• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Nad rzeką Wharfe (Yorkshire)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
28-12-2025, 23:14

Nad rzeką Wharfe (Yorkshire)
Rzeka Wharfe płynie szybko i nisko, przecinając dolinę jasnym pasem zimnej wody. Brzeg niedaleko miasta Tadcaster jest kamienisty, nierówny, miejscami śliski od wilgoci; przy niższym stanie rzeki odsłania płaskie głazy, które tworzą prowizoryczne przejścia. Po deszczu nurt przybiera gwałtownie, zabierając wszystko, co znalazło się zbyt blisko linii wody. Trawa przy brzegu jest krótka, wydeptana przez owce i ludzi schodzących tu od pokoleń. W niewielkiej odległości stoi wąski kamienny most, używany głównie przez pieszych i lokalny ruch. Okolica pozostaje otwarta, pozbawiona zabudowań, z dobrą widocznością wzdłuż rzeki i na zbocza doliny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
29-12-2025, 21:25
koniec kwietnia 1962

Jak powszechnie wiadomo, najlepszym lekarstwem na kudłate myśli, jest zmęczenie ciała ciężką pracą, a jeżeli ta, jak w moim przypadku, nie wystarcza - zostaje jeszcze wysiłek fizyczny. Zapewne autorzy tego powiedzenia mieli od samego początku na myśli pracę fizyczną, bo faktycznie do tej umysłowej czasami cieżko zebrać myśli i zacząć, kiedy w głowie nie dzieje się wszystko tylko nic godnego wypowiadania.
Nim je ujawnię, powinniśmy zgodzić się w jednym - to co znajduje się w mojej głowie nie jest własnością nikogo innego poza mną, więc proszę nie oceniać, bo równie dobrze, mógłbym sprawdzić co dzieje się w Waszych głowach. I to też mogłoby okazać się nie tyle kudłate co upokarzające, żenujące a może nawet alarmujące.
A więc myśli moje zaprzątał mój gość, który przebywał w piwnicy posiadłości rodowej. Był to gość o żałosnym, bo mugolskim pochodzeniu, w bezbronnym wieku dziewięciu lat, któremu coś ponad miesiąc temu załatwiłem całą rodzinę, a który siedzi w piwnicy i nic tylko stęka, pociąga nosem i ciągle do mnie mówi, żebym go na dwór wypuścił. Nie po to go przecież łapałem, żeby go teraz wypuszczać. Zresztą, pomimo jego zapewnień, podejrzewam, że gdybym tylko go wypuścił na zewnątrz to zaraz spróbowałby mi zwiać. Już raz go przyłapałem, jak chciał wejść do rury kanalizacyjnej. Zupełnie nienormalne zachowania mają ci mugolowie, ale nie po to go sobie zostawiłem, żeby studiować te zachowania.
Po pierwsze, znalazł się już po tym jak zabezpieczyliśmy z wujem Festerem całą scenę i na prawdę nie widziałem gdzie można by jeszcze upchnąć jego truchło (miał z siódemkę rodzeństwa, a z rodzicami to już robił się tłum), po drugie zawsze chciałem mieć w piwnicy taką ofiarę, jakby mnie naszło i chciałbym komuś wyrwać paznokcie tak przy wtorku. Po trzecie, ale to ukrywam tak głęboko, że nawet sam o tym nie wiem, po trzecie dostrzegłem w nim coś co mógłbym porównać tylko do tego, co czuje każdy mag kiedy widzi innego maga. Jasna sprawa sam nigdy się nie przyznam, bo nie wierzę ustawowo w to, że w mugolu może przebudzić sie moc, ale tak - coś tam było.
Mój gość-mugol, bardzo zaprzątał myśli. To przecież z jego powodu całe to zamieszanie z moim stanem cywilnym. Kiedy tylko Cassius Carrow dowiedział się, że z nudów trzymam mugola w piwnicy, zaraz podjął decyzję o tym, by ustawić mi życie i naprostować na odpowiednią ścieżkę szanowanego obywatela. Powiedział, że mam dwa - dwa! miesiące na to, aby znaleźć sobie żonę i że jeżeli do końca kwietnia nie przedstawię mu kandydatki, to sam mi ją wybierze. A b s u r d a l n y m był argument, że obecność żony odbierze mi piwnicę, bo zwyczajem arystokrackim po ślubie dalej będziemy mieszkać w rezydencji Carrow i siłą rzeczy piwnica oraz jej zawartość będą wciąż dostępne zarówno dla mnie jak i moich rozrywek.
Tak więc zaczał mi się marzec, dziś mamy już koniec kwietnia . Potopniały pierwsze śniegi i chociaż zieleń wybija spod ziemi, a na drogach stoją wielkie kałuże z roztopów, gdzieś na widocznych szczytach, wciąż jeszcze utrzymuje się śnieg. Tu w dolinie gdzie płynie rzeka Wharfe, wiosna nastała już w pełni.
Dlatego biegnę, biegnę pierwszy, trzeci, piąty kilometr. Przy piątym zastanawiam się, czy jeżeli pozbędę się mugola, to czy wciąż układ z Cassianem będzie mnie obowiązywał? Jeżeli tak, to nie widzę sensu pozbywania się mojej małej ofiary.
Biegnę kolejne dwa, moje myśli krążą wokół marcowej wizyty w tearze w Londynie. Czy gdybym oświadczył się tancerce, Cassius wziałby mnie na poważnie? Pewnie nie. Dlatego muszę dalej szukać. Ale tak, w Londynie na pewno znajdę jakąś damę, przecież damy, te błękitno -krwiste chodzą tam stadami. Przy ósmym przestałem myśleć, przy dziewiątym zapałem drugi oddech i dopiero kiedy mija mi dwunasty kilometr postanawiam zrobić sobie przerwę. Ledwo hamuję, ledwo dyszę, opieram się o drzewo pochylone w stronę wody. Nagle łapie mnie w łydce skurcz, moja twarz się wykrzywia, ja łapię za łydkę i nie - już nie myślę ani o mugolu, ani o tancerkach z baletu, ani nawet o pracy.
Myślę, że teraz kiedy przeklinam głośno, nie ma wątpliwości o czym myślę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Varya Borgin
Czarodzieje
Wiek
22
Zawód
łowczyni
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
4
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
19
13
Brak karty postaci
25-01-2026, 13:25
Ledwo kilka dni temu przywitałam znów brytyjską ziemię, ledwo opadł na moich ramionach wiosenny wiatr tutejszego klimatu – już mnie nosiło dalej. Nie zdołałam nacieszyć obecnością domostwa w Burley, nie pozwoliłam wygasić wciąż intensywnie we mnie żyjących wspomnień z syberyjskiej wyprawy, bo już musiałam podążyć dalej. Odwiedziłam Surrey, odwiedziłam Sussex, galopowałam też daleko na północ Anglii, gdy natura poganiała mnie, wystawiając na pokusę obiecującej wycieczki. Nieważne okazywało się wtedy to, iż przecież znałam cztery krańce tych wysp, znałam uroki i pułapki każdego z hrabstw tak bardzo, że już z pozoru nic nie mogło mnie zadziwić na tych dobrze wydeptanych mapach.
A jednak teraz przykucałam przyczajona w szuwarach, gdzieś w nad rzeką w Yorkshire, wyczekując odpowiedniego momentu: gdy zwierz wreszcie wynurzy się z wody i wpadnie prosto w moją pułapkę. Dobrze zbadałam tropy nad strumieniem, charakterystyczny ślad ciągnął się po mokrej ziemi i znikał wreszcie w mętnym oku akwenu. Tylko budzące się do życia tutejsze robactwo przelatywało ponad burą, sunącą dość prędko wstęgą, jakby próbowało zaalarmować tego, kto umiał patrzeć. Tkwiąc w kamuflażu tych wysokich traw dawno przestałam wyliczać upływający czas, koncentrowałam się na wnikliwej obserwacji otoczenia, na dobraniu odpowiedniego momentu do ataku. Kuszę umieściłam przed sobą, dobrze osadzony bełt postawiony w stan gotowości mógł w każdej chwili wysunąć się i pomknąć prosto w zwierzęce cielsko. Ale jeszcze nie teraz.
Grubsze pasma roślinności zadrapywały moje plecy, kolana wciskały się w błotnistą, rozmiękłą powierzchnie blisko rzeki, lecz ja nie pozwoliłam, by mnie to rozproszyło. Nauczono mnie trwać w bezwzględnej gotowości, w pełnym skupieniu, które nie mogło przepuścić żadnej dobrej okazji – przecież nie było ich aż tak wiele. Wszelką niewygodę winnam zawsze ignorować, przełykać ponuro, zanim zdołała wpłynąć na moje działania i przywlec pod but widmo porażki. Wiedziałam w tym wszystkim, że utarczka w wodzie nie przyniesie mi spodziewanego triumfu. Na mulastym dnie tej rzeki spoczywała pewna kłoda, dobrze wtapiające się w otoczenie stworzenie, które tego dnia zamierzałam dorwać. Nie wiedziałam, dlaczego oddaliło się tak daleko od bagien, nie wiedziałam, czy w pobliżu nie czaiło się więcej braterskich osobników, ale tego tutaj byłam więcej niż pewna. I nie wolno mi było porzucić tak dobrego tropu.
Wtenczas coś chlupnęło, ciemna plama zaczęła zbliżać się do brzegu, aż wreszcie ostrożnie wynurzyła najpierw pysk, a potem kawałek reszty korpusu. Stwór posuwał się powoli, łapy bardzo ostrożnie tknęły miękką strukturę tutejszych piasków. Wynurzony błotoryj naprawdę leniwie posunął się w stronę zielonych dywanów, a ja wciąż nie poruszyłam się ani o milimetr. To jeszcze nie ta pora. Wiedziałam, że jeśli zaatakuję go teraz, może wymknąć się do wody, a wtedy stracę szansę. Musiał odejść jeszcze kawałek. Gdy posuwał się w głąb terenu, podążałam czujnym okiem, ostrożnie też celując kuszą. Długi ogon ciągnął się za stworem, odznaczając wyraźnym śladem w błocie, zwierze wydawało się naprawdę rozleniwione i nieświadome zagrożenia, a to zwiększało moją przewagę.
Do czasu aż ktoś nie nadbiegł z drugiej strony. Tupot i szelest przepłoszyły tak doskonały okaz, rozpalając w moim ciele wulkan gniewu. Biegł, zatrzymał się, łapał za nogę. Krótka analiza była wystarczająca. Ja za to trwałam zupełnie świadoma, że więcej tego błotoryja nie zobaczę. Podniosłam się z kolan, wstałam, prostując nieco zmęczone tamtą pozycją ciało. Przez chwilę obserwowałam tego mężczyznę. Wciąż trzymałam w dłoniach kuszę. Dopiero później wynurzyłam się całkiem z roślinności i wyszłam nieproszonemu wędrowcy naprzeciw.
Gest nagłego pochwycenia łydki pozostawał nazbyt wymowny, ale zignorowałam to.
– Przepłoszyłeś moje stworzenie – zauważyłam, przyglądając mu się napastliwie, w pozie nieruchomej i z nieskalaną byle mrugnięciem twarzą. Jak zawsze. Jak kamień, który wyrósł nieopodal niego całkiem niepostrzeżenie. – Teren jest śliski, to nie jest dobre miejsce do biegania – dodałam, cały czas koncentrując się na tej nieznajomej sylwetce. Wiedziałam, że nie mógł już nic zrobić. A jeśli upadł wcześniej raz i to właśnie było przyczyną jego bólu, za sto metrów poślizgnie się znów. A wtedy zaboli znacznie bardziej. Nie miałam pewności, czy bardziej dawałam upust swej irytacji, czy może w jakiś pokraczny sposób próbowałam przestrzec go przed dalszym biegiem. Mój głos wytrenowano tak, by trzymał emocje na wodzy. Nie byłam gniewna, łapałam się tylko faktów. Pamiętałam też, że gdy nauczyciel chciał wystawić nas na próbę, posyłał grupę uczniów na obszary równie ryzykowne, w ten sposób zmuszając do radzenia sobie w trudniejszych warunkach. I mój ojciec robił dokładnie to samo. Kim był nieznajomy?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-02-2026, 21:36 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.