• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Vauxhall Road 119/4 > Pokój dzienny
Pokój dzienny
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
30-11-2025, 22:45

Pokój dzienny
Pokój dzienny pełni funkcję jadalni oraz salonu. Ze względu na niewielki metraż mieszkania Manon, nie mogła wydzielić osobnych pomieszczeń do pełnienia tych funkcji. Niedaleko okna ustawiono ciemny stół wraz z drewnianymi, rzeźbionymi krzesłami. Blat jest zawsze przykryty obrusem lub przynajmniej bieżnikiem, zazwyczaj w jasnym kolorze i z drobnym wzorem. Niedaleko stołu ustawiono dwa obite miękkim materiałem fotele, z czego najczęściej używany jest ten stojący po prawej - jest on bowiem ulubionym fotelem właścicielki. Zaraz obok ustawiono stare, używane bardzo sporadycznie pianino, które jest w rodzinie Baudelaire od wielu lat, a do Manon trafiło za sprawą jej ojca. Choć Manon obiecuje sobie, że kiedyś na poważnie zacznie naukę gry na instrumencie, do tej pory pianino pełni funkcję dekoracyjną.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
Wine stained lips and soft fingertips
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
17-02-2026, 15:00
Ktoś, kto pamiętał Manon Baudelaire ze szkoły, mógł być szczerze zaskoczony. W Hogwarcie młoda czarownica otaczała się bardzo wąskim kręgiem, niekoniecznie zaufanych, znajomych. Krąg ten ograniczał się przeważnie do Ślizgonów, dzieci rodziców o określonych poglądach, które jej rodzice uznali za odpowiednie, a w wyjątkowych przypadkach wystarczające. Sama Manon bardzo rzadko zajmowała myśli uczniami innych domów — jedynie w wyjątkowych przypadkach, gdy ich nazwisko stanowiło zapewnienie o konserwatywnych wartościach, które miały również stanowić odpowiednie zabezpieczenie przed zmieszaniem czystej krwi ze szlamem. Po części więc taki stan rzeczy utrzymywał się z powodu rodzicielskiej presji, z drugiej jednak strony — miał on swoje korzenie w rodzącym się w okresie nastoletnim ekstremizmie Manon. Ekstremizmie, który w wieku dorosłym doprowadził ją przed oblicze Lorda Voldemorta, oznaczył ją na stałe jako jedną z jego ludzi i połączył z tymi, którzy również przysięgali mu swą wierność. Kolejną zmianą w życiu dorosłym było ukazanie prawdziwego zasięgu umiejętności socjalnych młodej kobiety. Potrafiła być czarująca i elektryzująca, gdy tylko tego chciała. Stąd też naturalnie zechciała poznać jak największą ilość jej podobnych czarodziejów i czarownic; w ich gronie mogła czuć się na tyle swobodnie, aby w rozmowie wyciągnąć takie drobne smaczki, jak szkoła, do której uczęszczali jej rozmówcy, wspomnienie o językach, którymi się posługiwali. W codziennym życiu wolała nie rzucać się w oczy — im mniej uwagi przykuwała, im bardziej wydawała się zwykłą alchemiczką, tym lepiej. Nielegalne interesy uwielbiały ciszę.
Choć Mitch Macnair pojawił się w jej mieszkaniu w celu jak najbardziej legalnym, to jego proste, nieme gesty mówiły więcej, niż jego usta od przekroczenia progu mieszkania na Vauxhall Road. Nie spodziewał się usłyszeć tyle nazwisk absolwentów Instytutu Durmstrang. Ale ostatecznie wiadomość ta mogła być warta niewiele, jeżeli cokolwiek. Manon zatem, kierując się zasadą dostosowywania energii do rozmówcy, wzruszyła z uśmiechem ramionami. Taka głupotka, tylko do zastanowienia się nad nią przez jakiś czas. Tak samo, jak fakt, że Igor Karkaroff był kuzynem Macnaira.
— Uwierz mi, żyję z takim pod jednym dachem —zaśmiała się wreszcie, oczywiście odnosząc się do samej siebie. Perfekcjonista i specjalista był w świecie potrzebny do zbalansowania wszystkich tych, których osoba wpadała w definicję zdolny, ale leń. Połączenie to, będące zaletą w życiu zawodowym, było natomiast najmocniejszą, najbardziej uciążliwą klątwą, którą można było nałożyć na człowieka w życiu prywatnym. Brak spokoju, wieczne rozmyślanie nad każdym, nawet najmniej prawdopodobnym wariantem, płonąca nienawiść do siebie za popełnione kiedyś błędy, będące naturalnym elementem rozwoju... Och, znała to za dobrze.
Na szczęście Mitch odgonił jej myśli od niebezpiecznych obszarów, zmuszając je do powrotu do rozmowy o języku. Skinęła głową, przyjmując kolejną dawkę informacji, a gdy spytał o jej znajomość francuskiego, odpowiedziała bez wahania:
— Francuski był ze mną od urodzenia — chociaż jej matka była jeszcze bardziej utalentowana na polu lingwistycznym. Poza posługiwaniem się płynną angielszczyzną i francuskim, jej ojczystym językiem był włoski. Może to na niego przyjdzie pora, gdy już opanuje choć w drobnym stopniu norweski? Przedłużająca się cisza, której potrzebował do odpowiedzi na jej pytanie o różnice między bokmål a nynorsk sprawiła, że poczuła delikatne, niemal fantomowe ukłucie współczucia. Właśnie tak wyglądać musiało spotkanie specjalistów-profesjonalistów, którzy zajmowali jednocześnie rolę ucznia i nauczyciela. Ale było to poświęcenie, na które tak Mitch, jak i Manon zgodzili się dobrowolnie.
Kolejne minuty przechodziły w godzinę, spędzane na intensywnej nauce podstaw języka norweskiego. Fonetyka okazała się być faktycznie ciężka do opanowania za pierwszym razem, dlatego Manon postanowiła, że pierwsze jej ćwiczenia odbędzie już tego wieczora, gdy wizyta Mitcha zakończy się i znów zostanie w mieszkaniu sama.
— Potrzebuję przerwy. Co powiesz na obiad? — oznajmiła wreszcie, podnosząc się z zajmowanego przez siebie miejsca. Przeciągnęła się w miejscu — swobodnie, przecież była w swoim własnym domu — stanęła na palcach i wyciągnęła ręce w górę. Niedługo później opadła spokojnie na pełne stopy i zrobiła dwa kroki w kierunku korytarza łączącego pokój dzienny z kuchnią. Na chwilę oparła się o framugę, zerkając jeszcze na zastawiony książkami stół, a następnie na Mitcha. — Mogłabym cię poprosić o przestawienie książek? Póki co może być na ten stolik — wskazała brodą stolik ustawiony niedaleko foteli. — Przygotowałam wołowinę po burgundzku. Mam nadzieję, że nie jesteś uprzedzony do kuchni francuskiej —zaśmiała się krótko, jednocześnie odbijając się bokiem od framugi, aby zniknąć na jakiś czas w kuchni. Nie mogło to trwać dłużej niż kilka minut, gdy na stole pojawiły się nakrycia oraz parujący jeszcze posiłek.
— Goście pierwsi, mam nadzieję, że uznasz, że warto było oderwać cię od codziennych obowiązków, chociażby dla posiłku.
by the pricking of my thumbs, something wicked this way comes
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
17-02-2026, 20:39
On akurat zawsze otaczał się grupką dobrych znajomych. Kiedy się nie uczył spędzał z nimi czas czy to na błoniach, czy na dziedzińcu, w pokoju wspólnym czy na wypadach do Hogsmede. Lubił przebywać wśród ludzi, zwłaszcza tych podobnym mu wiekiem, bo wychowany na Nokturnie rzadko miał do tego okazje. Od najmłodszych lat miał do czynienia z pijakami, w roli głównej jego ojciec, z oszustami i innym tałatajstwem. Wtedy mu to nie przeszkadzało, w zasadzie nawet teraz wychodził z złożenia, że wyszło mu to na dobre. Chociaż może mały dzieciak nie powinien zadawać się z takimi ludźmi, to dzięki nim wiele się nauczył, przede wszystkim jak przetrwać w takim środowisku. Babka chciała by poznał świat, nawet z tymi złymi jego aspektami i finalnie wyszedł na tym dobrze. W szkole mu się to również wszystko przydało, zwłaszcza na początku kiedy musiał wyczuć z kim warto się zadawać, a kogo omijać. A omijał przede wszystkim szlamy, może i Cordelia była miłą i kulturalną kobietą, ale jednak wyznawała przede wszystkim politykę czystości krwi. Mitch więc również otaczał się uczniami krwi czystej, nawiązując nawet znajomości z kilkoma błękitnokrwistymi dzieciakami. Od nich też sporo się nauczył i nawet teraz, w dorosłym życiu starał się pielęgnować te znajomości jako, że mogły mu pomóc w jego planach.
Nie zmieniało to jednak faktu, że zdecydowanie teraz powinien bardziej skupić się na ludziach, z którymi miał współpracować. Z całą pewnością nie wyjdzie dobrze na tym, że nie zna innych Śmierciożerców, ale może jakoś niedługo pojawi się jakaś sposobność aby naprawić to niedopatrzenie. Nie mógł przecież kręcić się tylko w towarzystwie rodziny. Musiał nawiązać nowe znajomości aby w przyszłości współpraca szła o wiele lepiej. Dzisiaj w zasadzie zrobił pierwszy krok przychodząc właśnie do Manon, a skoro ona miała też szeroko zakrojone znajomości to i on coś na tym z czasem ugra.
- Czyli doskonale się rozumiemy. - pokiwał głową z lekkim rozbawieniem.
Perfekcjonizm był jego zaletą i wadą jednocześnie. Ile to godzin spędził na poprawianiu swoich projektów, bo w jego oczach nie były tak idealne jak sobie pierwotnie założył? Ile to papieru zmarnował i wyrzucił? Już nawet nie liczył. Poniekąd pogodził się z tym wszystkim i nauczył się z tym funkcjonować. Nie zmieniało to jednak faktu, że co chwila wyłapywał coś co mógłby dodać, coś co mu się nie sklejało albo do siebie nie pasowało. Musiał jednak z tym żyć i jakoś sobie radzić. Klął przy tym lepiej niż szewc, ale trudno.
Po chwili jednak wrócił już do tematu dzisiejszego spotkania. Skinął lekko głową na jej słowa odnośnie tego, że francuski zna od urodzenia. Nie był to łatwy język do nauczenia się, ale jak to mówią czym skorupka za młodu nasiąknie i tak dalej. W każdym razie podejrzewał, że norweski nie będzie jej w takim razie aż takich problemów, jakie on miał kiedy podszedł do jego nauki. Zaczął jej więc tłumaczyć zawiłości gramatyczne tegoż języka, dawał wskazówki co może jej ułatwić naukę. Nawet nie patrzył na zegarek, cały czas mówiąc, jednocześnie również odpowiadając na jej pytania, jeśli takowe się akurat pojawiły. Wychodziło na to, że sprawdzał się całkiem nieźle w roli nauczyciela.
- Przerwa to dobry pomysł, a obiad jeszcze lepszy. - pokiwał głową z uśmiechem odchylając się na moment i opierając wygodnie o kanapę.
Cały czas nachylał się nad książkami i notatkami, pokazując jej wszystko i teraz zaczął to odczuwać w dolnym odcinku pleców i napięciu, które mimowolnie pojawiło się na ramionach. Przez chwilę obserwował w milczeniu jak się przeciąga i mimowolnie uśmiechnął się lekko sam do siebie. Lubił takie naturalne zachowania.
- Jasne. - skinął głową, po czym machnął się do góry nadając ciału pędu i podniósł się z kanapy, po czym przeniósł książki na stolik kawowy aby zrobić miejsce na obiad - Jestem fanem kuchni francuskiej. - uśmiechnął się do niej szeroko - Moim, jakże skromnym zdaniem, mają wyśmienite jedzenie. - pokiwał ochoczo głową.
Poczekał spokojnie aż pani domu wszystko przygotuje, chociaż z chęcią by jej pomógł, nie miał w zwyczaju tak siedzieć z założonymi rękami. Nie narzucał się jednak, chociaż od tych wszystkich zapachów język mu do tyłka uciekał. W końcu jednak zasiedli do stołu.
- Oj już teraz mogę ci powiedzieć, ze było warto. - posłał jej uśmiech, by po chwili nałożyć sobie na talerz pięknie pachnącego i z całą pewnością pysznego jedzenia.

ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Cassius Avery
Śmierciożercy
Haunted spirits in my head, the thoughts themselves are the thinkers
Wiek
32
Zawód
badacz umysłów, pracownik MM, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
18-03-2026, 18:14
1 maja 1962 roku, tuż po północy
przychodzimy stąd

Trzask teleportacji przedarł się przez ciszę, na moment zaburzając nocną harmonię atmosfery panującej na Vauxhall Road.
Wciąż czuł na nadgarstku jej dotyk, ciepło jej oddechu przy uchu i ślad szminki pozostawiony na policzku, po którym bezwiednie przesunął kciukiem, rozcierając go leniwie. Wspomnienie jej ciała — lekko napiętego, świadomie prowokującego, a jednocześnie jakby powściągliwego — osiadło gdzieś głębiej, pod skórą, zagnieździło się w membranie umysłu i nadało tempa jego krokom. Powstrzymywał się jednak, dusząc w sobie chęć bezceremonialnego przekroczenia progów jej mieszkania, jej sypialni i poprowadzenia Panny Baudelaire do łóżka — jej łóżka.
Doskonale wiedział, że Manon nie zaprosiła go do siebie z potrzeby bliskości — i to właśnie czyniło tę sytuację tak interesującą. W jej propozycji nie było ani odrobiny naiwności, ani impulsywnej słabości. Była kalkulacja. Była kontrola. Było wyzwanie.
A Cassius bardzo chętnie podnosił rzuconą mu rękawicę.
Manon nie zapraszała. Po prostu dyktowała warunki, nie uciekając się do żadnych podchodów czy przemilczeń. Wiadomość była jasna. Niewątpliwie ceniła sobie kontrolę, a on zamierzał pozwolić jej wierzyć, że zupełnie się jej poddał.
Zostawiła uchylone drzwi, popchnął je więc, prześlizgując się dłonią po ich drewnianej chropowatości. Liczył na to, że jego szczupłe palce zaraz spoczną na kształtnych formach jej rozpalonego ciała. Nie zamierzał jednak niczego przyspieszać. Powściągliwość miala być bronią — powolnym afrodyzjakiem, czymś, co pozwalałoby jej wierzyć, że w pełni panuje nad sytuacją.
Stanął w progu, rozglądając się uważnie na wszystkie strony. Wszystkie — nie były one aż tak liczne, a na pewno nie dla niego, przyzwyczajonego do o wiele bardziej okazałych przestrzeni. Jego wzrok prześlizgnął się po otoczeniu. Chłodna chwila refleksji i już wiedział, że nic nie było tu przypadkowe. Każdy element zdawał się mieć swoje miejsce — jakby przestrzeń była przedłużeniem jej samej. Uporządkowana. Świadoma. Kontrolowana.
Bardzo szybko odnalazł ją spojrzeniem. Uśmiechnął się przelotnie i zrobił krok w jej stronę. Jeden. Potem drugi. Bez pośpiechu.
— Odważnie — odezwał się w końcu, jego głos był niski, spokojny, niemal miękki, ale podszyty czymś, co nie pozostawiało złudzeń. — Zapraszać mnie tutaj. Do miejsca, które najwyraźniej ma swoje zasady. — Jego spojrzenie przesunęło się po wnętrzu jeszcze raz, a potem wróciło do niej — już uważniejsze, bardziej skupione. — I granice.
Zatrzymał się w niewielkiej odległości, wystarczającej, by nie naruszyć jej przestrzeni… ale na tyle blisko, by było jasne, że to tylko kwestia podejmowanego przez niego wyboru.
— Pytanie brzmi — kontynuował ciszej — czy naprawdę zamierzasz ich pilnować?
Uniósł dłoń powoli, nie gwałtownie, jakby dawał jej czas na reakcję. Na sprzeciw. Na zatrzymanie go. Wiedział jednak, że tego nie zrobi. Jego palce musnęły jej podbródek, ledwie zauważalnie, wystarczająco, by zmusić ją do uniesienia spojrzenia.
Zdawało się, że nie myślał już o Zakazanym Lesie, o widoku Mortimera, który tak wytrącił go z równowagi — może świadomie pozwalał pożądaniu brać górę, zacierać swym skradającym się po skórze dotykiem wszelkie reminiscencje. A te niosły w sobie nie tylko obraz sprzed pół godziny, ale mieszały ze sobą wszystkie wspomnienia z dalekiej przeszłości. Upchniętych tam z rozmysłem.
— Czy raczej liczysz na to, że ktoś je za ciebie przekroczy?
Odsunął się umyślnie, pokonał kilka kroków dzielących go od stojącego w rogu instrumentu. Podniósł klapę pianina i wygrał na klawiaturze kilka przypadkowych dźwięków. Nie harmonijnych, raczej kłujących w uszy wybrzmiewającym w nich dysonansem — wprowadzając w uporządkowaną przestrzeń zamierzoną nutę chaosu.
Power belongs to those who take it.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 20-03-2026, 02:37 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.