• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Most kolejowy Bermondsey
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-06-2025, 17:35

Most kolejowy Bermondsey
W dzielnicy Southwark, nieopodal Bermondsey Street i Druid Street, biegnie potężny, wiktoriański most kolejowy, będący częścią linii prowadzącej do London Bridge Station. Zbudowany z czerwonej cegły i stalowych przęseł, opiera się na szeregu ciężkich, łukowatych filarów. W dzień dudni od nieustającego ruchu pociągów — osobowych i towarowych — które przetaczają się z łoskotem nad głowami przechodniów. Przejścia pod mostem są niskie i ciemne, o wilgotnych ścianach i śladach po zaciekach. W niektórych miejscach powietrze drży od wibracji, a z przęseł sypie się pył cegieł i rdzy. Dźwięk przejeżdżającego składu odbija się echem w ciasnych uliczkach Bermondsey, nadając temu fragmentowi miasta industrialny, nieco posępny charakter.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Arthyen Borgin
Śmierciożercy
But you're everything to me. You deepen the red of my blood
Wiek
25
Zawód
likwidator stworzeń, przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
7
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
21
15
10
Brak karty postaci
16-02-2026, 12:09

Misfortunes never come singly
6 maja 1962

Dzielił i rządził, jakby życie było pokładem ciężkiego okrętu, zaś on nawigatorem, który rozumiał, jak ustawić takielunek, by wiatr ― nawet przeciwny ― pracował na jego korzyść. Nie wierzył w przeznaczenie; wierzył w naprężenie lin, w odpowiedni kąt żagli, w chłodną ocenę prądów. Trzeźwość umysłu rozbierał na trzy filary: bezpieczeństwo, kontrolę i akcję–reakcję. Dwa pierwsze budował jak twierdzę ― kamień po kamieniu, kontakt po kontakcie, przysługę po przysłudze. Ostatnie zaś… ostatnie bywało zdradliwe. Akcja–reakcja była jak źle zastawione wnyki ― obiecywała szybki efekt, a przynosiła przedłużoną agonię. Zwierz, który nie ginął od razu, zaczynał myśleć. A myśląca ofiara potrafiła stać się drapieżnikiem. Nauczony został dostrzegania pewnych składowych. Widział, jak ludzie, którym pozostawiono cień nadziei, potrafili gryźć do kości, byle tylko nie oddać ostatniego tchu w ciszy.
Dlatego nie zostawiał cieni.
Albo kończył sprawy definitywnie, albo wcale.
Na ten dzień czekał długo ― może zbyt długo, by przyznać to komukolwiek. Sprawa była z tych, które trudno spartaczyć, wielu potrafiłoby to uczynić przez chciwość, pośpiech albo głupią potrzebę popisu. Wygasił plotki metodycznie, jak gasi się tlące się pod deskami ogniska. Jednemu podsunął inną sensację. Drugiemu przypomniał stary dług. Trzeciemu pozwolił uwierzyć, że to jego pomysł. Dziel i rządź ― nie jako hasło, lecz jako odruch mięśni. Zdawało mu się, że zarobek pochwyci pierwszy. Już czuł w dłoniach ciężar sakiewki, wyobrażał sobie metaliczny zapach świeżo przeliczonych monet. Zacierał palce z przyjemności wyobrażenia późniejszej kalkulacji ― ile z tego obróci, ile zatrzyma, ile zainwestuje w przyszłe posunięcia. Pieniądz nie był dla niego celem. Był paliwem. Napędem do czynienia więcej i brania bardziej.
Coś zawsze musiało nastręczyć widoczność kłębiących się problemów, kłód pod nogami i ukrytych przeszkód, które czekały, by przewrócić go na plecy. Nie dotykaj, nie myśl, działaj ― mantra, która w teorii działała idealnie. W praktyce? Wszystko właśnie się spierdoliło. Jak, do diabła, miał wciąż działać, skoro cały plan rozsypał się na kawałki?! Ktoś wystrychnął go na dudka, potraktował jak ciekawskiego nochala, który zagląda tam, gdzie nie powinien. W jednej sekundzie strzepywał z kurtki skórzanej pyłki spadające z przęseł kolejowych, mknące w dół jak drobne ołowiane kule. Brud od lat użytkowanego materiału przylepił się do niego bez pytania, a jeszcze zanim zdążył nabrać oddechu, dobiegł go skowyt i atak zza winkla, nagły i precyzyjny jak nóż pod żebrami. Przepastność obcego akcentu wbiła się w przestrzeń jak stalowy klin ― norweski polot, rytm obcego głosu i pewność, z jaką ktoś przejął inicjatywę. Gdzieś w tym wszystkim pobrzmiewał zadowolony animusz nowego nabywcy, ktoś, kto wyglądał, jakby właśnie odkrył, że świat należał do niego. Kurwa jego mać.
Borgin poczuł, jak adrenalina zaczyna palić w żyłach, jak każdy nerw w ciele gotowy jest do natychmiastowej kontry.
Bolączki ominięcia zaklęcia paliły w mięśniach, a potem pięści poszły z dymem, zostawiając po sobie opary i wibracje uderzeń, które wciąż dudniły w czaszce. Każdy ruch był napięty jak sprężyna, każdy oddech ciężki, przyspieszony przez nagłą falę adrenaliny. Zachwiał się, niemal ryjąc ciałem o postument kolejowego wspornika, a świat wokół rozjechał się w nieregularnych falach. Szubrawiec, ten cholerny wytrawny prowokator, sturlał się pięknie ku dołowi, jakby sam podążał za własnym widowiskowym planem. Kurtyna chaosu zdawała się powoli opadać, gdy w ostatnich, litościwych promieniach słońca dojrzał znajomą twarz. Znajomą, a jednak niepokojąco obcą w tym kontekście.
― Ty... ― Znał tego jegomościa. Tak, znał, choć musiał wyostrzyć wzrok, skupić wszystkie resztki uwagi, by wydobyć szczegóły z rozmytej sylwetki. Zaraz… pamięć zaskoczyła go z całą siłą. Rozjebał mu jakiś czas temu biznes, przez który napatoczył mu problem na kark. Pili razem niedawno ― rosyjskie specjały; zawody w cynizmie i walnięcie w stół. Pierdolony Francuz. ― Znowu kurwa Ty?! ― Wściekłość zmieszała się z rozbawieniem i nagłym poczuciem przewagi; znajomość tworzyła przestrzeń, którą mógł teraz wykorzystać. Wzrok przesunął się po twarzy przeciwnika, łapiąc drobne oznaki możliwości działania. Różdżka w dłoni zdawała się żyć własnym życiem, napięta, gotowa do ruchu: ― Everte Statum! ― Czas zająć się szkodnikami tejże ziemi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
26-02-2026, 12:17
To była sieć, misternie utkana przez cale pokolenia pająków, przenosząca informacje w każdy zakątek Nokturnu, Londynu i całego magicznego świata. Subtelne wibracje sięgały dalej, niżby się mogło wydawać i trafiały do odbiorców tak dalece nieoczywistych, że trudno było przewidzieć, do czyich uszu co doszło. Axel mial niewiele czasu, aby nauczyć się funkcjonowania w tej delikatnej strukturze, tak by nie zerwać swoich połączeń i by rozumieć, jakie treści są przekazywane, a potem skutecznie je przesiewać, by wybrać z spośród nich te prawdziwe.
Często na własną rękę sprawdzał, ile było prawdy w doniesieniach, czujne obserwując z daleka pewne wydarzenia, by z garścią informacji móc zarobić na tym kilka galeonów. Nie mógł się mylić i nie mógł się wahać, bo każda sekunda stracona na myślenie kosztowała, często galeona, czasem zdrowie, a nawet i życie.
Poniekąd nie był to jego życiowy cel, to nawet nie była opcja w jego kalkulowaniu. Dla Axela ciało było najcenniejsze. Praca w Soho naznaczyła go pewnym zdystansowaniem do niechcianego dotyku, sprawiała że intymna cielesność nie była sposobem na wyciąganie informacji. Dlatego teraz tym bardziej nie ryzykował. Mógł zrobić więcej, salta i wspinanie się nie było problemem, ale zawsze z tylu głowy była obawa, że nie trafi albo przekalkuluje.
Dziś postanowił stać się cieniem Borgina, podążać jego śladem i sprawdzić, co za łakomy kąsek na niego czeka. Axel nie byłby sobą, gdyby nie postanowił zyskać cos dla siebie i tutaj nawet nie chodziło o konkretną osobę, to nie było nic personalnego. W końcu jakiś czas temu zalali się w trupa wesolutcy jak starzy przyjaciele. To był inny świat, w którym nie było przyjaźni, zaufania i przysług.
Wykorzystał moment, huk metalowych kół uderzający o tory był jak zasłona, w powietrzy świsnęły zaklęcia, ale ich trzask utonął w jednostajnym tumulcie. Wystarczyło mrugniecie, by wynik był jednoznaczny, był jeszcze inny gracz. Jego wzrok padł na Borgina, krzywiący się pod konstrukcja spoglądał na niego. Ale to nie Devereaux rzucał zaklęcia, nie mial w dłoni różdżki, on wykorzystywał chaos, pragnąc zniknąć w unoszącym się kurzu i tylko jego błękitne oczy błyskały w tej monochromatycznej kolorystyce ciała, włosów i ubrań.
Axel drgnął, czując skupienie na sobie, stal się celem i jego ciało w instynktownym odruchu napięło się. W dłoni pojawił się zarys różdżki, obejmował palcami jej całą długość i jedynie ostry czubek wystawał poza długie palce.
- Protego! - Warknął widząc, że za oburzeniem idzie zaklęcie. To on stał się celem, pomimo że nie wszedł teraz w drogę Borgina, on spijał śmietankę z tego spotkania, by informacja poszła w świat, za odpowiednią cenę. Czar Borgina uderzył z hukiem w wyczarowaną w ostatniej chwili przez Axela tarczę, siła uderzenia rozbiła magiczna taflę w drobny mak, a Axel wycofał się. - I co się wściekasz? - Warknął powstrzymując się od magicznej riposty. Axel rzadko walczył, raczej unikał i uciekał, niż podejmował wyzwanie licząc się z tym, że po prostu walka była za zwyczaj zbyt kosztowna. Różdżki nie opuszczał, mając ją wycelowana w Borgina. Sam fakt, że Arthyen w niego celował sprawiał, że Devereaux czuł jak strach wspina się o jego kręgosłupie. Nie lubił tego widoku, nie od kogoś, kto nosił za sobą charakterystyczny swąd czarnej magii.
- Znasz zasady. - Dodał juz spokojniej, prostując się, spoglądając w dół na mierzącego w niego Borgina. - Tym razem to nie ja i nie wyzywaj się na mnie. - Tancerz szybko rzucił wzrokiem wokół, upewniając się, że nie ma tutaj nikogo, kto może go zaatakować z innej strony. Zostali sami, pociąg przejechał a wiadukt osnuł kurz po przetoczeniu się ciężkiego składu.

Rzut na Protego: 63 + 5 OPCM = 68
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:59 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.