• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Zaakceptowane > Czarodzieje > Titus Harrison
Titus Harrison
Obrazek postaci
Dusza
Personalia rodziców
Daniel i Tara O’Neal, przybrani: Edward i Elisabeth Harrison
Aspiracje
Powrót na gospodarstwo i hodowla koni
Amortencja
Wrzosy, miód, chmiel i sucha słoma
Różdżka
Elastyczna, 9 i 3/4 cala, włos demimoza, drewno jaśminowe. Zakończona rzeźbioną, końską głową.
Hobby, pasje
Hodowla koni, quiddich, wędkarstwo, western
Bogin
Martwy jednorożec
Umysł
Data urodzenia
13 maja 1925
Miejsce urodzenia
Strathpeffer, Szkocja
Miejsce zamieszkania
24 Hadrian Street, Londyn, Anglia
Język ojczysty
Angielski
Genetyka
Jasnowidz
Ukończona szkoła
Gryffindor, Szkoła Magii i Czarodziejskwa w Hogwarcie
Zawód
Magipolicjant
Czystość krwi
Mugolska
Status majątkowy
Stabilna sakiewka
Ciało
36
168
66
Wiek
Wzrost
Waga
Brązowe
Jasnobrązowe
Kolor oczu
Kolor włosów
Budowa ciała
Szczupła, gibka — o sile niepowiązanej z rozmiarem, a wytrzymałością lekko zarysowanych mięśni. Ze względu na niewysoki wzrost, nie budzi grozy.
Znaki szczególne
Zamiłowanie do mugolskiej mody. Pod ubraniami nosi liczne blizny - mniejsze czy większe, jedną pokaźniejszą - po czarnej magii - pod prawym obojczykiem. Wybite niegdyś palce prawej dłoni, serdeczny i mały, nie prostują się do końca.
Preferowany ubiór
Współczesny, z mugolskim sznytem. Jeansy, koszule flanelowe, kurtki skórzane czy jeansowe. Obuwie często militarne albo sportowe.
Zajęty wizerunek
Matthew Gray Gubler
Obrazek postaci
Our spеcies overcomes through perseverance in the mind
Our dreams are a reminder this realm ain't the only kind
This realm ain't what you define, no answers, running blind
Like a dog caught in the headlights of a truck that's passing by

1925 - Titus O’Neal

    Och Titusie, tak szybko nauczyłeś się mówić. Śmiał się głośno ze swojej przystarej mamusi i przystarego tatusia, łapiąc ich za smutne, zwieszone nosy. Podobno cudem urodził się w ogóle żyw, patrząc na wiek swojej matki, ale szybko o tym zapomniano. To, że go nie planowali było chyba oczywiste, bo był im zwyczajnie niepotrzebny. Trzynaste dziecko w biednej, szkockiej rodzinie mugoli… Musiało nie być ci lekko, co? Za dzieciaka zjadał najmniej, bo starczyć musiało dla pracujących w polu braci. Matka rzadko go przytulała, ojciec dobił interes by go oddać.
    Zamożniejsza rodzina czarodziei półkrwi wzięła go na gospodarstwo gdy miał już siedem lat. Wiedzieli, że odlatujące i lądujące na dachu snopki siana to nie przypadek, że kury nie powinny lewitować - sami zaproponowali państwu O'Neal przejęcie syna. Starzeli się. Wychowają sobie pomocnika.
    Zajmowali się hodowlą zwierząt – owiec, krów, ale głównie koni – takich pięknych, gorącokrwistych, nie byle pociągowych klaczy. 
    Kiedy tata odstawił go do ich domu z całym przynależnym mu ekwipunkiem, na który składało się jedynie kilka zużytych ciuchów, pan Harrison przywitał ich przy furtce. W dłoni trzymał wodze przypięte do ogłowia ukochanej Jeny – kasztanowatej klaczy, czystej angielki, którą Titus pokocha najmocniej na świecie. 
    Jej nos dotknął jego głowy, a on poczuł drażniące przeczucie.
    Przeczucie te nie porzuci go do końca życia, chociaż nie zrozumie go długo, do końca może nigdy. 
    Jasnowidzenie spadło na niego niespodziewanie - nikt w rodzinie nie był nawet czarodziejem. Nikt w rodzinie nie rozumiał nawet, że jego dziwaczne sny i bujna wyobraźnia to coś poza figlami umysłu dziecka. Unikalnego przekleństwa nie spodziewali się nawet Harrisonowie - umrą nieświadomi, że pod swoim dachem wychowali dzecko z trojgiem oczu.
    Przeczucie pojawiające się w tamtym momencie sprawiło, że zaczął płakać. 
    Każdy myślał, że płacze za ojcem, który odszedł polną drogą nie oglądając się za siebie. 
    On patrzył na niego, ale gdy zamykał ciężkie od łez powieki – widział jedynie klacz ze złamaną nogą. Zastrzeloną, by nie cierpiała dłużej, nie mogąc wstać.
    Zapłacze znowu, kiedy zobaczy rampę transportową, chociaż nie zrozumie czemu. 
    Przez kilka następnych lat trzyma Jenę tak blisko jak może. Jeżeli nie spuści jej z oka, nic jej się nie stanie.
    Prawda…?



1932 - Titus Harrison

    Titus O’Neal umiera dla mugolskiego świata – oszczędza mu to potencjalnych listów werbunkowych do Armii Brytyjskiej w trakcie Drugiej Wojny Światowej. Titus Harrison istnieje w niemagicznych rejestrach, ale jego ostatnie miejsce pobytu to Londyn - nawet jeżeli w tamtym czasie nie był tam nigdy. Żyje częściowo w niemagicznym świecie. Zwierzęta hodowane przez Harrisonów sprzedawane są głównie do stadnin mugolskich, a w domostwie ich korzysta się z rozwiązań współczesnej techniki niemagicznej. Lubi bawić się zapalniczką, żuć kolorowe gumy do żucia, które podarowała mu jedna z żon klientów przyszywanych rodziców; lubi słuchać historii lokalnego księdza – jednego z niewielu karolickich księży w tej okolicy. Kiedy jeżdżą na targ w Inverness – bawi się w budce telefonicznej, a Harrisonowie podrzucają mu kilka monet, byle mógł zrobić sobie kilka durnych zdjęć w fotobudce. To miłe wspomnienia, które wypełniają niczym żywica przerwy pomiędzy dziecięcą pracą na gospodarstwie.
    Jako Titus Harrison funkcjonuje więc w innym świecie, a jego dziecięca magia wydaje się coraz silniejsza i gwałtowniejsza, od kiedy doświadczył pierwszej bardziej uświadomionej i przerażającego go wizji. Wizji nie będącej jedynie powtarzającym snem (jak to było dotychczas), który urwał się w ostatnią noc przespaną w rodzinnym domu O’Nealów, kiedy obecny w nim byk jelenia zepchnął ze skały ostatni kamień - to jego ojciec. 
    Od tego czasu najczęściej śni o zwierzętach czy magicznych stworzeniach, a te mają wyjątkowo dużo ludzkich cech. Mówią, rozumieją, przypominają wyglądem ludzi których zna. Mówią o sytuacjach, które zwykle rozumie dopiero po fakcie i dotyczą ludzi, których rozpozna dopiero gdy realny świat da mu ku temu wyraźne znaki. Części zwierzęcych sylwetek nie połączy nigdy z ludzkim odpowiednikiem – sny i myśli odchodzą, przemijają. 
    O większości z nich nie mówi – wychowuje się bez rówieśników, którzy mogliby go zrozumieć. Zmieni się to dopiero w Hogwarcie, kiedy rozplącze język. Jego dziecięce i nastoletnie wizje zawsze są jednak tak absurdalne, by ciężko było wziąć je za należyty dar. 

    Nim trafi do Hogwartu mija jednak kilka lat. Nie tak beztroskich, jak wydawać mogą się dziecięce lata – ale wciąż lepszych niż te, które czekałyby na niego w rodzinnym, okrutnie biednym domu. Początkowo pracuje z owcami. Razem z dwoma silnymi, białymi owczarkami gania je po szkockich pastwiskach. Pan Harrison opowiada mu, że nie musi się bać. Mugole wytępili wszystkie szkockie wilki. Pokazuje mu jak polować na liczne z tego powodu jelenie – a kiedy chłopak dorasta, gospodarz pokazuje mu nawet jak trzymać broń. Zaczynają rozmawiać coraz częściej, a w pewnym momencie – bliżej nieokreślonym w czasie – zaczynają nazywać siebie ojcem i synem. Właściciele gospodarstwa mają własne dzieci – te jednak mieszkają w Londynie, nie interesują się rodzinnym interesem, pracując w mieście przedstawionym w opowieściach jako jedyna szansa na lepsze, prawdziwie godne życie. Nikt nie jest nawet świadom jak informacja ta wpłynie na młodego Harrisona.
    Przez kolejne lata – te dziecięce, nim jeszcze trafi do szkoły Magii i Czarodziejstwa – spędza pomagając pracownikom stajni. Czyści koniom kopyta, przerzuca słomę, głaszcze je z czułością i tłumaczy, że nigdy ich nie zostawi. Wiadomym jest, że ma ogromną wrażliwość dla zwierząt, dla ludzi i ich emocji. Płacze kiedy klacz rodzi martwe źrebię – ale nawet pomimo łez zasłaniających mu oczy – wciąż wykonuje swoje obowiązki. 
    Dużo uczy się od starszych pracowników.
    Nawiązuje coś, co zakrawa o braterską przyjaźń z dwudziestoletnim chłopakiem – najętym pomocnikiem Harrisonów. Poznaje też jego siostrę – dziewczynę dwa lata starszą od Titusa, mugolaczkę i wychowankę Gryffindoru. Jeneva Young jest dla Harrisona owcą ubraną w sweter. Kiedy poznaje ją, czuje ciepło. Gdy odchodzi – ogromną stratę i odrzucenie. Zrozumie je za kilkanaście lat.



1936-1943 - Hogwart

    Śni o tym, że gęś podaje mu różdżkę - to Harrisonowie, zawsze widzi ich parę właśnie w ten sposób. Dzieje się to dwa dni przed tym, jak gospodarze zabierają Titusa do Londynu, gdzie wyposażają go we wszystko to, co przyda mu się w Hogwarcie. Przygotowywali go do tego, jak sądzili, należycie – chociaż nic nie przygotuje chłopca takiego jak on, na spotkanie z tak ogromnym tabunem ludzi z wszelkich sfer. Chłopak nie miał starszego rodzeństwa zdolnego do przekazania mu odpowiedniej wiedzy czy ostrzeżeń. Nie ma w sobie też budowanych przez społeczeństwo czarodziei uprzedzeń – zna część mugolskich, ale na tyle, na ile poznać może je jedenastolatek żyjący w odizolowanej wiejskiej społeczności.
    Jest wygadany, kreatywny, oddany swoim zainteresowaniom – autentycznie wie dużo o hodowli i nawet bez szkoły posiada podstawową wiedzę na temat opieki nad magicznymi stworzeniami. Na Ceremonii Przydziału wzywany jest nazwiskiem Harrison – ostatecznie zrywając już swoje więzy z rodziną O’Neal. Obecnie nikt nie pozna go już pod tym nazwiskiem, a jedynie w rodzinnym Strathpeffer ktoś wspomni go w ten sposób przez przypadek, instynktownie, niepotrzebnie.
    Trafia do Gryffindoru. Podobno do twarzy mu w czerwonym. 
    Budowanie relacji z rówieśnikami nie jest proste, ale zaczepiony przez kolegów w odpowiedni sposób otwiera się niemal nadmiernie. Gdy ktoś patrzy na niego dziwnie, gdy ktoś zarzuca mu niewiedzę – umie podkolorować i dozmyślać, byleby nie wyjść na skończonego durnia. Od najmłodszych lat zmyśla doskonale – może dlatego wciąż ignoruje się potencjalne znaczenie jego proroczych, pokrętnych i pełnych metafor snów.
    Bardzo wstydzi się towarzystwa koleżanek, ale niedługo nie będzie musiał przejmować się ich uwagą – dzieli piętrowe łóżko z blond chłopcem o nieco przerażającym spojrzeniu jasnych oczu. To jego późniejszy, wieloletni przyjaciel – Ambrose Day (od zawsze mówi do niego Rosie) jest lubiany przez koleżanki i… Dziwny. Tak mówią o nim inni chłopcy, ale Titus też to czuje – chociaż nazywa to inaczej, bo co dziwne dla innych, jemu wydaje się w tamtym czasie okrutnie interesujące. Zaprzyjaźnią się i zostaną w przedziwnej relacji na lata – nawet jeżeli okupią to dziesiątkami bójek, kłótni czy mniejszych nieporozumień.
    Razem grają w Quidditcha. Titus jest w niego początkowo wyjątkowo wręcz dobry – rośnie dość wysoki jako pierwszy z chłopców z rocznika – doskonale radząc sobie z ujarzmieniem miotły i manewrami przy dużej prędkości. Gra na pozycji ścigającego, na której potem staje się raczej przeciętny – grając coraz rzadziej, nie rosnąc zresztą dużo więcej, pozostając niemal najniższym członkiem drużyny. Zepchnięty na pozycję rezerwowego przez przyszłą gwiazdę czarodziejskiego sportu, gra tylko od czasu do czasu, w wypadku jego kontuzji czy choroby. Do tego pierwszego przyczynia się może raz. Ze smutku i złości. Po tamtej nieczystej zagrywce gra w drużynie jeszcze rzadziej. 
    Chętnie pojedynkuje się – w tamtym czasie nie ma problemu z rzucaniem uroków, ochroną przed czarną magią czy elementami transmutacji, a emocjonalność przekuwa w siłę zaklęć. Uwielbia zajęcia z zakresu opieki nad magicznymi stworzeniami, chłonąc z nich wszystko co tylko może i czerpiąc nieujarzmioną przyjemność z obcowania z co nowymi osobnikami. Zaczyna marzyć o tym by zobaczyć jednorożca, a nawet jeśli budzi to śmiech i spojrzenie pełne powątpiewania w marzenia dorastającego mężczyzny – widzi go już kolejnej nocy, od tamtej pory śniąc o nim często. 
    A szkołę kończy przecietnym - w zajęciach praktycznych zdolnym, zaś w teoretycznych niemal beznadziejnym. Ostatni rok jest dla niego ciężki, a wizja powrotu na gospodarstwo Harrisonów i założenie tam rodziny pozostaje jedyną wyobrażalną i znajdującą się w bliskim zasięgu opcją.



1943-1945 - Farma Harrisonów

    Po zakończeniu ostatniego, felernego roku, znowu trafia na gospodarstwo. 
    Nie ogranicza się już do pomocy, którą oferować mógł jedynie w wakacje – często zabierając wtedy ze sobą jeszcze silniejszego przyjaciela – Day’a, z którym rozchodzi się boleśnie po jego wczesnym ślubie. 
    Teraz, kiedy pani Harrison nie żyje, a pan Harrison jest już w podeszłym wieku – młody wychowanek zajmuje się hodowlą z największym możliwym dla siebie oddaniem. Pracownicy lubią go – jest bowiem bezpośredni i wrażliwy, a wiedza zdobyta w szkole umożliwia mu łatwiejszą wstępną tresurę czy szybsze zauważanie możliwych chorób. Zatrudnia weterynarza, dodatkowych, młodych pracowników i uczy się zasad funkcjonowania gospodarstwa od przesiąkniętego żalem po zmarłej małżonce starego Harrisona. Ten uświadamia go, że w przyszłości będzie musiał zarządzać biznesem dalej, nie licząc na pomoc i zainteresowanie innych dzieci właścicieli. W głowie pojawiają się myśli podpowiadające, by nie brał tego za pewnik – jednak próbuje je ignorować.
    Jeszcze tego samego lata podejmuje decyzję o tym, by oswiadczyć się Jenevie Young. Są przyjaciółmi od zawsze, a ona jest jedyną dziewczyną której Titus nie wstydzi się tak okropnie Podejmują decyzję o tym, by wyjść za siebie za dwa lata – gdy stary Harrison przekroczy już granicę lat osiemdziesięciu i odda adoptowanemu synowi władanie nad interesem. To dobra data – nawet jeżeli myśląc i śniąc o niej, czuje przedziwny smutek – podobny do tego niemal żałobnego, kiedy sny o jednorożcu zaczynały go odwiedzać rzadziej i rzadziej, powoli nie pozwalając mu już na pozostanie na bieżąco z jego losami – tak sugestywnie podobnymi do działań dawnego, szkolnego przyjaciela – widzianymi jednak kilka tygodni przed tym, nim te się wydarzą.
    To właśnie w tym krótkim okresie dwóch lat pracy na gospodarstwie rozwija większość swoich życiowych pasji i odkrywa część swojego potencjału. Wie, że odnajduje spokój wędkując, zasądzając się na szkockie pstrągi. Wie, że umie ustrzelić gęś, kiedy dostanie sygnał od koła łowieckiego i wie jak ją oprawić. Wie, że niekiedy najlepiej czuje się na grzbiecie konia — nawet na oklep, czując ciepło jego ciała i przyzwyczajając wierzchowca do ciężaru jeźdźca. Ubiera swetry od swojej przyszłej żony, bo nawet wełniana przędza znajduje się bliżej serca. Jennie, dziewczyna o imieniu niemal identycznym do tego należącego do ulubionej klaczy Titusa, jest niezwykle wyrozumiała — zna narzeczonego jako nieśmiałego i wrażliwego chłopaka. Czuje, że w relacji niewiele jest z miłości, ale w najbliższej okolicy ciężko o inny towar. 
    Miał zajmować się gospodarstwem. To wszystko miało być kiedyś jego. Jeżeli będzie trzymał się tego miejsca kurczowo, przecież nie rozleci się pod odchodami trójki olbrzymich kormoranów, tak jak dzieje się to w upiornych snach…
    Prawda…? 

    Nie, to nieprawda, ale pomimo, że czuje upiorne wrażenie, jakoby to wszystko rozsypać miało się niczym domek z kart – w tamtym czasie ma w sobie przedziwne pokłady optymizmu, niemal nieprzystającego jasnowidzom. Dopiero kilka tygodni przed śmiercią pana Harrisona zaczyna czuć na karku zimny pot i dziwne wrażenie, którego nie może pomylić z niczym innym; mierzy się z uciążliwym strachem. Strach ten pcha go do podejmowania to odważniejszych decyzji, wspieranych przez życiowe doświadczenie gospodarza. Całkowicie rezygnują z hodowli krów – wyprzedając wszystkie. Hodowlę owiec poszerzyć mają zamiar zaś po ślubie z Jennie, kiedy osoba Titusa połączy pod jednym nazwiskiem interes Youngów i Harrisonów. Największy nacisk kładą na hodowlę i tresurę koni.
    W tamtym czasie decyzja ta wydaje się dobrym rozwiązaniem, a gdyby spojrzeć na to z perspektywy czasu – którego mężczyźnie niestety zabraknie – przyniesie ona interesowi prawdziwie sowity zysk. Titus raczy myśleć, że nagła zmiana modelu hodowli odmieni jego samopoczucie – samo wytyczenie planów nie daje jednak nic więcej. 
    Podejmuje ciąg innych, odmiennych od codziennego podejścia decyzji, gdzie między innymi zbliża się do swojej narzeczonej, dając jej więcej uwagi i ciepła – wciąż uciekając się jedynie do wygodnych kłamstw, odczuwając skrywaną niechęć do przesuwania kolejnych granic tej nieco zbyt platonicznej znajomości. Po raz kolejny nie czuje się lepiej, a upływający czas napawa go tylko liczniejszymi, niemal apokaliptycznymi myślami. 
    Próbuje nawiązać kontakt z O’Nealami – jego biologiczni rodzice nie żyją już jednak, a rodzeństwo ma go gdzieś. Zawistni zauważają kilkuletnią nieobecność dawnego brata i podejrzewają o naukę w Inverness – nie w wiejskiej szkole. Nie mogą pogodzić się z tym, że pechowe dziecko w rodzinie odziedziczy niedługo cały majątek starych Harrisonów. Ostatnie dni przed tragedią spędza próbując przekonać do siebie swoich dawnych braci – nieskutecznie. 
    Pan Harrison umiera, a on honorowo – jak na Gryfona przystało – informuje o tym rodzinę. Nosi żałobę chyba dłużej niż jakikolwiek inny członek rodziny, nawet nie będąc nim pod względem więzów krwi. Myśli, że po śmierci gospodarza jego sen będzie spokojniejszy, jego życie przyspieszy, a myśl o upiornym przeznaczeniu wiszącym nad nim minie. Myśli, że żal po śmierci przyszywanego ojca był tym, czego obawiał się przez tygodnie. 
    Ale znowu się myli, jak bardzo się myli.
    Dopiero gdy pomyli się ostatecznie, głębiej zrozumie swoje zdolności. Zrozumie, że jako jeden z niewielu zobaczyć może wiszący nad sobą topór. Zrozumieć kormorany boleśnie uderzające go silnymi, czarnymi skrzydłami.

    Dzieci Harrisonów przybywają z Londynu, a gdy są na gospodarstwie we trójkę – rozmawiając między sobą w żałobnych płaszczach, Titus zauważa upiorne podobieństwo do ptaków widzianych w sennej wizji. Zarzucają mu mieszanie przy ostatniej woli ojca, podejrzewają, że z ojciec od dłuższego czasu niedomagać musiał umysłowo, skoro zgodził się przed samą śmiercią na zmianę modelu prowadzonej hodowli. Niemal od razu prezentują wycenę gospodarstwa, złośliwie dopytując czy O’Neal może sobie na nie pozwolić. Na wykup. Jaki wykup? Zapiera się, że to wszystko miało być jego – że to święte słowa ich ojca.
     Młodzi Harrisonowie z udziałem prawnika szybko udowadniają nieprawdziwość testamentu. Uciekają się do fałszu, byle dorobić się na biznesie po śmierci rodzica. Na odchodne Titus rozkwasza nos jednemu z prawowitych synów gospodarzy, popycha drugiego by wreszcie zatrzymać się w trakcie próby skrzywdzenia ich siostry. Nie radzi sobie ani ze smutkiem, ani ze złością; wygnany z gospodarstwa próbuje szukać pomocy w domu Youngów.
    Jeneva musi porozmawiać z rodzicami. Nie rozmawiają długo. Chyba nie musieli jej nawet przekonywać.
    Nie mogą być razem. To nieodpowiedzialne. To jedyny wybór. Rozmowa jest długa, ale konkluzja prosta.
    Titus płacze rzewnymi łzami, siedząc pod zieleniącą się jabłonką na podwórzu rodziny narzeczonej. Za chwilę wsiądzie na miotłę i zostawi to miejsce za sobą. 
    Nie mógł przewidzieć tego wszystkiego, nawet jeżeli natura dała mu możliwość przewidzenia chociaż części.



1945 - Dolina Godryka i przydział w Manchesterze

    Nie ma wielu przyjaciół w okolicy – większość z nich to ludzie z gospodarstwa. By poszukać dla siebie miejsca, odnawia relację z Rosie Day’em, nie ograniczając jej już do comiesięcznego listu o niczym. Zyskuje możliwość zatrzymania się w domu jego matki – Dolores – w Dolinie Godryka. To raptem kilka tygodni, w których znajduje wewnętrzny spokój, pracując intensywnie nad wyznaczanymi przez kobietę obowiązkami. Mama przyjaciela twierdzi, że w domu brakuje jej męskiej ręki, ale po pewnym czasie zauważa niekompatybilne usposobienie Titusa, który nigdy nie nauczył się przykładać wagi do zbędnych szczegółów. Niedoszorowane fugi pomiędzy kaflami w łazience, nieskładanie ubrań i fatalny charakter pisma sprawiają, że Dolly Day dobrotliwie proponuje Titusowi poznanie jej znajomego magipolicjanta, a dłoń kobiety położona na ramieniu w trakcie podawania obiadu i prezentacji tej propozycji, przywołuje do umysłu Harrisona przeświadczenie, jakoby to właśnie trafił na dobrą ścieżkę. Jakby wszystkie instrumenty w tej szalonej orkiestrze wreszcie zagrać mogły w prawdziwej harmonii. 
    Znajomy magipolicjant przedstawia go komisji rekrutacyjnej w Londynie. Zarówno na szkolenie, jak i pierwsze dwa lata służby trafi jednak do Manchesteru. Zamieszka tam w ciasnym mieszkaniu z trójką innych, młodych mężczyzn o niejasnym pochodzeniu i ewidentnie szemranych kontaktach. Życie tam uodparnia go nieco na nieuczciwość, a stawanie na rzęsach byle ci nie dowiedzieli się o jego karierze stróża prawa, pogłębia jego umiejętność kreowania scenariuszy nieprawdziwych, ale wiarygodnych.
    Pierwszy partner w jego karierze, ten poznany zaraz po odbytym szkoleniu, to Christopher Rashford. Wysoki, przystojny i szeroko uśmiechnięty opiekuje się nowym nabytkiem z należytą starannością. Chętnie chodzą razem na ryby, wychodzą na piwo czy… Czy przyjmują pół mandatu do kieszeni, jeżeli zakończy się to tylko na pouczeniu. 
    Chris ma piękny uśmiech, dar przekonywania, a i kieszenie pełne drobnych kwot, które ciuła cierpliwie, aż te zbiorą się w większe sumki. Harrison jest jeszcze młody, a ponad młodością – jest obecnie okrutnie wręcz biedny. Nie znosi mieszkania z tamtymi chłopakami – myśli, że pominięcie niektórych informacji w aktach interwencji to niska cena za dobre samopoczucie, tak długo jak nikomu nie dzieje się przez to krzywda. Liczy, że za kilka lat wyjdzie na swoje. Że pensja nie będzie taka zła, a życie na nowo nabierze cieplejszych barw.
    Christopher żeni się z dziewczyną z Reading i prosi o przeniesienie. Z ust Titusa wyrywa się prośba – rzucona niemal niekontrolowanie. Prosi, by partner nie robił tego jeszcze teraz. W pamięci ma wizję wiernego kundla zrywającego się ze smyczy prosto pod rozpędzony pociąg - senną marę, jak zawsze. Biszkoptowy labrador retriver nie chce jednak słuchać, a już na pewno nie pozwala na mocniejsze zaciśnięcie obroży. Christopher Rashford przenosi się na inny posterunek, a potem kończy karierę, ledwo uchodząc z życiem wskutek nieudanej teleportacji łącznej. Na samym początku roku 1947 Titus sam prosi o przeniesienie w inne miejsce, a wniosek ten zostaje przyjęty. Przenosi się do Londynu, czując, że wykonuje kolejny właściwy krok w swoim nędznym jak dotąd życiu.



1947-1953 - Przydział w Londynie

    Londyn jest wielkim miastem, a Harrison jest człowiekiem dość drobnym i do pewnego czasu w życiu – o perspektywie niezwykle ograniczonej. Gdy tylko przenosi się do kawalerki, którą wynajmuje, a którą za wiele lat zakupi na własność – czuje wszechogarniającą wolność. Wybrana przez niego dzielnica jest tania, niezwykle zniszczona po mugolskiej wojnie, ale nie przeszkadza to człowiekowi takiemu jak on. Zaczyna ubierać się jak chce, niemal zawsze jak typowy, młody mugol; wreszcie może sobie na to pozwolić. Chadza do mugolskiego kina, by oglądać hity światowego kina. Mało tego – po wielu latach ponownie śni o jednorożcu niemal codziennie, nie tylko co miesiąc. 
    Titus jest do Londynu świeżo przeniesiony, zaś jego przyjaciel Ambrose dopiero co skończył ciąg odpowiednich, wstępnych szkoleń. Harrison zostaje sparowany z byłą gwiazdą Quidditcha, a ich zawodowa relacja partnerska wydaje się niemal wzorowa. Są bardzo skutecznymi współpracownikami, zbierając liczne pochwały od przełożonych, nawet jeżeli dawne, poznane w Manchesterze tendencje przesiąkają do pracy i w tym, zupełnie nowym mieście. Tite doskonale wie jak precyzyjnym człowiekiem pozostawał blond partner – stara się więc zatajać przed nim pojedyncze przekręty czy nieścisłości z większą precyzją. Wciąż jest jednak tylko sobą – wciąż zdarzy mu się coś pominąć. Rosie myśli, że to tylko pomyłka w papierach, ale Harrison nie umie i nie chce go okłamywać.
    Zaufał swojemu partnerowi, a ten go nie wydał.
    Od tamtego czasu ufa mu tylko bardziej, a gdy nadarzy się okazja… Zachachmęcą coś razem. To nie jest w stylu Ambrose – jest  tego świadom, ale niegdyś nie było i w stylu Titusa. Pewnie za wszystko to… Winić należy kapitalizm. Tak.
    Gdy pracuje z Day’em, przez długi czas nie myśli nawet o zmianie pracy. W wolnym czasie chadza na wyścigi konne, które ogląda oczywiście zza metalowej siatki – nie posiadając ani odpowiedniego wyglądu, ani prestiżu by móc zasiąść na trybunach z najlepszym widokiem. Lubi chodzić na mugolską strzelnicę, poznając tam kolejnych kolegów od piwa i spławika. Od jednego z nich uczy się “magicznej sztuczki” otwierającej drzwi mugolskich samochodów – z tylnego siedzenia zabierając swój pierwszy, szyty na miarę garnitur (nie na jego miarę, ale nie szkodzi). 
    Gdy spaceruje ulicami Londynu po pracy, pokazuje Ambrose mugolską policję konną, zastanawiając się głośno czy sami nie mogliby takich mieć. Chęć kontaktu ze zwierzętami zaspokaja chadzając na festyny, w trakcie których zapoznaje się z niemal wszystkimi, londyńskimi właścicielami kucyków, na których za drobną opłatą usadzić można dziecko. Krępe wierzchowce traktuje z czułością i karmi marchwią. Harrison wie, że takim jak on nie dany jest los rodzica; nigdy nie posadzi swoich dzieci na ich grzbiecie. Czuje jednak, że na starość, a może i wcześniej… Mógłby być takim mężczyzną. Właścicielem obwoźnego kucyka. W śmielszych snach chciałby nawet pracować w szkółce jeździeckiej. 
    Myśl odlatuje jednak z dymem wypalonego papierosa. Przeświadczenie mówi mu bowiem, że to jeszcze nie czas. Że to jeszcze nie teraz.

    Życie w Londynie jest dobre, a kiedy dochodzi do tego wniosku wie, że nie jest to jego własna myśl. Kiedyś usłyszał to od pana Harrisona w kontekście jego dzieci. Teraz młodszy Harrison gryzie policzki od wewnątrz nie chcąc krzywić się na tę refleksję. W stolicy jednak faktycznie się rozwija – dużo się uczy, staje się coraz lepszym magipolicjantem, przechodzi szkolenie z teleportacji łącznej i coraz bardziej obywa się ze swoim nadzwyczajnym darem. Rozumie przedstawiane mu przez umysł wizje coraz lepiej, a w głowie rozwija pewien katalog zwierząt reprezentujących prawdziwych, znanych mu ludzi. Wciąż nie traktuje tego wszystkiego poważnie, ale zauważa, że część projekcji umysłu może faktycznie pozostawać znaczącą…
    I chociaż umysł ostrzega go, by nie rozdzielać się z partnerem Day’em, Titus ma w sobie pewna tendencję do niepotrzebnego komplikowania jasnych w odbiorze spraw. Osiemdziesiąt procent podejmowanych samodzielnie inicjatyw kończy się wynikiem niepozytywnym, czasami nawet tragicznym. Harrison – może z nudy – decyduje się na małe, własne śledztwo w sprawie nielegalnych handlarzy magicznymi stworzeniami właśnie w momencie, w którym jego partner zmuszony jest do zostania w domu z chorymi bliźniętami. 
    Powiedzieć, że te się nie udaje, to jak nic nie powiedzieć. Zbieg niekorzystnych okoliczności, ale i titusowa zapalczywość sprawiają, że zaplanowana przez niego infiltracja kończy się fiaskiem. Po pierwsze – ktoś chyba go rozpoznaje. Po drugie – skoro już podejrzenie o spalonej przykrywce wisi w powietrzu – decyduje się zrobić coś szybko, impulsywnie i bez planu. Chyba odbija mu od widoku maleńkich gryfów z wyrwanymi pazurami. Chyba zawsze miał trochę za dużo wrażliwości do krzywdy zwierząt – nawet wyłowione ryby zabijając szybko, bezboleśnie i na miejscu.
    Uderzenie kolanem w krocze, a potem jedno celne zaklęcie czarnomagiczne pozostawiają go w bólu i z nieprzyjemnymi myślami. Ktoś inny zgłasza to policji, nie wiedząc, że zgłasza do niej właśnie rannego magipolicjanta.
    Komendant chwali jego inicjatywę, nawet jeżeli ta zdecydowanie nie mieści się w zakresie jego obowiązków. Nakazuje przemyśleć jej skutki na innym komisariacie. I wydobrzeć po tej całej czarnomagicznej kontuzji.



1953-1954 - "odpoczynek" w Edynburgu

    W Edynburgu ma wiele czasu na to, by przemyśleć swoje karygodne zachowanie. Ku wielkiemu zaskoczeniu, jego kolejny partner ponownie nosi dumne imię Christopher, jednak ku jeszcze większemu – tym razem nosi również sztywny pal głęboko w tyłku. Jako dwaj mugolacy często infiltrują mugolskie ulice i okolice. Harrison pozostaje na bieżąco z niemagicznym życiem, uciekając w nie częściej niż większość czarodziejskiej społeczności. Christopher Flowers jest trudny w obejściu, ale pozwala Titusowi zatrzymać się na odremontowanym stryszku kamienicy. Jego rodzina jest miła. Harrison tęskni jednak za domem, a pytania o to, czemu nigdy nie założył własnej staje się niewygodne. Po roku nieobecności we własnym mieszkaniu i przemyśleniu swojego zachowania, dostaje kolejną szansę na służbę w Londynie. Oby już na zawsze.



1954 do teraz - powrót do Londynu

    Kolejne lata to czas pracy niekiedy niebezpiecznej – ale stabilnej. Harrison nie jest typem człowieka ubiegającego się o awanse – tkwi więc w jednym, znajomym miejscu. Małe przewinienia łatwiej jest ukryć będąc maluczkim, więc przez wiele lat po prostu pozostaje w cieniu, żyjąc życiem mniej czy bardziej satysfakcjonującym. Odkładając pieniądze, wreszcie może pozwolić sobie na wykup kawalerki, rozumiejąc już doskonale, że większe mieszkanie nie będzie mu potrzebne nigdy – godząc się z losem samotnego mężczyzny. 
    Nie, nie godząc – przyjmując go do wiadomości. Z samotnością nie pogodzi się nigdy, wciąż szukając jakiegokolwiek znaku, symbolizującego zmianę. Czuje się jednak przez szczęście osierocony i ogólnie dość niewesoły – chociaż nigdy nie powie tego na głos. Pojedyncze momenty reanimują jego wolę życia: obcowanie z naturą dziką i niezmąconą; pojedyncze chwile w których los wydaje się dla niego łaskawy i pcha mu przed oczy przyjemne, ciepłe wizje; pojedyncze uśmiechy wymieniona na komendzie czy klatce schodowej. 
    Jest jaki jest – często zbyt narwany i emocjonalny – jednak niezwykle lojalny wobec swoich przyjaciół. Wciąż utrzymuje jakąś relację z Christopherem Flowersem – partnerem z Edynburga, bliską relację z Christopherem Rashfordem – dawnym partnerem z Manchesteru, a jeszcze bliższą z Ambrosem Dayem, nawet kiedy ten w atmosferze skandalu przenieść musi się do innego miasta. Źle znosi kontakt z nową, młodszą od siebie partnerką na komendzie, dziewczyną świeżo po szkoleniu, nawet jeżeli skutecznie ukrywa to za tarczą wygodnych kłamstw co do oznak swojej antypatii. 
    Przyzwyczajony do długoletniej pracy z jednym partnerem, odzyskuje spokój dopiero gdy ten powraca do Londynu. 
    Spokój nie wystarcza mu jednak na długo. On sam kroczy już ku czterdziestce, a trzecie oko wydaje się widzieć wizje przypominające to, co znane z dzieciństwa i wczesnej młodości. Podsuwa mu obrazy dawne, kuszące, przeraźliwie sielskie, a on rzyma się nadziei, że wszystko co utracił, może jeszcze do niego wrócić. Wtedy mieszkanie w Londynie wydaje się ciasne, zbyt ciasne by zmieściły się w niej wszystkie zapamiętane przyjemności.
    Chciałby myśleć, że jeszcze kiedyś poczuje to samo. Intensywny zapach ciętych traw, zapach mokrego drewna po deszczu, zapach dzikiego chmielu wspinającego się po ścianach stajni. Że poczuje na głowie ciepły oddech pielęgnowanego wierzchowca, a na policzku pocałunek ciepłych, kochających ust. 
    Gdy wizja wymarzonej – może w zasięgu? – przyszłości miesza się z otoczoną świętością przeszłością, nawet najzdolniejszy jasnowidz głupieje. A Titus Harrison nigdy nie był najzdolniejszy, dlatego w najnowszych wizjach… Zwyczajnie się gubi. 
    Bo cel jest zbyt odległy? A może dlatego, że znajduje się tak blisko, by nie wierzył w swoje szczęście?

0
Pozostało PP
mixed
0
Pozostało PM
20
11
0
OPCM
Uroki
Czarna magia
0
0
0
Transmutacja
Magia lecznicza
Eliksiry
10
10
10
Siła
Wytrzymałość
Szybkość
Ścieżka III — Opieka nad magicznymi stworzeniami
Hodowla magicznych stworzeń
Wiedza i zrozumienie magicznych stworzeń
Ścieżka IX — Mugoloznawstwo
Historia i kultura mugoli
Mugolskie urządzenia
Mugolska broń
Ścieżka X — Polityka i prawo
Znajomość prawa i regulacji
Śledztwa i dochodzenia
Taktyka przesłuchań
Ścieżka XII — Przestępczość
Włamywanie się i otwieranie zamków
Sabotaż i eliminacja śladów
Ścieżka XIII — Szpiegostwo
Sztuka infiltracji
Skradanie się
Ścieżka XV — Przetrwanie
Tropienie i śledzenie
Zrozumienie rytmów przyrody i pór roku
Ścieżka XVI — Społeczeństwo i wpływy
Sztuka kłamstwa i oszustwa
Odczytywanie emocji i czujność
Ścieżka XVIII — Sport
Jeździectwo
Latanie na miotle
Pływanie
Walka wręcz
Ścieżka XIX — Technika i rzemiosło
Wędkarstwo
Ścieżka XXI — Magiczna umiejętność
Teleportacja łączna

drzewko

Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-12-2025, 00:29

Witamy na forum Serpens!

Mistrz Gry utworzył dla Ciebie osobisty dział, w którym została umieszczona Twoja skrytka bankowa. Udaj się do niego i opublikuj temat z sowią pocztą oraz umieść tam swój prywatny kuferek. Na start otrzymujesz też od nas skromny prezent – znajdziesz go w swoim ekwipunku.

Możesz już rozpocząć zabawę na forum! Zachęcamy, abyś sprawdził, co Ci się przyśniło, rozeznał się w aktualnych wydarzeniach oraz spytał, kto zaczyna.

Odtąd Twoje słowa, decyzje i sojusze mają znaczenie. Uważaj, komu zaufasz — wężowe języki są zdradliwe. Dobrej zabawy!

Karta zaakceptowana przez: Philippa Moss

    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
02-01-2026, 10:43

Titus Harrison

Ekwipunek

pozostałe przedmioty spoza automatycznego ekwipunku

darmowa sowa pocztowa

Historia rozwoju

[02.01.2026] zatwierdzenie karty postaci, +1 uroki [prezent powitalny]
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.