• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Domostwa > Cardiff, Moorland Road 14/7 > Salon
Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
12-09-2025, 11:43

Salon
Pierwszy pokój tuż po przekroczeniu progu mieszkania. Sprawia wrażenie przytulnego dzięki jasnym beżowym ścianom, kolorowym poduszkom leżącym na kanapie i fotelu, miękkiemu dywanowi w pstrokaty wzór i psim zabawkom zalegającym na podłodze. Kluczowym elementem wystroju jest spory regał wypełniony rzędami książek: znaleźć tam można zarówno powieści sensacyjne i baśnie, jak i stare podręczniki z Hogwartu. Obok znajduje się mały kominek, ozdobiony różnorakimi dekoracjami na półce powyżej. Przed kanapą stoi niski stolik kawowy, na którym często goszczą świeże kwiaty, zaś przy oknach wpuszczających do środka światło słoneczne znalazła się pokaźna kolekcja roślin doniczkowych różnych wysokości. Nieopodal na długim drewnianym regale stoi też żerdź, którą szczególnie upodobał sobie tutejszy puchacz, Dąb.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
17-02-2026, 18:50
Chociaż też najchętniej nie wychodziłby z domu, wiedział gdzieś podskórnie, że to nie jest najlepsze wyjście z tej sytuacji. Był na straconej pozycji, w zasadzie od początku, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, więc nie miał już żadnych nadziei, że może miałby jakieś szanse u Riven. Ona wybrała, a on nie miał w tym przypadku nic do gadania. Pozostało mu jedynie pogodzić się z tym faktem i jakoś ruszyć do przodu, chociaż to wcale nie była łatwa misja. Nie miał jednak zamiaru użalać się nad sobą, czy to nie on zawsze mawiał, że jest za młody na ustatkowanie się i ma czas na zabawę? Najwyższa pora całkowicie prowadzić to wszystko w życie. Trzeba się wziąć w garść, nie ważne jak bardzo bolało, a bolało cholernie.
- Zmiana pogody przyda się nam wszystkim. - odparł spokojnie kiwając głową - Dobrze, że mamy już wiosnę w pełni, słońce coraz częściej pojawia się na niebie, nawet czasami rezygnuje z kurtki. - poruszał brwiami, po czym lekko poprawił jej koc na ramionach.
Zacisnął lekko palce na jej dłoni kiedy prowadziła go do kuchni i uśmiechnął się łagodnie.
- Za wygodnie masz, co? - rzucił do suczki kręcąc głową z jawnym rozbawieniem, po czym zrobił duży krok by ominąć psisko.
Pewnie kiedy zaczną piec i Helga poczuje nosem jedzenie, bardziej się zainteresuje się tym co się dzieje. Teraz jednak rozłożyła się wygodnie i nie miała najmniejszego zamiaru się ruszyć. Kiedyś zastanawiał się nad trym czy nie sprawić sobie jakiegoś zwierzaka. Owszem, miał sowę, ale jednak myślał o towarzyszu, który bardziej cieszyłby się na jego widok. Pies niestety nie wchodził w grę, nie miałby go gdzie trzymać, a byłoby mu zdecydowanie szkoda zwierzęcia gdyby musiał żyć w jego małym pokoju. Pan Hao raczej też nie byłby za bardzo zadowolony. Przeszedł mu przez myśl też kot, ale kiedy rozważył wszystkie za i przeciw, doszedł do wniosku, że to też nie jest zwierzak dla niego. Ostatnio chodziła mu po głowie fretka, ale na ten moment nie poświęcał temu zbyt dużej uwagi.
Położył reklamówkę na stole i wyciągnął z niej zakupu, kładąc je po jednej stronie blatu. Po chwili oparł się o niego rękami i spojrzał na Leonie uważnie.
- Nie sądzę abyś obrosła w piórka. - zaprzeczył kręcąc głową - Znasz się na roślinach jak mało kto, z bólem serca to przyznaje, ale lepiej ode mnie. - mrugnął do niej - Zjazd Absolwentów to były duże emocje, nie wiadomo było czego sie tak naprawdę spodziewać, więc nic dziwnego, ze umysł płatał figle. Naprawdę nie ma się czym przejmować, jestem przekonany, że mimbletonia ci to wybaczyła jak tylko doszła do siebie. Jesteś tylko człowiekiem Leonie, a popełnianie błędów leży w naszej naturze. - uśmiechnął się do niej łagodnie, po czym podszedł do czajnika i najpierw nalał do niego wody, a potem wstawił go na palnik.
Zrobił to w ostatnim momencie, bo po chwili chwyciła go w objęcia, na co zaśmiał się cicho. Doskonale pamiętał jak zaciekawiona była tą mieszanką herbat, którą pani Lian jakimś cudem sprowadziła z Chin. Chociaż kobiecina zajmowała się przede wszystkim tworzeniem maści i eliksirów leczniczych, to dodatkowo miała niewielki składzik herbat, którymi również handlowała. Chińskie herbaty nie były tanie, więc pewnie miała z tego niezły dochód, bo wbrew pozorom koneserów takich egzotycznych naparów było wielu.
- A daj spokój. - machnął ręką widząc jak dużo radości sprawił jej tym małym prezentem - Przehandlowałem ją za kilka dni pomocy w aptece, będę robił maści i eliksiry. To naprawdę mała cena za to, że mogę widzieć twój uśmiech. - odparł spokojnie znów się śmiejąc kiedy poklepała go po policzku, był to gest, do którego już się przyzwyczaił i w zasadzie to lubił - Powidła idealnie wkomponują się w piernik, tego jestem pewny. - pokiwał ochoczo głową, po czym klapnął sobie na krześle.
No i przyszedł ten moment. Nie dała się zwieść, chociaż próbował, może nie z całych sił, ale próbował. Westchnął ciężko i sięgnął do kieszeni po papierosy, ale zrezygował w połowie ruchu. Nie chciał jej smrodzić w mieszkaniu. Odchylił się na krześle i spojrzał na siostrę, a cała radość jakby wyparowała w sekundę, zgarbił sie lekko.
- Zaprzepaściłem całe lata przyjaźni… - powiedział cicho bawiąc się materiałową bransoletką z czerwonej nitki, którą pani Hao zrobiła mu na urodziny, powinna przynosić szczęście i odganiać złą energię - Na balu…no tańczyłem z Riven, tak jak jej obiecałem…ale wcześniej byliśmy w Zakazanym Lesie, w sensie ja, Riven i Kenneth. Zachowałem się okropnie, byłem cyniczny, wredny…ale oni chcieli iść za olbrzymem, za olbrzymem wyobrażasz sobie?! - spojrzał na nią szukając w jej oczach zrozumienia - A potem ten bal…i…i powiedziałem jej wszystko…wszystko co czuje. - westchnął ciężko kręcąc głową.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Leonie Figg
Akolici
i dug my heels into the gravel, as evidence for you to unravel. can you find me?
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
28-02-2026, 11:07
Na końcu języka zatańczyło upomnienie, żeby nie rezygnował z kurtki za często, bo jeszcze się przeziębi, ale tym razem Leonie dzielnie przełknęła opiekuńczą nadgorliwość. Mimo że nadal widziała w Keithcie tego małego chłopca o orientalnej urodzie, wodzącego zagubionym wzrokiem po pokoju wspólnym puchonów, on był już dorosły. Miał prawo podejmować swoje decyzje, popełniać błędy i uczyć się na ich konsekwencjach, tak jak, niestety, robił to w ostatnim czasie. Ona zaś musiała mu na to pozwolić. Trzymanie Crofta pod kloszem niczemu nie pomoże; uśmiechnęła się tylko i kiwnęła głową, a zaczepiona przez niego potem Helga sapnęła głośno, jakby próbowała pokazać czarodziejowi, że niebywale zmęczył ją ten dzień i musi odpocząć. Rzecz jasna nie zrobiła w jego trakcie nic ważnego, odpoczywała po odpoczynku.
Wyrzucona przez Leonie wątpliwość zawisła w pomieszczeniu jak toksyna przedostająca się do powietrza. Od zjazdu cierpiała na dziesiątki samobiczujących rozważań, popadała w spiralę lepkich, czarnych myśli, przez które obawiała się chodzić do pracy, ni z tego, ni z owego czująca się bardziej niekompetentnym pracownikiem niż Harris. Może to w niej od początku leżał problem, nie w nim. Ona nie potrafiła przekazać mu wiedzy, pokazać, jak zajmować się roślinami, bo sama nie była tak biegła, jak do tej pory sądziła. Sarnie oczy wpatrywały się w Keitha w nadziei na to, że będzie z nią szczery - jeśli zobaczył w niej skazy, powinien o tym powiedzieć, przecież by się nie obraziła. Chyba. Co najwyżej załamała. On jednak mówił do niej łagodnie, zdzierał w jej duszy strupy zwątpienia i pokazywał, że jedna wypaczona jaskółka nie czyni zgniłej wiosny. W jej spojrzeniu błysnął zalążek wdzięczności, kiedy sięgnęła dłonią do jego dłoni i splotła ich palce, znajdując w cieple jego skóry znajomy spokój i siłę.
- Byłam wtedy taka pewna swojego zdania... - przypomniała sobie ciężko i odetchnęła, próbując wyplewić z płuc zarodniki kolejnej fali samokrytyki. - Ale w jednym na pewno masz rację. Tłumy. Źle na nie zareagowałam, wiesz - przyznała, poparzona delikatnym rumieńcem, który wpełzł na policzki z racji przyznawania się do jakichkolwiek trudności. Nie przychodziło jej to naturalnie. Leonie zazwyczaj wolała tłumić w sobie emocje, niż pokazywać je najbliższym, w obawie, że zbytnio obciąży ich swoimi problemami. - Było tam za gwarnie, za ciasno... Na chwilę schowałam się w sekretnym ogrodzie, gdzie spotkałam Eddiego, ale to pomogło tylko na czas, kiedy tam byłam. Potem znów zawrzało na korytarzach - ciągnęła, celowo nie rozgadując się na temat byłego chłopaka, Akolity, z którym chcąc lub nie chcąc musiała współpracować. Nawiązali wtedy pewnego rodzaju sojusz, który ją zaskoczył. Bones, jak się okazało, nie nosił do niej urazy, a przynajmniej nie tak trwałej, jak się spodziewała. - Mimbletonia mi nie daruje. Ona obumarła, Keith. Na moich oczach. Przez mój błąd - dodała gorzko. Chyba nie mówiła mu o losie źle zdiagnozowanej rośliny, o jej tragicznym ostatnim drżeniu, wybuchu narośli i ciszy, która zapadła wtedy w sali egzaminacyjnej. - Taki błąd powinien być niedopuszczalny -  oceniła i pokręciła głową ze zrezygnowaniem.
Gdyby nie podarunek w postaci egzotycznej herbaty, zapewne dłużej nurzałaby się w depresji po wyniku Gumochłonka. Croft jednak odwrócił jej uwagę, nakierował myśli na inny tor, wykorzystał słabość do wywarów, żeby stanęła na nogi, i udało mu się to. Przytuliła go z całej siły.
- O nie, czyli się przeze mnie przepracujesz - zauważyła nagannie, choć uśmiech nie schodził jej z twarzy, a promienne spojrzenie nie przygasło, mimo zapowiedzianego przez niego dyżuru aptecznego. Znając Keitha, zapewne potraktuje to jako dobrą okazję do nauki i podszlifowania swoich umiejętności, zamiast niewygodę. - Dziękuję - powtórzyła ciepło, nie mogąc się doczekać, aż kwiaty rozkwitną w filiżance. Nigdy dotąd nie widziała tego procesu, wydawał się jej magiczny, uszyty z egzotycznych nici, które jeszcze nie dotarły do Wielkiej Brytanii. Ale kto wie? Może dzięki niemu opatentuje coś podobnego? To by dopiero było! - Jeśli będziesz potrzebował kanapek do tej apteki, daj znać, przygotuję ci je w ramach wyrazu wdzięczności - zapowiedziała wesoło. Codziennie robiła śniadanie Jasperowi, kiedy ten musiał pojawić się w szpitalu na dyżur, więc dodatkowe kromki nie sprawiłyby jej żadnego problemu.
Wypełnione wrzątkiem kubki przyjęły kwiaty chińskiej herbaty, kiedy Croft otwierał przed nią serce. Na początku patrzyła na niego kątem oka, jakby bała się, że wpatrywanie się w jego twarz go spłoszy, lecz kiedy historia dotarła do Riven, obróciła się i oparła biodrami o szafkę kuchenną, spoglądając na niego z troską. Okrutnie cierpiał po całym tym nieporozumieniu. Po utracie uczucia, którego nie spodziewał się w sobie odnaleźć. Oboje z Thorne pobłądzili, w efekcie czego zapewne oboje cierpieli, stojąc na pograniczu całkowitego zniszczenia cennej przyjaźni.
- Po co chcieli iść za olbrzymem? - zmarszczyła brwi. Przecież to prosta recepta na to, jak dorobić się złamanych kręgosłupów, pogniecionych kości i postępowania spadkowego idącego w ruch. Mieli jakiś powód czy kierowała nimi chwilowa fanaberia, animusz, który czuła też ona, stając naprzeciw mimbletonii? Oblicze Leonie złagodniało, kiedy usłyszała, że Keith przyznał się do swoich uczuć. Podeszła do stołu, postawiła na blacie kubki z herbatą i zajęła miejsce na krześle naprzeciwko niego, tak, by stykali się kolanami. Powinien czuć, że była obok. Że nie był sam ze swoimi koszmarami. - Co ona na to? - spytała ostrożnie. Po minie puchona mogła wysnuć wnioski, które musiały okazać się trafne. Nie chciała szafować komentarzami, zanim nie pozna wszystkich szczegółów, dlatego słuchała cierpliwie, sięgając po jego dłoń, żeby znów pogładzić kciukiem jej wierzch.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
1 godzinę temu
Croft nie miał zamiaru utwierdzać jej w swoich przekonaniach, że poniosła sromotną porażkę. Nie dlatego, że nie była to prawda, ale dlatego, że po prostu nie chciał by się smuciła. Wiedział, że pod tą maską, pod którą często ukrywała swoje emocje i uczucia, była wrażliwa, kochająca osoba, która zdecydowanie za dużo brała do siebie. Zastanawiał się czy gdyby konsekwencje tego jednego, w tym momencie już nic nie znaczącego, błędu nie były tak widoczne, czy by faktycznie tak bardzo się przejmowała. Odpowiedź jednak przyszła sama, oczywiście, że by się przejmowała, bo taka już była. Czasami miał wrażenie, że ostatnimi czasy dogadywała się lepiej z roślinami niż z ludźmi i w zasadzie pod tym względem tu byli podobni. On ostatnio też zdecydowanie lepiej czuł się w towarzystwie flory, a przecież był zawsze towarzyskim typem. Lubił ludzi, lubił spędzać z nimi czas, rozmawiać i śmiać się, ale ostatnie dni przysporzyły mu tyle smutku i trudności, że naprawdę najchętniej zamknąłby się w szklarni albo pracowni pani Lian i z niej nie wychodził. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie miał zamiaru jej teraz przytakiwać. Może być egoistą, co dotarło do niego poprzedniego dnia podczas wizyty u Oriany, ale trudno. Nie powoli siostrze się smucić i zaprzątać sobie głowy rzeczami, które tak naprawdę nie miały żadnego wpływu na to jaka jest.
- Nie w jednym, a we wszystkim. - spojrzał na nią uważnie unosząc brew ku górze - Każdy z nas inaczej reaguje na takie sytuacje. Miałaś pełne prawo się po prostu pomylić i nikt cię za to nie wini, tego możesz być pewna. Organizatorzy z całą pewnością byli gotowi na takie wypadki i mieli w zanadrzu jeszcze wiele mimbletoni. Ta, na którą akurat trafiłaś ty może była po prostu już z defektem od początku? - podsunął - Może jej choroba była już tak zaawansowana, że dało się ją pomylić z inną? Nigdy nie wiadomo, mogło się zdarzyć na około milion pięćset innych rzeczy, które doprowadziły cię do takich, a nie innych wniosków. - posłał jej pokrzepiający uśmiech i lekko poklepał po wierzchu dłoni - Naprawdę Leonie, nie ma się w ogóle czym przejmować - Eddiego? Tego od specjalnego rytuału, tak? - mimowolnie zaśmiał się cicho pod nosem przypominając sobie jak chłopak spytał o coś takiego na spotkaniu akolitów.
Wtedy spojrzał na niego jak na kogoś komu brakowało piątej klepki, ale z czasem doszedł do wniosku, że było to co najmniej zabawne.
- No już już, naprawdę, nie masz za co dziękować. - zaśmiał się kiedy Leonie przytuliła go z całej siły, jak na kogoś tak drobnego, miała zdecydowanie za dużo siły - E tam sie przepracuje, nie przesadzajmy. - machnął ręką - Zawsze lubię pomagać pani Lian…w zasadzie zawsze robię to za darmo, więc dla mnie to nie jest problem. A pani Lian ma już swoje lata, nawet jeśli nie wygląda, należy jej się zdecydowanie więcej odpoczynku. - uśmiechnął się do niej kręcąc głową.
To właśnie ta starowinka pomogła mu załatwić pracę w restauracji. To do niej udał się jako pierwszej kiedy opuścił rodzinny dom i to ona wzięła go pod swoje skrzydła. Czuł, że jest jej za to wszystko winny pomoc, nawet jeśli aptekarka z całą pewnością złoiła by go szmata przez łeb gdyby usłyszała to wszystko.
Keith nigdy nie był dobry w ukrywaniu swoich emocji. Nie jedna osoba mogła czytac z niego jak z otwartej księgi, zwłaszcza ktoś znający go tak dobrze jak Leonie. Zawsze było po nim widać kiedy miał dobry humor, kiedy się smucił. Ostatnimi czasy starał się robić dobrą minę do złej gry, ale zdecydowanie nie zawsze mu to wychodziło. Teraz nie musiał udawać, mógł całkowicie pokazać co czuje i jak się czuje. A czuł się fatalnie.
- Bo stwierdzili, że to świetny pomysł. Zobaczyli ślady na ziemi i stwierdzili, że idą zobaczyć. - westchnął ciężko - Wiesz jak jest z moją orientacją w terenie, jakbym wrócił sam to na bank bym się zgubił, więc dla „bezpieczeństwa” bardzo niechętnie poszedłem z nimi. Ale nie omieszkałem im pokazać jak bardzo niezadowolony z tego faktu jestem. - powiedział obracając bransoletkę na nadgarstku.
Gdy usiadła przed nim, uniósł wzrok i spojrzał na nią. To spojrzenie mówiło wszystko. Migdałowe oczy były pełne bólu i smutku, bliskie rozpaczy. Westchnął ciężko i otworzył usta, ale po chwili je zamknął nie wiedząc jak to wszystko ubrać w słowa. Zacisnął szczęki, aż go rozbolała, po czym wziął głęboki wdech.
- Spóźniłem się. One jest teraz Kenneth’a, należy do niego. Nawet ją oznaczył, dał jej naszyjnik żeby wszyscy wiedzieli, że jest jego. - skrzywił się z obrzydzeniem - Ale…ale powiedziała mi, że ona od lat do mnie też coś czuła, ale nigdy mi o tym nie powiedziała… a teraz, kiedy i ja…jest za późno, bo ona podjęła decyzje i jej nie zmieni. - pokręcił głową - Powiedziałem jej, że nie chce się z nią spotykać. Że nie chce jej widzieć, bo to tylko wszystko utrudni…ale mam wrażenie, że jest jeszcze gorzej jak jej nie ma. - jęknął ukrywając twarz w dłoniach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:57 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.