• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Evershire College of Arcane Arts > Sala wykładowa
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 00:06

Sala wykładowa
Ta sala wykładowa Evershire zaprojektowana została z myślą o długich, wymagających zajęciach. Kamienne ściany tłumią dźwięk, a wysokie okna wpuszczają światło w ograniczonym zakresie, nie rozpraszając uwagi studentów. Rzędy solidnych ławek ustawione są kaskadowo, każda z wbudowanym pulpitem do notatek i miejscem na księgi. Na froncie sali znajduje się podwyższenie dla wykładowcy, magiczna tablica oraz ruchomy pulpit, z którego prowadzone są zajęcia. Między rzędami stanowisk studenckich pozostawiono szerokie przejścia, umożliwiające wykładowcy swobodne poruszanie się podczas zajęć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Oriana Medici
Akolici
niepokorne myśli, niepokoje
Wiek
25
Zawód
magimedyczka, genetyczka, badaczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
4
0
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
6
8
Brak karty postaci
07-02-2026, 20:29
południe | 25 kwietnia 1962

Choroby genetyczne, widziane przez pryzmat magii, nie były błędem ciała, lecz echem magii zapisanej głębiej niż tkanki, które byli w stanie dotknąć. Przenosiły się nie tylko przez krew, nie przez pamięć rodu, lecz przez decyzje podjęte zbyt dawno, by ktokolwiek jeszcze pamiętał ich początek. Niektóre ledwie widoczne, inne wypalone tak głęboko, że świeciły w półmroku i pobrzmiewały w eterze krzykiem bólu i niemożności. Rolą naukowców było nie tylko poznanie, ale i edukowanie — tę rolę stawiała na drugim miejscu, kiedy jednak jej nazwisko pojawiło się u boku innego naukowca w publikacji dotyczącej Kruczej Migreny, świat uniwersytecki na powrót sobie o niej przypomniał. Mung miał specjalistkę, ale będzie potrzebował kolejnych, stąd debiut edukacyjny był nieubłagany. Została zaproszona na gościnny wykład dla studentów dwóch ostatnich lat kierunku uzdrowicielskiego. Machnięciem różdżki i cichą inkantacją na biurkach studentów pojawiły się kartki z magicznymi zdjęciami objawów Oślej Skórki w różnych stadiach oraz szczegółowe opisy pracy z Kruczą Migreną i Syndromem Gnijącej Syreny. Nie była najstarszą badaczką chorób genetycznych, ale jedną z czynniej działających — praktyka, którą wynosiła z własnej działalności i pracy w Mungu niosły nowe spojrzenie, które wykładowcy Evershire często pomijali na krańcach swojej kariery. Zaproszenie to było więc osiągnięciem, jakiego się nie spodziewała, ale jakie pokrzepiało opadającą niekiedy motywację pracy młodego naukowca — przebicie się przez szklany sufit, dotarcie do uszu, które chciały słuchać. Szczególnie teraz, gdy nie była tylko osobą od pomocy przy powstających publikacjach, a sama takowe pisała — brakowało sił po całodziennym dyżurze, by usiąść do analizy wyników.
Ale wtedy, na krótki moment jej życia, pojawili się oni — zajmowali miejsca ostrożnie, w środku i końcu sali — jakby były granicą między nimi a prowadzącą wykład miała uchronić ich przed obniżeniem własnego morale. Szeptali do siebie cicho, porównywali notatki, wymieniali spojrzenia pełne napięcia i ekscytacji, bo nie mieli przed sobą starego profesora Browna, a młodą kobietę, która oparta biodrem o biurko, obserwowała ich z założonymi ramionami. Każdy z nich niósł w sobie inną historię bólu, inną potrzebę naprawiania świata albo siebie, z którą pojawili się na Evershire. Łatwo było rozpoznać tych, którzy tak jak oni, dostali stypendium — trzymali się razem, z przodu sali, głodni i złaknieni wiedzy, bo tylko ta mogła uczynić ich życia lepszymi. Ci, którym za studia płacili studia, podchodzili do niej bardziej lekceważąco, jak gdyby nie widzieli wartości dodanej z osoby, która nie niosła za sobą nazwiska wieloletniej, medycznej tradycji.
Odchrząknęła krótko, zdobiąc twarz delikatnym uśmiechem.
— Witajcie — zaczęła, mówiąc głośno, ale bez użycia magii, wszakże tak głośny dźwięk sprawiłby, że zamiast skupić się na jej głosie, unikaliby go.
— Nazywam się Oriana Medici, jako uzdrowicielka ze Szpitala Świętego Munga, zostałam zaproszona, aby przeprowadzić dzisiaj z wami zajęcia dotyczące rozpoznania i pracy z przypadkami wybranych chorób genetycznych — sala ucichła, powietrze gęstniało od oczekiwania. Nawet ci najbardziej nieobecni wiedzieli, że nie uczą się tylko technik. Uczyli się odpowiedzialności, uczyli się reakcji. Tego, że dotykanie cudzej magii oznacza dotykanie cudzej historii. Że uzdrawianie nie jest aktem władzy, lecz zgody — na to, że nie wszystko da się ocalić, ale wszystko da się spróbować zrozumieć i trwać w tym zrozumieniu, mimo bezsilności. Choroby genetyczne były właśnie o tym — o podejściu paliatywnym, o podejściu polegającym na zrozumieniu i minimalizacji, zamiast wymuszeniu akceptacji chorób, które realnie wpływają na drugiego człowieka.
— Zaczniemy od ryciny trzeciej, na stronie pierwszej. Widzimy tam porównanie owłosienia na szyi mężczyzny, lat 40 przed goleniem oraz po zgoleniu. Dlaczego nie powinniśmy golić skóry objętej chorobą?
Zaczęła, a gdy powoli głosy zaczęły się roznosić po sali, zeszła z podestu dla profesora, nie czując się zbyt pewnie w tej pozycji. Westchnęła krótko, licząc, że jej twarz nie objęła się czerwienią, kiedy pojedyncze świąd stresu przeszedł przez jej ciało. Stukot obcasów trafił na korytarze między siedzeniami, długa sukienka ograniczała ruchy, więc kroki robiła małe i spokojne.
— Macie rację, co jest więc największym zagrożeniem dla osób z tą chorobą? — Dopowiedziała, dłonią wskazując na jedną ze studentek, która nie miała możliwości wypowiedzi wcześniej. Dziewczyna mówiła słusznie, skupiając się na potencjalnym zakażeniu pasożytami i wrastaniem włosów, które mogły powodować owrzodzenia skóry. Ale to nigdy nie polegało tak łatwo — ludzie z takimi schorzeniami zwykli pracować ze swoją chorobą od lat, co innego, gdy nagle pojawiali się w Mungu.
— A co, jeśli musimy dokonać operacji? Czy magichirurg powinien uniknąć usuwania owłosienia w takich miejscach? A co z przerostem włosów wewnątrz cięcia? — Dopytała, pozwalając na to, by dyskusja rozkwitła między samymi studentami. Te same pytania zadano jej i do teraz, przez lata jej kariery, nie odnaleziono na nie odpowiedzi. Studenci, najpierw kierując się wiedzą tylko podręcznikową, zaczęli podchodzić do pacjentów ludzko — do ich obaw, do ich wstydu, do trudów z funkcjonowaniem i wymaganiach codziennych trudów życia. Było w tym coś, co nawet na jej twarzy uwydatniało szczery uśmiech — zauważenie problemu, który przez tyle lat był bagatelizowany. Mung wszakże nie miał własnego oddziału, a za chorobami genetycznymi szły kolejne mity.
— To teraz spójrzcie na rycinę piątą, Syndrom Gnijącej Syreny. Dlaczego odmawiamy często mycia skóry w przypadku pacjentów z widocznymi zmianami łuszczenia?
Kontynuowała, wysłuchując pomysłów i zgadzając się na niektóre z nich przytaknięciem głowy.
— Co w obu przypadkach powinniśmy robić my, jako uzdrowiciele, aby pomóc pacjentom z tymi chorobami? Na czym się skupić w codziennej praktyce uzdrowicielskiej, jeśli taki pacjent trafi na oddział? — dopytała, pozwalając na kilka wypowiedzi, nim sama przejęła pałeczkę.
— Przed poważniejszymi zabiegami ważne jest zadbanie o skórę pacjentów, o nawilżenie i odpowiednią pielęgnację. Jeśli pacjent trafia do Munga, to zwykle nie są to zwykłe objawy choroby genetycznej, a potrzeba większego zabiegu. Niekiedy nawet zaklęcia hamujące mniejsze krwotoki potrafią miejscowo generować objawy choroby, choć nie jest to pewnikiem. W obu przypadkach nie mamy eliksirów, które hamowałyby objawy, dlatego z naszej strony ważna jest profesjonalna reakcja i umieszczenie pacjenta na sali, w której nie będzie obiektem kpin, drwin czy reakcji innych pacjentów... w przypadku dojrzałych pacjentów z Syndromem Zgniłej Syreny, umieszczamy pacjentów oddzielnie w salach, gdyż nasilający się z wiekiem zapach powoduje u wrażliwszych ludzi odruch wymiotny — zaczęła, ale wśród studentów pojawiły się wędrujące ku górze dłonie. Stres powoli odchodził na drugi plan, Oriana po prostu mogła mówić o tym, co naprawdę było największą częścią jej życia — może nie o podłożach występowania tych chorób, ale współpracując taką ilością pacjentów, zaczęła też być bardziej wyczulona na ich odczucia i jakość życia, o której w kontekście medycyny mówiono jeszcze niewiele. Nawet jeśli nie każdy chciał zrozumieć pochodzenie chorób, to każdy powinien umieć postawić się na miejscu pacjenta, szczególnie takiego, który nie ma na swoją chorobę najmniejszego wpływu. Na tym polegała dojrzałość uzdrowicieli, którą nie każdy się wykazywał, choć każdy powinien — akceptacja, którą nie zawsze okazywało społeczeństwo.
Wykład kontynuowała, przechodząc do kolejnych przypadków i kolejnych chorób, z czasem zamiast wykładu, prowadząc dialog, który dla niej samej — jako naukowczyni — był otwierający umysł i postrzeganie sprawy w inny sposób, niż dotychczas.

| zt Oriana.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 10-02-2026, 11:26 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.