• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Camden Palais
Camden Palais
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 16:00

Camden Palais
Camden Palais to słynna sala koncertowo-taneczna, która przyciąga mieszankę miejscowych i przybyszów spragnionych muzyki, tańca i rozrywki. Wnętrze emanuje lekko dekadenckim klimatem — ciemne ściany, połyskujące kryształowe żyrandole i ciężkie, aksamitne zasłony tworzą teatralną atmosferę. Drewniana podłoga skrzypi pod stopami tańczących podczas gorących potańcówek, a bar kusi szerokim wyborem trunków, od taniego piwa po wykwintne koktajle. Głośne dźwięki rocka i soulu mieszają się z echem rozmów i śmiechu. Na scenie często pojawiają się lokalne zespoły, które rozgrzewają publiczność do czerwoności. Mimo zużytego wystroju, miejsce ma niepowtarzalny urok — noc tutaj staje się areną marzeń, chaosu i ulotnej wolności.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Lorcan Lestrange
Akolici
Grzebiąc w duszy wydobywamy nieraz to, co leżałoby tam niepostrzeżenie.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
06-02-2026, 12:42
Uśmiech tli się na męskim obliczu w zapowiedzi, tego wszystkiego, co dopiero przed nimi, jakby znał kontynuację tego wieczoru, tej nocy i kolejnych tygodni. Miał prawo, aby tak patrzeć w przyszłość, nawet jeśli warunki i okoliczności ich bytności ulegały znacznej zmianie, a krocząc po rodzinnej ziemi, musieli pilnować każdego gestu i wypowiedzianego słowa w publicznej przestrzeni.
— Do tego, co teraz myślisz nie muszę sięgać po żadne sztuczki — naturalna przenikliwość dusz ludzkich rozwijana przez lata w parze z doświadczeniami życiowymi dawała mu nieraz względną przewagę, czasem bywało mylił się, bo pierwsze wrażenie względem danej osoby było błędne. Tak, jeśli chodziło o Melusine, to sporadycznie potrafiła mu umknąć zmiana, choć ta była skomplikowana w swych warstwach, a kroczenie za je emocjami przywodziło na myśl: labirynt skryty we mgle. Tak jednak, nigdy nie zniechęcało go to, wręcz przeciwnie. Nie traktował kobiety, niczym zabawki logicznej, czy łamigłówki, którą należało rozwiązać, a później cisnąć w kąt – zapomnieć. Chciał ją poznawać, aby zrozumieć i to było w jego odczuciu znaczące.
— Wątpię. Odnalazłbym drogę, jestem poszukiwaczem; odkrywcą — nieraz, odnosił wrażenie, że wątpiła w jego intencje w tą szczerą chęć do sięgania głębiej, niż poza ramy wyznaczonej relacji. Za każdym razem próbował udowadniać Rookwood, jak bardzo w tym względzie się myliła. Nawet jeśli wiele z potyczek kobieta wygrywała stawiając na swoim, tak on zamierzał osiągnąć szczyt daleko idący poza te utarczki. W tym był boleśnie konsekwentny.
Czekoladowe tęczówki coraz chętniej schodziły na fale włosów, która spływała wzdłuż pleców. Gdy wirowała, kiedy unosiła się w tańcu, te tańczyły wraz z nią – hipnotyzując. Wiedział, że robiła to celowo, trudno zliczyć razy niemych, acz świadomych komplementów, które kierował pod tym adresem.
Bliskość była zawsze ich sprzymierzeńcem, wraz z ciszą. A wśród tych drobne gesty – mówiły za nich. Czułość, ta naturalna troska, jaką ją otaczał wypływała mimowolnie. Jeszcze kiedyś wątpił, aby wobec, kogoś jeszcze potrafił tak być. Ale życie nakreśliło swój scenariusz, w jakim – czuł bardziej, niż chciał to przyznawać, a nawet nie akceptował tego sam przed sobą. Nie dopuszczając do rozkwitu myśli, czy nawet sugestii, o tym, jak określić uczucie, wobec Melusine. Poza jednym, jedynym razem, gdy pozbawiony wstrzemięźliwości, będąc na skraju snu, odsłonił tę kartę. Zawsze, gdy ten moment wspominał, odczuwał lekką gorycz z tytułu popełnionego błędu. Nawet jeśli rozsądek sugerował, że była to dobra decyzja.
Uwielbiał to.
Miała rację – ona też potrafiła go odczytywać. Nauczeni siebie przez te lata, trwali w półsłówkach i niewypowiedzianych myślach. Zamknięci w bańce wiążących ich ograniczeń, możliwości, wciąż pozostając poza głównym nurtem, bo skryci w cieniu, nigdy nie ujawnili tej prawdy, jaka ich łączy. To byłaby klęska, wobec wszystkiego.
Uśmiechnął się samymi tylko kącikami ust, nieco prowokacyjnie. Lubiła emanować swoją kobiecością, tą naturalną sobie zmysłowością, o jakiej wiele kobiet nawet tych z dobrych domów mogło wyłącznie pomarzyć. Był świadomy spojrzeń mężczyzn za jego plecami, lecz nic z tego. Była tylko jego.
— Chodźmy.


zt. dla Lorcana
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
26-03-2026, 11:58
18 maja 1962 r.

Od kilku dni mial doskonały humor, miał wrażenie, że coś się zmieniło. Chociaż w ciagu ostatnich kilku dni wiele się zmieniło i to na lepsze. Jednak znów miał nietypowy sen, który w żaden sposób nie mógłby zostać nazwany proroczym i nie pokazywał niczego, co mogłoby się w rzeczywistości wydarzyć. Bo trudno zatańczyć z własnym sobowtórem, zwłaszcza takim, który był pewny siebie, wyprostowany, z błyszczącym spojrzeniem i uśmiechał się tak swobodnie. Po obudzeniu się o wiele mniej myśli zaprzątało jego umysł, był bardziej zdecydowany, jego mowa ciała się zmieniła i ludzie zaczęli inaczej go odbierać. Zwracał na siebie uwagę w ten pozytywny sposób, widział w spojrzeniach otoczenia coś jakby sympatię, która nie miała żadnych podstaw, tak jakby po prostu stał się bardziej charyzmatyczny.
Dlatego już nie wahał się wybitnie, by zaprosić Moirę w publiczne miejsce. Chciał się zrewanżować za jej inicjatywę i zabrać gdzieś, gdzie będą mogli spędzić razem czas i trochę się rozerwać, potańczyć. Wiec wysłał list i z niecierpliwoscią wyczekiwał dnia 18 maja, by spotkać się z kobietą, która zawróciła mu w głowie.
Wyszykował się starannie, zakładając bardziej wyjściowy strój, który podkreślał szerokie ramiona i wąska talię Scamandera. Kołnierzyk pod szyja pozostawił oczywiście rozpięty, nie znosił wszelakich form krawatów i muszek, które zaciskały się niewygodnie na szyi. Włosy uporządkował, lecz bez przesady, nie lubił przylizanych fryzur, dlatego skupił się po prostu na opanowaniu chaosu, by nadać kędzierzawym kosmykom troch ładu.
W drodze do Camden Palais odwiedził kwiaciarnię, aby kupić elegancki bukiecik czerwonych róż. Zastanawiał się nad różem, jednak w tej chwili doszedł do wniosku, że jego relacja z Mirą jest już raczej na innym poziomie, a jego uczucia były skierowane w tym konkretnym kierunku.
Zjawił się we wskazanym miejscu chwilkę przed czasem, co dla kogoś takiego jak Scamander było nie lada wyczynem. Przez typowe dla siebie zamyślenie zwykle spóźniał się odrobinę, lub zjawiał na styk. Jednak dzisiaj jakby cos w niego wstąpiło, był chwile przed czasem, zadowolony z siebie, że tak wycyrklował czas.
Przystanął przy wejściu trzymając w jednej dłoni bukiet. Z daleka można było go pomylić z kimś innym, przede wszystkim z kimś młodszym. Wyprostowana sylwetka, stabilny tors z uniesiona klatką piersiową, czujnie spojrzenie przed siebie rzadko zahaczające wzrokiem o chodnik i wyraźny brak nerwowych ruchów i oznak zawstydzenia tym oczekiwaniem w samotności, to rzucało się w oczy od razu komuś, kto znal Gethena dłużej niż jedno spotkanie.
Po chwili dostrzegł znajomą sylwetkę Moiry, która zbliżała się do Camden Palais. Scamander przywołał na usta uśmiech, a jego oczy wyrażały radość. Ruszył w jej stronę spokojnym krokiem unosząc bukiet i wyciągając do niej dłoń.
- Moiro, moja droga. - W mowie ciała, głosie i spojrzeniu Scamandera zaszły pewne zmiany, był niby sobą ale jednak jakiś inny, jego obecność wpływała na nastrój i sprawiała, że od razu w jego towarzystwie było lepiej. Spoglądał odważniej w oczy, przez co miało się wrażenie, że cala jego uwaga jest skupiona na osobie, z która rozmawiał. - To dla ciebie. - Skinął głową podając Moirze kwiaty, przecież nie musieli się chować przed spojrzeniami innych, nic nie stało na przeszkodzie, by mogli spotykać się publicznie i pokazywać sobie uczucia.
- Wejdziemy? Mamy stolik z dala od parkietu, jakbyśmy się zmęczyli tańcem i chcieli złapać oddech. - Zaprosił Moirę do środka. Nie był wybitnym tancerzem, ale podstawy znał, wiec na pewno nie zdepcze Moirze stóp.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
01-04-2026, 12:50
Gdy Gethen przeżywał czas swojego życia – ona miała wrażenie, że zlewa się z otoczeniem; że wilgotne płyty chodnikowe przypominają ją bardziej niż ludzie mijający ją na ulicy i nawet pomimo instynktownie wybranego – nieco zbyt barwnego ubrania – jest tylko pomijalną częścią w wielkiej miejskiej mechinie. Czuła to już wczoraj, kiedy tłumy w Velouria Hall wydawały się ignorować ją – a jej przeszkadzało to bardziej niż zwykle. Czuła to pewnie i wcześniej, od kilku dni i chociaż przypisać chciała to raczej cyklowi miesięcznemu działania każdej kobiety – w dniu dzisiejszym dokuczało jej to najmocniej.
Nie mogła winić za to wczorajszej zabawy – ta skończyła się o godzinie przyzwoitej i nie skończyła się kacem. Nie mogła winić niewyspania. Nie mogła winić ropuch swojego syna. Nie mogła winić braku postępów w pracy naukowej – mogła za to czuć, że te dzieją się i działyby się bez jej ingerencji. Nie mogła winić trudnych dyżurów – do tych być może też nie byłaby potrzebna.
Wiosną zwykle wszystko budziło się do życia – a ona od kilku dni wrażenie miała, że życie to toczy się gdzieś obok niej, że przepływa strumieniami po bruku ulic, a ona nie jest w stanie nadążyć za jego prądem. Zwykle z uczuciem tym – pojawiało się niezwykle rzadko – radziła sobie sama. I dziś bardzo nie chciała okazać Scamenderowi swojej słabości. Innego dnia myślałaby, że ten przez swoją wnikliwość na pewno zauważy jej złe samopoczucie – ale dziś nie mogła uciec wrażeniu, że nawet jego to nie obejdzie.
Wszystko dzieje się dziś jakoś przewrotnie. To ona przychodzi na miejsce druga – a nigdy tak nie jest, jak słowo daję – zawsze przychodziła przecież w umówione miejsce srogo przed czasem. Idzie patrząc pod nogi, nie przed siebie – kryjąc się jakby i nie przejmując nabytym w pracy zarysowaniem na czarnej skórze czubka noszonego czółenka – i tak nikt tego nie zauważy. Nie wyprasowała ubrań czarem po wyjściu z oddziału, nie poprawiła przekrzywionej apaszki i nie zauważyła Gethena… Póki ten nie wsunął jej bukietu czerwonych róż pod samą twarz. Dopiero wtedy unosi na niego spojrzenie i jego twarz… Wydaje się nie jego. To nie jego wzrok, nie jego postawa, nie jego głos. Czerwone róże są bardzo zobowiązujące – wiedziała to nawet mając zerowe pojęcie o florystyce. Przyjmuje je na ręce w nieodgadnioną miną. Ale trwa to tylko chwilę. Mężczyzna wydaje się dziś nie tylko anomalią wobec własnego, zwyczajowego zachowania. Wydaje się też anomalią w tym pędzącym bez niej świecie.
– Dziękuję, cześć… – wyciąga dłoń, którą kładzie na jego ramieniu – zmuszając do przechylenia się, by mogła powitać go pocałunkiem złożonym na policzku. – Wiem już co oznaczają goździki w niezobowiązującym kolorze, ale chyba nie muszę pytać, co oznacza bukiet takich kwiatów? – zbiera w sobie entuzjazm, bo jakkolwiek dziwacznym nie wydawał się dziś jej… (Ktoś? Tak bardzo nie znosiła niedopowiedzeń) musiała przyznać, że chyba właśnie czegoś takiego potrzebowała. Informacji, że ktoś przyszedł tu właśnie dla niej. Kogoś kto patrzył na nią z zainteresowaniem i kogoś kto… - Masz chyba wyjątkowo dobry dzień. Nie jesteś jakiś nazbyt… Entuzjastyczny? Nie mów, że zawsze taki jesteś, bo to jak sugerowanie mi ślepoty – droczy się trochę, idąc do wejścia. Przy wejściu szybko prowadzeni są do odpowiedniego stolika. Parkiet był jeszcze dość pusty – powoli wypełniał się ludźmi, którzy oddalili się od swoich dzisiejszych zajęć i chcieli wyluzować się, odpiąć wrotki i zapomnieć o trudach londyńskiej codzienności.
– To jakaś szczególna okazja, o której zapomniałam? – chyba nie chce pozwolić, by stracił nią zainteresowanie nawet na minutę. – Zwykle nie zapominam. Ale ty pamiętasz cały mój grafik - to dobrze czy źle, dać komuś tyle wiedzy? Obderzeć się z prywatności? - Nie chciałbyś rzucić roboty w Ministerstwie i zostać prywatnym asystentem? Płaciłabym ci mało i uzależniła od siebie psychicznie. Jesteś zainteresowany? – droczy się i dziękuje ruchem głowy za przyniesiony jej wazon. Tym razem – kiedy razem byli na mieście – ten nie miał zamiaru do niej gadać. Co za ulga.

Sen
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#24
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
02-04-2026, 23:27
Nie pamiętał za dobrze, kiedy ostatni raz czuł się tak swobodnie. Nie zaprzątał sobie głowy drobnymi problemami, a te jakoś magicznie same się rozwiązywały. Jakby cos się w nim zmieniło, a ludzie zaczęli go inaczej odbierać. Przestał zastanawiać się tak bardzo i przez to mniej zapominał o przyziemnych sprawach. Nawet podejmowanie decyzji szlo mu o wiele lepiej, bo po prostu przestał się tak bardzo wahać. Początkowo zastanawiało go to, co się z nim działo, jednak powoli zaczynał odnajdować w tym pewne zalety. Przyjemnie było poczuć się swobodnie. Tak po prostu.
Zaproszenie Moiry na spotkanie nie było jednak wynikiem tej naglej zmiany, pragnął ją zobaczyć tak po prostu, z tęsknoty, z potrzeby poczucia jej bliskości tuż przy nim. Za to wybór miejsca był już odrobine nietypowy jak na jego gust, ale widocznie potrzebował uwolnić tą nagle zyskaną energię.
Widział jak Moira zmierza na miejsce spotkania i cos w jej postawie było inne, odrobine niepokojące. Nie cieszyła się na ich spotkanie? Przyszła pomimo niechęci? Scmanader jednak ugryzł się w język, by nie zaczynać tego spotkania od wzbudzania skrępowania u Moiry. Chociaż już same kwiaty mogły odrobinę być zbyt przytłaczające.
Jej zdziwienie, kiedy go zobaczyła i jak przyjęła kwiaty nie speszyły Gethena, a raczej zaciekawiły. Bo szczerze był ciekawy, czy wywarł na Moirze odpowiednie wrażenie, czy jednak posunął się za daleko.
- Hej. - Uśmiechnął się, czując nacisk na ramię pochyla się ku niej, a kiedy Moria składa pocałunek na jego policzku, przymyka oczy i uśmiecha się błogo na ten gest. - Nie musisz pytać, one same mówią prze się o moich uczuciach wobec ciebie. - Obejmuje Moira ramieniem w talii i lekko przyciąga do siebie, by pocałować ją w usta.
- Owszem, to dobry dzień, zwłaszcza że w części spędzę go z tobą. A jak minął twój dzień? Bardzo męczący? - Jest skupiony na niej i kiedy ruszają do wnętrza, oferuje jej ramię, w prostym gentelmeńskim geście. - To byłoby kłamstwo, sam nie wiem, od paru dni czuje się taki... lekki. - Uśmiecha się swobodnie, pozbawiony jest dziś charakterystycznego dla siebie zawstydzenia, choć jest świadomy tej dziwnej zmiany.
Siadają przy stoliku, skąd widać dobrze cala salę i parkiet, nie jest to miejsce specjalnie wyeksponowane, a raczej dyskretne, gdzie będą mogli spędzić ten wieczor w spokoju, przy przyjemnej dla ucha muzyce.
Scamander ani na minutę nie traci zainteresowania Moirą, jest na niej skupiony jak zawsze. Chociaż już podczas ich ostatniego spotkania stał się bardziej odważny wobec niej i adoruje ją coraz odważniej.
- Hmm? Nie, po prostu pomyślałem, że miło by było gdzieś razem wyjść. Minęło już trochę czasu, jak widzieliśmy się ostatnio. - Było to prawem kilka dni, ale z dnia na dzień Gethen odkrywał w sobie coraz silniejsza tęsknotę. Znal grafik Moriy na pamięć i nawet próbował pojawić się w szpitalu, jednak widząc kolejkę na izbie przyjęć postanawiał jednak zrezygnować z pokazywania się doktor Sanderson, by ta nie rozproszyła się przez niego niepotrzebnie.
- Owszem, mam dobrą pamięć do tego co zapisane. - Przyznał z uśmiechem, bo gorzej bywało z tym co powiedziane, ale co przeczytał kiedykolwiek, utykało w jego pamięci praktycznie na zawsze.
Jej propozycja o rzuceniu pracy w Ministerstwie i wzięciu niskopłatnego etatu w jej gabinecie brzmiała kusząco. Gethen mruknął przeciągle opierając brodę na dłoni. Przez chwile ważył jej słowa i zastanawiał się nad tą propozycja.
- Asystentem? - Spogląda na nią uważnie, podejmując się tej grze ubranej w droczenie. - Duże wymagania, ale obiecujesz wynagrodzenie i więcej czasu razem. Kuszące. - Przekrzywia głowę dając jej jasno znać, że musi skorzystać ze swojej perswazji, by całkowicie go przekonać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#25
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
06-04-2026, 11:24
Przygląda się jego twarzy coraz uważniej, jeszcze nim ten zaskoczy ją swoją raptownością i na samym środku chodnika – przy wszystkich tych ludziach – postanowi obnosić się ze swoją sympatią. To w ogóle było w jego stylu? Nie był tak śmiały nawet w zaciszu swojego własnego domu i chociaż Moira mogłaby zastanawiać się dłużej czy powodem zmiany jego zachowania było tylko świeże zauroczenie, zastanawiała się czy być może przez cały czas ich znajomości – jakiegokolwiek charakteru by nie miała – nie była po prostu ślepa?
Nie wątpiłaby tak żadnego innego dnia. Bardzo ufała swojej intuicji, spostrzegawczości, ocenom i pamięci. Dziś jednak… Dziś była w stanie wątpić w siebie.
W dniu dzisiejszym ciężko nie ulec tej charyzmie – jakkolwiek niecodzienna się ona nie wydawała i jak wiele obaw nie budziła.
Nie napił się przed wyjściem – zrozumiała to, kiedy poczuła na twarzy jego oddech. Wyczułaby pewnie nawet gdyby zażył małą dawkę, będąc tą kobietą, która zdolna byłaby stanąć w progu domu i bez zawahania zarzucić mężowi – piłeś – gdy tylko zahaczył na powrocie o bar, wyłącznie na jedno piwo. I miałaby w zarzutach tych rację.
Nie pił więc, ale czy mógł dla anturażu dosypać sobie coś do kawy? Przesadzić z eliksirami na swoje codzienne dolegliwości? Ukłuć się zaklętą różą i przez to czuć się… Inaczej?
– Ale czujesz się lepiej? – pyta dziwacznie niecierpliwie. Wyglądał jakby lepiej, chociaż nie wiedziała jak się z tym czuć – wolała go chyba zamyślonym. Kojącym i spokojnym. Dała się oszukać pierwszemu, drugiemu (...) czternastemu wrażeniu? W głowie nosi niepokojącą myśl, że po raz kolejny znalazła się w pozycji, w której za ramię chadza z bardziej charyzmatycznym mężczyzną.
Czy to sen? Raczej nie, nigdy nie miała ich zbyt plastycznych.
Do licha jasnego, wydaje się dziś potrzebować właśnie tego – chociaż podświadomie obiecać miała sobie, że nie pozwoli sobie już nigdy na zginięcie w czyimś blasku.
– Mój dzień nie różni się niczym od innych dni… Rozpoczęłam dziś proces integracji trzech protez u jednej pacjentki – faktycznie, ależ to nic niezwykłego. To nie tak, że prawdopodobnie rozpoczęła walkę o normalne życie dla kobiety, która od lat nie mogła chodzić przez stałe uszkodzenie kręgosłupa i nóg. Do podziękowań za próbę tą podeszła też dziś z wyjątkową skromnością – pochylając głowę. Nie zareagowała jak zwykle –  wyuczonym uśmiechem i cierpliwymi instrukcjami dalszego leczenia, które tłumaczyła jasno i wyraźnie. Dziś miała wrażenie, że pacjentka chyba… Nie chciałaby jej słuchać. Poprosiła o wyjaśnienie młodszego medyka, który odebrał to chyba jako próbę wobec własnych umiejętności. W końcu Sanderson była na tyle wymagającą nauczycielką, by zakładanie jej skromnych i wstydliwych intencji… Było bezzasadne.
– Często wychodzisz w takie miejsca? – wydaje się wątpić, chociaż w klubach tanecznych można zginąć w tłumie. Poczuć można się w miarę anonimowym i dać emocjom nieco upustu. Pamięta czas, kiedy przychodziła do miejsc takich jak to byle poflirtować z młodszymi facetami i napić się może nieco za dużo – to drugie nie było zupełnie w jej stylu, ale nie była wtedy w najlepszym miejscu. Wątpiła jednak by to było jakkolwiek… W jego stylu. Może znała go za krótko. – Nie wolałbyś spędzić tego dnia w domu? – zastanawiała się właściwie czy chciałby poznać jej syna. Przedstawiała go każdej osobie odwiedzającej jej dom, ale nie do końca wiedziała nawet jak powinna przedstawić mu Scamandera. Może nim wątpliwość ta nie minie – po prostu nie powinna tego robić. – Albo w spokojnej restauracji? – w takie miejsce zaprosiłaby go sama.
Nawet jeżeli nie mógłby za siebie zapłacić, ledwo wiążąc koniec końcem w przedstawionych mu przed chwilą marnych perspektywach zawodowych.
– Wynagrodzenie to wielkie słowo – może starczy ci na dwa tygodnie przyzwoitego życia, potem mogłabym dobrotliwie dawać ci premię za dobre sprawowanie… – próbuje się nie śmiać, a na chwilę przerywa potok nieco ironicznych słów, byle poprosić o kieliszek Cosmopolitana. – Nosiłbyś mi papiery, robił mi kawę, ustalał kalendarz który i tak już znasz na pamięć, przepisywał staranniej notatki… – a była magimedykiem – o zgrozo, to musiało być nieludzko nieczytelne. – Wiesz, więcej czasu razem możesz dostać też położnie chory, a za to nie dostaniesz żadnego wynagrodzenia… Mógłbyś też zostać kurą domową, a najwięcej czasu w jednym miejscu spędzam chyba wtedy, kiedy śpię… – mógłby więc zostać poduszką. Albo kołdrą.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#26
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
07-04-2026, 11:33
Niby ten sam, a jednak inny, bardziej uśmiechnięty, bardziej śmiały, przejmujący inicjatywę i bardziej zdecydowany. Nie był taki na co dzień, a dziś, dziś był odmieniony, jakby Gethen Scamander przeszedł szereg terapii i obudził się z letargu, który był dla niego jak łańcuchy z obciążeniem. Scamander czuł na sobie czujne spojrzenie Moiry i w niej rownież dostrzegał zmianę, chociaż może chodziło o to, że on był jakiś inny i ją przytłaczał? Trudno mu było to ocenić, starał się zatem być dla niej całym sobą, jakby faktycznie miała gorszy dzień i potrzebowała wsparcia.
Nie pił alkoholu zbyt często, o czym Moira wiedziała, za duża ilość powodowała migrenę, a jedynie symbolicznie, do towarzystwa, tak by nie odstawać. Dzisiaj nie czuć było od niego charakterystycznego zapachu, zwłaszcza że postanowił pocałować ją publicznie, co raczej nie zdarzyłoby się zbyt prędko, gdyby nie to dziwne zachowanie. To był ten sam Getehen, a jednak inny.
Być może to było cos innego, cos mniej oczywistego, trudniejszego do odkrycia i zauważenia. Scamander miał stały zestaw leków, które nie miały takich efektów ubocznych, więc może któryś zwietrzał i stracił swoje właściwości? Tak być mogło.
- Lepiej... Inaczej, to na pewno. Nie wiem, czy lepiej. Ogółem czuję się dobrze. - Zmarszczył brwi spoglądając na Moirę, która przyglądała mu się z niecierpliwością. - Niepokoi cię coś? Dziwnie wyglądam? Coś siedzi mi na głowie? - Sięgnął ręką do swojej czupryny i na szczęście dziś tam nie znalazł Smokoognika.
W jego przypadku różnica była ogromna i nie tylko Moira to dostrzegła, całe codzienne otoczenie Gethena było równie zaskoczone co i ona. A on próbował rozumieć, dlaczego wszyscy się dziwią i nie dostrzegał niczego nadzwyczajnego w sobie.
- I jak ci poszło? - Zapytał zaciekawiony czując, że w tym zdaniu brakowało zakończenia. A mina Moiry wcale nie wskazywała na to, że była usatysfakcjonowana z tego zabiegu, chociaż mogło chodzić o cos innego. Jej przygaszenie coraz bardziej zwracało jego uwagę, dlatego spojrzał na nią z lekkim zaniepokojeniem. Czy coś poszło nie tak? Może popełniła błąd? Chociaż w to nie potrafiłby uwierzyć, Moira była tak skrupulatna, że trudno byłoby pomyśleć, że się pomyli.
Zapytany o klub pokręcił głową zaprzeczając.
- Nie, wręcz przeciwnie, bardzo rzadko. - Wyglądał w tej chwili na odrobine zaskoczonego i zmieszanego, bo kiedy pisał list, wyjście do Camden wydawało mu się wręcz idealnym miejscem na spotkanie, na randkę. A pytanie Moiry sprawiło, że w zderzeniu z rzeczywistością i jego prawdziwym charakterem, to nie wydawało się już tak bardzo oczywiste.
Kolejne pytanie nasuwa pewne odpowiedzi, bo oczywiste było, że Scamander preferował raczej spokojne miejsca, mniej głośne, bardziej kameralne. Uniósł dłoń do ust i lekko potarł palcami brodę i zarost wokół. Po dłuższym zastanowieniu widocznie musiał dość do wniosku, że raczej wolał spokojne miejsce, najlepiej dom albo właśnie restaurację. Spojrzał na Moirę z odrobiną zagubienia, jakby jej pytania i jego przemyślenia na temat tego co się właśnie działo doprowadziły go to jasnych wniosków, że coś się tutaj dzieje nie tak.
- Jak się nad tym zastanowię, to wolałbym. - Przyznał szczerze, chociaż w tej chwili czul się tutaj całkiem dobrze i nie przytłaczał go ani hałas ani ludzie. - Chciałabyś iść w spokojne miejsce? - Zachowanie Moiry również go intrygowało, była wycofana i zgaszona, przyglądała mu się tak jakby nagle na czole wyrósł mu róg i to ją niepokoiło.
- Ah... czyli byłbym na równi z niespełna dwudziestolatkami, którzy dopiero próbują swoich sil po zakończeniu szkoły. - Westchnął cicho zdając sobie sprawę jak bardzo byłby uzależniony od humorów i nastrojów Moiry. Ale czy to mu przeszkadzało? Wątpił w to.
- Chociaż premia brzmi zachęcająco. - Uśmiechnął się odzyskując odrobine pewności siebie. Scamander rownież skorzystał z okazji i zamówił lekkie wino, niezbyt mocne.
- Nic, czego w życiu nie robiłem. - Przynajmniej tyle, nie musiałby się niczego wybitnie uczyć. No może poza parzeniem kawy, bo on raczej rzadko pijał kawę stawiając nad nią herbatę. - W rozczytywaniu ręcznego pisma jestem dobry, w końcu czytam sporo rękopisów. - Dodał swój atut podkreślając doświadczenie w tym zakresie.
- No tak, choroba to żadna taryfa ulgowa. Ale fakt, że byłabyś blisko byłby wystarczajaco pocieszający. - Ta perspektywa była akurat miła i gdyby kolejne jego perypetie z migreną miałyby być spędzone pod opieką Moiry, to nie wydawało się tu juz aż tak nieprzyjemne.
- Kurą domową... hmmm trochę nad tym musiałbym popracować, ale nie jest to niemożliwe. - Dodał z przekora w glosie, bo Moira jeszcze nie znała jego "talentu" kulinarnego a raczej jego braku. - Kuszące. - Dodał gryząc się w język przed wypowiedzeniem czegoś zbyt śmiałego, bo bardzo go korciło, ale jednak myśl o tym, gdzie się znajdują odrobinę go zmitygowała. Ale uśmiech na twarzy Scamandera zdradzał, co zagościło w jego głowie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#27
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
10-04-2026, 11:29
Właściwie nie chciała wytykać tego, co wydawało jej się nietypowe – co było tym liściem na głowie, o którym nikt mu nie powie. Bo w końcu co miałaby powiedzieć? Że nie odpowiada jej to jak jest zadowolony? Jak pewny siebie się wydaje? Jak promienieje? Bo tak, nie do końca jej to odpowiadało – przywykła do czegoś innego. Jego uroda była jak kołyszący się łagodnie płomień świecy – nie jak umieszczony blisko twarzy promień Lumosa. Czuła jednak, że zwracając mu uwagę na – bądź co bądź – pozytywne cechy, popełni błąd. Tylko jej natura jakoś nie pozwalałą odpuścić. Nie miała zamiaru bawić się teraz w reklamacje, nie miała zamiaru zwracać Gethena do sklepu i z zastanowieniem stwierdzić, że towar nie spełnia oczekiwań. Albo się zepsuł. Przecież widziała w końcu, że działał.
– Poszło dobrze. Zaczęło się dobrze. Na moment wyjścia z Munga proces przebiegał właściwie. Ostatnio coś podobnego robiłam chyba z osiem lat temu – i to okrutnie wymagające zadanie, mogłaby powiedzieć jak zmęczona tym pozostawała – jak szybko wróciła wczoraj do domu z towarzyskiego spotkania, byle być odpowiednio przygotowaną, ale czy naprawdę chciał o tym słuchać? Jego mina wydawała się zdradzać oczekiwanie na ciąg dalszy, ale wydawało jej się, że zamiast jej pracy – obchodzą go bardziej szczegóły techniczne zastosowanych rozwiązań. Jakby coś, co urodziło się w jej głowie, uniemożliwiało jej postawienie siebie samej w centrum dyskusji. – Dokumentacja techniczna zastosowanych rozwiązań to księgi-cegłówki. Lity tekst, który zawierał w treści odpowiednie procedury – na ten moment znajdujemy się chyba na etapie trzecim z dziewięciu. To kopia rozwiązania zastosowanego dwa lata temu w Norwegii – u pacjenta opornego na większość metod konwencjonalnego leczenia. Stopniowe dokładnie protezom odpowiednich funkcji, których uczyć będzie się ciało, powinno mitygować ryzyko błędów. Zespół który odpowiedzialny jest za tak poważny projekt… Czapki z głów. Niesamowite osiągnięcie – cieszyła się, że mogła chociaż na jednym etapie towarzyszyć we wdrożeniu rozwiązania tego u innej pacjentki. Nie zwróci jej to mobilności na skalę zdrowego człowieka, ale przywróci samodzielność. Pochwaliłaby się tym, pewnie podekscytowała tak, jak zwykle nie ma tego w zwyczaju – gdyby nie ogólne przygaszenie. Wciąż posiadała swoją osobowość, ale brakło jej pewnego elementu – jakby nagle w jego miejsce pojawił się w jej niepotrzebny wstyd. Albo nie wstyd, bo żadne kolejne słowa świadczyć nie będą o zawstydzeniu. Prędzej mówić chyba można o przesadnej skromności.
Ktoś zmierzający w kierunku parkietu odchodzi od stolika obok ,trąca oparcie Sanderson i chyba wyciąga ją z letargu.
– Nie, to odpowiednie miejsce, myślałam po prostu, że cię znam… – albo że przejrzała go i bez bliższego poznawania. – A to trochę mnie zdziwiło. Może gorączka? Wiesz, że najskuteczniej sprawdzić można to wargami na czole? – to nawet nie jest flirt – miękka powierzchnia ust była wyczulona na temperaturę bardziej niż użytkowana nagminnie skóra dłoni. Szczególnie tych zapracowanych. – I wiem, że przedstawiam ci same kuszące scenariusze. Czego bym ci nie zaproponowała, przyjmiesz chętnie, prawda? – diagnozuje go. Każdy z nich przeżywał uczucia te w inny sposób. – Chcę się z tobą widywać, ale nie chcę żebyś całował mnie publicznie przed lokalem. I to w taki sposób? Co ci odbiło? Nie będę mieć ci tego za złe, nie rozmawialiśmy o tym co wolno, a czego nie wolno, ale liczyłam na to, że masz trochę oleju w głowie i domyślisz się sam.
Ale może trochę miała. Za złe. Na moment, kiedy przypomniała sobie o tym.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#28
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
10-04-2026, 12:40
Dziś Scmaander był inny, mógł wydawać się dziwaczny w swoim zachowaniu, w tym jak swobodnie okazywał emocje i brak tego jego zamyślonego spojrzenia w zamian za klarowne, pewne siebie. Gdyby mial brata bliźniaka, można by pomyśleć, że się zamienili, ale Gethen był tylko jeden i trudno było go podmienić. Dlatego ten kontrast w jednej osobie wydawał się tak nietypowy. On nie był do końca tego świadomy, chociaż podczas tego spotkania zaczynał wyłapywać pewne szczegóły, zdawać sobie sprawę z tego, że robi, zachowuje się i mówi inaczej niż zawsze. Dokonywał innych wyborów i był bardziej otwarty na rzeczy, które zwykle kosztowały go lekki ból głowy.
Spojrzenie Moiry, które obserwowało go było inne, ona sama wydawała się dziś mniej pewna siebie, bo to raczej ona wiodła prym w czasie ich spotkań i emanowała pewnością siebie. A dziś tak jakby role się odwróciły i to Scamander musiał ją ciągać za język, kiedy wspomniała o pracy i trudnym acz wykonanym z sukcesem zabiegu.
- To szmat czasu. - Uniósł lekko brwi słysząc o powodzeniu procesu i tym, kiedy ostatnio Moira się czymś takim zajmowała. Słuchał jej z zainteresowaniem, kiedy mówiła i opowiadała odnosząc się do innych grup badawczych, do protokołów i etapów. Ale brakowało mu w tych jej słowach czegoś, co zawsze dziwaczało w jej glosie. Tej dumy i satysfakcji z tego, co robiła. Teraz brzmiała tak, jakby to byla jakaś ponura codzienność, nic nowego, nic odkrywczego.
- To powód do dumy, trudny przypadek i powodzenie. Chociaż mam wrażenie, że nie cieszysz się z początkowych sukcesów. - Mruknął marszcząc brwi. Obserwował ją i wyciągał wnioski, tak jak zawsze, a zmartwienie pojawiło się na jego twarzy o wiele wyraźniej niżby czynił to normalnie. - Wszystko w porządku? Coś cię boli? Może to zmęczenie? - Zapytał z troska w glosie.
- Hm? Znasz? - Zdziwił się słysząc jej słowa, spotykali się juz jakiś czas i mial wrażenie, że wszystko idzie w pewnym kierunku i jest im ze soba w pewien sposób dobrze. - Nie, nie wydaje mi się. Jeśli chcesz, możesz sprawdzić. - Uśmiechnął się chociaż nie pochylił się od razu, by przekuła słowa w czyny. Bo coś było dziś miedzy nimi, co jakby zamiast ich przyciągać, to ich odpychało od siebie. Jakby dziś przyszły na spotkanie ich podróbki i Gethen mial wrażenie, ze Moira jest nim zawiedziona.
- Przejrzałaś mnie. - Skinął jej głową, bo tak naprawdę zrobiłby wiele, by moc z nią po prostu spędzać czas. A im więcej, tym lepiej.
Po chwili jednak rozmowa obróciła się w totalnie niespodziewanym kierunku. Słowa Moiry wybrzmiały dość ostro i Scamander poczuł jak oblewa go rumieniec zawstydzenia. Nie myślał co robi, kiedy pocałował Moirę na chodniku, po prostu zadziałał i nie zastanowił się, czy to może się jej nie spodobać.
Lekko zacisnął usta, czując poniekąd złość w słowach Moiry i poczuł jak spina mu się kark. Ta dziwaczna pewność siebie jakby z niego uleciała w tej chwili a zderzenie z rzeczywistością sprawiło, że powracał ten Gethen, który musiał w tej chwili gdzieś zniknąć, zasnąć.
- Przepraszam, Moiro. - Odezwał się po chwili wahania. Pokręcił głową, nerwowo sięgając do oprawek okularów, ktore zazwyczaj wiecznie poprawiał. - Nie wiem, po prostu cię zobaczyłem i ucieszyłem się... Nie pomyślałem. - Co w niego wstąpiło? Nie mial pojęcia, bo przecież normalnie by tak nie zachował się. - Mialem kilka dni temu sen, dziwny, tańczyłem sam ze sobą i kiedy się obudziłem. To... to wtedy poczułem się taki lekki, wtedy postanowiłem napisać do ciebie list... To nie był proroczy sen ani... Nie wiem, Moiro. Wybacz, nie chciałem popsuć tego spotkania. - Poczucie winy osiadło na jego barkach a on z jednej strony chciał wybrnąć z tego z uśmiechem, lekkim żartem, a z drugiej siłował się ze swoja osobowością, która bila na alarm, że zapędza się, robi coś nietypowego i psuje to wszystko. A przecież bardzo mu zależało.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#29
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
12-04-2026, 21:54
Powoli docierało do niej, że w dniu dzisiejszym nie poznawała ani jego, ani siebie.
W obecnej sytuacji znał ją chyba nawet lepiej, niż ona siebie – bo jakoś nie trafiało do niej, że wszystko to mogło być jedynie okresem przejściowym. Czuła się chyba po prostu gorzej, słabiej, może tak jak przed trzema laty, kiedy wszystkie emocje bywały trochę wyciszone; podobno gorsze okresy zdarzały się ludziom nagminnie i podobno niektórzy odczuwali je właśnie w taki sposób, w jaki odczuwała to teraz – nie jak zwykle, będąc po prostu drażliwą i nieprzyjemną.
Prawdą było, że nie przepadała za dzieleniem skóry na niedźwiedziu – ale zwyczajowo cieszyłaby się z powodzenia przytoczonego etapu dużo bardziej, niżeli działo się to dzisiaj. I tak, robiła to szmat czasu temu i pewnie powinna być z siebie dumna, że tym razem poszło jej dużo lepiej – powinna pochwalić się tym komuś, kto zawsze chciał ja słuchać, kogo ciekawiła jej kariera, nawet jeżeli szczegółów jej nie rozumiał i prawdopodobnie nie zrozumie nigdy – bo też być może szkoda było miejsca w głowie na wiedzę zbędną (nauczenie się o istnieniu pojęcia “wiedza zbędna” zajęło Moirze wyjątkowo dużo czasu). Scamander nigdy nie dał jej powodów by wzbraniać się przed mówieniem o pracy, a właściwie, zwykle nawet nie potrzebowała ku temu aprobaty rozmówcy – kimkolwiek on nie był. Budziło zastanowienie więc to, że dziś myślała o sobie… Nie umiała nawet ubrać tego w słowa. Jakby ktoś wyciął jej fragment mózgu albo zerwał część połączeń nerwowych, by straciła nad nim kontrolę.
– Mam wrażenie, jakby nikt nie chciał mnie dziś słuchać – odpowiada na jego pełne troski pytanie, które ewidentnie było dowodem na to, że myli się i był na tym świecie chociaż jeden człowiek, którego obchodził jej dzień. – Nie wiem, może to zmęczenie. Ale może po prostu mój czas już powoli mija i poradziliby sobie doskonale beze mnie – absolutnie niestandardowe słowa opuszczają usta Sanderson, a ona sama nie wierzy nawet, że je wypowiada. Po pierwsze – zaskoczyła siebie samą zaufaniem, jakim darzyć zdawała się już mężczyznę, skoro postanowiła obnażyć przed nim własne wątpliwości – zwykle woląc w ogóle unikać dzielenia się informacjami o własnych słabościach. Po drugie – sama refleksja wydawała się nietypowa, bo z czasem coraz częściej zdawała się myśleć o tym, co zrobiliby pracownicy oddziału, gdyby nagle poszła na kilka tygodni urlopu. I pewnie przesadzała, pewnie będąc łatwiejszą do zastąpienia niż jej się wydawało – ale nigdy nie zdawała się w to wątpić. Do… Teraz, właściwie. – Tylko ciebie obchodzi cokolwiek co mówię i nie wiem czy robisz to z uprzejmości czy faktycznie jesteś jedyną osobą, która nie ma mnie gdzieś. A nie umiem tego ocenić, bo zachowujesz się jakbyś nażłopał się Felix Felicis albo conajmniej czegoś na rozweselenie i nie wiem czego się po tobie spodziewać – i może faktycznie trochę ją to odpychało, ale nie odpychałoby jej w momencie, w którym czułaby się po prostu… Lepiej. Teraz wrażenia miała że gdzieś pomiędzy ich usposobieniem pojawiła się nagle ziejąca pustką wyrwa. Nie miała zamiaru nad tym płakać czy przesadnie zrzędzić – o ile nie zrobiła tego już do tej pory wystarczająco.
Pociesza ją, że przejrzała chociaż jego zachcianki, potwierdzając chyba tym samym przypuszczenie, że faktycznie nie stracił nią zainteresowania. Pewnie mogłaby nakręcać się, że nie była dla niego nikim wyjątkowym – ale nawet w tym stanie nie była na tyle ślepa. Do tej pory wszystko układało się niemalże wzorowo – spędzali czas miło, jednocześnie dobrze czując się w swoim towarzystwie, jak i nie będąc narzucającymi. Jednak ani wycofana pozycja Moiry, ani śmiałe gesty Gethena… Nie mieściły się w ramach codzienności.
Kiwa głową na jego przeprosiny. Chyba je akceptuje. Chyba umie zauważyć szczere przejęcie na jego twarzy. Czy wreszcie wracał do siebie do głowy? Czy wciąż siedział w niej jakiś zły duch?
– Muszę przyzwyczaić się do tego, że sny kierują twoimi działaniami – mówi trochę pobłażliwym tonem i chociaż wydaje się lekko poirytowana, właściwie gotowa jest odsunąć tamtą sytuację na bok. – Nie zepsułeś tego spotkania. Może powinniśmy po prostu porozmawiać o tym co jest dla nas komfortowe? Co cię we mnie irytuje, powiedz. Nie wiem czy to zmienię, pewnie nie, ale przynajmniej będzie to jasne. Albo co ci odpowiada? Czego oczekujesz od relacji?
Drinki stawiane są na stole akurat w momencie zadania ostatniego pytania. Kelner wydaje się udawać, że go nie słyszy i odchodzi od stolika jakby wszystkie działania wykonywał w ruchu – jakby jadł kanapkę idąc do biura w City.
– Mam być kurą domową? – zaczepia go wreszcie, nawiązujac ewidentnie do poprzedniej propozycji. Oboje byli w tym… Pewnie fatalni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#30
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
15-04-2026, 12:31
Dziś tak jakby nie byli sobą, Moira nie poznawała Gethena, była przez niego zaskakiwana i coraz wyraźniej było po niej widać, że jego zbyt entuzjastyczna postawa ją przytłaczała. Natomiast Gethen miał coraz większy problem z dotarciem do Moiry, która zamykała się, chowała w skorupie. Jakby pozamieniali się charakterem, podejściem do świata i wypadli z całkiem innej bajki niż zazwyczaj żyli.
Każdy mial prawo do gorszego dnia, słabszego samopoczucia i tak jak Scamander mógł łatwo podać przykłady tych cięższych dla niego chwil, tak nie poznał jeszcze na tyle Moiry, by móc wyłapać, kiedy u niej się takie coś pojawiało. Teraz jednak oboje w odmienionych stanach mieli problem nie tyle co ze soba nawzajem, ale i z własną tożsamością, humorem i tym, jak odbierali świat.
W swojej pracy Gethen zadziwiał swoją odmianą i okazało się tez do dla niego odrobinę pomocne, mógł w końcu zebrać odwagę by wyrazić swoje zdanie na kilka kwestii funkcjonowania biura, w którym pracował i zaproponować pewne rozwiązania. Zazwyczaj wycofany, teraz korzystał garściami z tego, że nie milczał, kiedy pomysły gromadziły się w jego głowie.
Teraz jednak był skupiony na Moirze i tym, jak przebiega ich rozmowa, która w jego głowie powoli nabierała miana "kulawa". Bo oboje dziś zachowywali się tak, jakby pierwszy raz widzieli się na randce w ciemno i niekoniecznie chemia była po ich stronie.
Scamander przekierował swoja uwagę na Moirę, dostrzegając w niej niepokojące zachowania, słowa i ogółem wyglądała dzisiaj na przygaszoną. Kiedy przełamała się, by wyrzucić z siebie to, co myśli, postanowił przesunąć się z krzesłem bliżej niej, by móc otoczyć ją ramieniem, by mogla oprzeć ociężała od zmartwień głowę na jego ramieniu, by móc dyskretnie sięgnąć do jej dłoni i dodać jej otuchy.
- Ja cię słucham, Moiro. Uwielbiam słuchać jak mówisz, opowiadasz o swoich badaniach, o twoim zespole. - Zaakcentował wyraźnie słowa "swoich" i "twoim", by dodać jej pewności, że to wszystko jest jej i tylko dzięki niej cokolwiek się dzieje.
- Wątpię, że poradziliby sobie. W końcu to ty jesteś lokomotywą, która to wszystko napędza. Nie przejmuj się, młodzi zawsze próbują wyskakiwać i zwracać na siebie uwagę, ale i tak ciagle oglądają się na swoich mentorów. Jestem pewny, że to zmęczenie, może aura nie sprzyja, wiosna zbyt wolno przynosi ocieplenie po zimie. - Miał chęć pocałować Moirę w policzek, lub skroń, by udowodnić jej, że jej czas nie przemija a ona wciąż jest w centrum uwagi, jego uwagi. Lecz fakt, że zdał sobie sprawę z tego, że za bardzo okazuje publicznie swoje uczucia, sprawił że po prostu sięgnął do jej dłoni i zamknął we własnych, jakby jego ciepło miało ogrzać jej chłodne myśli na swój temat.
- Lubię cię słuchać, bo zawsze mówisz z pasją, nawet jeśli nie rozumiem do końca o czym jest mowa, zawsze naprowadzasz mnie na to, by pojąć meandry trudnych terminów medycznych. - Pokręcił głową, bo nie robił nic z litości, sama o tym wiedziała, że on sam nie znosił litości i tego unikał wobec innych. A jej słowa o jego zachowaniu i tym jaki był odmieniony sprawiły, że na czole Scamandera pojawiła się pionowa zmarszczka. On tego nie widział, otoczenie wręcz przeciwnie. Powolne uzmysłowienie mu, że jest inny zaczynało martwic Gethena, czy coś mu dolano do herbaty dla żartu? A może któryś susz herbaciany był skażony? Ostatnio przecież kupił nową mieszankę i gdyby skupił się bardziej to połączyłby daty.
- Nie wiem, Moiro. Teraz to widzę i sam nie rozumiem, dlaczego tak... sam siebie nie poznaję. - I to go zaczynało w pewien sposób przerażać, bo zaczynał czuć się jak intruz we własnej głowie.
Starał się teraz hamować swoje reakcje, kontrolować ciało i myśli, jakby sam sobie narzucał kaganiec na własne emocje. Ta świadomość była z jednej strony szalenie ciekawa, ale z drugiej jego myśli skłaniały się niebezpiecznie w kierunku paranoi.
Skiniecie głowy Mory powinno zostać przez niego odebrane jako jasny znak, że przeprosiny przyjęte, ale jej postawa i spojrzenie nie do końca to pokazywały. Jednak z tego niewielkiego faux pas wynikała rozmowa, na pewno ważna i pouczająca dla nich obojga.
- Zwykle sny ukazywały przyszłość, a to jest całkowicie nowe. - Mruknął z zastanowieniem w głosie, może to było cos związanego z jego darem jasnowidzenia? Jakiś inny poziom? Nowa umiejętność? Ingerencja magii?
- Masz rację, powinnismy. To na pewno pomoże nam lepiej się poznać, ale i uniknąć takich sytuacji. - Skinął głową godząc się na propozycje Moiry, ciesząc się że nie uznawała tego spotkania za skończone.
- Co irytuje... Hmm... - Scamander spoglądał na Moirę i miał totalną pustkę w głowie. Nie wiedział, widział Moirę w samych superlatywach, piękną, mądrą, wybitną i charakterną. - Co mi odpowiada... wiele rzeczy, po prostu ty. - Odparł już pewniej, wiedząc doskonale, że Moira pociągała go nie tyle co fizycznie, co osobowościowo, jej spojrzenie na świat, jej profesjonalizm, jej opanowanie. - Bliskości, długich rozmów na różne tematy, twoje, moje. Nigdy nie czułem się tak dobrze w czymś towarzystwie. - Wyznał nie deklarując od razu wielkich rzeczy, zawsze do wszystkiego podchodził rozważnie i nie spieszył się, tutaj tez nie chciał się spieszyć z czymkolwiek.
Na stoliku pojawił się alkohol, Scamander sięgnął po kieliszek wina przysuwając do nosa krawędź szklanego naczynia. Zapach był odpowiedni i po chwili wziął łyk. Ale kolejne pytanie padło, nim zdążył przełknąć wytrawne wino. Słysząc, o kurze domowej tym razem w kontekście Moiry aż się zachłysnął drażniącym gardło płynem. Rozpaczliwa reakcja na wino w krtani spowodowała, że złapał za serwetkę i zasłaniając usta rozkaszlał się, aż łzy stanęły mu w oczach a gardło zaciekło jakby przypalane żywym ogniem.
- Kh.... khy.... - Odstawił kieliszek na stolik, nie mogąc wydobyć głosu. Oddychanie było w tej chwili ważniejsze. Pokręcił głową, jakby chciał zaprzeczyć pytaniu Moiry. - Nie... nigdy w życiu... - Złapał oddech z wysiłkiem. Przewidywania Moiry nie były błędne, oboje raczej by się w tej roli nie odnaleźli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 17-04-2026, 00:20 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.