• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Śmiertelny Nokturn > Knajpa "Biała Wiwerna" > Środek sali
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
31-05-2025, 15:43

Środek sali
Środek sali przypomina pole bitwy – nieustannie zajęty, gwarny, chaotyczny. Ciemne, ciężkie stoły są rozstawione nieregularnie, jakby same przesuwały się, by uniknąć przypadkowych zaklęć. Krzesła nie pasują do siebie – każde inne, niektóre przeklęte, inne zaczarowane przez życzliwych klientów tak, by uniemożliwić zbyt długie przesiadywanie. W powietrzu wisi chmura dymu tytoniowego zmieszana z charakterystycznym aromatem mocnego alkoholu alkoholu. Nad głowami zawieszono zaopatrzone w ostre końce metalowe lampy, które raz na jakiś czas migoczą niepokojąco – nikt nie wie, czy to wada zaklęcia, czy czyjeś ostrzeżenie.
W centrum kręcą się stali bywalcy – szemrani czarodzieje, pośrednicy, przemytnicy, ci, którzy sprzedają informacje i ci, którzy płacą, by je zdobyć. Czasem któryś z nich znika w cieniu – z jednym z kelnerów, z notatką lub sakiewką. Przypadkowi goście są tu rzadkością i nie pozostają niezauważeni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
20-02-2026, 20:24
15 kwietnia 1962 r.

Nokturn tonął w ciemności, wątłe światło latarni rozjaśniało jedynie pojedyncze plamy na mapie ulic tego miejsca. Wijącą się ulica wyglądała złowieszczo o tej porze, zasnuta mgłą z pojedynczymi punktami ciepłego światła, w którym przemykały szczury i niekształtne sylwetki tych, który nie chcieli zostać pochwyceni w czyjekolwiek spojrzenie. O takiej porze bardzo szybko Wiwerna wypełniała się gośćmi, chociaż nazywanie tutejszych bywalców tym mianem było daleko idącą przesadą. Była to zgraja kryminalistów, wykolejeńców, ludzi zagubionych i zmanipulowanych. Każde spojrzenie było ciężkie i pełne obrazów, których nikt nie mial ochoty oglądać, jedni zachowywali dla siebie doświadczenia, inni wylewali je niczym rzeka rozlewając się po zburzeniu tamy. Barman mógłby napisać kilkaset biografii słuchając jedynie tych, którzy podchodzili do lady, a to była jedynie marna część masy ludzkiej, która przewijała się przez to miejsce.
Stojąc z tacą w dłoni Axel obserwował salę czujnie, wyszukując stolików, gdzie zaczyna brakować miejsca na puste szklanki, wzrokiem przeczesywał twarze zajęte rozmowami i pochłanianiem piweczności, czy aby ktoś nie szuka spojrzeniem kelnera. Nigdy nie ustal w tej pozycji dłużej niż trzy minuty, to była chwila odpoczynku dla ramion i nóg, kiedy mógł oprzeć się o ścianę i zebrać siły. Każda noc była taka sama, ręce w pewnym momencie mdlały od ciężaru, ubranie śmierdziało dymem i rozlanym alkoholem, a buty nadawały się jedynie do czyszczenia oblepione lepką mazią kurzu związanego ze śliną, flegmą i rozlanego piwa.
Odbił się od ściany, dostrzegając charakterystyczny gest w powietrzu. Znalazł się przy stoliku, zanim klient zdarzył opuścić dłoń.
- Co będzie? - Zagadnął z nienagannym akcentem City.
- Dolewka ćwiartek i daj do tego młokosie butelkę ognistej. - Burknął na niego mężczyzna mierząc go mętnym wzrokiem, który coraz mniej wydawał się trzeźwy.
- Aye, sir. - Chłopak nawet nie wyciągał ołówka zatkniętego za ucho, to nie był tego rodzaju klient, na którego marnowaliby kartki w notesie. Zamówienia były zwykle proste i wpadały w powtarzalny cykl. Jak ktoś już pił, to zamawiał to samo w kolko.
Axel odszedł od stolika zabierając ze soba puste szklanki i butelki. Oparł tacę na ramieniu, by po zapełnieniu jej szkłem ruszyć w kierunku barmana, gdzie mial zamiar zakomunikować zamowienie i podejść do okienka zmywaka.
- Sześć ćwiartek i butelka ognistej, dorzuć sześć kieliszków. - Zakomunikował barmanowi wskazując stolik. - Płatne z góry będzie. - Zastrzegł, aby typ za barem odhaczył ten stolik jako opłacony, Axel wiedział komu może zapisywać rachunek a z kim lepiej się rozliczać na bieżąco. Ta grupka wybitnie wpisywała się w drugą grupkę, gdzie należało kasę zbierać przy oddaniu szklanki do reki. Axel nie mial ochoty potem dopalać z własnej kieszeni, kiedy postanowią po prostu wyjść. W gestii kelnerów było, by pilnowali swoich stolików i odprowadzali zapłatę do kasy, póki lokal nie opustoszeje.
Postawił tacę na lądzie zmywaka i przerzucił szkło do kosza, który zapełniony znikał w okienku i trafiał do ciasnego pomieszczenia, gdzie siedział młodszy od niego dzieciak i szorował szklanki. Nie był wybitnie dokładny, ale na tyle, by piwo nie mieszało się z ognista w szklance. Devereaux przetarł tacę i wrócił do baru, gdzie stała czekająca na niego armia szklanek, kieliszków i butelka ognistej. Mógłby pomoc sobie różdżką, ale póki co dawał radę dźwigać tace, to była tez dla niego forma utrzymywania kondycji, a kiedy już robiło się naprawdę ciężko, wtedy dopiero sięgał po magię. Nie lubił też za bardzo chwalić się swoja różdżka w takim towarzystwie. Była droga i bardzo ją cenił, nie chciał aby jakiś pijus postanowił zapragnąć jej i próbować mu ją zabrać.
Dźwignął tacę unosząc ja na wysokość barku, na który zaraz jedną stroną ją oparł . Był wysoki, dzięki temu było go dobrze widać i mógł lawirować nad głowami niższych klientów. Musiał uważać pod nogi, ponieważ i tutaj skrzaty potrafiły kręcić się pod nogami.
- Halo, panowie! Robimy miejsce. - Zakrzyknął podchodząc do stolika, postawił tace na blacie, skąd przed chwila usunęły się ręce i ramiona rozmywających ze soba mężczyzn. Axel najpierw dopełnił formalności z zamawiającym. - Za piwo będzie trzy galeony, piętnaście galeonów za ognistą i tutaj są kieliszki. - Odebrał zapłatę przeliczając monety i wciskając je do sakiewki przy pasie.
[bi] - Te, moody. Kucharz jeszcze siedzi? Weź nam tutaj przynieś po pajdzie i gulaszowej. - [/i] Nim Axel zdążył się ulotnić, jeden z dryblasów złapał go za ramię i przyciągnął go do siebie, żeby przekazać zamowienie. Deveraux kiwnął głową ostrożnie wylatując się z dłoni wielkości bochna chleba.
- Zobaczę co się da zrobić. - Uśmiechnął się lisio i zaraz zniknął przechodząc w stronę zaplecza, gdzie była kuchnia. Zajrzał do środka i widząc, że jeszcze kucharz nie zabrał się za sprzątanie, wszedł do środka.
-Jest jeszcze gulaszowa? - Zagadnął kładąc na jednym ze stołów tace. - Będzie sześć misek? I chleb. - Nie czekając na odpowiedź kucharza, Devereaux sięgnął po michy i podszedł do ogromnego gara, w którym było jeszcze trochę zupy. Kucharz burknął cos pod nosem machając ręką w stronę gara. Axel musiał się obsłużyć sam, nabierając chochlą zupę i potem odnalazł chleb, który szybko pokroił w nierówne kromki, on do kucharzenia się nie nadawał, a nożem to by prędzej sobie palce odciął, niż pokroił cos równo i schludnie.
Pozbierał miski, łyżki i chleb, by dźwignąć ciężka tacę i wyjść na korytarz. Wykazywał się wytrzymałością więc i teraz starał się przetrwać pieczenie mięśni, wiele razy słyszał jak się z niego śmieli, że musi być charłakiem, skoro praktycznie nie używał magii w kelnerowaniu, tak jak jego koledzy. Ale nie o to tutaj chodziło, bo magia nie wyćwiczy mu mięśni.
- Po galeonie i smacznego. - Zakrzyknął stawiając na blacie piramidę misek. Zebrał monety i poszedł za główną ladę wrzucić pieniądze do kasy i odhaczyć stolik jako obsłużony i rozliczony.

zt Axel
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:29 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.