• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Pokątna 31/13 > Kuchnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-09-2025, 20:57

Kuchnia
Miejsce najmniej używane przez właściciela, którego najwyraźniej niekoniecznie pasjonuje samodzielne przygotowywanie wymyślnych posiłków. Znajdują się w niej jedynie najbardziej podstawowe przedmioty i produkty.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
21-01-2026, 21:06
5 kwietnia 1962


Gdybym rzekł, że gotuję codziennie, skłamałbym wierutnie. Moja kuchnia potwierdziłaby zaś tylko, jak bardzo mijam się z prawdą. Jest w niej cicho i dość czysto — warstewka kurzu i okruszków przypomina o konieczności posprzątania blatu roboczego. Na samym skraju stoi prędko odłożony kubek z mocną herbatą, na której powierzchni pływają mieniące się niczym benzyna rozlana w kałuży oczka. Gotowanie nie jest moim nawykiem i nie lubiałem się z nim przez większość mojego życia. Małe próby zmienienia owego stanu zdarzają mi się od niedawna, a korzystając z przepisów pani Wellers i kilku zaprzyjaźnionych kucharzy z Cardiff, nie są zupełnym fiaskiem. Poruszam się po gruncie znanym, wyćwiczonym. I takim właśnie jest materia gotowanej zupy. Proste, tanie, pożywne składniki — czego chcieć więcej. Moja wydajność jest znacznie lepsza, kiedy odżywiam się dobrze, a poza tym, czasami jest mi zwyczajnie wstyd za to, że ganię swoich klientów, gdy nie trzymają się higienicznego stylu życia, a sam mam wiele do nadrobienia w temacie. Tak więc od czasu do czasu porywam się na kulinarne podboje, próbując przy tym odnaleźć choć odrobinę radości.
Muszę poza tym robić dobrą minę do złej gry, skoro mam gościa.
Przekręcam kluczyk, otwieram drzwi i puszczam Axela przodem. W powietrzu unosi się delikatny zapach perfum, które najwyraźniej mają lepszą trwałość, niż mógłbym oczekiwać po ich cenie. Na wieszaku sterczy obszyty cętkowanym futrem płaszcz, obok którego zrzucam to, co mam aktualnie na sobie.
— Rozgość się, śmiało — zachęcam gościa, aby zdjął również wierzchnie odzienie i wszedł głębiej do kuchni. Układam na stole zakupione przyprawy oraz butelkę z winem, którą po drodze również nabyłem w geście gościnnej wylewności. Skoro mam ten dzień spożytkować na odpoczynek, czemu nie skorzystać z owej sytuacji w pełni. Nie biorę nic mocniejszego, bo po ostatnim wieczorze w Palatium Librae, pod czujnym wzrokiem Rafaela i w ciężkich oparach whisky, mam przesyt. Może potrzebuję to zwyczajnie przetrawić i odreagować w atmosferze pozbawionej niedopowiedzeń i przedziwnej gry, której finał był nieoczekiwany.
Podwijam rękawy koszuli i zabieram się do poszukiwania poszczególnych składników w szafce pod zlewem. Ziemniaki, cebula… Soczewica jest chyba gdzieś indziej.
— Będę wdzięczny, jeśli nalejesz nam po lampce. Są w szafce obok okna — rzucam do Axela. Potem z uśmiechem wychylam głowę spod zlewu. — Przyznam, że rozbawiłeś mnie porównaniem, którego użyłeś w stosunku do mnie i mojej potencjalnej chlebodawczyni — przyznaję. Wrodzona chęć ryzyka zawsze sprowadzała mnie ku podobnym sytuacjom, choć daleki jestem od tego, by ryzykować własną duszą. — Swoją drogą, Goethe to bardzo ciekawa postać. Wiesz, że zajmował się też optyką i anatomią ludzkiego ciała? — Zagaduję w momencie, gdy siłuję się z wiaderkiem pełnym kartofli. Ostatecznie daję za wygraną i wyciągam ich tylko kilka. Przecież więcej nam nie potrzeba.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
29-01-2026, 14:14
Kwestia gotowania w przypadku Axela rysowała się jako umiejętność dla tej jednostki praktycznie nieznana. Epizod na statku był jedynym, kiedy to ktoś faktycznie pokazywał Axelowi, jak cos ugotować a raczej jak cos przygotować do ugotowania. Tych kilka dni niestety nie stworzyło nowego mistrza kuchni, który przy odrobinie ambicji i cierpliwości mógłby zawojować angielskie kubki smakowe. A szkoda, taka kariera na pewno byłaby mniej upierdliwa i niepewna, niż to czym zajmował się Francuz.
Dlatego nie oceniał kuchni Lysa, będąc przede wszystkim pod wrażeniem, że protetyk w ogóle ją posiada. Od kiedy Axel zadomowił się w Londynie, jego przestrzeń osobista poszerzyła się jedynie od łóżka do jednego pokoiku, który pełnił wiele funkcji. Zanim w Soho dorobił się pokoju, minęło kilka lat, aż w końcu mógł rzeczywiście wynająć cos na własną rękę i móc zamknąć tam swoje sekrety i skarby.
Młody Francuz nie mial zamiaru oceniać Lysa pod względem tego, czy jest sumiennym kucharzem, czy dobrym, czy jakimkolwiek. Dla niego sam fakt, że ktoś postanowił go nakarmić był gestem tak ujmującym, że w hierarchii jego znajomosci taka osoba plasowała się bardzo wysoko. Niegdyś, jako dziecko bogatej rodziny nawet by na to nie zwrócił uwagi, a teraz potrafił docenić czyjś gest.
Zaproszony do mieszkania Axel wchodzi wgłąb i rozgląda się ciekawie. Zapach perfum od razu zostaje przez niego zanotowany i bez cienia skrępowania zaciąga się tym zapachem. Na ustach Francuza pojawia się uśmiech, podoba mu się ta woń. Po drodze, na życzenie gospodarza ściąga płaszcz i zawiesza go na wolnym haczyku, by potem przejść do kuchni. Axel przysiada do stołu wodząc wzrokiem po kuchennych szafkach i wyposażeniu. Teraz zdał sobie sprawę z tego, że całkiem tu przytulnie i dawno nie był w takim pomieszczeniu jak to.
- Całkiem tu przytulnie, Lys. - Komentuje gospodarza i jego mieszkanie.
Przez chwile obserwuje przygotowania kolegi do działania i kiedy ten prosi o rozlanie wina i wskazuje, gdzie znajdują się kieliszki, Axel podrywa się z krzesła i wiedziony wskazówkami odnajduje odpowiednie szkło. Przez chwile poszukał wzrokiem korkociągu i uznał, że najlepiej sprawdzić szufladę i gdy namierzył odpowiednie narzędzie, sprawnie i wprawnie otworzył butelkę.
- Bo tak brzmiałeś, jakbyś co najmniej mial sprzedać duszę. - Odezwał się nalewając ostrożnie wina, by nie wychapać nic poza kieliszki. Postawił jedną lampkę wina na blacie, gdzie Lys mial zamiar rozłożyć się z warzywami do obrania. - Sante. - Uśmiechnął się uzupełniając drugi kieliszek i czekał aż gospodarz przyłączy się do tego drobnego toastu.
- Ano wiem, w tamtym czasie humaniści zajmowali się wieloma zagadnieniami. - Odparł kręcąc kieliszkiem, aby wino nabrało powietrza. W tych gestach było pewne wyuczenie, Axel wiedział co robi i obchodził się z winem jakby to był element tradycji. Francuskie korzenie chociaż ukrywane, czasem były trudne do ukrycia.
- Przy swoich studiach na protetyką pewnie sporo czytałeś na jego temat? - Zagadnął zaciekawiony tematem medycznym. - A propos optyki, twoje protezy oczu czymś różnią się od tych, które nosza mugole? - Tancerz oparł się o brzeg szafki krzyżując nogi, nawet w takich okolicznościach zachowywał grację.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
03-02-2026, 22:09
To niecodzienna sytuacja — rzadko miewam gości. Nie chodzi o to, że ich unikam, ale o to, że nie mam czasu na podobną wylewność. Większość mojego życia pochłania praca i odpoczynek po niej. Wyjścia w mniejszym stopniu, ale zapraszanie ludzi do siebie, to już zupełne odstępstwo od normy. Może się wydawać, że jestem duszą towarzystwa, że emanuję wręcz aurą, która krzyczy, że dzień bez rozrywki to dla mnie dzień stracony. Jest to jednak tylko tkany misternie pozór. Większość wieczorów spędzam samotnie, pogrążony w trawiących mnie od środka myślach. Jestem niczym piękna wydmuszka misternie zdobiona z wierzchu, natomiast przeraźliwie pusta w środku. Mało kto jednak o tym wie. Być może nikt? Nawet bliskim nigdy nie zdradzam pełni prawdy o sobie, więc w oczach przyrodnich sióstr bywam człowiekiem, którego ciężko jest oderwać od towarzystwa, przeważnie tego wróżącego kłopoty. Tak nauczyłem się chronić siebie samego. Ostatecznie więc okazuje się, że wizyta Axela budzi we mnie odczucia, których nie mogłem wcześniej przewidzieć. Nagle spinam się nieco, a moje ruchy stają się jeszcze bardziej przemyślane. Zerkam po mieszkaniu czy aby na pewno jest wystarczająco czyste, a przygotowanie prostej zupy zaczyna mnie lekko stresować. Cóż, w najgorszym wypadku, zejdziemy na Pokątną i pójdziemy szukać jakiejś knajpki. Zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji.
— Dziękuję — kwituję komplement, potem siłuję się przez moment z zacinającą się szufladą, w której mam nadzieję znaleźć obieraczkę do ziemniaków, bo w tej, gdzie Axel odnalazł korkociąg jej nie ma. Wreszcie odskakuje, wypada z niej osełka i stary nóż. Przeklinam cicho pod nosem, podnosząc upuszczone narzędzia.
— Serio? — pytam jakby niedowierzając. — Aż tak to brzmiało w moim głosie? — Zdaję się być rozbawiony. — Może to trochę przesadne. Bardziej chodzi o obawę z ograniczeniem mojej swobody, niż o duszę samą w sobie. Wiesz, Axel, czasami sobie myślę, że dusza w istocie to moje najmniejsze zmartwienie. — Unoszę kieliszek, aby wznieść toast. Upijam odrobinę wina, po czym sięgam po ziemniaki i zaczynam się z nimi rozprawiać nad zlewem, wciąż jednak zaabsorbowany równie mocno rozmową z moim towarzyszem.
— Racja. Widzę, że masz trochę wiedzy w temacie — zauważam całkiem miło zaskoczony. Axel ma swoje sekrety. — Może nie jakoś dużo, ale tak, studiowałem kilka jego dzieł. Każdy, kto wniósł coś do mojej dziedziny jest godny uwagi. — Nie abym pałał do samego Goethego ogromnym zainteresowaniem, ale faktycznie zdawał się personą, której nie da się pominąć. — Z niektórymi jego tezami można polemizować, ale miał naprawdę unikatowe spojrzenie na rzeczywistość — wzdycham z pewną dozą sentymentu. Potem zerkam na Axela, wrzucając kolejnego obranego ziemniaka do wody z donośnym chlupnięciem. — Jeśli chodzi o nasze protezy, to zdecydowanie mają one większe możliwości, niż te mugolskie. Więc można powiedzieć, że mają one lepszą ruchomość, wyglądają często bardziej naturalnie, ale też dzięki magicznej chirurgii mogą przywrócić pewne funkcje. Mugloskie protezy oczne są często czysto kosmetycznym elementem. — Dużo tu o tym mówić, część prac badawczych wciąż jest w toku.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
10-02-2026, 12:37
Axel bywał gościem proszonym albo i nieproszonym, o czym Lys doskonale wiedział. Chłopak potrafił się wprosić nawet bez wiedzy gospodarza i wtedy zazwyczaj pojawiały się ubytki w majątku. Teraz jednak Hatley nie powinien się tego bać, Axel kradł z potrzeby, na zlecenie i już dawno miał za sobą te desperackie zrywy, kiedy próbował utrzymać się na powierzchni wyciągając rękę po nie swoje. Że też mu tej reki w międzyczasie nikt nie odciął, to było zadziwiające.
Nie znali się jeszcze na tyle mocno, by oceniać siebie nawzajem pod względem tego, jaki maja charakter i jacy rzeczywiście byli. W zaciszu mieszkania Lysandera Axel na pewno stał się spokojniejszy i cichszy, nie zarzucał tekstami, które miały wywoływać w rozmówcy mieszane emocje. Devereaux obserwował przedmioty i całokształt tego wnętrza z lekkim uśmiechem, jakby trochę sentymentalnym, lecz nawet się słowem nie zająknął, co mu chodzi po głowie.
Napięcie, jakie atakuje gospodarza nie uchodzi uwadze Axela, chłopak unosi odrobine brwi zastanawiając się nad tym, co powoduje jego kolega w tej chwili, że czuje skrępowanie. Jednak nie komentuje tego, zajmując się otwieraniem wina. Walka Lysa z szufladą sprawia, że na twarzy chłopaka pojawia się rozbawiony uśmiech. Wino rozlane, toast wzniesiony. Axel postanawia przysunąć sobie krzesło bliżej protetyka, żeby nie rozmawiać z nim obserwując jedynie plecy, chociaż nie jest to dla niego wcale taki niemiły widok.
Siada okrakiem i wspiera łokcie na oparciu, unosi ciekawe spojrzenie na twarz Lysandera.
- Trochę tak. - Uśmiecha się trzymając kieliszek za nóżkę i upijając łyk wina. - Oh? Co cię wiec tak bardzo martwi? Hmm? - Axel lekko zmarszczył ciemne brwi nie pozwalając Lysowi wyśliznąć się z tematu, skoro już został rozpoczęty. - Jak bardzo mocno by to cię ograniczało? - Zagadnął po chwili, on sam nie znosił ograniczeń, od lat walczył z tym, że bardzo wiele czynników, ludzi i innych rzeczy go ograniczało i nigdy tak naprawdę nie był wolny. Dążył do tego, chciał sam o sobie stanowić i nie bać się, że dopadnie go kara za niesubordynację.
- Kto nie uwierzy w własny rozwój, ten na zawsze pozostanie szarym przechodniem. - Axel mruknął cytując Goethego, a jego wzrok uniósł się na Lysandera, ciekawy jego reakcji. Axel na pierwszy rzut oka nie wyglądał na kogoś, kto odebrał chociażby podstawowe wykształcenie, to ze pisał i czytał, mogło już robić wrażenie. Prawda była całkowicie inna, ale on właśnie dzięki temu, że był brany za prostaka, mial sporo przewagi.
- Całkiem sporo. - Kiwnął głową przypominając sobie jak robił rozeznanie w tematyce piekła na potrzeby przygotowania do spektaklu Noc Walpurgii Gounoda. - To prawda, ja się głownie skupiałem na literaturze i sztuce, medycyna aż tak mnie nie porwała. - Uśmiechnął się niewinnie, układając podbródek na wierzchu dłoni.
-Nie dziwie się, minęło nieco ponad sto pięćdziesiąt lat, jak Goethe pisał swoje dzieła i przeprowadzał badania. - Dodał po chwili w odpowiedzi na słowa Lysandera. W zakresie medycyny na pewno wiele się zmieniło i zmieniać się będzie cały czas. Axel był świadomy tego, że pewne dziedziny przechodziły zmiany o wiele bardziej radykalnie, od innych.
Informacje na temat różnic protez magicznych a tych mugolskich sprawiła, że chłopak nie krył zaskoczenia, a nawet i jakiś element podziwu pojawił się na jego twarzy.
- No co ty gadasz... Widziałem ludzi z protezami, ale to raczej nie były takie, o których mówisz. Na Nokturnie raczej nie paraduje się z takimi cackami. Czyli co, jak ktoś ma protezę oka, to będzie mógł widzieć? - Chłopak nie krył się z tym, że zrobiło na nim to wrażenie. - Ale to pewnie drogi interes i wcale nie taki łatwo dostępny? Prawda? - Może i to była nadzieja dla tych, co utracili pewne części ciała, ale Axel mimo to nie pokalał w tym ogromnej nadziei, że każdy może wrócić do pełni sprawności. Zwłaszcza jeśli takie protezy będą poza jego zasięgiem.
- Lys. Dlaczego akurat protetyka? - Axel nie krył ciekawości, co do swojego rozmówcy. Skoro już im się tak dobrze gadało, to mogli się trochę lepiej poznać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
11-02-2026, 20:57
Rozmowa z Axelem skłania mnie do ponownej refleksji nad tym, czego tak naprawdę chcę. Współpraca z Sanderson otwierała przede mną ścieżkę, na którą nie miałbym możliwości dostać się samodzielnie, albo raczej zajęłoby mi to naprawdę bardzo dużo czasu, zwłaszcza że nigdy nie ukończyłem studiów, co w pewnym sensie oddalało mnie od środowiska naukowego. Znajomości mogłem mieć, lecz każdy siedział zacementowany w swoich sprawach. Moira miała zaś środki i możliwości, ja natomiast przez pewien czas pracowałem z jej mężem, co było o tyle komfortowe, że znała mnie choć odrobinę. Nasze rozmowy wciąż pozostawały na etapie wzajemnego badania się i sprawdzania gruntu, jednak zdawały się równocześnie na tyle obiecujące, żebym poważnie podchodził do tematu. Może nawet odczuwał pewien rodzaj presji. I to chyba ta presja tak na mnie działała. Lubię mieć kontrolę, a kiedy muszę oddać ją komuś innemu, powoli zaczyna mi odbijać. To nie przypadek, a zakorzenione bardzo głęboko mechanizmy obronne. Z jednej strony znam podobne sytuacje bardzo dobrze, a z drugiej bardzo się ich obawiam.
Do tego wszystkiego dochodzi kwestia Howell’s Hand — bardzo zależy mi na własnej marce, a wiem już teraz, że wypracowane w gronie naukowym prototypy, nawet jeśli pomysł będzie zupełnie mój, formalnie należeć będą do wszystkich. Ja się pod tym nie podpiszę, bo zwyczajnie zabroni mi odpowiednia klauzula. Nie będę mógł na nich zarabiać, a jeśli już, to cały dochód przypadnie zespołowi badawczemu. Czy jestem skory dla takiego poświęcenia na rzecz zysków niematerialnych? Wiedzy mi nikt nie odbierze. Wzdycham i wywracam oczami, Axel nie odpuszcza.
— Widzisz — zaczynam ostrożnie. Chcę naświetlić temat, ale też nie umiem się tak uzewnętrzniać na zawołanie. — Wszystko, co zostanie opracowane w ramach pracy badawczej zespołu będzie też jego własnością. Podobnie jak sam dochód. Nawet jeśli sam opracuję coś przełomowego, to to pozostaje w ramach zespołu. Poza tym, czas. Będę miał mniej czasu dla swojej działalności, to też jakiś uszczerbek. Początkowo wynagrodzenie też nie jest największe. Z drugiej strony zespół to dostęp do sporych środków finansowych na badania, rozwój, korzystanie z nowych technologii. Dużo by wymieniać. — Przez moment zajmuję się dalszym ogarnianiem warzyw do zupy. — Muszę to jeszcze raz przemyśleć, a z pustym żołądkiem na pewno mi to nie wyjdzie — dodaję, próbując obrócić w żart panoszącą się znów powagę. Chyba nie mam nastroju na dalsze dywagacje o mojej pracy oraz o wyborach, których będę musiał dokonać. Mam nadzieję, że Axel zrozumie.
Ziemniaki, cebula. Soczewica. Muszę ją wypłukać. Szukam sitka i zaraz zabieram się do roboty. Postanawiam pomóc sobie nieco magią, dlatego też wyciągam różdżkę i macham nią lekko w powietrzu wypowiadając zaklęcie. Patelnia i oliwa, cebula w kostkę i wszystko szkli się pięknie na płomieniu kuchenki, który wesoło podskakuje.
— Pokroisz ziemniaki w kostkę bez ryzyka obcięcia sobie palców? — pytam uśmiechając się złośliwie. Niby ja miałem gotować, ale chyba odrobina pomocy nie wpłynie znacząco na wynik? — No proszę, proszę. Kiedyś sam poświęcałem nieco więcej czasu literaturze, ale obecnie albo nie mam na to przestrzeni, albo jestem zbyt zmęczony… A może to lenistwo? Słuchaj, jeszcze ożywisz moje stare pasje, bo teraz aż mi głupio, że tak się zaniedbałem — zaczynam się śmiać i uważnie obserwuję przy tym Axela. Jak widać, czasami z niezobowiązujących spotkań, bez większego planu, można wyciągnąć naprawdę wiele dobrego.
Kiedy w powietrzu rozchodzi się przyjemny zapach, sięgam ponownie po kieliszek z winem i upijam nieco.
— Bo też takie zwykłe są faktycznie najmniej kosztowne, a pomagają funkcjonować. Często to jakieś odpady minionych epok. Naoglądałem się ich sporo jeszcze w Cardiff, kiedy łatałem marynarzy. Wtedy ten przysłowiowy kołek zamiast nogi lub hak zamiast ręki to nie był wcale aż tak niecodzienny widok. Nie szokował. Ale medycyna nasza i mugolska poszła do przodu. Koszta też wzrosły, to na pewno. — Przypominam sobie pierwsze lata zaraz po Hogwarcie i moje zderzenie z rzeczywistością. Nie było lekko, ale myślę, że tak twarde lądowanie dużo mi dało. — Nie wiem czy można to tak prosto określić jako odzyskanie widzenia. Chirurgia magiczna potrafi zregenerować część połączeń neuronalnych, zaklęcia wzmocnić, pewne rzeczy można obejść i człowiek dostrzega co większe plamy świetlne lub różnicę w intensywności barw. To wszystko wymaga jednak specjalistycznej wiedzy i komponentów. — Dodanie innych funkcji? Dostrzeganie przedmiotów przez bariery? Szersze pole widzenia? Czemu nie… to kwestia czasu, aż ktoś opatentuje zaawansowane gałki oczne. Kolejne pytanie natomiast wymaga ode mnie dłuższego zastanowienia. Sam nie odpowiadałem sobie na nie chyba nigdy wprost. Dlaczego?
— Wiesz, zacięcie do medycyny miała już moja matka. Może to sentyment, może chęć kontynuowania? Dorastając w trakcie wojny widzisz dodatkowo dużo paskudnych rzeczy. Widzisz, jak ludzie cierpią i chyba… po prostu chciałem jakoś wtedy znaleźć sposób na zmniejszenie ich niedoli. Brzmi to strasznie idealistycznie, ale — zacinam się i wychylam do końca lampkę alkoholu. — Tylko nie patrz na mnie jak na miłosiernego Samarytanina — burczę, bo mi nieswojo. — Jak widać, mam z tego całkiem przyjemne pieniądze, więc to się liczy. — Jakby kąsała mnie myśl, że ktokolwiek może sobie o mnie dobrze pomyśleć. Tak po prostu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
23-02-2026, 11:07
Devereaux nie miał interesu w tym, by zmuszać Lysa do rozważań na temat jego przyszłości, badan, kariery i tego co z tym chce zrobić. Francuz jednak widział rozterkę w spojrzeniu protetyka i wahanie w jego głosie, widocznie nie miał z kim porozmawiać na ten temat kto wyrazi czysto obiektywne zdanie. Axel był dobrym słuchaczem, pomimo że nie wyglądał na kogoś, kto mógłby skupić chociaż ułamek uwagi na kimś innym niż on sam. Cisza, zmieniająca się mimika i emocje rosnące w oczach Hatleya mówiły więcej, niż wypowiedziane słowa.
Axel obserwował swojego gospodarza z uwagą, łowiąc z jego aparycji wszystkie te szczegóły i niuanse, które odzwierciedlały myśli, które kotłowały się w jego głowie. Widział przede wszystkim wahanie, Lysander mial ugruntowaną pozycję w Londynie i co prawda nie zarabiał kokosów, to jednak swoja misję realizował. Stanął u wrót nowych możliwości, wiedzy, patentów i współpracy z tęgimi głowami, ale cena była równie przytłaczająca co możliwe osiągnięcia. Czuł się rozerwany i niepewny, co zrobić dalej, czy zaryzykować, czy pozostać przy tym co mial teraz.
Axel uśmiechnął się widząc tą walkę myśli, był może troch jak taki diabełek na ramieniu kogoś, kto staje na rozstaju dróg. Lecz w jego interesie nie było to, by porwać dusze do piekła, ale widział, że Lys potrzebuje rady, głosu zewnetrznego, który pomoże mu podjąć decyzję.
- Hmm... - Francuz mruknął przekrzywiając głowę, bawił się kieliszkiem w dłoni obracając miedzy palcami cienką nóżkę. - Faktycznie to trudna decyzja. Z jednej strony samodzielność, swoboda i ograniczone środki, wszystko zależy od klientów i zasobności ich portfeli, złożoności ich problemu. A z drugiej zespół tęgich głów, sprzęt, finanse i organizacja przygotowana odgórnie i wydawałoby się, że nic więcej nie trzeba, tylko działać. Ale tutaj nie ma swobody i tracisz to, co ciężką pracą osiągniesz. - W słowa Devereaux brzmiało to wszystko jasno, klarownie i prosto. Wystarczyło tylko umieścić to na szalach wagi i sprawdzić, co się bardziej opłaca.
- Ale to przecież nie na zawsze, prawda? - Widząc rozterkę na twarzy kumpla, Alex postanowił pchnąć jego myśli na nowy tor. - Patent ci zabiorą, ale wiedzy nie zdołają wymazać z umysłu. - Jak ten mały chochlik przywołał na usta uśmiech, jakby chciał dodać otuchy Lysanderowi.
Axel nie był nachalny w swoim obstawianiu przy tym jednym temacie, skoro gospodarz postanowił się wycofać i przenieść uwagę na warzywa, tancerz zgodził się z nim, czując coraz większy głód.
- Zaraz zaczną nam kiszki m marsza grać. - Zaśmiał się zgadzając się Lysem, myślenie na głodniaka nigdy nie było dobrym pomysłem.
Zapytany o pokrojenie ziemniaków Axel spojrzał na obrane bulwy i deskę do krojenia. Aż tak beznadziejnym melepetą nie był, przecież potrafił pokroić chleb, czy wyciąć cząstki z jabłka. Wstał z krzesła i zabrał się za wskazane zadanie. Ciął ostrożnie, by nie trafić nożem na palce, a im dalej, tym lepiej mu to szlo.
- Już nie myśl, że jestem taki bezużyteczny. - Burknął z nutą humoru do Lysandera, kiedy rozkrawał ziemniaki na części.
- Nie mnie się tłumacz z tego lenistwa, Lys. - Szczupły łokieć dźgnął protetyka w bok, kiedy ten zaczął się kajać przed chłopakiem. - Sam dawno porządnej książki nie trzymałem w rękach... - Westchnął cicho, często doskwierał mu brak kultury wokół siebie, jakby codzienność Nokturnu zasnuwała jego oczy ciemnością na to co piękne i wzniosłe. - Ale mam dobrą pamięć, wiec czasami wracam do ulubionych cytatów i melodii. - Stuknął palcem swoją skroń, a po chwili przywołał do swoich myśli ulubioną melodię i zanucił ją gardłowym pomrukiem krojąc ziemniaki.
Wszystko ląduje w garze i mogą się z Lysanderem skupić na popijaniu winka. Axel wraca na swoje miejsce, opierając ramie na oparciu krzesła. Dolał sobie w międzyczasie dolewki i powoli czuł, jak wino zaczyna go rozluźniać. Ten błogi stan był taki przyjemny, zwłaszcza że był w przytulnym miejscu, gdzie pachniało cieplą zupą.
- Nie chciałbym nigdy musieć nosić czegoś takiego. - Axel słuchał w skupieniu słów Lysandera i kiedy spoglądał na siebie, doskonale wiedział, że jeśli by jego dotknęła taka sytuacja i straciłby rękę albo nogę, nie zniósłby tego, nawet jeśli otrzymałby najlepsza protezę na świecie.
- Czyli znów magia ponad techniką, prawda? To fascynujące, ale wciąż nie brzmi idealnie. - Ciemne brwi chłopaka ściągnęły się w grymasie zawodu, chociaż nie oczekiwał, że zastąpienie żywej części ciała kawałkiem drewna i magią doprowadzi do powrotu do dawnej sprawności. - Myślisz, że kiedyś te protezy będą tak dobre, że trudne do odróżnienia? - Lysander opowiadał odpowiadając na pytania Axela nie szczędząc mu szczegółów, dzięki temu chłopak mógł zakreślić w swojej wyobraźni, jak to może faktycznie wyglądać.
Kiedy Lys przechodzi do kolejnego tematu Axel z zaciekawieniem unosi na niego spojrzenie. Matka, to ich łączyło w pewien sposób, bo w przypadku Axela to rownież matka odegrała wielka rolę w tym, co pasjonowało Axela.
- Czyli pożyteczne z przyjemnym. - Axel skwitował słowa Lysa śmiejąc się na jego burkliwy ton, kiedy zastrzegał sobie, że żadnych większych pobudek w jego celach nie było. - Oj nie bądź taki skromny, każdy działający wokół medycyny ma podobną misję. Jak to szło? Primum non nocere? - Tancerz oparł policzek na przedramieniu a drugą dłonią bawił się w części napełnionym kieliszkiem, po czym upił nieduży łyk.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
25-02-2026, 12:34
Rzadko polegam na czymkolwiek innym niż na własnym osądzie. Nie pytam o zdanie, nie zastanawia mnie też, co ludzie myślą o podejmowanych przeze mnie wyborach. Nie sądzę też, aby ostatecznie cokolwiek innego niż moje własne odczucia tu przesądziły. Zastanawiam się nawet krótko nad tym czy ja już w rzeczywistości nie podjąłem decyzji, a to teraz było jedynie czczym gadaniem dla zapełnienia czasu i uspokojenia ewentualnych wątpliwości.
Kiwam głową. Zdecydowanie nie jest to coś na zawsze. KIlka lat? Może? O ile w ogóle? Nie wiem przecież, jak w praktyce będzie się nam układała współpraca. Tak naprawdę, póki nie wejdę w praktyczne aspekty, to niewiele mogę powiedzieć z zupełną pewnością. Dam sobie chwilę, dam temu szansę. Nic lepszego przecież nie wymyślę.
— Zdecydowanie, ja nie lubię po prostu bycia w takich zależnościach. Stąd to wszystko. — O ironio, o naiwności! To, że pcham się sam w objęcia zagmatwanych powiązań jakby dla zasady wolę już przemilczeć. Nie jestem na tyle otwartym, aby opowiadać o swoich przywarach oraz problemach, które ciągną się za mną od wielu, wielu lat. Niech lepiej Axel nie ma powodów do podejrzliwości w tak delikatnych kwestiach. Uśmiecham się później — dobra, to już bez przedłużania, zobaczę. Po prostu dam sobie szansę. A teraz weźmy się do roboty, bo pora obiadowa już dawno za nami. — Kiedy Devereaux bierze się za krojenie ziemniaków, mam ochotę powiedzieć jeszcze raz coś złośliwego. Nie żebym ostatecznie uważał, iż utrata palców to taka tragedia. Potem wzdycham. Zawsze mam na uwadze jakieś dziwne poczucie braku, jakbym pozostawał w tyle. Wiem, że wiele robi tu moje pochodzenie, brak możliwości, który doskwierał mi jeszcze w czasach szkolnych. Brak pieniędzy przede wszystkim — takich dziedzicznych, zwalniających z obowiązku ciężkiej pracy i umożliwiających skupianie się na innych, bardziej przyjemnych kwestiach. Czy to ostatecznie źle? Pewnie nie, bo jestem dzięki trudnym warunkom samowystarczalny, nie potrzebuję pleców w postaci bogatej rodziny, umiem zaistnieć na swój sposób. Ponadto — ciężko mnie złamać. A to serio bardzo pomaga. Czasami tylko chciałbym mieć więcej swobody na to, co lubię.
Zerkam na mojego towarzysza, kiedy zaczyna nucić coś pod nosem. Nie przerywam i nie komentuję, zamiast tego wrzucam resztę składników, które w asyście obranych ziemniaków powinny się teraz gotować na wolnym ogniu. Potem doprawię i będziemy mogli jeść. Dopiero gdy przerywa, pozwalam sobie zadać pytanie — a jaki jest twój ulubiony cytat? I co to za melodia?
Odsuwam się od ognia, opadam na jedno z kuchennych krzeseł, biorę między palce nóżkę kieliszka. Przyglądam się głębokiej czerwieni cieczy — jak na swoją cenę to naprawdę przyzwoity trunek. Idealny balans pomiędzy wydaną kwotą a jakością. Można nawet przez moment poczuć odrobinę luksusu na końcu języka.
— Fakt, bycie okaleczonym to ogromne brzemię. I używanie protez również. Nikomu nie życzę takiego losu. Jestem jednak dumny, że stworzyliśmy możliwości kompensowania utraconych funkcji. Dla wielu to nie jest wybór, a konieczność — przyznaję, przechylając kieliszek i wypijając resztę. Potem dolewam kolejną porcję. — Magia wiele wnosi, z całą pewnością ułatwia. Ale powiem ci szczerze, że kombinowanie bez niej jest jeszcze bardziej fascynujące. To znaczy, nie to, że chciałbym z niej rezygnować, ale mugole… — zacinam się na moment, bacznie obserwując mojego towarzysza. Merlinie, ja właściwie nie znam jego poglądów. Moje opinie nie powinny być aż tak jawne, choć to chyba norma, że naukowcy mają dużą otwartość. — Chodzi o to, że często wymyślają naprawdę innowacyjne rozwiązania, kiedy muszą bardziej pogłówkować i gdy nie mają możliwości korzystania z dobrodziejstwa jakim jest magia. — Za mało dyplomatycznie? A może w punkt? Nie czuję, żeby moje słowa były wyjątkowo kontrowersyjne. Zostawmy to więc tak właśnie.
Kolejne pytania Axela zachęca do odważnego fantazjowania w temacie rozwoju dziedziny protetyki. Myślę, że to temat, o którym można gadać i gadać.
— Myślę, że to bardzo prawdopodobne. Kto wie… może kiedyś dojdziemy do takiego punktu, gdzie protezy będą nawet lepsze od organicznych kończyn i ludzie będą chcieli dobrowolnie zastępować nimi własne ciało? — Myślę, że tym skutecznie odepchnę kwestię mugolskich innowacji. To dopiero myśl! Modyfikowanie własnych organizmów na życzenie! Odważne? Zdecydowanie. Wiem jednak, że moja działka ma ogromny potencjał. W międzyczasie wstaję, aby sprawdzić zawartość garnka z zupą. Pachnie obiecująco. Jeszcze lepiej, kiedy w końcu sięgam po nabyte przyprawy. Kuchnia wypełnia się orientalnym aromatem.
— Taaak — śmieję się. — Ciężko się wyprzeć. Cóż, ostatecznie chyba muszę mieć do tego odpowiedni rys charakterologiczny. Same pieniądze to nie jest wystarczający argument. Przecież mógłbym zarobić je inaczej — wzdycham.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:58 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.