• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Dorset, Corfe Castle > Jadalnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
20-01-2026, 21:56

Jadalnia
Jadalnia lśni ciężką, niemal ceremonialną elegancją, gdzie rzeźbione drewno i złocenia tworzą ramę dla rytuału wspólnego stołu. Światło żyrandoli spływa na białe obrusy miękko, wydobywając połysk porcelany i szkła. W jadalni unosi się zapach wosku ze świec i drewna. Towarzyszy mu delikatna woń porcelany ogrzanej światłem i metalu sztućców, a gdzieś w tle czai się subtelna nuta przypraw i wytrawnego wina.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
24-01-2026, 17:06
Wieczór nadciągał zwyczajnie, bez szczególnych zapowiedzi i, jak miała nadzieję, bez dramatyzmu. Światło w korytarzach stało się bardziej przytłumione, a w powietrzu pojawił się znajomy zapach kolacji - nie tyle potraw, co samego rytuału. W Corfe Castle wieczory wyglądały zawsze podobnie - a przynajmniej tak było, gdy wszystkie dzieci Augustusa i jego małżonki, przebywały wraz z nimi pod jednym dachem. Zmieniały się pory roku, zmieniali się ludzie, ale kolacje pozostawały niezmienne: punktualne, uporządkowane i - przede wszystkim - wymagające obecności.
Rodzina Nottów znów miała zjeść razem.
Iris przyszła n i e c h ę t n i e. Nie dlatego, że nie lubiła wspólnych posiłków - raczej dlatego, że wiedziała, czym one się kończą. Albo raczej: czym potrafią być. Ostatnia rozmowa z ojcem wciąż siedziała jej w głowie, uporczywa i drażniąca. Nie była kłótnią. Augustus rzadko podnosił głos; wystarczyło kilka spokojnych zdań, rzuconych bez emocji, by przypomnieć jej to, co według niego było oczywiste: że czas mija, że pewne sprawy nie powinny pozostawać nierozwiązane, że brak męża przestaje być wyborem, a zaczyna być problemem. Iris nie odpowiedziała wtedy nic. Nie miała ochoty tłumaczyć się po raz kolejny z decyzji, które dla niej były naturalne, a dla niego - niewygodne. Dlatego teraz, idąc w stronę jadalni, czuła jedynie zmęczenie. Nie gniew, nie bunt. Zwykłe, ludzkie zmęczenie ciągłym powracaniem do tego samego tematu.
Szła wolno, choć wiedziała, że jest już późno. W domu panował ten charakterystyczny półmrok - światła zostały zapalone wcześniej, a kroki służby wydawały się być cichsze niż zwykle; atmosfera lekkiego napięcia, jakby wszyscy wiedzieli, że za chwilę trzeba będzie usiąść przy stole i przez jakiś czas udawać, że wszystko jest w porządku. Iris poprawiła mankiet sukni, bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby. Wyglądała tak, jak należało. Zawsze wyglądała - przynajmniej to, ku uciesze Augustusa.
Wiedziała, że jest ostatnia. To również było czymś, co w tym domu nie mogło przejść bez echa. Każde spóźnienie miało swój ciężar, nawet jeśli nikt go nie komentował. Dlatego zatrzymała się na moment przed drzwiami prowadzącymi do jadalni, wzięła spokojny oddech, przewróciła oczami i weszła do środka.
Rozmowy ucichły niemal natychmiast. Nie musiała patrzeć w stronę ojca, by wiedzieć, że jej nieobecność nie została niezauważona; czuła na sobie jego wzrok - ciężki, oceniający, wyrażający zawód, który nagromadził w sobie przez lata. Śmiało można stwierdzić, że trwało to od jej narodzin, a przynajmniej od czasu, w którym nauczyła się mówić. Czuła jego uwagę jak nacisk - skupioną, chłodną, pozbawioną zaskoczenia.
Zerknęła na matkę, która pogrążona w ciszy, ulokowała spojrzenie w kieliszku. Palcami muskała jego nóżkę, by po chwili ją nimi objąć i obkręcić, wprawiając ciecz w ruch.
Potem spojrzała na swojego starszego, choć nie najstarszego, brata. Ten zdawał się nie widzieć problemu w spóźnieniu siostry - posłał jej uśmiech, a kęs pieczeni wylądował w jego ustach. Co za brak manier!, zapewne pomyślał Augustów, jeść, nim reszta rodziny rozpocznie posiłek?!
Jednak to w Amodeusie ulokowała swój - względny - spokój, z którym przekroczyła próg jadalni. Jej spojrzenie, intensywne i łaknące jego uwagi, wwiercało się w jego twarz skąpaną w ciepłym świetle żyrandoli i świec.
Zajęła swoje miejsce, świadoma, że kolacja dopiero się zaczyna - i że temat, od którego próbowała uciec, właśnie usiadł z nimi przy stole. — Przepraszam za spóźnienie — Posłała bliskim uśmiech, poprawiając materiał sukienki na kolanach. Spojrzała na ojca, doszukując się w jego twarzy jakichkolwiek emocji. Pozytywnych emocji. Czegokolwiek, co podpowiedziałoby jej, że myli się co do atmosfery, którą czuła od samego wejścia. — Praca mnie pochłonęła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
26-01-2026, 23:09
Amodeus siedział przy stole od kilku minut — wystarczająco długo, by zdążyć wrosnąć w rytm wieczoru, zanim ten na dobre się rozpoczął. Punktualność była tu czymś oczywistym, niemal cielesnym odruchem; w Corfe Castle czas nie był pojęciem umownym, lecz konstrukcją, która spinała dzień jak gorset. Każda godzina miała swoje miejsce, każde opóźnienie — swój ciężar. Cenił to uporządkowanie. Po dniu wypełnionym rozmowami, decyzjami i drobnymi korektami w mechanizmie, który od pokoleń nosił nazwisko Nottów, kolacja stanowiła moment przejścia — nie odpoczynek, lecz zmianę tonu.
Prywatność w tym domu zawsze pozostawała kontrolowana, dawkowana z precyzją.
Czuł narastającą potrzebę posiłku — prostą, pozbawioną refleksji, jakby ciało domagało się kontynuacji rytuału równie stanowczo, co umysł porządku. Zapach pieczeni unosił się w jadalni ciężko, nasycony przyprawami i ciepłem kuchni, które nigdy nie przedostawało się dalej, niż pozwalały mury. Służba poruszała się niemal bezszelestnie; porcelana i srebro układały się w precyzyjną kompozycję, znaną aż do znudzenia. Kolejni członkowie rodziny zajmowali miejsca. Rozmowy cichły, urywały się w pół zdania, jakby ktoś stopniowo dokręcał niewidzialną śrubę.
Jedno krzesło pozostało puste.
Zegar, zawieszony wysoko na ścianie, przesuwał wskazówki z tą samą bezwzględnością, z jaką Augustus podejmował decyzje. Amodeus zerknął na niego tylko raz — wystarczająco, by wiedzieć, że czas minął. Ojciec również to wiedział. Nie skomentował. Jego milczenie było zawsze zamierzone, wyćwiczone przez lata, bardziej znaczące niż jakakolwiek reprymenda.
Gdy dania zostały podane, Augustus skinął głową.
— Zaczynajmy.
Nie było w tym gniewu ani zniecierpliwienia. Jedynie fakt.
Amodeus sięgnął po widelec. Ostrze noża przecięło pieczeń czysto, bez oporu. Jadł powoli, z tą oszczędnością ruchów, która była tu normą — nikt nie spieszył się przy stole, ale nikt też nie pozwalał sobie na zwłokę. Arystokracja nie tolerowała niechlujstwa, nawet w najdrobniejszych gestach. Właśnie wtedy drzwi jadalni otworzyły się cicho.
Iris.
Weszła w światło żyrandoli jak ktoś, kto zna to miejsce aż nazbyt dobrze — bez zawahania, lecz z wyczuwalnym napięciem w ramionach. Amodeus podniósł wzrok niemal równocześnie z ojcem. Augustus zatrzymał na niej spojrzenie, zimne i skupione, jakby oceniał nie córkę, lecz sytuację. Jego twarz pozostała nieporuszona; jedynie oczy zdradzały kalkulację.
— Pora kolacji nie jest sugestią — odezwał się po chwili, odkładając sztućce z niemal ceremonialną precyzją. — Jest stała. Tak jak standardy, których oczekuję od swojej rodziny.
Cisza, która zapadła, była gęsta i ciężka. Iris zajęła miejsce, przeprosiła, tłumacząc się pracą. Jej głos brzmiał spokojnie, ale Amo znał ten ton — zbyt równy, zbyt wyważony, by był szczery. Matka nie podniosła wzroku znad kieliszka; obracała go powoli w dłoniach, wprawiając wino w leniwy ruch. Ktoś z boku stołu jadł dalej, jakby nic się nie stało.
Augustus słuchał bez pośpiechu. Gdy Iris skończyła, oparł dłoń o blat stołu.
— Praca — powtórzył cicho, niemal z namysłem. — Ciekawe słowo. Wolałbym, by nie było wymówką dla braku dyscypliny. Zwłaszcza gdy dyscyplina jest tym, co odróżnia porządek od chaosu.
W tym momencie Amodeus odłożył sztućce. Metal zetknął się z porcelaną z cichym, wyraźnym dźwiękiem, który przeciął napięcie jak cienkie ostrze. Spojrzał na ojca bez cienia wyzwania — raczej z chłodną, wyważoną uważnością.
— Iris przyszła — zaczął powoli. — A to, jak sądzę, jest celem wspólnej kolacji.
Mężczyzna uniósł wzrok, zatrzymując go na synu o ułamek sekundy dłużej, niż było to konieczne.
— Warunkiem jest porządek — odparł. — Obecność to dopiero początek.
Amodeus skinął głową, jakby przyjmował tę uwagę do wiadomości, choć wewnętrznie czuł już, że spóźnienie siostry będzie miało swoją cenę — i że zapłacą ją wszyscy.
— Porządek bywa różnie definiowany — dodał. — Zwłaszcza w tej rodzinie.
Augustus nie odpowiedział od razu. Przyjrzał mu się uważnie, z tym samym spokojem, z jakim zwykł korygować to, co uznawał za niepożądane odchylenie.
— Zaskakujące — powiedział w końcu. — Nie przypominam sobie, bym prosił Cię o reprezentowanie czyichkolwiek interesów przy tym stole.
Amodeus uniósł wzrok powoli. Nie było w nim ani skruchy, ani potrzeby tłumaczenia się — jedynie chłodna gotowość do odpowiedzi.
— Kolacja zaczęła się od zarzutu — odparł spokojnie. — Uznałem, że warto zaznaczyć fakt, zanim wydasz wyrok.
Stary Nott  spojrzał na niego bez pośpiechu.
— Zaczynam odnosić wrażenie, że obrałeś błędną ścieżkę kariery, Amodeusie.
Nie podniósł głosu. Nie musiał. Zdanie wystarczyło, by zakończyć temat.
Amo parsknął krótko, bez wesołości — dźwięk był suchy, niemal pogardliwy. Odchylił się na krześle, opierając ciężar pleców o drewno, doskonale wiedząc, że ta rozmowa mogłaby trwać bez końca. Szczęka napięła się na moment, po czym rozluźniła wraz z ciężkim westchnieniem. Ironia sytuacji nie umknęła mu ani na moment; wymiana zdań była grą, w której obaj znali wszystkie ruchy.
Augustus, uznając sprawę za zakończoną, sięgnął po kieliszek z winem, jakby cała wymiana była jedynie drobną niedogodnością, niewartą dalszej uwagi. Gest był spokojny, niemal rutynowy, jednak w Corfe Castle takie ruchy nie bywały przypadkowe.
— Skoro już udało nam się tu zebrać — odezwał się, unosząc szkło. Jego spojrzenie przesunęło się po twarzach zebranych, zatrzymując na Iris ułamek sekundy dłużej, niż wypadało. — Chciałbym wznieść toast.
Zawahał się celowo. Pauza rozciągnęła się, nabrzmiała znaczeniem.
— Za przyszłość — powiedział w końcu, a jego wzrok utkwił w najmłodszej latorośli tylko na ułamek chwili; zaraz potem upił łyk wina i odstawił kieliszek z tą samą precyzją, z jaką przez całe życie domykał sprawy, których nie uważał za przedmiot dyskusji.
Amodeus obserwował każdy z tych gestów uważnie. W tym domu rzadko wznoszono toasty bez powodu. Jeszcze rzadziej bez celu. A już niemal nigdy nie dotyczyły one dzieci Augustusa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
27-01-2026, 11:26
Siedziała nieruchomo, z dłońmi złożonymi na kolanach, jakby były t y l k o częścią etykiety, a nie ciała. Przysłuchiwała się wymianie zdań między ojcem a Amodeusem z tą samą uważnością, z jaką od dziecka słuchała rozmów dorosłych - bez potrzeby patrzenia, bez potrzeby reagowania od razu. Ton Augustusa był znajomy aż do bólu: spokojny, rzeczowy, pozbawiony emocji, a przez to znacznie groźniejszy. Głos Amodeusa przeciwnie - wyważony, lecz nieposłuszny w samym założeniu, jakby każde jego słowo było drobnym przesunięciem granicy, której ojciec nie lubił ruszać.
Nie wtrącała się. Wiedziała, że nie powinna. Wiedziała też, że brat robi to częściowo dla niej - i ta świadomość była równie niewygodna, co wdzięczna. Wolałaby nie być powodem. Wolałaby, by Amodeus nie musiał niczego zaznaczać, niczego prostować. A jednak siedziała i słuchała, czując, jak napięcie narasta w niej samą obecnością ojca, jego spojrzeniem, jego ciszą. Augustus nie musiał na nią krzyczeć ani jej upominać. Wystarczyło, że mówił o porządku, o standardach, o przyszłości - słowach, które w tym domu zawsze oznaczały jedno i to samo.
Kiedy ojciec sięgnął po kieliszek, Iris poczuła, jak coś w niej się zaciska. Ten gest był zbyt wyraźny, zbyt zamierzony, by oznaczał coś niewinnego. Uniosła wzrok w chwili, gdy Augustus podniósł szkło, a jego spojrzenie - chłodne, skupione — zatrzymało się na niej na ułamek sekundy dłużej, niż wymagała uprzejmość. Wystarczająco długo, by zrozumiała. Nie potrzebowała wyjaśnień ani dopowiedzeń. „Przyszłość” w ustach ojca nigdy nie była pojęciem otwartym. Była planem. Harmonogramem. Oczekiwaniem.
Jej serce przyspieszyło w sposób zupełnie nieprzystający do tej sali, do porcelany, do ciszy, która zapadła po toaście. Palce same zacisnęły się na krawędzi obrusu, a Iris dopiero po chwili zorientowała się, że oddycha zbyt płytko. Uniosła kieliszek, bo tak należało, bo brak reakcji byłby reakcją samą w sobie. Wino drżało lekko przy samym brzegu szkła, zdradzając to, czego twarz nie miała prawa zdradzić. Upiła łyk zbyt szybko, zbyt nerwowo, czując kwaśny posmak w ustach, który nie miał nic wspólnego z trunkiem.
Wiedziała, o co mu chodzi. Wiedziała aż za dobrze. Toast nie był zaproszeniem ani życzeniem - był przypomnieniem. Że czas mija. Że cierpliwość ma swoje granice. Że jej życie, niezależnie od tego, jak bardzo próbowała je prowadzić po swojemu, wciąż pozostawało przedmiotem rodzinnej kalkulacji. Iris odłożyła kieliszek ostrożnie, jakby bała się, że zbyt gwałtowny ruch mógłby zdradzić coś jeszcze. Przez chwilę miała ochotę wstać. Wyjść. Przerwać to wszystko jednym niegrzecznym, niedopuszczalnym gestem. Zamiast tego wyprostowała plecy i zmusiła się do spokoju.
Nie spojrzała na ojca ponownie. Spojrzała na Amodeusa. Tylko na moment - wystarczająco, by dać mu znać, że rozumie. I że choć jej reakcja była nerwowa, choć toast trafił dokładnie tam, gdzie ojciec chciał, nie zamierzała mu tego ułatwiać. Kolacja trwała dalej, rozmowy powoli wracały, jakby nic się nie stało. A jednak Iris wiedziała, że ten wieczór dopiero się zaczynał. I że „przyszłość”, o której wzniesiono toast, właśnie usiadła przy stole na dobre.
Drzwi jadalni otwarły się, przeszedł przez nie starszy mężczyzna elegancko ubrany. A dłoni dzierżył złotą podstawkę, a na niej list. Po wejściu do pomieszczenia stanął przodem do Augustusa i skinął mu głową.
— Panie, sowa panienki Nott przyniosła do niej list — Ten wieczór zaskakiwał Iris coraz bardziej, z każdą następną chwilą. Zaskoczona spojrzała na kamerdynera, później na ojca, a finalnie na Amodeusa.
Augustus skinął dłonią, dzięki czemu list mógł zostać przekazany Iris. Po tym mężczyzna cicho, niemal bezszelestnie, wyszedł.
Ciemnowłosa utkwiła wzrok w ojcu. Ten, wbrew wcześniejszym emocjom, którymi emanował, z lekkim uśmiechem i skinięciem głowy pozwolił jej na otwarcie korespondencji. Dziewczyna odpieczętowała list i rozpoczęła zaznajamianie się z jego treścią. Z każdym następnym słowem czuła jak krew spływa z jej twarzy; w moment stała się blada, zimna. Jej dłonie trzęsły się, wprawiając trzymany w nich pergamin w ruch. Łzy wezbrały się pod powiekami.
Amodeus okazał się być jedynym, który okazał się godzien być pierwszym ujrzenia jej słabości. Jego młodsza siostra wpatrywała się w niego, całkowicie przerażona.
— Kto zaszczycił cię listem, Irysku? — Głos matki przeciął ciszę. Musiała być wielce ciekawa, skoro użyła wobec córki czułego zdrobnienia. Jednak wzrok młodej Nott wciąż tkwił w najstarszym bracie.
— W… wuj Octavius — Zaczęła drżącym, łamiącym się głosem. Zacisnęła mocniej palce na papierze. — Opisuje sojusz naszej rodziny i rodu Flint. A także — Przełknęła ciężej ślinę, wstrzymując na moment oddech. Amodeusie ratuj. — Informuje, że niebawem otrzymam zaproszenie na spotkanie od Leopolda Flinta.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
30-01-2026, 13:35
Amodeus uniósł kieliszek chwilę po ojcu. Zrobił to bez pośpiechu, bez entuzjazmu, jakby sam gest był jedynie kolejnym elementem rytuału, z którego nie dało się wypisać. Wypił łyk wina — krótki, zdyscyplinowany — i odstawił szkło, nie kryjąc, że toast nie znalazł w nim żadnego oddźwięku. Kolejny wieczór, kolejna dekoracja pod decyzje zapadające ponad stołem. Kolejny akt tej samej farsy, w której od lat pełnił rolę statysty.
Sięgnął po pieczeń, bardziej z przyzwyczajenia niż apetytu. Oczekiwał konkluzji. Czekał, aż Augustus powie coś jeszcze, domknie scenę, wyjaśni sens tego, co właśnie się wydarzyło. W jego głowie pojawiła się znajoma myśl — że ojciec znów coś przesuwa, znów układa figury, a on widzi jedynie fragment planszy. Zastanawiał się, czego tym razem nie dostrzegł.
Kęs mięsa zatrzymał mu się w ustach, gdy do jadalni wszedł kamerdyner.
Amodeus zamarł na ułamek sekundy. List. Złota podstawka. Ukłon w stronę Augustusa. Wszystko było zbyt dopracowane, zbyt precyzyjne, by uznać to za przypadek. Odłożył sztućce, zanim jeszcze Iris zdążyła się odezwać.
Patrzył, jak bierze pergamin. Jak ojciec skinieniem pozwala jej go otworzyć. Jak z twarzy młodszej siostry powoli znika kolor.
Kropki zaczęły się łączyć.
Żołądek Amodeusa ścisnął się nieprzyjemnie, niemal boleśnie, gdy Iris czytała dalej. Czuł to wyraźnie — nie jako nagły wybuch gniewu, lecz jako coś cięższego, bardziej lodowatego. Zupełnie tak, jakby list był zaadresowany do niego. Jakby to jemu właśnie przedłożono warunki umowy, a nie dziewczynie siedzącej naprzeciw.
Gdy uniosła na niego wzrok, przerażona, nie zastanawiał się ani chwili.
Wyciągnął rękę.
— Pokaż.
Ton był rozkazujący, pozbawiony miękkości, nieznoszący sprzeciwu. Odebrał list i pochylił się nad nim, czytając powoli, uważnie, linijka po linijce. Szczęka zaciskała się coraz mocniej z każdym kolejnym akapitem. Małżeństwo. Sojusz. Obowiązek. Transakcja ubrana w historię i patos.
To była „przyszłość”.
Przesunęła mu się przed oczami z niepokojącą klarownością. I nagle zrozumiał, jak bardzo był ślepy. Jak łatwo pozwolił, by własne sprawy, własne konflikty i napięcia zajęły mu pole widzenia, podczas gdy coś znacznie większego już się rozgrywało — tuż obok. Ojciec wiedział. Musiał wiedzieć. A jednak nie uznał za stosowne powiedzieć ani słowa.
Amodeus podniósł wzrok znad pergaminu. Spojrzał najpierw na Iris, potem — na Augustusa.
— Czyli to jest ta Twoja przyszłość?
Głos miał chłodny, ostry. Zbyt długo jadł przy tym stole, by nie wiedzieć, że krzyk tylko pieczętuje przewagę. Każdy wybuch był dowodem słabości. Grał w tę grę wystarczająco długo, by nauczyć się zadawać pytania, które nie dawały ojcu komfortu odpowiedzi.
Na moment w jadalni zapadła cisza inna niż dotąd — krótsza, bardziej napięta, jakby ktoś wstrzymał oddech nie z powodu etykiety, lecz z ciekawości.
Augustus spojrzał na niego tym samym spojrzeniem, którym obdarzał błędy oczywiste, lecz uciążliwe.
Sięgnął po widelec i przeciął kolejny kawałek pieczeni równie precyzyjnie, jak robił to od początku kolacji. Jakby pytanie w ogóle nie padło. Jakby było jedynie nieistotnym szumem. Przeżuł kęs powoli, odłożył sztućce, sięgnął po kieliszek.
Kolacja zdawała się trwać dalej. Dla wszystkich — poza dwojgiem siedzących naprzeciw siebie.
Iris siedziała nieruchomo, z dłońmi splecionymi na obrusie, zbyt blisko brzegu stołu. Amodeus nie wrócił już do jedzenia. Pergamin leżał między nimi, jak dowód rzeczowy, którego nikt nie zamierzał podnieść.
Głos matki przeciął cisze, przeciągając spojrzenie z syna na córkę.
— Iris — powiedziała łagodnie, niemal ciepło. — To bardzo dobra rodzina. Flintowie zawsze byli rozsądni.
Uniosła kieliszek, upijając kolejny łyk wina, jakby chciała dodać sobie otuchy.
— Strach na początku jest zupełnie naturalny. Małżeństwo to obowiązek, nie kaprys. Z czasem wszystko układa się tak, jak powinno.
Amodeus zacisnął palce na krawędzi stołu.
Nie spojrzał na matkę. Wpatrywał się w ojca, który właśnie odkładał kieliszek i sięgał po serwetkę, jakby rozmowa zeszła na temat pogody. Augustus nadal jadł. Spokojnie. Metodycznie. Jak ktoś, kto uznał sprawę za zamkniętą jeszcze zanim padły pytania.
— A jeśli nie? — odezwał się Amo, ciszej, ale wyraźnie. — Jeśli się nie ułoży?
Augustus uniósł wzrok. Zrobił to powoli, z wyczuciem chwili.
— Kwestią nie jest jeśli — odparł krótko. — Tylko kiedy.
Jakby komentował oczywistość.
Amodeus nie odpuścił.
— Skąd ta pewność? — zapytał. — Historia zna aż nadto przykładów małżeństw aranżowanych, które kończyły się nieszczęściem. Ludzi, którzy żyli obok siebie, a nie razem. Dzieci wychowanych w domach, gdzie obowiązek zastąpił wszystko inne.
Cisza po tych słowach była wyraźna. Spojrzenia  przesunęły się po stole. Euphemia przestała obracać kieliszek w dłoni, zacieśniając palce na jego nóżce.
Augustus przyjrzał się synowi uważnie, jakby ważył, czy warto odpowiedzieć. W końcu odłożył serwetkę i spojrzał na niego wprost.
— Historia — powiedział spokojnie — zna również przypadki, w których miłość nie kończyła się małżeństwem.
Zawiesił głos na ułamek sekundy.
— Albo kończyła się znacznie gorzej.
Jego spojrzenie nie drgnęło.
— Czyż nie jesteś tego dowodem, Amodeusie?
Kilka osób przy stole zamarło. Ktoś odchrząknął, zbyt głośno. Sztućce na moment przestały dźwięczeć.
— Czy nie jesteś najlepszym przykładem tego, że uczucie nie stanowi żadnej gwarancji? — dodał cicho. — Że miłość nie zawsze jest fundamentem, na którym da się coś zbudować.
Augustus sięgnął po kieliszek.
— Przyszłość Twojej siostry nie będzie oparta na złudzeniach.
To było jak uderzenie, którego nie dało się oddać. Amodeus poczuł, jak argumenty, które jeszcze przed chwilą trzymał w dłoniach, rozsypują się bezgłośnie na stole. Ojciec nie musiał podnosić głosu — wystarczyło, że odebrał mu grunt. A może jedynie skorzystał z faktu, że ktoś inny zrobił to wcześniej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
30-01-2026, 21:23
Siedziała jak sparaliżowana, zbyt świadoma własnego ciała, zbyt obecna w chwili, która wymknęła się spod kontroli. Słowa ojca wciąż odbijały się w niej echem - nie podniesione, nie ostre, a jednak wystarczająco precyzyjne, by trafić dokładnie tam, gdzie bolało najbardziej. Nie spojrzała na Amodeusa od razu. Bała się tego spojrzenia. Bała się, że zobaczy w nim coś, czego nie będzie potrafiła unieść: gniew, żal, a może współczucie, które w tej chwili byłoby gorsze od wszystkiego. List leżał na stole jak obcy przedmiot, jak dowód, że decyzje zapadły bez niej - nie tyle co ponad nią, lecz obok niej, w przestrzeni, do której nigdy nie została zaproszona. Flint. Sojusz. Przyszłość. Te słowa nie układały się w ciąg, nie tworzyły historii. Były jak fragmenty układanki, której obrazu nie chciała znać, a którą ktoś już zaczął składać jej rękami.
Czuła na sobie spojrzenia - krótkie, ukradkowe, pozornie obojętne. Rodzina potrafiła patrzeć tak, by nie wyglądało to na obserwację. Iris znała ten mechanizm od dziecka. Wiedziała, że w tej chwili waży się coś więcej niż jedno małżeństwo. Ważyła się jej przydatność. Jej miejsce. Jej zdolność do spełnienia roli, która - jak się właśnie okazało - była dla niej przewidziana od dawna.
Dopiero wtedy spojrzała na Amodeusa. Zrobiła to powoli, jakby każdy centymetr ruchu głowy kosztował ją więcej, niż powinien. Zobaczyła napięcie w jego postawie, zaciśniętą szczękę, dłoń opartą o stół z tą samą siłą, z jaką kiedyś powstrzymywał ją przed powiedzeniem czegoś zbyt szczerego. To on pierwszy nazwał to, co ona dopiero zaczynała rozumieć. To on wypowiedział pytanie, którego ona nie potrafiła jeszcze sformułować. Pragnęła coś powiedzieć. Cokolwiek. Jedno zdanie, które zatrzymałoby tę rozmowę, cofnięcie się o krok, zanim wszystko stanie się faktem. Ale głos ugrzązł jej w gardle. Wiedziała, że jeśli się odezwie, zabrzmi to jak prośba. A prosić nie chciała. Nie teraz. Nie o własne życie.
Augustus jadł dalej. Ten dźwięk - spokojny, metodyczny - był niemal nie do zniesienia. Każdy ruch sztućców potwierdzał, że sprawa jest zamknięta. Że to nie była rozmowa. To było ogłoszenie. Iris poczuła, jak coś w niej się wycofuje, jakby instynktownie odcinała się od reszty, by nie rozpaść się na miejscu. Znała ten mechanizm. Uczyła się go latami.
Wyprostowała plecy. Ułożyła dłonie równo na obrusie. Oddychała powoli, licząc w myślach, jak kiedyś na lekcjach tańca. Jeśli to była gra, nie zamierzała jej ułatwiać. Nie zamierzała płakać przy stole. Nie zamierzała dać im tej satysfakcji. Ale kiedy ponownie spojrzała na Amodeusa, pozwoliła sobie na jedno - krótkie, nagie spojrzenie, pozbawione masek. Było w nim wszystko: strach, złość, i to jedno pytanie, którego nie zadała na głos. Czy naprawdę już zdecydowano?
Kolacja toczyła się dalej, jakby nic się nie wydarzyło. Służba krążyła między krzesłami, rozmowy wracały do bezpiecznych tematów, a Iris siedziała pośrodku tego wszystkiego z poczuciem, że coś właśnie zostało jej odebrane. Nie gwałtownie. Nie brutalnie. Spokojnie, zgodnie z zasadami. I właśnie to było najgorsze.
Brak wsparcia ze strony matki był kolejnym ciosem. To w niej, jako drugiej, ciemnowłosa utkwiła swe spojrzenie. Obserwowała rodzicielkę z pewnym obrzydzeniem - nie rozumiała jak m a t k a mogła dopuścić do tego, by jej o tym nie poinformować. Miała żal, że Euphemia nie pokusiła się choć o chwilę rozmowy, przygotowanie swojej j e d y n e j córki do wszystkiego, co ją czeka. A przecież sam fakt zawarcia małżeństwa to jeszcze nie było to, czego Iris obawiała się najbardziej - to świadomość skonsumowania związku z mężczyzną, którego nie kochała, przerażała ją najbardziej.
Na samą myśl zrobiło jej się niedobrze. Przed oczami stanął jej obraz, który dotychczas znała z lustra - obserwowała swoje zmieniające się ciało, dostrzegała jak z dziewczynki staje się kobietą. Przez wiele lat myślała, że gdy nadejdzie moment zamążpójścia, to zrobi to z mężczyzną, do którego pała szczerym uczuciem; który pokocha ją taką, jaką jest, bez cienia wstydu i konieczności zmian.
Po wypiciu kieliszka wina poczuła jak kolory wracają na jej piegowate policzki. Pomimo trunku miała wrażenie, że ma sucho w ustach - stres, strach działały na nią paraliżująco, atakowały układ nerwowy i fizjologię. Układające się w głowie słowa jeszcze to potęgowały.
— Co, jeśli powiem n i e? — Bez cienia zawahania wymierzyła ostre spojrzenia w stronę rodzeństwa, matki i ojca. Na Augustusie skupiała się przede wszystkim. Dostrzegła jak dłoń ojca zawisła w powietrzu na ułamek sekundy, trzymał w niej widelec. Ledwie uniósł wzrok nad talerza, jednak nie odpowiedział. Zdawał się puścić to pytanie mimo uszu. Iris nie dawała za wygraną. — Co... jeśli powiem NIE?
Uniosła się, a krzesło z łoskotem upadło na podłogę. Jej dłonie zwinęły się w chude piąstki, a klatka piersiowa falowała targana ciężkim oddechem.
— Odpowiedz, ojcze — Zażądała, przestępując krok w jego stronę. Zatrzymała się kilkanaście cali za Amodeusem. Będący w pobliżu brat dodawał jej sił. — Pozwolisz, by twoja jedyna córka była nieszczęśliwa? Pozwolisz wydać mnie za mężczyznę, którego nie znam?
Kolejny krok.
Poczuła na sobie wzrok matki. Miała nawet wrażenie, że jakaś niewidzialna siła próbuje zmusić ją do cofnięcia się. Była silniejsza.
— Wracaj na swoje miejsce, Iris — Ton głosu głowy rodziny był nieugięty, a jednak pojawiła się w nim nuta kończącej się cierpliwości. Jego dzieci wystawiały go dziś na próbę. Zapewne zastanawiał się czym sobie na to zasłużył?
— Cassius by na to nie pozwolił — Jej łamiący się głos, pełen goryczy i pewności wypowiadanych słów - dźwięk rozrywający serce. Wspomnienie pierworodnego; wspomnienie brata, który - choć różny od Amodeusa - z pewnością nie chciałby, by jego jedyna siostra została potraktowana w taki sposób.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 10:46 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.