• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Pub "Jack’s Alehouse"
Pub "Jack’s Alehouse"
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-07-2025, 20:35

Pub "Jack’s Alehouse"
Na pierwszy rzut oka „Jack’s Alehouse” wygląda jak jeden z wielu pubów dla zmęczonych robotników: niska, ceglana kamieniczka z zakurzonymi szybami i starym szyldem przedstawiającym przechylony kufel piwa oraz krzywo wyryte inicjały J.A. Lecz w środku to coś więcej niż zwykła speluna. To serce lokalnej dzielnicy - miejsce, gdzie spotykają się ludzie podtrzymujący fundamenty ów zróżnicowanego miasta. Wchodząc do środka niemalże od razu odczujesz zapach tytoniowego dymu, zmieszanego z gryzącą wonią gęstego oleju oraz smaru. Z sufitu zwisają mosiężne lampy gazowe, które ktoś dawno temu przerobił na elektryczne. Podłużne stoły ciągną się przez całą długość sali – nie są oddzielone. Głośne rozmowy wybrzmiewają tu już od samego rana. Pub nie zamyka się nawet na chwilę, mieląc ogromne kolejki spragnionych ludzi. Za barem najczęściej staje Tommy “Jack” Malloy, były bokser, który lubi opowiadać, że jego dziadek serwował piwo żołnierzom i najsławniejszym bandziorom. To właśnie podczas jego zmiany urządzane są płatne bijatyki i inne zawody mające w sobie nutę hazardu. W rogu stoi zdezelowany stół do bilardu, a ścianę przeciwległą do baru zdobi tarcza do sportowego darta. W najciemniejszym kącie sali siedzą starzy ludzie, którzy wiedzą rzeczy, o jakich młodzi nawet nie śnią. Tu plotki z portu, wieści z doków i opowieści z miasta łączą się w jedną pijacką balladę wyśpiewywaną każdego wieczoru.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
09-02-2026, 21:37
Lorcan był przezorny i bardzo słusznie, nawet przy Axelu musiał pamiętać o tym, aby nie pozwalać ponieść się emocjom i nie pokazać za wiele chłopakowi. Chociaż Axel nie sprzedawał informacji na jego tematu, ani kilku innych osób, to jednak swoje przez te wszystkie lata zebrał i mial dość spora bazę informacji. A wystarczyłby utalentowany czarodziej o zdolnościach leglimencji i wiele z tych wiadomości mogło trafić w niepowołane ręce. Axel zawsze obawiał się tego, aby ktoś zaczął przeczesywać jego umysł, dlatego zawsze grał przed wszystkim irytującego dzieciaka, który nie mial większego znaczenia w całym tym roju na Nokturnie.
Axel dostrzegał w Lorcanie w tej chwili pewne szczegóły, które go zdradzały. Nie pokazał jednak po sobie za wiele, nie mógł w tej chwili powiedzieć, co zrobi. Jeśli Lorcan wprost mu nie zakaże czegokolwiek w kierunku realizacji tego zadania, to Axel nie czul się w żaden sposób ograniczany. A czy nie lepiej aby to akurat on wykradł te skarby, aby wywabić o wiele bardziej niebezpiecznego gracza z jego kryjówki.
- To prawda, rzadko kiedy wychylają się ze swojej nory, chyba ze dobrze się ich zachęci. - Axel pstryknął palcami zadowolony ze swojego pomysłu. Widocznie sam Axel był ciekawy, co to za typ tak się krył przed światem.
Jednak po chwili uśmiech spełzł z twarzy Axela, kiedy Lorcan wypowiedział ku niemu ostrzeżenie, kiedy ktoś tak mówił, zwłaszcza ktoś kto z Nokturnem mial się całkiem dobrze, to nie były słowa rzucane na wiatr. Błękitne oczy chłopaka stały się chłodne, niczym tafla lodu, zmierzył wzrokiem Lorcana. Rookwood mogli zwiastować kłopoty, ale on nie mial zamiaru dać się złapać, jeśli nie będą wiedzieli, kogo szukać, wtedy on się po prostu rozpłynie w powietrzu. Nie dzielił się jednak już ze swoimi przemyśleniami z Lorcanem, nie chcąc w tej chwili wyciągać z niego tego, co tak bardzo wzbudzało w nim tyle obaw.
Axel westchnął cicho, Lestrange mial rację, powinien się skupić na wywiadzie, a potem dopiero podejmować dalsze decyzje nim postawi nieostrożny krok. Spotkanie dobiegało końca, Lorcan wstał od stolika wspominając o pogodzie, to znaczyło, że mial juz dość towarzystwa Axela i mial zamiar pójść w swoja stronę sam. Devereaux nie mial zamiaru go śledzić, wolał zostać tutaj i wypić coś jeszcze.
- Istotnie, barowa pogoda. Dlatego ja się stad nie ruszam. - Na twarz złodzieja wrócił luźny uśmiech aż przymknął oczy. Po chwili kiedy Lorcan przechodził obok niego, pochylił się i wspomniał, że cos Axelowi wypadło. Chłopak obejrzał się i zaraz w jego dłoni pojawiło się małe zawiniątko. Axel uśmiechnął się czując, że wcale nie było takie lekkie, czyli to było cos faktycznie wartościowego. Zamknął długie palce na zawiniątku uśmiechając się do starszego mężczyzny.
- Och, dziękuję za czujność. - Uśmiech chłopaka stal się promienny, a jego oczy zabłysły radośnie. Axel lubił być doceniany za swoją pracę, nie było to wcale proste zdobyć informacje, wiec kiedy był doceniany, od razu poprawiał mu się humor. Szybko schował zawiniątko, mial zamiar obejrzeć je dopiero w zaciszu swojego pokoju, gdzie nikt nie będzie mu zaglądał przez ramię. Skinął głową Lorcanowi na pożegnanie, po czym przesiadł się do baru, by zamówić kolejną ćwiartkę.

zt Axel
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
26-02-2026, 13:03
|06.05.1962

Bila uderzyła jedną w drugą, a ta zielona trącona białą, potem czarną, wpadła do łuzy. Kenneth wyprostował się zadowolony ze strzału i namierzył się do kolejnego, ale gdy spudłował oddał miejsce Mitchowi. Samemu w tym czasie sięgając po kufel piwa, do połowy już opróżniony. -Wjebałem się, stary. - Mruknął z ciężkim westchnieniem i oparł się o stół czekając, aż kumpel wykona sam swój ruch. Liczył na to, że jak zadokuje na dwa tygodnie w Cardiff to będzie mógł liczyć na spokój i załatwianie interesów przed kolejnym rejsem, a zamiast tego wpadł w emocjonalną dramę, na którą się nie pisał. Możliwe, że kwestia była tego, że wybrał dziewczynę od niego młodszą, która była na innym etapie życiowym niż on, taką, która zawsze była obok niego, a na którą zwrócił uwagę dopiero jakiś czas temu. Riven przez to, że pracowała w Tawernie, zawsze była obecna jak wracał z rejsów, zawsze pytająca o to jak minęła im podróż, stała się stałym punktem. A potem mu odbiło i uznał, że zmieni swoje podejście i schemat do relacji damsko - męskich. Kochanka na stałe, a nie co jakiś czas inna kobieta w łóżku. No i teraz miał.
Nim zaczęli grę opowiedział pokrótce Mitchowi w czym rzecz, nie zagłębiając się w większe szczegóły. I jedynie dodał, że rozmowa z Croftem kosztowała go niezłe nerwy. -Być może poszedłem za wcześnie, ale dziewczyna jednego wieczora siedzi mi zaryczana, a dobę później wraca zalana bo potrzebowała zatopić swoje smutki. - Pociągnął kolejny łyk piwa. -Zaczynam się zastanawiać co zastanę jak wrócę z rejsu, a to jest ten jeden z dłuższych. - Sięgnął po papierośnicę by wyciągnąć z niej papierosa i odpalić sprawnym ruchem. Zerknął w stronę lady, za którą królował Tommy; szerokie bary oparte o blat, rękawy podwinięte wysoko, a minę miał sytego kota, który właśnie dopił śmietankę i zastanawia się, którego gołębia złapać następnego. To spojrzenie mówiło wszystko. Dziś wieczorem poleje się nie tylko rum. Będą płatne bijatyki, krąg z beczek ustawionych na środku sali, ciężkie monety brzęczące o blat i gardła zdarte od obstawiania wygranych i przegranych. Tommy już liczył zyski, choć jeszcze udawał, że poleruje kufle. Na razie jednak panował ten osobliwy spokój, który w dokach zawsze zwiastował burzę. Powietrze było gęste od dymu i zapachu smoły przyniesionej na butach prosto z nabrzeża. W kącie, jak co wieczór, okupowali swój stół starzy bywalcy — twarze poorane zmarszczkami jak mapy dawnych rejsów, dłonie twarde od lin i soli. Szeptali między sobą, pochylając się nisko nad kuflami, wymieniając nowinki z taką powagą, jakby rozstrzygali losy królestw. Komentowali, kto przypłynął, kto nie wrócił, który ładunek zniknął szybciej niż powinien i czyje nazwisko padło ostatnio zbyt głośno.
Lubił tu przychodzić. A przychodził po informacje. W tym miejscu szybciej niż w kantorach kupieckich można było dowiedzieć się, co w trawie piszczy. Jaki towar właśnie jest na topie, gdzie magazyn pęka w szwach od skrzyń, a gdzie świeci pustkami, kto w jedną noc dorobił się fortuny i jakim cudem jeszcze oddycha. W dokach wieści rozchodziły się jak ogień po suchej linie. Tu nic nikomu nie umykało. Jeśli ktoś chciał coś ukryć, musiał być sprytniejszy niż szczur, który przeżył trzy sztormy. A jeszcze lepiej to sprawić, by ludzie patrzyli dokładnie tam, gdzie chciał, żeby patrzyli, podczas gdy prawdziwy ładunek znikał im sprzed nosa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
Wczoraj, 13:07
Propozycja spotkania go nie zaskoczyła. Kenneth był dobrym kumplem od kilku lat i chociaż już nie pamiętał jak się poznali, to zawsze z chęcią spotykał się z nim kiedy ten akurat nie był na morzu. Ostatnio widzieli się dwa miesiące wcześniej kiedy należało odrestaurować poobijaną Łanie. Spędzili wtedy dobre kilka dni razem i w zasadzie oprócz pracy to większość czasu rozmawiali o dupie maryni. Nie musieli mieć w sumie nawet jakiego konkretnego powodu żeby się spotkać, napić się można było od tak. Jednak czytając list z propozycja wyskoczenia na partyjkę bilarda, odniósł wrażenie, że kumpla coś gryzie. Nie mógł mu więc tym bardziej odmówić. Zwłaszcza, że miał sporo czasu, jako, że wziął sobie kilka dni wolnego. Potrzebował tego, głowa przede wszystkim potrzebowała aby odpocząć, oderwać się od wiecznej pracy, od myślenia jak rozwiązać jakieś projektowe problemy.
Droga do pubu Jack’s Alehouse była mu znana. Wychował się w końcu w Londynie, więc to miasto nie miało przed nim tajemnic. Ostatnimi czasy bywał w porcie częściej niż do tej pory, bo osobiście nadzorował rozładunek materiałów, które zamawiał do swoich projektów, zwłaszcza, jeśli klient należał do tych bogatszych, a projekt był z tych większych, mających mu przynieść większe zarobki. Własna firma zbliżała się wielkimi krokami, musiał więc odkładać każdego knuta aby kredyt go nie przygniótł za bardzo. Już nawet rozglądał się za miejscem na siedzibę swojej firmy, jako, że nie mógł wszystkiego robić w swojej pracowni. Będzie potrzebował kilku pomieszczeń, które osobiście sam zaprojektuje i urządzi.
To jednak był problem dla niego na później. Teraz pojawił się tutaj żeby pograć w bilarda i dowiedzieć się co trapi jego kumpla. Pub miał swoją specyficzną atmosferę, ale taką nie do podrobienia. Z zewnątrz wyglądał jak speluna najgorszego sortu, w środku jednak można było poczuć się całkiem inaczej. To miejsce miało klimat, które Macnair bardzo lubił. Kiedy wszedł do środka Kenneth już na niego czekał, tak samo jak kufel piwa, co bardzo go ucieszyło. Chociaż ostatnio starał się ograniczać alkohol, w każdym razie ten wyżej procentowy, to piwo albo dwa mu nie zaszkodzi. Najważniejsze żeby wiedział kiedy powiedzieć stop. Przywitał się więc z kumplem i po krótkiej wymianie informacji co u kogo słychać, rozpoczęli partyjkę, podczas której Kenneth opowiedział mu już o wiele dokładniej co mu leży na sercu. Słuchał go w milczeniu, czasami unosząc brew ku górze. Nie bagatelizował swoich problemów, ale słysząc z czym zmaga się kapitan, doszedł do wniosku, że zdecydowanie chyba woli swoje rozterki niż jakby miał się mierzyć z tym co on.
- No wjebałeś się w niezłe gówno. - pokiwał głową przyznając mu racje.
Nie miał w zwyczaju owijać w bawełnę, a skoro kapitan sam sobie zdawał sprawę, że jest w gównie po szyje, to nie miał zamiaru wyprowadzać go z błędu. Kenneth był od niego kilka lat starszy i miał swój rozum. Macnair nie chciał go oceniać, to nie była jego rola, z resztą, niech pierwszy rzuci kamienień, kto nigdy nie zrobił głupoty jeśli chodziło o kobietę.
Odepchnął się od krzesła i przez moment analizował co się dzieje na stole, po czym nachylił się i uderzył w białą, która po chwili zderzyła się z niebieską, a ta już poturlała się do łuzy.
- Co ty w ogóle miałeś w czerepie, że wziąłeś sobie tak młodą sikse? - uniósł brew ku górze przenosząc spojrzenie na mężczyznę, by po chwili znów wrócić nim do stołu - Takie młódki mają kiełbie we łbie, założę się, że ona sobie już w głowie ułożyła całe życie z tobą. - wzruszył ramionami nachylając się znów do uderzenia, jednocześnie odczuwając znów skutki wczorajszego treningu na sali bokserskiej, zakwasy to nie przelewki.
Tym razem spudłował i odstąpił miejsca dla kumpla, samemu sięgając po kufel z piwem.
- No laski mają swoje problemy nad odreagowywanie takich akcji. Jedne będą leżeć i płakać, drugie pójdą na zakupy, a trzecie zrobią to co twoja panna. Nie wiem w sumie co gorsze. - pociągnął łyk i sięgnął do kieszeni po fajki - Ale ten twój koleżka…w zasadzie czego on się spodziewał? Przecież cię zna. Przecież to nie tak, że sobie odpuścisz, bo jakiś ziomek ma złamane serduszko. - uniósł brew ku górze zaciągając się papierosem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:53 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.