
Magiczne wzornictwo
Ścieżka XX — Poliglotyzm
Łacina
Francuski

drzewko

Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
18-01-2026, 11:08

Witamy na forum Serpens!

Mistrz Gry utworzył dla Ciebie osobisty dział, w którym została umieszczona Twoja skrytka bankowa. Udaj się do niego i opublikuj temat z sowią pocztą oraz umieść tam swój prywatny kuferek. Na start otrzymujesz też od nas skromny prezent – znajdziesz go w swoim ekwipunku.

Możesz już rozpocząć zabawę na forum! Zachęcamy, abyś sprawdził, co Ci się przyśniło, rozeznał się w aktualnych wydarzeniach oraz spytał, kto zaczyna.

Odtąd Twoje słowa, decyzje i sojusze mają znaczenie. Uważaj, komu zaufasz — wężowe języki są zdradliwe. Dobrej zabawy!

Karta zaakceptowana przez: Lucinda Macnair

    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
18-01-2026, 22:10

Iris Nott

Ekwipunek

pozostałe przedmioty spoza automatycznego ekwipunku

darmowa sowa pocztowa

Historia rozwoju

[18.01.2026] zatwierdzenie karty postaci, +1 do wytrzymałości
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 07:53 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.