• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Spokojna zatoka (Cambridgeshire)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 22:12

Spokojna zatoka (Cambridgeshire)
Kręta zatoka rzeki Nene to spokojny odcinek rzeki w Anglii, gdzie woda rozszerza się, tworząc naturalną zatokę i łagodne zakola. Brzegi są przeważnie niskie, porośnięte trawami, trzcinami i niewielkimi krzewami, z miejscami dostępnymi dla wędkarzy i spacerowiczów. Wokół widać otwarte pola, pastwiska i fragmenty terenów podmokłych, które tworzą charakterystyczny, lekko dziki krajobraz. Woda w zatoce jest spokojna, a jej powierzchnia często odbija niebo i otaczającą zieleń, nadając miejscu niemal sielankowy charakter. Widać tu przepływające łodzie oraz lokalną florę. Zatoka ma zarówno funkcję rekreacyjną, jak i naturalną ostoję dla lokalnej fauny. Jest wyraźnie oddzielone od zabudowań.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Arabella Bones
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
39
Zawód
Magizoolog, spec. stworzenia latające
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
0
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
03-02-2026, 10:40
|06.05.1962

Brzegi zatoki były niskie i miękkie w linii, porośnięte trawami i trzcinami, które szeleściły cicho przy każdym podmuchu. Między nimi wyrastały krzewy, jeszcze nie w pełni rozwinięte, ale już żywe, pełne obietnicy nadchodzącego lata. Dalej rozciągały się otwarte pola i pastwiska, spokojne i puste, przerywane gdzieniegdzie wilgotnymi zagłębieniami terenu, gdzie ziemia ciemniała, a roślinność rosła bujniej. Dźwięki docierały stłumione i rozproszone. Plusk wody przy brzegu, skrzydła ptaka unoszącego się znad trzcin, daleki głos kogoś spacerującego ścieżką po drugiej stronie. Wszystko zdawało się być oddzielone niewidzialną granicą od reszty świata. Początek maja w Anglii, z jego jasnym światłem i spokojem przyrody, nadawał temu miejscu sielankowy charakter.
Kręta zatoka rzeki rozciągała się szeroko, a woda płynęła wolno, niemal leniwie, jakby sama nie chciała zakłócać ciszy. Jej powierzchnia odbijała jasne niebo i świeżą zieleń brzegów, drgając tylko wtedy, gdy wiatr musnął ją delikatnym ruchem albo gdy gdzieś dalej przepłynęła niewielka łódź. Powietrze było chłodne, jeszcze wiosenne, niosło w sobie zapach wilgotnej ziemi, traw i wody, ten charakterystyczny aromat, który można było poczuć tylko nad rzeką.
Arabella siedziała na kocu ze swoją robótką, kiedy Titus rozkładał się ze sprzętem do łowienia ryb. W piknikowym koszu schowane zostały bułeczki, kawałek szynki oraz sera, oprócz tego w papier do pieczenia zawinięte babeczki wraz z woreczkiem orzechów. Na dnie ułożyła butelkę lekkiego cydru i dwa kubeczki, ponieważ kieliszki groziły rozbiciem. Ubrana w wielobarwny strój, dużą ilość biżuterii w postaci naszyjników i brzęczących bransoletek idealnie wtapiała się w rozkwitające otoczenie. Zaproszenie od Titusa na ryby przyjęła z ochotą, choć sama nie łowiła. Mogła jednak spędzić czas na łonie natury z człowiekiem, z którym znała się od dawna. Nawet wtedy kiedy przebywała w Indiach, słała do niego listy, opisując każdy dzień, każdą chwilę. Mogła dzielić się swoimi myślami oraz opisywać codzienne życie, tak odmienne od tego jakie wiodło się w Anglii. Teraz siedząc na kocu z szydełkiem w dłoni uśmiechała się delikatnie do czarodzieja.-Wszystko będzie z nim dobrze, tylko przez najbliższe dni należy robić mu okłady na kopyto. - Kontynuowała wątek związany z koniem, którym się opiekowała w domu Titusa -Parę dni i będzie biegał niczym źrebak. - Dodała z cichym rozbawieniem w głosie i przeliczyła oczka na robótce. Dwa małe ptaszki nad nimi wykonały podwójną śrubę i z głośnym trelem odleciały ku drzewom. Ta cisza i spokój przynosiły ukojenie i poczucie zatrzymania się czasu.
Wiosna 1x: Ptaki
Na gałęzi nad drogą siedzi kilkanaście ptaków. Przez chwilę panuje absolutna cisza. Nagle wszystkie zrywają się jednocześnie. Powietrze wypełnia trzepot skrzydeł. Gałęzie drżą pod nagłym ruchem. Ptaki rozlatują się w różnych kierunkach, ale jeden z nich leci prosto w waszą stronę i nie wygląda przyjaźnie.
Jeśli zdecydujecie się zaatakować lub złapać ptaka, zanim on zaatakuje was, unikniecie konsekwencji. Akcja ta musi zostać wykonana w waszych pierwszych postach. Jeśli zdecydujecie się zrobić unik, PS wyniesie 50. Do rzutu należy doliczyć potencjał szybkości. Atak ptaka oznacza utratę 10 HP.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
10-02-2026, 21:15
Chmury pędziły po niebie pchane wiosennym wiatrem.
– Wiatr z południa – przyjemne ciepło – lubił o tym wspominać, już w wieku trzydziestu-paru lat, brzmiąc przy tym jak wzdychający nad pogodą emeryt. Ale przecież ludzie choć częściowo szczęśliwi, odnaleźć potrafili element radości w rzeczach pozornie prozaicznych. Chociaż nie brakowało mu zmartwień i momentów powracającej do jasnowidza paranoi… Od kilku dni nie śnił o niczym nieprzyjemnym – od kilku dni budził się w momencie, kiedy na niebie widniała już pierwsza, słoneczna łuna. Od kilku dni nie zamykał kuchennego okna, zza którego od obudzenia słyszał ptasie trele. Z wiekiem uczył się rozpoznawać ich coraz więcej – wypożyczył z biblioteki mugolski album ze zdjęciami angielskich ptaszyn, rozważał zakup nowej lornetki…
I doceniał momenty takie jak ten – gdy oddychał suchym od słońca powietrzem, rozkładał wędkarski zydel i obracał się przez ramię do kogoś, kto chciał go słuchać. Doceniał pomoc Arabelli – doceniał jej obecność w Dolinie Godryka i chęć pomocy z Mandatem, kiedy on sam pełnił swoje obowiązki w Londynie i nie miewał dla niego odpowiednio dużo czasu.
– Chciałbym żeby fikał po łąkach jak najdłużej, Bells, ale nie musisz się ze mną pieścić – zagaduje do niej, stojąc nad kocem, rozciągając teleskopowy mechanizm wysłużonej wędki. – Dobrze robię, że wciąż pozwalam mu wypasać się tak długo, co nie? Przygotowuję go od kwietnia, on w ogóle nie lubi się przejadać, więc się nie martwię, że żołądek nie da rady. Bardziej się martwię, że ma już jakieś zwyrodnienia i no… Że może za mało się rusza? – siada na chwilę tuż obok koszyka piknikowego, byle odwinąć żyłkę i poprawić supły w okolicy spławika. Dzisiaj… Połowi w ten sposób. Mając dzięki temu czas na rozmowę, nie czując konieczności ciągłego kręcenia kołowrotkiem spinningówki. – On ma już siedemnaście lat, wiesz zresztą. Ale oni go przetrenowali…
Wspomina. Arabella na pewno pamięta czas, kiedy razem z Ambrose’m Day’em przyprowadził Mandata do stodoły za domem przyjaciela. Kiedy dzień później poprosił Bones o to, by na chwilę poszła za nim i pokazał jej wymęczonego, wystraszonego ogiera. Odebrany interwencyjnie bał się ludzi – porzucał wytresowaną uległość na rzecz nerwowych reakcji. Nim Harrison doszedł z nim do porozumienia… Minęło trochę czasu. Świadkami postępów byli z Arabellą właściwie we dwójkę – bo chociaż koń od zawsze znajdował się też pod opieką policyjnego partnera Harrisona – Day bał się koni, nawet jeżeli w ostatnim czasie… Zechciał bać się ich mniej.
Magipolicjant opowiedziałby o tym więcej – gdyby nie intensywne uderzenie o taflę wody. Harrison podnosi się do pozycji stojącej niemal natychmiast, rzucając wędkę na bok, na koc – szczęśliwie nie uszkadzając niczego. Nie tylko on reaguje jednak instynktownie. Ptaki – te dotychczas rozśpiewane i cieszące wzrok obserwatorów… Podrywają się do lotu i zaczynają uciekać w popłochu – zmartwione o swoje życie.
Harrisonowi wydaje się, że już to widział. Widział to w kinie. Zobaczy to w kinie? Przeczucie wydaje się niejasne.
Pędzący w ich kierunku ptak testuje refleks, a Titus może i nabierał lat, ale wciąż posiadał łeb na karku… Chyba.
– Kurwa, uwaga… – mówi, prędko wyciągając różdżkę zza pasa i instynktownie kierując nią w stronę nadchodzącego zagrożenia… Które gatunkiem z pewnością skuteczniej określi jego towarzyszka. Osoba, w kierunku której zmierzał ptak, a która posiadała ręce zajęte szydełkowaniem. – Mobilicorpus – duka, ale robi to skutecznie, zmieniając trajektorię lotu ptaka, który zamiast zderzać się z jej sylwetką – przeleci dziesięć centymetrów nad jej głową. Całe szczęście, Merlinie, całe szczęście.
Harrison wbija spojrzenie w twarz Arabelli, ale gdy znajduje pewność, że tej nic się nie stało… Ucieka wzrokiem jeszcze szybciej.
– Co tak palnęło? – potwór z dna jeziora?

|| Udane zaklęcie Mobilicorpus - Unosi i pozwala na nieznaczne przemieszczenia ciała człowieka lub zwierzęcia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Arabella Bones
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
39
Zawód
Magizoolog, spec. stworzenia latające
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
0
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
16-02-2026, 20:24
Ciepłe, majowe słońce przyjemnie tuliło po długiej i ponurej zimie. Tęskniła za słońcem, a teraz jeszcze przyroda była w rozkwicie i mogła się cieszyć nie tylko zapachami natury i jej dźwiękami, ale też takimi momentami jak ten, kiedy wraz z przyjacielem miała zamiar spędzić miłe popołudnie. Spoglądała teraz jak mocuje się on z wędką, uśmiechnęła się i pokręciła głową. -Mandat jest stary, ale nie wysyłaj go tak szybko na drugą stronę. Jeszcze przez jakiś czas pocieszy się swoim życiem. - Zapewniła Titusa. Miała świadomość, jak i on, że ogierowi zostało ledwie parę lat żyć, może pięć a może dwa, ale spędzi je w spokoju, skubiąc sobie trawę i spędzając ostatnie lata na pastwiskach. -Rusza się wystarczająco, zwyrodnienie na kopycie mu nie ułatwia, ale daj mi parę dni, a znów będzie radośnie kłusował od krzaka do krzaka. - Pomimo swojego wieku, czasami w tym starym ogierze odzywała się ochota do psotów. Podszczypywał Arabellę za każdym razem jak go odwiedzała, bo wiedział, że miała ze sobą marchewki. Ostatnim razem zaś porwał z jej głowy kapelusz rżąc przy tym radośnie niczym źrebak. Wyciągając swoje rzeczy do robótki spoglądała jak czarodziej mocuje się z supłami przy spławiku. Wspomnienia z przybycia Mandata powróciły do niej obrazami. Nieszczęsne zwierzę bało się ludzi, skrzywdzone chciało się jedynie bronić. Pomogła jak potrafiła najlepiej - cierpliwie, poznając ogiera coraz lepiej, aż ten zaczął im ufać. Nadal bywał strachliwy i czujny, unikający innych ludzi, ale do nich miał zaufanie. Moment, gdy podszedł sam do niej i pozwolił się dotknąć był jednym z tych, których się nie zapomina w swoim życiu. Ciepło chrap, duże ciemne oczy wpatrujące się w człowieka. Wtedy mogła się nim w pełni zająć i zadbać o jego zdrowie. Nadal pozostawał pod czujnym okiem panny Bones kiedy Titus zajęty swoimi obowiązkami nie mógł przyjść i zobaczyć się ze zwierzęciem.
Rozmyślania przerwał głośny plusk w wodzie, który sprawił, że spojrzała właśnie w tamtym kierunku więc nie dostrzegła ptaków, które wzbiły się w popłochu, poza jednym. Tym jednym, który szybował właśnie w ich stronę. Dopiero słowa czarodzieja sprawiły, że spostrzegła co się dzieje. Nie zdążyła sama sięgnąć po różdżkę kiedy sprawne zaklęcie magipolicjanta zmieniło trajektorię lotu ptaka. Podążyła wzrokiem za pierzastą istota sterowaną teraz magią, a potem przeniosła wzrok na Titusa. -Bardzo sprawnie, dziękuję. - pochwaliłą go za refleks i szybkie działanie. Odłożyła robótkę na koc i powoli podniosła się z ziemi. -Jeszcze nie wiem. - Odpowiedziała zgodnie z prawdą i podeszła do brzegu bez strachu czy lęku o własne życie. Wiodła nią ciekawość tego co się właśnie wydarzyło - zwykła ryba czy może magiczne stworzenie. -Prawdopodobnie Plumka albo Dwugłowa traszka. Obstawiam do drugie. Plumki zdecydowanie wolą bardziej jeziora niż rzeki. Wątpię, aby żyła tu Kappa. Są spotykane w Japonii albo rezerwacie. - Odpowiedziała i zbliżyła się jeszcze bliżej brzegu przy którym kucnęła. -W każdym razie, nic co by mogło nam zagrać. - Uniosła spojrzenie na czarodzieja. -Ten biedny ptak pewnie tak się zaniepokoił, że wybrał atak zamiast ucieczki. - Nie miała zamiaru winić stworzenia, że działało zgodnie ze swoim instyktem. Wróciła na swoje poprzednie miejsce i wyciągnęła kubki, do których rozlała cydr. Jeden z nich podała Titusowi. -Nic się nie stało. - Zapewniła go jeszcze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
23-02-2026, 10:27
Sam pogratulował sobie własnej szybkiej reakcji – bo oczywiście, praca w magipolicji trenowała jego odpowiednie odruchy, ale im dłużej w niej tkwił i im dłużej poświęcał się pracy bezpieczniejszej i za biurkiem, tym częściej narzekał na ból w lędźwiach czy napięcie w zgiętym karku. Starał ruszać się na własną rękę, być może nawet dlatego, by nie podzielić ze wcześnie emeryckiego losu kontuzjowanego Mandata – a być może dlatego, by utrzymać zdrowie i sprawność na jak najdłuższy czas. Byleby zadbać o formę i byleby nie drobić się zbyt zaokrąglonego brzucha i nie prowokować pytań o termin (bardzo śmieszne, ale nikt nie twierdził, że magipolicjanci to w większości osoby poważne i dojrzałe).
– Może nie podch… – próbuje przerwać jej radosny spacer w kierunku jeziora, wyobrażając sobie w głowie cały katalog magicznych stworzeń, które mogłyby wyskoczyć z wody i wyciągnąć się swoją sylwetką ku ciekawej świata Arabelli (zawsze taka była, nie wiedział więc, czemu spodziewał się czegokolwiek innego). Ale niech idzie, niech idzie – tak, Harrison pociesza się w końcu, że w momencie zagrożenia, wciąż trzymał w dłoni różdżkę. Wciąż zaciskał palce nerwowo i mocno. Chwyt zelżał dopiero, gdy Bones pochyliła się ku wodzie i zaczęła spokojnym tonem tłumaczyć coś, co właściwie powinno go uspokoić – jako zapalony wędkarz, ale i jako człowiek po prostu natury ciekawy, znał oba wymienione stworzenia.
– Kappa? – powtarza po niej, odkładając wreszcie różdżkę na swoje miejsce i obserwując powracającą na pled kobietę. Z nieco zmieszaną miną kiwnął głową na przypuszczenie dotyczące ataku. – Bardzo chciał byśmy przyjrzeli się mu z bliska… – wzdycha. Wraca jednak do dręczącego tematu. – A kappa nie jest niebezpieczna? Japonia jest daleko, raczej nie powinna się tu dostać… – mówi. Jest tylko człowiekiem swoich czasów i swojego statusu, nie odnajduje się tak dobrze w ruchu między kontynentami – sama praca Arabelli w Indiach robiła na nim okrutne wrażenie, czyniła z niej światową specjalistkę, a opinia ta przebijała się w pełnych szczerego zainteresowania listach pisanych do niej z wiecznie deszczowej Anglii. Nigdy nie wyjechał poza granice Wielkiej Brytanii i Irlandii i chociaż marzył kiedyś o jednych, jednych wczasach na Jersey (zawrotnie daleko), tego planu nigdy nie zrealizował. A Jersey było przecież tak daleko na południe. I są tam piękne plaże. I taki jeden gatunek krów…
Przyjmuje kubek i zasiada obok, znowu obok wędki, znowu planując za moment zająć się jej rozstawianiem.
– Nie tak dawno byłem w muzeum Quidditcha i znowu gadaliśmy sobie trochę o historii i jak kocham ten sport, tak pomyślałem sobie o rezerwacie znikaczy. Byłaś jakoś ostatnio? – na pewno była tam kiedyś – jaki magizoolog nie chciałby odwiedzić tego miejsca chociaż raz w życiu? – Wiesz, wiosna i w ogóle. Muszą zaczynać godowo szaleć – spogląda ku pannie Bones. – Chciałbym to kiedyś zobaczyć. Na żywo. Ich lotny taniec. Nie czytać o tym w książkach albo wyobrażać sobie na podstawie ruchomych rycin. Ale wiem, że to głupie i nie mam zamiaru tego marzenia spełniać; przeszkadzanie im w takim sezonie to poroniony pomysł... A jak u was w rezerwacie?
Pije i zamienia się w słuch.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Arabella Bones
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
39
Zawód
Magizoolog, spec. stworzenia latające
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
0
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
25-02-2026, 17:49
Za późno, już podeszła. Wiedziona ciekawością Arabella nie bała się podejść do magicznych stworzeń. Z tego w końcu żyła, to była jej codzienność. Istniała szansa, że stworzenie jest zaplątane w szuwarach - przerażone i nie mogące się uwolnić. Ona mogła nieść im pomoc oraz ukojenie. Okazało się jednak, że nie ani im ani tym bardziej żadnemu stworzeniu nic nie grozi. Wszyscy byli bezpieczni i z tą myślą wróciła na pled i przerwanej robótki.
Nie bała się natury, ta stanowiła część jej życia i z biegiem lat rozumiała ją coraz lepiej. Ta rządziła się swoimi prawami i choć jako ludzie starali się ją ujarzmić to żyli zgodnie z jej biegiem. Mogli używać magii, mieć szklarnie i tworzyć enklawy dla stworzeń jak to miało miejsce w rezerwacie, w którym pracowała, ale nadal to natura dyktowała warunki. -Masz rację, musiałby być to jakiś uciekinier z rezerwatu albo ktoś trzyma sobie kappę jako zwierzę domowe. - To ostatnie powiedziała z pewnym niesmakiem. Ostatnio docierały do nich informacje, że modne stało się trzymanie pewnych stworzeń jako maskotki w domu. Te zaś źle się czuły w domowych ścianach i zaczynały przysparzać problemów lub zwyczajnie uciekały. A potem Ministerstwo zgłaszało im, że wyłapali kolejne magiczne stworzenie i trzeba coś z nim zrobić. Jak mogli to przyjmowali do siebie a jak nie, to organizowali przeniesienie do innego rezerwatu. Kappa powinna wrócić do Japonii, ale na szczęście to nie ona wystraszyła ptaki.
Upiła ze swojego kubka, po czym odstawiła pusty na bok i sięgnęła po swoją robótkę. Przeliczyła od oczka nim zabrała się dalszą pracę. Uśmiechnęła się na pytanie o znikacze. Mieli pewne miejsce gdzie przebywały znikacze, ale największym miejscem, które się specjalizowało w znikaczach to Rezerwat Znikaczy w Somerset. Ich historia była okrutna, ale w porę zorientowano się, że wykorzystywanie zwierząt i ich śmierć nie świadczyła dobrze o magicznej społeczności. Nachyliła się nieznacznie do Titusa. -Jak odwiedzisz mnie w Kumbrii po zmroku, to będę wstanie ci pokazać to i owo. - Mogło być to naruszeniem pewnych zasad, ale nie łamała ich w pełni, a jedynie z daleka mogła pokazać znikacze przyjacielowi, który raczej będzie wpatrywał się zachwycony w migające ptaszki niż je łapał, aby im się lepiej przyjrzeć. W czasie godów były łatwiejsze do wypatrzenia, a wieczorną aurą wręcz mieniły się czystym złotem. Ich piórka pięknie odbijały zachodzące promienie słońca. -Szef szykuje się do ślubu i ostatnio chodzi ciągle rozkojarzony. Chcieliśmy go już wysłać na przymusowe wolne. - Zaśmiała się serdecznie na wspomnienie zamieszania jakie wywołał pan Bulstrode kiedy zapomniał zamknąć jednej z klatek i Niuchacze w pospołu z Wozakami rozbiegły się po całej lecznicy. -Uciekły mu dzisiaj smoczoogniki, podpalając pracownię, a wcześniej niuchacze i wozaki. Zamieszanie co nie miara.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
3 godzin(y) temu
Nie jest w stanie osiągnąć pełnej koncentracji na swoim zadaniu – nawet wypity cydr nie uspokaja go chyba do odpowiednio i nie wie czy to kwestia ogólnego napięcia, które gromadzi się w ciele od kilku ostatnich dni, czy opowieści o stworzeniach, które nie powinny pojawiać się na tej szerokości i wysokości geograficznej. Pije więc powoli, gmera przy sprzęcie wędkarskim i pochyla spojrzenie w kierunku szydełkującej Arabelli. Ta wraca do swojego dzieła tak szybko – sprawnie przeliczając oczka. Harrison potrzebował niekiedy więcej czasu na skupienie – jego myśli bywały nieuporządkowane, wyjątkowo przekoloryzowane, pełne ukrytych znaczeń, które musiał odkodować – zawsze bez klucza.
– To właściwie… Odrażające, nie? Trzymać coś takiego w domu. Nie, że stworzenie jest odrażające, tylko wyrywanie go z naturalnego środowiska… – chyba chce powiedzieć coś więcej i chyba może to zrobić, bo patrząc w kierunku Arabelli, kobiety o otwartym umyśle i podróżującej niegdyś do miejsc zamieszkiwanych przez inne kultury, chyba może oczekiwać od niej zrozumienia. Panna Bones wiedziała, że Harrison żył okrakiem pomiędzy światem czarodziei, a mugoli – kochał ich kino, kochał ich muzykę, wyglądał jak jeden z nich i przy którejś okazji powiedział jej nawet, że nie był wcale czarodziejem półkrwi – tak jak spodziewać się można po nazwisku jego półkrwi przyszywanych rodziców. Piętno mugolaka ciągnęło się za nim, a on chyba… Chyba po prostu przeszedł z nim do porządku dziennego. – Lubisz mugolską muzykę? – pyta, trochę od niechcenia, chyba w ramach dygresji. – Znasz Elvisa Presleya? To spora gwiazda, ze Stanów Zjednoczonych… Aktor, muzyk, takie tam. Kiedyś w radio gadali, że ma szympansa – i że podobno szympans ten pił w barze drinki razem z nim. To popieprzone. Zwierzętom to przecież szkodziło… Ale może małpom nie? Nie mógł wiedzieć, bo nigdy tego nie analizował, a przed magizoologiem wymądrzać się nie potrafił. – A innego razu, że ktoś dał mu kangura w prezencie. Wiesz, z Australii – był na bieżąco. Radio to cud techniki, szczególnie, gdy nie nadawało jedynie czarodziejskich stacji. Właściwie czasmi poczuć się mógł jak obywatel świata – słuchający o wątkach zza oceanu. Podobno telewizja była świetna. Myślał o wstawieniu telewizora do salonu – wypożyczonego na abonament, nie kupionego, nie był w końcu krezusem. Pomyśli o tym znowu kiedy rozmowy ze współlokatorem będą już łatwiejsze i kiedy dojdą do porozumienia. Obecnie cieszy się z przebywania poza domem. Szczególnie wiosną.
– Kangura podobno oddał do jakiegoś ogrodu zoologicznego… Ale sam nie wiem, nie pamiętam – uśmiecha się delikatnie. Pewnie rozmawianie o magicznych stworzeniach będzie ciekawsze dla czarownicy czystej krwi. Nigdy nie dała się poznać jako osoba zwracająca na to uwagę, ale temat jej pracy i jej rezerwatu wydaje się teraz bardziej na miejscu. – Odwiedzę, no pewnie. A wiosenny sezon… Chyba sprzyja nie tylko zwierzętom, ale i ożenkom, no nie? – i tak sobie rozmawiali, jako stara panna i stary kawaler. Uśmiecha się zaś łagodnie na wspomnienie uciekających istnień. – Oj no, każdemu mogło się zdarzyć. To jak rozerwana bransoletka z kolorowych koralików – możesz zauważyć, że pękła, ale te rozsypią się i tak – wreszcie jest gotowy użyć wędkarski sprzęt. Wreszcie wstaje na krótką chwilę, byle zarzucić go, oprzeć na prowizorycznej, drewnianej podpórce wbitej w ziemię. A teraz tylko obserwować spławik. Z uwagą. Względną. W końcu gdy wędkował w towarzystwie, ale nie przychodził sam – skupiał się na wszystkim nieco mniej uważnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 18:01 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.